czwartek, 30 kwietnia 2015

Mysteries of Steven Wilson cz.3 - Terumi




Porcupine Tree ma swoje sekrety. Przez lata ta enigmatyczna otoczka zaczęła powoli zanikać, ale kilka pytań pozostało bez odpowiedzi. Na przykład, co oznacza nazwa Porcupine Tree? Co przedstawiają okładki pierwszych dwóch płyt? Kim jest Terumi?
No, właśnie.
O ile nazwa zespołu może być po prostu przypadkowym kolażem słownym powstałym kiedy Wilson był pod wpływem Lintona Samuela Dawsona, to sprawa z Terumi wydaje się być nieco bardziej zagmatwana.
Pierwsze wzmianki o niej zaczęły się pojawiać od kiedy Wilson zaczął wydawać płyty jako PT. Zaczęło się od dedykacji takich jak
ta z 1991

        

oraz w Up The Downstair (1993)
 

        

i The Sky Moves Sideways (1995)

        

W
e wkładce do Signify nie było już dedykacji, natomiast Terumi pojawiła się osobiście na albumie. Według listy płac, kobiecy głos słyszalny w Bornlivedie należy właśnie do niej. Oczywiście mogła to być mistyfikacja przygotowana przez Stefana, ale zaczęły przybywać kolejne dowody na to, że Terumi rzeczywiście istnieje.
Na Stupid Dream słyszymy jej śmiech na początku Even Less oraz słynny mówiony fragment w Tinto Brass. Wiem, że ta wypowiedź Wilsona jest już słynna jak Trains, ale z kronikarskiego obowiązku przypomnę ją raz jeszcze:

Oh, yes, it's spoken in Japanese! It's my girlfriend who's Japanese and she's got a film book. I tell you it's so difficult to find anything on Tinto Brass in England. He's completely unknown. I mean, I didn't know who he was. I just saw his name by accident on a video cover. So I'm gradually finding out more and more about him. I kept looking for stuff about Tinto Brass on English film-books and film-guides, but I couldn't find anything at all. And then my girlfriend has some japanese film-books and so I asked her to have a look in them to see if she could find Tinto Brass' name. And she did. She found this little biography: where he was born, the films he made. So she said "well, should I translate that for you?" (because I wanted it to be spoken in the track) and I said "No, it's great" - I thought - "I'll have it in Japanese". So she just read it in Japanese. But it's just a list of his films and where he's from… It's nothing interesting.

Nagle, jak gdyby nigdy nic, Wilson wyjawił, że Terumi to:
a) jego dziewczyna,
b) Japonka,
c) naprawdę jest postacią z krwi i kości, a nie tylko głosem.
Przyznam, że albo Wilson kręcił, albo w jego życiu osobistym panował kompletny bajzel. Wiadomo, że
w drugiej połowie lat 90, SW umawiał się z Polką. Pozwolę sobie przytoczyć fragment wywiadu przeprowadzonego przez Radka Hrynkę (z okolic 2005 roku)*, w którym Stefan sam o wszystkim mówi:

Jednym z ważniejszych wydarzeń w moim życiu był moment, kiedy pierwszy
raz przyjechałem do Polski by zagrać z Porcupine Tree. Poznałem wtedy
polską dziewczynę, skończyło się to chodzeniem na randki przez mniej
więcej rok. Spędziłem mnóstwo czasu w Polsce, w jej domu i z jej
rodzina. Mam bardzo mile wspomnienia z Polski związane nie tylko z
moim zawodem. Mam bardzo osobisty stosunek do waszego kraju. Spędziłem
sporo czasu w Krakowie i Lublinie skąd ona pochodziła. Bardzo milo
wspominam tamte czasy i chociaż nie jesteśmy już razem Polska i Polacy
zawsze będą odgrywać dużą rolę w mojej biografii. Nie wiem czy dobrze
odpowiedziałem na twoje pytanie, ale to, że miałem polską dziewczynę
przez długi okres czasu to coś, o czym niewiele osób wie.


Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości o kim śpiewa Wilson w Feel So Low, to powyższy cytat jest chyba ostateczną odpowiedzią. Wiem, że zaczynam się niebezpiecznie zapuszczać w pudelkowe rejony, ale jak już rozpracowujemy sprawę Terumi, to pod każdym kątem. Wychodzi na to, że w 1997 i 1998 roku Stefan umawiał się z tajemniczą Polką z Lublina, a potem dostał kosza. Jednocześnie w tym samym czasie nagrywano Stupid Dream i z tego co SW powiedział w 1999 roku, jego dziewczyną była Terumi, której dedykowany był każdy album między 1991, a 1996 rokiem.
Szczerze? Lepiej się w to nie zagłębiać.
W 2005 roku pojawiły się ostatnie ślady obecności Terumi. We wkładce do płyty Ghost Reveries Opeth można znaleźć podziękowania dla Stevena Wilsona & T. Ponadto, na zakulisowym filmiku z trasy Deadwing (który krąży po internecie) widać kartkę z rezerwacją miejsca na koncercie PT dla rodziców Stefana i wiadomo kogo.

                                           

Czy to koniec tej historii? Kim jest Terumi? No więc… Terumi, to Terumi Kawasaki i oficjalnie pełni „urzędnicze” stanowisko w firmie „Steven Wilson Production Ltd” oraz w „Porcupine Tree Ltd” z miejscówką w Hemel Hempstead. Tak przynajmniej było jeszcze w poprzedniej dekadzie (co można łatwo sprawdzić w google). Rolę „sekretarki” pełniła od 2002 roku, prawdopodobnie podpisanie kontraktu z dużą wytwórnią wymusiło na PT sformalizowanie działalności ludzi znajdujących się w kręgu zespołu.
I to by było na tyle. Nic więcej się raczej nie dowiemy, ale czy chcemy wiedzieć?
Może lepiej nie rozgrzebywać mitu Terumi. Tak czy inaczej, dla tych, którzy przez lata zastanawiali się kim jest ta tajemnicze osoba, powyższy tekst stanowi chyba najbardziej kompletny zbiór informacji zebranych przez lata z różnych źródeł.

Ps.: Okazało się, że się pomyliłem. Czytelniczka Karolina zwróciła mi uwagę, że na solowych płytach Stefana (Od Grace for Drowning do HCE) są podziękowania dla "Terumi & Milly". Trójkąt możemy odrzucić bo Milly to pies, ale jak widać Terumi cały czas unosi się nad wydawnictwami Wilsona. We wkładce do Storm Corrosion widnieje jako "T", ale wiadomo o kogo chodzi. Teraz, to już na prawdę nic nie wiem ;)


* http://porcupinetree.pl/zespol.php?pg=wywiady&wyw=19

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.1: Waiting Tour


Z radością rozpoczynam serię tekstów dotyczących Signify Tour, jednej z najciekawszych tras Porcupine Tree.
Turnus ten wystartował zasadniczo jesienią 1996 (niedługo po premierze albumu), ale wcześniej tego samego roku PT zagrali mikro-trasę związaną z premierą singla Waiting. Nie była to de facto część Signify Tour i swego czasu miałem ją opisać w całkowicie oddzielonym tekście, ale doszedłem do wniosku, że spowoduje to niepotrzebny zamęt. Zwłaszcza, że podczas tej mikro-trasy zespół zaczął grać nowe utwory z
Signify i generalnie była ona bardziej związana z właściwym Signify Tour niż nie związana.
Pierwszą falę koncertów w
maju 1996 nazwałem sobie Waiting Tour chociaż taka nazwa nigdy formalnie nie istniała. Trasa ta była wyjątkowa pod wieloma względami. Zanim jednak owa seria występów się rozpoczęła, Porcupine Tree przyjęli zaproszenie od dwóch zespołów aby pojawić się w roli supportu. Mowa o Gong i Marillion. Z Gong zespół zagrał na 3 koncertach (4, 6 i 12 kwietnia), a z Marillion 28 kwietnia. Prezentowana setlista wyglądała mniej więcej tak:

01. The Sky Moves Sideways (Phase 1)
02. Radioactive Toy
03. Waiting (Phase One)
04. Burning Sky / Voyage 34 (wymiennie)


Na dwóch koncertach PT zaszaleli i zagrali Signify. Była to jednak jedynie rozgrzewka przed tym co szykowali na maj.


         


Waiting
wyszło na singlu 10 maja 1996 w dwóch formatach (cd i na winylu).
Ruszając w mini-turnus, zespół wykorzystał szansę aby a) wypromować pierwszy poważny singiel, b) przetestować niektóre nowe utwory, c) zabawić siebie i fanów wygrzebując stare utwory. Większość kart Porcupine Tree odkryli wraz z początkiem majówki na koncercie w King's Tut's w Glasgow.

01. Idiot Prayer
02. The Sky Moves Sideways (Phase One)
03. Waiting (Phase One)
04. The Nostalgia Factory
05. Moonloop
06. Sever
07. The Moon Touches Your Shoulder
08. Always Never
09. Radioactive Toy
10. Burning Sky

11. Voyage 34

Jak widać zespół zaszalał. Pojawiły się 3 utwory z niewydanej jeszcze płyty (z czego dwa do tej pory nie grane) oraz niespodzianka z debiutanckiej płyty On The Sunday of Life w postaci The Nostalgia Factory. Mam tu mały problem w związku tym utworem ponieważ wg informacji z oficjalnej strony zespołu, grali ten kawałek w 1993 roku. Nie mam jednak żadnego bootlegu, który potwierdziłby taką wersję wydarzeń, a warto wziąć pod uwagę, że oficjalna strona zawiera błędy (bo zawiera). Tak czy inaczej, Porcupine Tree od długiego czasu nie grali z On The Sunday of Life nic poza Radioactive Toy (i dwukrotnie Nine Cats) zatem pojawienie się tak zacnego kawałka jak The Nostalgia Factory wzbudziło spory entuzjazm publiczności (ludzie naprawdę się z tego cieszyli, słychać to na bootlegach). Premierowe rodzyny Idiot Prayer i Sever zabrzmiały dokładnie tak jak na płycie. To nie był jednak koniec niespodzianek. Już na następnym koncercie zespół zaczął mieszać (wymieniając Burning Sky na Up The Downstair i dodając Dislocated Day), ale poważniejsze zmiany nastąpiły dopiero 5 maja w Northampton. Sever wypadło z zestawu (po 3 wykonaniach) i powróciło dopiero ponad rok później na koncertach w Polsce. Jego miejsce zajęło Signify (choć nie na stałe) zaś na ostatni bis zespół odegrał kolejną perłę z debiutanckiej płyty – Linton Samuel Dawson (podobna sytuacja jak z The Nostalgia Factory w kontekście grania tego w 1993 roku). Utwór ten był wykonywany sporadycznie (podobnie jak Signify) i prawie za każdym razem Wilson podkreślał, że grają to dla beki. Nie muszę chyba pisać, że był to ulubieniec publiczności. Setlista krążyła wokół opisanej wyżej listy utworów, koncert zawierał zazwyczaj 10-11 kawałków. Bywały jeszcze niespodzianki takie jak pojedyncze wykonanie Not Beautiful Anymore (w Cambridge, 26 maja). Jednym z najciekawszych koncertów tej mini-trasy był „domowy” występ w Londynie (24-tego maja w The Garage). W publiczności znalazł się Steve Hogarth z Marillion, a PT, ze względu na bardzo entuzjastyczny udział fanów, zagrali nieplanowany bis w postaci Linton Samuel Dawson.

                                                 

Jeżeli zespół wyciągnął jakieś korzyści z tej trasy, to z pewnością sobie na to zasłużył. Zanim oficjalnie wydano Signify (we wrześniu) i rozpoczęto dedykowaną tej płycie trasę, Porcupine Tree zagrali dwa koncerty w USA. Zwracam na to uwagę ponieważ zespół nie pojawił się potem w Ameryce przez następne 3 lata (kiedy rozpoczęli w maju amerykańską część trasy Stupid Dream). Tak jak to bywało w wypadku młodych i mało znanych zespołów z Europy, Porcupine Tree mieli po prostu duże szczęście, że wtedy w 1996 trafiła się taka okazja. Pierwszy z koncertów odbył się w Nowym Jorku (27 czerwca w Don Hill's) w ramach mikro festiwalu zespołów związanych z C&S Records (amerykańskiego wydawcy płyt PT w tamtym czasie). Set był bardzo krótki:

01. The Sky Moves Sideways (Phase 1)
02. Waiting (Phase One)
03. Moonloop
04. Radioactive Toy
05. Voyage 34


a do tego w połowie koncertu miało miejsce ekstremalnie pechowe zdarzenie. Kilka minut po rozpoczęciu Moonloopa, Wilson zdał sobie sprawę z tego, że jego wzmacniacz się pali. Koncert trzeba było na chwile przerwać. Trudno powiedzieć na jak długo, ale smażący się wzmacniacz, to nie pęknięta struna. Kiedy usterkę naprawiono, zespół olał już granie Moonloopa i przeszedł prosto do Radioactive Toy. Trudno powiedzieć czy płonący
sprzęt pożarł większą ilość utworów, ale tego typu wypadek na pierwszym i bardzo ważnym występie Porcupine Tree w mitycznym USA musiał dać zespołowi do myślenia. Jako, że byli już na miejscu, to zagrali jeszcze jeden koncert (trudno powiedzieć czy na zaproszenie czy po prostu tour manager dokonał cudu) na festiwalu Progscape '96 w Sthepan's Hall Theatre w Baltimore (29 maja). Zabawne, że niewiele się zmieniło od tamtej pory, nasz najbardziej eksportowy zespół progresywny Riverside też zaczynał w USA błąkając się po dziwacznych prog-festiwalach. Na Progscape PT pozwolili sobie na więcej:

01. The Sky Moves Sideways (Phase One)
02. Waiting (Phase One)
03. Is...Not
04. Radioactive Toy
05. Moonloop
06. Dislocated Day
07. The Moon Touches Your Shoulder
08. Always Never
09. Burning Sky
......................
10. Signify

                                                


Tym razem koncert przebiegł bez żadnych niemiłych niespodzianek, publiczności się podobało, zespół zagrał bardzo dobrze. Niestety pojawienie się Porcupine Tree w Stanach przeszło bez echa i dopiero przy okazji Stupid Dream udało się tam wrócić (tym razem z serią normalnych, niefestiwalowych występów), ale wtedy zespół wydawał już płyty u innego, bardziej wpływowego wydawcy.
We wrześniu (w okolicach wydania Signify) zespół zagrał jako support przed koncertem Amon Duul II (21-ego września w Londynie) oraz na festiwalu Rotherham Rocks (27-ego września w Rotherham). Podczas tego pierwszego zagrano wariację typowego supportowego setu z kwietnia, natomiast podczas drugiego wykonano jeden z setów majowych. Następne koncerty odbyły się dopiero w październiku, już w ramach Signify Tour, która wystartowała w Grecji! O tym napiszę w kolejnym „odcinku”. Jako, że traktuję Waiting Tour i letnie występy oddzielnie, napisze od razu jakie mamy możliwości w kontekście bootlegów z tego okresu.
Najpierw wideo. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się jak wiele ciekawego materiału może być po latach dostępnym. Z tego okresu mamy 3 koncerty do oglądania, a przynajmniej o tylu wiem. Pierwszy pochodzi z Leeds (12 maja). Koncert nagrany został w całości, ktoś filmował w miarę od frontu (trochę na lewo), czasami robił zoom na poszczególnych członków zespołu. Ogląda się przyjemnie, jakość obrazu i dźwięku jak to w amatorskim nagraniu z lat 90. Kolejny bootleg video (z Londynu, 24 maja 1996) zaś to kompletny pogrom. Dostałem go na dvd, na którym znajdowały się dwa nagrania tego samego koncertu oraz soundcheck. Pierwsze nagranie dosyć statyczne, z daleka, ale ze zbliżeniami co jakiś czas. Co morduje bardziej to jakość dźwięku, który pochodzi prosto z deski mikserskiej. Całość została chyba nagrana przez klub na kasetę vhs (można poznać po „bujającym” dźwięku), a przynajmniej tak to wygląda. Dzięki temu dostajemy niepowtarzalne nagranie rarytasów takich jak The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson. Ten sam koncert został również nagrany przez kogoś kto stał pod samą sceną. Jakość dźwięku jest już znacznie gorsza, ale możemy za to przyjrzeć się zespołowi z bliska. Kompletnym rarytasem jest natomiast godzina nagranej na wideo próby przed koncertem. Porcupine Tree grają w obecności wielkiej drabiny pod sceną. Wypróbowują sekwenser z The Sky Moves Sideways oraz grają parę utworów (między innymi Waiting). Wartość tego materiału jest kolosalna, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że pochodzi z 1996 roku. Ostatni bootleg wideo to rejestracja słynnego występu z Progscape w Baltimore w USA. Koncert nagrany jest w całości, trochę z daleka, ale można liczyć na zbliżenia. Wilson występuje w adidasach, a na sali jest momentami tak ciemno, że nic nie widać. Całość jest na YT, link umieściłem wyżej. To tyle jeśli chodzi o wideo. W przypadku audio, to istnieje rejestracja prawie każdego koncertu jaki został zagrany w 1996 roku. Zaskakujące, że większość z nich jest całkiem niezłej jakości zatem trudno mi wskazać coś konkretnego poza kilkoma rodzynkami. O audio z Londynu (24.05) już wspominałem (jest też wersja nagrana z publiczności), natomiast istnieje jeszcze porażające nagranie audio z Leeds (12.05). Niestety niekompletne. Bootleg, który posiadam ma braki, które ktoś uzupełnił nagraniami z publiczności, tak więc utwory: Idiot Prayer, The Moon Touches Your Shoulder i fragment Always Never mają znacznie gorszą jakość. Na szczęście reszta brzmi rewelacyjnie, lepiej niż Londyn (który jest w mono). Reszta majowych występów to nagrania amatorskie, ale tak jak pisałem, większość ma wyjątkowo dobrą jakość. Z „supportowymi” koncertami z kwietnia jest gorzej, ale to i tak cud, że zostały nagrane. Nawet występ z Nowego Jorku jest dostępny w formie bootlegu audio. Jakość jest słabsza, ale kontekst historyczny (pierwszy koncert w Stanach) podnosi jego wartość. Z resztą warto go mieć dla samego Wilsona mówiącego „I think my amplifier is on fire”. I to by było na tyle. W kolejnym tecie zabiorę się już za właściwą trasę Signify. Przed nami opis trasy z jesieni 1996, słynnych rzymskich występów z początku 1997 roku (dla fanów Coma Divine), pierwszej wizyty Porcupine Tree w Polsce oraz maksymalnie ekscytujących koncertów z końcówki 1997 roku

                                                      

czwartek, 9 kwietnia 2015

Steven Wilson w Łodzi, 8.04.2015

No i po krzyku. Dosłownie. Zaraz za mną stała para obcokrajowców, która nie tylko darła się na cały regulator, ale śpiewała wszystko – teksty, riffy gitarowe, klawiszowe, „perkusję”… śpiewali WSZYSTKO i to w sposób, który zirytowałby nawet głuchego. Jeżeli coś mi się na tym koncercie nie podobało, to tylko to.
Steven Wilson wygląda coraz młodziej. Może to z powodu wysokiego miejsca na listach przebojów, ale wymodelował się na ten koncert do tego stopnia, że dałbym mu maksymalnie 25 lat. Piszczące naokoło mnie dziewczęta pewnie by nie zgadły, że mógłby być ich ojcem. Tak czy inaczej, poza zmianą repertuaru nie zmieniło się wiele. Ten kto był na poprzednich dwóch trasach (a nawet tylko na ostatniej lub tylko na pierwszej) może sobie spokojnie wyobrazić jak to mogło wyglądać tym razem. Jedyną różnicą był wielki ekran, który zamontowano z tyłu. Dzięki temu rzeczywiście coś było widać (kto był w Zabrzu w 2013 prawdopodobnie nie widział nic). Jestem z tych, którzy nie są fanami wizualizacji na koncertach, zdecydowanie bardziej wolę patrzeć na muzyków przy pracy. Doskonały klimat potrafią zrobić dobre światła, pod tym względem absolutne mistrzostwo osiągnęli Riverside (autentycznie najlepsze światła jakie widziałem na koncercie, a widziałem dużo).
Mówiąc to, muszę jednocześnie pochwalić filmy wyświetlane wczoraj w Łodzi.
Raz na jakiś czas na nie zerkałem (szczerze mówiąc nie miałem wyboru) i muszę przyznać, że to co widziałem podobało mi się. Kiedy Lasse Hoile nie próbuje być mroczny, to wyłazi cały jego talent i warsztat.
Powróciła słynna szmata, wprawdzie tylko na bis, ale powróciła. Uważam, że ten zabieg już się trochę zestarzał. SW obiecywał nowości, ale ostatecznie skończyło się tylko na wielkim ekranie. Wprawdzie nie wyobrażam sobie nic więcej (kto był na koncercie Hawkwind, wie, że można na prawdę przegiąć pałę pod tym względem), ale Wilson powinien się raczej skupić na muzyce. A co z muzyką?
HCE to album znacznie bardziej studyjny niż Raven, niektóre utwory odgrywane były nieco chwiejnie (np. tytułowy lub 3 Years Older). O dziwo najbardziej studyjny utwór – Perfect Life – wypadł bardzo przyzwoicie. Piosenki Porcupine Tree wydawały się być odarte z emocji. Rozczarowało mnie nawet Sleep Together, utwór, który bardzo lubię, i którego nie widziałem na koncercie PT. Może to przesyt Wilsonem (widziałem go na scenie 11 razy przez ostatnie 6 lat), a może po prostu agresor wywołany przez wydzierających się obcokrajowców. Podczas The Watchmaker i tytułowego z Ravena, byłem już myślami gdzie indziej. SW pokazał, że nie jest cyborgiem i sporo mówił do publiczności. Darował sobie opowieści w stylu tych o samotnym szwedzie, ale truł za to na temat ludzi filmujących występ telefonami. Prawdę mówiąc mógł to sobie darować. Zgadzam się z jego opinią, ale jeżeli komuś przeszkadza osoba zasłaniająca mu widok, to chyba potrafi sam zwrócić uwagę i nie potrzebuje do tego taty Wilsona. Dwukrotny komunikat ze strony Bosego był trochę wymuszony, to i tak jest walka z wiatrakami. Podobno Bosy był po Krakowie chory, momentami było to widać. Facet był trochę nakręcony, jakby zażył sporą ilość leków, ale też widać było, że się momentami oszczędzał. Może dzięki temu jego teatralna ekspresja była zdecydowanie bardziej stonowana niż dwa lata temu kiedy czołgał się po ziemi. Tak czy inaczej, koncert był bardzo dobry, profesjonalnie odegrany i dla kogoś kto widział SW po raz pierwszy (czy nawet drugi) było to z pewnością duże przeżycie. Dla mnie mniej, ale to o niczym nie świadczy z powodów opisanych wyżej. Bosy jest w formie i jeżeli jakimś cudem uda się go ściągnąć do Polski na jesieni, to na pewno się wybiorę.
Może wtedy zagra Sectarian i Insurgentes, które były na setliście z Krakowa, ale które trzymane są chyba na jakaś specjalną okazję. A czego ona wymaga żeby zaistnieć, to już tylko Stefan wie.


niedziela, 5 kwietnia 2015

Mysteries of Steven Wilson cz.2 - Kiecki Stefana?



Czy leżą w jego szafie do dziś? Wątpię, ale co było, to było i raz na jakiś czas blogi takie jak „Steven Wilson LIVE” przypomną o tym, o czym Wilson chciałby najpewniej zapomnieć.
Lata 80-te, czasy były inne, muzyka była inna, inne były formy artystycznej ekspresji. Ile razy dokładnie Steven Wilson pojawił się na scenie w spódnicy lub sukience, tego nie wiadomo, natomiast udokumentowano taki przypadek na zdjęciu.


Steven Wilson ma tu na sobie coś co przypomina suknię, zdjęcie pochodzi prawdopodobnie z końca lat 80-tych, obstawiam jeden z wczesnych koncertów no-man kiedy Bosy był klawiszowcem.
Występy Stefana w damskich ciuchach były w zasadzie zarezerwowane dla no-man ponieważ inny tego typu przypadek (niestety bez fotografii) miał miejsce w 1992 roku podczas trasy z JBK (Jensen/Barbieri/Karn) w składzie. Tim Bowness potwierdza, że przy kilku okazjach, Wilson pożyczał sukienkę od jego (Tima) ówczesnej dziewczyny Yvonne i zakładał ją na koncerty.
Kiedy Stefan zaczął regularnie występować z Porcupine Tree, zdecydował się na obwisłe ciuchy, ew. dres i adidasy (serio). Potem przechodził fazę czarnych ciuchów (1995, 1997-1998), czarnych ciuchów w rozmiarze drobnej kobiety (2000-2001), oraz swetrów (2002-2003). Od połowy lat 00 ubiera się głównie w wąskie spodnie i t-shirty z losowym wzorem (ostatnio najczęściej z 'no-man').
Do spódnicy już jednak nie wrócił!