
I
po krzyku. Specjalne koncerty Stevena Wilsona za nami. Okazały się
one być zdecydowanie mniej spektakularne niż np. bliźniaczy występ
Porcupine Tree z 2010. Odnoszę wrażenie, że wtedy w tamtych 3 godzinach udało się upchnąć
więcej niż teraz na dwóch koncertach. Nawet jeżeli fakty mówią
inaczej, to takie po prostu odnosi się wrażenie.
Goście?
Nikt kogo nie można by się spodziewać. Ninet
Tayeb była
pewniakiem od samego początku, a obecność Mikaela
Akerfeldta też
nikogo nie powinna zaskoczyć (co najwyżej wykonany z nim utwór).
Guthrie?
Błagam.. Theo
Travis? Bardzo
wyczekiwany przeze mnie powrót do składu, ale też nie do końca
wykorzystany o czym napiszę później. Gavin?
Sporo osób (z tego co widzę w komentarzach na Wilsona fb) upatruje
w tym rychłego powrotu Stefana do pracy z PT. Ja niestety wiem
swoje, np. to, że Gavin jest jedynym członkiem zespołu, z którym
Wilson utrzymuje jakikolwiek kontakt. Z Colinem i Richardem nie
rozmawiał od jakiś czterech lat co wydaje się wiele mówić o tym
jak bardzo brakuje Stefanowi towarzystwa starych kolegów. Tym samym
gościnny udział Harrisona wydaje mi się tylko podkreślać fakt,
że tak to teraz będzie wyglądało.
I tyle, nie ma co męczyć
woła w tym temacie. Kwestię Davida Gilmoura chciałbym przemilczeć,
ale nie jestem w stanie. Jakieś 70% komentarzy (na profilu Wiltona) przed występami w
RAH tyczyło się udziału Gilmoura w tym wydarzeniu. Za każdym
razem jak to widziałem, pukałem się w czoło. Z jakiej racji David
Gilmour miałby zagrać na koncercie Stefana? Bo był na widowni w
Troxy? Od wygodnego krzesła na sali, do wystąpienia na scenie jest
długa droga, a to jest DAVID GILMOUR. Nawet Robert Fripp nigdy nie
wyszedł gościnnie na scenę podczas występu SW (a znają się od
prawie ćwierć wieku), nie wiem skąd pomysł żeby Gilmour miał
coś takiego zrobić.
Bo Theo Travis gra w jego składzie?
Bitch, please. Wystarczy zobaczyć jak często Gilmour pojawia się
gościnnie na koncertach innych artystów (i jakich artystów) żeby
zrozumieć jak nadmuchane to było życzenie. Czarów nie ma.
Przejdźmy lepiej do tego co się działo w trakcie tych specjalnych
występów (i trochę przed).
Zaczęło się od krótkiego
filmiku z prób przed kolejnym legiem trasy i koncertami w RAH.
Słychać na nim było nowy kawałek My
Book of Regrets
(znany wcześniej jako Song
X) oraz trzy
utwory Porcupine Tree – Shesmovedon,
Dark Matter
i Open Car.
Pisałem już parę miesięcy temu co sądzę o graniu pewnych
utworów PT przez Stefana solo i zdania nie zmieniłem. Owa liczba
rośnie i wcale mnie to nie cieszy zwłaszcza, że katalog solo jest
bogaty, a z jakiegoś powodu Wilson omija pewne kawałki, o które
fani błagają od lat (np. Collecting Space, Only Child czy grane,
ale olane dawno temu Veneno Para Las Hadas). Nie będę marnował
cennych linijek na lamenty, domyślam się, że fani PT, którzy
zaczęli słuchać zespołu po 2010 cenią sobie takie „coverowanie”
i w sumie nie można im się dziwić. Kiedy trasa ponownie ruszyła,
utwory PT zaczęły powoli pojawiać się w setach, na niektórych
koncertach można było usłyszeć nawet 6 utworów Jeżodrzewia.
Poza wymienionymi (słyszalnymi na trailerze) utworami i tymi, które
Wilson wykonywał już wcześniej (Sleep
Together,
Lazarus,
How Is You Life
Today?) pojawiły
się również The
Sound of Muzak
(z okropną końcówką graną przez Holzmana na moogu) i Don't
Hate Me, o
którym plotkowałem jeszcze przed rozpoczęciem całej trasy. Ten
ostatni utwór wyszedł średnio. Jego obecność w repertuarze miała
wiele sensu kiedy w składzie miał być jeszcze Theo Travis. Bez
niego pozostaje dla nas generyczne solo Holzmana na zużytym już
brzmieniu „pękniętego” rhodesa.
Jeżeli chodzi o materiał
solo, to powróciło (grane już dwa razy na tej trasie) No
Twilight Within The Courts of The Sun,
Insurgentes
oraz Drive Home.
Bardzo cieszące mnie powroty. Ten pierwszy utwór otworzył parę
koncertów (w tym drugi w RAH) w stylu trasy z 2011 (razem z intrem w
postaci Cenotaph).
Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale Wilson odkrył na koncertach
przed RAH praktycznie wszystkie karty przewidziane na specjalne
występy. Dosłownie wszystkie, o czym jeszcze napiszę.
Pierwszy
specjalny koncert wyglądał tak:
01.
First Regret
02. 3 Years Older
03. Hand Cannot Erase
04.
Perfect Life
05. Routine (z
Ninet Tayeb)
06.
Home Invasion
07. Regret #9
08. Ancestral
09. Happy
Returns
10. Ascendant Here On...
11. Drag Ropes (z
Mikaelem Akerfeldtem)
12.
Index
13. How Is Your Life Today?
14. Lazarus
15. My
Book Of Regrets
16. Harmony Korine
17. The
Watchmaker
18. Sleep Together
19. The Sound Of
Muzak
20. The Raven That Refused To Sing
Jakiś
czas przed tymi występami, SW zdradził, że pierwsza noc będzie
zasadniczo lekko podrasowaną wersją regularnego koncertu z trasy
HCE, a druga będzie podróżą w przeszłość.
Owe
info trochę podkurwiło część ludzi i szczerze mówiąc się nie
dziwię. Na tym etapie oba koncerty były wyprzedane (jakieś ogryzki
wypuszczono do sprzedaży dopiero kilka dni przed pierwszym
koncertem, prawdopodobnie ze zwrotów) i nie dało się już wybrać
innej nocy (chyba, że szło się na oba koncerty). I tak pierwsza w
istocie okazała się być lekko podciągniętą wersją
standardowego koncertu trasy. Jednorazowo, materiał z HCE upchnięto
w jeden set oddzielony od reszty przerwą (podobnie jak kiedyś
Incydent). Co mnie zastanawia, to to dlaczego zabrakło Transience?
Jeszcze przed startem całej trasy spodziewałem się, że zabraknie
tego utworu z racji jego mało koncertowego charakteru, ale skoro już
wykonuje się cały album, utwory w odpowiedniej kolejności i w
postaci oddzielnego setu, to chyba można było się wysilić i
zagrać ten 3 minutowy utwór? Może nie znam zaplecza, może były z
nim jakieś koszmarne problemy, ale to już nie są lata 90-te kiedy
nie dało się zagrać Stars Die ze względu na ograniczenia
techniczne. Szczerze, Transience to kawałek na gitarę, wokal i
trochę roboty z klawisza. Szkoda, że zmarnowano szansę na
zaprezentowanie kompletnego HCE na żywo. To nie jedyna zmarnowana
szansa tych specjalnych występów. Ninet Tayeb już wcześniej
zapowiedziała swój udział (co było oczywiste) i wystąpiła w
trakcie Routine. Nie wiem czy wokalistka dołączy do Stefana na
koncertach w 2016, ale jeśli nie, to z pewnością można dorzucić
jej występ do wielkich plusów RAHów (w sumie można tak czy
inaczej). Drugi set pierwszej nocy rozpoczął się z grubej rury, SW
w towarzystwie Mikaela zagrał Drag Ropes ze Storm Corrosion. Musze
przyznać, że to jest coś. Ten projekt był kompletnie nieaktywny
od czasu wydania jedynej płyty, a plany koncertowe zawsze były
zbywane zarówno przez jednego jak i drugiego członka. Niestety,
Wilson spalił niespodziankę grając Drag Ropes na próbie przed
koncertem w szwajcarskim Fribourgu. Owa próba nie była oczywiście
publiczna, ale umówmy się, często można usłyszeć co zespół
tam gra, nawet stojąc przed drzwiami lokalu (jeżeli ktoś czekał w
kolejce przez pierwszym solowym koncertem SW w Poznaniu w 2011, to
pamięta jak zespół spalił między innymi Raidera II). Informacja
szybko pojawiła się na setlist.fm i tym samym obecność Drag Ropes
na koncercie w RAH nie była tak wielkim zaskoczeniem jak mogła być.
Mówi się trudno. Niestety, to tyle jeśli chodzi o niespodzianki.
Oczywiście jeżeli ktoś nie śledził wcześniej setlist, to mógł
być zaskoczony przez How Is Your Life Today? i The Sound of Muzak
oraz nowy kawałek solo My Book of Regrets z zaplanowanego na styczeń
mini-albumu. Na koncercie obecna była HCE'owa modelka Karolina
Grzybowska. Stefan zaprosił ją na koniec koncertu na scenę (razem
z innymi) i nawet udało mu się powiedzieć Grzybouska. Brawo,
Stefan! Ogólnie ludzie wypowiadali się bardzo pozytywnie po
koncercie (oczywiście duża cześć osób zrobiłaby to nawet gdyby
SW przez 2 godziny pierdział pachą), ale nie uwierzę, że nie
śmieją się oni teraz przez łzy jak widzą setlistę z
wczoraj.
01.
No Twilight Within The Courts Of The Sun
02. Shesmovedon
03.
Routine (z
Ninet)
04.
Open Car
05. Don't Hate Me
06. Home Invasion (z
Govanem)
07.
Regret #9 (z
Govanem)
08.
Drive Home (z
Govanem i Theo Travisem)
09.
Sectarian (z
Theo)
10.
Insurgentes (z
Theo)
11.
No Part Of Me (z
Theo)
12.
Raider II (z
Theo)
13.
Dark Matter
14. Lazarus (z
Gavinem)
15.
The Sound Of Muzak (z
Gavinem)

Wilson
cześć obietnic spełnił, a część nie. Pamiętam (ale nie
przytoczę teraz konkretnego cytatu), że wspominał o pojawieniu się
w RAH utworów, które nie były wcześniej wykonywane na żywo.
Poza
Drag Ropes, to niczego takiego nie stwierdzono. Stefan obiecywał
też, że koncerty będą bardzo różne od siebie pod względem
repertuaru i tutaj już nie bujał.
Druga noc rozpoczęła się
sentymentalną podróżą do 2011 kiedy No Twilight Within The Courts
of The Sun wyłaniało się powoli z drone'owych dźwięków
Cenotaph. Ten wstęp nadal robi wrażenie i uważam, że koncerty
Wilsona z 2011 były zdecydowanie najlepsze z solowych.
Dalej
setlista wygląda odrobinę chaotycznie, ale widać inaczej się nie
dało. Pojawiło się Shesmoveon (z filmiku można było
wywnioskować, że David Kilminster idealnie odtwarzał końcowe solo
SW, przynajmniej nie powtórzono wpadki z Radioactive Toy), Routine z
udziałem Ninete, oraz Open Car i Don't Hate Me. Po tym na scenę
wbił Guthrie Govan i razem z nim zagrano trzy kawałki: Home
Invasion, Regret #9 i Drive Home. Na tym ostatnim dołączył Theo Travis i z jego udziałem zagrano jeszcze Insurgentes, No Part
of Me (nareszcie) oraz Raider II (w 'Ravenowej' krótkiej wersji). I
tu rodzi się w mojej głowie pytanie – dlaczego, skoro i tak
ostatecznie pojawił się na scenie, nie zaproszono Travisa do
wykonania Don't Hate Me, kawałka który przez lata czarował ludzi
właśnie ze względu na fantastyczne solówki (na flecie i
saksofonie) zagrane na albumie przez Theo. Dlaczego pozostawiono
improwizowaną cześć Holzmanowi i jego pikaniu gdy można było
dokonać spektakularnego reunionu Travisa z tym numerem (po 16
latach). Nie dociera do mnie jak można było takiej szansy nie
wykorzystać. Nie dociera i tyle.
Zespół zmył się ze sceny
zaraz po wyciszeniu się jazgotu kończącego skróconą wersję
Raidera II, po czym wrócił na jeden (na razie) bis w postaci Dark
Matter. Dopiero drugi bis przyniósł ostatnią niespodziankę w
postaci udziału Gavina Harrisona. W RAH wystąpiła zatem wczoraj
dziwna hybryda Porcupine Tree z zespołem solo, która zagrała
Lazarusa i The Sound of Muzak. Druga noc była zdecydowanie
upominkiem dla fanów Porcupine Tree, którzy czekają na powrót
tego zespołu, ale znalazło się też coś dla fanów pierwszych
dwóch solówek Stefana (nie było tego wiele, ale było). Szkoda,
mimo wszystko, że Wilson nie pokusił się o zagranie czegoś
naprawdę hardcorowego. Mam tu na myśli wspomniane już wcześniej
Collecting Space, ale również takie rzeczy jak Puncture Wound,
Significant Other (ciekawe czy chociaż rozważał zaproszenie
Clodagh Simonds na te koncerty, zresztą Ninete tez mogła zaśpiewać
tę wokalizę), Salvaging, czy bardziej radykalnie – cokolwiek z
Cover Version). Są też grane wcześniej solowe utwory, które aż
proszę się o powrót do setlisty, np.: Reminder The Black Dog (przy
premierze GfD, to był niemal 'przebój' wśród fanów), Veneno Para
Las Hadas czy Like Dust I Have Cleared Form My Eye. To takie moje
gadanie, ale myślę, że spokojnie SW mógł olać Index (grany non
stop od zawsze) albo Harmony Korine i wrzucić coś innego z tych
płyt.
Tak czy inaczej, dwa specjalne koncerty w RAH wypadły
całkiem nieźle. Nie tak spektakularnie jak wiele osób zakładało
i nie tak spektakularnie (wiem, że nadużywam tego słowa) jak tego typu występ Porcupine Tree z 2010
r.,
ale i tak nie można powiedzieć, że Stefan wziął kasę
za nic. W przyszłym roku odbędą się w naszym kraju kolejne dwa
solo koncerty – w Poznaniu i w Krakowie.
Mam oczywiście
swoje rozterki z tym związane – czy chcę oglądać kawałki PT na
takim koncercie czy nie? Don't Hate Me nie napawa mnie optymizmem,
ale zobaczymy. Rzutem na taśmę udało mi się zobaczyć PT na żywo
(w tym Dark Matter) więc nie czuję wewnętrznego parcia żeby te
kawałki oglądać, ale jeśli ktoś nie miał okazji, to chyba
jednak warto pojechać i zobaczyć. A może nie? Nie wiem ;)