Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bootlegi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bootlegi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2020

First live performance 4th Dec 1993 - czy to wilsonowy Graal?



Nie każdy z nas ma w tych ciężkich czasach możliwość pracy w domu, ale dla tych z nas, którzy grzecznie nie opuszczają miejsca zamieszkania, Steven Wilson zrobił prezent (ok, zrobił wszystkim). On, czy ktoś tam z managementu. Wystartował oficjalny profil Porcupine Tree na Bandcamp i już w tej chwili możemy zakupić tam cyfrowe wersje od dawna niedostępnych wydawnictw (XM I i II, Ilosarirock i We Lost The Skyline) oraz nowych/starych rarytasów. Niektóre były już wcześniej dostępne w części lub całości na oficjalnych wydaniach lub bootlegach, a inne nie. Dziś przyjrzę się w końcu, wydanemu po 27 latach pierwszemu koncertowi Porcupine Tree.

O występie tym wspominałem parę lat temu w tym tekście. Już wtedy dostępne było nagranie prawie całego koncertu z wyjątkiem 2 (z hakiem) utworów. Co zatem dostaliśmy teraz?

Na początku trochę historii, ale nie będę powtarzał tego, co już mogliście przeczytać w przywołanym powyżej poście na temat koncertów, które odbyły się między 1993, a 1994 rokiem.

Czego wtedy nie wiedziałem, to to że debiutancki koncert Porcupine Tree, który odbył się w k
lubie Nags Head w High Wycombe był wyprzedany. Tak przynajmniej wynika z zacytowanej przez zespół relacji Petera Clemonsa. To nie był duży lokal, więc jak najbardziej jestem w stanie uwierzyć, że koncert się sprzedał. To ważna informacja.

Istnienie taśmy z nagraniem zawdzięczamy Mike’owi Bearparkowi, który wiele razy trzymał rękę na pulsie (np. rejestrując występ no-man w 1992 roku).
Mike użył poważnego na tamte czasy sprzętu Casio DA-2. Występ został zarejestrowany w całości, ale niestety kaseta nie dała rady (o czym później).

Fragment nagrania pojawił się pierwszy raz na wydanej w kwietniu 1994 r. promo kasecie Spiral Circus. 3 utwory: Radioactive Toy, Up The Downstair i Not Beautiful Anymore pochodzą z Nags Head, przy czym Up The Downstair jedynie w części (7 min 3 sek w porównaniu z 10 min 41 sek wersji wydanej teraz).
Na kolejne nagranie trzeba było czekać kolejne 19 lat, kiedy Steven Wilson w ramach uczczenia 20 rocznicy pierwszego koncertu PT udostępnił na Soundcloudzie Voyage 34. Potem, kilka lat później, Always Never.
I tak składaliśmy sobie ten koncert utwór po utworze, aż w czwartkowy wieczór „wydano” w końcu całość. Ale nie całość. I nie taką samą.

Pierwsze co rzuca się w oczy to brak Fadeaway, który jest wynikiem „problemów z taśmą”. Nie wiem na czym dokładnie ten problem polega więc nie będę się wymądrzał, ale szkoda, że mimo wszystko tego nie dali, nawet uszkodzonego, pociętego, we fragmencie. To było prawdopodobnie jedyne wykonanie Fadeaway do 2000 r. i jedyne w ogóle wersji albumowej z Wilsonem na wokalu. Jak na złość akurat ten nie mógł zostać wykorzystany, a z samego koncertu nie cyrkuluje żaden bootleg. Na pocieszenie mamy The Nostalgia Factory, które po raz pierwszy w historii pojawiło się na oficjalnym koncertowym albumie Porcupine Tree. Wersja live z 1993 r. jest zadziwiająco podobna do tej z 1996 r. z tym wyjątkiem, że w 1996 Stefan wykombinował sposób w jaki to śpiewać dobrze. Na debiutanckim występie PT, Wilson próbuje jak na płycie, ale mu nie idzie, bo tonacja jest dla niego za niska.
Ogólnie Nostalgia brzmi dobrze, ale zdecydowanie częściej będę wracał do wykonania z Leeds 3 lata później. Jeśli chodzi o resztę materiału, to chyba już dobrze go znamy? Otóż nie.

Voyage 34 wrzucony 6 lat temu na Soundcloud nie miał z jakiegoś powodu pełnego intra (z fragmentem „This remarkable sometimes incoherent transcript...”), ale jednocześnie trwa dłużej niż wersja wydana na Bandcamp. Możecie sami sprawdzić, bo tamta wersja cały czas wisi na profilu Bosego.

https://soundcloud.com/steven-wilson/porcupine-tree-voyage-34-nags

Voyage 34 z Soundclouda ma
12:18, a ten z Bandcampa 11:39, mimo że zawiera brakujące 20 sekund intra. Przerwa między utworem, a publicznością na końcu jest taka sama. Jednosekundowego „hello” Stefana (które teraz wycięto), nie będziemy liczyć. Nie wydaje mi się żeby utwór przyspieszono, zatem brakuje około minuty „czegoś”. Miałem to olać, ale nie mogłem, musiałem sprawdzić co tu się odwala. No więc odwala się to

         

Obu wersjom przyciąłem początki żeby zaczynały się w tym samym momencie (czyli w 0:27 wersji Bandcamp). Jak widzicie, Steven wyciął okrągłą minutę muzyki i będzie to dokładnie fragment między 2, a 3 minutą w wersji z Soundclouda.
Nie dzieje się tam zbyt wiele, ale czy warto było to usuwać? Nie starczyłoby miejsca na Bandcampie? Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Steven Wilson. W każdym razie szkoda, że to wyciął, bo dostajemy jednak nagranie niekompletne i być może większość nawet nie zauważy tego braku, to jednak od strony kronikarskiej dupa mnie boli.

Ale to nie wszystko co zostało wycięte. Z jakiegoś powodu Stefan wywalił nie tylko „hello”, ale też następując
ą po nim zapowiedź do Always Never „ok we’re gonna try Always Never from the last album”, co słychać na wersji którą wrzucił na Soundcloud. Na szczęście sam utwór pozostał nietknięty, podobnie jak słynna już zapowiedź do Radioactive Toy uwieczniona na Spiral Circus.
Burning Sky, które również było na Soundcludzie Bosego (ale z dostępem wyłącznie dla Street Teamu) również nie było edytowane w żaden sposób. Up The Downstair po raz pierwszy w pełnej wersji z tego koncertu. Radioactive Toy i Not Beautiful Anymore bez zmian.

Jeśli chodzi o bardziej ogólne rzeczy to Steven Wilson podmasterował trochę całość i dodał delikatny efekt pogłosu żeby wszystko brzmiało bardziej „koncertowo” (na Spiral Cirucs i w wersjach z Soudncloud dźwięk jest bardziej suchy, typowo dla nagrania z deski).

Podsumowując, NARESZCIE! Może brakuje kluczowego utworu, może inny kluczowy utwór jest skrócony, może Stefan z premedytacją robi z siebie niemowę, ale to nadal godzina doskonałego koncertu, zagranego przez doskonały zespół, który przygotowywał się przez tydzień i zagrał w taki sposób.

Na Bandcampie Porków pojawiają się już kolejne rzeczy i o nich też będę pisał, o ile nie pisałem już o nich wcześniej w jakiejś formie. Pozostaje czekać na kolejne interesujące nagrania, najlepiej pozostałości z rzymskich koncertów i cokolwiek dobrej jakości z końcówki 1996 roku. Pełne koncerty nagrane w 1999 r. i w 2001 r. też są, zresztą podejrzewam, że z każdej trasy coś mają.

Może 4 dychy za audio z Kolonii, która w całości razem z video jest na YT to nie jest mało, ale ile przez ostatnie lata wydaliśmy na nowe wydawnictwa Porcupine Tree?

Wszystkim Wam życzę dużo zdrowia, cierpliwości i spokoju w aktualnej, trudnej sytuacji związanej z epidemią. Starajcie się jak najwięcej czasu spędzać w domu, np. słuchając w/w koncertu lub nowego singla Stefana Personal Shopper. Do przeczytania!

sobota, 16 grudnia 2017

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.7: Bootlegi

Przejdźmy zatem do bootlegów. Jeżeli chodzi o wideo, to jest zaskakująco dużo materiału. Pisałem już o trzech dvd z majowej i letniej trasy w 1996. Na YT dostępne jest nagranie z Progscape.

                                                   

Z jesiennego Signify Tour tego roku nie ma niestety nic (a przynajmniej ja nie mam), ale 1997 rok obfituje już w wizualne pamiątki. Po pierwsze, jest nagranie z programu Help TV.

                                                   

Materiał istotny ponieważ jest to jedna z niewielu okazji aby zobaczyć profesjonalną telewizyjną rejestrację PT grających w latach 90-tych. Jest wszystko – zagrane wtedy utwory oraz momentami żenujący wywiad z członkami zespołu (zakłopotanie Ryśka zostało na zawsze uwiecznione na taśmie). Wieczorny koncert Bolonii (28 marca 1997) jest dostępny w formie VCD, niestety niekompletny. Zaczyna się w trakcie Cryogenics (chyba jedyna rejestracja video tego utworu) i od tego momentu sfilmowana jest cała reszta, razem 40 minut oglądania.


                                

Jakość jest znośna jak na amatorskie nagranie, udało się zachować wszystkie kolory co w przypadku transferów z VHS często jest problemem (i będzie bolączką kilku kolejnych bootlegów). Tłumów na tym występie nie było. Nagrywający stał w okolicach trzeciego rzędu, trochę z lewej, i wszystko spokojnie filmował. Wyobrażacie sobie taką sytuację teraz?
Z występu Porcupine Tree na festiwalu w San Remo (17 maja) została rejestracja samego Signify, ale za to profesjonalnie nagrana przez telewizję (wygląda to trochę jak transmisja z Sopotu).

                                                  

Włosi dali radę ponieważ kolejny bootleg video też pochodzi z Włoch i to ze słynnego koncertu w Magazzini Generali (16 października) gdzie po raz pierwszy zagrano Even Less. Koncert nie jest kompletny (jakieś pierwsze 40 minut), nagrywający chodzi sobie po całej sali, stawia sobie kamerę prawie na scenie, jeszcze weselej niż w przypadku Bolonii. Niestety jakość dźwięku potrafi zaboleć, a obrazu jeszcze bardziej ze względu na VHSową jazdę z kolorami. Sama kaseta była chyba wielokrotnie odtwarzana przed digitalizacją (bądź była to po prostu któraś z kolei kopia). Na końcu miła niespodzianka w postaci sfilmowanego spotkania z fanami po koncercie.

                                                  

Występ z dnia następnego (w Torino) również ktoś nagrał, całość jest trochę porwana, ale z grubsza dostajemy prawie cały koncert. Istnieją różne kopie tego bootlegu, mnie na przykład trafiła się praktycznie czarno-biała z zielono-czerwonymi VHSowymi maziajami. Wiem, że gdzieś jest lepsza bo fragment można zobaczyć na YouTubie. Dźwięk średniej jakości, ale nie ma co marudzić. Ostatni koncert Porcupine Tree z tej trasy, który posiadam (i o jakim wiem, że istnieje) pochodzi z 1998 roku, dokładniej z belgijskiego Biebob (16.04.1998 r.). Nagranie wartościowe ponieważ ukazuje nam Stefana po raz pierwszy z nowym image'm (włosy, okulary, nawet ciuchy). Całość filmowana blisko sceny, jakość przyzwoita.


                                                  

Ponownie istnieją przynajmniej dwie kopie z oryginalnego źródła, słabsza i lepsza). I to tyle jeśli chodzi o bootlego video, sporo tego i można się tylko cieszyć. Zaznaczam, że wymienione nagrania, to te, które mam, ale nie słyszałem o innych (co nie znaczy, że ich nie ma, na pewno są).
Jeśli chodzi o nagrania z deski realizatorskiej, to niestety wybór jest bardzo skromny (zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi latami). Coma Divine, mimo że wydawnictwem jest zacnym, to jest jednak zlepkiem i do pewnego stopnia tworem studyjnym. Jedyną alternatywą z Signify Tour nadal pozostaje Bydgoszcz (2.10.1997).


       


Historia nagrania tego występu do dziś pozostaje niejasna. Podobno koncert nagrał lokalny realizator. Legenda głosi, że na własne potrzeby, inna legenda zaś, że to na potrzeby organizatora (Rock-Serwis). Jakiś czas temu na Allegro objawił się autor tego nagrania i sprzedawał bezpośrednią kopię z mastera (jedną z takich kopii posiadam w plikach wav, jakość rzeczywiście jest trochę lepsza). Okazało się, że autor bootlegu nie miał pojęcia, że jego dzieło rozprzestrzeniło się po sieci i jest jednym z powszechniejszych (i najpopularniejszych) bootlegów wśród kolekcjonerów i fanów PT. Life is life, nanananana.
Jeżeli chodzi o sam koncert, to chyba nie muszę wiele pisać, każdy dobrze go zna. Jakość dźwięku jest krystaliczna, doskonale słychać każdy instrument (np. wpadkę Colina w Signify) i wokal, nie ma tu irytującej kompresji czy szumów (charakterystycznych np. dla nagrań transmisji radiowych z tamtych lat). Zespół bawi się doskonale, publiczność też. Otrzymujemy na tym bootlegu pięknej jakości uwiecznienie granego wtedy rzadko Sever.
Jeżeli miałbym się czegoś przyczepić, to tylko tego, że momentami gitara Wilsona jest zbyt cicha i ginie pod klawiszami Ryśka. Ale to drobny mankament i nie przeszkadza mi dać temu bootlegowi 10/10 (i to tylko w kategorii soundboard'ów). Niestety z 1997 r. to jedyne takie nagranie. Możemy jeszcze wziąć pod uwagę audio z występów w Help TV i festiwalu w San Remo (jeden utwór).

                                              

Z 1996 r. mamy do wyboru dwa nagrania "z deski". Po pierwsze, Leeds (12.05.1996 r.). Niemal cały bootleg to soundboard, a kilka utworów z tego koncertu, które z jakiegoś powodu się w ten sposób nie nagrały, dorzucono w wersjach z publiczności. Bardzo dobrze się tego słucha, a do tego mamy okazję usłyszeć w profesjonalnej jakości The Nostalgia Factory. Innym bootlegiem o profesjonalnym brzmieniu jest rip wideo z Londynu (24.05.1996 r.). Jakość jest doskonała, wprawdzie słychać, że zgrywano z VHS, bo dźwięk czasami "buja", ale to drobny szczegół. W zamian otrzymujemy pełny zapis koncertu z takimi rodzynkami, jak The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson. I to tyle jeśli chodzi o nagrania z desek.


                                                

Co zatem mogę polecić z bootlegów nagranych w sposób partyzancki na wszelkiego rodzaju dyktafony? Praktycznie wszystkie koncerty z majowej trasy w 1996 r. Jakościowo brzmią dosyć dobrze, a setlista była wtedy mocno atrakcyjna.
Nowy Jork (27.06.1996 r.) i Baltimore (29.06.1996 r.) nie powalają może jakością, ale warto je posiadać, bo to pierwsze koncerty Porcupine Tree w Stanach. Poza tym, ten pierwszy to podstawa jeśli chcecie usłyszeć słynne "my amp is on fire!".

Z listopadowych występów, na pewno polecam londyńską Astorię (3.11.1996 r.), ale pozostałe bootlegi z tamtej jesieni również są dobre.

1997 r. otwiera tu rzymska Frontiera (26.03.1997 r.), czyli jeden z koncertów zarejestrowanych na "Coma Divine". Amatorski bootleg, to niestety jeden na najgorzej brzmiących bootlegów w historii bootlegów Porcupine Tree, ale trzeba go mieć ze względu na walory historyczne. To nie tylko źródło części utworów, które znamy z "Coma Divine" (i to słychać), ale również jeden z trzech (w ogóle) koncertów, na których zagrano drugą fazę Voyage 34.

      
            


Generalnie, to chwytajcie wszystko z marca 1997 r., co wpadnie Wam w ręce, jakość tych bootlegów jest średnia, ale wykonania miażdżą.
Z tego okresu polecam też audio z konferencji w Mediolanie. Fajna okazja, żeby posłuchać, jak sobie zespół heheszkuje.

Gorąco polecam bootlegu z koncertu w Rzymie (14.06.1997 r.), który ma naprawdę niezłą jakość oraz zawiera kilka ostatnich wykonań niektórych utworów PT (w tym Cryogenics).

Z jesiennej trasy, podobnie jak chyba z całego 1997 r., poleca wszystko jak leci. Zwłaszcza Mediolan (16.10,1997 r.) z pierwszym wykonaniem Even Less oraz Londyn (14.11.1997 r.) ze słynnym gościnnym udziałem Theo Travisa.
W tym czasie (oraz w 1998 r.) zespół robił dziwne miksy z Moonloopem doklejając różne jego części do Ambulance Chasing i Signify, zatem warto mieć te bootlegi.

                                                   

W 1998 roku, Porcupine Tree zagrali garstkę koncertów, wiec nie ma co wybrzydzać zwłaszcza, że większość ma dosyć przyzwoitą jakość.

I to by było na tyle. Jak na okres działalności zespołu sprzed 20 lat, to naprawdę mamy z czego wybierać i to zarówno jeśli mamy ochotę pooglądać, jak i posłuchać.



czwartek, 14 grudnia 2017

Touring The Polygraph: Arriving Somewhere... Tour 2006



                                                                     


Arriving Somethere Tour
. Trasa, która sprawiła mi problemy zanim jeszcze zacząłem o niej pisać. Bo jak ją potraktować? Super krótka jak na PT, to co z nią zrobić? Dołączyć do Deadwing Tour, bo promowali dvd z tej trasy? A może dołączyć do FOABP Tour, bo grali tę płytę w całości?
A może odseparować jako osobną trasę, którą w sumie była? Ale jak to zrobić, skoro na stronie oficjalnej zaznaczono, że trwała od września do października, a tu jeszcze były koncerty w czerwcu, lipcu i listopadzie? Pierdolnik do kwadratu. Dlatego zostawiłem sobie tę trasę na koniec i teraz już mniej więcej wiem jak to ugryźć. Efekty tego poniżej.

Pierwszą połowę roku, Steven Wilson poświęcił na pisanie i demowanie nowej płyty Porcupine Tree. W tym samym czasie miksował też audio do najnowszego wydawnictwa zespołu.

Arriving Somewhere...” czyli wydanie na dvd koncertów zarejestrowanych w Chicago w 2005 r., ukazało się we wrześniu 2006 r. Z tej okazji, zespół zrobił coś czego dotychczas nie robił – pojechał w trasę promującą dvd z trasy. Wcześniej w roku, Jeżodrzewie zagrali cztery koncerty festiwalowe, o których pisałem już pod koniec tego tekstu: http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/arriving-everywhere-2005-cz2-deadwing.html

                                                    

Bosy wykombinował sobie jeszcze jedną rzecz. PT pracowali już w tym czasie nad Fear Of a Blank Planet i te prace były już bardzo zaawansowane. Panowie postanowili zaszaleć i zagrać cały nowy materiał na koncertach przed wydaniem płyty. Pomysł rzeczywiście był świeży i odważny, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że premierowy materiał miał szansę pojawić się w internecie w wątpliwej jakości (i tak się zresztą stało).

Porcupine Tree jednak zaryzykowali. Trasa rozpoczęła się 13-tego września w Cambridge. Zagrano:

01. Fear Of A Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Cheating The Polygraph
06. Sleep Together

07. Open Car
08. The Sound Of Muzak
09. Buying New Soul
10. Arriving Somewhere But Not Here
11. Mother And Child Divided
12. .3
13. The Start Of Something Beautiful
14. Trains

15. Halo
16. Blackest Eyes


Jak widać zespół traktował te mini-trasę jako szansę na dobrą zabawę i granie głównie nowszego materiału. Najstarsze w tym zestawie jest Buying New Soul, które słynne arp intro miało puszczane w 2006 r. od tyłu (od koncertu w Mińsku).

Na kolejnym koncercie, który odbył się w Paryżu (15-tego września) wyleciało Mother & Child i tak to wyglądało również w Antwerpii, Włoszech, Szwajcarii, Holandii, Niemczech, Anglii i Szkocji.
Tak, podczas całej europejskiej trasy nie zmieniło się praktycznie nic, a najbardziej zadowoleni pozostali fani z Cambridge. W Europie, supportem PT był zespół Paatos, z wyjątkiem Belgii i Francji gdzie zagrali Oceansize.

                                                 


5-tego października zawitał do Stanów. Ten odcinek trasy rozpoczął się w Bostonie i prezentował się jeszcze skromniej:

01. Fear Of A Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Cheating The Polygraph
06. Sleep Together

07. Open Car
08. The Sound Of Muzak
09. Arriving Somewhere But Not Here
10. .3
11. The Start Of Something Beautiful
12. Trains

13. Halo


Tego samego dnia, rano, Steven i Wes zagrali akustyczny mini koncert w sklepie Newbery Comics.

01. Even Less
02. The Sky Moves Sideways
03. Buying New Soul
04. Lazarus


                                                  

Począwszy od kolejnego koncertu, który odbył się 6-tego października w Nowym Jorku, powrócono do standardowego setu z Europy (15 utworów).

Ta trasa byłaby prawdopodobnie najnudniejszą trasą Porcupine Tree gdyby nie tradycyjna awaria sprzętu, która tym razem nastąpiła w San Francisco (13-tego października).

Po wykonaniu My Ashes posypał się wzmacniacz. Wilson musiał szybko zareagować więc wziął gitarę i zagrał Even Less akustycznie. Awaria się przedłużała więc wykonał jeszcze Thank U Allanis Morrisette, które do tej pory grywał tylko solo (a potem z Blackfield).

W tym czasie ekipa techniczna załatała problem i zespół mógł kontynuować z Anesthetize. Na koncert PT, fani mogą się tylko z takich usterek cieszyć.

I to było zakończenie trasy „Arriving Somewhere...”.

W listopadzie zespół zagrał 3 nadprogramowe koncerty w Japonii (w lipcu zagrał jeszcze na dwóch japońskich festiwalach i to były jedyne występy PT w tym kraju) w: Nagoyi (27-mego listopada), Osace (28-mego listopada) i w Tokyo (29-tego listopada).

Grali wtedy:

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Hatesong
04. Lazarus
05. Anesthetize
06. Open Car
07. Buying New Soul
08. Mother And Child Divided
09. Ariving Somewhere But Not Here
10. The Start Of Something Beautiful
11. Halo

12. Trains


czyli praktycznie dvd „Arriving Somewhere” w pigułce. Powróciło Mother & Child oraz niegrane od czasu zagranych tego roku festiwali Hatesong i Lazarus. Z FoaBP zostało tylko Anesthetize, ale to praktycznie 3 utwory.

Jak więc wypadł premierowy materiał? Jak widać, grano wczesną wersję, które zawierała Cheating The Polygraph. Później Wilson stwierdził, że potrzebują lepszego utworu w tym miejscu i tak powstało Way Out Of Here, które moim zdaniem w niczym nie jest lepsze od Cheating The Polygraph, ale to nie czas i miejsce na takie rozważania. Mimo tej „wczesności”, materiał brzmiał niemal identycznie, jak ostatecznie na płycie. Fani byli bardzo podekscytowani tym co usłyszeli, zwłaszcza ci, którzy zainteresowali się PT po In Absentii.

Trasa się udała, FoaBP przeszło chrzest bojowy, a do ego wypromowano live dvd. Nie mówiąc o dobrej zabawie.

Między 8 czerwca (tak, wliczam też festiwale), a 29 listopada zagrano 23 utwory:

1 utwór z „The Sky Moves Sideways” (akustycznie)
2 utwory ze „Studpid Dream” (w tym „Even Less” dwukrotnie akustycznie)
1 utwór z „Lightbulb Sun”
1 utwór z „Recordings” (w tym raz akutycznie)
4 utwory z „In Absentia” (w tym „Lazarus” jednorazowo akustycznie)
6 utworów z „Deadwinga”
5 utworów z „Fear of a Blank Planet”
1 utwór z „Nil Recurring”
1 utwór niealbumowy (So Called Friend)
1 cover (Thank U)



Co nam, fanom, zostało z tej trasy jeśli chodzi o bootlegi? Całkiem sporo.
Tak jak wspominałem, premierowy materiał w wersji live zaczął krążyć po internecie błyskawicznie, do dziś można się natknąć na „Fear Of a Blank Planet (bootleg)", które zawiera fragment jednego z koncertów (z Cheating podpisanym jako Way Out) i dwoma studyjnymi bonusami z tej płyty.

                                           

Jeżeli chodzi o materiał wideo, to interesuje was profesjonalnie zarejestrowany fragment koncertu w Saarbrucken, który potem wyemitowano w tv.
Z oczywistych względów pominięto podczas emisji "Fear of A Blank Planet" oraz już z niezrozumiałych dla mnie powodów The Sound of Muzak i Buying New Soul. Reszta natomiast została i dzięki temu mamy prawie 50-ciominutowy materiał składający się z 7 utworów.

Jeżeli chodzi o bootlegi z publiki to większość prezentuje podobną jakość. Na pewno warto wyróżnić Cambridge (ze względu na dłuższy set) oraz zakończenie trasy po Stanach w San Francisco (ze względu na Even Less i Thank U). O dziwo bootlegów jest naprawdę sporo, jak na tak małą ilość koncertów więc spokojnie łapcie, co Wam wpadnie w ręce. Premierowe wykonania "Fear Of a Blank Planet" brzmią świeżo i energicznie.

Ostatecznych nagrań utworów na ten album dokonano zaraz po zakończeniu trasy, między październikiem, a grudniem 2006 r., kiedy zespół był jeszcze na gorąco z materiałem. Way Out Of Here powstało w studiu, skomponowane przez cały zespół.

"Fear Of A Blank Planet" ukazała się 16-tego kwietnia 2007 r. i przeszła do historii jako jedna z najbardziej cenionych płyt w dyskografii Porcupine Tree.


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Strip The Tour: In Absentia Tour 2002-2003, cz. 3: Bootlegi


                                                      


In Absentia” nie doczekała się nigdy oficjalnej rejestracji, ani wydania, ani na video, ani na audio. Na szczęście dokumentacja bootlegowa (i nie tylko) jest solidna.


                                    

Jeżeli chodzi o wideo, to przede wszystkim zwracam Waszą uwagę na nagranie z Baltimore (7.11.2002 r.). Koncert był transmitowany lub udostępniony w późniejszym terminie, jako webcast. Jakość obrazu i dźwięku jest profesjonalna, wprawdzie nieco skompresowana (webcast, to webcast, zwłaszcza z 2002 roku), ale to nadal najciekawsze i najpełniejsze nagranie z tej trasy. Oczywiście wideo to jest też źródłem doskonałego bootlegu audio. Innym nagraniem wideo, które powinniście mieć jest mini występ z telewizji MzH (21.07.2003 r.) w Waszyngtonie. To typowy występ tv, krótki, ale bardzo przyzwoity pod względem wykonania. Dla wszystkich fanów, którzy chcą obejrzeć jak Wilson zjada swoje włosy, to pozycja obowiązkowa!


                                                  
                                                  


Oprócz tego polecam pełen zapis koncertu z Bochum (18.11.2003 r.), wprawdzie nagranie jest amatorskie, ale bardzo przyzwoite pod względem jakości audio/video, a przede wszystkim kompletne.


                                                  

Jeżeli chodzi o profesjonalnej jakości bootlegi audio, to oprócz ripów dwóch wyżej wymienionych (Baltimore i MzH), absolutną podstawą jest koncert z San Francisco (25.11.2002 r.). Nagranie pochodzi z konsolety i brzmi fenomenalnie. Wykonania utworów również nie pozostawiają wiele do życzenia.

                                                  
                                      

Z amatorskich bootlegów na pewno muszę polecić start trasy w Bostonie (22.07.2002 r.), nie ze względu na jakość, ale istotność samego wydarzenia. Warto mieć ten koncert.
Równie istotny jest pierwsze Baltimore (27.07.2002 r.), na którym uchowało się jedno z dwóch wykonań Signify z Gavinem. Całkiem fajnie brzmi bootleg z Wallingford (2.11.2002 r.).

                                             

Jeżeli chodzi o marcowo-kwietniowe odnóże z 2003 r. to sporo nagrań jest bardzo dobry, ale zdecydowanie przoduje tutaj Paryż (11.03.2003 r.). Polskie koncerty (mam tylko Kraków i Warszawę) zostały zarejestrowane bardzo przyzwoicie.

                                              
                                             


Jeżeli chodzi o trasę z Opeth, to interesujący jest występ z Nowego Jorku (17.07.2003 r.) podczas, którego Stefan każe śpiewać happy birthday, człowiekowi odpowiedzialnemu za podpisanie z nimi nowej umowy. Warto posiadać Portland (2.08.2003 r.) ze względu na kapitalną jakość oraz Seattle (3.08.2003 r.) jeśli chcecie mieć koncert z Mikaelem Akerfeldtem śpiewającym A Smart Kid.



Z listopadowej trasy mam jedynie trzy bootlegi, wszystkie polecam, bo są świetne – Barcelona (27.11.2003 r.), Paryż (29.11.2003 r.) i Londyn (30.11.2003 r.).

                                            

I to by było na tyle jeśli chodzi o nagrania z trasy In Absentia. Jest czego słuchać i jest co oglądać.

poniedziałek, 31 lipca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.6: Bootlegi.



Lightbulb Sun Tour”, to trasa pokrętna, ale całkiem przyzwoicie udokumentowana. Biorąc pod uwagę niewielkie zmiany w setlistach, to zestaw do słuchania jest wyjątkowo kompletny. Zacznę oczywiście od nagrań najlepszej jakości, jest ich kilka.
Przede wszystkim NEARFest z 23.06.2001. Najbardziej popularny bootleg z tej trasy i chyba jeden z najpopularniejszych PT w ogóle (zwłaszcza wideo). Brzmienie jest kapitalne, momentami może lekko słychać, że to streaming, ale nie do takiego stopnia żeby komuś to mogło przeszkadzać.

                                                

                                                


Z tego koncertu pochodzi moje zdecydowanie najulubieńsze (i imo najlepsze) wykonanie Last Chance..., a oprócz tego doskonałe Hatesong. Zresztą cały koncert jest legendarny. Doskonała alternatywa dla „Warszawy”, u mnie nawet częściej odtwarzana. Co jeszcze?
Jeśli chodzi o materiał audio/video, to z pewnością Amsterdam 26.05.2001, występ przed Marillion. Bootleg pochodzi z webcastu, jakość jest w miarę niezła jak na tamte czasy. Dźwięk jest mocno skompresowany i trochę suchy, ale to nadal soundboard. Sam koncert jest całkiem dobry.
Na koniec dwa bootlegi nagrane z radia. Po pierwsze Tel Aviv (15.11.2000 r.), jedyny tego typu bootleg z 2000 r. Rejestracja jest trochę przytłumiona, prawdopodobnie transmisja/retransmisja była nagrywana na kasetę. Koncert jest bardzo dobry, a w dodatku na dwa utwory do zespołu dołącza Aviv Geffen. Drugi bootleg z radia to słynny występ w Trójce (6.04.2001 r.). To zasadniczo mało atrakcyjny materiał dla ludzi posiadających „Warszawę” (która brzmi lepiej), ale ciekawscy docenią, że nagranie oryginalnej transmisji zawiera wszystkie gadki Stefana i właściwą kolejność utworów (z Lighbulb Sun na końcu). Są różne wersje, nie wszystkie kompletne.

                                               
                                               


Jeśli chodzi o nagrania z publiczności, to nie jest źle. Pierwszy występ z 2000 r. w Londynie (31.05.2000 r.) oraz zagrany kilka tygodni później Terni (17.06.2000 r.) doczekały się po dwóch rejestracji, obie podobne do siebie, obie na 3+./4 Z trasy z Dream Theater najlepiej zaopatrzyć się w Den Bosch (14.10.2000 r.). Z głównej trasy w 2001 r. zdecydowanie polecam Bristol (14.02.2001 r.) i Boras (23.03.2001 r.), świetne koncerty, świetne setlisty i dobra jakość. Bootlegowa reprezentacja polskich koncertów, to (poza „Warszawą”) dwa nagrania – warszawska Proxima (5.04.2001 r.) i krakowski Teatr UPC (8.04.2001 r.). Proxima całkiem niezłej jakości, ale niekompletna (urywa się po Tinto), natomiast Kraków odrobinę słabszy, ale zawiera Fadeaway!

Na koniec kilka propozycji z cyklu „nie ważna jaka jakość, bo koncert wyjątkowy”. Ta lista jest długa. Przede wszystkich wielka trójka, czyli Nowy Jork, Zaandam i Canterbury. Szczęśliwie, trio jest dobrej jakości. W Nowym Jorku (27.06.2001 r.) Porcupine Tree grali na najwyższych obrotach, bo panowie z potencjalnej nowej wytwórni oglądali. Słychać, że zespół się ostro spina z muzą, chociaż Wilson czasami niedomaga wokalnie. Zaandam (13.07.2001 r.) to słynny koncert od tyłu do przodu. Jedyny taki w historii zespołu i choćby z tego powodu warto go usłyszeć. Canterbury (18.08.2001 r.) to świetny, energetyczny koncert, podczas którego zespół świętuje zakończenie trasy i (po cichu) podpisanie nowej umowy. Najważniejsze jednak, że to ostatni występ z Chrisem i cieszy to, że tak znaczące wydarzenie było tak dobre. Coś jeszcze?
Akustyczny mini-koncert duetu Wilson-Maitland w Relapse Records w Philadephi (25.06.2001 r.). Jest zarówno wideo jak i audio. Oprócz tego jeszcze warto mieć Shepard’s Bush Empire (11.05.2001 r.), bo ten koncert był nagrywany z zamiarem wydania na płycie. Słychać, że zespół stara się mocno. Mało? To dorzucę jeszcze Kolonię (24.05.2001 r., koncert przed Marillion), Gottinegen (28.03.2001 r.) oraz Mainz (27.03.2001 r.) i Manchester (19.10.2000 r.).

Jest czego słuchać więc zapraszam do słuchania, w razie czego służę pomocą!





sobota, 15 kwietnia 2017

TOP 5 najbardziej niezwykłych i enigmatycznych koncertów Porcupine Tree.



Porcupine Tree występowali na scenie przez prawie 20 lat i robili to często. Postanowiłem wyłowić dla Was 5 najdziwniejszych, najbardziej niezwykłych, najbardziej enigmatycznych koncertów Jeżodrzewia, o jakich wiem. Wybór jest subiektywny, ale myślę, że zgodzicie się ze mną, że występy, które znalazły się w zestawieniu wyróżniają się na tle innych. Oczywiście, mógł odbyć się jakiś niezwyczajny koncert, o którym po prostu nie wiem, ale mam dosyć dużą kolekcję bootlegów i nawet jeśli jakiś potencjalny rodzynek mi umknął, to lista i tak prezentuje się całkiem nieźle.
Zacznę od miejsca 6, które leży poza głównym zestawieniem ponieważ tyczy się kilku koncertów, które łączy pewien wspólny mianownik, a jest nim udział gości. Coś, co może wydawać się dosyć typowe dla wielu zespołów, dla Porcupine Tree było jednak rzadkością. W ciągu prawie dwóch dekad na scenie, Jeżodrzewie wystąpili razem z innym muzykiem jedynie 3 razy. Pierwszy był Theo Travis i co istotne, był to jedyny instrumentalista, który zagrał razem z Porcupine Tree podczas ich koncertu. Wydarzenie to miało miejsce w Londynie, w Union Chapel 14.11.1997 r.
Travis zagrał wtedy na flecie i saksofonie podczas Moonloopa i Ambulance Chasing. Kolejną osobą był Aviv Geffen, który podczas 3 izraelskich koncertów PT w 2000 r. śpiewał razem z zespołem Russia On Ice oraz Feel So Low. Trzecim, ostatnim jak dotąd, szczęśliwcem jest Mikael Akerfeldt, który na koncercie w Seatlle 3.08.2003 r. nie tylko wystąpił razem z PT podczas swojego ulubionego ich utworu A Smart Kid, ale zaśpiewał go w całości zamiast Stevena Wilsona. To były wyjątkowe koncerty, ale umieszczanie ich na liście osobno byłoby już lekką przesadą zatem pojawiły się zbiorczo na honorowym szóstym miejscu. Natomiast jeśli chodzi o resztę:


5. Koncerty specjalne – Nowy Jork, Radio City Music Hall, 24.09.2010 r. i Londyn, Royal Albert Hall, 14.10.2010 r.

Tak, koncerty były dwa, ale były niemal identyczne w swojej formie, więc policzę je jako jeden. Występy promowane jako „specjalne”, były w istocie czymś, czego do tej pory PT się nie podjęli. Setlista została przygotowana specjalnie z myślą o tych koncertach i miały one trwać po 3 godziny.
Aby były jeszcze bardziej specjalne, odbyły się w dwóch prestiżowych salach – Radio City Music Hall w Nowym Jorku oraz Royal Albert Hall w Londynie. Setlistę skonstruowano tak, aby dzieliła się na 3 części – pierwsza pół-akustyczna (zespół udawał niejako własny support), druga właściwa oraz trzecia, która była oddzielona od reszty obligatoryjną przerwą na siusiu. Repertuar był bardzo przekrojowy i tylko dwie płyty (On The Sunday Of Life i Lightbulb Sun) nie miały żadnych przedstawicieli. Z początku Porcupine Tree chcieli wykonać na tych koncertach „The Incident” w całości, ale zrezygnowano z tego pomysłu. Oba wydarzenia przeszły do historii jako najbardziej spektakularne i najdłuższe koncerty Jeżodrzewia. Do tego ostatnie na długie lata.


                                                  


4. Pierwszy koncert z Gavinem i Wesem – Boston, Middle East, 22.07.2002 r.

To był nie tylko pierwszy koncert z nowym członkiem zespołu Gavinem Harrisonem (i bez Chrisa Maitlanda) oraz pierwszym w historii koncertowym drugim gitarzystą Johnem Wesleyem, ale też pierwszy koncert In Absentia Tour i pierwszy koncert pod skrzydłami majorowej wytwórni. To, że zespół zaczynał tę trasę w USA, a nie jak zwykle w Europie, też miało znaczenie.
Niestety koncert charakteryzuje się paroma wpadkami technicznymi, zwłaszcza podczas drugiego utworu – Waiting – gdzie Wilson ma problemy z gitarą i nie może wystartować. Występ odbył się w klubie Middle East w Bostonie, lokalu tak mikroskopijnym, że Porcupine Tree ledwo zmieścili się ze swoim sprzętem na scenie. Z bardziej optymistycznych rzeczy, zadebiutowała wtedy większość utworów z płyty In Absentia (o dziwo zabrakło Blackest Eyes, które pojawiło się dopiero na kolejnym koncercie) oraz Buying New Soul. Na papierze ten koncert nie wyróżnia się aż tak na tle całej trasy, ale jeśli zna się kontekst, to nawet słuchając bootlegu można odczuć, że na scenie powietrze stało z nerwów. Oprócz pierwszego koncertu Porcupine Tree w 1993 r., nie było innego takiego „pierwszego” występu w dziejach zespołu.


3. Koncert na koniec Millenium – Londyn, The Scala, 8.11.1999 r.

Ostatni koncert na trasie Stupid Dream. Był to specjalny występ , który odbył się w Londynie i z racji tego, że był to ostatni występ Porcupine Tree w XX w., to zespół postanowił zagrać dłużej niż zwykle (na tyle, że zrobił sobie nawet w połowie przerwę) i dorzucić do setlisty kilka rzadziej granych utworów (jak Fadeaway i Stranger By The Minute). W jego trakcie nie wydarzyło się zbyt wiele, ale i tak był to wyjątkowy wieczór zarówno dla fanów, jak i zespołu.


2. Koncert od tyłu do przodu – Zaandam, De Kade, 13.07.2001 r.

Zdecydowanie najciekawszy koncert Porcupine Tree pod względem formy konstrukcji. Z jakiegoś powodu, zespół zdecydował się zagrać regularną setlistę tej części trasy, ale od tyłu! Wilson wszedł na scenę i powitał publiczność słowami „Thank you for coming, goodnight!”, po czym rozpoczęli kończący zazwyczaj koncerty Radioactive Toy (był to chyba jedyny przypadek, aby ten kawałek otworzył koncert PT). Po zakończeniu tego utworu, SW rzucił „Thank you, goodnight!” i zespół zszedł ze sceny! Po chwili wrócił na prawdopodobnie najdłuższy bis w historii ;) Stefan dalej ciągnął zabawę mówiąc „You’ve been a wonderful audience” i począwszy od Signify, konsekwentnie grają zwyczajową setlistę od tyłu. Po Hatesong, Wil
son wyjaśnia publiczności co się dzieje. Zabawnie wypadają Slave Called Shiver i Even Less, które zazwyczaj są ze sobą połączone. Samo Even Less zakończyło cały koncert i był to jedyny raz kiedy ten utwór pojawił się w takiej roli. Dlaczego tak zagrali? Tego nie wiadomo do dziś, ale podejrzewam, że Porcupine Tree zrobili sobie po prostu jaja, a jednocześnie zawalczyli z setlistową nudą. Oprócz tego, zgromadzona publiczność mogła też usłyszeć rzadziej grane utwory – Stop Swimming i Feel So Low.


1. Koncert bez Richarda Barbieri – Coventry, Tic-Toc, 11.12.1993 r.

Ironią jest to, że o koncercie, który zajmuje pierwsze miejsce na tej liście można tak niewiele napisać. Nie mam bootlegu z tego występu, ani żadnych informacji poza tą jedną (pochodzącą z oficjalnej strony PT), że takie wydarzenie naprawdę miało miejsce. Dlaczego tak wysoko? Bo to jedyny taki przypadek w historii zespołu, aby zagrał on koncert bez jednego z członków zespołu. Wprawdzie na trasie The Incident w 2009 r. niewiele brakowało, a mielibyśmy powtórkę z rozrywki (napisze o tym w suplemencie do tekstu na temat trasy 2009 – 2010, który powstaje), ale ostatecznie tak się nie stało i rodzynek z 1993 r. nadal pozostaje rodzynkiem. Nadal nie wiadomo jaki był powód nieobecności Ryśka na koncercie w Coventry w 1993 r. poza lakonicznym zdaniem, że był on wtedy nieosiągalny. Pikanterii nadaje też fakt, że wykonano wtedy po raz pierwszy Voyage 34 (Phase II), utwór który zespół zagrał 3 razy w swojej historii (w 1993, 1994 i 1997 r.).
Może kiedyś dowiemy się czemu Barbieri nie pojawił się wtedy na koncercie swojego zespołu. Póki co pozostaje to tajemnicą, a sam występ numerem jeden tej listy!

piątek, 14 kwietnia 2017

Gigs from Another Star: Stupid Dream Tour 1999, cz. 4: Bootlegi.

     


Jeżeli chodzi o oficjalne wydawnictwo z trasy „Stupid Dream” to takowe nie istnieje. Wilson przebąkiwał w tamtym czasie, że chcieliby nagrać i wydać któryś koncert, ale skończyło się na jednym Tinto Brass wydanym jako strona b singla. Tym samym donoszę szybko, że ilość materiału zastępczego w formie bootlegów dobrej jakości jest zacna.
Zacznę oczywiście od koncertów nagranych prosto ze stołu mikserskiego. Możemy wybierać z trzech bootlegów, z czego aż dwa pochodzą z występów w Polsce! Występ z warszawskiej Stodoły (12.05.1999 r.) został zarejestrowany i wyemitowany w późniejszym terminie na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia w ramach audycji „Noc Muzycznych Pejzaży” Piotra Kosińskiego, który był też organizatorem koncertu. Nagranie jest doskonałe i trudno tutaj napisać coś więcej. Podejrzewam, że większość z Was już ten bootleg posiada, bo jest on wyjątkowo popularny w internecie. Koncert w Krakowie (13.05.1999 r.) również został profesjonalnie nagrany. Nie jestem tego pewien, ale był chyba transmitowany (lub retransmitowany) na antenie lokalnego radia. Jakość nagrania jest odrobinę słabsza, ale to raczej wynik rejestracji transmisji, niż rejestracji samego występu. Tak czy inaczej słucha się bardzo przyjemnie, a do tego uchwycone gromkie „sto lat!” zaśpiewane dla Chrisa Maitlanda, który miał wtedy urodziny. Trzecim bootlegiem, w którym powinniście się zaopatrzyć jest rejestracja festiwalowego koncertu, który odbył się we włoskim Vigevano (11.07.1999 r.). Nagranie jest bardzo czyste, niemal sterylne, prawie nie słychać publiczności i można odnieść wrażenie, że PT grają w studiu. Niestety minusem bootlegu jest to, że jest niekompletny. Brakuje bisów, a do tego autor musiał wyciąć Stop Swimming ponieważ nagranie było zbyt uszkodzone trzaskami (ja bym to mimo wszystko zostawił jako bonus, ale trudno). To tyle jeśli chodzi o „soundboardy” i „broadcasty” Stupid Dream Tour, przynajmniej ja nie wiem o istnieniu innych.
Na pocieszenie, jest sporo nagrań partyzanckich, które są jak najbardziej słuchalne, o ile nie lepiej. Na pewno warto posiadać koncert z Rzymu (25.03.1999 r.). Jego jakość nie jest może najlepsza na świecie, ale zawiera on pełne wersje Even Less i Radioactive Toy. To jedyne takie nagrania z tej trasy. Z pierwszej części Europejskiej trasy polecam też z pewnością Southampton (24.04.1999 r., debiut Stranger By The Minute!), Londyn (10.05.1999 r.), czy też Birmingham (9.04.1999 r.). Ciekawskim, zwracam uwagę na Colchester (8.04.1999 r.). Mój bootleg zawierał bonus w postaci nagrania koncertu supportu, którym było Samuel Smiles – zespół Tima Bownessa. Fani no-man z pewnością taki dodatek docenią, mimo że jakość jest mizerna.
Z USA również uchowało się parę ciekawych rzeczy. Z pewnością warte uwagi są Wheaton (26.05.1999 r.), Nowy Jork (28.05.1999 r.), San Francisco (30.05.1999 r.), Los Angeles (1.06.1999 r.), Milwaukee (3.06.1999 r.) i Chicago (4.06.1999 r.). Zachowała się nawet rejestracja jednego ze „sklepowych” akustycznych występów, o których pisałem w drugim odcinku. Możemy posłuchać mini-koncertu ze sklepu Sam Goody’s w Nowym Jorku.


Jeżeli chodzi o drugą część trasy, która odbyła się na jesieni, to z pewnością mogę wskazać Lyon (18.10.1999 r.) (słynny bootleg "Lyon Kings" z jeszcze słynniejszą okładką), Verviers (21.10.1999 r.), Rzym (27.10.1999 r.) i Zaadam (6.11.1999 r.). Wisienką na tym sporym torcie jest bootleg z ostatniego koncertu trasy, który odbył się w klubie Scala w Londynie (8.11.1999 r.). Występ był długi i obfity w niespodzianki ponieważ był to ostatni koncert Porcupine Tree w XX w.
Nagranie momentami chrupie, ale można to wybaczyć ze względu na wyjątkowość tego występu.
Jeżeli chodzi o bootlegi wideo, to niestety nie mam ich zbyt wiele z 99 r. Wiem, że takie są. Jedyny jaki mam to San Francisco, które można obejrzeć na You Tubie. Całkiem fajny bootleg, polecam!

I to by było na tyle. Tak jak pisałem, jest z czego wybierać i mimo że jest zdecydowanie najmniej urozmaicona trasa PT w historii tego zespołu, to dla samych wykonań można słuchać tych samych utworów w kółko!

poniedziałek, 28 listopada 2016

An Evening With Steven Wilson: Grace for Drowning Tour 2011 - 2012, cz.5: Bootlegi.


Jak na względnie krótką trasę, to wybór bootlegów jest dosyć przyzwoity. Pierwsze dwa koncerty (Poznań 20.10.2011 r. i Kraków 21.10.2011 r.) nagrywałem sam i jak dotąd nie słyszałem żadnych innych rejestracji tych występów. Jakość tych bootlegów jest średnia, sprzęt był nowy, a ja cały czas eksperymentowałem z ustawieniami i wyszło jak wyszło. Inna sprawa, że miałem swoje 5 minut fejmu kiedy udostępniłem te nagrania na Demonoid, w końcu to były pierwsze solowe występy Stefana w ogóle i sporo osób czekało na te bootlegi jak dzieci na Wigilię. Jako, że nie ma żadnych substytutów, to nieskromnie polecam moje nagrania jako jedyną pamiątkę scenicznego debiutu Stefana solo na małej i dużej scenie. Jeżeli ktoś posiada alternatywne bootlegi, to proszę o kontakt.

        

Niemcy nie dali ciała. Z czterech koncertów jakie SW zagrał u nich w 2011 r, posiadam trzy bootlegi z dwóch koncertów (Monachium 23.10.2011 r. i Hamburg 28.11.2011 r., z czego Monachium nagrały dwie osoby). Każde z tych nagrań ma swoje wady i zalety, ale generalnie są miłe dla ucha.

                                              

Równie dobra jest rejestracja z koncertu w Londynie (31.10.2011 r.). Jest to ostatni koncert zagrany w oryginalnym składzie solo bandu (z Azizem Ibrahimem) więc warto go mieć.
Następne dwa bootlegi również są swego rodzaju rarytasami, bo to jedyne nagrania z Amerykańsko/Kanadyjskiej części trasy jakie posiadam (i być może jedyne dostępne w szerszym obiegu). W skrócie, to jedyne bootlegi, na których możemy usłyszeć Johna Wesleya. Każdy gitarzysta, który był członkiem zespołu Stefana miał trochę inne podejście do tych samych utworów i fajnie jest porównać, to jak te kawałki się ze względu na to zmieniały. Wes, tak jak pisałem już wcześniej, doskonale dawał radę. Do słuchania mamy Boston (13.11.2011 r.) i Montreal (15.11.2011 r.). Oba bootlegi są bardzo przyzwoitej jakości. Wiem, że te opisy wyglądają tak samo, ale taka była ta trasa. Na tym etapie zmian w setliście nie było, zachowanie Wilsona było praktycznie identyczne każdego wieczora, a jakość bootlegów wyjątkowo równa.

                                              

Rok 2012 przynosi pewne zmiany. Po pierwsze, mamy tu pierwszą transmisję radiową z koncertu SW. I to nie jakieś fragmenty, ale całość (ok, brakuje akustycznych kawałków PT). Radiowym rodzynkiem jest występ z Santiago (18.04.2012 r.). Niestety mimo że była to profesjonalna transmisja, to samo nagranie brzmi trochę mniej pro. Jest przesterowane, momentami ostro trzeszczy, przypomina trochę tego typu nagrania z lat 90tych. Nie ma jednak co marudzić, bo to jedyny broadcast z całej trasy i do czasu wydania dvd „Get All You Deserve”, to było jedyne pełne profesjonalne nagranie z solo koncertów, nie wspominając o obecności nowego kawałka (Luminol). Pozostały jeszcze dwa bootlegi, Tilburg (2.05.2012 r.) oraz drugi Londyn (15.05.2012 r.).
Zwłaszcza ten drugi wart jest uwagi, bo zawiera wykonanie utworu „Insurgentes”. Niektóre kawałki trochę się pozmieniały, nie tylko ze względu na kolejną zmianę na miejscu gitarzysty (Niko Tsonev), ale też ze względu na zdecydowanie śmielsze działania zespołu. Np. panowie zorientowali się, że solo Beggsa w „No Part Of Me” jest trudne do odtworzenia na żywo tak żeby ktokolwiek coś z tego usłyszał. Adam Holzman dołożył więc w tym miejscu solo na moogu. Pojawiło się jeszcze kilka naprawdę drobnych zmian, ale był one ograniczone ze względu na to, że każdy utwór był idealnie dopasowany do projekcji (co zawsze uważałem za koszmarnie ograniczające).

                                                          

I to tyle. Na jesieni 2012 r. otrzymaliśmy z tej trasy oficjalne dvd. Zawsze uważałem, że Stevena Wilsona lepiej się słucha niż ogląda (może z wyjątkiem „Anesthetize”, które jest doskonałe pod każdym względem). Niestety, najbardziej odczułem to oglądając „Get All You Deserve”. O ile muzyka jest świetna, to oglądanie Stefana machającego rękami jak pajac i czarującego dłońmi jak Harry Potter, nie stanowi dla mnie źródła przyjemności, raczej zażenowania. Z Wilsona zrobił się taki Piotr Rogucki angielskiego prog-rocka, niektórym to się pewnie podoba, ale ja wolałem kiedy miał łapy przyklejone do gitary i nie mógł sobie folgować. Szczytem było czołganie się po ziemi w trakcie „Index” w 2013 r., ale do tego dojdziemy przy okazji TEJ trasy (niecierpliwym polecam wideo Index z Lorelay z 2013 r.).

Tak czy inaczej, po przeczytaniu serii tekstów o „Grace For Drowning Tour” (An Evening With Steven Wilson), powinniście wiedzieć już całkiem sporo o tym jak to wyglądało i jakie pamiątki z tego zostały.

To była ciekawa trasa. Najkrótsza w Stefana solowej karierze, ale w tym czasie zdążył dwukrotnie zmienić gitarzystę, dorzucić Amerykę południową i niespodziewany drugi europejski leg.
Zagrał niewiele ponad 40 koncertów (obecnie kończy trasę, która zawiera ponad 150 dat), ale to fantastyczne koncerty. Jeżeli chodzi o solowe wyczyny Wilsona, to czeka nas teraz trasa Raven, ale to już w przyszłym roku. Na ten rok zaplanowałem jeszcze kilka tekstów, ale na razie chichosza.

poniedziałek, 21 marca 2016

TOP10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree.



Są w repertuarze koncertowym Porcupine Tree takie utwory jak Trains, Blackest Eyes, Lazarus, itd., kawałki, których prawdopodobieństwo obecności w secie wynosiło czasem więcej 100%. Po drugiej stronie długiej listy znajdują się wyjątki, które z różnych powodów pojawiały się w setach rzadko, lub na krótko. Czasami zdarzało się, że nawet popularniejsze utwory ogrywano w unikalnych wersjach. Pomyślałem, że zrobię zestawienie top10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree. Brałem pod uwagę różne czynniki, począwszy od ilości wykonań, po dostępność nagrań, a na wyjątkowości konkretnych odegrań kończąc.
Skupiam się tym razem tylko na PT żeby nie robić śmietnika wrzucając do wora wszystkie koncerty z udziałem Wilsona, ale być może zrobię kiedyś takie zestawienia dla innych zespołów, w których grał.
Zacznę od utworów, które się w moim topie nie zmieściły, ale o których należy wspomnieć. Są to między innymi Small Fish i Black Dahlia (oba wykonane tylko dwukrotnie na specjalnych koncertach w Nowym Jorku i Londynie w 2010 roku), This Is No Rehearsal (grany tylko w drugiej połowie 1997 i na mikro trasie w 1998), czy też The Nostalgia Factory i Linton Samuel Dawson (grane tylko raz w 1993, oraz na trasach w 1996 roku, ten pierwszy jeszcze raz w 1997). Kawałki, te nie wylądowały na głównej liście przede wszystkim z uwagi na to, że bootlegi z tymi wykonaniami są bardzo łatwo dostępne (może z wyjątkiem rzekomych wykonań z 1993 roku). Jest jeszcze pojedyncze wykonanie Thank U Alanis Morissette, które SW zagrał ze względu na awarię sprzętu, ale postanowiłem nie uwzględniać coverów.
Postanowiłem też nie uwzględniać dwóch rzadkich wykonań Shesmovedon z Tour of A Blank Planet, ponieważ są one unikatowe jedynie w kontekście tej jednej trasy. Odegrane wtedy wersje nie różniły się wiele od tego co zespół prezentował wcześniej na czterech trasach z rzędu. Ciekawa sprawa jest natomiast z Always Never, które niby grane było często w latach 93-97, a tak naprawdę wcale nie. Pełną wersję zespół grał jedynie między 1993, a kilkoma pierwszymi koncertami w 1995 roku (jakieś kilkanaście wykonań w tym okresie). Kolejne kilkadziesiąt zawierało tylko drugą połowę utworu, dolepioną do The Moon Touches Your Shoulder. Always Never znajduje się tuż za listą, na miejscu 11. Które utwory dostały się zatem do mojego top10?


10. Glass Arm Shattering (wykonania z Deadwing Tour 2005)

Zakładam, że wiele osób zdziwi się obecnością Glass Arm Shattering, ale utwór ten wcale nie był stałym punktem programu podczas Deadwing Tour. Wręcz przeciwnie.
O ile wraz ze startem trasy, kawałek był grany niemal co noc, to wytrzymał w secie raptem 8 koncertów i na zawsze pożegnał się ze sceną. Co się stało? Można gdybać, ale najprawdopodobniej utwór zwyczajnie się nie sprawdził na koncertach. Wprawdzie słuchając wersji na żywo trudno mi się do czegoś przyczepić, ale należy pamiętać, że inaczej to wygląda z perspektywy publiczności, a inaczej z perspektywy zespołu. W tym wypadku, Glass Arm Shattering dostał bilet na ławkę rezerwowych, co oczywiście nie wyklucza, że kiedyś jeszcze się nam objawi. Dostępność tych wykonań jest umiarkowana, jakość bootlegów raczej słabsza, a oficjalna wersja nigdy nie została wydana.


                                  


9. Feel So Low (z Avivem Geffenem)

Wersję nagraną (a później wykonywaną na koncertach) z Blackfield dobrze znamy, ale tu mówimy o Porcupine Tree. Feel So Low nie był utworem często granym na koncertach. W zasadzie zespół nie grał go w ogóle do czasu koncertów w Izraelu (w 2000) gdzie wystąpili na zaproszenie Aviva Geffena. To prawdopodobnie on namówił Wilsona żeby to zagrali (to był jego ulubiony utwór), a na dodatek wystąpił razem z zespołem podczas tych pierwszych wykonań. Istnieje dobrej jakości bootleg z transmisji radiowej z koncertu w Tel Avivie, zatem (mimo, że nieoficjalnie) można tę unikalną wersję usłyszeć w miarę porządnie. Potem Porcupine Tree zagrali kawałek parę razy na Lightbulb Sun Tour i co najmniej kilkanaście podczas trasy In Absentia Tour w 2003. Od tamtej pory cisza.

                                  

8. Fadeaway

Fadeaway było stałym punktem programu na trasach w 2003 i 2005 roku. Rzecz w tym, że wokal w tym utworze został powierzony w tym czasie Wesowi i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że słuchamy coveru. Taka wersja jest szeroko dostępna (głównie na XM II), ale przecież zespół grał Fadeaway wcześniej. I te wykonania można policzyć na palcach jednej ręki.
Podobno utwór został wykonany raz w 1993 na debiutanckim koncercie PT. Nie wiem jak to zabrzmiało bo nie słyszałem żadnego bootlegu z tego występu (chociaż dwa lata temu, Wilson udostępnił z niego Voyage 34 i Burning Sky więc może doczekamy się i reszty). Następne wykonania pojawiły się dopiero w 1999 roku kiedy zespół zagrał nieco improwizowaną wersję (na gitarę i keyboard) przy dwóch (co najmniej) okazjach (np. w Londynie, z okazji ostatniego koncertu PT w XX wieku). Ostatni raz Fadeaway z Wilsonem na wokalu odegrano na koncertach w Polsce w 2001 roku i to na życzenie organizatora - Piotra Kosińskiego. Gdyby nie poprosił o to Wilsona, to zapewne nic by z tego nie wyszło. Z jakiegoś powodu zespół zdecydował się wskrzesić pełną wersję jako stały punkt programu na części trasy In Absentia w 2003 i w 2005 roku na Deadwing Tour kiedy grali muzycznie jeszcze wierniejszą oryginałowi wersję (głównie z uwagi na re-edycje/re-recording Up The Downstair). W ten sposób pociągnęli kilkadziesiąt wykonań, ale tak jak pisałem wcześniej, wszystkie śpiewał Wes. Nie czepiam się jego interpretacji, ale stwierdzam fakt, że utwór ten w wykonaniu Wilsona został zagrany raptem kilka razy przez całe lata 90-te. Żadne z tych wykonań nie zostało oficjalnie wydane (bo zarejestrowane tak), ale istnieją bootlegi i to całkiem niezłej jakości.

                                  

7. Moonloop (wykonanie z Union Chapel w Londynie, 1997)

Moonloop był wykonywany regularnie między 1994, a 1998 rokiem. Wtedy był to tak stały punkt programu, jak w późniejszych latach Trains. Pod koniec 1997 roku, Porcupine Tree zaczęli powoli odsuwać go od setu czyniąc różnego rodzaju miksy z innymi utworami (np. Ambulance Chasing + sama koda Moonloop, albo część improwizowana przechodząca płynnie w Signify). Jedno z takich niezwykłych wykonań (w londyńskim Union Chapel w 1997 roku) zbiegło się z faktem, że na tym konkretnym koncercie wystąpił gość specjalny, między innymi właśnie w Moonloopie. Gościem był Theo Travis, który wykonał z PT dwa utwory (ten drugi zasiadł na miejscu wyżej). Uzbrojony we flet i saksofon Travis sprawił, że tamta wersja Moonloopa jest absolutnie unikatowa. Gościnne występy innych muzyków na koncertach Porcupine Tree to bardzo rzadka rzecz i mam na myśli całe 20 lat koncertowania tego zespołu. Theo świetnie wpasował się w improwizowaną partię Moonloopa i sprawił, że zabrzmiała ona naprawdę spontanicznie. Na szczęście ktoś to niezwykłe wydarzenie nagrał. Jakość jest niestety słaba, ale nie śmiem marudzić.

                                  


6. Ambulance Chasing (wykonanie z Union Chapel w Londynie, 1997)

Ambulance Chasing wylądował wyżej od wspomnianego przed chwilą Moonloopa głównie ze względu na to, że utwór ten w jakiejkolwiek wersji był grany przez krótki okres czasu (na raptem 20-stu koncertach). W tym wypadku, Theo Travis zagrał również w ostatecznej wersji studyjnej (która pojawiła się w końcu na Recordings, ale na tamtym etapie była mocnym kandydatem na utwór albumowy, a nawet tytułowy nowej płyty) co dodaje smaczku temu jednemu wykonaniu z nim w składzie. Muzyk dużo tu improwizuje (zarówno na flecie jak i na saksofonie) co działa również na resztę zespołu, która pozwala sobie zaszaleć. Podobnie jak w przypadku Moonloopa z tego koncertu, powstała wersja wyjątkowa. Uwieczniono ją na średniej jakości bootlegu.

                                  


5. Stars Die


Możecie się dziwić co Stars Die robi tak wysoko, ale zaraz wytłumaczę dlaczego tak jest. Czasami nagrywając lub wykonując utwór chwyta się pewne momentum, które jest później bardzo trudne lub niemożliwe do odtworzenia. Stars Die jest tego dobrym przykładem. Przez wiele lat Porcupine Tree nie podjęli się wykonania tego utworu w pełnej wersji. Z różnych powodów.
W koncertowym składzie był tylko jeden gitarzysta (w studyjnym nagraniu są 3 gitary, czasami grające naraz), nie mówiąc nawet o partiach granych na flecie. Ponadto Wilson uparcie twierdził, że nie jest w stanie zaśpiewać tego na żywo ponieważ utwór charakteryzuje się eterycznym, niemal szeptanym wokalem na tle pełnego zestawu instrumentów. Coś takiego bardzo trudno jest odtworzyć poza studiem. Ze Stars Die nie dało się iść na kompromis taki jak z The Moon Touches Your Shoulder czy Waiting. Przynajmniej nie w tamtym czasie. Kiedy w końcu udało się opracować satysfakcjonującą wersję koncertową graną przez cały zespół, był już rok 2008. I mimo że te wykonania są wspaniałe (wersja z Octane Twisted to prawdziwy pokaz geniuszu nowej aranżacji), to jednak Wilsonowi głos się zmienił, skład zespołu się zmienił, minęło sporo czasu, itd.
Do czego zmierzam? Steven pokusił się kilka razy o akustyczne wykonanie Stars Die w czasach kiedy wspomniane momentum jeszcze się nad nim unosiło. Było ich kilka na krzyż, a jedno z nich SW odegrał na antenie Radia Rock w Rzymie w 1995, w towarzystwie Chrisa Maitlanda. Jest to zatem jedyne (bądź jedno z niewielu) wykonanie z Chrisem robiącym chórki i grającym na bębenku. I chyba najbliższe duchowo względem studyjnego oryginału. Całe szczęście, że transmisję ktoś nagrał i dzięki temu dostępne jest niezłej jakości uwiecznienie tej wersji w audio.

                                  


4. Stranger By The Minute

Stranger By The Minute przechodził dwie fazy obecności w repertuarze koncertowym Porcupine Tree. Najbardziej popularne wykonania pochodzą z dwóch koncertów specjalnych w 2010 roku, kiedy zespół zaprezentował pół-akustyczną, ale pełnozespołową wersję. To jednak nie był debiut tego kawałka. Kilka razy w 1999 roku, Steven Wilson zdecydował się zagrać ten utwór akustycznie (sam z gitarą) podczas koncertów PT. Tak się złożyło, że Stranger By The Minute wyszło akurat na singlu i, co Stefan podkreślał, było to dosyć dziwne z ich strony żeby nie grać kawałka wybranego do promocji. Zespół miał ewidentnie problem z ogarnięciem dobrej koncertowej aranżacji (podobnie jak w przypadku Stars Die) więc Wilson musiał zagrać sam. I zagrał. Przynajmniej na czterech koncertach w 1999 roku i te wykonania są uwiecznione na bootlegach (niezłej jakości). Co ciekawsze, na pewno istnieje oficjalne nagranie takiej wersji ponieważ jeden z koncertów, na których SBTM się pojawiło został na 100% zarejestrowany. Koncertowa wersja Tinto Brass z singla Pure Narcotic pochodzi właśnie z tego występu (z Southampton, 24.04.1999). Może kiedyś się doczekamy wydania całości.

                                  


3. Every Home Is Wired

Jedyny piosenkowy utwór z Signify, z którym Porcupine Tree tak się ociągali i ostatecznie nigdy w pełni nie zagrali. Pomijając fakt, że druga część wersji studyjnej, to dolepiona improwizacja z kosmosu, nawet akustyczne wykonania okazały się rzadkością. Tak naprawdę mówimy tutaj o dwóch koncertowych prezentacjach na dwóch (z trzech) koncertach w Rzymie w marcu 1997 kiedy zespół nagrywał materiał na Coma Divine. Muzycznie trudno tutaj o obfity opis, SW gra to sam na gitarze akustycznej, a Chris Maitland robi chórki. I tyle. Całe dwa wykonania w historii koncertów Porcupine Tree. Ja posiadam jedno z koncertu z 26-tego marca i jest ono przycięte, a jego brzmienie łagodnie mówiąc nie zachwyca. Oprócz tego jest nagranie z próby przed koncertem i o dziwo jest doskonałej jakości (ale nie mogę tego policzyć jako publiczne wykonanie koncertowe).

                                  


2. Cryogenics

Długo się zastanawiałem nad obsadzeniem dwóch pierwszych miejsc, ale ostatecznie Cryogenics wylądowało na drugi miejscu, głównie ze względu na to, że wykonań było więcej niż Voyage 34 (Phase II), a dostępność i kompletność nagrań jest zadziwiająco duża. O kompozycji tej pisałem już bardzo dużo w cz.3 tekstu o Signify Tour i w tekście o The Sky Moves Sideways Tour, ale w skrócie – jest to nieco bardziej uporządkowana wersja improwizacji Mesmer III z Metanoi, zawierająca pewne nowe elementy. Istnieją dwie formy Cryogenics. Pierwsza, tak zwana długa, została zaprezentowana raz w 1995 roku w Northampton 11.10.1995 roku.

                                  

Zawierała nawet bardzo krótki, instrumentalny cytat z utworu Wake As Gun. Całość trwała ok. 5 minut. Druga wersja – krótka – została przygotowana z myślą o koncertach we Włoszech w pierwszej połowie 1997 roku i miała uświetnić koncerty rejestrowane na potrzeby wydania Coma Divine (dla którego Cryogenics miało być ekskluziwem). Porcupine Tree wykonali kawałek na wszystkich włoskich koncertach. Usunięto wstawkę z Wake As Gun i kilka innych elementów, a całość przechodziła niemal płynnie w Dark Matter. Ostatecznie SW uznał, że średnio im to wyszło i na Coma Divine nic się nie pojawiło. Co takiego jest w tym utworze, że znalazł się tak wysoko na liście? A to, że jest to jedyny przypadek kiedy Porcupine Tree wykonywali na koncertach utwór, który nigdy nie doczekał się wersji studyjnej (powiedzmy, że nie liczymy Mesmer III bo to mimo wszystko daleki krewny). Wbrew temu co uważa Stefan, Cryogenics to nie było takie barachło, zwłaszcza w pełnej wersji z 1995 roku. I może nie był to też najlepszy utwór napisany w tamtym czasie, ale z pewnością wart jest poznania. Na szczęście wykonanie z 1995 roku oraz większość (o ile nie wszystkie) z 1997 zostały zarejestrowane i są (mniej lub bardziej) dostępne w internecie. Wprawdzie jakość nie zrywa papy z dachu, ale podobnie jak w przypadku koncertu z Union Chapel, nie ma co się pastwić bo mogło nie być nic.

                                  


1. Voyage 34 (Phase II)

Król królów, mój oficjalny nr 1 jeśli chodzi o koncertowe rarytasy Porcupine Tree. I to w pełni zasłużony tytuł. Samo to, że przez lata uznawałem jego istnienie za żart, już o czymś mówi. Pierwsza faza Voyage 34 była stałym punktem programu w latach 1993 – 2001, ale druga pojawiła się w secie tylko trzy razy w ogóle. Długo nie byłem w stanie zweryfikować tego, czy tak rzeczywiście było, czy to się w ogóle wydarzyło. Niby była wzmianka na oficjalnej stronie PT, ale można tam znaleźć wiele błędów, literówek, a nawet dwa różne koncerty z taką samą datą. Brałem to „źródło” z pewną dozą rezerwy, ale jednak brałem. Kwestia rozwiązała się parę lat temu kiedy wpadły mi w ręce odpowiednie bootlegi (oraz informacje).
Voyage 34 (Phase II) miało swój debiut na koncercie, który zdobyłby prawdopodobnie pierwsze miejsce w kategorii „najbardziej enigmatyczny koncert Porcupine Tree” (możliwe, że taka lista powstanie). Występ ten odbył się w klubie Tic-Toc w Coventry, 11-tego grudnia 1993 roku. Był to jedyny koncert, który PT zagrali w niepełnym składzie (i jedyny koncert zagrany jako trio). Zabrakło Richarda Barbieri, który tego dnia był „niedostępny”. Trudno mi sobie wyobrazić jak to wyglądało (a raczej brzmiało) i dlaczego akurat ten dzień wybrali sobie na premierę drugiej fazy V34? Niestety na takie pytania trudno odpowiedzieć jeżeli brakuje nie tylko materiału audio/video, ale zwykłej relacji fana z tamtego dnia. Jedynie sucha informacja na stronie PT o nieobecności Ryśka, świadczy o tym, że był to koncert inny niż wszystkie. Bootlegu nie tylko nie posiadam, nie słyszałem/czytałem nigdy o istnieniu takowego. SW na pewno ma nagranie z konsolety w swoim zbiorze, ale czy z punktu widzenia zespołu jest to koncert, którego rejestracja powinna opuścić archiwum? Wątpię.
Na ponowne odegranie fazy drugiej nie trzeba było długo czekać, natomiast trzeba było być Holendrem, który akurat 7-mego stycznia 1994 r. zdecydował się być w klubie De Pul w mieście Uden.

                                  


Porcupine Tree odegrali wtedy obie fazy Voyage 34 obok siebie i istnieje z tego wydarzenia bootleg. Niestety słabej jakości, a co najważniejsze, urywa się po kilku minutach od wejścia drugiej fazy. Prawdopodobnie nagrywającemu skończyła się kaseta. Wiemy jednak mniej więcej jak zespół ogarniał wtedy temat tej kompozycji na żywo, a przede wszystkim to, że naprawdę to grali.
Ostatni raz jak dotąd miał miejsce podczas jednego ze słynnych koncertów w Rzymie, kiedy nagrywano Coma Divine. 26-tego marca 1997 roku, w klubie Frontiera, publiczność usłyszała fazę II na zakończenie drugiego z trzech występów, które się w tym czasie odbyły. Nagranie z publiczności istnieje, ale jest jeszcze gorszej jakości niż to z 1994 roku i urywa się jeszcze szybciej (ale cały bootleg jest mocno poszatkowany).


                                  


Tym samym wygląda to jak badanie archeologiczne. Dostajemy jakieś strzępy informacji, pewne namacalne (w tym wypadku słyszalne) dowody na istnienie tego i owego, ale reszty musimy domyślać się z kontekstu, bądź z kosmosu.

Warto jednak pamiętać, że te koncerty były profesjonalnie nagrywane (nie tylko na pamiątkę, jak większość pozostałych) i takie wielościeżkowe nagranie Voyage 34 (Phase II) istnieje i czeka na wydanie. Już wtedy, w 1997 roku, Steven Wilson zasugerował, że kiedyś mogą to wydać. Podejrzewam, że w końcu się tego doczekamy, w ten lub inny sposób.

To by było na tyle jeśli chodzi o top10 najrzadszych koncertowych wykonań kompozycji Porcupine Tree. Mam nadzieję, że pewnym osobom nie odebrałem przyjemności odkrywania tych skarbów samemu, ale podejrzewam, że większość z Was z ulgą przyjęła do wiadomości, że nie będzie musiała przeszukiwać całego internetu w poszukiwaniu materiału audio. Zebranie tych utworów zajęło mi całe lata, ale dzięki temu mogę teraz podzielić się tym wszystkim z innymi. Do następnego tekstu!