Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1997. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1997. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2020

Coma:Coda, czyli można zamykać internet.



Mimo, że minęło prawie 20 lat, to nadal wierzę, że to w końcu wyjdzie„ SWL, 2015


Panie i Panowie, mamy to. Na salony wjechał właśnie nowy Swięty Graal Porcupine Tree. Miałem nadzieję, że koncert z Nag’s Head jest tylko wstępem do pełnego otwarcia archiwum zespołu, ale nie sądziłem, że tak szybko zostaniemy obdarowani tak grubym materiałem jak Coma:Coda.

https://porcupinetreeofficial.bandcamp.com/album/coma-coda-rome-1997

Nawet nie wiem od czego tu zacząć, więc najlepiej od oryginalnego tekstu na temat rzymskich koncertów, które popełniłem 5 lat temu.

A teraz o samym wydawnictwie.

Coma:Coda to najpiękniejsze dopełnienie Coma Divine jakie mogliśmy sobie wyobrazić, zestaw który praktycznie wyczerpuje temat nagrań z trzech koncertów we Frontierze. W mały info dołączonym do tego live albumu, PT potwierdzają, że większość tego co wyszło jako Coma Divine, to materiał z trzeciej nocy. Pierwsza, co było już wiadomo wcześniej, nagrała się źle i uratowano jedynie Not Beautifu Anymore. Wszystko co wydano wtedy w latach 90, przeszło srogą przeróbkę w studio (obstawiam, że wiele partii dograno/dośpiewano). To co dostaliśmy wczoraj, to materiał z drugiej nocy, która była pod wieloma względami wyjątkowa. Ktokolwiek kompilował Coma:Coda, starał się nie dublować zbyt wiele z wcześniej wydanych utworów. Tracklista wygląda tak:

01. Intro/Signify (Intro to Bornlivedie)
02. Cryogenics / Dark Matter
03. Idiot Prayer
04. Nine Cats
05. Every Home Is Wired
06. Dislocated Day (końcówka + „drum solo”)
07. Radioactive Toy
08. Voyage 34 (Phase II)


Dostajemy zatem 6 utworów, których na Coma Divine nie było, w tym jedno z trzech w ogóle wykonań Voyage 34 (P II), legendarne Cryogenics, które miało być ozdobą oryginalnej Comy i dwa rzadkie, akustyczne wykonania Nine Cats i Every Home Is Wired (z rewelacyjnymi chórkami Chrisa). Idiot Prayer i Dark Matter z tej trasy, to również skarb. Bornlivedie jest w całości, a nie okrojone i zagadane jak na Coma Divine. Całość opatrzono również absolutnie kozackim wykonaniem Signify, niekompletnym ale czadowym Dislocated Day oraz jednym z najlepszych Radioactive Toy jakie dane mi było słyszeć (na kilkaset bootlegów z tym utworem). Jakość nagrania jest doskonała, chociaż miks momentami dosyć toporny. Słychać, że nikt tu nie polerował jajec, jak przy Coma Divine, to jest proste nagranie z dechy, z bardzo szybkim miksem.

Coma Divine i Coma:Coda razem stanowią ostateczny pokaz tego jakim koncertowym gigantem byli wtedy Porcupine Tree. Nie ma co się na ten temat rozpisywać, tu trzeba słuchać. Zespół sprawił fanom niesłychany prezent tym live albumem, słucha się wyśmienicie, a Voyage 34 P2 zmiata z powierzchni Ziemi.

Miałem do tej pory bootleg z tej nocy we Frontierze, ale jakość i forma nagrania, to synonimy słowa „dramat”. Koncert jest niekompletny, utwory porwane (żeby było śmieszniej, jest pierwsza połowa Dislocated Day), a doznania liche bo i taka jest jakość. Voyage 2 ucina się po 5 minutach.
Tym wspanialej usłyszeć teraz, po tylu latach, najważniejsze fragmenty tego koncertu w takiej jakości.

Zajmijmy się zatem statystykami. Oto set z 26 marca 1997 r. z zaznaczonymi utworami, które zostały wydane. Na czerwono te, które wiemy, że pochodzą z tego koncertu.

01. Bornlivedie
02. Signify
03. Waiting (Phase One)
04. Waiting (Phase Two)
05. The Sky Moves Sideways (Phase One)
06. Sleep of No Dreaming
07. Moonloop
08. Dislocated Day
09. Cryogenics
10. Dark Matter
11. Idiot Prayer
12. The Moon Touches Your Shoulder
13. Up the Downstair
14. Radioactive Toy
……….
15. Nine Cats
16. Every Home Is Wired
17. Voyage 34 (Phase II)

Pozostała część setlisty ma na Coma Divine swoich reprezentantów nagranych noc później. Niejako wyjaśniła się niejasna sytuacja związana z obecnością Stars Die w secie. Podejrzewam, że nie zagrano tego utworu, w innym wypadku znalazłby się na Coma:Coda.

Oto lista utworów zagranych podczas 3 nocy, z zaznaczenie kawałków wydanych oficjalnie:

01. Bornlivedie
02. Signify
03. Waiting (Phase One)
04. Waiting (Phase Two)
05. The Sky Moves Sideways (Phase One)
06. Sleep of No Dreaming
07. Moonloop
08. Dislocated Day
09. Cryogenics
10. Dark Matter
11. Idiot Prayer
12. The Nostalgia Factory
13. Up the Downstair
14. Radioactive Toy
15. Voyage 34 (Phase 1)
16. Voyage 34 (Phase 2)
17. Not Beautiful Anymore
18. The Moon Touches Your Shoulder
19. Always Never

20. Nine Cats
21. Every Home Is Wired
22. Is...Not
23. Burning Sky


Niestety brakującego The Nostalgia Factory nigdy nie dostaniemy, bo prawdopodobnie uszkodzone nagranie z pierwszej nocy nie nadaje się do niczego, a tylko wtedy ten kawałek był grany. Pozostaje pierwsza faza Voyage 34, może kiedyś.

W pozostałym zakresie, mamy komplet repertuaru Porcupine Tree z trylogii rzymskich koncertów i temat oficjalnie można uznać za zamknięty. Nie wiem czy oni mogą to jeszcze przebić, ale jestem gotowy na wszystko, bo zespół się tutaj nie szczypie z archiwum.

sobota, 16 grudnia 2017

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.7: Bootlegi

Przejdźmy zatem do bootlegów. Jeżeli chodzi o wideo, to jest zaskakująco dużo materiału. Pisałem już o trzech dvd z majowej i letniej trasy w 1996. Na YT dostępne jest nagranie z Progscape.

                                                   

Z jesiennego Signify Tour tego roku nie ma niestety nic (a przynajmniej ja nie mam), ale 1997 rok obfituje już w wizualne pamiątki. Po pierwsze, jest nagranie z programu Help TV.

                                                   

Materiał istotny ponieważ jest to jedna z niewielu okazji aby zobaczyć profesjonalną telewizyjną rejestrację PT grających w latach 90-tych. Jest wszystko – zagrane wtedy utwory oraz momentami żenujący wywiad z członkami zespołu (zakłopotanie Ryśka zostało na zawsze uwiecznione na taśmie). Wieczorny koncert Bolonii (28 marca 1997) jest dostępny w formie VCD, niestety niekompletny. Zaczyna się w trakcie Cryogenics (chyba jedyna rejestracja video tego utworu) i od tego momentu sfilmowana jest cała reszta, razem 40 minut oglądania.


                                

Jakość jest znośna jak na amatorskie nagranie, udało się zachować wszystkie kolory co w przypadku transferów z VHS często jest problemem (i będzie bolączką kilku kolejnych bootlegów). Tłumów na tym występie nie było. Nagrywający stał w okolicach trzeciego rzędu, trochę z lewej, i wszystko spokojnie filmował. Wyobrażacie sobie taką sytuację teraz?
Z występu Porcupine Tree na festiwalu w San Remo (17 maja) została rejestracja samego Signify, ale za to profesjonalnie nagrana przez telewizję (wygląda to trochę jak transmisja z Sopotu).

                                                  

Włosi dali radę ponieważ kolejny bootleg video też pochodzi z Włoch i to ze słynnego koncertu w Magazzini Generali (16 października) gdzie po raz pierwszy zagrano Even Less. Koncert nie jest kompletny (jakieś pierwsze 40 minut), nagrywający chodzi sobie po całej sali, stawia sobie kamerę prawie na scenie, jeszcze weselej niż w przypadku Bolonii. Niestety jakość dźwięku potrafi zaboleć, a obrazu jeszcze bardziej ze względu na VHSową jazdę z kolorami. Sama kaseta była chyba wielokrotnie odtwarzana przed digitalizacją (bądź była to po prostu któraś z kolei kopia). Na końcu miła niespodzianka w postaci sfilmowanego spotkania z fanami po koncercie.

                                                  

Występ z dnia następnego (w Torino) również ktoś nagrał, całość jest trochę porwana, ale z grubsza dostajemy prawie cały koncert. Istnieją różne kopie tego bootlegu, mnie na przykład trafiła się praktycznie czarno-biała z zielono-czerwonymi VHSowymi maziajami. Wiem, że gdzieś jest lepsza bo fragment można zobaczyć na YouTubie. Dźwięk średniej jakości, ale nie ma co marudzić. Ostatni koncert Porcupine Tree z tej trasy, który posiadam (i o jakim wiem, że istnieje) pochodzi z 1998 roku, dokładniej z belgijskiego Biebob (16.04.1998 r.). Nagranie wartościowe ponieważ ukazuje nam Stefana po raz pierwszy z nowym image'm (włosy, okulary, nawet ciuchy). Całość filmowana blisko sceny, jakość przyzwoita.


                                                  

Ponownie istnieją przynajmniej dwie kopie z oryginalnego źródła, słabsza i lepsza). I to tyle jeśli chodzi o bootlego video, sporo tego i można się tylko cieszyć. Zaznaczam, że wymienione nagrania, to te, które mam, ale nie słyszałem o innych (co nie znaczy, że ich nie ma, na pewno są).
Jeśli chodzi o nagrania z deski realizatorskiej, to niestety wybór jest bardzo skromny (zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi latami). Coma Divine, mimo że wydawnictwem jest zacnym, to jest jednak zlepkiem i do pewnego stopnia tworem studyjnym. Jedyną alternatywą z Signify Tour nadal pozostaje Bydgoszcz (2.10.1997).


       


Historia nagrania tego występu do dziś pozostaje niejasna. Podobno koncert nagrał lokalny realizator. Legenda głosi, że na własne potrzeby, inna legenda zaś, że to na potrzeby organizatora (Rock-Serwis). Jakiś czas temu na Allegro objawił się autor tego nagrania i sprzedawał bezpośrednią kopię z mastera (jedną z takich kopii posiadam w plikach wav, jakość rzeczywiście jest trochę lepsza). Okazało się, że autor bootlegu nie miał pojęcia, że jego dzieło rozprzestrzeniło się po sieci i jest jednym z powszechniejszych (i najpopularniejszych) bootlegów wśród kolekcjonerów i fanów PT. Life is life, nanananana.
Jeżeli chodzi o sam koncert, to chyba nie muszę wiele pisać, każdy dobrze go zna. Jakość dźwięku jest krystaliczna, doskonale słychać każdy instrument (np. wpadkę Colina w Signify) i wokal, nie ma tu irytującej kompresji czy szumów (charakterystycznych np. dla nagrań transmisji radiowych z tamtych lat). Zespół bawi się doskonale, publiczność też. Otrzymujemy na tym bootlegu pięknej jakości uwiecznienie granego wtedy rzadko Sever.
Jeżeli miałbym się czegoś przyczepić, to tylko tego, że momentami gitara Wilsona jest zbyt cicha i ginie pod klawiszami Ryśka. Ale to drobny mankament i nie przeszkadza mi dać temu bootlegowi 10/10 (i to tylko w kategorii soundboard'ów). Niestety z 1997 r. to jedyne takie nagranie. Możemy jeszcze wziąć pod uwagę audio z występów w Help TV i festiwalu w San Remo (jeden utwór).

                                              

Z 1996 r. mamy do wyboru dwa nagrania "z deski". Po pierwsze, Leeds (12.05.1996 r.). Niemal cały bootleg to soundboard, a kilka utworów z tego koncertu, które z jakiegoś powodu się w ten sposób nie nagrały, dorzucono w wersjach z publiczności. Bardzo dobrze się tego słucha, a do tego mamy okazję usłyszeć w profesjonalnej jakości The Nostalgia Factory. Innym bootlegiem o profesjonalnym brzmieniu jest rip wideo z Londynu (24.05.1996 r.). Jakość jest doskonała, wprawdzie słychać, że zgrywano z VHS, bo dźwięk czasami "buja", ale to drobny szczegół. W zamian otrzymujemy pełny zapis koncertu z takimi rodzynkami, jak The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson. I to tyle jeśli chodzi o nagrania z desek.


                                                

Co zatem mogę polecić z bootlegów nagranych w sposób partyzancki na wszelkiego rodzaju dyktafony? Praktycznie wszystkie koncerty z majowej trasy w 1996 r. Jakościowo brzmią dosyć dobrze, a setlista była wtedy mocno atrakcyjna.
Nowy Jork (27.06.1996 r.) i Baltimore (29.06.1996 r.) nie powalają może jakością, ale warto je posiadać, bo to pierwsze koncerty Porcupine Tree w Stanach. Poza tym, ten pierwszy to podstawa jeśli chcecie usłyszeć słynne "my amp is on fire!".

Z listopadowych występów, na pewno polecam londyńską Astorię (3.11.1996 r.), ale pozostałe bootlegi z tamtej jesieni również są dobre.

1997 r. otwiera tu rzymska Frontiera (26.03.1997 r.), czyli jeden z koncertów zarejestrowanych na "Coma Divine". Amatorski bootleg, to niestety jeden na najgorzej brzmiących bootlegów w historii bootlegów Porcupine Tree, ale trzeba go mieć ze względu na walory historyczne. To nie tylko źródło części utworów, które znamy z "Coma Divine" (i to słychać), ale również jeden z trzech (w ogóle) koncertów, na których zagrano drugą fazę Voyage 34.

      
            


Generalnie, to chwytajcie wszystko z marca 1997 r., co wpadnie Wam w ręce, jakość tych bootlegów jest średnia, ale wykonania miażdżą.
Z tego okresu polecam też audio z konferencji w Mediolanie. Fajna okazja, żeby posłuchać, jak sobie zespół heheszkuje.

Gorąco polecam bootlegu z koncertu w Rzymie (14.06.1997 r.), który ma naprawdę niezłą jakość oraz zawiera kilka ostatnich wykonań niektórych utworów PT (w tym Cryogenics).

Z jesiennej trasy, podobnie jak chyba z całego 1997 r., poleca wszystko jak leci. Zwłaszcza Mediolan (16.10,1997 r.) z pierwszym wykonaniem Even Less oraz Londyn (14.11.1997 r.) ze słynnym gościnnym udziałem Theo Travisa.
W tym czasie (oraz w 1998 r.) zespół robił dziwne miksy z Moonloopem doklejając różne jego części do Ambulance Chasing i Signify, zatem warto mieć te bootlegi.

                                                   

W 1998 roku, Porcupine Tree zagrali garstkę koncertów, wiec nie ma co wybrzydzać zwłaszcza, że większość ma dosyć przyzwoitą jakość.

I to by było na tyle. Jak na okres działalności zespołu sprzed 20 lat, to naprawdę mamy z czego wybierać i to zarówno jeśli mamy ochotę pooglądać, jak i posłuchać.



czwartek, 25 maja 2017

no-man - Dry Cleaning Ray - 20-sta rocznica.



Dokładnie 20 lat temu, w maju, została wydana płyta
Dry Cleaning Ray no-man. Mini-album, singiel, ep, remiks album.. wszystko w jednym. W tę zacną rocznicę postanowiłem przysiąść i zastanowić się czym tak naprawdę jest to wydawnictwo i jak powstało.
Wild Opera, trzeci studyjny album no-man, został wydana w 1996 roku, a poprzedził go singiel Housewives Hooked On Heroin. Były to pierwsze płyty wydane w nowej wytwórni 3rd Stone.

                                               

Wstępnie zaplanowano, że kolejnym singlem będzie My Revenge On Seattle, wypuszczono nawet kasetowe promo kopie tego czym ten singiel miałby być. Zespół zmienił jednak ostatecznie zdanie i postanowił wydać coś zupełnie innego. Niby singiel, ale mocno poszerzony, znacznie bardziej niż żeby go nazwać maxi-singlem. Mini-album zatem!

                                                           

Tak narodziła się idea Dry Cleaning Ray ep, wydawnictwa które zawierało nie tylko utwór z Wild Opera, ale też premierowy materiał zaprezentowany w różnej formie. Dodatkowo, 3rd Stone wypuściło też bardziej tradycyjny singiel Dry Cleaning Ray na 7" winylu. Oprócz wersji edit tytułowego utwory, znalazły się tam też dwie wersji utworów z sesji dla rozgłośni radiowych, odpowiednio Time Travel In Texas i Watching Over Me. Ten drugi zajmuje całą stronę B i należy go odtwarzać w 33 obrotach (stronę A w 45).

                                                

Materiał zawarty na tej niepozornej płycie jaką jest Dry Cleaning Ray powstał w trakcie nagrywania Wild Opera, ale i później. Nie znalazło się niestety miejsce na wszystkie nagrane w 1997 r. utwory takie jak np. Gothgirl Killer, czy Samaritan Snare. Ten drugi, jak powiedział mi sam Tim, wydawał się zbyt podobny do Sinister Jazz i musiał swoje odczekać do czasu premiery Lost Songs kilka lat później.
Ostatecznie mini-album zawiera 9 utworów, znanych, mniej znanych i premierowych.


                                                   

Tytułowy Dry Cleaning Ray zawiera lirycznie tematykę, do której Tim wrócił lata później w utworze Warm Up-Man Forever, a potem na całej płycie Lost In The Ghost Light. Obraz powstał w głowie Bownessa, gdy w drodze do domu mijał pralnię Ray’a i wymyślił dla niego fikcyjną przeszłość gwiazdy rocka, która po latach nie może odnaleźć sukcesów w tym co robiła.
Wersja z tego mini-abumu nie kończy się wyciszeniem, ale poza tym jest to albumowy mix.

Sweetside Siver Night, pokazuje że pretekstów do wydania czegoś takiego jak Dry Cleaning Ray EP było dużo. Utwór nie przypomina niczego, co znalazło się na poprzednich wydawnictwach no-man, a jednocześnie wszystko pasuje tutaj tak jakby grali w ten sposób od zawsze.

W Jack The Sax objawia się Stefan, który kradnie od samego siebie. Główny riff został już wcześniej użyty w kawałku Wake as Gun, który ukazał się na kasecie Insignificance - limitowanym wydawnictwie rozsyłanym do członków fan-clubu. Utwór no-man zmierza jednak w zupełnie inne rejony, mimo że zachowuje ponurą atmosferę „pierwowzoru”. Zaraz po tym kawałku znajduje się mały "hidden" track, ale w rzeczywistości to fragment Death and Dodgson’s Dreamchild z płyty Speak, która została wydana po chichu w 1994 r. na kasecie i dopiero w 1999 r. jako podrasowane, pełnoprawne wydawnictwo na cd.

Z Porcupine Tree (a nawet również z Insignificance) kojarzy mi się też znajdujący się dalej w trakcliście Kighlinger. Ten krótki instrumental, to jak odbite echo takich utworów jak Neutral Rust, czy Colourflow In Mind, które znalazło się na singlu Waiting. Słychać wyraźnie, że wszystkie te kawałki powstawały w tym samym czasie. Ciekawostka - Kighlinger został nagrany i zmiksowany 10-tego sierpnia 1994 między godziną 2, a 2:42 po południu.

Diet Mothers zabiera nas do świata Flowermix, w którym każdy utwór no-man ma swój alternatywny odpowiednik. Tym razem mamy tu Pretty Genius odbite w krzywym zwierciadle.
Efekt jest zaskakująco dobry i mimo że nie ma tu zasadniczo wiele nowego, to tego bardziej psychodelicznego, ponurego spojrzenia na znany już utwór słucha się bardzo dobrze. Na podstawie tej wersji, no-man skonstruowali wersję koncertową, którą grają od 2008 roku.

Urban Disco, to jedyny (oprócz tytułowego) utwór na tym mini albumie, który pojawił się już wcześniej, a dokładnie na singlu Housewives Hooked On Heroin. Wracają znane z okolic debiutu break-beaty, ale połączone z industrialnym klimatem niektórych utworów z Wild Opera (takich jak np. Radiant City). Tekstowo, to wyliczanka dziwnych postaci, być może znajomych Tima. Bowness wrócił do tego typu zabiegów w niektórych piosenkach ze Schoolyard Ghost.

Punished For Being Born to kolejny rodzyn ze świata Flowermix, tym razem autorstwa Muslimgauze, projektu nieżyjącego już Bryna Jonesa (nagrywał również z Bass Communion). O ile Pretty Genius odbiło się w Diet Mothers, o tyle Housewives... lustro rozbiło i z tego bajzlu powstało Punished.... Można kochać, lub nienawidzić. Remiks głównie dla fanów radykalnych przeróbek. Wydaje mi się, że no-man chcieli w ten sposób podkreślić swoje buntownicze nastawienie, którym charakteryzowali się po opuszczeniu szeregów One Little Indian.

Evelyn (Song of Slurs), to kolejny (i ostatni póki co) z serii coverów w wykonaniu no-man. Utwór autorstwa Serge’a Gainsbourga został przepuszczony przez industrialny filtr z niemal gotycką (jak na no-man) atmosferą. Tim śpiewa w refrenie falsetem, co nie zdarza mu się często.

Sicknote to album sam w sobie. Wielkie i majestatyczne, a jednocześnie minimalistyczne zamknięcie dziwnej, ale w tej dziwności doskonałej płyty jaką jest Dry Cleaning Ray. Ten utwór, to klimaty Mixtaped, ale 11 lat wcześniej. Wilson czai się ze złowieszczą gitarą, w tle słychać dzwoneczki. Tim śpiewa o zniewoleniu prze kobietę, nagle wchodzi przesterowana, white-noise’owa gitara. Kwintesencja no-man w tamtym czasie, mimo że takiego kawałka jak Sicknote nie było wcześniej i długo później. Tak to jest z no-man. Mimo wielu twarzy, zawsze zachowuję tę cząstkę, która daje odczuć, że słuchamy ich i tylko ich. Niezależnie od stylu, środków wyrazu czy charakteru muzyki.
Te niecałe 38 minut mija naprawdę bardzo szybko, a niezwykłość dźwięków, które zostały nam w tym czasie zaprezentowane, na długo zostaje w głowie (i w uszach).

Oprócz muzyki i słów, integralną częścią każdego wydawnictwa no-man jest okładka. Autor fotografii, Carl Glover, wspomina, że główny pomysł pochodzi od Tima: Tim mieszkał w suterenie jakieś dwie minuty piechotą od miejsca, w którym mieściła się pralnia, która zainspirowała go do wymyślenie alternatywnej historii Raya i jego chybionych prób zawojowania listami przebojów kiedy był młody.
Jeżeli chodzi o słynną sesję zdjęciową, Carl znalazł swój notatnik z tamtego okresu i dzięki niemu mógł odtworzyć tamte wydarzenia: Spotkałem Tima na stacji kolejowej Sydenham około 5 po południu, pogadaliśmy trochę i zrobiliśmy dziennie zdjęcia (…). Po ustawieniu sprzętu nie zerkałem co chwila w obiektyw, a migawkę uruchamiałem za pomocą urządzenia z poprowadzonym kablem, aby było dyskretniej. Mimo to, kobieta pracująca w pralni, którą fotografowaliśmy, co chwila wychodziła i pytała się co robimy. Udawaliśmy studentów, bo faktycznie na nich wyglądaliśmy, a ją takie wytłumaczenie zadowoliło. (…) Później wpadliśmy do Tima, napiliśmy się herbaty i obejrzeliśmy odcinek programu „Brass Eye”. Po zmroku, wróciliśmy w okolice pralni na 20 minut, aby zrobić jeszcze kilka zdjęć (jedno z nich trafiło na okładkę – przyp. SWL). Po wszystkim, spakowałem sprzęt i złapałem busa do Blackheath skąd piechotą dotarłem do Greenwich. Nie wydarzyło się nic niezwykłego, ale Tim ma fantastyczne poczucie humoru i doskonale nam się rozmawiało.
Wynik tej sesji zdjęciowej przeszedł już do historii no-man.

Jak zatem prezentuje się Dry Cleaning Ray 20 lat po wydaniu? Zaskakująco dobrze. Muzyka nadal brzmi świeżo, remiksy wzbudzają ciekawość, a całość płynie w niezwykle przyjemny i spójny sposób. Znajdziecie na tym mini-albumie kilka najbardziej niezwykłych utworów jakie zostały wydane pod nazwą no-man. Dla każdego fana zespołu, to pozycji obowiązkowa. Wszystkim innym serdecznie polecam sprawdzić.

                                                     

poniedziałek, 27 marca 2017

Gigs from Another Star: Stupid Dream Tour 1999, cz. 1: Demo, Kontrakty, Fejm!


Album Signify był początkiem nowe
j ery dla Porcupine Tree, zaś trasa Signify Tour zakończeniem poprzedniej. Wiele utworów przeszło po niej na koncertową emeryturę, a zespół coraz bardziej stawał się zespołem, a nie solowym projektem Stevena Wilsona. Życie Stupid Dream zaczęło się jednak kompletnie niezespołowo ponieważ Stefan skompletował dema, które nagrał w międzyczasie na potencjalny nowy album, zgrał je na kasetę i zaczął rozsyłać do różnych wytwórni licząc na ciepły odzew. Współpraca z Delerium Records dobiegła do naturalnego końca. Jeżodrzewie rozrosło się do poważnych rozmiarów i zarówno Delerium (jako wydawca) i Richard Allen (jej właściciel oraz dotychczasowy manager zespołu) nie mogli już zagwarantować więcej ekspozycji dla Wilsona i reszty. Wspólnie zdecydowano, że czas aby Porcupine Tree znalazło sobie nowy dom, a wspomniane demo miało mu w tym pomóc. Owa kaseta miała nawet okładkę ze zdjęciem zespołu, wielkim napisem „Demo” oraz podpisem „demo for the next studio album due in 1998”. Stefan zaczął rozsyłać jej kopie jeszcze w 1997 roku.

                                                          

Oficjalne nagrania zespołu w studio rozpoczęły się w 1998 r., jeszcze bez żadnego kontraktu. W zasadzie, to lwia część Stupid Dream została zarejestrowana kiedy Porcupine Tree nie miało jeszcze żadnych realnych perspektyw na wydanie tego albumu. Dopiero w drugiej połowie roku udało się w końcu podpisać umowę. Szczęśliwcem okazała się być niezależna wytwórnia Snapper. Podpisanie kontraktu z PT zbiegło się z uzyskaniem przez Snappera kompletnej niezależności, czyt. odseparowaniu się od firmy matki – Palan. W celu wydania tej i następnych płyt Porcupine Tree, Snapper uformował nowy sub-label Kscope (sic!). Trzeba przyznać, że obie strony miały tutaj szczęście. Porcupine Tree trafiło na wydawcę, któremu zależało, a dzięki zespołowi zarówno Snapper, jak i (czy raczej zwłaszcza) Kscope rozwinęły się w pokaźny sposób. Tak, czy inaczej wszystko zapowiadało się dosyć różowo.
Steven Wilson, po raz pierwszy od czasów debiutu no-man dysponował budżetem, który przewidywał nie tylko wydanie albumu, ale też kilku singli oraz nakręcenie teledysku! Mało tego, Bosy mógł sobie tez pozwolić na zaangażowanie Chrisa Torpe’a, który zaaranżował partie, które potem zagrała prawdziwa orkiestra (East of England Orchestra). Porcupine Tree dostali ponoć na skończenie tego albumu ok. 15.000
£ (na Signify wydano ok. 2.000 £). Tym razem jednak wydawca dawał Wilsonowi zaufanie i dowolność, o których w One Little Indian (pierwszym dużym labelu no-man) mógł tylko pomarzyć. Zbiegło się to też z okresem, w którym Stefan zmęczony tworzeniem w połowie instrumentalnych płyt z długimi utworami, odważył się na pisanie piosenek, coś co chodziło mu po głowie od dawna, ale nie czuł się w tym wystarczająco dobry.
Trudno się dziwić, że Wilsonowi zamarzył się wtedy większy sukces dla Porcupine Tree, nie tylko jemu zresztą. Stupid Dream, album gotowy od prawie roku, wydano w końcu w marcu 1999 roku. Prawie do samego końca płyta nie miała tytułu. Jeszcze w 1997 r., podczas prezentowania trzech nowych kompozycji na koncertach (Ambulance Chasing, This Is No Rehearsal i Even Less), Wilson wskazywał tę pierwszą jako potencjalny utwór tytułowy nadchodzącego albumu, ale z czasem całkowicie wyleciała ona z tracklisty. Przez krótki czas zespół chciał nawet pozostawić nową płytę niezatytułowaną, ale ostatecznie z tego zrezygnowano żeby nie robić zamieszania przy tak istotnym wydawnictwie. Premiera Stupid Dream, tak jak zakładano, odbiła się znacznie szerszym echem w świecie. Sen się spełnił. Na tydzień przed (chodź z innych źródeł wynika, że dopiero w kwietniu) wydano singla Piano Lessons oraz teledysk nakręcony do tego utworu przez Mike’a Beniona, starego przyjaciela Wilsona, którego Stefan poznał pracując w branży telewizyjnej (tworząc podkłady muzyczne, do reklam, które Benion reżyserował). Obaj panowie mieli już wcześniej wspólne plany pracy poza reklamami (np. przy nigdy nie zrealizowanym klipie do Watching Over Me no-man), ale dopiero teraz to się udało. Zaznaczę też, że to właśnie z Benionem, Bosy napisał potem szkic scenariusza do filmu Deadwing, pomysłu który siłą rzeczy nadal leży w szufladzie.

                                              

Sam klip był parodią zmagań młodych zespołów z wielkimi muzycznymi korporacjami, coś z czego wtedy Porcupine Tree szydzili, ale z czym Stefan miał bezpośrednio do czynienia w przypadku One Little Indian i do czego miał niejako wrócić podpisując umowę w 2001 r. (ale do tego dojdziemy).
Zarówno singiel jak i klip nie podbiły list przebojów, ale wyniki PT był zdecydowanie bardziej imponujące niż przy okazji poprzednich albumów. Wsparcie Snappera oznaczało jeszcze jedną rzecz. Możliwość pojechania w trasę koncertową z prawdziwego zdarzenia.
Oczywiście, jeśli spojrzeć na listę występów zagranych podczas Signify Tour, to też jest tego całkiem sporo, ale jeśli baczniej się przyjrzeć, to widać, że bardzo dużo z tych koncertów, to były festiwale lub supportowanie innych grup. Do tego Porcupine Tree wielokrotnie grało dla kilkudziesięciu osób. Tym razem trasa miała być odpowiednio wypromowana. Inną bardzo istotną różnicą było to, że w ramach Stupid Dream Tour Jeżodrzewie miało polecieć do USA. Wcześniej zespół był w Ameryce tylko raz, w czerwcu 1996 r. i zagrał dwa koncerty – w Nowym Jorku (na mini festiwalu zorganizowanym przez ich ówczesnego amerykańskiego wydawcę C&S, to wtedy Stefanowi spalił się wzmacniacz w trakcie Moonloopa) oraz w Baltimore (na festiwalu Progscape). To były małe występy, na które Porcupine Tree wcisnęli się fuksem. Teraz miało być inaczej. Zaplanowano aż 8 koncertów w Stanach i tylko jeden z nich miał być występem festiwalowym. Klamrą dla amerykańskiej wycieczki były dwa duże odnóża europejskie. W kolejnym tekście przyjrzymy się właściwej trasie.

poniedziałek, 7 marca 2016

Stupid Dream Demos, cz.2 : Piano Lessons


                                    

Piano Lessons, pierwszy singiel promujący Stupid Dream, należy do grona tych utworów z płyty, które powstały w pierwszym rzucie (a przynajmniej pierwszym poważnym). Jedyne dostępne demo znalazło się na kasecie 'Demo - Demos for the next studio album due in 1998, a jakiś czas później na bootlegu Ambulance Chasers.
Jak wszystkie wersje z tej kasety, Piano Lessons zostało nagrane przez samego Stevena Wilsona dorzucającego kolejne instrumenty do automatu perkusyjnego. Niektóre z tamtych demówek były już bardzo bliskie końcowym wersjom, ale w przypadku tej piosenki jest tego trochę więcej.
Podobnie jak This Is No Rehearsal, wczesna wersja Piano Lessons jest dłuższa o dobre 20 sekund. Ponownie istnieją spore przesłanki, że utwór został ciachnięty ze względu na kosmiczną długość albumu. Utwór wcale nie wydaje się być płynniejszy, ani zgrabniejszy ze względu na jego skrócenie, a urwane fragmenty
nie krzyczą całym sobą „jesteśmy tu bez sensu i zawalamy miejsce!”. Do tych fragmentów dojdziemy.

                                   

Pierwsze co uderza w demie Piano Lessons (poza drętwym, topornym automatem) to kompletnie zmieniony tekst.
W pierwszej wersji wyglądało to mniej więcej tak:

Check out the chains of silence,
Speeding like out of sphere,
Cracking all clouds above me,
Whenever you are here,

Trombone to
icy gardens,
Look lost in paper glow,
Cycling beyond the tundra,
Two swallows cut below.


Tyle udało mi się spisać, a i tak nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem, bo Stefan był chyba na totalnym kwasie kiedy to pisał. Nawet z kontekstu nie idzie dojść do tego, jak to powinno wyglądać. Później pojawiają się jeszcze wzmianki o tytułowych „piano lessons” i o Christine Keeler, ale w kompletnie innym znaczeniu. Ostatecznie z tego całego psychodelicznego pierdolnika zachował się nietknięty mostek i kompletny refren. Stefan wspominał, że wstępnie Piano Lessons był utworem z cyklu, do którego należą między innymi Linton Samuel Dawson czy Man of Wood. Nie będę się kłócił..

Jeśli chodzi o instrumentarium, to z pewnością w ostatecznej wersji uchowało się słynne pianino. Wilson sam przyznał, że próbował odtworzyć charakterystyczne brzmienie w studiu, ale bez sukcesów.
Oprócz tego większość gitar (głównie rytmiczna i slide) pozostała nietknięta, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. W trakcie pseudo solo w połowie utworu, Wilson dołożył w tle dodatkową partię gitary. Drobny, ale zauważalny dodatek. Syntezatorowe skrzypce zostały oczywiście zastąpione partiami granymi przez prawdziwą orkiestrę. Poza perkusją zagraną przez Chrisa i basie zdublowanym przez Colina, nie słyszę większej ilości różnic. Być może siedzą głębiej w miksie, o ile siedzą.

Co zatem zostało wycięte względem albumowego Piano Lessons?
W ostatecznej wersji Wilson zdecydował się wyciąć mostek przed drugim refrenem.
W demie, jest nadal nietknięty. Kolejny wycięty fragment znajduje się po pseudo solo w połowie utworu. Demo ciągnie się w tym miejscu trochę dłużej, wchodzą ostrzejsze gitary. Poza tym, wczesna wersja nie przechodzi płynnie w krótki utwór Stupid Dream, którego na żadnym zestawie dem nie ma.

Jak więc można podsumować przemianę jaką przeszło Piano Lessons od domowego dema (przerażająco kompletnego) do wersji, którą znamy na pamięć?
Stefan uciął około 20 sekund utworu, ale dołożył to i owo w warstwie instrumentalnej oraz napisał
nowe zwrotki tekstu niemal od zera (chociaż pewne wspólne mianowniki pozostały). Różnic jest wystarczająco dużo by uczynić z dema Piano Lessons ciekawy dodatek do dyskografii, coś do czego można wracać (choćby z uwagi na zmieniony tekst).

Ps.: koniecznie obejrzyjcie zamieszczony powyżej teledysk do PL (jeśli jeszcze go nie znacie). Jeden z niewielu (o ile nie jedyny) "konwencjonalnych" teledysków Porcupine Tree (sorry, Lasse), w których możemy zobaczyć członków zespołu.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Stupid Dream Demos, cz.1 : This Is No Rehearsal


                                        


Trudno powiedzieć kiedy dokładnie powstało demo This Is No Rehearsal. Utwór nie pojawił się na pierwszym zestawie znanym z bootlegu Ambulance Chasing
(a na oryginalnej kasecie jako 'Demo - Demos for the next studio album due in 1998) więc można założyć (choć wbrew pozorom to wcale nie takie oczywiste), że jeszcze wtedy nie istniał, a przynajmniej nie w kompletnej formie. Jeżeli uznać, że demo autorstwa samego Wilsona zostało nagrane wiosną lub w wakacje 1997 roku (tylko wtedy Stefan mógł mieć na to czas), to This Is No Rehearsal musiało już zostać napoczęte, a na pewno stało się to niewiele później ponieważ pod koniec października kawałek miał swoją premierę na koncertach. Kompozycyjnie był już gotowy, ze skończonym tekstem, a nawet z odtwarzaną z sekwensera gitarą akustyczną, która została nagrana w studiu. Jedyna dostępna wersja demo, mocno pokrywa się z wersją koncertową graną pod koniec 1997 r. i w połowie 1998 r. Obie różnią się od tej, którą znacie z albumu.


                                    

Demo This Is No Rehearsal jest dłuższe. Nie ma jakiegoś zaskakującego, nowego segmentu, ale tu i tam pewne fragmenty są rozwinięte. Wczesna wersja (podobnie jak koncertowa) zawierała między innymi dłuższe intro z szybką sekcją z przesterowaną gitarą. Finałowy mix jest krótszy o jakieś 23 sekundy. Nie wydaje się to dużo, dlaczego zatem dokonano cięć? Trudno powiedzieć, ale Stupid Dream było wynikiem bardzo płodnych sesji i kiedy przyszło do zamykania płyty, niektóre utwory trzeba było upychać kolanem, bo album był za długi. Pomijając kompletnie odłożone utwory, cała druga połowa Even Less została wycięta, a niektóre inne miały to i owo skrócone. W This Is No Rehearsal jest to ewidentne.
Oprócz tego, demo zawiera zupełnie inne solo. Na koncertach rozpoczynał je Rysiek na syntezatorze, a potem zmieniał go Stefan grając coś co niebezpiecznie zbliżało się do stylu Johna Wesleya. W demie mamy coś pomiędzy tym, a albumowym solem.
Jak już mówimy o Barbierim, to nie zdążył on jeszcze dołożyć swojego „świdrującego” brzmienia, które pojawia się w tym kawałku na albumie. Słychać natomiast organy Hammonda, na których (jak wynika z listy płac) grał właśnie Richard. Sekcja rytmiczna jest oczywiście obecna. Pozostałe elementy pozostały raczej niezmienione poczynając od tekstu, samego wokalu, basu, perkusji, a na mellotronie kończąc. Mamy tu zatem do czynienia z zaawansowanym 'work in progress'. „Długą” wersję grano na koncertach do maja 1998 r., zatem cięcia mogły zostać dokonane później. Z drugiej strony, This Is No Rehearsal nie wrócił już nigdy do repertuaru koncertowego więc trudno powiedzieć jak to faktycznie z nim było.

Z ciekawostek mogę dodać, że This Is No Rehearsal, był pierwszym koncertowym kawałkiem, który zawierał drugą gitarę z sekwensera. Do tego momentu, Stefan opierał się jak tylko mógł, nawet będąc zmuszonym do srogich zmian aranżacji niektórych kawałków (np. The Moon Touches Your Shoulder).

piątek, 26 lutego 2016

Stupid Dream Demos




Stupid Dream to płyta, która powstawała długo, ale krótko, w bólach, ale nie do końca. Materiał wypłynął w najbardziej płodnym okresie Wilsona (i mam na myśli płodność idąca nie tylko w ilość, ale i w jakość) i tym samym starczyło go na przynajmniej dwie płyty. Lepiej. Zanim album został wydany, większość utworów na Lightbulb Sun była już gotowa, zatem trzy płyty. Trzy płyty doskonałe. Ale skupimy się głównie na tej pierwszej. Stupid Dream. Stupid Dream.

W dzisiejszych czasach normą jest, że dema są szeroko dostępne i to w oficjalnym obiegu. Dołączane są do wydań deluxe (Wilson, King Crimson, Pink Floyd..), tworzą całe boxy (XTC), a często udostępniane są na sztuki poprzez takie strony jak Soundcloud, Bandcamp, itd.
Kiedyś było inaczej. Raz na jakiś czas jakiś zespół rzucił demem, ale większość wypływała ze studia w nielegalny sposób. Steven Wilson z początku dzielił się demami (np.: na Insignificance), ale potem zaczął się powoli z tego wycofywać.
I wtedy zwieracze puściły. O takich rzeczach jak znienawidzone przez Stefana, ale szalenie popularne Out Absentia będę pisał innym razem. Teraz czas Ambulance Chasers i jego bliźniaka pt.: Stupid Dream Demos (lub Stupid Demos).
Tak, z okresu nagrywania Stupid Dream wypłynęły dwa kompletne zestawy dem. Bardzo dużo dobrego.
Planowałem napisać o tym cały duży tekst, ale to by nie miało sensu. Byłby za duży i czekalibyście na niego do kwietnia. Pomyślałem, że każdemu utworowi poświęcę osobny wpis, opiszę jego przemiany w zależności od tego ile dem nagrano i czym one się różnią w stosunku do ostatecznych wersji z płyty.
Spędziłem ostatnie tygodnie na słuchaniu tego wszystkiego i badaniu każdego dźwięku. Czasami różnice są ledwo słyszalne, czasem bardziej. O każdym drobiazgu napiszę. Zanim zacznę, chcę przybliżyć Wam trochę materiał źródłowy (który pewnie wielu z Was zna).

                                                

Pierwszy zestaw dem znany jest pod tytułem Ambulance Chasers. Jest to komplet nagrań, które Steven Wilson przygotował głównie sam (przed sesjami z zespołem) i rozsyłał na kasetach, aby zwabić potencjalnych wydawców. Musiał to zrobić w pierwszej połowie 1997 roku (gdzieś pomiędzy mini-trasami we Włoszech).
Jest to niemal solowy album Stefana. Utwory zawierają automat perkusyjny i instrumenty nagrane tylko przez Wilsona (z wyjątkiem partii Theo Travisa).

01. Even Less (pełna wersja)
02. Piano Lessons
03. Baby Dream In a Cellophane
04. I Fail
05. Slave Called Shiver
06. Don't Hate Me
07. Disappear
08. Ambulance Chasers
09. Tin To Brass
10. Stop Swimming



Drugi zestaw dem, to już konkretniejsze przymiarki nagrane z udziałem zespołu. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie tych nagrań dokonano, ale obstawiam końcówkę 1997 i pierwszą połowę 1998 r. (może nawet później).

                                                  
                                                     

Jako, że były spore problemy ze znalezieniem wydawcy (poprzedni – Delerium – odpuścił nie mając wystarczających środków na promowanie zespołu w odpowiednim stopniu), Porcupine Tree mieli aż nadmiar czasu żeby dopieszczać istniejące utwory (oraz dopisywać nowe). Nie każdy kawałek na tym demi brzmi tak jak na albumie. Niektóre nie różnią się wiele, ale są takie, które zaskoczą Was dosyć mocno.
O każdym elemencie, który wyłapałem, napiszę.

01. Even Less (I)
02. Pure Narcotic
03. Slave Called Shiver
04. Don't Hate Me
05. This Is No Rehearsal
06. Baby Dream In a Cellophane
07. Stranger By The Minute
08. A Smart Kid
09. Stop Swimming
10. Ambulance Chasing
11. Even Less (II)


Jak widać próbowano różnej konfiguracji tracklisty. Druga część Even Less przez długi czas plątała się w zestawieniu (czy to razem z pierwszą, czy osobno), podobnie jak pewne utwory, z których zrezygnowano i umieszczono potem gdzieś indziej (Ambulance Chasing, Disappear) lub całkowicie porzucono (I Fail). Istnieje jeszcze kompilacja zbierająca po trochu z obu zestawów, nazywa się Stupid Dream Demos 1998/1999 (choć powinno być 1997/1998).

                                                 

Postanowiłem przetasować trochę kolejność opisywania utworów aby zostawić trochę niespodzianek. Po weekendzie pojawi się wpis na temat pierwszego z nich. Do tego czasu polecam spędzić trochę czasu ze Stupid Dream!
                                                     


czwartek, 18 czerwca 2015

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.5: Polska i jesienne koncerty w 1997


Włoscy fani mieli naprawdę dobry rok ponieważ zespół wystąpił
u nich jeszcze 3 razy w drugiej połowie roku i były to koncerty wyjątkowe. Zanim Steven, Colin, Richard i Chris powrócili do kraju pizzy, zagrali trzy istotne dla nas koncerty. Pierwsze koncerty w Polsce. Miałem wtedy 11 lat i nie znałem Porków więc oczywiście mnie wtedy na nich nie było, ale po pobycie zespołu w naszym kraju została wspaniała pamiątka.
Porcupine Tree zagrali w Krakowie (1 października w Filharmonii Państowej), Bydgoszczy (2 października w Failharmonii Pomorskiej) i Lublinie (3 października w Akademickim Centrum Kultury „Chatka Żaka”). Zaprezentowana wtedy setlista (na każdym koncercie taka sama) wyglądała tak:

01. The Sky Moves Sideways (Phase One)

02. Signify

03. Waiting (Phase One)

04. Waiting (Phase Two)

05. Sleep of No Dreaming

06. Up the Downstair

07. The Moon Touches Your Shoulder

08. Always Never

09. Dislocated Day

10. Moonloop

11. Sever

12. Radioactive Toy

……….

13. Voyage 34 (Phase I)

14. Not Beautiful Anymore

Jak widać była to trochę okrojona wersja setu z marcowej trasy po Włoszech, z wyjątkiem Sever, które nieoczekiwanie powróciło po 17 miesiącach przerwy (i raptem 3 wykonaniach wcześniej). Między polakami, a Porcupine Tree od razu zaiskrzyło i przez najbliższe lata, obok Włoch i Holandii, nasz kraj mógł się poszczycić najwierniejszą armia fanów jaką zespół mógł się wtedy pochwalić. Uczucie było odwzajemnione i od tego momentu Porcupine Tree (oraz każdy zespół związany ze Steven Wilsonem) nie ominęło Polski już na żadnej trasie.

         

Wspomnianą pamiątką z pierwszej wizyty Porków jest niesamowitej jakości legendarny bootleg z Bydgoszczy, o którym napiszę jak zwykle w ostatniej części tekstu. Po koncertach u nas, zespół zrobił sobie tydzień hakiem przerwy chociaż nie do końca. Ćwiczyli prawdopodobnie nowy długi utwór, który miał zostać zaprezentowany na zbliżających się koncertach (szkoda, że my się nie załapaliśmy). Oczywiście pierwszymi fanami, którzy mieli okazję go zobaczyć/posłuchać byli rozpuszczeni w tym roku do granic możliwości Włosi. Pierwszy z trzech koncertów w Italii odbył się w Mediolanie i pechowo zbiegło się to z koncertem Lynard Skynard (którzy byli wtedy bardzo popularni we Włoszech) przez co frekwencja była bardzo słaba (podobno poniżej 50 osób). Mimo to, ci którzy tam byli wspominają koncert jako wyjątkowy.

01. Even Less

02. Waiting (Phase One)

03. Sleep of No Dreaming

04. Up the Downstair

05. The Moon Touches Your Shoulder

06. Dislocated Day

07. Moonloop

08. Sever

09. Voyage 34 (Phase I)

……….

10.  Radioactive Toy

……….

11. Signify

Fan (i autor słynnego bootlegu pod tytułem Even Less Rehearsals), który był na tym koncercie wspomina:

I entered the venue during the soundcheck and the music the band was playing was totally new and unknown to me. They were jamming instrumentally for a new piece called 'Even Less'. The whole of the soundcheck was spent trying this track. And then the show: 'Even Less' was played for the very first time, in its early, extended version, with different lyrics. A shock.

                                                           

Nawet dziś, na myśl o tym, robi się człowiekowi gorąco.
Wczesne Even Less bardzo przypominało pierwszą wersję demo (którą raczej wszyscy dobrze znają bo została oficjalnie wydana). Utwór był grany w całości (ponad 14 minut), a tekst krążył bliżej tego wczesnego chociaż nie był taki sam. Chris pięknie dogrywał podczas intra na dzwonkach z czego niestety zrezygnował począwszy od 1999 roku (o Gavinie nie wspomnę). Następnego dnia na koncercie w Torino, Porcupine Tree zaszaleli jeszcze bardziej.


                                                        

Signify
powędrowało na górę setu (zaraz za Even Less), a ostatnim bisem było Not Beautiful Anymore. Stefan pomieszał zwrotki w Sleep of No Dreaming. Co jednak ważniejsze, zespół zaprezentował kolejny nowy utwór – Ambulance Chasing. Co Wilson będzie lubił podkreślać podczas tych jesienno/zimowych koncertów, był to potencjalny tytułowy kawałek z nadchodzącej płyty. Jak wiemy, ostatecznie nie był to ani kawałek tytułowy, ani nawet z nowej płyty co tylko dodaje magii tym wczesnym wykonaniom. PT zagrali jeszcze jeden włoski koncert w Pordenone i kilka dni później (21 października) grali już u siebie w Canterbury.
Setlista pozostała niezmieniona, ale nie na długo. Ze względu na brak informacji trudno mi powiedzieć kiedy dokładnie premierę miał kolejny nowy utwór – This Is No Rehearsal. Na koncercie w Bristolu (23 października) kawałek był już grany, ale możliwe, że pojawił się już dzień wcześniej w Oxfordzie. Niestety nie mam potwierdzenia. Utwór wskoczył w miejsce Sever, po czym zniknął na kolejne dwa koncerty (24 października w Cheltenham i 27 października w Cardiff), a Sever wróciło. 28 października w Birmingham kawałki znowu się zamieniły i tym razem już na stałe. Sever nie powróciło do koncertowego repertuaru przez następne 10 lat.

         

Kolejne koncerty odznaczały się raczej niewielkimi zmianami np. powrotem The Sky Moves Sideways (Phase One) oraz Waiting (Phase Two) kosztem Not Beautiful Anymore. Ciekawe rzeczy natomiast zaczęły dziać się z Moonloopem. Prawdopodobnie Włosi (jak zwykle) widzieli/słyszeli pełna wersję po raz ostatni. Począwszy od pojawienia się Ambulance Chasing, zespół grał samą codę Moonloopa jako przedłużenie tego pierwszego utworu.
W ten sposób grano go do koncertu w Edynburgu (5 listopada), a od koncertu w Glasgow (6 listopada) do końca roku zespół grał tylko improwizowaną cześć, a zamiast cody – Signify. Zwiastowało to, że PT powoli nudzili się graniem Moonloopa wykonując go non stop przez ostatnie 3 lata (co jest niczym w porównaniu do Trains, ale mówimy tu o trochę innym Porcupine Tree w trochę innych czasach) i szykowali się do wysiedlenia go z setu.

                                     

                                     


Najciekawszym koncertem jesiennej części trasy był z pewnością wyjątkowy występ w Londynie, który odbył się w słynnym Union Chapel
(14-tego listopada). Porcupine Tree po raz pierwszy w historii powitali na scenie gościa, a był nim Theo Travis, który zagrał na flecie i saksofonie w dwóch utworach – Ambulance Chasing, oraz improwizowanej części Moonloopa. Obecnie Theo jest kojarzony z SW do porzygu, ale wtedy była to postać nowa dla fanów Porcupine Tree. Zmieniło się to kiedy wyszło Stupid Dream zawierające Don't Hate Me z nieziemskimi solówkami w wykonaniu Travisa. Co za czasy! PT zagrali jeszcze dwa koncerty koncerty w Grecji (22-go listopada w Atenach i 23-go listopada w Thessaloniki), w kraju (a nawet tych samych miastach i klubach), w którym ponad rok wcześniej rozpoczęli trasę (z tej okazji dorzucili do setu Not Beautiful Anymore). Tak zakończył się koncertowy rok 1997 dla Porcupine Tree i wydawać się mogło, że to już koniec Signify Tour.  Okazało się jednak, że turnus miał skromne, ale istotne post scriptum.