środa, 10 września 2014

Tour of a blank planet (2007 - 2008): cz.2: Nowości, starości i kręcenie filmu.

Aby wypromować świeżo wydane Nil Recurring Porcupine Tree zaczęli uczyć się utworów z tej małej płyty na próbach i kiedy rozpoczęli drugie odnóże Tour of a Blank Planet (3 października w Buena Vista), setlista była taka:

01. Fear of a Blank Planet
02. What Happens Now?
03. The Sound Of Muzak
04. Lazarus
05. Nil Recurring
06. Anesthetize
07. Open Car
08. My Ashes
09. Blackest Eyes
10. Cheating The Polygraph
11. Drown With Me
12. Half-Light
13. Way Out Of Here
14. Sleep Together
….
15. Dark Matter
16. Shesmovedon
17. Halo


Pierwotnie planowano grać wszystkie cztery utwory z płyty, ale (jak to Wilson wyjaśnił dzień później podczas mini koncertu w Orlando) Normal okazał się być zbyt wymagającym utworem i PT nie zdążyli się go nauczyć.
Oprócz premierowych kompozycji (z wyjątkiem Cheating The Polygraph) pojawiły się jeszcze trzy nowe dla trasy utwory – Shesmovedon i Dark Matter, oraz Lazarus. Ten pierwszy zaliczył ostatecznie dwa wykonania na tej trasie, a po usłyszeniu nagrania z pierwszej nocy nie miałem więcej pytań. Zespół ewidentnie nie radził sobie z tą piosenką, jakby kompletnie zapomnieli jak się ją grało. Dark Matter natomiast (powrót po 4 latach) przebiegł bez zakłóceń. Następnego dnia Steven i Wes wystąpili w sklepie Park Avenue Cds w Orlando gdzie zagrano bardzo specjalny set (pierwotnie miał wystąpić cały zespół). Zagrano:

01. The Sky Moves Sideways (Phase 1) pt.2 I find that I'm not there
02. Even Less
03. Stars Die
04. Waiting (Phase One)
05. Normal
06. Drown With Me
07. Lazarus
08. Trains


Mimo, że wtedy niecodzienna, setlista zwiastowała niejako to co miało się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Sam koncert był dosyć wyjątkowy. Stars Die nie było grane od jakiegoś czasu, podobnie The Sky Moves Sideways. Waiting w wyjątkowej wersji, podczas której Wes improwizował wszystkie solówki. Normal zagrane zostało po raz pierwszy chociaż tak naprawdę duet rzucił się tylko na końcowy segment, który trwał około 2 minut.
Kolejne (już regularne) koncerty były nieco krótsze. Nil Recurring wymieniało się z Cheating The Polygraph, a Shesmovedon wypadło z setlisty na dobre wracając tylko jeden raz w Raleigh (11.10). Było to jak dotąd ostatnie wykonanie Shesmovedon. Na koncercie w Toronto (16.10) pojawiło się Mellotron Scratch. PT znowu uparcie próbowali radzić sobie bez Trains, ale ostatecznie dali za wygraną w Albany (18.10) (chociaż nie grali tego co noc). Prawdziwa petarda wypaliła w Cleveland (22.10) kiedy na bis zagrano The Sky Moves Sideways (Phase 1) (przy czym ogryzione z pierwszej części i z drugą graną tylko przez SW). Było to pierwsze „pełne” wykonanie od 1999 roku. TSMS pozostało rarytasem tej trasy, jedno z niewielu wykonań trafiło się nam w Poznaniu (28 listopada).

         

W Houston (27.10) na bis zagrano Waiting również zasugerowane podczas sklepowego koncertu w Orlando. Pozbawiony rarytasów koncert w Atlancie (29.10) został zarejestrowany. Z początku miało to być jedyne oficjalne wydawnictwo koncertowe z trasy, ale potem pojawił się pomysł nagrania dvd w Tilburgu i Atlantę odłożono. Przydała się później do pomocy w zbieraniu środków na leczenie Micka Karna. Na tym odłamie turnusu, PT było supportowane przez zespoły 3 oraz Head>>Fake. Wraz z powrotem do Europy w listopadzie, rarytasy zaczęły pojawiać się częściej. Drugie odnóże trasy zakończyło się w fińskim Tempere, supportem na wszystkich (prawie) koncertach była Anathema.

                                                         

Zespół ponownie udał się na wakacje. W tym czasie Wilson napłodził nowego materiału Bass Communion (między inny Haze Sharpnel i Molotov and Haze) oraz wystąpił pod tą nazwą na żywo razem z grupą Pig. "Koncert" odbył się 27 lutego 2008 w Meksyku. Stefan pracował też ostro nad Insurgentes, prawdopodobnie wtedy powstała lwia część materiału, który ostatecznie trafił na płytę. Będę o tym więcej pisał przy okazji tekstu na temat tego albumu. Kiedy Porcupine Tree wrócili po prawie 5 miesiącach grając w Australii, repertuar nie zmienił się zbytnio (chociaż TSMS i Waiting już nie powróciły). Po serii wakacyjnych mini występów na festiwalach, PT zaplanowali jeszcze bardzo krótkie trzecie odnóże na późną jesień 2008 roku. Ten mikro objazd był przede wszystkim podkładem pod nagrywanie dvd, które miało mieć miejsce w Tilburgu. Jak wiadomo tracklista dvd Anesthetize nie daje najlepszego obrazu trasy FOABP ponieważ 1/3 utworów pojawiła się w repertuarze dopiero na te kilka ostatnich koncertów w 2008 roku. Zanim Wilson ruszył tyłek do busa, zaczął już powoli komponować nowy materiał. Prawdopodobnie wtedy powstał pierwszy szkic do Remember Me Lover, oraz strzępy muzyki, która stanowiła bazę do The Incident.
PT zameldowali się 7 października w Lisbonie, prezentując setlistę pełną niespodzianek:



01. Wedding Nails
02. Normal
03. Prodigal
04. Blackest Eyes
05. Anesthetize
06. Open Car
07. Dark Matter
08. Drown With Me

09. Stars Die
10. Strip The Soul
11. .3
12. Half-Light
13. Way Out Of Here
14. Sleep Together
…...
15. Sleep Of No Dreaming
16. Halo
                                 

                                                           

5 nowości (6 jeśli liczyć Strip The Soul/.3) to całkiem niezły wynik, zwłaszcza, że są to nowości w wielu kategoriach. Po 7 latach powróciło Sleep Of No Dreaming i może nie jest to powrót na miarę Sever, ale rzadkość wykonań z końca 2008 (i kompletne olanie tego utworu na następnej trasie) naznaczała publiczność jako wybraną. Prodigal i Wedding Nails również zaliczyły bardzo rzadkie wystąpienia, po raz pierwszy od 2003 roku. Miały miejsce również dwie pół-premiery. Pół, ponieważ oba utwory były wcześniej w jakiejś formie wykonywane (akustycznie), ale pełnozespołowo debiutowały w Lisbonie. Mowa oczywiście o Stars Die i Normal. W przypadku tego pierwszego musiało przełamać się wiele rzeczy, w tym Wilson z krytycznym podejściem do swojego wokalu, oraz sam zespół, który musiał rozgryźć w jaki sposób najwierniej przedstawić utwór, który w oryginale opiera się głównie na partii fletu niesionej na delikatnym podkładzie. To co jest łatwe do zrobienia w studiu wymagało sporej pracy (i wyobraźni) do przedstawienia na koncercie, ale udało się. W przypadku Normal, zespół po prostu nauczył się w końcu to grać. Podczas Tilburskich koncertów, PT zaprezentowali prawie wszystko co mieli, niestety na dvd jest kilka bolesnych braków (przede wszystkim Stars Die). O tych koncertach i o wydawnictwie Anesthetize napiszę więcej w osobnym tekście. Podsumowując, publiczność w Tilburgu miała okazję zobaczyć/usłyszeć:

15.10.2008

01. Fear of a Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Way Out Of Here
06. Sleep Together
….......
07. Normal
08. Stars Die
09. What Happens Now?
10. Open Car
11. Dark Matter
12. Wedding Nails
13. Half-Light
14. Sever
15. Blackest Eyes
….
15. Sleep Of No Dreaming
15. Halo



16.10.2008

01. Normal
02. Drown With Me
03. Stars Die
04. Cheating The Polygraph
05. Anesthetize
06. Prodigal
07. Wedding Nails
08. Strip The Soul / .3
09. Half-Light
10. Sever
11. Way Out Of Here
12. Sleep Together
…...
13. Fear of a Blank Planet
14. Trains
…...
15. Sleep Of No Dreaming
16. Halo


Po odbębnieniu filmowanych koncertów Porcupine Tree zagrali jeszcze dwukrotnie (w Luksemburgu i Londynie) i na tym zakończyła się trwająca półtora roku (z przerwami) tułaczka pod tytułem „Fear of a blank planet Tour”. Zespół zagrał łącznie 35 utworów na całej trasie co w tamtym czasie było rekordem. Tych najciekawszych zmian (z końca 2007 i 2008 r.) doświadczyli wprawdzie nieliczni, ale suche statystyki są takie, a nie inne.
Między 16tym kwietnia 2007, a 19tym października 2008 zagrali 36 utworów:

1 utwór z „The Sky Moves Sideways”
4 utwory z „Signify”
2 utwory ze „Stupid Dream”
3 utwory z „Lightbulb Sun”
8 utworów z „In Absentia”
4 utwory z „Deadwing”
6 utworów z „Fear of a Blank Planet”
4 utwory z „Nil Recurring”
4 utwory niealbumowe (Stars Die, Drown With Me, Mother & Child Divided i Half-Light)

                                                          

poniedziałek, 8 września 2014

Tour of a blank planet (2007 - 2008): cz.1: Zmiany, koktaile i berek z Trains.

Fear of a Blank Planet, to dla wielu ulubiona płyta Porcupine Tree. Dla mnie nie, ale to nie ma większego znaczenia bo trasy promującej ten album nie da się nie lubić. Po różnorodnym choć momentami statycznym Deadwing Tour, FOABPTour była kolejnym krokiem w kierunku czegoś co w pełni zostało rozwinięte dopiero na Incident Tour. Regularne zmiany w repertuarze miały swoje powody. Materiał z najnowszej płyty zespół miał już obcykany dzięki trasie w 2006, podczas której każdej nocy grali cały album. Jedynym wyjątkiem było Cheating The Polygraph, które w tamtym czasie miało znaleźć się na płycie. Ostatecznie PT zdecydowali się na nowszą kompozycję Way Out Of Here i jej premiera koncertowa miała dopiero nadejść.

       

Fear of a Blank Planet
zostało wydane 16 kwietnia 2007 roku, a trasa miała wystartować już dwa dni później w szkockim Glasgow. Dzień premiery został jednak uświetniony mini-występem Stefana i Wesa w londyńskim Fopp Records. Koncert był krótki:

01. Fear of a Blank Planet
02. My Ashes
03. Sentimental
04. Trains


Na papierze nie wygląda to zbyt imponująco, ale wszystkie utwory (z wyjątkiem Trains) zostały wykonane z Wilsonem grającym na pianinie, a to już wiele zmienia. Prawdopodobnie jedyna okazja aby usłyszeć tytułowy utwór w takiej aranżacji. Tak czy inaczej, pełen skład stawił się dwa dni później w lokalu o nazwie ABC Glasgow. Setlista pierwszego koncertu trasy wyglądała tak:

01. Fear of a Blank Planet
02. Drown With Me
03. Lightbulb Sun
04. My Ashes
05. Anesthetize
06. Open Car

07. Gravity Eyelids
08. Blackest Eyes
09. Sentimental
10. Sever
11. Half-Light
12. Way Out Of Here
13. Sleep Together

14. Mother and Child Divided
15. Even Less
16. Halo


Tym razem Porcupine Tree naprawdę się wysilili. Jak wiemy, Deadwing Tour prezentował z początku zestaw „nowa płyta + kilka utworów granych na poprzedniej rasie” i dopiero
na drugiej nodze zaczęło się coś dziać. Tym razem od samego początku pojawiły się niespodzianki.
Po pierwsze premiery i to nie tylko z nowej płyty. Way Out Of Here dla nikogo raczej nie było fajerwerkiem, ale Drown With Me i Half-Light już tak. Rzadko się zdarza, że Wilson wyciąga nigdy nie grane utwory ze starszych płyt, jeżeli coś nie pojawi
się podczas promowania danego albumu to zazwyczaj się już nie pojawi. Wyjątków było kilka (Small Fish, .3, Stars Die), ale tylko potwierdzają regułę. Tym większym zaskoczeniem było wygrzebanie dwóch utworów, które nie znalazły się nawet na regularnych albumach (czego Wilson tradycyjnie żałował).

           

Drown With Me wypadło specyficznie, utwór ucierpiał nieco ze względu na oczywiste kompromisy (dwa wokale, a nie dziesięć), natomiast Half-Light zabrzmiał wyjątkowo dobrze chociaż jak kilka lat później zauważył Gavin, nie jest to wbrew pozorom prosty do zagrania utwór.
W tamtym czasie Stefan przebąkiwał o chęci wydania „Recordings 2” aby między innymi te utwory zyskały większą ekspozycję. Jak wiadomo Wilson jest do dziś prawnie przyblokowany z tym planem. Wracając do setu z Glasgow, poza dwiema premierami starszych piosenek, miały miejsce dwa powroty. Lightbulb Sun zostało odgrzebane po sześcioletniej przerwie, natomiast Sever po dziesięciu latach (a nawet na trasie 96/97 był rarytasem). Cieszą takie powroty i robią wrażenie zwłaszcza na tle Deadwing Tour. A to dopiero początek. My Ashes zmieniło się względem wersji płytowej i tego jak ten utwór był grany w 2006 roku. Tym razem Wesley przejął wokal w refrenie. Na tym etapie Fear of a Blank Planet nie był odgrywany w albumowej kolejności.
Żeby nie było za wesoło publiczność w Newcastle (19.04) nie zobaczyła ani Sever, ani Half-Light (oraz Mother and Child Divided). W zamian PT odegrali A Smart Kid i The Sound of Muzak, których nie można nazwać adekwatnymi zamiennikami. Taki stan rzeczy utrzymał się przez kilka koncertów, Sever wróciło ostatecznie w Nottingham (22.04), a Half-Light następnej nocy w Wolverhampton. Co ciekawe, Porcupine Tree dzielnie trzymali Trains z dala od setlisty co oczywiście musiało się kiedyś skończyć. 8 maja w Seattle zespół miał problemy techniczne po Anesthetize i sytuację trzeba było jakoś ratować ponieważ zapowiadało się na co najmniej kilkuminutową prace techników. A że byli w Ameryce... poleciało Trains. Wyszło pokracznie. Z początku (po intrze Wilsona) wszedł tylko Gavin co brzmiało dosyć sucho. Po jakimś czasie obudził się Wes, a ostatecznie dołączyli Colin z Ryśkiem. Sala cała się trzęsła. Póki co był to jednorazowy wyskok, ale mleko się rozlało.

         

9 maja w Portland trasową premierę miało .3 (póki co na jednorazowy występ). Pierwsza większa zmiana miała miejsce 13 maja w Anaheim (chociaż bardziej w formie niż treści). Po raz pierwszy przedstawiono Fear of a Blank Planet w albumowej kolejności oddzielając ten segment tradycyjną już dziś kilkuminutową przerwą.
Druga połowa (zawierająca .3 zamiast Half-Light) kończyła się na Trains (zatem wytrzymali niecały miesiąc). Na bis Mother and Child Divided i Halo,
Od tamtego momentu setlisty przedstawiały tego typu warianty przy czym w takiej formie jak w Anaheim FOABP było grane bardzo rzadko. 23 maja w Philadelphii trasową premierę miało Mellotron Scratch,
a 1 czerwca w Chicago pojawiło się Hatesong. W taki sposób Porcupine Tree dotarli do okresu wakacyjno/festiwalowego. Krótki set wyglądał zazwyczaj tak:

01. Open Car
02. Hatesong
03. Blackest Eyes
04. Anesthetize (1 i 2 część)
05. Mother and Child Divided
06. Halo


a na dłuższych koncertach odgrywano jedną z wariacji standardowego zestawu. Powrót do Europy nie wiązał ze sobą żadnych zmian. Na koncertach w Warszawie i Krakowie (6 i 7 lipca) publiczność usłyszała pełny przekrój dotychczasowego repertuaru (z FOABP zagranym „albumowo” w Krakowie). 14Tego lipca PT zagrali na festiwalu Ilosarirock w Finlandii i to nagranie z tego koncertu zostało wydane jako pierwsze (chyba, że liczyć „We Lost The Skyline”, który nie jest rejestracją koncertu pełnego składu). Tak zakończyła się pierwsza odnoga Fear of a Blank Planet Tour. Z zespołów, które w tym czasie supportowały Porcupine Tree można wyróżnić przede wszystkim Pure Reason Revolution, Amplifier i Absynthe Minded. Po pierwszym legu PT zrobili sobie wakacje chociaż jak to zwykle bywa nie były to typowe wakacje. Wilson zabrał się do Tel Avivu gdzie pucował utwory, które miały znaleźć się na „Nil Recurring”. Panowie się sprężyli i 17 września można było już owe wydawnictwo zakupić.  C.D.N.

czwartek, 17 lipca 2014

The sun is shining. In Poland. 4 lata po koncercie Porcupine Tree w Łodzi.


Mijają cztery lata od ostatniego koncertu Porcupine Tree w Polsce. Był to wyjątkowo udany koncert, a wspomnienie o nim nadal jest żywe ponieważ trzy miesiące później zespół zakończył swoją aktywność na czas nieokreślony (co niestety trwa do dzisiaj) i nie mieliśmy już żadnej okazji aby zobaczyć tych pięciu facetów na scenie (przynajmniej razem). Od razu uprzedzam, że poniższy tekst nie jest spóźnioną o cztery lata relacją, raczej nostalgiczną podróżą, przy okazji której przyjrzę się też „suchym” okiem na to jak ten koncert prezentował się na tle całej trasy The Incident Tour. A prezentował się wyjątkowo i wiele osób może nie zdawać sobie sprawy z tego jak bardzo. Ja tamten dzień pamiętam jako prawdopodobnie najgorętszy dzień lata 2010. Nie znoszę upałów, ale jak na złość maszerowałem wtedy wbity w garnitur na obronę pracy dyplomowej. Zanim mój umysł zaczął przyjmować do wiadomości, że idę wieczorem na koncert PT było już popołudnie. Jako, że grali „u mnie” nie musiałem się martwić o podstawowe kwestie takie jak dojazd, ewentualny nocleg lub powrót w środku nocy. Z racji zawodowych miałem z przydziału fotopass (z którego prawdę mówiąc nie miałem zamiaru korzystać, a przynajmniej nie żeby dostać się do „fosy”). Sumując wspomniane elementy dotarłem na miejsce w ostatniej chwili i mogłem zapomnieć o pierwszym rzędzie. Z drugiej strony nie spalono mi niespodzianki w postaci Pure Narcotic, które część osób słyszała przez drzwi kiedy zespół odbywał próbę.
Zadowolony byłem z tego, że nie przewidziano supportu, zwłaszcza po występie Rose Kemp we Wrocławiu (może jestem zbyt surowy, ale tamten październikowy wieczór nie był właściwy dla tego koncertu). Ci którzy byli 17 lipca 2010 roku w łódzkiej Wytwórni (tudzież Toya Studios, sam już nie wiem jaka jest nazwa tego miejsca) pamiętają zapewne głównie brak tlenu, zakładam, że podobne wspomnienia ma zespół. O samym koncercie z mojego punktu widzenia nie będę się rozpisywał, ci którzy byli na pewno pamiętają co i jak, a tym którzy nie byli mój opis raczej w niczym nie pomoże (a w internecie jest wiele napisanych bardziej na czasie relacji). Oczywiście można długo wspominać magiczną sztuczkę Gavina, Stefana zapominającego co drugi tekst i serdeczną, niemal rodzinną atmosferę podczas Pure Narcotic, ale przecież to wiecie. Jeżeli nadal nie, to bardziej pomoże tutaj dobrej jakości bootleg, o którym napiszę później.

                                    

Co wyróżnia łódzki koncert na tle całej trasy? Może najpierw kilka słów o tym czym ten koncert różnił się od Wrocławskiego, który odbył się w październiku 2009 roku. Pamiętam, że będąc w Hali Orbita kręciłem nosem na setlistę, ale gdybym wiedział ile nadrobię w Łodzi to bym tak nie marudził. Jeżeli ktoś był na obu koncertach to powinien być zadowolony, zespół postarał się aby ilość dubli ograniczyć do minimum (w tym wypadku poza materiałem z nowej płyty powtórzyły się tylko Way Out Of Here, Russia on Ice i Trains). Nie można też zapomnieć o tym, że album The Incident był we Wrocławiu grany w całości. Z innych kwestii Łódź wygrywa praktycznie pod każdym względem. Hala Orbita jest jednak miejscem, które służy głównie widowiskom sportowym i było to słychać. Wydaje mi się, że nawet w Hali Wisły akustyka jest lepsza. Wytwórnia nadal pozostaje jedną z najlepiej nagłośnionych (o ile nie najlepszą ze wszystkich) sal w Polsce, w końcu muzyka od początku była priorytetem przy jej projektowaniu. PT na dużej wrocławskiej scenie robiło wrażenie, ale jednak intymność koncertu w Łodzi wygrywa. Porcupine Tree na wyciągnięcie ręki. Jedynym minusem było to, że z jakiegoś powodu zespół nie grał na podwyższeniu przez co stojący dalej mogli mieć problem z widocznością (a jako bywalec Tojki wiem, że to nie jest norma). Ostatnią kwestią jest wspomniany wrocławski support, nad którym nie chcę się już pastwić. Co dalej zatem? Dlaczego łódzki koncert był jednym z najciekawszych koncertów na tej trasie (a tak właśnie uważam)?
Bo Pure Narcotic? To prawda, utwór ten został zagrany tylko na czterech koncertach tej trasy (po ośmioletniej przerwie) w tym na dwóch koncertach specjalnych. Można zatem uznać, że kawałek pojawił się tylko na dwóch regularnych koncertach The Incident Tour co czyni go jeszcze większym rarytasem. Ja sam w natłoku myśli po zapowiedzi Bosego analizowałem o jakim utworze może mówić (chociaż liczba 8 i akustyk mówiły wiele), ale kiedy przed odliczaniem SW spojrzał na Ryśka nie było już wątpliwości. Marzyłem o zobaczeniu/usłyszeniu tej piosenki na żywo i nawet już w jej trakcie nie mogłem uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją w mieście Łodzi. Ci którzy byli w Wytwórni mogą się uważać za wybranych. Ale to nie wszystko. Co może być dla niektórych zaskoczeniem Dark Matter zagrano tylko trzykrotnie na tej trasie (i nie pojawił się on na koncertach specjalnych) w tym u nas (oraz w Izraelu i we Włoszech) i było to ostatnie wykonanie jak dotąd.

                                      

Buying New Soul
był grany rzadko w 2009, ale w 2010 pojawiał się jeszcze rzadziej. Po 5 wykonaniach w kwietniu/maju (raz w Meksyku, 3 razy w USA i raz w Kanadzie) utwór zniknął i powrócił w lipcu jedynie na jeden koncert – łódzki. Dostaliśmy zatem BNS jako jedyni w Europie (tamtego roku) i póki co jako ostatni w ogóle. Rodzynkiem jest to, że chyba po raz pierwszy utwór został pozbawiony wstępu z arpeggio i klawiszami Ryśka co oczywiście nie jest już takie fajne i można jedynie spekulować czy tak miało być czy też zespół był już zbyt zmęczony panującym na sali zaduchem i spontanicznie ciął gdzie się dało (jeśli nie fragmenty, to całe utwory o czym później). Warto zwrócić uwagę (chociaż ma to charakter drobnej ciekawostki), że jedynie dwukrotnie na całej trasie Buying New Soul i Russia On Ice znalazły się w tym samym secie. Zazwyczaj utwory te grane były wymiennie przed The Pills I'm Taking, wyjątek zrobiono tylko u nas i w Houston (21 kwietnia). Tym większą dla mnie niespodzianką było kiedy zaczęli grać ten utwór, obecność ROI zazwyczaj wykluczała BNS. Pozostała część łódzkiego setu była prezentem zwłaszcza dla tych, którym brakowało we Wrocławiu pewnych granych już w tamtym czasie utworów w tym wspomnianego Buying New Soul, oraz Normal i Bonnie The Cat. Mimo, że nie jest zbyt wielkim rarytasem (grany prędzej czy później na każdym turnusie) owacyjnie został przyjęty Hatesong, który moim zdaniem na tej trasie osiągnął absolutny szczyt wykonania. Niewiele brakowało, a można by do tego zestawu dołożyć nieobecne we Wrocławiu Halo (równie rzadko wykonywane na Incident Tour co Dark Matter). Niestety widniejący na wydrukowanej setliście utwór nie został zagrany ponieważ zespół nie dawał już rady ze względu na upał i panujący na sali brak tlenu.

                                      
                                      

Dementuję plotki jakoby klimatyzacja w Wytwórni była tamtego wieczoru wyłączona. Po prostu upał był zbyt wielki, a system klimatyzacyjny się nie sprawdził. Niecierpliwa osoba zajmująca miejsce przy konsolecie włączyła na chwilę sekwenser do Halo jeszcze w trakcie kabaretowego segmentu Trains, ale zespół na Trains zakończył. I do dziś mam Stefanowi za złe tekst „we have 2 votes for Stars Die and about 2000 for Trains”. Zupełnie niepotrzebny sarkazm zwłaszcza, że na utwór czekałem, a okazja do zagrania idealna bo nagłośnienie było rewelacyjne (a to podstawowy warunek aby zespół chciał zagrać Stars Die, podobnie było kiedyś ze Stop Swimming). Jak mogę się na Wilsonie „zemścić”? Mogę zwrócić uwagę na to, że Bosy był przez większość koncertu (najpewniej ze względu na upał) mocno roztargniony. Pokręcił finałowe linijki Pure Narcotic i kompletnie zapomniał tekstu na samym początku The Seance co głośno zauważył tocząc z siebie beke w najlepsze. Mimo wszystko cieszą takie momenty, bo chyba wszyscy mamy trochę dosyć wystudiowanej maniery Stefana (zwłaszcza na ostatniej solowej trasie gdzie wszystko zdawało się być wykalkulowane do granic możliwości poza brawurowym spacerem po wybiegu w Zabrzu). Zatem w skrócie:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing The Line
06. Hatesong
07. Pure Narcotic
08. Russia On Ice
09. The Pills I'm Taking (Anesthetize)
10. Dark Matter
....
11. Time Flies
12. Degree Zero of Liberty
13. Octane Twisted
14. The Seance
15. Circle of Manias
16. Buying New Soul
17. Way Out Of Here
18. Normal
19. Bonnie The Cat
......
20. Trains



Myślę, że po takim koncercie nawet brak nieszczęsnego Halo nikomu nie zepsuł wieczoru, a ja byłem już kompletnie spełniony kiedy wychodząc z Wytwórni zobaczyłem padający deszcz (wiem, że przyjezdni nie byli tak szczęśliwi z tego powodu). Jako, że dzień był pełen wrażeń, to zwinęliśmy się ze znajomymi od razu, a jak się okazało zespół wyszedł do ludzi, nawet Stefan, który chyba chciał w ten sposób przeprosić za sprint do busa we Wrocławiu. Czy można coś jeszcze napisać o tym koncercie?
Można napisać o bootlegu. Do tego roku miałem jedynie swoje nagranie, które jest tragicznej jakości (jako, że nie posiadałem wtedy jakiegokolwiek sensownego sprzętu), ale w ubiegłym miesiącu udało mi się w końcu pozyskać nagranie z innego źródła. Tym razem jakość jest dobra. Poza tym wszystko się zgadza, rejestracja jest kompletna i dostępna w „bezstratnej” jakości (jeżeli komuś na tym zależy). Jest to doskonała pamiątka i warto się w nią zaopatrzyć jeśli, parafrazując słowa Steve'a Hogartha, się na tym koncercie było, a zwłaszcza jeśli się nie było.
Jeżeli ktoś ma problem z uzyskaniem tego bootlegu w przestrzeni internetowej, to (żeby bezczelnie nie pisać wprost) są ludzie, którzy to nagranie mają i chętnie się podzielą, zwłaszcza przy okazji rocznicy. Być może mogłem poczekać z tym tekstem do przyszłego roku kiedy obchodzić będziemy pięciolecie występu w Łodzi, ale wspomniany bootleg zainspirował mnie do tego teraz, a nie zapominajmy, że w 2015 roku być może będziemy na tym etapie w trakcie kolejnej solowej trasy Wilsona, którą będę chciał śledzić, opisywać i (co wielce prawdopodobne) krytykować na bieżąco.

                                       

Kilka było na tej trasie tak fikuśnych koncertów i jeśli nie liczyć występów specjalnych to Łodzi może dorównać jedynie San Francisco (11.08.2010, będę pisał o tym koncercie) i ewentualnie kilka koncertów jesiennych (bo z oczywistych względów PT sypali wtedy starociami). Sto lat. Dziś wieczorem siadam sobie wygodnie i włączam bootleg z Łodzi. I będę dalej się zastanawiał jak Gavin zrobił tę sztuczkę.


                                        

filmik by Miłosz, sztuczka w 4:25. Spróbujcie to powtórzyć.
Pierwszy raz nie musiałem się posiłkować fotografiami "z zewnątrz",
chociaż tyle pokorzystałem z tego fotopassa.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Recordings


Zapewne dla większości z Was powody wydania „Recordings” są oczywiste jak kosz pod zlewem, ale zakładam, że pewne osoby mogą nadal żyć w nieświadomości. Nieświadomości tego, że jedna z najlepszych płyt Porcupine Tree jest wynikiem biedy. Może nie bezpośrednio, ale prawdopodobnie nie otrzymalibyśmy tej wspaniałej kompilacji gdyby portfele członków zespołu pękały od nadmiaru funtów, przynajmniej pod koniec 2000 roku, kiedy trzeba było zaplanować właściwą cześć „Lightbulb Sun Tour”, a nie było za co. Należy pamiętać o tym, że tamta trasa była nie tylko ostatnią z udziałem Chrisa Maitlanda, ale tez ostatnią, która odbyła się bez wsparcia dużej wytwórni płytowej. Od wydania „In Absentia” PT nie muszą się martwić o to, kto sfinansuje długie i kosztowne turnusy, ale za czasów „żarówy” każdy grosz się liczył, a nieraz trzeba było dorzucać z własnej kieszeni. Mniej więcej po wspólnej trasie z Dream Theater, Jeżodrzewie zdali sobie sprawę, że nie mają za co koncertować w następnym roku. Zaczęło się kombinowanie, którego kulis żaden z członków zespołu nie zdradził, ale można się domyślić w jakim popłochu odbywała się burza mózgów. Grupa miała na stanie parę nieużytych utworów i zapewne to zasiało w głowach Porcupine Tree pomysł na kompilację trudno dostępnych dzieł. "Lightbulb Sun" to ostatni album zespołu, który sypnął porządną ilością komercyjnych singli (nie biorę pod uwagę wydań promocyjnych), podobnie było w przypadku „Stupid Dream”. Z oczywistych względów wspomniane single były wydawane w limitowanej ilości egzemplarzy, zatem wiele utworów na nich zamieszczonych (i tylko na nich) nadal stanowiło sporą atrakcję dla fanów. PT postanowili zebrać te kompozycje i umieścić na jednej płycie, a żeby nie ciągnąć kasy jedynie za, de facto dostępny wcześniej materiał, udali się jesienią do studia aby sfinalizować kilka niezrealizowanych kawałków (które istniały tylko w wersjach demo). Te utwory to Access Denied i Oceans Have No Memory nagrane w październiku 2000 roku. Ten pierwszy był jednym z utworów zaproponowanych przez Wilsona na płytę „Lightbulb Sun”. Wilson:

„Access Denied" was written and demoed for Lightbulb Sun but no one liked it except me! So I took the opportunity to re-present it to the band for inclusion on Recordings and this time they let me do it.

Nie pierwszy i nie ostatni raz otrzymaliśmy dowód na to, że Porcupine Tree to prawdziwie demokratyczny zespół, kiedy przychodzi do podejmowania tego typu decyzji. Swego czasu podobny los spotkał Colourflow In Mind, ale temu udało się ostatecznie znaleźć na stronie b singla Waiting. Bliźniacza historia dotyczy legendarnego wśród fanów Cure for Optimism (też z "Recordings"), które również nie przekonało Colina, Richarda i Chrisa, choć nie na tyle, żeby nie dorzucić go do singla Shesmovedon. Druga ze wspomnianych wcześniej kompozycji Oceans Have No Memory to instrumentalna miniaturka, której demo znalazło się na singlu Piano Lessons. Wilson zdecydował się nagrać ten utwór na nowo, tym razem z całym zespołem. Oprócz tego został jeszcze jeden utwór, który nie miał okazji pojawić się wcześniej na żadnym wydawnictwie (w żadnej wersji). Chodzi oczywiście o jeden z najbardziej kultowych utworów Porcupine Tree - Buying New Soul. Historia tej piosenki przenosi nas do walijskiego Foel Studios, gdzie zespół z jakiegoś powodu znalazł się już po oddaniu „Lightbulb Sun” do tłoczenia. Sesja odbyła się 15 marca 2000 roku i jej wynikiem są dwa związane ze sobą utwory: wspomniany Buying New Soul i instrumentalny Untitled (oraz trzeci – Novak, o którym będzie później). Ryszard rzucił po latach trochę więcej światła na proces powstawania tego materiału:

At the time, I was experimenting. I like to use machines not for the purpose they are there for. So, I was using a drum machine as a sequencer for note information. And I had this pattern that was starting to develop a nice little melody from. And it became the whole intro of “Buying New Soul.” I MIDI’d it up to an electric piano sound and I started layering over that. We started building a jam around that. That became the intro and outro. I started writing some chords and Steve brought in an acoustic guitar and was strumming and it really worked nicely. Chris was really sensitive with it. Colin was playing some double bass. That track developed into a real beautiful piece of music.

Niczego nie trzeba dodawać poza tym, że Wilson zabrał całość do domu (czyli do studia No Man's Land) i tam dołożył solo na gitarze elektrycznej oraz zaśpiewał jeden ze swoich najlepszych tekstów. Oryginalne 14-minutowe podejście ze studia zespół umieścił potem jako bonus do limitowanej reedycji „LS”.
Część BuyingNewSoulowej improwizacji oddaliła się nieco od oryginalnego zamysłu i została wydzielona w postaci wspomnianego Untitled. Utwór ten pojawił się później na stronie b singla Shesmovedon natomiast z Buying New Soul Porcupine Tree byli ostrożniejsi. Kawałek był za dobry żeby upychać go z tyłu singla, jednocześnie za późno już było aby znalazł się na „Lightbulb Sun”. Przez jakiś czas rozważano dołączenie go do następnej płyty zespołu, ale Wilson już wtedy wiedział, że będzie chciał iść w nieco innym muzycznym kierunku. Inna sprawa, że zmiana w składzie spowodowałaby zapewne, że Buying New Soul wylądowałby w archiwum. Na szczęście życie wymusiło na Jeżodrzewiu wydanie „Recordings". Wilson nie tylko wykorzystał okazję aby umieścić tam utwory, których obecności na albumach nie udało mu się przeforsować, ale również aby w końcu zaprezentować Even Less w pełnej, nieposzatkowanej wersji. Jak wiadomo „Stupid Dream” to płyta długa, powstawała w momencie niezwykłej płodności zarówno Wilsona, jak i reszty i długo kisiła się na półce zanim zespołowi udało się podpisać odpowiedni kontrakt płytowy. Próbowano wtedy różnych konfiguracji z Even Less, początkowo planowano umieścić na płycie pełną wersję, później podzielono ją na dwie części, z czego pierwsza miała album otwierać, a druga zamykać. Ostatecznie dobrych utworów nazbierało się zbyt wiele i z czegoś trzeba było zrezygnować. Padło między innymi na drugą cześć Even Less, która znalazła się na singlu Stranger By The Minute. Reszta odrzutów stanowi w dużej części zawartość „Recordings”.
Inny utwór z tej kompilacji - Disappear miał chyba największego pecha ze wszystkich wspomnianych do tej pory w tym tekście, ponieważ był rozważany przy okazji obu płyt (Stupid Dream i Lightbulb Sun) i na żadnej z nich się ostatecznie nie znalazł. Jedna z dwóch wydanych wersji demo była obecna na pierwszym zestawie szkiców „Stupid Dream”, które nagrane na kasetę rozsyłane były do wytwórni. Kiedy zespół zebrał się na początku 1998 roku żeby nagrać ostateczne wersje większości utworów, Disappear zostało olane. Powrócono do niego pod koniec 1999 roku przy nagrywaniu „Lightbulb Sun” i tym razem Disappear nagrano... żeby następnie znowu odłożyć na półkę. Piosenka wylądowała w końcu na singlu 4 Chords That Made A Million, co paradoksalnie nie wróżyło jej zbyt wielkiej popularności. Wilson wyciągnął ją za uszy przy kompilowaniu „Recordings” i oto cała historia. Swego czasu dosyć przedwcześnie ogłoszono, że „Recordings” zostanie zremasterowane i wydane na nowo (było to na długo przed faktyczną reedycją w 2010 roku). Mówiło się też wtedy o bonusowym dysku, a ludzie zastanawiali się jak to jest, że im coś jeszcze zostało. Otóż zostało. Nie wszystko z sesji do "Stupid Dream" i "Lightbulb Sun", co nie znalazło się na płytach trafiło na „Recordings” i z istnienia tych utworów niektórzy fani mogą nie zdawać sobie sprawy (ponownie, wiem, że cześć z Was je zna, ale zakładam, że ten tekst czytają również 'nowi' w temacie). Pomyślałem, że wyczerpię temat tamtych sesji (na ile jest to możliwe) i wymienię tu owe porzucone utwory:

I Fail – jest to jeden z tych kawałków, które nie wyszły poza „domową” fazę powstawania dem na nową płytę. Mamy tu zatem samego Wilsona grającego na wszystkim do automatu perkusyjnego. I Fail była w pełni skomponowaną i całkiem przyzwoitą piosenką, jednak z jakiegoś powodu nie dotarła do kolejnego etapu prac (być może i ona została przyblokowana przez resztę zespołu). Jeśli chodzi o ciekawostki związane z tym utworem, to fragment tekstu I stand and I wave at the dots on the shore został w nieco zmienionej formie wykorzystany w Buying New Soul. Co może Was również zainteresować, Wilson wypowiedział się na temat I Fail w komentarzu pod swoim postem na Facebooku (26 października 2010 roku).
W tamtym czasie Wilson sam prowadził swój profil i sam się na nim wypowiadał, często odpowiadał też na pytania. Dyskusja wywiązała się kiedy szukając miejsca do załadowania swoich „Tape Experiments” Bosy odkrył uroki Soundclouda. Zachęcony pozytywnym odzewem zapytał, czy fani mają jakieś życzenia co do utworów, które mógłby wgrać. Udało mi się wtedy uzyskać odpowiedź na pytanie o Cryogenics (o czym napiszę kiedy indziej), a ktoś inny zapytał właśnie o I Fail. Wilson odpisał: a pretty good song, but I don't like the way I did it back in 1996, so I think I'll save that for another version another day. Jeśli wierzyć pamięci Wilsona to był to prawdopodobnie pierwszy utwór napisany po „Signify”. Najwyraźniej porzucono go na wczesnym etapie dobierania materiału na „Stupid Dream” i nie wzięto go pod uwagę przy kompilowaniu „Recordings”. Być może Stefan dotrzyma słowa i kiedyś nagra nową wersję.

                                                         

London – w tym wypadku sytuacja jest trochę bardziej zagmatwana, ponieważ London wypłynął oficjalnie jako darmowy prezent na starej stronie Porcupine Tree. Steven Wilson wrzucił tę miniaturkę ponownie w 2010 roku na Soundcloud i napisał: Recorded on 22nd January 1997, this was a simple acoustic guitar / voice demo recorded live with just one piano overdub. It never went any further, but the lyrics were recycled for Don't Hate Me (from Porcupine Tree's "Stupid Dream" album) later that year. This was previously available a few years ago as an mp3 download from the PT website, but here it is in full resolution.
Warto dodać, że wersja, którą Bosy podzielił się w 2010 jest o jeden refren dłuższa od tej, która była do tej pory dostępna. Z jakiegoś powodu London nie znalazło się na „Recordings”, być może ze względu na to, że zbyt duży fragment tekstu powędrował do Don't Hate Me (co jest mimo wszystko dosyć naciąganą teorią).

                                          

Novak – jeden z najbardziej enigmatycznych utworów Porcupine Tree, z tych, które zostały oficjalnie wydane. Pojawił się jako strona b singla Shesmovedon, a później w 2008 roku jako jeden z dwóch utworów umieszczonych na bonusowej płycie dodawanej do 2000 pre-orderów remasterowanej edycji „Lightbulb Sun”. Instrumentalny Novak został nagrany w Foels Studios w 2000 roku, podczas tej samej sesji, kiedy zarejestrowano oryginalną ścieżkę do Buying New Soul i Untitled. Dobrze zresztą słychać, że utwór pochodzi z tego samego kojca, nie wiadomo jednak czemu zabrakło dla niego miejsca na „Recordings”. Być może Untitled i Oceans Have No Memory wyczerpały już przestrzeń przeznaczoną na kompozycje instrumentalne. Podobnie jak w przypadku reszty nagranych tamtego dnia utworów, autorstwo przypisane jest wszystkim członkom Porcupine Tree.

                                                           

Orchidia – utwór znany jest z wersji, która została wydana w 2003 roku na singlu/ep Futile. Tamto ujęcie nagrano z udziałem Gavina Harrisona, jednak oryginalna Orchidia powstała podczas sesji do „Lightbulb Sun”. Nie wyszła ona poza formę demo z automatem perkusyjnym, co nie przeszkodziło Wilsonowi aby umieścić taką wersję na stronie b singla 4 Chords That Made A Million. Był to prawdopodobnie pierwszy utwór, który tak wyraźnie ukazywał rosnącą fascynację Stefana metalem. Na tamtym etapie zespół dał sobie z tym kawałkiem spokój, co wyszło mu zresztą na dobre, ponieważ znacznie bardziej pasuje jako dodatek do metalowego "Futile", niż gdyby wciśnięto go między delikatne kompozycje z „Recordings”.

                                                          

Jakiś czas temu poproszono mnie o skompilowanie koncertowych wykonań utworów z „Recordings”. Myślę, że warto też tutaj podzielić się spisem tego, co i jak było grane na żywo.

Buying New Soul – tutaj sprawa jest prosta, ponieważ rewelacyjne wykonanie tego utworu znajduje się na „Arriving Somewhere...”. Oczywiście, kawałek bestialsko pozbawiono drugiej zwrotki i zakończenia znanego z płyty, ale niestety zawsze tak to grali na koncertach. Różnie to było grane. Trochę inaczej w 2002/2003, inaczej w 2005, inaczej w 2006 (gdzie intro było puszczane od tyłu). Fanom na koncercie w Łodzi (2010) trafiła się chyba najkrótsza wersja - pozbawiona całkowicie intra.

                                                          

Cure for Optimism – wykonania na koncercie PT ten utwór się nie doczekał, ale znalazł się w setliście pierwszego solowego występu Wilsona (2000). Niestety trafił na dzień, w którym Wilson wyjątkowo nie domagał wokalnie (co naznaczyło też jedyne wykonanie piosenki no-man z SW na wokalu). W zasadzie to wszystko, co można napisać o tym rodzynku.

Disappear – kolejny rarytas, który został wykonany na jednym z solowych akustycznych występów Wilsona. Wydarzyło się to w Tel Avivie na słynnym koncercie życzeń. Wilson szył z kartki, a pod koniec po prostu urwał utwór, bo nie wiedział jak się kończy. Wykonanie traktuję bardziej jako ciekawostkę, ot stało się.

                                           


Ambulance Chasing – tu już mamy grubszą sprawę, ponieważ AC było wykonywane przez cały zespół regularnie pod koniec 1997 roku i podczas całej mini-trasy w 1998. Na tym etapie była to jeszcze kompozycja, która miała się znaleźć na „Stupid Dream” (które wtedy nosiło roboczą nazwę „Ambulance Chasing”). Na koncertach utwór przypominał bardziej wersję demo niż tę nagraną z udziałem Theo Travisa (chociaż przy jednej okazji Travis wystąpił podczas tego utworu na żywo). Niestety wraz z końcem trasy w 1998 pożegnaliśmy się również  z tym utworem.

Even Less – zawsze mam problem z tym, jak traktować Even Less z "Recordings". Czy EL nadal jest utworem ze Stupid Dream, czy należy traktować te nagrania jako dwa różne? Kiedy długa wersja została wykonana po raz pierwszy, "Recordings" nie było nawet w planach. Najwcześniejsze wykonania z 1997 mają inny tekst (znany z pierwszej wersji demo) oraz nieco inną muzykę. Utwór rozwinął się nieco do 1998, ale wersja wtedy grana nadal zalatywała pierwszym demem. Po premierze, na trasie Stupid Dream zagrano pełną wersję tylko (lub przynajmniej) raz na koncercie w Rzymie, który to stanowi dla mnie jedną wielką zagadkę (do tego tematu wrócę przy innej okazji). Od tamtej pory przez resztę 99 roku PT grali krótkie Even Less - tak jak na płycie. Przez 4 trasy (i 11 lat) nic się pod tym względem nie zmieniało, aż ni z tego ni z owego Porcupine Tree wyskoczyli z pełnym EL na koncercie w San Francisco (11 sierpnia 2010). Do końca trasy (mimo że nieregularnie) grano ten utwór w takiej postaci. Prawdopodobnie wznowienie „Recordings” zainspirowało Wilsona żeby spróbować wrócić do długiego Even Less. Doskonałej jakości nagranie znajduje się na „Octane Twisted”.

                                                         

I to by było to. Taka jest historia „Recordings” i utworów na nim umieszczonych.
Powtórkę z rozrywki mieliśmy w 2012 roku, kiedy Wilson wydał „Catalogue, Preserve, Amass”, limitowaną płytę koncertową, która miała zarobić na kontynuowanie solowej trasy. Do dziś Wilson wspomina o tym jak to chciałby wydać „Recordings 2”, który zawierałby między innymi Half-light i Drown with Me. Kwestie kontraktowe wiążą jednak Bosemu ręce i nie zapowiada się aby tego typu kompilacja ukazała się w najbliższym, czy nawet nie najbliższym czasie. Pozostaje cieszyć się częścią pierwszą, która nie bez przyczyny nazywana jest jedną najlepszych płyt Porcupine Tree. 


sobota, 19 kwietnia 2014

Steven Wilson - solo przed solo (2000 - 2010)


           

Steven Wilson tu i tam. W zasadzie niemal wszędzie. Tak w skrócie można określić bytność Bosego w minionym już 2013 roku. Najeździł się, naudzielał wywiadów i odebrał kilka prestiżowych (w pewnych kręgach) nagród. Nie jest to obraz, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, a na pewno nikt nie był w okolicach 2000 roku, kiedy Steven Wilson po cichu rozpoczął działalność na własną rękę. Oczywiście, wiadomo jak ironicznie się to w przypadku Bosego układało, ale przyjmijmy, że pisząc „na własną rękę” mam na myśli występy pod własnym nazwiskiem, a nie kolejną wymyślną nazwą.
Postanowienia „nowowiekowe” zakładały zapewne, że Wilson wyda w końcu coś, co odważy się podpisać jako 'Steven Wilson'. Zanim jednak poczynił pierwsze nieśmiałe kroki w tym kierunku, postanowił wystąpić solo przed publicznością. 27 lutego 2000 roku Wilson po raz pierwszy w życiu wylądował sam na scenie „jako on”. Miało to miejsce w holenderskim Delft i było częścią uświetnienia premiery składanki „Tonefloating”. Repertuar, który zaprezentował wtedy Bosy miał dokładnie taki charakter, przed którym 11 lat później Wilson bronił się jak mógł, czyli trochę tego, trochę tamtego. Nie zmienia to faktu, że dobór utworów był wyjątkowo zaskakujący.

01. Where We Would Be
02. Fadeaway
03. The Needle and the Damage Done (Neil Young)
04. Pure Narcotic
05. Small Fish
06. Shell Of A Fighter
07. A Smart Kid
08. Cure for Optimism
09. Stranger By The Minute
10. The Days Before You Came (ABBA)


7 utworów Porcupine Tree, 2 covery, 1 utwór no-man. Co ciekawe, jeden z utworów Porcupine Tree miał wtedy bardzo niepewny status i - de facto, wtedy w 2000 roku - został zaprezentowany jako coś solowego.
Mowa o Cure for Optimism, które tamtego wieczora zaliczyło swoją pierwszą i jak do tej pory ostatnią publiczną prezentację. Steven opowiedział zebranym fanom jak to reszta zespołu odrzuciła ten utwór podczas dobierania materiału na „Lightbulb Sun”. Kończąc wypowiedź, zażartował, że być może będzie to kolejna cegiełka do pierwszego solowego albumu Stevena Wilsona. Śmiechy i tak dalej, ale wtedy taka perspektywa rzeczywiście wydawała się dosyć nierealna. Cure for Optimism stał się ostatecznie utworem Porcupine Tree, kiedy wydano go na „Recordings” (2001), a Stefanowi udało się  obejść blokadę jaką poczyniła reszta zespołu względem tej kompozycji. Co do reszty materiału, dwa utwory zdecydowanie wyróżniają się na tle reszty. Po pierwsze Shell of a fighter. Jedyne wykonanie piosenki no-man z Wilsonem śpiewającym partie Tima oraz jedno z rzadkich w tamtym czasie wykonań piosenki no-man przez jakiegokolwiek członka zespołu. Z perspektywy czasu wydaje się to być wydarzeniem na miarę wykonania Grendela przez Fisha, nigdy więcej Wilson nie zaśpiewał piosenki no-man przy jakiejkolwiek okazji. Drugą perłą tego wieczoru było pierwsze wykonanie Small Fish na żywo. Od tamtej pory utwór pojawił się jeszcze podczas mini występów Wilsona oraz dwukrotnie na koncercie Porcupine Tree, ale wtedy, w 2000 roku, była to wielka niespodzianka. Poza tym, kilka mało zaskakujących utworów Porcupine Tree i kilka rzadziej granych jak Stranger By The Minute, którego historia przypomina trochę tę ze Small Fish z tym wyjątkiem, że Wilson wykonał ją wcześniej dwukrotnie na trasie „Stupid Dream Tour” (również akustycznie). Covery być może nie tak oczywiste (przynajmniej wtedy), ale w przypadku Needle and the Damage Done była to jednorazowa przygoda. Koncert warty zapamiętania, nietypowy pod wieloma względami, unikatowy i przede wszystkim to ten pierwszy, chociaż sam Wilson zapewne nie brałby go nawet pod uwagę (zwłaszcza na obecnym etapie kariery).
Tymczasem w 2000 roku SW postanowił raz jeszcze wystąpić „solo” i wpadł na Popkomm do niemieckiej Kolonii (18 sierpnia 2000). Tym razem obyło się bez większych niespodzianek:

01. Stranger By The Minute
02. Shesmovedon
03. Pure Narcotic
04. Where We Would Be
05. The Day Before You Came (ABBA)


Resztę tego, jak i kolejnego i większość jeszcze następnego roku, SW spędził w trasie z Jeżodrzewiem. W tym czasie poznał izraelską gwiazdę pop, Aviva Geffena, który okazał się wielkim fanem Porcupine Tree, a jako że był u siebie osobą wpływową to zaprosił zespół na koncert do Tel Avivu. Geffen wystąpił wtedy razem z PT dośpiewując w Russia on Ice i Feel So Low. Reszta jest oczywiście historią.
Zanim jednak wydana została pierwsza płyta Blackfield, Steven wpadł do Tel Avivu na coś, co ostatecznie okazało się być koncertem życzeń. Grupa szczęśliwych Izraelczyków znalazła się 24. stycznia 2003 w klubie Jah-Pan aby zobaczyć występ Stevena Wilsona solo. W zasadzie było to po prostu spotkanie Bosego z fanami, ponieważ po występie (a praktycznie w jego trakcie) odpowiadał on na pytania przez pół godziny. Wilson uzbrojony był tego wieczora w teksty z całej dyskografii Porcupine Tree, a fani mogli teoretycznie prosić o wszystko (w praktyce Stefan dobierał to, co mu pasowało i sam przyznał, że w przypadku np.: This Long Silence nie pomoże nawet kartka z tekstem). Występ miał serdeczny, niemal rodzinny charakter, brakowało tylko rozpalonego ogniska.
Jest to jedyny tego typu koncert Wilsona, jaki kiedykolwiek miał miejsce. Można niemal powiedzieć, że był to koncert Porcupine Tree, bo tylko piosenki zespołu były grane tego wieczora (a Wilson nieraz już grywał samotnie jako PT krótkie sesje dla rozgłośni radiowych), ale całe spotkanie kręciło się przede wszystkim wokół osoby Wilsona więc oficjalnie był to koncert Stevena Wilsona. Powstająca spontanicznie w trakcie występu setlista zawierała kilka wyjątkowych niespodzianek.

01. Even Less
02. A Smart Kid
03. Small Fish
04. Fadeaway
05. Gravity Eyelids
06. Where We Would Be
07. Shesmovedon
08. Trains
09. Nine Cats
10. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
11. Pure Narcotic
12. Disappear
13. Blackest Eyes
14. Feel So Low (z Avivem Geffenem)
15. Buying New Soul
16. Waiting (Phase One)
17. Stars Die



                                                      



                                     

Przed Stars Die Wilson udzielił długiego wywiadu, podczas którego fani zadawali pytania. Zestaw utworów robi z biegiem lat coraz większe wrażenie, zwłaszcza jedyne wykonanie Disappear w jakiejkolwiek innej formie niż studyjna. Ironicznie, Trains było wtedy rarytasem nigdy dotąd nie granym na żywo. Była to prośba jednego z fanów, a Wilson spontanicznie zdecydował się spróbować. Jak się okazało, albumowa tonacja Trains była dla Stefana zabójcza i późniejsze wykonania tego utworu (już z PT) miały tę tonację obniżoną. Small Fish pojawiło się ponownie i co zabawne, SW próbował usilnie wmówić publiczności, że gra to na żywo po raz pierwszy w życiu (nie pierwszy i nie ostatni raz pamięć płatała mu figle). Z tych naprawdę wyjątkowych utworów pojawiły się jeszcze Fadeaway (ostatni raz kiedy Wilson sam to zaśpiewał), Buying New Soul, Where We Would Be (jak dotąd ostatnie wykonanie), Nine Cats (również ostatnie wykonanie), Stars Die i rzadkie wykonanie Feel So Low z Aviem Geffenem śpiewającym zwrotkę po hebrajsku. Co ciekawe, kilka propozycji samego Stefana było dość chybionych, np.: Blackest Eyes, podczas którego Wilson tłumaczył się z braku kilkunastu łomoczących gitar i solówki. W trakcie rozmowy fani zadali parę ciekawych i istotnych pytań, polecam posłuchać samemu, bo w przeciwieństwie do regularnych wywiadów z Wilsonem, można tu dowiedzieć się czegoś interesującego. Tak jak już napisałem wcześniej, jako że było to oficjalnie spotkanie ze Stevenem Wilsonem, uznaję, że był to koncert Stevena Wilsona i umieszczam go w tym tekście. Generalnie jednak był to swego rodzaju występ Porcupine Tree w formie, którą przybierało niejednokrotnie (np.: w zestawie SW + Chris Maitland, albo SW + John Wesley, ewentualnie sam SW), o takich inkarnacjach Jeżodrzewia będę pisał przy okazji innego wpisu.
Jak się okazało, nie trzeba było długo czekać na kolejny solowy występ Stefana. Wbrew legendzie, idea tego rodzaju koncertów nie została wymuszona faktem, że wszyscy muzycy Blackfield (z wyjątkiem Geffena) nie dostali wiz na zaplanowaną trasę po USA. Wilson supportował własny zespół już w 2004 roku. Na 10 września został zaplanowany „debiutancki” koncert Blackfield, co też nie do końca jest prawdą, ponieważ Aviv i Steven zagrali już kilka akustycznych setów przed występami Porcupine Tree w 2003 roku oraz parę mini-koncertów w 2004. Tak czy inaczej, żeby całe wydarzenie uświetnić (i upewnić się, że nie będzie frekwencyjnej wtopy) zaproszono Anathemę. Zespół braci Cavanagh zagrał akustyczny set z udziałem kwartetu smyczkowego. Między występami Anathemy i Blackfield, Steven Wilson wcisnął się na krótki set, który wstrząsnął społecznością fanów. Na scenie oprócz Bosego pojawił się Ben Coleman, czyli skrzypek, który od 1989 do 1994 roku był członkiem no-man. Był to pierwszy wspólny publiczny występ obu muzyków od czasu koncertów no-man w 1994. I chociaż nie został zagrany żaden utwór tego zespołu, to pojawienie się na scenie Bena było niczym grom z jasnego nieba. Setlista tego niezwykłego mini-koncertu wyglądała tak:

01. Even Less (z Benem Colemanem)
02. A Smart Kid (z Benem Colemanem)
03. How Is Your Life Today?
04. Moment I Lost
05. Trains (z Benem Colemanem)
06. The Day Before You Came (ABBA)


Udział Bena w odegraniu trzech znanych utworów Porcupine Tree nadał im niezwykłą świeżość i jedyny w swoim rodzaju charakter. Styl Colemana jest  unikatowy, zatem miłe wspomnienia z czasów kiedy grał on w zespole no-man powróciły. Inną niespodzianką tego wieczoru był Stefan grający na pianinie, co prawdopodobnie zrobił publicznie po raz pierwszy (i nie ukrywał swojego zdenerwowania w związku z tym). Zadebiutował nie tylko Wilson-pianista, ale też dwa utwory – How Is Your Life Today? Porcupine Tree oraz Moment I Lost. Ten drugi jest o tyle ważny, że jest to pierwszy oryginalny utwór Stevena, który został wydany pod jego nazwiskiem. Pojawił się na pierwszym „Cover Version”, który swoją premierę miał w marcu 2003 roku. SW wybrał zakradanie się tylnymi drzwiami zamiast wywalać te od frontu - widać, że nie miał jeszcze dość śmiałości aby wydać pełny album jako 'Steven Wilson'. Moment I Lost jest pierwszym i jedynym oryginalnym utworem  SW z serii CV jaki kiedykolwiek został zagrany na żywo. Oprócz tego, cover Abby Days Before You Came został wydany miesiąc później na „Cover Version II”.
Występ miał mieć jednorazowy charakter, ale życie dało powód aby SW zagrał jeszcze kilka takich mini-koncertów. Tak jak już wspominałem, Blackfield mieli zaklepaną trasę po USA na marzec 2005 roku. Niestety (co zwłaszcza w tamtym czasie było do przewidzenia) trzech izraelskich muzyków towarzyszących nie dostało wiz (Aviv Geffen jako celebryta nie miał z tym takich problemów). Trzeba było działać szybko i na szczęście duetowi udało się znaleźć tymczasowe rozwiązanie. Z pomocą przybył Jordan Ruddes z Dream Theater, który zgodził się towarzyszyć Stevenowi i Avivowi na pianinie. W takim trzyosobowym składzie Blackfield zagrało serię pół-akustycznych koncertów, które zrobiły wśród fanów furorę. Zanim jednak muzycy polecieli do Ameryki, nikt nie był do końca pewny, czy taki prowizoryczny skład spełni oczekiwania publiczności, która kupiła bilety na „pełen” występ Blackfield. Aby fani nie wyszli z koncertów niespełnieni, Wilson zdecydował się ponownie wystąpić w roli supportu własnego zespołu.
Na pierwszych koncertach set wyglądał tak:

01. Even Less
02. A Smart Kid
03. Moment I Lost
04. How Is Your Life Today?
05. The Day Before You Came (ABBA)


Wilson szybko jednak zaczął wprowadzać zmiany i począwszy od koncertu w Philadelphii (12 marca 2005) miejsce Moment I Lost i A Smart Kid zajęły Christenings (które wtedy było jeszcze zapowiadane jako nowy utwór Porcupine Tree) i Lullaby (utwór Blackfield, który rozpoczął życie jako solowa piosenka Stefana pt.: Vapour Trail Lullaby). Tak też wyglądała krótka trasa Blackfield po USA, w kwietniu Wilson wrócił na scenę już w towarzystwie Porcupine Tree.
Ostatnim istotnym solowym występem przed Grace for Drowning Tour był mini koncert podczas wydarzenia zorganizowanego by uczcić pięciolecie Burning Shed w dniu 16. czerwca 2006 roku. no-man zagrali wtedy pierwszy raz od 1993, ale lista wykonawców była długa (niestety Ben Coleman musiał odwołać swój występ w ostatniej chwili). Pojawił się również Bosy solo i zagrał:

01. Thank U (Alanis)
02. Even Less
03. The Sky Moves Sideways
04. Trains
05. Stars Die / Never Let Go (Camel)
06. Blackfield
07. Once
08. Cloudy Now


Przed rozpoczęciem Thank U Wilson wziął udział w improwizacji z projektem Fear Falls Burning, który właśnie kończył swój set. Zresztą, tak to wyglądało: koncerty przechodziły jedne w drugie, a set Stefana płynnie przepoczwarzył się w słynny reunion no-man. Kilka ciekawostek w secie jak np. nieznany jeszcze wtedy Once (ogólnie ilość utworów Blackfied zadziwiająco duża). Stars Die zawiera fragment Camelowego Never Let Go, Steven przyznał się, że stąd właśnie ściągnął riff gitarowy (poniżej link do tego wykonania).

                                                        

Od tamtej pory nie było już wielu okazji aby zobaczyć Wilsona grającego małe akustyczne solowe sety w intymnej atmosferze. Wyjątkiem jest między innymi skromny występ w meksykańskim sklepie muzycznym HARD737, gdzie Steven promował wydany właśnie solowy debiut „Insurgentes”. Bosy zagrał też kilka pojedynczych utworów na życzenie stacji radiowych (np. Harmony Korine). Podobnie jak w przypadku studyjnych działań, te małe solowe koncerty rozsiane między 2000 a 2009 rokiem były bardziej solowe niż regularne trasy, jakie Wilson odbywa wraz solo-bandem od 2011 roku. Miały w sobie dużo uroku, a ci, którzy doświadczyli takiego występu mogą uważać się za wybranych, ponieważ ich ilość można policzyć na palcach obu rąk. Koncerty z pełnym składem muzyków stanowią już inną historię, której przyjrzę się przy okazji jednego z kolejnych tekstów.

                                                        

                                                        

piątek, 18 kwietnia 2014

Arriving everywhere... (2005): cz.3: wpadki, urodziny i Mr. John Wesley

Jako że Deadwing Tour była trasą mocno urozmaiconą pod względem repertuaru, trzeba się trochę naszukać, żeby wszystkie wykonane utwory zebrać. Nie będę tu robił szczegółowej listy, co gdzie jest, nie będę psuł zabawy (zresztą doskonałym przewodnikiem są poprzednie dwie części tekstu o tym turnusie).
Mogę za to wskazać na co ciekawsze bootlegi spełniające różnego rodzaju kryteria. Powinienem zacząć tradycyjnie od nagrań z konsolety, z transmisji, itd. Tak się składa jednak, że ta trasa nie oferuje w tym wypadku nic poza oficjalnymi wydawnictwami (czyli „Arriving somewhere...” i „Rockpalast”). Oczywiście, jeśli chodzi o audio, ponieważ nagrane dla telewizji video z „Rockpalastu” jest dostępne w internecie (mimo, że niekompletne).

                                                         

Na szczęście amatorskie nagrania nie są złe. Z pewnością w pierwszej dziesiątce bootlegów, które posiadam znalazłyby się
Wolverhampton (01.04), Berlin (13.04), Frankfurt (19.04), Munich (21.04), Nowy Jork (01.10), Chicago (11.10), Berlin (18.11), Treviso (24.11), czy Lichtenvoorde (10.06.2006). To oczywiście bootlegi czarujące najlepszą jakością. Niestety jedyny polski koncert jaki mam w kolekcji (Kraków), brzmi jak nagrywany kapciem. Da się słuchać, ale odnosi się wrażenie, że występ obywał się w studni. Podobnie niestety z rejestracją trasowego debiutu w Nottingham, o tyle szkoda, że pochodzi z niego jedyne nagranie Glass Arm Shattering, które mam. To tyle jeśli chodzi o jakość. Jako że ja mam ucho cierpliwe, przejdziemy do mojej ulubionej części czyli koncertów, na których wydarzyło się coś ciekawego. Pomijam fakt, że na niektórych Wilson zapowiadał, że na tej trasie grają Radioactive Toy po raz ostatni (kłamał, jak zawsze zresztą). Wspominałem w poprzednim tekście o koncercie w Houston, podczas którego Rysiowi posypały się klawisze na .3. Na szczęście na sali był ktoś, kto nagrywał i dzięki temu mamy pamiątkę z tego niecodziennego wydarzenia. Można wierzyć lub nie, ale takie rzeczy nie zdarzają się Jeżodrzewiu zbyt często. Ryszard jako muzyk doświadczony zareagował szybko i podstawił jakieś inne brzmienie (prawdopodobnie z innego parapetu). Sytuacja przypomina trochę występ w San Francisco z 1999 roku, kiedy słynny problem z angielskimi wtyczkami spowodował, że Barbieri grał cały koncert na odchudzonym o połowę zestawie.

                 

Jeżeli kogoś interesują celebracje przy okazji urodzin członków zespołu, odsyłam do bootlegu ze
Strasbourga (30.11.2005). Poszkodowanemu z Houston odśpiewano happy birthday, oczywiście w środku Trains, gdzie jest miejsce na wszelką wesołą aktywność Porcupine Tree. W poprzednich tekstach opowiadałem też o tym, jak to Wes grał po swojemu solówkę na końcu Shesmovedon. Na początku było jednak inaczej. Wesley kopiował oryginalne solo, ale słychać było, że go nosi (tradycyjnie zdarzało mu się fałszować). Zakładam, że w pewnym momencie Wilson stwierdził „ok, Wes, graj jak chcesz”. Już w drugim tygodniu trasy John brylował w swoim stylu, a SW zawsze poprzedzał solo zapowiedzią. Bawi mnie potwornie ten fragment na koncercie w Tilburgu (11.04), Stefan w porywie wydziera się „Mr. John Wesley... fuck 'em!!!”. Oczami wyobraźni widzę, jak Wes cały się trzęsie ze śmiechu i jednocześnie próbuje grać swoje. W Kolonii (12.04) było „Mr. John Wesley from Tampa, Florida, there he goes!!”, z czym Wilson ledwo się zmieścił (a solo zaserwowane przez Wesa było kosmiczne), we Frankfurcie (19.04) mamy zaś „Go! Go! Mr. John Wesleeyyyy...”. Za dawnych czasów byłby to niezawodny sposób żeby odróżnić jeden koncert od drugiego (bywało jeszcze „Mr. John Wesley – take him away!”). Wspomniany w pierwszej części amerykański radiowiec musiał być zadowolony (o ile w ogóle pofatygował się na koncert). I to by było na tyle jeśli chodzi o bootlegi z Deadwing Tour.  Mała ciekawostka – jakaś miła osoba dołączyła na końcu bootlegu z Tilburga (11.04) nagranie Comfortably Numb w wykonaniu Anathemy (która supportowała wtedy PT). Mała rzecz, a cieszy.
Trasa ciekawa, a repertuar obszerny, chociaż pod tym względem Porcupine Tree dopiero się rozkręcali (co pokazali na FoaBP Tour, a zwłaszcza na The Incident Tour). Póki co, nie zdecydowałem jeszcze jaką trasą zajmę się w maju, ale tak jak pisałem na FB, zapraszam do komentowania i zgłaszania swoich propozycji.