Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moonloop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moonloop. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 grudnia 2017

The Sky Moves Sideways LIVE cz. 2


              


The Moon Touches Your Shoulder


Ta piękna piosenka przetrwała łącznie w secie około 4 lata i przechodziła przez różne przemiany.
Po raz pierwszy Porcupine Tree wykonali ją podczas sesji radiowej dla Marka Radcliffe’a 30-tego stycznia 1995 r. Na tym etapie, zespół próbował jeszcze jak najbardziej zbliżyć się do wersji albumowej. Wilson na elektryku udawał akustyka, a Rysiek na analogowym syntezatorze udawał gitarę. O ile nie brzmiało to wcale źle, to było jednak trochę karykaturalne. W ten sposób utwór był grany na czterech koncertach w Holandii, które odbyły się między 9-tym, a 12-tym lutego 1995 r. (dwukrotnie w połączeniu z drugą częścią Always Never).
(Omawiana wersja w 40:46 w filmiku poniżej).

                                 

W trakcie dwumiesięcznej przerwy, Porcupine Tree opracowali inna adaptację koncertową, której premiera odbyła się na koncercie w Gillingham 26-tego kwietnia. Ta wersja charakteryzuje się nową partią gitary Wilsona oraz wstępem Chrisa na bębenkach. W taki sposób utwór był grany już zawsze między 1995, a 1998 rokiem, najczęściej w połączeniu z Always Never (chociaż zdarzały się wykonania osobne). Najbardziej znana wersja z tego okresu pochodzi oczywiście z "Coma Divine".

                                 

The Moon Touches Your Shoulder nie było wykonywane w latach 1999 – 2002. Dopiero w 2003 r., przy okazji remasteringu/re-recordingu „The Sky Moves Sideways”, Stefan przypomniał sobie o tym utworze i przywrócił go do setu na lwią część koncertów tamtego roku. Nadal wykonywana była ta sama wersja, ale Gavin Harrison, z racji posiadania innego zestawu perkusji niż Chris, grał intro miotełkami, a nie na bębenkach. Gitarowe zakończenie miało też wyraźnie mocniejszy charakter. Wraz z końcem tamtej trasy, utwór ponownie wrócił na ławkę rezerwowych i siedzi na niej do dziś.

                                 

Oficjalna, koncertowa wersja The Moon Touches Your Shoulder pojawiła się na albumie „Coma Divine” (1997, 2003).

Alternatywne wersje

Jedyną studyjną, alternatywną wersją The Moon Touches Your Shoulder jest re-recording z 2003 r., który pojawił się na reedycji "The Sky Moves Sideways".
Gavin Harrison nagrał żywą perkusję (oryginał zawiera automat), a Wilson usunął echo z wokalu.



Prepare Yourself

Ta miniaturka nigdy nie została wykonana na żywo, ani nie istnieją jej żadne alternatywne wersje.



Moonloop

W okolicach czerwca 1994 r., Porcupine Tree (w składzie bez Richarda Barbieriego) oraz znajomy muzyk Rick Edwards spotkali się w studiu Doghouse (położonym w malowniczym Hanley), aby poimprowizować. Wyniki tego spotkania, w różnych formach rozsiane zostały na wielu wydawnictwach pod wspólnym tytułem Moonloop, a jego fragmenty stały się bazą kompozycji Stars Die. O jego studyjnych wersjach napiszę później, natomiast najpierw przyjrzę się jego reprezentacji koncertowej.

Porcupine Tree wielokrotnie pokazali, że w przeciwieństwie do studia, improwizacja nie jest ich mocną stroną podczas występów na żywo. Richard Barbieri sam zresztą przyznał, że raczej nie lubi tego robić na koncertach. Z tego też powodu, Moonloop wykonywany na żywo brzmiał praktycznie tak samo za każdym razem, mimo że Wilson wielokrotnie zapowiadał przed nim, że „teraz zespół będzie miał możliwość poimprowizować”.

Utwór został po raz pierwszy zagrany na koncercie, który odbył się 19-tego października 1994 r. w Londynie w klubie Upstairs at The Garage. Wersja oryginalna ma 18 minut, ale wersja koncertowa trwała niewiele ponad 10 minut i różniła się trochę od studyjnych. Steven Wilson dołożył nowy, powtarzający się motyw gitarowy. Moonloop był wykonywany w latach 1994 – 1998 i to praktycznie w takiej samej wersji.

                                 

Stefanowi zdarzało się w międzyczasie zmieniać efekty przesteru w drugiej części utworu, ale generalnie dużych zmian nie było, aż do 1997 roku. Pod koniec jesiennego odnóża ówczesnej trasy, zespół zaczął Moonloopa dzielić na pół. Czasami grano część improwizowaną, która płynnie przechodziła w Signify, a innymi razami moonloopową kodę doklejano pod koniec premierowych wykonań Ambulance Chasing. Najciekawszym Moonloopem z tego okresu była wersja odegrana razem z Theo Travisem podczas koncertu w Londynie 14.11.1997 r. Porcupine Tree pociągnęli jeszcze kilka pociachanych wykonań w 1998 r. i na dobre odstawili ten kawałek na półkę.

                                
                                

Oficjalna, koncertowa wersja Moonloop ukazała się na albumie „Coma Divine” (1997, 2003).

Wersje studyjne

Moonloop jest w rzeczywistości utworem singlowym. Nie znalazł się na winylowym (oryginalnym) wydaniu „The Sky Moves Sideways” w 1995 r., dorzucono go dopiero do wersji cd. Na remasterze z 2003 r. przywrócono oryginalną tracklistę, a omawiany kawałek powędrował na cd 2.

Moonloop to rekordzista jeśli chodzi o ilość wersji jednego utworu autorstwa Porcupine Tree, a raczej nie tyle wersji, co ‘editów’. Podstawą wszystkich pozostałych jest wersja, która została wydana jako ostatnia na fan clubowym wydawnictwie z 2001 r. „Moonloop (Unedited Improvisation)”. Znajduje się tam 40 minutowy wycinek tego, co działo się w studiu Doghouse w 1994 r. „Duży” Moonloop zawiera fragmenty użyte na płycie oraz zarodek tego co przerodziło się potem w kodę oraz zarodek Stars Die (które została skończone później). Oryginalny „Moonloop”, który został wydany na singlu w 1994 r. trwa 18 min. i 4 sek. Wersja, która pojawiała się na europejskim wydaniu kompaktowym albumu w 1995 r. trwa 17 min. i 4 sek. USA, jak to USA, dostało Moonloopa skróconego do granic możliwości – 8 min. 10 sek. Zaznaczam, że skracana była cześć improwizowana, koda zawsze trwała tyle samo. Na wydanym w 2003 r. remasterze, Moonloop został przełożony na dodatkowe cd 2 gdzie podzielono go na dwa tracki – improwizację (16 min. 18 sek.) oraz kodę (4 min. 52 sek.), co razem daje najdłuższego z „małych” Moonloopów21 min. 10 sek. Jednak jeśli wierzyć opisowi wydań winylowych z lat 2012 i 2017, to jest tam Moonloop, który trwa 22 min. 23 sek. Sporo tego. Oczywiście najlepszą opcją jest Moonloop z remastera (mimo, że sam ‘mastering’ najlepszy będzie na winylu z 2017), ale jeśli tak jak ja uwielbiacie tego typu granie, to spędzicie wiele wspaniałych chwil przy wersji 40-tominutowej, którą gorąco polecam.

c.d.n.

poniedziałek, 21 marca 2016

TOP10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree.



Są w repertuarze koncertowym Porcupine Tree takie utwory jak Trains, Blackest Eyes, Lazarus, itd., kawałki, których prawdopodobieństwo obecności w secie wynosiło czasem więcej 100%. Po drugiej stronie długiej listy znajdują się wyjątki, które z różnych powodów pojawiały się w setach rzadko, lub na krótko. Czasami zdarzało się, że nawet popularniejsze utwory ogrywano w unikalnych wersjach. Pomyślałem, że zrobię zestawienie top10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree. Brałem pod uwagę różne czynniki, począwszy od ilości wykonań, po dostępność nagrań, a na wyjątkowości konkretnych odegrań kończąc.
Skupiam się tym razem tylko na PT żeby nie robić śmietnika wrzucając do wora wszystkie koncerty z udziałem Wilsona, ale być może zrobię kiedyś takie zestawienia dla innych zespołów, w których grał.
Zacznę od utworów, które się w moim topie nie zmieściły, ale o których należy wspomnieć. Są to między innymi Small Fish i Black Dahlia (oba wykonane tylko dwukrotnie na specjalnych koncertach w Nowym Jorku i Londynie w 2010 roku), This Is No Rehearsal (grany tylko w drugiej połowie 1997 i na mikro trasie w 1998), czy też The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson (grane tylko raz w 1993, oraz na trasach w 1996 roku, ten pierwszy jeszcze raz w 1997). Kawałki, te nie wylądowały na głównej liście przede wszystkim z uwagi na to, że bootlegi z tymi wykonaniami są bardzo łatwo dostępne (może z wyjątkiem rzekomych wykonań z 1993 roku). Jest jeszcze pojedyncze wykonanie Thank U Alanis Morissette, które SW zagrał ze względu na awarię sprzętu, ale postanowiłem nie uwzględniać coverów.
Postanowiłem też nie uwzględniać dwóch rzadkich wykonań Shesmovedon z Tour of A Blank Planet, ponieważ są one unikatowe jedynie w kontekście tej jednej trasy. Odegrane wtedy wersje nie różniły się wiele od tego co zespół prezentował wcześniej na czterech trasach z rzędu. Ciekawa sprawa jest natomiast z Always Never, które niby grane było często w latach 93-97, a tak naprawdę wcale nie. Pełną wersję zespół grał jedynie między 1993, a kilkoma pierwszymi koncertami w 1995 roku (jakieś kilkanaście wykonań w tym okresie). Kolejne kilkadziesiąt zawierało tylko drugą połowę utworu, dolepioną do The Moon Touches Your Shoulder. Always Never znajduje się tuż za listą, na miejscu 11. Które utwory dostały się zatem do mojego top10?


10. Glass Arm Shattering (wykonania z Deadwing Tour 2005)

Zakładam, że wiele osób zdziwi się obecnością Glass Arm Shattering, ale utwór ten wcale nie był stałym punktem programu podczas Deadwing Tour. Wręcz przeciwnie.
O ile wraz ze startem trasy, kawałek był grany niemal co noc, to wytrzymał w secie raptem 8 koncertów i na zawsze pożegnał się ze sceną. Co się stało? Można gdybać, ale najprawdopodobniej utwór zwyczajnie się nie sprawdził na koncertach. Wprawdzie słuchając wersji na żywo trudno mi się do czegoś przyczepić, ale należy pamiętać, że inaczej to wygląda z perspektywy publiczności, a inaczej z perspektywy zespołu. W tym wypadku, Glass Arm Shattering dostał bilet na ławkę rezerwowych, co oczywiście nie wyklucza, że kiedyś jeszcze się nam objawi. Dostępność tych wykonań jest umiarkowana, jakość bootlegów raczej słabsza, a oficjalna wersja nigdy nie została wydana.


                                  


9. Feel So Low (z Avivem Geffenem)

Wersję nagraną (a później wykonywaną na koncertach) z Blackfield dobrze znamy, ale tu mówimy o Porcupine Tree. Feel So Low nie był utworem często granym na koncertach. W zasadzie zespół nie grał go w ogóle do czasu koncertów w Izraelu (w 2000) gdzie wystąpili na zaproszenie Aviva Geffena. To prawdopodobnie on namówił Wilsona żeby to zagrali (to był jego ulubiony utwór), a na dodatek wystąpił razem z zespołem podczas tych pierwszych wykonań. Istnieje dobrej jakości bootleg z transmisji radiowej z koncertu w Tel Avivie, zatem (mimo, że nieoficjalnie) można tę unikalną wersję usłyszeć w miarę porządnie. Potem Porcupine Tree zagrali kawałek parę razy na Lightbulb Sun Tour i co najmniej kilkanaście podczas trasy In Absentia Tour w 2003. Od tamtej pory cisza.

                                  

8. Fadeaway

Fadeaway było stałym punktem programu na trasach w 2003 i 2005 roku. Rzecz w tym, że wokal w tym utworze został powierzony w tym czasie Wesowi i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że słuchamy coveru. Taka wersja jest szeroko dostępna (głównie na XM II), ale przecież zespół grał Fadeaway wcześniej. I te wykonania można policzyć na palcach jednej ręki.
Podobno utwór został wykonany raz w 1993 na debiutanckim koncercie PT. Nie wiem jak to zabrzmiało bo nie słyszałem żadnego bootlegu z tego występu (chociaż dwa lata temu, Wilson udostępnił z niego Voyage 34 i Burning Sky więc może doczekamy się i reszty). Następne wykonania pojawiły się dopiero w 1999 roku kiedy zespół zagrał nieco improwizowaną wersję (na gitarę i keyboard) przy dwóch (co najmniej) okazjach (np. w Londynie, z okazji ostatniego koncertu PT w XX wieku). Ostatni raz Fadeaway z Wilsonem na wokalu odegrano na koncertach w Polsce w 2001 roku i to na życzenie organizatora - Piotra Kosińskiego. Gdyby nie poprosił o to Wilsona, to zapewne nic by z tego nie wyszło. Z jakiegoś powodu zespół zdecydował się wskrzesić pełną wersję jako stały punkt programu na części trasy In Absentia w 2003 i w 2005 roku na Deadwing Tour kiedy grali muzycznie jeszcze wierniejszą oryginałowi wersję (głównie z uwagi na re-edycje/re-recording Up The Downstair). W ten sposób pociągnęli kilkadziesiąt wykonań, ale tak jak pisałem wcześniej, wszystkie śpiewał Wes. Nie czepiam się jego interpretacji, ale stwierdzam fakt, że utwór ten w wykonaniu Wilsona został zagrany raptem kilka razy przez całe lata 90-te. Żadne z tych wykonań nie zostało oficjalnie wydane (bo zarejestrowane tak), ale istnieją bootlegi i to całkiem niezłej jakości.

                                  

7. Moonloop (wykonanie z Union Chapel w Londynie, 1997)

Moonloop był wykonywany regularnie między 1994, a 1998 rokiem. Wtedy był to tak stały punkt programu, jak w późniejszych latach Trains. Pod koniec 1997 roku, Porcupine Tree zaczęli powoli odsuwać go od setu czyniąc różnego rodzaju miksy z innymi utworami (np. Ambulance Chasing + sama koda Moonloop, albo część improwizowana przechodząca płynnie w Signify). Jedno z takich niezwykłych wykonań (w londyńskim Union Chapel w 1997 roku) zbiegło się z faktem, że na tym konkretnym koncercie wystąpił gość specjalny, między innymi właśnie w Moonloopie. Gościem był Theo Travis, który wykonał z PT dwa utwory (ten drugi zasiadł na miejscu wyżej). Uzbrojony we flet i saksofon Travis sprawił, że tamta wersja Moonloopa jest absolutnie unikatowa. Gościnne występy innych muzyków na koncertach Porcupine Tree to bardzo rzadka rzecz i mam na myśli całe 20 lat koncertowania tego zespołu. Theo świetnie wpasował się w improwizowaną partię Moonloopa i sprawił, że zabrzmiała ona naprawdę spontanicznie. Na szczęście ktoś to niezwykłe wydarzenie nagrał. Jakość jest niestety słaba, ale nie śmiem marudzić.

                                  


6. Ambulance Chasing (wykonanie z Union Chapel w Londynie, 1997)

Ambulance Chasing wylądował wyżej od wspomnianego przed chwilą Moonloopa głównie ze względu na to, że utwór ten w jakiejkolwiek wersji był grany przez krótki okres czasu (na raptem 20-stu koncertach). W tym wypadku, Theo Travis zagrał również w ostatecznej wersji studyjnej (która pojawiła się w końcu na Recordings, ale na tamtym etapie była mocnym kandydatem na utwór albumowy, a nawet tytułowy nowej płyty) co dodaje smaczku temu jednemu wykonaniu z nim w składzie. Muzyk dużo tu improwizuje (zarówno na flecie jak i na saksofonie) co działa również na resztę zespołu, która pozwala sobie zaszaleć. Podobnie jak w przypadku Moonloopa z tego koncertu, powstała wersja wyjątkowa. Uwieczniono ją na średniej jakości bootlegu.

                                  


5. Stars Die


Możecie się dziwić co Stars Die robi tak wysoko, ale zaraz wytłumaczę dlaczego tak jest. Czasami nagrywając lub wykonując utwór chwyta się pewne momentum, które jest później bardzo trudne lub niemożliwe do odtworzenia. Stars Die jest tego dobrym przykładem. Przez wiele lat Porcupine Tree nie podjęli się wykonania tego utworu w pełnej wersji. Z różnych powodów.
W koncertowym składzie był tylko jeden gitarzysta (w studyjnym nagraniu są 3 gitary, czasami grające naraz), nie mówiąc nawet o partiach granych na flecie. Ponadto Wilson uparcie twierdził, że nie jest w stanie zaśpiewać tego na żywo ponieważ utwór charakteryzuje się eterycznym, niemal szeptanym wokalem na tle pełnego zestawu instrumentów. Coś takiego bardzo trudno jest odtworzyć poza studiem. Ze Stars Die nie dało się iść na kompromis taki jak z The Moon Touches Your Shoulder czy Waiting. Przynajmniej nie w tamtym czasie. Kiedy w końcu udało się opracować satysfakcjonującą wersję koncertową graną przez cały zespół, był już rok 2008. I mimo że te wykonania są wspaniałe (wersja z Octane Twisted to prawdziwy pokaz geniuszu nowej aranżacji), to jednak Wilsonowi głos się zmienił, skład zespołu się zmienił, minęło sporo czasu, itd.
Do czego zmierzam? Steven pokusił się kilka razy o akustyczne wykonanie Stars Die w czasach kiedy wspomniane momentum jeszcze się nad nim unosiło. Było ich kilka na krzyż, a jedno z nich SW odegrał na antenie Radia Rock w Rzymie w 1995, w towarzystwie Chrisa Maitlanda. Jest to zatem jedyne (bądź jedno z niewielu) wykonanie z Chrisem robiącym chórki i grającym na bębenku. I chyba najbliższe duchowo względem studyjnego oryginału. Całe szczęście, że transmisję ktoś nagrał i dzięki temu dostępne jest niezłej jakości uwiecznienie tej wersji w audio.

                                  


4. Stranger By The Minute

Stranger By The Minute przechodził dwie fazy obecności w repertuarze koncertowym Porcupine Tree. Najbardziej popularne wykonania pochodzą z dwóch koncertów specjalnych w 2010 roku, kiedy zespół zaprezentował pół-akustyczną, ale pełnozespołową wersję. To jednak nie był debiut tego kawałka. Kilka razy w 1999 roku, Steven Wilson zdecydował się zagrać ten utwór akustycznie (sam z gitarą) podczas koncertów PT. Tak się złożyło, że Stranger By The Minute wyszło akurat na singlu i, co Stefan podkreślał, było to dosyć dziwne z ich strony żeby nie grać kawałka wybranego do promocji. Zespół miał ewidentnie problem z ogarnięciem dobrej koncertowej aranżacji (podobnie jak w przypadku Stars Die) więc Wilson musiał zagrać sam. I zagrał. Przynajmniej na czterech koncertach w 1999 roku i te wykonania są uwiecznione na bootlegach (niezłej jakości). Co ciekawsze, na pewno istnieje oficjalne nagranie takiej wersji ponieważ jeden z koncertów, na których SBTM się pojawiło został na 100% zarejestrowany. Koncertowa wersja Tinto Brass z singla Pure Narcotic pochodzi właśnie z tego występu (z Southampton, 24.04.1999). Może kiedyś się doczekamy wydania całości.

                                  


3. Every Home Is Wired

Jedyny piosenkowy utwór z Signify, z którym Porcupine Tree tak się ociągali i ostatecznie nigdy w pełni nie zagrali. Pomijając fakt, że druga część wersji studyjnej, to dolepiona improwizacja z kosmosu, nawet akustyczne wykonania okazały się rzadkością. Tak naprawdę mówimy tutaj o dwóch koncertowych prezentacjach na dwóch (z trzech) koncertach w Rzymie w marcu 1997 kiedy zespół nagrywał materiał na Coma Divine. Muzycznie trudno tutaj o obfity opis, SW gra to sam na gitarze akustycznej, a Chris Maitland robi chórki. I tyle. Całe dwa wykonania w historii koncertów Porcupine Tree. Ja posiadam jedno z koncertu z 26-tego marca i jest ono przycięte, a jego brzmienie łagodnie mówiąc nie zachwyca. Oprócz tego jest nagranie z próby przed koncertem i o dziwo jest doskonałej jakości (ale nie mogę tego policzyć jako publiczne wykonanie koncertowe).

                                  


2. Cryogenics

Długo się zastanawiałem nad obsadzeniem dwóch pierwszych miejsc, ale ostatecznie Cryogenics wylądowało na drugi miejscu, głównie ze względu na to, że wykonań było więcej niż Voyage 34 (Phase II), a dostępność i kompletność nagrań jest zadziwiająco duża. O kompozycji tej pisałem już bardzo dużo w cz.3 tekstu o Signify Tour i w tekście o The Sky Moves Sideways Tour, ale w skrócie – jest to nieco bardziej uporządkowana wersja improwizacji Mesmer III z Metanoi, zawierająca pewne nowe elementy. Istnieją dwie formy Cryogenics. Pierwsza, tak zwana długa, została zaprezentowana raz w 1995 roku w Northampton 11.10.1995 roku.

                                  

Zawierała nawet bardzo krótki, instrumentalny cytat z utworu Wake As Gun. Całość trwała ok. 5 minut. Druga wersja – krótka – została przygotowana z myślą o koncertach we Włoszech w pierwszej połowie 1997 roku i miała uświetnić koncerty rejestrowane na potrzeby wydania Coma Divine (dla którego Cryogenics miało być ekskluziwem). Porcupine Tree wykonali kawałek na wszystkich włoskich koncertach. Usunięto wstawkę z Wake As Gun i kilka innych elementów, a całość przechodziła niemal płynnie w Dark Matter. Ostatecznie SW uznał, że średnio im to wyszło i na Coma Divine nic się nie pojawiło. Co takiego jest w tym utworze, że znalazł się tak wysoko na liście? A to, że jest to jedyny przypadek kiedy Porcupine Tree wykonywali na koncertach utwór, który nigdy nie doczekał się wersji studyjnej (powiedzmy, że nie liczymy Mesmer III bo to mimo wszystko daleki krewny). Wbrew temu co uważa Stefan, Cryogenics to nie było takie barachło, zwłaszcza w pełnej wersji z 1995 roku. I może nie był to też najlepszy utwór napisany w tamtym czasie, ale z pewnością wart jest poznania. Na szczęście wykonanie z 1995 roku oraz większość (o ile nie wszystkie) z 1997 zostały zarejestrowane i są (mniej lub bardziej) dostępne w internecie. Wprawdzie jakość nie zrywa papy z dachu, ale podobnie jak w przypadku koncertu z Union Chapel, nie ma co się pastwić bo mogło nie być nic.

                                  


1. Voyage 34 (Phase II)

Król królów, mój oficjalny nr 1 jeśli chodzi o koncertowe rarytasy Porcupine Tree. I to w pełni zasłużony tytuł. Samo to, że przez lata uznawałem jego istnienie za żart, już o czymś mówi. Pierwsza faza Voyage 34 była stałym punktem programu w latach 1993 – 2001, ale druga pojawiła się w secie tylko trzy razy w ogóle. Długo nie byłem w stanie zweryfikować tego, czy tak rzeczywiście było, czy to się w ogóle wydarzyło. Niby była wzmianka na oficjalnej stronie PT, ale można tam znaleźć wiele błędów, literówek, a nawet dwa różne koncerty z taką samą datą. Brałem to „źródło” z pewną dozą rezerwy, ale jednak brałem. Kwestia rozwiązała się parę lat temu kiedy wpadły mi w ręce odpowiednie bootlegi (oraz informacje).
Voyage 34 (Phase II) miało swój debiut na koncercie, który zdobyłby prawdopodobnie pierwsze miejsce w kategorii „najbardziej enigmatyczny koncert Porcupine Tree” (możliwe, że taka lista powstanie). Występ ten odbył się w klubie Tic-Toc w Coventry, 11-tego grudnia 1993 roku. Był to jedyny koncert, który PT zagrali w niepełnym składzie (i jedyny koncert zagrany jako trio). Zabrakło Richarda Barbieri, który tego dnia był „niedostępny”. Trudno mi sobie wyobrazić jak to wyglądało (a raczej brzmiało) i dlaczego akurat ten dzień wybrali sobie na premierę drugiej fazy V34? Niestety na takie pytania trudno odpowiedzieć jeżeli brakuje nie tylko materiału audio/video, ale zwykłej relacji fana z tamtego dnia. Jedynie sucha informacja na stronie PT o nieobecności Ryśka, świadczy o tym, że był to koncert inny niż wszystkie. Bootlegu nie tylko nie posiadam, nie słyszałem/czytałem nigdy o istnieniu takowego. SW na pewno ma nagranie z konsolety w swoim zbiorze, ale czy z punktu widzenia zespołu jest to koncert, którego rejestracja powinna opuścić archiwum? Wątpię.
Na ponowne odegranie fazy drugiej nie trzeba było długo czekać, natomiast trzeba było być Holendrem, który akurat 7-mego stycznia 1994 r. zdecydował się być w klubie De Pul w mieście Uden.

                                  


Porcupine Tree odegrali wtedy obie fazy Voyage 34 obok siebie i istnieje z tego wydarzenia bootleg. Niestety słabej jakości, a co najważniejsze, urywa się po kilku minutach od wejścia drugiej fazy. Prawdopodobnie nagrywającemu skończyła się kaseta. Wiemy jednak mniej więcej jak zespół ogarniał wtedy temat tej kompozycji na żywo, a przede wszystkim to, że naprawdę to grali.
Ostatni raz jak dotąd miał miejsce podczas jednego ze słynnych koncertów w Rzymie, kiedy nagrywano Coma Divine. 26-tego marca 1997 roku, w klubie Frontiera, publiczność usłyszała fazę II na zakończenie drugiego z trzech występów, które się w tym czasie odbyły. Nagranie z publiczności istnieje, ale jest jeszcze gorszej jakości niż to z 1994 roku i urywa się jeszcze szybciej (ale cały bootleg jest mocno poszatkowany).


                                  


Tym samym wygląda to jak badanie archeologiczne. Dostajemy jakieś strzępy informacji, pewne namacalne (w tym wypadku słyszalne) dowody na istnienie tego i owego, ale reszty musimy domyślać się z kontekstu, bądź z kosmosu.

Warto jednak pamiętać, że te koncerty były profesjonalnie nagrywane (nie tylko na pamiątkę, jak większość pozostałych) i takie wielościeżkowe nagranie Voyage 34 (Phase II) istnieje i czeka na wydanie. Już wtedy, w 1997 roku, Steven Wilson zasugerował, że kiedyś mogą to wydać. Podejrzewam, że w końcu się tego doczekamy, w ten lub inny sposób.

To by było na tyle jeśli chodzi o top10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree. Mam nadzieję, że pewnym osobom nie odebrałem przyjemności odkrywania tych skarbów samemu, ale podejrzewam, że większość z Was z ulgą przyjęła do wiadomości, że nie będzie musiała przeszukiwać całego internetu w poszukiwaniu materiału audio. Zebranie tych utworów zajęło mi całe lata, ale dzięki temu mogę teraz podzielić się tym wszystkim z innymi. Do następnego tekstu!

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.6: Ostatnia część Signify Tour i wielkie zmiany.



Zespół poświęcił większą cześć 1998 roku na nagrywanie ostatecznych wersji utworów, które miały się znaleźć na Stupid Dream (chociaż ostateczna lista kawałków nie była jeszcze ustalona, a zespół nie miał nawet wydawcy). Żeby nie ocipieć w studiu, Porcupine Tree wybrali się na malutką trasę po krajach, które z niewiadomych powodów zostały olane w 1996 i 1997 roku. Trasa odbyła się w kwietniu i zawierała 7 koncertów. PT zaczęli 16 kwietnia w Belgii grając bardzo zbliżony set do tego z jesieni 1997.

01. Even Less
02. Waiting (Phase One)
03. Waiting (Phase Two)
04. Sleep of No Dreaming
05. Up the Downstair
06. The Moon Touches Your Shoulder
07. Always Never
08. Moonloop
09. Signify
10. This Is No Rehearsal
11. Ambulance Chasing
12. Voyage 34 (Phase I)
..........
13. Dislocated Day
14. Radioactive Toy


Pierwsze co rzuciło się w oczy, to to, że Steven Wilson ściął swoje ponad metrowe włosy do długości niewiele wystającej za uszy. Na nosie miał też już słynne lennonki, które stały się jego znakiem rozpoznawczym w latach 99-2001. Dzień później PT zagrali pierwszy z trzech koncertów w Holandii, która jako pierwszy zagraniczny kraj była tak dużym skupiskiem fanów zespołu i gdzie PT grali sporo w latach 94-95. Fani mieli prawo się obrazić ponieważ zespół powrócił po 3 latach nieobecności
(to samo zresztą w przypadku Belgii).

                                                         

W Delft (17 kwietnia) po raz ostatni w jakiejkolwiek postaci (w tym wypadku z samą częścią improwizowaną) został odegrany Moonloop. Zrobiło się też miejsce dla powracającego duetu The Moon Touches Your Shoulder i Always Never. Na zamieszczonej powyżej napisanej odręcznie setliście widać, które kawałki zawierały fragmenty z sekwensera (nie to, że nie szło się domyślić bez tego). 24-tego kwietnia zespół po raz pierwszy wystąpił we Francji. Zagrali w Paryżu, a noc później w Bordeaux.

                                    

Ostatnim koncertem w 1998 roku i ostatnim koncertem trwającej praktycznie dwa lata Signify Tour był koncert w Brighton, który odbył się 4-tego maja. I to było to. Zespół oficjalnie zakończył trasę promującą Signify i ruszył do studia by dalej pucować następny album. Porcupine Tree nie wrócili na scenę do 24-tego marca 1999 roku. I nie wrócili również do wielu utworów granych na poprzednich trasach. SW przyznał po latach, że trasa Signify jak i wydana w jej trakcie Coma Divine były zamknięciem pewnego rozdziału w historii zespołu. Stupid Dream był zdecydowanie początkiem nowego i z tego powodu koncert w Brighton był
finalnym dla wielu kawałków. Po raz ostatni zabrzmiały wtedy Waiting (Phase Two), Always Never (które i tak było od paru lat grane tylko w połowie), Not Beautiful Anymore, oraz (o dziwo) This Is No Rehearsal i Ambulance Chasing. The Moon Touches Your Shoulder powróciło dopiero po 5 latach (a też nie na długo), a Sleep of No Dreaming przespało jedną trasę. Wcześniej na Signify Tour pożegnaliśmy Moonloopa, Is...Not, Idiot Prayer, Cryogenics oraz Voyage 34 (Phase II).

Między kwietniem 1996 (lub październikiem 1996, na jedno wychodzi), a majem 1998, Porcupine Tree zagrali 29 utworów.

3 utwory z „On The Sunday of Life”
4 utwory z „Up The Downstair”
5 utworów z „The Sky Moves Sideways”
9 utworów z „Signify”
2 utwory ze „Stupid Dream”
1 utwór z „Recordings” (lub 2 jeśli liczyć Even Less)
4 utwory niealbumowe (Cryogenics, Voyage 34 (Phase I), Voyage 34 (Phase II) i powiedzmy, że Stars Die).


Zanim przejdę do rozdziału z bootlegami, kilka słów o tym co jeszcze działo się w 1998 roku (i w pobliżu). W kwietniu został wydany pierwszy album Bass Communion. Trudno powiedzieć w jakim przedziale czasowym powstał materiał zawarty na tej płycie, ale np.: soundscape'y Frippa były nagrywane w 1993 w No Man's Land (zapewne przy okazji nagrywania Flowermouth no-man). Jeżeli chodzi o samo no-man, duet zaznaczył swoją obecność wydanych w 1997 mini albumem Carolina Skeletons. W 1998 nadal trwały prace nad nowym materiałem, lecz dopiero odświeżenie Speak w 1999 roku popchnęły sprawy z nowym albumem w odpowiednim kierunku. Oprócz tego, w 1998 zaczął powstawać materiał, który został ostatecznie wydany rok później na drugiej płycie I.E.M. An Escalator To Christmas. W całym tym zamieszaniu nadal kształtowało się Stupid Dream. O wczesnych wersjach albumu (z okresu 1997-1998) napiszę w osobnym, obszernym tekście. Tymczasem w następnym odcinku zapraszam do zapoznania się najlepszymi i najciekawszymi bootlegami z trasy Signify Tour.

czwartek, 28 listopada 2013

The band moves sideways (1994 - 1995) cz.1: Moontour


Wyczerpujący opis działalności koncertowej (i nie tylko) Porcupine Tree rozpocznę od drugiej połowy 1994 roku. Informacje na temat pierwszego roku scenicznego istnienia zespołu są dosyć szczątkowe i na razie zdecydowałem odłożyć to na później. Określając start „The Sky Moves Sideways Tour” nie byłem do końca pewny, czy ustalić za takowy serię koncertów jesiennych w 1994, czy występ w BBC w styczniu 1995, po którym sznurem poszła cała duża trasa promocyjna.
Uznałem ostatecznie, że dla naszej wygody wcielę te kilka październikowo- listopadowych koncertów do „TSMS Tour” z kilku powodów. O ile tak zwane „Waiting Tour” z pierwszej połowy 1996 (tekst o tym niebawem) wydzieliłem z „Signify Tour”, o tyle tamta trasa była dłuższa i zdecydowanie bardziej różnorodna i unikatowa (zwłaszcza w zestawieniu z właściwym Signify Tour). Jesienny objazd w 1994 trudno nazwać kontynuacją nieformalnej trasy „Up The Downstair” z przełomu 93/94, zwłaszcza że zespół promował już nowe wydawnictwo. Efektem sesji nagraniowych z czerwca i lipca 1994 roku był materiał, którego fragmenty stworzyły singiel znany w Europie jako Moonloop EP wydany w październiku 94 (i trochę później w USA jako Stars Die). Pięć koncertów w UK, które Porcupine Tree zagrali w tamtym czasie było próbą wypromowania tego singla.


Co ciekawe, odegranie legendarnego już Stars Die okazało się wtedy dla zespołu zbyt dużym wyzwaniem (co po wielu latach Wilson zwalał na swój strach przed śpiewaniem tego utworu na żywo), tym samym próbowano skupić uwagę publiczności na Moonloopie oraz niewydanej jeszcze premierowej kompozycji Is...Not (czyli fragmentu drugiej fazy The Sky Moves Sideways). Sam Moonloop wielokrotnie zapowiadany był jako improwizacja, ale zespół grał go każdego wieczoru w niemal identyczny sposób (przy czym inny niż na płycie/płytach). Mikro trasa rozpoczęła się 19-tego października w Londynie i zakończyła 10-tego listopada w Bradford. Porcupine Tree prezentowali wtedy taki zestaw utworów:

01. Up The Downstair
02. Is...Not
03. Radioactive Toy
04. Moonloop
05. Always Never
06. Burning Sky
07. Not Beautiful Anymore












Ostatni miesiąc roku zespół przeleżał brzuchem do góry chociaż można śmiało założyć, że Steven Wilson pisał już w tym czasie materiał na Signify. Okres nagrywania zawartości The Sky Moves Sideways trwał od czerwca 1993 do lipca 1994 roku, zatem na tym etapie album z budką telefoniczną na okładce był już zapewne tłoczony i szykowany do wydania. Premiera została zaplanowana na luty 1995 i wtedy też miała ruszyć właściwa trasa promocyjna. Zanim jednak zespół wystąpił publicznie, ponownie przyjął zaproszenie Marka Radcliffe'a i pojawił się w jego programie na falach stacji BBC Radio 1. Zespół zaprezentował wtedy po raz pierwszy The Moon Touches Your Shoulder oraz The Sky Moves Sideways, Phase 1 (pozbawione ostatniej części - „Spiral Circus”, tak tu jak i na każdym późniejszym koncercie). Ze względu na specyfikę programu ten drugi został podzielony na dwie części (najpierw „Colour of air” i „I'm not there”, a po krótkim wywiadzie „Wire the drum”). Występy w audycji Radcliffe'a zawsze były transmitowane na żywo, więc zespół miał przed sobą prawdziwe wyzwanie aby utrzymać w pionie nafaszerowane sekwenserem „TSMS” (na początku drugiej połowy słychać, że Chris trochę się rozjechał z podkładem). W trakcie rozmowy Wilson wspomina między innymi o tym, że w końcu dorobili się agencji koncertowej w UK, ale najwięcej zaproszeń otrzymują z Europy. Słowa te potwierdza start trasy czterema koncertami w Holandii, które odbyły się między 9-tym a 12-tym lutego 1995 roku. Następnie Porcupine Tree występowali „u siebie” grając 16 koncertów między 26-tym kwietnia, a 18-tym maja.
Wspomnianym tour managerem zespołu na UK i Europę został Glenn Povey (opiekował się nimi do 2003 roku), z tego też względu PT dostawali czasem „w zestawie” dziwaczne supporty z Delerium Records będące pod jego opieką (np.: Kava Kava). W tym czasie repertuar był w miarę stały:

01. The Sky Moves Sideways (Phase 1)
02. Is...Not
03. Radioactive Toy
04. Moonloop
05. The Moon Touches Your Shoulder
06. Dislocated Day
07. Burning Sky
08. Always Never
09. Up The Downstair
10. Not Beautiful Anymore



Koncert z 10-tego lutego w Den Bosch został nagrany przez ekipę Delerium w celach promocyjnych i o ile zapis nigdy nie został wydany oficjalnie, to kopia z VHS krąży w świecie bootlegerów od lat. Na tym koncercie publiczność miała okazję po raz ostatni usłyszeć Always Never w pełnej wersji. Od występu w Silvolde (11 lutego) zespół zaczął z The Moon Touches Your Shoulder przechodzić bezpośrednio w drugą, głównie instrumentalną połowę Always Never zaczynającą się słowami „It's growing cold, I'm growing old, is this the only way to see the fire?, it's raining”.
Samo The Moon... również przeszło mały lifting i począwszy od koncertu w Gilligham (26 kwietnia) Porcupine Tree grali wersję, która znana jest doskonale z Coma Divine. Naprawdę ciekawie zaczęło się jednak robić podczas kilku letnich koncertów, które zespół zagrał w Europie. c.d.n