Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cryogenics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cryogenics. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2016

TOP10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree.



Są w repertuarze koncertowym Porcupine Tree takie utwory jak Trains, Blackest Eyes, Lazarus, itd., kawałki, których prawdopodobieństwo obecności w secie wynosiło czasem więcej 100%. Po drugiej stronie długiej listy znajdują się wyjątki, które z różnych powodów pojawiały się w setach rzadko, lub na krótko. Czasami zdarzało się, że nawet popularniejsze utwory ogrywano w unikalnych wersjach. Pomyślałem, że zrobię zestawienie top10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree. Brałem pod uwagę różne czynniki, począwszy od ilości wykonań, po dostępność nagrań, a na wyjątkowości konkretnych odegrań kończąc.
Skupiam się tym razem tylko na PT żeby nie robić śmietnika wrzucając do wora wszystkie koncerty z udziałem Wilsona, ale być może zrobię kiedyś takie zestawienia dla innych zespołów, w których grał.
Zacznę od utworów, które się w moim topie nie zmieściły, ale o których należy wspomnieć. Są to między innymi Small Fish i Black Dahlia (oba wykonane tylko dwukrotnie na specjalnych koncertach w Nowym Jorku i Londynie w 2010 roku), This Is No Rehearsal (grany tylko w drugiej połowie 1997 i na mikro trasie w 1998), czy też The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson (grane tylko raz w 1993, oraz na trasach w 1996 roku, ten pierwszy jeszcze raz w 1997). Kawałki, te nie wylądowały na głównej liście przede wszystkim z uwagi na to, że bootlegi z tymi wykonaniami są bardzo łatwo dostępne (może z wyjątkiem rzekomych wykonań z 1993 roku). Jest jeszcze pojedyncze wykonanie Thank U Alanis Morissette, które SW zagrał ze względu na awarię sprzętu, ale postanowiłem nie uwzględniać coverów.
Postanowiłem też nie uwzględniać dwóch rzadkich wykonań Shesmovedon z Tour of A Blank Planet, ponieważ są one unikatowe jedynie w kontekście tej jednej trasy. Odegrane wtedy wersje nie różniły się wiele od tego co zespół prezentował wcześniej na czterech trasach z rzędu. Ciekawa sprawa jest natomiast z Always Never, które niby grane było często w latach 93-97, a tak naprawdę wcale nie. Pełną wersję zespół grał jedynie między 1993, a kilkoma pierwszymi koncertami w 1995 roku (jakieś kilkanaście wykonań w tym okresie). Kolejne kilkadziesiąt zawierało tylko drugą połowę utworu, dolepioną do The Moon Touches Your Shoulder. Always Never znajduje się tuż za listą, na miejscu 11. Które utwory dostały się zatem do mojego top10?


10. Glass Arm Shattering (wykonania z Deadwing Tour 2005)

Zakładam, że wiele osób zdziwi się obecnością Glass Arm Shattering, ale utwór ten wcale nie był stałym punktem programu podczas Deadwing Tour. Wręcz przeciwnie.
O ile wraz ze startem trasy, kawałek był grany niemal co noc, to wytrzymał w secie raptem 8 koncertów i na zawsze pożegnał się ze sceną. Co się stało? Można gdybać, ale najprawdopodobniej utwór zwyczajnie się nie sprawdził na koncertach. Wprawdzie słuchając wersji na żywo trudno mi się do czegoś przyczepić, ale należy pamiętać, że inaczej to wygląda z perspektywy publiczności, a inaczej z perspektywy zespołu. W tym wypadku, Glass Arm Shattering dostał bilet na ławkę rezerwowych, co oczywiście nie wyklucza, że kiedyś jeszcze się nam objawi. Dostępność tych wykonań jest umiarkowana, jakość bootlegów raczej słabsza, a oficjalna wersja nigdy nie została wydana.


                                  


9. Feel So Low (z Avivem Geffenem)

Wersję nagraną (a później wykonywaną na koncertach) z Blackfield dobrze znamy, ale tu mówimy o Porcupine Tree. Feel So Low nie był utworem często granym na koncertach. W zasadzie zespół nie grał go w ogóle do czasu koncertów w Izraelu (w 2000) gdzie wystąpili na zaproszenie Aviva Geffena. To prawdopodobnie on namówił Wilsona żeby to zagrali (to był jego ulubiony utwór), a na dodatek wystąpił razem z zespołem podczas tych pierwszych wykonań. Istnieje dobrej jakości bootleg z transmisji radiowej z koncertu w Tel Avivie, zatem (mimo, że nieoficjalnie) można tę unikalną wersję usłyszeć w miarę porządnie. Potem Porcupine Tree zagrali kawałek parę razy na Lightbulb Sun Tour i co najmniej kilkanaście podczas trasy In Absentia Tour w 2003. Od tamtej pory cisza.

                                  

8. Fadeaway

Fadeaway było stałym punktem programu na trasach w 2003 i 2005 roku. Rzecz w tym, że wokal w tym utworze został powierzony w tym czasie Wesowi i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że słuchamy coveru. Taka wersja jest szeroko dostępna (głównie na XM II), ale przecież zespół grał Fadeaway wcześniej. I te wykonania można policzyć na palcach jednej ręki.
Podobno utwór został wykonany raz w 1993 na debiutanckim koncercie PT. Nie wiem jak to zabrzmiało bo nie słyszałem żadnego bootlegu z tego występu (chociaż dwa lata temu, Wilson udostępnił z niego Voyage 34 i Burning Sky więc może doczekamy się i reszty). Następne wykonania pojawiły się dopiero w 1999 roku kiedy zespół zagrał nieco improwizowaną wersję (na gitarę i keyboard) przy dwóch (co najmniej) okazjach (np. w Londynie, z okazji ostatniego koncertu PT w XX wieku). Ostatni raz Fadeaway z Wilsonem na wokalu odegrano na koncertach w Polsce w 2001 roku i to na życzenie organizatora - Piotra Kosińskiego. Gdyby nie poprosił o to Wilsona, to zapewne nic by z tego nie wyszło. Z jakiegoś powodu zespół zdecydował się wskrzesić pełną wersję jako stały punkt programu na części trasy In Absentia w 2003 i w 2005 roku na Deadwing Tour kiedy grali muzycznie jeszcze wierniejszą oryginałowi wersję (głównie z uwagi na re-edycje/re-recording Up The Downstair). W ten sposób pociągnęli kilkadziesiąt wykonań, ale tak jak pisałem wcześniej, wszystkie śpiewał Wes. Nie czepiam się jego interpretacji, ale stwierdzam fakt, że utwór ten w wykonaniu Wilsona został zagrany raptem kilka razy przez całe lata 90-te. Żadne z tych wykonań nie zostało oficjalnie wydane (bo zarejestrowane tak), ale istnieją bootlegi i to całkiem niezłej jakości.

                                  

7. Moonloop (wykonanie z Union Chapel w Londynie, 1997)

Moonloop był wykonywany regularnie między 1994, a 1998 rokiem. Wtedy był to tak stały punkt programu, jak w późniejszych latach Trains. Pod koniec 1997 roku, Porcupine Tree zaczęli powoli odsuwać go od setu czyniąc różnego rodzaju miksy z innymi utworami (np. Ambulance Chasing + sama koda Moonloop, albo część improwizowana przechodząca płynnie w Signify). Jedno z takich niezwykłych wykonań (w londyńskim Union Chapel w 1997 roku) zbiegło się z faktem, że na tym konkretnym koncercie wystąpił gość specjalny, między innymi właśnie w Moonloopie. Gościem był Theo Travis, który wykonał z PT dwa utwory (ten drugi zasiadł na miejscu wyżej). Uzbrojony we flet i saksofon Travis sprawił, że tamta wersja Moonloopa jest absolutnie unikatowa. Gościnne występy innych muzyków na koncertach Porcupine Tree to bardzo rzadka rzecz i mam na myśli całe 20 lat koncertowania tego zespołu. Theo świetnie wpasował się w improwizowaną partię Moonloopa i sprawił, że zabrzmiała ona naprawdę spontanicznie. Na szczęście ktoś to niezwykłe wydarzenie nagrał. Jakość jest niestety słaba, ale nie śmiem marudzić.

                                  


6. Ambulance Chasing (wykonanie z Union Chapel w Londynie, 1997)

Ambulance Chasing wylądował wyżej od wspomnianego przed chwilą Moonloopa głównie ze względu na to, że utwór ten w jakiejkolwiek wersji był grany przez krótki okres czasu (na raptem 20-stu koncertach). W tym wypadku, Theo Travis zagrał również w ostatecznej wersji studyjnej (która pojawiła się w końcu na Recordings, ale na tamtym etapie była mocnym kandydatem na utwór albumowy, a nawet tytułowy nowej płyty) co dodaje smaczku temu jednemu wykonaniu z nim w składzie. Muzyk dużo tu improwizuje (zarówno na flecie jak i na saksofonie) co działa również na resztę zespołu, która pozwala sobie zaszaleć. Podobnie jak w przypadku Moonloopa z tego koncertu, powstała wersja wyjątkowa. Uwieczniono ją na średniej jakości bootlegu.

                                  


5. Stars Die


Możecie się dziwić co Stars Die robi tak wysoko, ale zaraz wytłumaczę dlaczego tak jest. Czasami nagrywając lub wykonując utwór chwyta się pewne momentum, które jest później bardzo trudne lub niemożliwe do odtworzenia. Stars Die jest tego dobrym przykładem. Przez wiele lat Porcupine Tree nie podjęli się wykonania tego utworu w pełnej wersji. Z różnych powodów.
W koncertowym składzie był tylko jeden gitarzysta (w studyjnym nagraniu są 3 gitary, czasami grające naraz), nie mówiąc nawet o partiach granych na flecie. Ponadto Wilson uparcie twierdził, że nie jest w stanie zaśpiewać tego na żywo ponieważ utwór charakteryzuje się eterycznym, niemal szeptanym wokalem na tle pełnego zestawu instrumentów. Coś takiego bardzo trudno jest odtworzyć poza studiem. Ze Stars Die nie dało się iść na kompromis taki jak z The Moon Touches Your Shoulder czy Waiting. Przynajmniej nie w tamtym czasie. Kiedy w końcu udało się opracować satysfakcjonującą wersję koncertową graną przez cały zespół, był już rok 2008. I mimo że te wykonania są wspaniałe (wersja z Octane Twisted to prawdziwy pokaz geniuszu nowej aranżacji), to jednak Wilsonowi głos się zmienił, skład zespołu się zmienił, minęło sporo czasu, itd.
Do czego zmierzam? Steven pokusił się kilka razy o akustyczne wykonanie Stars Die w czasach kiedy wspomniane momentum jeszcze się nad nim unosiło. Było ich kilka na krzyż, a jedno z nich SW odegrał na antenie Radia Rock w Rzymie w 1995, w towarzystwie Chrisa Maitlanda. Jest to zatem jedyne (bądź jedno z niewielu) wykonanie z Chrisem robiącym chórki i grającym na bębenku. I chyba najbliższe duchowo względem studyjnego oryginału. Całe szczęście, że transmisję ktoś nagrał i dzięki temu dostępne jest niezłej jakości uwiecznienie tej wersji w audio.

                                  


4. Stranger By The Minute

Stranger By The Minute przechodził dwie fazy obecności w repertuarze koncertowym Porcupine Tree. Najbardziej popularne wykonania pochodzą z dwóch koncertów specjalnych w 2010 roku, kiedy zespół zaprezentował pół-akustyczną, ale pełnozespołową wersję. To jednak nie był debiut tego kawałka. Kilka razy w 1999 roku, Steven Wilson zdecydował się zagrać ten utwór akustycznie (sam z gitarą) podczas koncertów PT. Tak się złożyło, że Stranger By The Minute wyszło akurat na singlu i, co Stefan podkreślał, było to dosyć dziwne z ich strony żeby nie grać kawałka wybranego do promocji. Zespół miał ewidentnie problem z ogarnięciem dobrej koncertowej aranżacji (podobnie jak w przypadku Stars Die) więc Wilson musiał zagrać sam. I zagrał. Przynajmniej na czterech koncertach w 1999 roku i te wykonania są uwiecznione na bootlegach (niezłej jakości). Co ciekawsze, na pewno istnieje oficjalne nagranie takiej wersji ponieważ jeden z koncertów, na których SBTM się pojawiło został na 100% zarejestrowany. Koncertowa wersja Tinto Brass z singla Pure Narcotic pochodzi właśnie z tego występu (z Southampton, 24.04.1999). Może kiedyś się doczekamy wydania całości.

                                  


3. Every Home Is Wired

Jedyny piosenkowy utwór z Signify, z którym Porcupine Tree tak się ociągali i ostatecznie nigdy w pełni nie zagrali. Pomijając fakt, że druga część wersji studyjnej, to dolepiona improwizacja z kosmosu, nawet akustyczne wykonania okazały się rzadkością. Tak naprawdę mówimy tutaj o dwóch koncertowych prezentacjach na dwóch (z trzech) koncertach w Rzymie w marcu 1997 kiedy zespół nagrywał materiał na Coma Divine. Muzycznie trudno tutaj o obfity opis, SW gra to sam na gitarze akustycznej, a Chris Maitland robi chórki. I tyle. Całe dwa wykonania w historii koncertów Porcupine Tree. Ja posiadam jedno z koncertu z 26-tego marca i jest ono przycięte, a jego brzmienie łagodnie mówiąc nie zachwyca. Oprócz tego jest nagranie z próby przed koncertem i o dziwo jest doskonałej jakości (ale nie mogę tego policzyć jako publiczne wykonanie koncertowe).

                                  


2. Cryogenics

Długo się zastanawiałem nad obsadzeniem dwóch pierwszych miejsc, ale ostatecznie Cryogenics wylądowało na drugi miejscu, głównie ze względu na to, że wykonań było więcej niż Voyage 34 (Phase II), a dostępność i kompletność nagrań jest zadziwiająco duża. O kompozycji tej pisałem już bardzo dużo w cz.3 tekstu o Signify Tour i w tekście o The Sky Moves Sideways Tour, ale w skrócie – jest to nieco bardziej uporządkowana wersja improwizacji Mesmer III z Metanoi, zawierająca pewne nowe elementy. Istnieją dwie formy Cryogenics. Pierwsza, tak zwana długa, została zaprezentowana raz w 1995 roku w Northampton 11.10.1995 roku.

                                  

Zawierała nawet bardzo krótki, instrumentalny cytat z utworu Wake As Gun. Całość trwała ok. 5 minut. Druga wersja – krótka – została przygotowana z myślą o koncertach we Włoszech w pierwszej połowie 1997 roku i miała uświetnić koncerty rejestrowane na potrzeby wydania Coma Divine (dla którego Cryogenics miało być ekskluziwem). Porcupine Tree wykonali kawałek na wszystkich włoskich koncertach. Usunięto wstawkę z Wake As Gun i kilka innych elementów, a całość przechodziła niemal płynnie w Dark Matter. Ostatecznie SW uznał, że średnio im to wyszło i na Coma Divine nic się nie pojawiło. Co takiego jest w tym utworze, że znalazł się tak wysoko na liście? A to, że jest to jedyny przypadek kiedy Porcupine Tree wykonywali na koncertach utwór, który nigdy nie doczekał się wersji studyjnej (powiedzmy, że nie liczymy Mesmer III bo to mimo wszystko daleki krewny). Wbrew temu co uważa Stefan, Cryogenics to nie było takie barachło, zwłaszcza w pełnej wersji z 1995 roku. I może nie był to też najlepszy utwór napisany w tamtym czasie, ale z pewnością wart jest poznania. Na szczęście wykonanie z 1995 roku oraz większość (o ile nie wszystkie) z 1997 zostały zarejestrowane i są (mniej lub bardziej) dostępne w internecie. Wprawdzie jakość nie zrywa papy z dachu, ale podobnie jak w przypadku koncertu z Union Chapel, nie ma co się pastwić bo mogło nie być nic.

                                  


1. Voyage 34 (Phase II)

Król królów, mój oficjalny nr 1 jeśli chodzi o koncertowe rarytasy Porcupine Tree. I to w pełni zasłużony tytuł. Samo to, że przez lata uznawałem jego istnienie za żart, już o czymś mówi. Pierwsza faza Voyage 34 była stałym punktem programu w latach 1993 – 2001, ale druga pojawiła się w secie tylko trzy razy w ogóle. Długo nie byłem w stanie zweryfikować tego, czy tak rzeczywiście było, czy to się w ogóle wydarzyło. Niby była wzmianka na oficjalnej stronie PT, ale można tam znaleźć wiele błędów, literówek, a nawet dwa różne koncerty z taką samą datą. Brałem to „źródło” z pewną dozą rezerwy, ale jednak brałem. Kwestia rozwiązała się parę lat temu kiedy wpadły mi w ręce odpowiednie bootlegi (oraz informacje).
Voyage 34 (Phase II) miało swój debiut na koncercie, który zdobyłby prawdopodobnie pierwsze miejsce w kategorii „najbardziej enigmatyczny koncert Porcupine Tree” (możliwe, że taka lista powstanie). Występ ten odbył się w klubie Tic-Toc w Coventry, 11-tego grudnia 1993 roku. Był to jedyny koncert, który PT zagrali w niepełnym składzie (i jedyny koncert zagrany jako trio). Zabrakło Richarda Barbieri, który tego dnia był „niedostępny”. Trudno mi sobie wyobrazić jak to wyglądało (a raczej brzmiało) i dlaczego akurat ten dzień wybrali sobie na premierę drugiej fazy V34? Niestety na takie pytania trudno odpowiedzieć jeżeli brakuje nie tylko materiału audio/video, ale zwykłej relacji fana z tamtego dnia. Jedynie sucha informacja na stronie PT o nieobecności Ryśka, świadczy o tym, że był to koncert inny niż wszystkie. Bootlegu nie tylko nie posiadam, nie słyszałem/czytałem nigdy o istnieniu takowego. SW na pewno ma nagranie z konsolety w swoim zbiorze, ale czy z punktu widzenia zespołu jest to koncert, którego rejestracja powinna opuścić archiwum? Wątpię.
Na ponowne odegranie fazy drugiej nie trzeba było długo czekać, natomiast trzeba było być Holendrem, który akurat 7-mego stycznia 1994 r. zdecydował się być w klubie De Pul w mieście Uden.

                                  


Porcupine Tree odegrali wtedy obie fazy Voyage 34 obok siebie i istnieje z tego wydarzenia bootleg. Niestety słabej jakości, a co najważniejsze, urywa się po kilku minutach od wejścia drugiej fazy. Prawdopodobnie nagrywającemu skończyła się kaseta. Wiemy jednak mniej więcej jak zespół ogarniał wtedy temat tej kompozycji na żywo, a przede wszystkim to, że naprawdę to grali.
Ostatni raz jak dotąd miał miejsce podczas jednego ze słynnych koncertów w Rzymie, kiedy nagrywano Coma Divine. 26-tego marca 1997 roku, w klubie Frontiera, publiczność usłyszała fazę II na zakończenie drugiego z trzech występów, które się w tym czasie odbyły. Nagranie z publiczności istnieje, ale jest jeszcze gorszej jakości niż to z 1994 roku i urywa się jeszcze szybciej (ale cały bootleg jest mocno poszatkowany).


                                  


Tym samym wygląda to jak badanie archeologiczne. Dostajemy jakieś strzępy informacji, pewne namacalne (w tym wypadku słyszalne) dowody na istnienie tego i owego, ale reszty musimy domyślać się z kontekstu, bądź z kosmosu.

Warto jednak pamiętać, że te koncerty były profesjonalnie nagrywane (nie tylko na pamiątkę, jak większość pozostałych) i takie wielościeżkowe nagranie Voyage 34 (Phase II) istnieje i czeka na wydanie. Już wtedy, w 1997 roku, Steven Wilson zasugerował, że kiedyś mogą to wydać. Podejrzewam, że w końcu się tego doczekamy, w ten lub inny sposób.

To by było na tyle jeśli chodzi o top10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree. Mam nadzieję, że pewnym osobom nie odebrałem przyjemności odkrywania tych skarbów samemu, ale podejrzewam, że większość z Was z ulgą przyjęła do wiadomości, że nie będzie musiała przeszukiwać całego internetu w poszukiwaniu materiału audio. Zebranie tych utworów zajęło mi całe lata, ale dzięki temu mogę teraz podzielić się tym wszystkim z innymi. Do następnego tekstu!

czwartek, 11 czerwca 2015

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.4: Porcospino Albero

Poza koncertami w Rzymie, PT mieli jeszcze zaklepane dwa występy: w Bolonii (28 marca) i w Mediolanie (29 marca). W dniu tego pierwszego pojawili się jeszcze w programie telewizyjnym Help TV, w którym zagrali na żywo:

01. Waiting (Phase One)
02. Dislocated Day
03. Radioactive Toy
04. Signify
05. The Moon Touches Your Shoulder

oraz udzielili najdziwniejszego wywiadu w karierze. Prowadzący zasypywał ich pytaniami pomiędzy utworami (średnio 10 minuta gadania i utwór), trwało to długo bo najpierw mówił wszystko po włosku, a potem bardzo łamanym angielskim zadawał pytania i próbował rozmawiać. Przez ponad połowę całego programu pod ostrzałem był Richard Barbieri, który został zasypany lawiną pytań o Japan i jego stosunki z byłymi członkami zespołu. Rysiek
wyglądał jakby miał się zapaść pod ziemię kiedy został zmuszony do oglądania starych nagrań wideo Japan (których nie chciał oglądać), a reszta Porcupine Tree stała olana w kącie.

                                                  

                                                  


Plusem był natomiast fakt, że zespół grał na żywo, a nie udawał do podkładów. Pozostałe dwa koncerty we Włoszech miały nieco okrojoną setlistę z Rzymu. Po dwumiesięcznej przerwie zespół pojawił się jeszcze na festiwalu w San Remo (17 maja) grają
c Waiting (Phase One) i Signify. Potem zaliczył mikro występ w Cambridge (7 czerwca, jedyny nie-Włoski koncert w tej połowie roku) i znowu wrócił do Włoch aby 14-tego czerwca w Rzymie zagrać na festiwalu zorganizowanym przez Radio Rock. Setlista tego występu była tak bogata jak w marcu:

01. Up the Downstair
02. Waiting (Phase One)
03. Waiting (Phase Two)
04. The Sky Moves Sideways (Phase One)
05. Sleep of No Dreaming
06. Signify
07. Moonloop
08. Dislocated Day
09. Cryogenics
10. Dark Matter
11. Idiot Prayer
12. The Moon Touches Your Shoulder
13. Always Never
14. Burning Sky
……….
15. Is... Not
16. Radioactive Toy
……….
17. Not Beautiful Anymore

Koncert był o tyle istotny, że Włosi mieli ostatnią okazję aby zobaczyć niektóre utwory na żywo. Dla Cryogenics, Idiot Prayer i Is...Not było to ostateczne (na dzień dzisiejszy) pożegnanie z repertuarem koncertowym. Dark Matter wylądował na ławce rezerwowych na 5 lat, a Burning Sky musiał czekać na kolejny raz 8 lat.
W obu przypadkach był to ostatni raz kiedy te kawałki były grane przez Chrisa Maitlanda.
Po tym występie Porcupine Tree zrobili sobie wakacje, a kolejne koncerty były zaplanowane dopiero od października. Przynajmniej koncerty Porcupine Tree, ponieważ Steven Wilson przyjął zaproszenie Richarda Barbieriego i pojechał na krótką trasę z JBK (Jansen/Barbieri/Karn), która odbyła się w sierpniu i objęła występy w Japonii oraz jeden koncert w Londynie. Oprócz Wilsona, w koncertach wzięli tez udział Theo Travis i Natasha Atlas. Kompilację nagrań z tego objazdu wydano pod tytułem Playing In a Room With People (w 2001 roku), natomiast londyński koncert w Astorii (i kilka japońskich) nagrano profesjonalnie na video. Fragmenty można obejrzeć na YouTubie.

                                                              

piątek, 29 listopada 2013

The band moves sideways (1994 - 1995) cz.2: Signify - road test


Wspominałem już, że Stefan wypełniał sobie wolne chwile między poszczególnymi odnóżami tras komponując nowe utwory i nagrywając dema. Pierwsze wspólne improwizacje w studiu jako czteroosobowy zespół PT miało dopiero zaplanowane, zatem do występu w Amsterdamie (6 lipca) grupa operowała tylko tym, co Wilson przyniósł z domu. Insignificance nie określa zbyt dokładnie, kiedy powstawały te dema (poza ogólnym oklamrowaniem tego procesu na 1995-1996), ale z pewnością Dark Matter i Signify były wśród kompozycji, które narodziły się w pierwszej połowie 1995 roku. Oba te utwory zostały wcielone do wakacyjnej setlisty, przy czym Porcupine Tree wycofali się z prezentowania z tego pierwszego już po jednym razie (do czasu oczywiście). Jak zatem brzmiał ten materiał na ponad rok przed wydaniem albumu Signify:

Signify

Jak wiemy, utwór ten urodził się z zabawy Wilsona krautrockiem i coverowania Hallogallo Neu!. Nie pierwszy i nie ostatni raz Stefan ociera się tu o plagiat, chociaż oczywiście piszę to z przymrużeniem oka. Jestem w stanie wyobrazić sobie reakcję hardcorowych fanów na ten utwór wtedy w 1995. Zapewne podobnie czuli się niektórzy Amerykanie podczas koncertu w Bostonie (22 lipca 2002) kiedy zespół zaczął występ od The Creator Has A Mastertape (a było to ponad miesiąc przed premierą płyty). Interesujący jest też fakt, że na tak wczesnym etapie, Signify nie zawierało jeszcze fragmentu bliźniaczego Signify II, które prawie wylądowało na albumie. Połączenie pojawiło się dopiero na jesieni.
Brzmieniowo wykonanie cały czas trąci hallogallo'wym' demem, zwłaszcza że Barbieri wygrywa w środku znane z dema partie na organach Hammonda (a raczej syntezatorze z hammondowskim brzmieniem). Kiedy kawałek wrócił do setlisty w 1996 roku, znacznie bardziej przypominał już ujęcie albumowe.

Dark Matter

Trudno powiedzieć kiedy Wilson nagrał demo, które znamy jako Dark Origins, ale musiało ono powstać wyjątkowo wcześnie (być może nawet podczas grudniowo-styczniowej przerwy na przełomie 94/95), jako że zaprezentowana w Amsterdamie wersja jest już muzycznie w 100% gotowa (przypominam, że płyta Signify wyszła dopiero we wrześniu 1996). Nieco inaczej było z tekstem. Stefan od razu zaznacza „OK, we're gonna try a new one, actually I don't know the words for this yet” i tak też to w istocie brzmi. Słowa zostały napisane podczas trasy i opowiadały o trasie:

Inside the vehicle the cold is extreme
Smoke in my throat kicks me out of my dream
Pull into a Service just north of Carlisle
Richard and Jasper play chess for a while

Tick on the miles to mark out the time
I try to relax but it's warmer outside
Check into a Lodge turn on the tv
Another known place hide (???)

Walk like a rose in the river flow
I am, I know
I am, I know

(?????) infinit here
The sound is obscure the words around clear
Out of the light and into the shade
performance is over, the memory fades

Przepraszam za braki w niektórych linijkach, ale czasami trudno zrozumieć, co SW tam śpiewa. Na tym etapie utwór nosił tytuł Toursong i doskonale widać w jakim kierunku zmierzał lirycznie. Richard Allen (współzałożyciel Delerium Records) i reszta zespołu próbowali wybić Stefanowi z głowy taką pamiętnikową wyliczankę, ale trochę jeszcze potrwało zanim Wilson spłodził tekst znany z płyty.
Kiedy
Toursong powrócił do setlisty po dłuższej przerwie (Manchester, 13 października 1995), Bosy dokonał już kilku zmian, choć nie można jeszcze mówić o rewolucji:

Inside the vehicle the cold is extreme
Smoke in my throat kicks me out of my dream
Pull into a service just north of Carlisle
Richard and Jasper play chess for a while

I try to relax but it's warmer outside

I stare face down back here for a ride

Check into a Lodge step into a shower
Try to forget what's ahead for an hour

Crushed like a rose in the river flow
I am, I know
I am, I know

Under the lie of the fearless fear
The sound is obscure my words disappear
Out of the light and into the shade
the product is sold the memory fades


Jak widać, zmiany zostały poczynione, ale nadal jest to bardziej
Toursong niż Dark Matter (choć Chris śpiewa chórki więc sam znał już tekst). Tak jak wspominałem, muzycznie utwór już wtedy był zaskakująco kompletny, a Wilson sprytnie maskował fakt, że grał sam de facto dwugitarowy numer (nie pierwszy i nie ostatni raz). Toursong/Dark Matter pojawiało się potem sporadycznie, żeby powrócić dopiero po rocznej odsiadce na ławce rezerwowych, już po wydaniu płyty podczas „Signify Tour”.

Po trzech wakacyjnych występach za granicą (dwukrotnie w Holandii i raz w Belgii), Porcupine Tree stawili się w zaklepanym na 13-tego lipca studiu w Cambridge, żeby poimprowizować jak prawdziwy zespół rockowy. Wyniki wspólnego
jamowania (cztery pierwsze utwory na płycie Metanoia) nie trafiły wprawdzie na Signify, ale za to objawiły się na trasie koncertowej, przynajmniej po części. Zespół zagrał jeszcze pojedynczy koncert festiwalowy na One World Open Air Festival we Froome (UK) po czym zamknął się w studiu aby popracować nad kolejnymi demami Wilsona i zastanowić się, co można by wykorzystać z tego, co urodziło się w Cambridge. Kiedy Porcupine Tree powrócili w październiku na kolejną serię koncertów, mieli ze sobą dwa nowe utwory:

Cryogenics


Święty Graal Jeżodrzewia? Jeżeli jakiś utwór zasługuje na takie miano, to zdecydowanie
Cryogenics. W takiej formie (tak zwanej „długiej”) zagrano go tylko raz na koncercie otwierającym jesienne odnóże TSMS Tour (11 października w Northampton). Utwór objawił się jako hybryda improwizacji Mesmer III, krótkiego riffu gitarowego zaczerpniętego z dema Wilsona Wake As Gun oraz porcji muzyki, która musiała powstać podczas letnich nasiadówek w No Man's Land. W całości instrumentalny twór nie jest czymś, co z miejsca budzi skojarzenia z okresem powstawania Signify i najwyraźniej PT nie byli w stanie pchnąć go w żadne konkretniejsze rejony, ponieważ nie znalazł się ani na płycie, ani w setlistach kolejnych koncertów w 1995 roku. O dziwo, powstał z popiołów półtora roku później aby uświetnić rejestrowane rzymskie koncerty w 1997. Co z tego wyszło, napiszę w odpowiednim czasie.

Waiting


Muszę przyznać, że z
Waiting mam niemały problem, a brak konkretnych informacji co do dem z Insignificance niczego nie ułatwia. Prawdopodobnie 13-tego października w Manchesterze (lub noc wcześniej w Glasgow, brakuje mi informacji) zespół przedstawił kolejny premierowy utwór i było to właśnie Waiting. Jestem w zasadzie przekonany, że demo istniało już wtedy od dłuższego czasu, ale mimo to zespół zdecydował się tutaj na pokraczną aranżację. Wilson zaczyna sam na gitarze, w tle nieśmiało „analoguje” sobie Ryszard. Dopiero po pierwszych trzech linijkach Chris zaczyna wybijać rytm na talerzu, a słynne uderzenia w bębenek wchodzą dopiero po solówce. Jeśli już jesteśmy przy solówce, proces jej formowania nadal trwał. Jest już zdecydowanie bliższa albumowej niż miało to przypadek w demie, ale Wilson nadal stara się improwizować poszukując najciekawszego rozwiązania. Ostatnia rzecz to kompletny brak śladu po fazie nr.2 (której bardzo wczesna i krótka wersja była niejako dolepiona w demie jako koda), oznacza to zatem, że została już odseparowana od piosenkowej części. Tekst był już w pełni ukształtowany.
Z kwestii niemuzycznych warto wspomnieć, że Wilson już wtedy lubił zapowiadać Waiting jako potencjalny singiel.c.d.n.