środa, 2 grudnia 2015

Andy Booker - wywiad dla SWL (2015)



Andy Booker to perkusista, wokalista i autor piosenek. W latach 90-tych wydał solowy album "Ahead" oraz założył z Peterem Banksem duet Harmony In Diversity. Od tamtej pory brał udział w wielu przedsięwzięciach muzycznych z czego można wymienić grę w solowym zespole Tima Bownessa (My Hotel Band), Henry Fool (również na płytach) oraz no-man. Jest również współzałożycielem projektu Improvizone, który przez lata dostarcza na swojej stronie darmowej improwizowanej muzyki nagrywanej podczas występów na żywo.

Wywiad przeprowadziłem mailowo między 13-tym, a 20-tym lutego 2015 roku.
Andy codziennie podsyłał mi odpowiedź na kolejne pytanie, jak sami zobaczycie były one bardzo obszerne :)

1. Powiedz mi jakiego sprzętu używałeś na trasie no-man w 2012 roku.

Na koncertach no-man w 2012:

(zostawiłem większość w oryginale, tak jest czytelniej - SWL)

1967 Ludwig Gold Badge Kit:
- 22" bass drum
- 16" floor tom
- 13" rack tom
- 14" 400 snare

10" and 6" Remo roto-toms, arranged vertically.
Cymbals, from my left:
- 14" Zanki hi-hats
- 15" Zildjian A Custom crash
- 16" Zildjian K Dark crash
- 20" Zildjian K Custom Dry Light ride
- 17" Zildjian A Custom Projection crash

A mixture of Pearl and Tama hardware, DW 5000 pedals.

Roland SPD-S sample pad with KD-7 on left foot.


Mam bębny Ludwiga i hi-haty Zanki odkąd skończyłem 16 lat. Kupiłem roto-tomy jakiś rok później i zawsze używam chociaż części z nich. Trzy największe talerze, to zakup z 2012 roku. Fragmenty elektroniczne, to to co zostało z trasy no-man z 2008 roku.


2. Po trasie w 2008 roku przerzuciłeś się z elektronicznego zestawu perkusyjnego na akustyczny. Jak zmieniło to Twoją perspektywę w kontekście konkretnych utworów? Jak trudne było przearanżowanie piosenek?

O ile elektroniczna perkusja była przydatna w 2008 roku w takich utworach jak Truenorth czy Returning Jesus, to SPD-S stanowił prawdziwą wartość z jego umiejętnością odgrywania sampli lub po prostu do używania jako padów, do których można było przyporządkować brzmienia. V-Drums służyło mi głównie do markowania akustycznego zestawu. Znacznie lepiej grało mi się te wszystkie utwory w 2012 roku, na prawdziwym zestawie perkusyjnym! Utwory takie jak Lighthouse, Pretty Genius czy Things Change były wszystkie nagrane z użyciem akustycznego zestawu więc granie ich w ten sposób wydało się naturalne i budziło pytanie: jak kiedykolwiek udało mi się zagrać je na elektronicznej perkusji?

Po latach grania na elektronicznej perkusji (z Improvizone i innymi projektami) trochę mi zajęło aby odpowiednio się rozgrzać przy akustycznej, odzyskać sprawność fizyczną. W 2011 przy koncercie Love & Endings, nie byłem najlepszy. Do czasu trasy w 2012 r. było już znacznie lepiej :)
Dobrze było mieć ze sobą SPD-S na trasie w 2012 r., np.: w Together We're Stranger czy też do uzyskania konkretnych brzmień perkusji jak bongosy w Close Your Eyes. Spodziewałem się korzystać z niego znacznie więcej w celu uzyskania interesujących dźwięków, ale podczas prób zrozumiałem, że wolałbym więcej czasu poświęcić na bycie odkrywczym w związku z akustyczną perkusją. Np. Back When You Were Beautiful mógł zostać utworem na elektroniczny zestaw. Na pewnym etapie na próbach, zanim Steven do nas dołączył, miałem wykorzystać pady perkusyjne i skopiować melodię graną na banjo używając do tego tego brzmienia przypominającego bicie dzwona kościelnego! Możemy być wdzięczni, że Steven przejął tę partię. Ostatecznie muskałem bębny marakasami, a w trakcie refrenu uderzałem w talerze. Wyszło całkiem nieźle.
Główną zaletą akustycznych bębnów było to, że pozwalały mi operować większa rozpiętością dynamiki. Mogłem być cicho kiedy Tim śpiewał i głośny kiedy Steven szalał. Elektroniczna perkusja była dobra do spokojniejszych kawałków. Przydało się to aby ustalić konkretne brzmienia dla oryginalnego koncertowego zespołu Tima (My Hotel Band), który pozwolił mi na dołączenie do składu no-man. Problem polegał na tym, że kiedy reszta zespołu dawała czadu, mnie nie było słychać w ogóle. Ale to już za mną!

Zapytałeś o przearanżowanie muzyki. W zasadzie to dobrze opisuje większość z tego co działo się na próbach no-man. Musieliśmy wziąć na warsztat utwory powstałe w studiu i przekształcić je tak aby zespół mógł grać je na koncercie z wykorzystaniem tradycyjnego rockowego instrumentarium. Proces ten odbywał się bez udziału Stevena. Czasami utwory przechodziły przez wiele iteracji zanim przybrały formę, która nam odpowiadała. Często popełniałem błąd i skrupulatnie programowałem dźwięki mające odtworzyć brzmienie utworu w wersji studyjnej, tylko po to żeby zespół pociągnął kawałek w innym kierunku lub zupełnie z niego rezygnował. W ten sposób spędzałem połowę próby na wciskaniu przycisków albo kompletnie się gubiłem. Z akustycznym zestawem było inaczej, niczego nie musiałem przeprogramować, a jedynie zmieniać technikę gry, ewentualnie próbując różnego rodzaju pałeczek.


3. Który utwór z setu był Twoim ulubionym i najbardziej satysfakcjonującym, a który wręcz przeciwnie?

Utwór otwierający koncerty, Together We're Stranger, był świetny. Lighthouse również. Przez większość wieczorów graliśmy na bis Back When You Were Beautiful , który jest naprawdę piękny i przeszywający.

Może ci się wydawać, że najtrudniejsze technicznie piosenki sprawiały najwięcej problemów. To prawda, musiałem porządnie poćwiczyć aby dobrze odegrać partię w The Warm-Up Man Forever, ale dzięki temu mogłem to grać pewny siebie. Równie dużo pracy wymagało nauczenie się partii bębenków z Housewives Hooked On Heroin i śpiewanie do tego chórków. Zagraliśmy to tylko raz, wyszło okropnie.

Jeśli już, to problematyczne są dla mnie utwory, które najmniej mnie interesują. Było parę kawałków w secie, które graliśmy bo są popularne i łatwe, ale nie przemawiały one do mnie zbytnio. Czasami to z tymi prostymi numerami trzeba się pilnować. Czy to był już drugi refren? Pierwszy? Czy to już koniec? Mimo tego co napisałem, nie było jednak takiego kawałka w secie, przy którym jęczałbym „o nie, tylko nie TO!”.


4. Jak wyglądało życie w trasie z zespołem no-man? Co lubisz robić w jej trakcie i czy lubisz podróżować w ten sposób?

W busie zazwyczaj czytam, słucham czegoś albo idę spać. Stephen Bennet zazwyczaj z kimś gada, najczęściej ze Stevenem. Albo Tim i Steven ciągle demonstrują swoją encyklopedyczną wiedzę na temat muzyki rockowej wymieniając w kolejności chronologicznej nazwy wszystkich albumów każdego wykonawcy, który może ci przyjść do głowy i wielu, o których istnieniu nie zdajesz sobie sprawy. A potem słuchamy wszystkich utworów z tych płyt…
Po sześciu godzinach drogi między Polską, a Niemcami, w końcu zamilkliśmy.

Przyznaję, że lubię spędzić parę godzin w ciszy, gapiąc się w okno. W Anglii muszę dużo myśleć i dużo mówić aby zarobić na życie. Podczas trasy no-man po Europie nie musiałem niczego załatwiać, nie miałem żadnych zobowiązań poza kilkoma godzinami bębnienia. To dla mnie wakacje. I jeśli jest coś co lubię robić podczas wakacji, to jest to nie robienie niczego!

Poza busem, lubię sobie pozwiedzać Większość zespołu wychodzi na miasto w grupie, jeśli czas na to pozwala, np. w Krakowie i Kolonii gdzie przyjeżdżaliśmy dzień przed koncertem. W dzień występu jestem swoim własnym technicznym więc tego typu zajęcia zajmują mi większość popołudnia. Jeśli mogę, idę pobiegać na pół godziny (Andy faktycznie biegał przed koncertem w Krakowie – SWL) , a potem jem obiad. Oprócz tego, znajdziesz mnie w jakimś cichym miejscu z filiżanką herbaty, bębniącego sobie w mój pad do ćwiczeń.


5. Koncert w Krakowie był pierwszym koncertem najdłuższej trasy no-man od 1993 roku. Wiele faworytów publiczności było grane po raz pierwszy. Jakie są Twoje wspomnienia w związku z tamtym występem? Jaka była atmosfera za kulisami przed i po koncercie?

Wydaje mi się, że byliśmy dosyć wyluzowani. Nie pamiętam większych nerwów czy niepokojów, ale to było trzy lata temu więc mogę nie pamiętać! Osobiście, ulżyło mi, że w ogóle gramy. Po pierwsze, dlatego, że trasy no-man są bardzo rzadkie więc to świetne uczucie być częścią jednej z nich. Po drugie, do tego momentu mieliśmy za sobą tydzień intensywnych, frustrujących prób, które wymagały wiele zaangażowania i cierpliwości. Mając to wszystko za sobą, pierwszy koncert był prawdziwa ulgą. To co lubię w pierwszych koncertach na trasie, to to, że jest są po nim kolejne. Jeśli mi nie wyjdzie, to mam więcej szans aby się poprawić. To ściąga ze mnie wiele presji i ciśnienia. Czy przy pojedynczym koncercie byłoby tak samo? Nie! Miałbym tylko jedno podejście.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy kiedy weszliśmy w Krakowie na zaplecze, to największa ilość jedzenia jaką kiedykolwiek widziałem przy tego typu okazji. Połowa wszystkiego, to były potrawy mięsne, a jako, że więcej niż połowa zespołu to wegetarianie, to zostało BARDZO dużo dla mnie! Napakowałem sobie do buzi ile się dało i musiałem lecieć składać mój zestaw perkusyjny, wypytując Iana (Bonda, dźwiękowca) o jego mikrofony.
Zazwyczaj przed koncertem gramy tylko kilka utworów dla sprawdzenia. Tym razem jednak odegraliśmy większość setu. Po kilku utworach Steven zorientował się, że jego wzmacniacz nie działa poprawnie. Jason (techniczny od gitary) zauważył, że jedna lampa wysiadła i ją wykręcił. W tym momencie jej szklana obudowa strzeliła. Nie mieliśmy zapasówek ani dodatkowego wzmacniacza. Na szczęście główna część lampy nie została uszkodzona i Jason był w stanie wkręcić ją na nowo i doprowadzić wzmacniacz do ładu.
W trakcie próby, Tim wyskoczył nagle ze zmianami w aranżacji Warm-Up Man Forever. Cztery Godziny przed koncertem. Dzięki Tim! W trakcie wykonywania utworu na koncercie, Steven wymachiwał nam instrukcje.
Jako, że utwór otwierający koncert (Together We're Stranger) jest powoli rozwijającym się ambientowym kawałkiem, na chwile przed koncertem wpadliśmy na pomysł aby każdy z nas wychodził z półminutowym odstępem w kolejności w jakiej zaczynaliśmy grać swoje partie. Wyszło rewelacyjnie i każdy z nas był oklaskiwany podczas wejścia na scenę. Steven Wilson wyszedł jako przedostatni (tak naprawdę jako czwarty od końca - SWLive) i został ciepło powitany. Kiedy wyszedł Tim, aplauz zagrzmiał niczym piorun. Niezbyt często odczuwam nagłe napady radości w trakcie koncertów, ale wtedy go poczułem, głównie ze względu na Tima.
Na tym etapie wiedzieliśmy już, że mamy przed sobą świetny koncert. Miałem tak wielką kupę zabawy za perkusją, że zapomniałem o połowie moich chórków. Trochę szkoda bo odsłuchy Iana działały perfekcyjnie. Nie miałem zapomnieć swojej partii wokalnej w Back When You Were Beautiful, ale publiczności zajęło całą pierwszą zwrotkę aby połapać się co gramy. Kiedy Tim zaczął refren, ludzie zaczęli klaskać akurat kiedy miałem śpiewać, co było miłe :)
Poszło naprawdę dobrze, publika była fantastyczna, a zapleczowa atmosfera po koncercie była oczywiście słodka :) Tim i ktoś jeszcze, poszli rozmawiać z fanami i podpisywać płyty. Ja poszedłem prosto na piwo, ale ostatecznie wylądowałem na scenie rozmontowując mój zestaw perkusyjny. Zajęło mi to tyle co złożenie go do kupy. Ale byłem szczęśliwy :)


6. Czy jest jakiś projekt muzyczny, nad którym obecnie pracujesz? Są szanse na reedycję Twojej płyty „Ahead”? Czy można liczyć na kontynuację?

Nowy album Sanguine Hum wyjdzie pod koniec lutego tego roku (wywiad przeprowadzałem kilka tygodni wcześniej), ale skończyłem nagrywać na to swoje partie już w czerwcu 2014 r. Przez ostatnie tygodnie nagrywałem perkusję na nowy album Tima Bownessa. Ma naprawdę dobry materiał i kilka niespodzianek – naprawdę daje czadu. Poza tym, powoli sklejam nagrania z prób zespołu Harmony In Diversity, ze ś.p. Peterem Banksem (ex Yes, Flash) w składzie. Planowany produkt, to 6-cio płytowy boks, który będzie się składał z jednego wydanego albumu i masy niewydanych rarytasów. Mam zamiar skończyć to do wakacji, ale to samo mówiłem rok temu.

Wydaje mi się, że ten lub następny rok będzie dobry, aby wydać na nowo Ahead. Nagrałem ten album w 1995 roku i wydałem w 1996. Dwadzieścia lat temu. I tak wyglądam! Planowałem wtedy kontynuację. Nagrałem jakieś 3 płyty potencjalnego materiału między 1996, a 1999 rokiem. Potem przestałem. Wykorzystałem kilka fragmentów perkusji i basu w duecie Pulse Engine, który stworzyłem z Nickiem Cottamem. Mam ochotę na nagranie czegoś nowego, może pod koniec roku. Najpierw muszę uratować moje stare pliki midi. Samo to może zająć całe miesiące. Mam nadzieję, że pewnego dnia znajdę kasetę (pamiętasz je?) z tymi nagraniami, będzie mi łatwiej dokonać transkrypcji. Być może zdrowiej by było abym zapomniał o tym starym materiale i wymyślił coś kompletnie nowego. Problem w tym, że pamiętam dobrze te stare kawałki i niektóre są naprawdę dobre!


7. A co z Improvizone? Strona internetowa wydaje się nieaktywna od jakiegoś czasu, a czekam na nowości! Mam nadzieję, że Improvizone zaimprowizuje coś kiedyś poza Wielką Brytanią :)

Improvizone nadal żyje, ale jest nieaktywne. Często wykonuje pracę nad php i javą na stronie internetowej (http://www.improvizone.com - SWL), zmieniam to i owo dla zabawy, ale nawet tego nie widać :) Ale nie mam teraz apetytu na granie. Kiedy zaczynałem Improvizone i nie miałem dosłownie nic do roboty, żadnych ofert. I nikogo kto pytałby o mój album Ahead. Przez następne lata, Improvizone dostarczyło mi sporo dobrej muzyki, której lubię słuchać. Przez jakiś czas tylko tego słuchałem. Powaliły mnie niektóre rzeczy, które udało nam się zrobić i to sprawiało, że miałem ochotę działać. Niestety odkąd straciliśmy lokal, w którym regularnie występowaliśmy, trudno nam było załatwić koncert, a nasz publiczność się rozpłynęła. Trochę mnie to wszystko zniechęciło. W międzyczasie Tim i Sanguine Hum dali mi dużo roboty przy akustycznym zestawie perkusyjnym szykując się do koncertów i nagrań. W tym roku, pierwszy raz od dawna, Mike, Os i ja gramy koncert w ramach ich serii Tuesdays Post, a planach jest jeszcze kilka wydarzeń, które moją rzucić nas z powrotem na ścieżkę Improvisone!








.............................................
wersja oryginalna
................................................










1. Please, tell me something about the gear you've been playing on the tour.

For the 2012 No-Man gigs:

1967 Ludwig Gold Badge Kit:
- 22" bass drum
- 16" floor tom
- 13" rack tom
- 14" 400 snare

10" and 6" Remo roto-toms, arranged vertically.
Cymbals, from my left:
- 14" Zanki hi-hats
- 15" Zildjian A Custom crash
- 16" Zildjian K Dark crash
- 20" Zildjian K Custom Dry Light ride
- 17" Zildjian A Custom Projection crash

A mixture of Pearl and Tama hardware, DW 5000 pedals.

Roland SPD-S sample pad with KD-7 on left foot.

I've had the Ludwig drums, and those Zanki hi-hats, since I was 16. I bought the roto-toms about a year later and I almost always use one or two in every kit setup. The largest three cymbals were new purchases in 2012.

The electronic bits were all that remained of the 2008 No-Man gigs.


2. For post-2008 no-man shows you switched from electronic drum kit to acoustic drums. How it affected your perspective about particular songs? How difficult was the process of re-arranging the music?

While the electronic drums were useful in 2008 for a few songs like Truenorth or Returning Jesus, it was really the SPD-S pad providing the value, in being able to play samples, or being a block of pads I could assign notes to. I used the V-drums mainly to mimic the sound of an acoustic kit. It was much, much better in 2012 to play those songs on a real drumkit! Tracks like Lighthouse, Pretty Genius, Things Change were all originally recorded with acoustic drums originally, so playing them on an acoustic kit felt natural, and left me wondering how I'd ever managed to play them on the electronic kit.
After playing the electronics for years, with Improvizone and other projects before that, it took me a while to get properly warmed up on the acoustic drums, to restore power and muscle. So in 2011 on the Love And Endings show, I wasn't very good. By the 2012 tour I was much stronger :)
It was good to keep the SPD-S in the 2012 setup for few notes, for example in Together We're Stranger, or for other percussion noises such as the bongo sounds in Close Your Eyes. I had expected to make a lot more use of it as a source of interesting sounds, but as the rehearsals progressed, I realised I preferred to just try and be more inventive on the acoustic kit. For example, Back When You Were Beautiful might have been an electronic kit song. At one point, before Steven came to the rehearsals, I was going to mimic the banjo part using a kind of church bell sound! We can all be thankful that Steven took over :) In the end I stroked the toms with a couple of maracas, splashed the hi-hat in the choruses, and it worked really well.
The main benefit of acoustic drums was that they gave me good dynamic range. I could be quiet when Tim was singing, loud when Steven let rip. The electronic drums were good for the quiet pieces. They were useful for getting Tim's original live band established, which gave way to the live No-Man band. The trouble was, when the rest of the band blasted out, I would disappear in the mix. Not any more!

You asked about re-arranging the music. In fact that describes quite well what a lot of No-Man rehearsal was about. We had to take songs that were crafted in a studio and re-arrange them into music we could play live with ordinary rock instruments. We would do that re-arrangement without Steven, sometimes taking the song through many iterations before we were all happy with it. I often made the mistake of carefully preparing electronic drum sounds to mimic the recordings, only for the band to pull in a different direction, or drop the song entirely. Either that left me spending half the rehearsal pushing buttons modifying my sounds, or completely stuck. With acoustic drums there was nothing to re-program, just different sounds to be had by playing a different pattern, maybe with different sticks.


3. Was there any particular song in the setlist you found most interesting and rewarding to play live? Also, was there any 'troublemaker' in the set?

The set opener, Together We're Stranger, was great. Also Lighthouse. On most nights we did Back When You Were Beautiful as the encore, and it truly was absolutely beautiful, a real thrill.
You might think the hardest songs to play would be the troublemakers. True, I had to put in quite a bit of practice to do the pattern I wanted for The Warmup Man Forever, but that meant that by the time I had to play it live, I could do it confidently. One thing I had to do *a lot* of work for was Housewives Hooked On Heroin, to make the drum part groove, and do a backing vocal over it. We only played it once, as an encore. It was terrible.
If anything, for me the troublemakers in the set are the ones that interest me the least. There were a couple of songs in the set we did because they were popular and easy, but they didn't appeal to me much. Sometimes it's the simple ones you have to be careful of. Like, have we just done that chorus twice...? once...? is this the end...?! Having said that, there was nothing in the set where I got to it and thought, oh no, not THIS!


4. Tell me something about no-man's 'tour bus life'. What kinds of things do you like to do on tour to pass the time? Do you enjoy traveling on tour?

On the bus (in the van) I usually read, listen to something, or drift off to sleep. Usually Stephen Bennett is having having a chat with somebody, often Steven. Or Steven and Tim are demonstrating their encyclopaedic knowledge of rock music, such as by naming all the albums in chronological order of any artist you can think of, and plenty more you can't. And then listing all the tracks on those albums. By about the sixth hour out of ten on our journey between Poland and Germany, we've fallen pretty quiet.

I will admit I am quite happy spending several hours in silence just looking out of the window. Back in England, I have to think a lot and talk a lot to earn a living. On a No-Man trip around Europe, I have not had to arrange anything, nothing of mine is at stake, and I have no responsibilities besides a couple of hours of drumming. It's a holiday for me. And if there's one thing I like doing on my holiday, it's absolutely nothing!
Off the bus, I like to explore the area a bit. Most of the band will go off together if time permits, for example as in Krakow or Cologne, where we arrived the day before the gig. On the gig day, I'm my own drum roadie, so that takes care of my afternoon. If I can, I'll go out for a half-hour run before having dinner in the venue. At most other times you'll find me in a quiet place with a cup of tea, tapping on my practice pad.


5. The show in Kraków (Poland) was the first show of the longest no-man tour since 1993. Many fan favorites were played for the very first time. What are your memories of that show? What was the atmospehere backstage before and after the gig?

I think we were all fairly chilled and relaxed. I don't remember much nervousness or worry, although it was three years ago and I might have forgotten! Personally, I was relieved we were playing at all. Firstly, because No-Man tours are very rare, so it's a great feeling simply to be part of one. Secondly, our experience up until this point had been a week of intense, frustrating rehearsals that needed lot of effort and patience. So with all that behind us, the first show of the tour was a huge relief. Another thing I love about the first night is that there are several more to follow. If I don't get it quite right tonight, I have more chances. And that takes away a lot of pressure and tension. Whereas, suppose we were just playing one show, would that be an identical experience to the first night of a tour? No! You only have one chance to get it right.

The first thing I found when we arrived backstage was the biggest spread of food I had ever seen in a venue. Was it for the audience? Half of it was cold meats. More than half the band were vegetarian. That meant there would be A LOT for me. I stuffed as much in my mouth as I could, before spending most of the afternoon leisurely setting up my drums and quizzing Ian [sound engineer] about his microphones.

Normally in the soundcheck we just run through one or two songs. On this one we went through most of the set. After a couple of songs Steven realised his amp was not working properly. Jason [guitar tech] found one of the tubes was cold and pulled it out. The central glass post had snapped off. We had no spares, and no spare amp. Luckily the body of the tube was intact, Jason was able to reinsert it and restore the amp to full power. 

Later in the soundcheck, Tim brought in a change to the arrangement for The Warmup Man Forever. Four hours before the show. Thanks Tim. On the night, we got through it with Steven waving instructions.

Immediately before showtime, because our first song was a slowly-building ambient piece (Together We're Stranger) we decided we would walk on one by one, half a minute or so apart, in the order that we started playing. It worked brilliantly, and each of us was applauded as we appeared. Steven went on second to last, and was warmly greeted. Tim walked on, and the applause was thunderous. I don't often feel a rush of happiness on stage, but I felt one then, and I think I was mainly happy for Tim.

From that point, we knew we had a great gig ahead of us. I was having such fun on the drums I forgot half my backing vocals, which was a pity because Ian's monitoring was excellent. I was not about to forget the line in Back When You Were beautiful, though it seemed to take the audience the whole of the first verse to recognise the song. Tim started the chorus and the audience started clapping, just as I began my vocal, which was nice :)

The set had gone really well, and the crowd had been fantastic, so not surprisingly, backstage afterwards the mood was sweet :) Tim and a couple of others went out front to meet, greet and sign. I went straight for a beer, but ended up spending almost as much time taking the drums apart as it took me to put them together. But I was happy :)


6. Is there any musical project you're working on at the moment? Are there any chances for re-release of "Ahead"? Is a follow-up in the works?

The new Sanguine Hum album is out at the end of February (2015), although I finished laying the drums down for that last June. Over the last few weeks I've been putting together some drums for a new Tim Bowness new album. He's got some great candidate material there, and some surprises - he's really rocking-out these days. I've also slowly been editing together some rehearsal recordings of the band Harmony In Diversity, featuring the late Peter Banks (ex Yes, Flash). The planned product is a 6-CD package comprising one released album and a load of other unreleased things. I intend to have finished it by the summer. I said that last year, too.

I guess either this year or next would be a good time to re-release Ahead. I recorded it in November 1995, and released it at the beginning of 1996. Twenty years ago. And I look like it! I was planning a follow-up record back then. I must have sequenced-out around 3 CD-lengths of candidate material between 1996 and 1999. After that I stopped working on it. I recycled a few bits for a bass and drums duo I formed with Nick Cottam, called Pulse Engine. I do feel like recording something new, maybe later this year. First I want to rescue my old midi files. That alone could take me months. I'm hoping I will one day find a cassette (remember them?!) of recordings, as it may well be quicker to transcribe from those. It might be more healthy for me to try and forget about that material and come up with a load of completely new stuff. The trouble is I do remember my old material, and some of it I really liked!


7. What about Improvizone? The site seems inactive for some time and I would love to hear more recent stuff! I hope one day Improvizone will immprovise outside UK :)

Improvizone is still alive, but inactive. I often do bits of php or javascript programming on the site, making changes just for fun that leave it looking exactly the same :) But I'm not hungry to go and play right now. When I started doing Improvizone I had literally nothing to do, and no offers. And definitely nobody asking about my Ahead album! For the next four years it provided me with a good stream of music that I actually enjoyed listening to. In fact, for a while, Improvizone was all I did listen to. I have, in my own mind, been stunned by some of the things that we came up with, and that's what kept me going. But once we lost our regular venue, gigs were difficult to get, and we had not built up an audience (at least not one that came to see us). So I got tired, really. Meanwhile, for the past three years, Tim and Sanguine Hum between them have given me plenty of acoustic drumming to be getting on with in preparation for gigs and recordings. This year, for the first time in a while, Mike and Os and I have a date at one of their Tuesdays Post series, plus there are plans for some other events this year that might see us retreading the Improvizone path.






wtorek, 1 grudnia 2015

Steve Bingham - wywiad dla SWL (2015)



Steven Bingham, to angielski skrzypek i dyrygent. Po ukończeniu szkoły (Royal Academy of Music) założył w 1985 Bingham String Quartet i od tego czasu jest aktywnym muzykiem zarówno na scenie klasycznej, jak i innych. Wydał wiele albumów (solo i z innymi) oraz jest autorem serii koncertów pod tytułem „Lines and loops”, podczas których prezentuje wypracowaną technikę zapętlania dźwięku skrzypiec. Od 2008 roku jest skrzypkiem koncertowego składu zespołu no-man oraz brał udział w nagraniach studyjnych, zarówno no-man i jak i Tima Bownessa. W zespole otrzymał przydomek „Maestro”.

Wywiad przeprowadziłem mailowo 10-tego lutego 2015 roku.


1. Powiedz mi coś na temat sprzętu, którego używałeś na trasie. Chciałbym również zapytać o Twoją technikę zapętlania dźwięku, brzmi rewelacyjnie. Jak to się zaczęło?

Zacząłem bawić się w „pętle” około 1999 roku kiedy grałem w zespole muzyki świata z gitarzystą Jasonem Carter
em (jasoncarter.net) i basistą Stevem Lawsonem (stevelawson.net). Używałem różnych osobnych efektów do zapętlania dźwięku, ale względnie szybko przerzuciłem się na programy z laptopa podłączone do kontrolerów midi. Mój zestaw składa się od paru lat z MacBooka Pro z zainstalowanym Logic'em lub Mainstage'em oraz pluginem o nazwie Sooperlooper. Używam aktywowanego stopą kontrolera midi Gordius aby odpalać i kontrolować zapętlanie i inne efekty.

Na koncertach no-man nie ma jednak zbyt wielu okazji do takiej zabawy więc w trakcie trasy w 2012 roku używałem stompboxa Line6 M13, który posiada podstawowe funkcje zapętlania. Miałem ze sobą moje główne elektryczne skrzypce – 5-cio strunowy model przygotowany przez Bridge Violins (z Sleaford w Wielkiej Brytanii). Głównie używałem zwykłego brzmienia skrzypiec z odrobiną pogłosu, ale na tej trasie używałem tez paru dodatkowych efektów: trochę echa, filtrów oraz przesteru i wah-wah (w "Things Change").


2. Powiedz mi więcej na temat wprowadzania partii skrzypcowych do utworów, które pierwotnie ich nie posiadały, np. w "Back When You Were Beautiful", "My Revenge on Seattle" lub "Pretty Genius". Czy improwizowałeś te partie (na próbach lub podczas koncertów) czy wyglądało to inaczej?

Głównie był to proces polegający na improwizowaniu w trakcie prób, ale w niektórych utworach grałem po prostu melodię zaczerpniętą z innego instrumentu z wersji studyjnej, koncertowej lub demo.


3. Który utwór z setu był Twoim ulubionym i najbardziej satysfakcjonującym, a który wręcz przeciwnie?

Myślę, że moje ulubione utwory, to "Wherever There Is Light", ponieważ uwielbiam tę prostą melodię i mam szansę zaimprowizować solo pod koniec, "Time Travel In Texas" bo mogę się tam pobawić dziwnymi dźwiękami, oraz "Things Change", który jest dla mnie okazją do zarzucenia grzywą! Nie wydaje mi się żeby, którykolwiek z utworów sprawiał mi większe problemy.



4. Jak wyglądało życie w trasie z zespołem no-man? Co lubisz robić w jej trakcie i czy lubisz podróżować w ten sposób?


Lubię podróżować i odwiedzać nowe miejsca, a w grupie jest to zawsze lepsza zabawa. Odstaję odrobinę od reszty ponieważ mam klasyczne wykształcenie muzyczne i zabawne były moje próby dotrzymania kroku we wszystkich quizach dotyczących rocka progresywnego, które wymyślali Tim ze Stevenem. Generalnie, to wspaniała grupa kumpli do spędzania czasu w busie.


5. Koncert w Krakowie był pierwszym koncertem najdłuższej trasy no-man od 1993 roku. Wiele faworytów publiczności było grane po raz pierwszy. Jakie są Twoje wspomnienia w związku z tamtym występem? Jaka była atmosfera za kulisami przed i po koncercie?

Bardzo się cieszyliśmy na myśl o tym koncercie. Z kilkoma występami w perspektywie czuliśmy się bardzo dobrze, a zakulisowo atmosfera była zwyczajową mieszanką ekscytacji, wyczekiwania i odrobiny nerwów. Publiczność w Krakowie była niesamowita i będąc już na scenie szybko się rozkręciliśmy, a po wszystkim czuliśmy, że zagraliśmy dobry koncert.


6. Czy jest jakiś projekt muzyczny, nad którym obecnie pracujesz?

Wiele! Mam w nawyku udzielanie się w wielu różnych projektach (zarówno muzyki klasycznej jak i innych), ale moim głównym jest w tej chwili album z coverami Petera Gabriela, który, mam nadzieję, ukaże się do końca roku i być może będzie zawierał udział wielu interesujących gości :-)


7. Dziękuję za wywiad! Jakie są Twoje najbliższe plany koncertowe?

Bardzo chciałbym zagrać trochę solowych koncertów w Europie…. może w 2016.
Mam nadzieję, że na jakimś etapie będzie więcej koncertów no-man, ale póki co nic mi nie wiadomo na temat takich planów.



........... wywiad w oryginale ............


1. Please, tell me something about the gear you've been playing on the tour. Also, I would like to ask you about your looping technique. It sounds amazing. How it came to life?

I started looping back in about 1999, when I was playing in a world music group with guitarist Jason Carter (jasoncarter.net) and bassist Steve Lawson (stevelawson.net). I used various standalone looping pedals, but relatively quickly decided to use laptop software, with midi control pedals. My looping setup for several years now has been a MacBook Pro running Logic or Mainstage, and with a plugin called Sooperlooper hosted within those programs. I use Gordius midi foot controllers to trigger and control all the loops and effects.
However there’s not much looping needed in the no-man sets, so for this tour I was using a Line6 M13 stompbox modeller, which has basic loop functions. I used my main electric violin, which is a 5-string model made by Bridge Violins in Sleaford, in the UK. I mainly used a pretty straight violin sound, with some added reverb, but also triggered a few effects for this tour - some delays for various songs, some filter effects and I used distortion and wah - in particular for Things Change.


2. Could you tell me more about incorporating violin into 'non-violin' no-man songs like: Back When You Were Beautiful, My Revenge on Seattle, Pretty Genius, etc. Did you improvise your parts during rehearsals (and live) or was the process different?

Mostly on these songs it was a process of improvisation during rehearsals, but there were some where I based the violin on other instrumental lines from either the original studio versions of the songs, or previous live or demo versions.


3. Was there any particular song in the setlist you found most interesting and rewarding to play live? Also, was there any 'troublemaker' in the set?

I think that my favourites to play were Wherever There is Light, because I loved the simple violin melody and the chance to improvise a solo at the end, Time Travel In Texas, as there was a chance to play around with weird sounds, and Things Change - as it was a chance for me to really let my hair (!) down. I don’t think there was any song that was really troublesome!


4. What about no-man's 'tour bus life'? What kinds of things do you like to do on tour to pass the time? Do you enjoy traveling on tour?

I enjoy travelling and seeing new places, and it’s always more fun with a group. I’m slightly the odd one out in the band as my background is classical, so it was great fun to trying to keep up with the rock and prog trivia conversations that Tim and Steven excel at. Basically a nice bunch of guys to be stuck in a tour bus with!

5. The show in Kraków (Poland) was the first show of the longest no-man tour since 1993. Many fan favorites were played for the very first time. What are your memories of that show? What was the atmospehere backstage before and after the gig?

We were really looking forward to the show: Having several shows to look forward to was really good and I think the feeling backstage was the fairly usual mixture of excitement, anticipation and slight nerves for the first show. The crowd in Kraków were amazing and once on stage the band really seemed to get into it’s stride and after the gig the feeling was that it had ben a really successful show.



6. Is there any musical project you're working on at the moment?

Many!! I tend to get involved with loads of different things both classical and non, but my main non-classical project at the moment is working on a Peter Gabriel covers album which will hopefully be out by the end of the year and might just have some interesting guest artists :-)


7. Thank you very much for your help! I hope to see your concert in a near future! Any chances for any gigs in Europe?


I would love to take my solo looping gig on tour in Europe……Maybe in 2016. I’m hoping there’ll be some more no-man gigs sometime, but no news at the moment. Happy to do a full interview some time.