sobota, 16 grudnia 2017

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.7: Bootlegi

Przejdźmy zatem do bootlegów. Jeżeli chodzi o wideo, to jest zaskakująco dużo materiału. Pisałem już o trzech dvd z majowej i letniej trasy w 1996. Na YT dostępne jest nagranie z Progscape.

                                                   

Z jesiennego Signify Tour tego roku nie ma niestety nic (a przynajmniej ja nie mam), ale 1997 rok obfituje już w wizualne pamiątki. Po pierwsze, jest nagranie z programu Help TV.

                                                   

Materiał istotny ponieważ jest to jedna z niewielu okazji aby zobaczyć profesjonalną telewizyjną rejestrację PT grających w latach 90-tych. Jest wszystko – zagrane wtedy utwory oraz momentami żenujący wywiad z członkami zespołu (zakłopotanie Ryśka zostało na zawsze uwiecznione na taśmie). Wieczorny koncert Bolonii (28 marca 1997) jest dostępny w formie VCD, niestety niekompletny. Zaczyna się w trakcie Cryogenics (chyba jedyna rejestracja video tego utworu) i od tego momentu sfilmowana jest cała reszta, razem 40 minut oglądania.


                                

Jakość jest znośna jak na amatorskie nagranie, udało się zachować wszystkie kolory co w przypadku transferów z VHS często jest problemem (i będzie bolączką kilku kolejnych bootlegów). Tłumów na tym występie nie było. Nagrywający stał w okolicach trzeciego rzędu, trochę z lewej, i wszystko spokojnie filmował. Wyobrażacie sobie taką sytuację teraz?
Z występu Porcupine Tree na festiwalu w San Remo (17 maja) została rejestracja samego Signify, ale za to profesjonalnie nagrana przez telewizję (wygląda to trochę jak transmisja z Sopotu).

                                                  

Włosi dali radę ponieważ kolejny bootleg video też pochodzi z Włoch i to ze słynnego koncertu w Magazzini Generali (16 października) gdzie po raz pierwszy zagrano Even Less. Koncert nie jest kompletny (jakieś pierwsze 40 minut), nagrywający chodzi sobie po całej sali, stawia sobie kamerę prawie na scenie, jeszcze weselej niż w przypadku Bolonii. Niestety jakość dźwięku potrafi zaboleć, a obrazu jeszcze bardziej ze względu na VHSową jazdę z kolorami. Sama kaseta była chyba wielokrotnie odtwarzana przed digitalizacją (bądź była to po prostu któraś z kolei kopia). Na końcu miła niespodzianka w postaci sfilmowanego spotkania z fanami po koncercie.

                                                  

Występ z dnia następnego (w Torino) również ktoś nagrał, całość jest trochę porwana, ale z grubsza dostajemy prawie cały koncert. Istnieją różne kopie tego bootlegu, mnie na przykład trafiła się praktycznie czarno-biała z zielono-czerwonymi VHSowymi maziajami. Wiem, że gdzieś jest lepsza bo fragment można zobaczyć na YouTubie. Dźwięk średniej jakości, ale nie ma co marudzić. Ostatni koncert Porcupine Tree z tej trasy, który posiadam (i o jakim wiem, że istnieje) pochodzi z 1998 roku, dokładniej z belgijskiego Biebob (16.04.1998 r.). Nagranie wartościowe ponieważ ukazuje nam Stefana po raz pierwszy z nowym image'm (włosy, okulary, nawet ciuchy). Całość filmowana blisko sceny, jakość przyzwoita.


                                                  

Ponownie istnieją przynajmniej dwie kopie z oryginalnego źródła, słabsza i lepsza). I to tyle jeśli chodzi o bootlego video, sporo tego i można się tylko cieszyć. Zaznaczam, że wymienione nagrania, to te, które mam, ale nie słyszałem o innych (co nie znaczy, że ich nie ma, na pewno są).
Jeśli chodzi o nagrania z deski realizatorskiej, to niestety wybór jest bardzo skromny (zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi latami). Coma Divine, mimo że wydawnictwem jest zacnym, to jest jednak zlepkiem i do pewnego stopnia tworem studyjnym. Jedyną alternatywą z Signify Tour nadal pozostaje Bydgoszcz (2.10.1997).


       


Historia nagrania tego występu do dziś pozostaje niejasna. Podobno koncert nagrał lokalny realizator. Legenda głosi, że na własne potrzeby, inna legenda zaś, że to na potrzeby organizatora (Rock-Serwis). Jakiś czas temu na Allegro objawił się autor tego nagrania i sprzedawał bezpośrednią kopię z mastera (jedną z takich kopii posiadam w plikach wav, jakość rzeczywiście jest trochę lepsza). Okazało się, że autor bootlegu nie miał pojęcia, że jego dzieło rozprzestrzeniło się po sieci i jest jednym z powszechniejszych (i najpopularniejszych) bootlegów wśród kolekcjonerów i fanów PT. Life is life, nanananana.
Jeżeli chodzi o sam koncert, to chyba nie muszę wiele pisać, każdy dobrze go zna. Jakość dźwięku jest krystaliczna, doskonale słychać każdy instrument (np. wpadkę Colina w Signify) i wokal, nie ma tu irytującej kompresji czy szumów (charakterystycznych np. dla nagrań transmisji radiowych z tamtych lat). Zespół bawi się doskonale, publiczność też. Otrzymujemy na tym bootlegu pięknej jakości uwiecznienie granego wtedy rzadko Sever.
Jeżeli miałbym się czegoś przyczepić, to tylko tego, że momentami gitara Wilsona jest zbyt cicha i ginie pod klawiszami Ryśka. Ale to drobny mankament i nie przeszkadza mi dać temu bootlegowi 10/10 (i to tylko w kategorii soundboard'ów). Niestety z 1997 r. to jedyne takie nagranie. Możemy jeszcze wziąć pod uwagę audio z występów w Help TV i festiwalu w San Remo (jeden utwór).

                                              

Z 1996 r. mamy do wyboru dwa nagrania "z deski". Po pierwsze, Leeds (12.05.1996 r.). Niemal cały bootleg to soundboard, a kilka utworów z tego koncertu, które z jakiegoś powodu się w ten sposób nie nagrały, dorzucono w wersjach z publiczności. Bardzo dobrze się tego słucha, a do tego mamy okazję usłyszeć w profesjonalnej jakości The Nostalgia Factory. Innym bootlegiem o profesjonalnym brzmieniu jest rip wideo z Londynu (24.05.1996 r.). Jakość jest doskonała, wprawdzie słychać, że zgrywano z VHS, bo dźwięk czasami "buja", ale to drobny szczegół. W zamian otrzymujemy pełny zapis koncertu z takimi rodzynkami, jak The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson. I to tyle jeśli chodzi o nagrania z desek.


                                                

Co zatem mogę polecić z bootlegów nagranych w sposób partyzancki na wszelkiego rodzaju dyktafony? Praktycznie wszystkie koncerty z majowej trasy w 1996 r. Jakościowo brzmią dosyć dobrze, a setlista była wtedy mocno atrakcyjna.
Nowy Jork (27.06.1996 r.) i Baltimore (29.06.1996 r.) nie powalają może jakością, ale warto je posiadać, bo to pierwsze koncerty Porcupine Tree w Stanach. Poza tym, ten pierwszy to podstawa jeśli chcecie usłyszeć słynne "my amp is on fire!".

Z listopadowych występów, na pewno polecam londyńską Astorię (3.11.1996 r.), ale pozostałe bootlegi z tamtej jesieni również są dobre.

1997 r. otwiera tu rzymska Frontiera (26.03.1997 r.), czyli jeden z koncertów zarejestrowanych na "Coma Divine". Amatorski bootleg, to niestety jeden na najgorzej brzmiących bootlegów w historii bootlegów Porcupine Tree, ale trzeba go mieć ze względu na walory historyczne. To nie tylko źródło części utworów, które znamy z "Coma Divine" (i to słychać), ale również jeden z trzech (w ogóle) koncertów, na których zagrano drugą fazę Voyage 34.

      
            


Generalnie, to chwytajcie wszystko z marca 1997 r., co wpadnie Wam w ręce, jakość tych bootlegów jest średnia, ale wykonania miażdżą.
Z tego okresu polecam też audio z konferencji w Mediolanie. Fajna okazja, żeby posłuchać, jak sobie zespół heheszkuje.

Gorąco polecam bootlegu z koncertu w Rzymie (14.06.1997 r.), który ma naprawdę niezłą jakość oraz zawiera kilka ostatnich wykonań niektórych utworów PT (w tym Cryogenics).

Z jesiennej trasy, podobnie jak chyba z całego 1997 r., poleca wszystko jak leci. Zwłaszcza Mediolan (16.10,1997 r.) z pierwszym wykonaniem Even Less oraz Londyn (14.11.1997 r.) ze słynnym gościnnym udziałem Theo Travisa.
W tym czasie (oraz w 1998 r.) zespół robił dziwne miksy z Moonloopem doklejając różne jego części do Ambulance Chasing i Signify, zatem warto mieć te bootlegi.

                                                   

W 1998 roku, Porcupine Tree zagrali garstkę koncertów, wiec nie ma co wybrzydzać zwłaszcza, że większość ma dosyć przyzwoitą jakość.

I to by było na tyle. Jak na okres działalności zespołu sprzed 20 lat, to naprawdę mamy z czego wybierać i to zarówno jeśli mamy ochotę pooglądać, jak i posłuchać.



czwartek, 14 grudnia 2017

Touring The Polygraph: Arriving Somewhere... Tour 2006



                                                                     


Arriving Somethere Tour
. Trasa, która sprawiła mi problemy zanim jeszcze zacząłem o niej pisać. Bo jak ją potraktować? Super krótka jak na PT, to co z nią zrobić? Dołączyć do Deadwing Tour, bo promowali dvd z tej trasy? A może dołączyć do FOABP Tour, bo grali tę płytę w całości?
A może odseparować jako osobną trasę, którą w sumie była? Ale jak to zrobić, skoro na stronie oficjalnej zaznaczono, że trwała od września do października, a tu jeszcze były koncerty w czerwcu, lipcu i listopadzie? Pierdolnik do kwadratu. Dlatego zostawiłem sobie tę trasę na koniec i teraz już mniej więcej wiem jak to ugryźć. Efekty tego poniżej.

Pierwszą połowę roku, Steven Wilson poświęcił na pisanie i demowanie nowej płyty Porcupine Tree. W tym samym czasie miksował też audio do najnowszego wydawnictwa zespołu.

Arriving Somewhere...” czyli wydanie na dvd koncertów zarejestrowanych w Chicago w 2005 r., ukazało się we wrześniu 2006 r. Z tej okazji, zespół zrobił coś czego dotychczas nie robił – pojechał w trasę promującą dvd z trasy. Wcześniej w roku, Jeżodrzewie zagrali cztery koncerty festiwalowe, o których pisałem już pod koniec tego tekstu: http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/arriving-everywhere-2005-cz2-deadwing.html

                                                    

Bosy wykombinował sobie jeszcze jedną rzecz. PT pracowali już w tym czasie nad Fear Of a Blank Planet i te prace były już bardzo zaawansowane. Panowie postanowili zaszaleć i zagrać cały nowy materiał na koncertach przed wydaniem płyty. Pomysł rzeczywiście był świeży i odważny, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że premierowy materiał miał szansę pojawić się w internecie w wątpliwej jakości (i tak się zresztą stało).

Porcupine Tree jednak zaryzykowali. Trasa rozpoczęła się 13-tego września w Cambridge. Zagrano:

01. Fear Of A Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Cheating The Polygraph
06. Sleep Together

07. Open Car
08. The Sound Of Muzak
09. Buying New Soul
10. Arriving Somewhere But Not Here
11. Mother And Child Divided
12. .3
13. The Start Of Something Beautiful
14. Trains

15. Halo
16. Blackest Eyes


Jak widać zespół traktował te mini-trasę jako szansę na dobrą zabawę i granie głównie nowszego materiału. Najstarsze w tym zestawie jest Buying New Soul, które słynne arp intro miało puszczane w 2006 r. od tyłu (od koncertu w Mińsku).

Na kolejnym koncercie, który odbył się w Paryżu (15-tego września) wyleciało Mother & Child i tak to wyglądało również w Antwerpii, Włoszech, Szwajcarii, Holandii, Niemczech, Anglii i Szkocji.
Tak, podczas całej europejskiej trasy nie zmieniło się praktycznie nic, a najbardziej zadowoleni pozostali fani z Cambridge. W Europie, supportem PT był zespół Paatos, z wyjątkiem Belgii i Francji gdzie zagrali Oceansize.

                                                 


5-tego października zawitał do Stanów. Ten odcinek trasy rozpoczął się w Bostonie i prezentował się jeszcze skromniej:

01. Fear Of A Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Cheating The Polygraph
06. Sleep Together

07. Open Car
08. The Sound Of Muzak
09. Arriving Somewhere But Not Here
10. .3
11. The Start Of Something Beautiful
12. Trains

13. Halo


Tego samego dnia, rano, Steven i Wes zagrali akustyczny mini koncert w sklepie Newbery Comics.

01. Even Less
02. The Sky Moves Sideways
03. Buying New Soul
04. Lazarus


                                                  

Począwszy od kolejnego koncertu, który odbył się 6-tego października w Nowym Jorku, powrócono do standardowego setu z Europy (15 utworów).

Ta trasa byłaby prawdopodobnie najnudniejszą trasą Porcupine Tree gdyby nie tradycyjna awaria sprzętu, która tym razem nastąpiła w San Francisco (13-tego października).

Po wykonaniu My Ashes posypał się wzmacniacz. Wilson musiał szybko zareagować więc wziął gitarę i zagrał Even Less akustycznie. Awaria się przedłużała więc wykonał jeszcze Thank U Allanis Morrisette, które do tej pory grywał tylko solo (a potem z Blackfield).

W tym czasie ekipa techniczna załatała problem i zespół mógł kontynuować z Anesthetize. Na koncert PT, fani mogą się tylko z takich usterek cieszyć.

I to było zakończenie trasy „Arriving Somewhere...”.

W listopadzie zespół zagrał 3 nadprogramowe koncerty w Japonii (w lipcu zagrał jeszcze na dwóch japońskich festiwalach i to były jedyne występy PT w tym kraju) w: Nagoyi (27-mego listopada), Osace (28-mego listopada) i w Tokyo (29-tego listopada).

Grali wtedy:

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Hatesong
04. Lazarus
05. Anesthetize
06. Open Car
07. Buying New Soul
08. Mother And Child Divided
09. Ariving Somewhere But Not Here
10. The Start Of Something Beautiful
11. Halo

12. Trains


czyli praktycznie dvd „Arriving Somewhere” w pigułce. Powróciło Mother & Child oraz niegrane od czasu zagranych tego roku festiwali Hatesong i Lazarus. Z FoaBP zostało tylko Anesthetize, ale to praktycznie 3 utwory.

Jak więc wypadł premierowy materiał? Jak widać, grano wczesną wersję, które zawierała Cheating The Polygraph. Później Wilson stwierdził, że potrzebują lepszego utworu w tym miejscu i tak powstało Way Out Of Here, które moim zdaniem w niczym nie jest lepsze od Cheating The Polygraph, ale to nie czas i miejsce na takie rozważania. Mimo tej „wczesności”, materiał brzmiał niemal identycznie, jak ostatecznie na płycie. Fani byli bardzo podekscytowani tym co usłyszeli, zwłaszcza ci, którzy zainteresowali się PT po In Absentii.

Trasa się udała, FoaBP przeszło chrzest bojowy, a do ego wypromowano live dvd. Nie mówiąc o dobrej zabawie.

Między 8 czerwca (tak, wliczam też festiwale), a 29 listopada zagrano 23 utwory:

1 utwór z „The Sky Moves Sideways” (akustycznie)
2 utwory ze „Studpid Dream” (w tym „Even Less” dwukrotnie akustycznie)
1 utwór z „Lightbulb Sun”
1 utwór z „Recordings” (w tym raz akutycznie)
4 utwory z „In Absentia” (w tym „Lazarus” jednorazowo akustycznie)
6 utworów z „Deadwinga”
5 utworów z „Fear of a Blank Planet”
1 utwór z „Nil Recurring”
1 utwór niealbumowy (So Called Friend)
1 cover (Thank U)



Co nam, fanom, zostało z tej trasy jeśli chodzi o bootlegi? Całkiem sporo.
Tak jak wspominałem, premierowy materiał w wersji live zaczął krążyć po internecie błyskawicznie, do dziś można się natknąć na „Fear Of a Blank Planet (bootleg)", które zawiera fragment jednego z koncertów (z Cheating podpisanym jako Way Out) i dwoma studyjnymi bonusami z tej płyty.

                                           

Jeżeli chodzi o materiał wideo, to interesuje was profesjonalnie zarejestrowany fragment koncertu w Saarbrucken, który potem wyemitowano w tv.
Z oczywistych względów pominięto podczas emisji "Fear of A Blank Planet" oraz już z niezrozumiałych dla mnie powodów The Sound of Muzak i Buying New Soul. Reszta natomiast została i dzięki temu mamy prawie 50-ciominutowy materiał składający się z 7 utworów.

Jeżeli chodzi o bootlegi z publiki to większość prezentuje podobną jakość. Na pewno warto wyróżnić Cambridge (ze względu na dłuższy set) oraz zakończenie trasy po Stanach w San Francisco (ze względu na Even Less i Thank U). O dziwo bootlegów jest naprawdę sporo, jak na tak małą ilość koncertów więc spokojnie łapcie, co Wam wpadnie w ręce. Premierowe wykonania "Fear Of a Blank Planet" brzmią świeżo i energicznie.

Ostatecznych nagrań utworów na ten album dokonano zaraz po zakończeniu trasy, między październikiem, a grudniem 2006 r., kiedy zespół był jeszcze na gorąco z materiałem. Way Out Of Here powstało w studiu, skomponowane przez cały zespół.

"Fear Of A Blank Planet" ukazała się 16-tego kwietnia 2007 r. i przeszła do historii jako jedna z najbardziej cenionych płyt w dyskografii Porcupine Tree.


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Strip The Tour: In Absentia Tour 2002-2003, cz. 3: Bootlegi


                                                      


In Absentia” nie doczekała się nigdy oficjalnej rejestracji, ani wydania, ani na video, ani na audio. Na szczęście dokumentacja bootlegowa (i nie tylko) jest solidna.


                                    

Jeżeli chodzi o wideo, to przede wszystkim zwracam Waszą uwagę na nagranie z Baltimore (7.11.2002 r.). Koncert był transmitowany lub udostępniony w późniejszym terminie, jako webcast. Jakość obrazu i dźwięku jest profesjonalna, wprawdzie nieco skompresowana (webcast, to webcast, zwłaszcza z 2002 roku), ale to nadal najciekawsze i najpełniejsze nagranie z tej trasy. Oczywiście wideo to jest też źródłem doskonałego bootlegu audio. Innym nagraniem wideo, które powinniście mieć jest mini występ z telewizji MzH (21.07.2003 r.) w Waszyngtonie. To typowy występ tv, krótki, ale bardzo przyzwoity pod względem wykonania. Dla wszystkich fanów, którzy chcą obejrzeć jak Wilson zjada swoje włosy, to pozycja obowiązkowa!


                                                  
                                                  


Oprócz tego polecam pełen zapis koncertu z Bochum (18.11.2003 r.), wprawdzie nagranie jest amatorskie, ale bardzo przyzwoite pod względem jakości audio/video, a przede wszystkim kompletne.


                                                  

Jeżeli chodzi o profesjonalnej jakości bootlegi audio, to oprócz ripów dwóch wyżej wymienionych (Baltimore i MzH), absolutną podstawą jest koncert z San Francisco (25.11.2002 r.). Nagranie pochodzi z konsolety i brzmi fenomenalnie. Wykonania utworów również nie pozostawiają wiele do życzenia.

                                                  
                                      

Z amatorskich bootlegów na pewno muszę polecić start trasy w Bostonie (22.07.2002 r.), nie ze względu na jakość, ale istotność samego wydarzenia. Warto mieć ten koncert.
Równie istotny jest pierwsze Baltimore (27.07.2002 r.), na którym uchowało się jedno z dwóch wykonań Signify z Gavinem. Całkiem fajnie brzmi bootleg z Wallingford (2.11.2002 r.).

                                             

Jeżeli chodzi o marcowo-kwietniowe odnóże z 2003 r. to sporo nagrań jest bardzo dobry, ale zdecydowanie przoduje tutaj Paryż (11.03.2003 r.). Polskie koncerty (mam tylko Kraków i Warszawę) zostały zarejestrowane bardzo przyzwoicie.

                                              
                                             


Jeżeli chodzi o trasę z Opeth, to interesujący jest występ z Nowego Jorku (17.07.2003 r.) podczas, którego Stefan każe śpiewać happy birthday, człowiekowi odpowiedzialnemu za podpisanie z nimi nowej umowy. Warto posiadać Portland (2.08.2003 r.) ze względu na kapitalną jakość oraz Seattle (3.08.2003 r.) jeśli chcecie mieć koncert z Mikaelem Akerfeldtem śpiewającym A Smart Kid.



Z listopadowej trasy mam jedynie trzy bootlegi, wszystkie polecam, bo są świetne – Barcelona (27.11.2003 r.), Paryż (29.11.2003 r.) i Londyn (30.11.2003 r.).

                                            

I to by było na tyle jeśli chodzi o nagrania z trasy In Absentia. Jest czego słuchać i jest co oglądać.

czwartek, 7 grudnia 2017

Strip The Tour: In Absentia Tour 2002-2003, cz. 2: Trains



Od tego momentu zespół miał 3 miesiące przerwy. Co wtedy robił?
Steven Wilson na pewno dopucowywał nowy album no-manTogether We’re Stranger” (wydany 31-ego marca). Podejrzewam też, że w wolnych chwilach powstawała jedna z wydanych w 2003 r. płyt Bass Communion.
Oprócz tego dłubano nad remasterem i częściowym re-recordingiem „The Sky Moves Sideways”. W styczniu, Gavin nagrał nowe partie perkusji do Dislocated Day i The Moon Touches Your Shoulder, co jest dosyć istotne w kontekście jeszcze dalszej części trasy.

24-tego stycznia miało też miejsce niecodzienne wydarzenie. Steven Wilson był w Tel Avivie (być może pracując nad debiutem Blackfield) i zagrał koncert życzeń dla fanów. O tym występie pisałem więcej trzy lata temu w tym tekście
http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/steven-wilson-solo-przed-solo-2000-2010.html
Tutaj dodam tylko, że podczas tamtego koncertu, Stefan zagrał sporo dawno niegranych, lub ledwo granych utworów (Small Fish, Stars Die, Fadeaway, Where We Would Be, Nine Cats, czy Feel So Low) oraz premierowo (po namowach widowni) wykonał Trains. Niewykluczone, że dzięki temu rozważono inkluzję tej piosenki do setu podczas trasy Porcupine Tree.

Nie wspomniałem też, że na tej trasie PT zmontowali sobie bardzo ciekawe intro, które łączyło w sobie wiele charakterystycznych motywów z różnych utworów zespołu.


                                            

Porcupine Tree zgrupowali się zapewne w okolicach lutego żeby trochę się odrdzewić przed trasą. Objazd Brytyjsko-Europejski rozpoczęto 3-ego marca w Dublinie, w klubie Temple Bar Music Centre.

Zagrano:

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. Wedding Nails
07. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
08. Hatesong
09. Prodigal
10. Waiting (Phase One)
11. The Creator Has A Mastertape
12. Heartattack In A Layby
13. Strip The Soul


14. Dark Matter
15. Tinto Brass

Jak widać praktycznie nic się nie zmieniło względem 2002 roku, ale tak było do czasu. Póki co największym wydarzeniem był powrót rzadko granego Stop Swimming (4-tego marca w Wolverhampton). Warto zwrócić uwagę, że

15-tego marca w Barcelonie (w klubie Sala Bikini) miało miejsce srogie z perspektywy czasu wydarzenie. Zagrano wtedy po raz pierwszy Trains.

Steven Wilson wielokrotnie opowiadał, że zespół nie grał tego wcześniej, bo utwór wychodził na próbach średnio i dopiero zaangażowanie publiczności na koncertach wydobyło z niego pełny potencjał. Hiszpanie mieli pierwszą okazję aby się przekonać.

Po kilku koncertach Trains wymieniło Tinto Brass jako utwór kończący koncerty, a ten drugi kończył właściwy set przed bisami.

Repertuar z 2002 r. plus Trains występował w różnych konfiguracjach przez praktycznie całe marzec i kwiecień. Między 8, a 10 kwietnia odbyły się trzy koncerty w Polsce (Kraków, Bydgoszcz i Warszawa). Zespół zagrał wtedy:

Kraków, Hala Wisły, 8.04.2003 r.


01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Pure Narcotic
06. Wedding Nails
07. Waiting (Phase One)
08. Hatesong
09. Russia On Ice
10. Heartattack In A Layby
11. Tinto Brass

12. Shesmovedon
13. Dark Matter
14. Trains


Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 9.04.2003 r.


01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
07. Wedding Nails
08. Waiting (Phase One)
09. Hatesong
10. Russia On Ice
11. Heartattack In A Layby
12. Tinto Brass

13. Shesmovedon
14. Dark Matter
15. Trains


Warszawa, Proxima, 10.04.2003 r.

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Buying New Soul
06. Wedding Nails
07. Waiting (Phase One)
08. Hatesong
09. Russia On Ice
10. Heartattack In A Layby
11. Strip The Soul

12. Shesmovedon
13. Dark Matter

14. Trains

Jak widać, Porcupine Tree starali się w miarę zróżnicować set w naszym kraju i każdy koncert był inny.

                                                    


Koncertem, który odbył się 18-tego kwietnia w holenderskim Rijssen, Jeżodrzewie zamknęli pierwszą zaplanowaną na ten rok Europejską część trasy. W maju i czerwcu mieli przerwę i prawdopodobnie ćwiczyli materiał do grania na zaplanowaną na lipiec i sierpień wspólną trasę z Opeth po Kanadzie i USA. Co mógł jeszcze w tym czasie robić Bosy? Zaraz do tego dojdę.

Pierwsze cztery występy po powrocie, PT zagrali sami i już na pierwszym (8-mego lipca w Tampie, rodzinnym mieście Wesa) zaprezentowali nowe pozycje w repertuarze. Set wyglądał tak:


01. The Creator Has A Mastertape
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. The Moon Touches Your Shoulder
07. Futile
08. Russia On Ice
09. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
10. Blackest Eyes
11. Waiting (Phase One)
12. Hatesong
13. Heartattack In A Layby
14. Strip The Soul

15. Fadeaway
16. Tinto Brass
17. Trains



Jakie są moje uwagi dotyczące tego setu?
Po pierwsze, Porcupine Tree (tymczasowo) dorzucili utworów, jednocześnie nie skracając setlisty, zatem mamy 17 kawałków. W tym znajduje się premierowe wykonanie najnowszej kompozycji (Futile) oraz dwa dosyć zaskakujące powroty (The Moon Touches Your Shoulder i Fadeaway).
Obecność The Moon (pierwszy raz od 1998 r.) z perspektywy czasu można bardzo łatwo uzasadnić tym, że Wilson akurat pracował nad remasterem „The Sky Moves Sideways” (i to zapewne nadal robił w okresie maj-czerwiec), który pojawił się w sklepach w listopadzie tamtego roku. Kawałek był jednym z dwóch, do których Gavin dograł prawdziwą perkusję. Mimo tego (i mimo możliwości jakie stworzyła obecność drugiego gitarzysty), The Moon Touches Your Shoulder był w 2003 r. wykonywany niemal dokładnie w ten sam sposób, co w latach 90-tych. Gavin zamienił tylko bębenki (których nie miał) na miotełki, a końcówka ma nieco ostrzejszy charakter.
Zagadką do dziś jest dla mnie Fadeaway. O ile jego obecność w secie na Deadwing Tour (razem z Burning Sky) była podyktowana podobnymi okolicznościami związanymi z nowym wydaniem „Up The Downstair”, to na In Absentia była to kompletna niespodzianka.
Nie słyszałem wersji, która ponoć była grana w 1993 r., ale zakładając, że grali wtedy wersję z płyty, to wykonania z In Absentia Tour są pierwszymi od 10 lat wykonaniami tego utworu w pełnej wersji. No, ale oczywiście nie do końca. Niespodzianką w niespodziance było, to że na za mikrofonem stanął John Wesley! W ten sposób utwór był wykonywany już na wszystkich koncertach, na których się pojawił (w latach 2003 i 2005).


                                              

Futile, utwór wydany na promo singlu, który został wypuszczony z okazji tej trasy, to najcięższa jak dotąd propozycja Porcupine Tree. Idealnie nadawała się do setu, zwłaszcza w Ameryce.

Następny koncert był krótki i specyficzny ponieważ odbył się w sklepie muzycznym Floyd’s w Tallahassee (10-tego lipca), zagrano jedynie 10 utworów.

Następne dwa występy odbyły się w Atenach i Portsmouth… ale w ich amerykańskich odpowiednikach ;) Lokalne Ateny znajdują się w stanie Georgia i tam PT wylądowali 11-tego lipca. Zagrano pełny set, ale mimo wszystko krótszy od tego z Tampy (15 utworów, ale z zachowaniem repertuarowych nowości).

Lokalne Portsmouth znajduje się w stanie New Hampshire. Tam (w lokalu o pięknej nazwie Muddy River Smokehouse) zespół zagrał specjalny koncert na zaproszenia. Jego konstrukcja i przebieg też był niecodzienne. Cały set zaczął się od samego Wilsona z gitarą akustyczną (jak w Tel Avivie pół roku wcześniej), a

pozostali członkowie zespołu po kolei do niego dołączali. Wyglądało to tak:

01. Even Less (sam Wilson)
02. The Sound Of Muzak (Wilson i Wes)
03. Feel So Low (Wilson, Wes, Barbieri)
04. Waiting (Phase One) (Wilson, Wes, Barbieri i Edwin)
05. A Smart Kid (Wilson, Wes, Barbieri i Edwin)
06. Pure Narcotic (dołącza Gavin i od tego momentu gra już cały zespół)
07. Fadeaway
08. Shesmovedon
09. Trains

10. Futile


Odbyła się tu cicha premiera nowego utworu w repertuarze – Feel So Low. Kolejna piosenka, której nikt zapewne nie obstawiał, już na Lightbulb Sun Tour była wykonywana dosyć rzadko. Można się tylko cieszyć, że zespół jednak się zdecydował.


                                                     
                                    

15-tego lipca w kanadyjskim Toronto, rozpoczęła się wspólna trasa z Opeth. Oba zespoły występowały na tych samych warunkach więc siłą rzeczy oba sety były krótsze niż zwykle (Opeth grali wtedy premierowo materiał z płyty Damnation), czyli po +/- 12 utworów.

Po dwóch koncertach w Kanadzie, zespół wrócił do USA i tam zagrał resztę zaplanowanych występów. Setlista zmieniała się często, zespół trzymał się cały czas tej samej długości setu, ale dobierał różne utwory z aktualnego repertuaru.

21-ego lipca PT zagrali w Waszyngtonie drugą sesję dla radia XM, również wydaną potem na płycie oraz wystąpili w programie MhZ. Mini koncert nagrano i wyświetlono później w tv.


                                                 

Ostatni koncert trasy z Opeth odbył się 3-ego sierpnia w Seattle, w Showbox Comedy and Supper Club. Jako, że było to zakończenie wspólnej wycieczki, to Mikael Akerfeldt wszedł na scenę podczas setu Porcupine Tree i zaśpiewał zamiast Stefanan w A Smart Kid (swoim ulubiony utworze Jeżodrzewia).


                                   

W tym okresie PT zagrali jeszcze jeden koncert na festiwalu Open Air w szwajcarskim Zofingen (8-mego sierpnia), po czym udali się na kolejne wakacje. W tym czasie Stefan dopinał pewnie ostatnie przygotowania do wydania nowej wersji „The Sky Moves Sideways”, która wyszła w listopadzie, akurat kiedy rozpoczynało się ostatnie odnóże trasy In Absentia.

Zespół triumfalnie powrócił do Europy koncertami, który odbył się 5-tego i 6-tego listopada w klubie Spirit of 66 w belgijskim mieście Verviers.

5.11

01. Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Futile
04. Gravity Eyelids
05. Blackest Eyes
06. Hatesong
07. Fadeaway
08. Shesmovedon
09. The Creator Has A Mastertape
10. Feel So Low
11. Russia On Ice
12. Heartattack In A Layby
13. Strip The Soul
14. Tinto Brass

15. Even Less
16. Trains


6.11

01. Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Blackest Eyes
05. Hatesong
06. Buying New Soul
07. Prodigal (przerwane ze względu na awarię zasilania)
08. The Creator Has A Mastertape
09. The Moon Touches Your Shoulder
10. Futile
11. A Smart Kid
12. Strip The Soul
13. Tinto Brass

14. Dark Matter
15. Even Less
16. Trains



I tak mniej więcej wyglądała reszta koncertów od strony repertuaru. Z wyjątkiem odwołanego koncertu w Luksemburgu (7-my listopada 2003 r.), ostatnie odnóże In Absentia Tour potoczyło się sprawnie. Zespół odwiedził też Holandię, Niemcy, Danię, Austrię, Szwajcarię, Włochy, Francję i Hiszpanię, a cała trasa zakończyła się w Anglii, w londyńskiej Astorii 30-tego listopada 2003 r. Zagrano wtedy:

01. Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Shesmovedon
05. Hatesong
06. Fadeaway
07. The Creator Has A Mastertape
08. The Moon Touches Your Shoulder
09. Russia On Ice
10. Futile
11. Feel So Low
12. Strip The Soul

13. Even Less
14. Trains
15. Blackest Eyes



Większość z tych utworów przetrwała do kolejnych tras (pojawiając się częściej lub rzadziej), ale dla trójki była to ostatnia jak dotąd trasa: The Creator Has A Mastertape, The Moon Touches Your Shoulder i Feel So Low. Ten ostatni, w późniejszych latach pojawiał się regularnie w setach Blackfield.


                                                     
                                                     
                                                     
                                                     
                                 

Czy coś jeszcze działo się podczas tego ostatniego legu trasy? Blackest Eyes nie zawsze było planowanym bisem (więc publiczność dokazywała), a koncert w Berlinie (15-tego listopada) był dosyć pechowy dla Stevena Wilsona, który pokręcił zwrotki Shesmovedon, po czym dwukrotnie zerwał struny (podczas Hatesong i Strip The Soul). Tego samego wieczora (i podczas kilku innych na tym odnóżu) Porcupine Tree byli supportowani przez… Blackfield! Zespół, w swojej embrionalnej formie duetu, zagrał wtedy swoje pierwsze w historii koncerty (po 4 utwory).

Czas podsumować te niecałe dwa lata w historii tras Porcupine Tree. In Absentia Tour była pierwszą trasą pod skrzydłami dużej wytwórni, pierwszą z Gavinem Harrisonem i Johnem Wesleyem, pierwszą z cięższym brzmieniem i pierwszą tak dużą pod względem szturmu na USA i okolice. Ten szturm się udał, bo z trasy na trasę Jeżodrzewie zaczynali wypełniać coraz większe sale, hale, itd. Trasa z 2002 i 2003 r. było bardzo udana i ciekawa pod względem repertuaru. Być może nie był on tak rozpasany, jak przy Tour Of A Blank Planet, czy The Incident Tour, ale z pewnością był bardzo jednolity i doskonale wykonany przez, jak by nie patrzeć, nowy skład.

                                                     

Na trasie In Absentia, między 22 lipca 2002 r., a 30 listopada 2003 r. zagrano 27 utworów:


1 utwór z „Up The Downstair”
1 utwór z „The Sky Moves Sideways”
3 utwory z „Signify”
6 utworów ze „Stupid Dream”
5 utworów z „Lightbulb Sun”
1 utwór z „Recordings”
9 utworów z „In Absentia”
1 utwór niealbumowy (Futile)


Po zakończeniu tego turnusu, Porcupine Tree zrobili sobie ponad rok przerwy od koncertowania. 2004 r. był pierwszym rokiem od występów w 1993 r. kiedy zespół nie zagrał ani jednego koncertu. W tym czasie, Jeżodrzewie pracowali nad Deadwingiem i innymi projektami, a Steven Wilson wydał z Avivem Geffenem debiutancki album Blackfield, z którym panowie wyruszyli w trasę (o czym piszę tutaj: http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/02/podroz-przez-czarne-pole-historia.html).

W następnej części kilka słów o bootlegach z tej trasy!



wtorek, 5 grudnia 2017

Strip The Tour: In Absentia Tour 2002-2003, cz.1: Nowy skład, nowe utwory, nowa widownia, nowe wyzwania.


Steven Wilson dosyć szybko zorientował się, że na kolejną płytę Porcupine Tree powstaje mu materiał inny niż na ostatnich płytach. Na początku, trochę z rozpędu zaczął pisać utwory w stylu „Lightbulb Sun” (np. Vapour Trail Lullaby), ale ewidentnie ciągnęło go w innym kierunku. Współpraca z Opeth nad płytą „Blackwater Park” otworzyła mu uszy na walory stylistyki metalowej i w naturalny sposób tego typu kawałki Wilsona zaczęły powstawać. Jednocześnie Stefan demował sobie materiał, który miał pojawić się na pierwotnej wersji owocu współpracy z Mikaelem Akerfeldtem z Opeth. Na tamtym etapie nie miało to nic wspólnego ze Storm Corrosion. Wilson tworzył najbardziej metalowe rzeczy jakie mu przychodziły do głowy, a jako że robił to pierwszy raz, to niektóre do dziś wydają się być nieco przerysowane. Jeden z lepszych napisanych w tym celu kawałków – Cut Ribbon – pojawił się wiele lat później (i po wielu dogrywkach) w 2011 r. jako exclusive dostępny w aplikacji SW na iPhone’a. Reszta wyciekła w okolicach wydania „In Absentii”, na słynnym bootlegu „Out Absentia”.

                                  

Jeżeli chodzi o nową płytę PT, to Stefan był nieco bardziej ostrożny i, o ile ciężkie motywy się na płycie pojawiają (nawet dosyć licznie jak na to, co PT robili do tej pory), to „In Absentia” nie odbiega wcale tak bardzo daleko od klimatów dwóch poprzednich albumów.
Opuszczenie zespołu przez Chrisa Maitlanda oznaczało, że przynajmniej na czas sesji w studiu potrzebne jest zastępstwo. Gavina Harrissona
polecił Richard Barbieri, bo znali się od dawna. Gavin grał nawet kilka utworów na płycie „Flame” duetu Bowness/Barbieri. Steven Wilson, trochę zbyt przezornie, zaprosił perkusistę na przesłuchanie, po czym go za to przepraszał. Gavin od razu dostał tę robotę. „In Absentię” nagrywał jeszcze jako muzyk sesyjny, ale pod koniec tych sesji, Wilson zaproponował mu członkostwo i udział w trasie. Harrisson się zgodził i tak to było ;)

                                     

In Absentia” to pierwsza płyta PT wydana przez naprawdę grubego wydawcę. Budżet albumu był większy i budżet trasy również się rozrósł. Przede wszystkim zmieniła się nieco filozofia rozplanowania koncertów. Stwierdzono, że nie ma co się patyczkować i należy wrzucić Porcupine Tree od razu na głęboką wodę rozpoczynając trasę w Stanach gdzie do tej pory zespół grał śladowe ilości występów. Mało tego, trasę zaplanowano tak, że Porcupine Tree zaczynali na równy miesiąc przed wydaniem płyty, a więc czekało ich granie dla Amerykanów nie znających połowy repertuaru. Nadzieja była w tym, że kupi się ich cięższym brzmieniem (i tak się w istocie stało).
Na szczęście tych przedpremierowych występów PT mieli zaplanowane tylko osiem.

Pierwszy koncert „In Absentia Tour” był jednym z bardziej istotnych w ich karierze. Trafił nawet do mojego top 5 najbardziej niezwykłych występów zespołu (http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2017/04/top-5-najbardziej-niezwykych-i.html).
Był to nie tylko pierwszy koncert pod wielką wytwórnią, pierwszy koncert z tym materiałem i pierwszy koncert z Gavinem Harrissonem. Był to też pierwszy występ z muzykiem towarzyszącym – Johnem Wesleyem Dearthem III. Wilson poznał Wesa już wcześniej przez Marillion, z którymi gitarzysta współpracował. Podczas nagrywania „In Absentii”, Stefan nie mógł uzyskać odpowiednio ciężkiego brzmienia w utworze Blackest Eyes. Zwrócił się o pomoc do Wesa, który nagrał i zmiksował kilkanaście gitar. Rezultat był dokładnie tym na czym Bosemu zależało. Od tego momentu droga Wesleya do zostania koncertowym drugim gitarzystą PT była krótka.

                                                           

Odświeżone Porcupine Tree w pięcioosobowym składzie i nowym brzmieniem zadebiutowało 22 lipca 2002 r. w mikroskopijnym lokalu Middle East w Bostonie.

Setlista wyglądała tak


01. The Creator Has A Mastertape
02. Waiting (Phase One)
03. Shesmovedon
04. Buying New Soul
05. Even Less
06. Slave Called Shiver
07. The Sound Of Muzak
08. Wedding Nails
09. Pure Narcotic
10. Hatesong
11. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
12. Stop Swimming
13. Strip The Soul


14. Dark Matter
15. Tinto Brass



Jak widać było interesująco. Zaprezentowano premierowe cztery kompozycje z „In Abentia” oraz niegrane dotąd Buying New Soul, którego Amerykanie podejrzewam też nie znali. Oprócz tego setlista bazowała głównie na poprzednich dwóch albumach, oraz dwóch „starociach”, czyli Waiting oraz reanimowanym po 5 latach Dark Matter. Koncert miał niemal charakter próby na żywo, lokal był mało i niewiele osób się do niego zmieściło. Nie obyło się bez kilku problemów technicznych (np. podczas Waiting), ale ostatecznie chrzest bojowy nowego Porcupine Tree (i nowych utworów) można było uznać za udany. Co ciekawe, nie zagrano jeszcze Blackest Eyes.

Muzycznie można było wysłyszeć oczywiste zmiany. Brak bębenków w Waiting (Gavin wybijał ten motyw na werblu) oraz improwizacje na perkusji w Hatesong. Ponadto, wywalono z Last Chance puszczane z taśmy banjo, a zamiast tego Stefan i Wes grali razem na akustykach. Sam Wes, oprócz bycia drugim gitarzystą, przejął też śpiewanie chórków, rolę którą do tej pory pełnił w zespole Chris.

Wes grał czasami na tej trasie solowe akustyczne występy jako support.

Kolejny koncert, który odbył się 24 lipca w nowojorskim Bowery Ballroom, wyglądał bardzo podobnie, ale przetasowano odrobinę repertuar, a Blackest Eyes premierowo otworzyło występ zamiast The Creator Has A Mastertape, który się nie pojawił.


Dwa dni później w Philadelphi zespół ponownie pokombinował z setem. Tym razem zarówno Blackest Eyes i The Creator pojawiły się w zestawie, a na ostatni bis zagrano Signify, co jest istotne biorąc pod uwagę, to że to jak dotąd pierwsze z dwóch wykonań tego utworu z Gavinem Harrisonem w historii zespołu. Żeby nie było zbyt kolorowo, to z setu wypadły Tinto Brass i Wedding Nails, więc grano cały czas 15 utworów.




27-ego lipca zespół zajechał do Baltimore gdzie wystąpił w klubie Thunder Dome. Nastąpiły kolejne zmiany w secie. Wypadły Buying New Soul i Stop Swimming, a w ich miejscu pojawiły się A Smart Kid oraz Russia On Ice. Na ostatni bis zabrzmiało Signify i to było ostatnie wykonanie tego kawałka do dziś.
Nagranie Hatesong z tego koncertu pojawiło się na singlu "Futile" w 2003 r.


29-ego lipca w Chicago w klubie Double Door (z pewnością znanym wielbicielom industrial rocka), PT powróciło do pierwotnej setlisty (minus Creator) i tak już zostało do końca trasy w USA (nie licząc drobnych przetasowań i pojedynczych zmian na prezentowane już wcześniej utwory).

Zespół zaliczył jeszcze pojedynczy koncert w Atenach (5 września) gdzie zaprezentowali to samo.

                                                       

27-ego października zespół powrócił do USA, tym razem już po wydaniu „In Absentia”. Na początku wrócili w charakterze supportu zespołu YES. W South Bend, Porcupine Tree zagrali:


01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Shesmovedon
05. Hatesong
06. Heartattack In A Layby
07. Tinto Brass

Jak widać, premierowo wykonano dwie kompozycje: Gravity Eyelids i Heartattack On A Layby.

                                              

Zespół nie bawił się w sentymenty i najstarszym utworem w tym krótkim secie było Tinto Brass (co generalnie będzie normą na tej trasie, poza paroma wyjątkami, o których będzie później). Kilka dni później w Nowym Jorku zaprezentowano wariant nr 2:

01. Blackest Eyes
02. Gravity Eyelids
03. Prodigal
04. The Sound Of Muzak
05. Even Less
06. Heartattack In A Layby
07. Strip The Soul
08. Tinto Brass

Premierowo zagrano Prodigal. W środku tej trasy PT zagrali przynajmniej jeden swój regularny koncert (podobnie było podczas trasy z Dream Theater w 2000 r.).

Repertuar był mieszanką tego, co grali wcześniej i utworów, które pojawiły się podczas trasy z Yes. Koncert, który zagrano 7 listopada (w Baltimore, w klubie Fletcher’s) był transmitowany (bądź retransmitowany w późniejszym terminie) w formie webcasta.

                                                      

12 listopada w Waszyngtonie, zespół zagrał słynną sesję w radiu XM, która została potem wydana w dwóch częściach. Od 14 listopada Porcupine Tree kontynuowali już właściwą trasę, aż do jej zakończenia tego odnóża 26-tego listopada w Kitting Factory w Hollywood! Koncert w Portland (23-ego listopada) został odwołany, bo ktoś w zespole się pochorował. Setlista w tym czasie stanowiła wariację na temat granego do tej pory repertuaru (przy 14-15 utworach granych podczas koncertu).


To był dla Porków rok pełen wyzwań, niepewności i ciężkiej harówy, ale ostatecznie wszystko wypaliło. Trasa po USA się udała, a album „In Absentia” stał się największym przebojem komercyjnym zespołu. Do dziś wielu fanów wymienia ten album jako ich ulubiony.

piątek, 18 sierpnia 2017

Guilty 'guilty pleasure', cz.2?


Prawie dokładnie rok temu napisał na spontanie tekst pt.: „Guilty 'guilty pleasure'”, w którym popadałem w zadumę nad postawą Stefana względem muzyki popowej i formy piosenkowej. Zauważyłem wtedy, że Wilson ewidentnie ma wciąż tego typu ciągoty (pomijając nawet Blackfield), jest dobry w pisaniu piosenek, ale z jakiegoś powodu ostatecznie się od tego dystansuje, jakby ze strachu. Jeżeli nie czytaliście tamtego tekstu, to przeczytajcie go teraz zanim będziecie kontynuować tę lekturę.

http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2016/08/guilty-guilty-pleasure.html

Nie mogłem wtedy wiedzieć, że niecały rok później Stefan wyda na singlu prawdopodobnie najbardziej popowy utwór od czasu Only Baby no-man i w dodatku zrobi to solo. Piąty album Wilsona generalnie kształtował się wtedy odrobinę inaczej. „4,5” miało niby stanowić połowę drogi między „Hand. Cannot. Erase”, a nowym solo, ale w rzeczywistości brzmi bardziej jak coś, co łączy HCE z poprzednimi płytami, a nawet Porcupine Tree. Na upartego My Book Of Regrets w skróconej wersji mógłby pasować do „To The Bone”, ale tez nie do końca.

Złośliwi twierdzą, że Stefan zrobił się nagle popowy, po podpisaniu kontraktu z Carolina International, ale moim zdaniem było raczej odwrotnie. Kształtował się materiał taki, a nie inny i SW zdecydował, że jest to właściwy moment, aby dołączyć do grona wykonawców reprezentowanych przez dużą wytwórnię, która pozwoli tej muzyce dotrzeć w świat i w pełni zrealizować jej komercyjny potencjał. I absolutnie nie piszę tego w negatywnym tonie. Stefan dostał budżetowy zastrzyk, co widać. Kiedy ostatni raz Bosy mógł sobie pozwolić na tyle teledysków? I to nie semaforowych bajek, czy animacji z kompa, ale prawdziwych klipów, w których się osobiście pojawił?

Wiele osób zarzuca Wilsonowi sprzedajność, ale zadajmy sobie pytanie, czy facet robi coś złego żeby rzucać w jego kierunku takimi oskarżeniami? Ja tak nie uważam.

Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną, to na Bosego wywalono w ostatnich miesiącach stos gówna. Permanating podzielił fanów. Dawno już nie widziałem tak jadowitych komentarzy, zwłaszcza autorstwa progresywnych januszy, którzy ubliżali Wilsonowi w tak agresywny i wymyślny sposób, że nie warto było nawet wchodzić z nimi w dyskusję, bo czasami po prostu nie da się przebić betonu pod tytułem „fan rocka progresywnego”. Jak zwykle okazało się, że ci którzy powinni mieć muzyczne umysły najbardziej otwarte, zatrzasnęli je przy pierwszych dźwiękach nowego Stefana. Oczywiście, wcale nie uważam, że ta muzyka powinna się każdemu podobać. Byłbym wielce zaskoczony gdyby tak było. Śmieszy mnie po prostu, że te same osoby, które jeszcze parę lat temu pisały, że „SW powinien nagrywać, to co on chce i nie oglądać się na innych”, nagle wycofują pre-ordery i wypisują rzeczy w stylu „jak mogłeś odwrócić się od swoich fanów i muzyki, którą nagrywałeś? Sprzedałeś się.”. Mnie Stefan też nie zawsze rozpieszczał. „To The Bone” to też płyta bardziej przyzwoita niż bardzo dobra, ale to jest moja opinia, a to jest Steven Wilson – muzyk, który regularnie się zmienia. I zmienia się jego muzyka.

Tym samym, cieszę się, że Wilson w końcu pokazał jaja i wyrwał się z tej krępującej klatki, o której pisałem rok temu w „Guilty 'guilty pleasure'”. Pokazał, że jednak opinia i wymogi fanów nie są w stanie go powstrzymać. Permanating nie jest może zbyt oryginalny, bo jak sam przyznał Bosy, słychać tu bardzo mocno i jednoznacznie wpływy Abby (w zwrotce), Electric Light Orchestra (w pierwszym (?) refrenie) oraz (to już ode mnie) The Beatles i XTC (w drugim refrenie), ale jest to niesamowity wręcz powiew świeżości w jego dyskografii, coś czego autentycznie jeszcze nie robił. Jak niektórzy zauważyli, jest to pierwszy kawałek Wilson, do którego można tańczyć! Do tego ten teledysk z tancerkami bollywoodzkimi, w którym SW się uśmiecha!

Innym utworem, który lekko wstrząsnął środowiskiem fanów jest Song of I. Tym razem Stefan składa hołd Prince’owi i robi to doskonale. Ponownie, jest to kawałek w stylu w jakim do tej pory Wilson jeszcze nie grał (może siłą rzeczy w Sign O The Times, ale to było cover). Trochę elektroniki, trochę dziwacznej orkiestracji, trochę pseudo „r’n’b”. Zwróćcie uwagę jak on tu śpiewa. Jeśli mowa o wokalach, to z radością powitałem inny damski głos niż Ninete (która nadal mnie irytuje i nic na to nie poradzę). Sophie Hunger ma miły, delikatny i kobiecy głos. Bardzo mi się podoba ten wokalny ping-pong w wykonaniu jej i Bosego, bardziej niż Parias, który jest ok, ale czegoś mu brakuje. The Same Asylum As Before to miły powrót do brzmień z „In Abentia”. Miłe dla nostalgii, miłe dla ucha. Nie każdy taką „wtórność” polubi, ale mnie zrobiło się miło kiedy pierwszy raz ten kawałek usłyszałem i nadal mam do niego właśnie taki, pozytywny stosunek. Wspominam głównie single, bo to one się an tej płycie najbardziej wyróżniają. Stefan może nawet trochę przesadził wydając aż tak dużo utworów przed premierą (5 kawałków), ale może chciał wywołać trochę dymu i na pewno mu się to udało.
Bo „To The Bone” nie jest wcale aż tak inne od np. „HCE”. Permanating to rodzynek na tej płycie i trochę szkoda, bo jednak poza paroma kawałkami Stefan zagrał zachowawczo. Ostatecznie, każdy fan solowego Wilsona powinien tu znaleźć coś dla siebie. Są takie momenty na albumie (np. People Who Eat Darkness lub Detonation), które wydają mi się nagrane trochę na siłę, brakuje w nich czegoś, co by mnie ruszyło (zarówno moje popowe, jak i progresywne, eksperymentalne i psychodeliczne ciągoty). Dwa utwory - Nowhere Now i Song of Unborn – mogłyby w takim kształcie spokojnie trafić na płytę Blackfield, czego nie uważam za jakąś wadę, ale zaskakuje mnie trochę taki miszmasz, bo SW do tej pory starał się dystansować od pozostałych projektów, a na „To The Bone” mamy nawiązania do przynajmniej dwóch innych niż solo.

Mimo, że z płytą mam do czynienia od jakiegoś czasu (możecie mnie nazwać piratem, nie wytrzymałem do premiery), to nadal się z nią w pełni nie oswoiłem i nie potrafię jej do końca ocenić. Cały czas mam wrażenie, że coś mi umyka, że pewne utwory mają w sobie więcej niż słyszę. Może sam siebie oszukuję, ale nauczyłem się nie oceniać pochopnie nowej muzyki i mam na myśli zarówno ocenę negatywną, jak i pozytywną. Póki co jestem jednak bardziej nastawiony na plus. Swoją drogą, też tak macie, że wydaje Wam się jakby numery singlowe nie były z tej płyty? Ten model promocji jednak trochę zakrzywia poznawanie albumu.

Tak czy inaczej, może Steven przeczytał mój zeszłoroczny wpis i pomyślał, że faktycznie mam rację ;) Jakkolwiek nie było, dostaliśmy najbardziej piosenkowy album Wilsona od czasu, sam już nie wiem, „In Absentia” (jeśli już nie liczyć Blackfield)? Mnie pozostaje tylko dodać, że chciałbym aby Wilson następnym razem poszedł już na maksa droga w stylu Permanating, a jeżeli się boi, to lepiej niech zrobi coś zupełnie innego. „To The Bone”, to album dobry, ale bardzo niesprecyzowany stylistycznie. Z drugiej strony, Wilson zawsze wprowadzał takie nowinki w sposób ostrożny (tak jak elementy metalu w PT) i możliwe, że tak to u niego po prostu jest.

Nawiązując jeszcze do tytułu wpisu, mam wrażenie, że aktualnie za „guilty pleasure” będzie się uważało lubienie tej płyty. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie patrząc na recenzje z polskich portali internetowych.