Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1986. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1986. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 sierpnia 2017

no-man, historia - cz.1: zaginione lata 1986 - 1989

          

Początek kariery no-man widzi się z różnych perspektyw. Dla jednych zaczęła się ona wraz singlem „Days In The Trees”, inni pamiętają jeszcze o „Colours”, ale znajdą się też tacy, dla których zespół istnieje dopiero od „Returning Jesus”. Jest jeszcze kategoria fanatyków, dla których początkiem no-man jest rok 1986, kiedy zespół nie był zespołem i nazywał się No Man Is An Island (Except The Isle Of Man). Patrząc z tej ostatniej perspektywy, postaram się jak najlepiej opowiedzieć o tym jak to było z no-man i co się działo przez te 7 lat, które dzielą prawdziwy początek grupy i wydanie debiutanckiego albumu.

W 1986 r., Steven Wilson był już doświadczonym, ale wciąż zagubionym muzykiem. Miał dopiero niecałe 19 lat, a jego zespół Karma rozpadł się rok wcześniej. Kombinując w wolnym czasie z magnetofonem zmontowanym przez ojca, SW srogo eksperymentował z muzyką. Szukając pretekstu żeby coś wypuścić w świat, postanowił stworzyć kompilację zawierającą utwory różnych mniej lub bardziej (głównie mniej) znanych zespołów progresywnych/psychodelicznych i dorzucić tam coś swojego (oczywiście pod pseudonimem). „Exposure” zostało wydane na winylu przez samego Wilsona (700 kopii, co wydaje się w tym wypadku i tak sporą ilością), a zakamuflowanym autorskim utworem było From a Toyshop Window. Jako, że Stefan był wtedy pod dużym wpływem psychodelii i uwielbiał dziwne, przewrotne tytuły, tak jednorazowy projekt otrzymał nazwę No Man Is An Island (Except The Isle Of Man).


                                              

Bardzo teoretycznie, jest to początek no-man, ale w praktyce trudno doszukać się tu czegokolwiek związanego z no-man poza członem nazwy. From a Toyshop Window to dziwaczny instrumental, który jak nic innego
, co SW tworzył w tym czasie oddaje ducha lat 80-tych. Trudno powiedzieć, czy to psychodelia, czy to synth-pop, czy coś innego. Szału nie było.
W tym czasie zaś Tim Bowness szalał i to poważnie. Na tym etapie miał już za sobą członkostwo w kilku zespołach i aktualnie wydał wraz z Always The Stranger płytę „Another Beauty Blooms”. Według Mike'a Bearparka (który również był wtedy członkiem ATS, a później wraz z Timem tworzył Samuel Smiles) to właśnie ten mini-album zwrócił uwagę Stevena Wilsona, który następnie skontaktował się z Timem w sprawie ewentualnej współpracy.

                                                    


Panowie spotkali się w 1987 r. w mini „studiu” Wilsona (czyli w domu jego rodziców) i efektem było natychmiastowe przystąpienie do pracy nad muzyką. Duet dłubał przy jednym kawałku, ale ostatecznie dali sobie z nim spokój i na świeżo stworzyli dwa zupełnie inne. Były to Faith's Last Doubt i Screaming Head Eternal, dwa bardo różne utwory, które stanowiły najlepsze świadectwo tego, że zarówno Bowness jak i Wilson dobrze czuli się na niejednym muzycznym gruncie. 



                                               

Faith's Last Doubt wylądowało na drugiej kompilacji Stefana pt.: „Double Exposure” wydanej w 1987 r. Utwór ma znacznie więcej wspólnego z płytami takimi jak „Flowermouth”, czy „Returning Jesus”, niż z muzyką, którą duet wydał w międzyczasie. Nazwę zespołu skrócono do No Man Is An Island. Na kompilacji znalazły się również dwa utwory innego zespołu Tima – Plenty (który regularnie przechodził w stan hibernacji i budził się z niego, aktualnie zaplanowane jest wydanie debiutanckiej (!!) płyty). Forest Almost Burning i Sacrifice nie leżały stylistycznie daleko od no-man, a ten pierwszy kawałek (oraz Life Is Elsewhere) wszedł później do jego repertuaru (i wypadł zanim zdążył pojawić się na jakimkolwiek poważniejszym wydawnictwie).
Jeszcze tego samego roku, Tim i Steven napisali i wstępnie zarejestrowali kilka kolejnych utworów. Wśród nich znalazły się wczesne wersje wydanych później kompozycji (Long Day Fall, wtedy zatytułowany Dull Day, czy Beaten By Love i Mouth Was Blue), jak i takie, które nigdy nie doczekały się wydania (Absurd Walls, Stone, czy The Summer Place).

Rok 1988, mimo braku aktywności na rynku wydawniczym, był dla no-man przełomowy. Powstała wtedy lwia część materiału, który lata później ukazał się pod tytułem „Speak” (w 1994 r. roku na kasecie oraz z nieco większym rozmachem w 1999 r., w odświeżonej formie).

                                               

Ponadto, skład zespołu powiększył się o skrzypka Bena Colemana (dołączył na wiosnę) oraz gitarzystę Stuarta Blagdena (dołączył w okolicach sierpnia). Trzeba zaznaczyć, że Steven Wilson był wtedy w zespole przede wszystkim klawiszowcem. Nawet na liście płac do wydanego Faith's Last Doubt, jest przypisany do gry na instrumentach klawiszowych, a partie gitarowe (również jego autorstwa) podpisane są pseudonimem Nigel Child.
Powstawało coraz więcej utworów, część z nich nigdy nie nie pojawiła się na płytach (np.: Dreamer In A Dead Language, Hard Tounge, Naming Baby, Turn, czy Play Martyr). Co ciekawe, zespół miał wtedy plany, o których mało kto wie. Dwa lata temu wpadł mi w ręce skan takiego prehistorycznego flyera (tudzież biuletynu informacyjnego).

                                


Możemy się z niego dowiedzieć, że zespół już w 1988 r. podpisał umowę z Plastic Head Records, w którym ostatecznie wydali dopiero rok później singla „The Girl From Missouri”. Na tym etapie, planowane było ep pod tytułem „Strip Wild” (na 12” winylu) oraz pełnoprawny album „Death and Dodgson’s Dreamchild” (o nieznanej trakcliście), a także coś co określono „audio-wizualną” współpracą z filmowcem Andy’m Smithem nad jego dziełem „Shallow Grave”. Nic z tego nie zostało wydane. Skąd pewność, że chodzi o rok 1988 ? Skład zespołu sugeruje drugą połowę 1989 r., ale bardziej skłaniam się ku temu, że biuletyn był rozsyłany w okolicach kwietnia/maja, zaraz po tym jak Ben Coleman dołączył do zespołu (ale jeszcze przed sierpniowym przesłuchaniem Stuarta Blagdena). Świadczą o tym utwory wybrane na „Strip Wild”, które były wtedy najświeższym materiałem zespołu. Wydanie tego ep planowano na „lato” więc wszystko się zgadza. Informacja zawiera również fragment o planach zespołu aby zacząć (sic!) koncertowanie w okolicach wakacji.
Również te plany nie wypaliły.

Na koniec, warto zwrócić uwagę na to, że flyer podpisany jest zarówno „No Man Is An Island Except The Island Of Man”, jak i (w tekście) „No Man Is An Island”. Myślę, że spokojnie można założyć, że chodziło o 1988 r. Autentyczność tego biuletynu potwierdził (acz ostrożnie) Michael Bearpark, przyjaciel zespołu i członek koncertowego składu od 2008 r. Co spowodowało, że wszystkie te projekty poległy na polu bitwy? Nie mam zielonego pojęcia, ale materiał na „Strip Wild” był gotowy do wydania i niektóre jego fragmenty wydostały się poza zespół. Sam posiadam jedynie The River Song (wersja z 88 r. różni się znacznie od tej wydanej w 99 r., a na kasecie „Speak” z 1994 r. nie ma tego utworu w ogóle) oraz Dull Day (Beneath An Angry Sky), ale podejrzewam, że pozostałe dwa utwory również czają się gdzieś w czyjejś kolekcji rarytasów.

Zespół wstrzymał się z tymi wydawnictwami, być może z uwagi na powstające ciągle nowe utwory, które sugerowały pewne zmiany w kierunku. Dołączenie Stuarta również mogło mieć na to wpływ. Tak czy inaczej, pozostała część roku upłynęła na komponowaniu i nagrywaniu nowego materiału, a umowa z Plastic Head nie wygasła. Zamiast ep i płyty, dwa utwory zespołu (alternatywne wersje Life is Elsewhere i Screaming Head Eternal) zostały wydane na składance Platic Head Records pt. "Plastic Head Music Sampler".

1989 r. przyniósł kolejne istotne dla zespołu zmiany. Ben Coleman od początku naciskał, że No Man Is An Island powinni zacząć koncertować. Niepewni z początku Tim i Steven musieli w końcu ustąpić, ponieważ występy na żywo były naturalnym i nieuniknionym elementem rozwoju każdego zespołu, który chciał coś osiągnąć. Kwartet zadebiutował na początku roku w Londynie. Okazało się, że Coleman doskonale odnajduje się na scenie, podobnie Stuart. Tim radził sobie po swojemu, czasami musząc walczyć z fatalnym nagłośnieniem, na które zespół był wtedy narażony, natomiast Wilson znalazł inny sposób na to, aby zrobić wrażenie na publiczności, ale o tym później.
Wśród wczesnych występów jakie dali no-man w tamtym czasie, najistotniejszy okazał się ten, który odbył się 12-tego lutego w rodzinnym miasteczku Stefana - Hemel Hempstead. Impreza była w rzeczywistości konkursem talentów pod nazwą „Bandsearch”. Zespół wziął udział dla jaj i wygrał.

                                       
                                       
                                       
                                       
                                       

Fragmenty tamtego występu można zobaczyć w filmie dokumentalnym „Returning”. Główna nagroda była dosyć obfita ponieważ zawierała kilka dni w profesjonalnym studiu nagraniowym oraz kopię nagrania wideo zwycięskiego występu. Steven dostał nawet efekt flanger za zdobycie tytułu „najlepszego instrumentalisty” konkursu.
No Man Is An Island wykorzystali wygrany czas w studiu na nagranie utworu, który był w tamtym czasie najcieplej przyjmowanym kawałkiem zespołu na koncertach – The Girl From Missouri.


                                               
                                               

Winylowy, 12-calowy singiel z tą piosenką ukazał się jeszcze tego samego roku w maju, wydany przez Plastic Head Records. Oprócz tytułowego nagrania, na płycie znalazły się trzy inne piosenki: Forest Almost Burning (z repertuaru Plenty, ale nagrany ponownie przez No Man Is An Island) oraz Night Sky, Sweet Earth i The Ballet Beast (wydane 5 lat później na kasecie „Speak”). Podejrzewam, że tylko The Girl From Missouri zostało nagrane w studiu, resztę zarejestrowano wcześniej u Wilsona w domu. Warto zwrócić uwagę na to, że Stuart Blagden jest na okładce podpisany pseudonimem The Still Owl. The Ballet Beast nie jest wymieniony w spisie utworów.

                                    


Po latach, zarówno Tim jak i Steven nie mają do powiedzenia wielu ciepłych słów na temat The Girl From Missouri, ale moim zdaniem jest to wspaniały reprezentant tego jakie było raczkujące no-man w czteroosobowym składzie. Kawałek porusza się w rytmie walca, Ben gra w popisowy sposób, a co najistotniejsze, jest to jedno z niewielu studyjnych świadectw obecności Stuarta, który opuścił zespół niedługo później. Ostatni koncert z Blagdenem, No Man Is An Island zagrali 10-tego czerwca w Cricklewood. Muzyk czuł, że jego wizja nie idzie w parze z ciągotami reszty zespołu, które powoli oddalały się od brzmienia w stylu „Speak”. Rozstanie nastąpiło w przyjaznej atmosferze. Dosyć szybko podjęto decyzję, że gitarę przejmie Wilson, a klawisze będą leciały na koncertach z taśmy. Jeszcze zanim Stuart pożegnał się z zespołem, na koncertach zaczęły pojawiać się nowe utwory takie jak nigdy nie wydany The Miracle Game, Life Is Elsewhere (kolejna piosenka Plenty przejęta przez No Man), czy też bardzo wczesna wersja Bleed (które już po wydaniu przechodziło wiele transformacji). W pierwszej połowie roku powstały również dema takich utworów jak Days In The Trees (wczesna wersja bez perkusji) i Angel Gets Caught In The Beauty Trap. W czerwcu, Wilson wydał kolejną ze swoich kompilacji - „Expose It!” - a na niej znalazło się miejsce na nagrane dwa lata wcześniej Screaming Head Eternal.

                                               

W sierpniu, zaczęły powstawać nagrania, które niedługo miały zostać wydane przez sam zespół na kasecie pt.: „Swagger”. Nagrań dokonano w październiku w Susurreal w Devon. No Man, co stało się potem ich znakiem rozpoznawczym, tworzyli w tym czasie bardzo różnorodny repertuar. Obok agresywnych, szybkich utworów ala Screaming Head Eternal, w tym samym czasie powstały takie rzeczy jak Curtain Dream. Trio zebrało najbardziej adekwatny i pasujący do siebie materiał i wydało (w listopadzie) w formie kasety pod tytułem „Swagger”.

                                                              

Z jakiegoś powodu, wydało własnym sumptem (pierwszy raz jako hidden art), a nie w ramach umowy z Plastic Head. Później wyjaśnię dlaczego uważam, że ta umowa nadal na tym etapie obowiązywała. „Swagger” zawiera zestaw utworów, który odzwierciedla chyba najbardziej nieznane słuchaczom brzmienie no-man. Ich albumy zawsze były jak migawki aktualnych „tu i teraz” wersji zespołu, ale inkarnacja z drugiej połowy 1989 r. nigdy nie doczekała się przyzwoitej ekspozycji (w przeciwieństwie do „Speak”). Na albumie znajdują się 3 utwory, do których zespół już więcej nie powrócił w studiu oraz Bleed, które radykalnie różni się od nagranych później dwóch innych wersji. W kawałkach Flowermouth (bez związku z płytą o tym tytule) oraz Mouth Was Blue, no-man (a raczej nadal No Man Is An Island) pokazują się jako twórcy agresywnej mieszanki elektroniki i rocka. Utwory są szybkie, podkłady perkusyjne pulsują, a użyta motoryczna elektronika wprowadza w „kraftwerkowy” trans. Steven Wilson pokazuje się tutaj z każdej możliwej strony grając na syntezatorach, gitarze oraz na basie (wyjątkowa okazja, aby usłyszeć slaping w jego wykonaniu!). Tim się nie cacka i śpiewa bardzo agresywnie. Nigdy później już tak nie szalał. Jedynym wyjątkiem jest tutaj wyciągnięte z repertuaru Plenty Life Is Elsewhere, delikatna popowa ballada, której zdecydowanie bliżej klimatom np. albumu „Flowermouth". „Swagger” trwa niecałe 20 minut, ale jest to niezwykłe świadectwo bardzo krótkiego etapu brzmienia no-man. Powstało jedynie 150 kopii tej kasety i sprzedawano je na koncertach. Do dziś jest to jedno z najtrudniejszych do zdobycia wydawnictw no-man.

                                    

Ciekawostka - „Swagger” podpisany jest jako No Man Is An Island, ale na dole znalazł się dopisek „four songs from No Man”, co świadczy o tym, że zespół nosił się powoli ze skróceniem nazwy. Life Is Elsewhere oraz The Girl From Missouri (które pojawiło się jako bonus na niektórych kopiach "Swaggera") pojawiły się na kolejnej kompilacji Plastic Head Records.
1989 r. zakończył się jeszcze kilkoma koncertami. Według Richarda Smitha, podczas grudniowego wywiadu dla radia MFN Tim sypnął, że mają w planach wydania w Plastic Records płyty pod tytułem „Prattle”. Jak wiemy, to wydawnictwo również się nie zmaterializowało, ale istotne jest, że umowa z tym wydawcą nadal obowiązywała. C.D. w części 2.

                                                     

czwartek, 22 grudnia 2016

Karma


Do napisania tekstu o zespole Karma, zbieram się praktycznie od początku istnienia tego bloga. Odkładałem to wielokrotnie, ale w grudniu częściej mam ochotę (zarówno muzycznie jak i w kontekście bloga) na wczesny etap działalności Wilsona, a zatem przeniesiemy się najdalej jak to możliwe. A nawet jeszcze dalej.

                                     


Początki początków początków

Steven Wilson urodził się 3 listopada 1967 roku. Kiedy powstawały pierwsze nagrania Porcupine Tree
i no-man miał około 20 lat. Dla części fanów, to właśnie tu zaczyna się kariera Stefana natomiast niektórzy zdają sobie sprawę z tego, że Bosy grał muzykę dużo wcześniej (Podobnie jak Tim Bowness, który zaczynał na początku lat 80-tych). Prawdopodobnie pierwszym zespołem, którego Wilson był członkiem był heavy metalowy Paradox, który powstał w 1981 roku kiedy Stefan miał około 14-tu lat. Niewiele o nim wiadomo. Raczej mało prawdopodobne jest, że zespół nagrał jakiekolwiek demo, natomiast zagrał przynajmniej jeden koncert, który odbył się w szkole, do której członkowie chodzili. Oto co Wilson miał do powiedzenia na temat Paradox oraz wspomnianego występu:

"It would be the school disco at my secondary school and it was with my heavy metal group, Paradox. That was '81, I would have been 12 or 13 years old. I was the singer/guitar player and we were really influenced by the New Wave Of British Heavy Metal. We played for our school friends before a disco and they patiently endured listening to us do our thing…"

http://www.musicradar.com/news/guitars/one-for-the-road-steven-wilson-640346

Podejrzewam, że działalność Paradoxu zakończyła się niedługo po tym koncercie. W 1982 roku Wilson nawiązał współpracę z innymi młodymi muzykami, która zaowocowała powstaniem dwóch projektów. Pierwszy – syntezatorowy Altamont, Steven współtworzył wraz z Simonem Vockingsem (więcej o
Altamont napiszę przy okazji osobnego tekstu). Drugi – Karma, był już pełnym rockowym składem, który powstał na fali zamiłowania członków zespołu do muzyki progresywnej, głównie wybijającego się właśnie Marillion.
W skład Karmy wchodzili wtedy: Steven Wilson (wokal i gitara), Tom Dussek (syntezatory i instrumenty klawiszowe), Pete Rowe (bas) i Mark (lub Marc) Gordon (perkusja). Był jeszcze Alan Duffy. Tematu Duffy’ego nie będę teraz za bardzo rozwijał, bo nadaje się on bardziej na „Mysteries of Steven Wilson”. Ponoć, facet był założycielem Imaginary Records. Pisał teksty, które idealnie nadawały się dla młodego, neo-prog’owego zespołu. Jak dokładnie doszło do zapoznania się Alana z Wilsonem, tego nikt nie wie. Ostatecznie zaoferował on młodemu Stefanowi swoje teksty, a Wilson je przyjął i korzystał z nich aż do końca lat 80tych (najpierw w Karmie, potem w Porcupine Tree). Alan Duffy nigdy nie był formalnym członkiem żadnego zespołu Stevena Wilsona, ale według tego co napisano na okładkach kaset demo, był autorem wszystkich tekstów Karmy na pierwszej kasecie. Uzbrojeni lirycznie w bajki o smokach i elfach oraz muzycznie w coś co przypominało hybrydę wczesnego Marillion i trochę starszych zespołów prog-rockowych, Karma zaczęli grać koncerty.
Trzeba pamiętać, że to były jeszcze dzieciaki, z bardzo ograniczonymi możliwościami (głównie transportowymi). Z tego też powodu występy odbywały się w granicach hrabstwa Hertfordshire (sam zespół pochodził z Hemel Hempstead). Rok później, zespół był już dosyć ograny, a repertuar dopieszczony. Podjęto decyzję o nagraniu dema.

The Joke’s On You

                                     


Rejestracji utworów dokonano w październiku 1983 r. w The Close, które musiało być lokalnym studiem nagraniowym. Wynik tych sesji szybko trafił do obiegu w postaci kasety „The Joke’s On You”.
Pojawiły się na niej cztery kompozycje (trzy na stronie A i jedna na stronie B). Dwa pierwsze utwory (Intruder D’or i Tigers In The Rain), to typowe neo-progresywne kawałki (jak wszystko na tej kasecie) z przytłaczającymi ilościami nachalnych partii klawiszowych.

                                                  

                                                  


Kolejne dwa nie odbiegają zbytnio od tego schematu, ale są zdecydowanie bardziej atrakcyjne dla fana Stevena Wilsona ze względu na powiązania z Porcupine Tree. Zarówno Small Fish, jak i Nine Cats zostały potem nagrane na nowo i wydane na albumach Jeżodrzewia (odpowiednio na "Up The Downstair" i "On The Sunday of Life"). Zaprezentowane tu wersje Karmy, to ich bombastyczne i przeholowane wcielenia.

                                                  


Small Fish z kasety „The Joke’s On You” jest o dobre 2 minuty dłuższe. Rozpoczyna się dziwnym space rockowym intrem, po którym Stefan śpiewa obie zwrotki piosenki i gra gitarowe solo znane z wersji Porcupine Tree. Następnie wchodzą dwa segmenty, z których Stefan później zrezygnował. Pierwszy to solo na klawiszach, a drugi zarezerwowany jest dla sekcji rytmicznej. Kiedy Wilson reanimował Small Fish na początku lat 90-tych, przerzucił swoje solo tak aby znalazło się między dwiema zwrotkami i tak powstała wersja, którą znamy najlepiej.
O ile w tym wypadku sprawa wydaje się jeszcze w miarę prosta, to wszystko komplikuje się przy Nine Cats.
Wersja Karmy jest 3,5 razy dłuższa niż ta, którą znamy z „On The Sunday Of Life”. Kiedy pierwszy raz się z nią zetknąłem, to zastanawiałem się jakim cudem Stefan zostawił ostatecznie tylko 4 minuty z ponad 14-tu? Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje. Wersja Porcupine Tree ma piosenkowy, niemal ogniskowy charakter, zresztą co będę pisał, znacie ten utwór na pamięć. To bardziej psychodeliczne, niż progresywne ujęcie „Nine Cats”. 14-tominutowy kolos Karmy zajmuje całą stronę B kasety „The Joke’s On You” i prawdopodobnie miał być dla niej tym, czym dla „Meddle” było Echoes. Utwór otwiera wstęp na „pianinie” (w rzeczywistości syntezatorze z bardzo tanim brzmieniem pianina), po czym wchodzi gitara wołająca sobą „Steve Rothery”. Wchodzi Stefan.. i śpiewa fragmenty tekstu, które nie trafiły do Jeżodrzewiowej wersji „Nine Cats” (te będą dużo później). Kłamię, w pewnym momencie Stefan śpiewa „sekretną” zwrotkę znaną z akustycznej wersji z „Insignificance”, no ale to jeszcze inna wersja. W tle panuje względny spokój. Około 3:50 utworu pojawia się fragment tekstu użyty później w utworze The Nostalgia Factory. Pokazuje to ciekawą rzecz. Być może Alan Duffy był autorem wielu tekstów na „On The Sunday Of Life”, ale to Wilson poskładał je sobie do kupy, tak jak mu pasowało. Jest to też jednak dowód na to, że te teksty (jak można było się domyślić) nie mają żadnego znaczenia i sensu. Można jest rozsiać po całej płycie w dowolnej kolejności i niczego to nie zmieni.

                                                       
                                                                                          (Nine Cats wchodzi w 16:36)


Wracając do Nine Cats. Około 5 minuty kończy się to, co chociaż w minimalnym stopniu przypominało utwór w formie jaką znamy najlepiej. Od tego momentu wchodzą
typowe prog segmenty, które nie mają ze sobą nic wspólnego oprócz tego, że umieszczono je w jednym utworze. Nie brzmi to źle, ale trudno nie ulec wrażeniu, że trochę to wszystko na siłę „uprogresywnione”. W końcu, po 5 minutach cudów z kosmosu, powraca główny motyw i pojawia się pierwsza zwrotka z wersji Porcupine Tree. Drugiej niestety nie uświadczymy, widocznie była na innej kartce od Duffy’ego, której Wilson akurat nie miał przy sobie (lol). Nie szukajcie na tej kasecie tytułowego utworu, nie ma czegoś takiego jak „The Joke’s On You” w wersji Karmy. Wilson podwędził tylko tytuł dla Porcupine Tree.
W podziękowaniach w książeczce znalazł się między innymi zesp
ół Solstice, którego utwór Wilson zmiksował parę lat temu.

The Last Man To Laugh

                                                        


Trudno powiedzieć, co Karma dokładnie porabiała między 1983 r., a 1985 r., poza graniem koncertów oczywiście. Na pewnym etapie, z zespołem musiał pożegnać się Pete Rowe, ponieważ nie widnieje od na liście płac drugiej kasety demo, wydanej w 1985 r. „The Last Man To Laugh”. Dołączył za to (wspomniany przy okazji Altamont) Si Vockings. Nie zastąpił on jednak Petera na basie, ale grał na klawiszach, zatem od tego momentu Karma miała dwóch klawiszowców. Zadziwiające jest to, że mimo tego „The Last Man To Laugh” wydaje się być mniej zdominowany przez syntezatory, niż „The Joke’s On You”. Na kasecie znajdują się dwie dłuższe kompozycje. Pierwsza pt.: Where Is The End If There Is No Beginning? (prawie 10 minut), to dosyć typowy noe-progresyny utwór.
Rozpoczyna się fragmentem śpiewanym przez nieznaną wokalistkę, później mikrofon przejmuje Wilson, który gra tutaj na gitarze, prawdopodobnie basie i na flecie.
Druga nazywa się A Peace Of Earth And Good Swill To All Pigs (Part 1 and 2) (ponad 20 minut) i niewiele więcej mogę o niej napisać. Najlepiej sami posłuchajcie. Z pewnością godny podziwu jest poziom technicznych umiejętności członków zespołu Karma. „The Last Man To Laugh” to bardzo ambitny materiał, którym niestety zespół nie był w stanie odcisnąć swojego piętna w zalewie neo-progresywnych zespołów.


                                     


Co ciekawe, wszystkie teksty na tę kasetę demo napisał Steven Wilson. Całość nagrano w „The Close”. W obiegu krąży obecnie krótsza wersja tego wydawnictwa, oryginał zawierał na drugi stronie utwór Counterparts, który był po prostu zbieraniną remiksów i odrzutów z sesji, które dały życie zawartości strony A.

Chesham 1985

W 1985 r., zespół mocno koncertował. Uchował się zapis z jednego z tych występów, co uważam za niezwykłe szczęście. Dzięki temu możemy zbadać, jak zespół prezentował się na scenie. Karma musiała tamtego wieczora grać w charakterze supportu, bo ich set (zakładając, że jest pełny) trwa niecałe pół godziny. Odbył się on w Chesham, w lipcu 1985 r.

1. Check In At The St Berenice Ward
2. A Piece Of Earth And Good Swill To All Pigs (Part 2)
3. Night Whispers


Jak widać, grane był
y między innymi dwa utwory, które nie pojawiły się na obu kasetach demo. Publiczność składała się z garstki młodych ludzi, prawdopodobnie kolegów i koleżanek członków Karmy. Zespół brzmi w zasadzie tak jak na płytach zatem można śmiało uznać, że ich umiejętności nie ograniczały się tylko do bezpiecznych zakątków studia The Close. Nowe utwory zdradzają ciągoty do odrobiny prostszych, bardziej piosenkowych form. Możemy sobie tylko wyobrażać jak Karma mogła się rozwinąć gdyby działała dalej. Wilson rzuca parę zdań do publiczności, a ta odwzajemnia się serdecznym aplauzem i samotnym okrzykiem „Nine Cats!”, co pokazuje, że nie byli to przypadkowi ludzie. Niestety to wszystko co oferuje nam to nagranie. W czasie swojego istnienia, Karma zagrała ponoć do 40-tu koncertów, a jako że nie wypuszczali się zbyt daleko, to byli pewnie jednym z tych popularnych lokalnych zespołów, na których koncerty chodziło się ze znajomymi po zajęciach.

Zakończenie

Niestety, rok później zespół zakończył działalność. Powodów nie znam, ale podejrzewam, że członkowie zespołu po prostu skończyli szkołę i rozeszli się w różne strony. Tom i Mark dołączyli do zespołu The Odd Eccentric, natomiast Steven Wilson już rok później poznał Tima Bownessa i razem z nim rozpoczął trwającą do dziś przygodę pt. no-man.

Jak można zatem podsumować działalność pierwszego większego zespołu, w którym działał Steven Wilson? Myślę, że jako ciekawostkę. Karma była ewidentnie odpowiedzią na istniejący już, konkretny styl (a nawet konkretny zespół – Marillion). Członkowie dawali tutaj upust swoim aktualnym fascynacjom muzycznym i dobrze się przy tym bawili. Czy myśleli poważnie o zespole, czy była to tylko przygoda będąca odskocznią od szkoły? Trudno powiedzieć. Takich zespołów było w Anglii pełno, istniały po kilka lat i znikały. Karma wypłynęła po latach przede wszystkim ze względu na udział Stevena Wilsona i to, że na pierwszej kasecie znalazły się dwa utwory nagrane później jako Porcupine Tree. Muzycznie jest to dosyć ciężki orzech do zgryzienia, ale ma w sobie młodzieńczą energię i naiwność, które są domeną głównie takich wczesnych zabaw muzyków. Koneserzy prog-rocka z pewnością znajdą coś ciekawego dla siebie na dwóch wydanych kasetach „The Joke’s On You” i „The Last Man To Laugh”, natomiast fani Stevena Wilsona mogą usłyszeć jak ich bohater radził sobie na samym początku kariery. I trzeba przyznać, że radził sobie całkiem nieźle jak na nastolatka.

Na zakończenie mała ciekawostka. Swego czasu na starym międzynarodowym forum Porcupine Tree, wypowiadał się użytkownik o nicku
melvynmonkey, który twierdził, że bywał na próbach Karmy i znał się z członkami zespołu. Wspominał, że mieszkał w tym samym domu co Tom Dussek, w którym regularnie odbywały się próby zespołu oraz różnego rodzaju jam sessions, na które wpadał czasami Colin Edwin. Z jego opowieści wynika, że znajomość tej grupki przetrwała do drugiej połowy lat 80-tych, kiedy to Wilson chwalił się stworzeniem nieistniejącego zespołu (Porcupine Tree). Możecie o tym poczytać tutaj:

http://archive.porcupinetreeforum.com/YaBB.pl?num=1319823457

Trudno mi ocenić, czy ten człowiek pisał prawdę, czy nie, zresztą dużo tego nie ma. Podejrzewam, że tak rzeczywiście mogło być. Ot kolejna ciekawostka w gąszczu ciekawostek. Jeszcze jedna? Steven utrzymał kontakt z Markiem Gordonem, który wiele lat później pomógł mu podrasować studio cyfrowym osprzętem.