Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lightbulb Sun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lightbulb Sun. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 lipca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.6: Bootlegi.



Lightbulb Sun Tour”, to trasa pokrętna, ale całkiem przyzwoicie udokumentowana. Biorąc pod uwagę niewielkie zmiany w setlistach, to zestaw do słuchania jest wyjątkowo kompletny. Zacznę oczywiście od nagrań najlepszej jakości, jest ich kilka.
Przede wszystkim NEARFest z 23.06.2001. Najbardziej popularny bootleg z tej trasy i chyba jeden z najpopularniejszych PT w ogóle (zwłaszcza wideo). Brzmienie jest kapitalne, momentami może lekko słychać, że to streaming, ale nie do takiego stopnia żeby komuś to mogło przeszkadzać.

                                                

                                                


Z tego koncertu pochodzi moje zdecydowanie najulubieńsze (i imo najlepsze) wykonanie Last Chance..., a oprócz tego doskonałe Hatesong. Zresztą cały koncert jest legendarny. Doskonała alternatywa dla „Warszawy”, u mnie nawet częściej odtwarzana. Co jeszcze?
Jeśli chodzi o materiał audio/video, to z pewnością Amsterdam 26.05.2001, występ przed Marillion. Bootleg pochodzi z webcastu, jakość jest w miarę niezła jak na tamte czasy. Dźwięk jest mocno skompresowany i trochę suchy, ale to nadal soundboard. Sam koncert jest całkiem dobry.
Na koniec dwa bootlegi nagrane z radia. Po pierwsze Tel Aviv (15.11.2000 r.), jedyny tego typu bootleg z 2000 r. Rejestracja jest trochę przytłumiona, prawdopodobnie transmisja/retransmisja była nagrywana na kasetę. Koncert jest bardzo dobry, a w dodatku na dwa utwory do zespołu dołącza Aviv Geffen. Drugi bootleg z radia to słynny występ w Trójce (6.04.2001 r.). To zasadniczo mało atrakcyjny materiał dla ludzi posiadających „Warszawę” (która brzmi lepiej), ale ciekawscy docenią, że nagranie oryginalnej transmisji zawiera wszystkie gadki Stefana i właściwą kolejność utworów (z Lighbulb Sun na końcu). Są różne wersje, nie wszystkie kompletne.

                                               
                                               


Jeśli chodzi o nagrania z publiczności, to nie jest źle. Pierwszy występ z 2000 r. w Londynie (31.05.2000 r.) oraz zagrany kilka tygodni później Terni (17.06.2000 r.) doczekały się po dwóch rejestracji, obie podobne do siebie, obie na 3+./4 Z trasy z Dream Theater najlepiej zaopatrzyć się w Den Bosch (14.10.2000 r.). Z głównej trasy w 2001 r. zdecydowanie polecam Bristol (14.02.2001 r.) i Boras (23.03.2001 r.), świetne koncerty, świetne setlisty i dobra jakość. Bootlegowa reprezentacja polskich koncertów, to (poza „Warszawą”) dwa nagrania – warszawska Proxima (5.04.2001 r.) i krakowski Teatr UPC (8.04.2001 r.). Proxima całkiem niezłej jakości, ale niekompletna (urywa się po Tinto), natomiast Kraków odrobinę słabszy, ale zawiera Fadeaway!

Na koniec kilka propozycji z cyklu „nie ważna jaka jakość, bo koncert wyjątkowy”. Ta lista jest długa. Przede wszystkich wielka trójka, czyli Nowy Jork, Zaandam i Canterbury. Szczęśliwie, trio jest dobrej jakości. W Nowym Jorku (27.06.2001 r.) Porcupine Tree grali na najwyższych obrotach, bo panowie z potencjalnej nowej wytwórni oglądali. Słychać, że zespół się ostro spina z muzą, chociaż Wilson czasami niedomaga wokalnie. Zaandam (13.07.2001 r.) to słynny koncert od tyłu do przodu. Jedyny taki w historii zespołu i choćby z tego powodu warto go usłyszeć. Canterbury (18.08.2001 r.) to świetny, energetyczny koncert, podczas którego zespół świętuje zakończenie trasy i (po cichu) podpisanie nowej umowy. Najważniejsze jednak, że to ostatni występ z Chrisem i cieszy to, że tak znaczące wydarzenie było tak dobre. Coś jeszcze?
Akustyczny mini-koncert duetu Wilson-Maitland w Relapse Records w Philadephi (25.06.2001 r.). Jest zarówno wideo jak i audio. Oprócz tego jeszcze warto mieć Shepard’s Bush Empire (11.05.2001 r.), bo ten koncert był nagrywany z zamiarem wydania na płycie. Słychać, że zespół stara się mocno. Mało? To dorzucę jeszcze Kolonię (24.05.2001 r., koncert przed Marillion), Gottinegen (28.03.2001 r.) oraz Mainz (27.03.2001 r.) i Manchester (19.10.2000 r.).

Jest czego słuchać więc zapraszam do słuchania, w razie czego służę pomocą!





wtorek, 25 lipca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.5: Zakończenie trasy.



Po krótkiej przerwie, 11 maja zespół wystąpił u siebie w Londynie w Shepard’s Bush Empire. Na tę okazję zaplanowano nagranie całego koncertu i ewentualne wydanie go na płycie/płytach. Do rejestracji doszło, ale Londynu w całości, ani we fragmentach nigdy nie wydano. O całej tej historii pisałem w pierwszym wpisie tego bloga w 2013 r. i do niego tez odsyłam.

http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2013/11/shepards-lost-empire.html

Setlistowo nie zadziało się wtedy nic nowego. Razem z PT wystąpiła wtedy Anathema. Był to ostatni na jakiś czas pełnoprawny koncert Porcupine Tree ponieważ niewiele ponad tydzień później, zespół dołączył na parę wieczorów do Marillion w ramach promocji ich nowej płyty Anoraknophobia.

Setlista w ramach support slotu wyglądała tak:

01. Even Less
02. Slave Called Shiver
03. Shesmovedon
04. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
05. Stop Swimming
06. Hatesong
07. Up The Downstair


Repertuar podobny do tego z trasy Dream Theater, ale nieco mniej nastawiony na ciężkie granie (muzyka ówczesnego Marillion była zdecydowanie bardziej zbliżona do tego, co robili Jeżodrzewie).
W trakcie, PT wyrwali się na jeden „własny” koncert do holenderskiego Helmond gdzie na premierowe w tym roku wykonanie Feel So Low dołączył do nich Aviv Geffen. Następnego dnia (26-tego maja) zagrali jeszcze jeden raz przed Marillion w Amsterdamie (wideo z tego koncertu jest dosyć popularne), a potem udali się na kolejny mini-urlop.

                            
                                                  

Niecały miesiąc później, Porcupine Tree zajechali do USA na mini-trasę. Rozpoczęli w Betlehem gdzie odbywał się słynny festiwal NEARFest, na który zespół zaproszono. To było dosyć spore wydarzenie, a całość streamowano (chyba nawet na żywo), co obecnie jest normą, ale w 2001 r. było szczytem techniki. Setlista nie odbiegała zbytnio od tego, co zespół w tamtym czasie prezentował, natomiast sam koncert wypadł rewelacyjnie. Większość z Was na pewno go zna, bo to jeden z najbardziej popularnych wideo-bootlegów PT w ogóle. Warto zwrócić uwagę na mistrzowską reakcję Colina kiedy w trakcie Voyage 34 pęka mu pasek od basu (od 14 minuty na filmiku poniżej).

                                                   

25 czerwca, w dniu koncertu w Philadelphi, Porcupine Tree w składzie Steven i Chris, zagrali jeden ze swoich słynnych akustycznych mini-występów. Ten odbył się w sklepie Relapse Records, całe wydarzenie zostało uwiecznione w formie wideo, które jest dostępne na YouTubie.

                                                   

Steven miał ze sobą gitarę akustyczną, a Chris butelkę wody, której używał jako shakera. Duet wykonał:

01. Pure Narcotic
02. Feel So Low
03. A Smart Kid


Warto zwrócić uwagę na to, że to było jedyne wykonanie A Smart Kid w 2001 r.
Wilson i Maitland wybierali utwory w trakcie występu. Z publiczności padały różne propozycje (np. Stars Die, Fadeaway, Nine Cats nawet Voyage 34), ale SW skupił się na promowaniu nowego materiału.

Do końca trasy pozostało już niewiele, ale o trzech koncertach należy napisać więcej. Po pierwsze, koncert w Nowym Jorku (27 czerwca), który był ostatnim występem zespołu w USA na tej trasie. Występ był wyjątkowo długi (16 utworów), a z relacji wynika, że zespół palił (chociaż nie w trakcie koncertu). Powody były, ponieważ na sali tego wieczora znaleźli się wysoko postawieni ludzie z wytwórni płytowej Atlantic. Porcupine Tree musieli dać z siebie wszystko i ewidentnie dali, bo umowa została podpisane (o czym później). Na tę okazję wróciło nawet Waiting!
Kolejny koncert, o którym należ wspomnieć, to koncert w Zaandam, który odbył się 13 lipca 2001 r. Pisałem już o nim w moim TOP 5 najdziwniejszych koncertów PT (http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2017/04/top-5-najbardziej-niezwykych-i.html). W skrócie – zespół zagrał standardową setlistę od tyłu. Wilson pożegnał się z publicznością na wejściu, po Radioactive Toy zeszli ze sceny, po czym wrócili i odegrali resztę od tyłu, kończąc na Even Less. Nieznane są powody, dla których PT tak zrobili, ale podejrzewam, że próbowali zwalczyć monotonię końca trasy oraz dobrze się bawić. Na tym koncercie wykonano rzadko grane Stop Swimming i Feel So Low.
Trzeci koncert, to zarazem ostatni koncert tej trasy, ostatni tamtego roku, ostatni z Chrisem Maitlandem i ostatni bez wsparcia grubej wytwórni. Sporo tego, prawda? Wydarzenie miało miejsce w Canterbury w ramach Canterbury Festival (18 sierpnia). Koncert bardzo ważny, wręcz wiekopomny, ale słuchając bootlegu czuć wielki luz ze strony zespołu. To był ostatni koncert długiej i męczącej trasy, kontrakt był już pewnie na tym etapie podpisany (lub bliski podpisania), było co świętować.
Na tym, wyrwanym trochę z kontekstu trasy występie, słyszymy Porcupine Tree zmęczone, ale szczęśliwe, grające na luzie ze świadomością, że ich ciężka praca dała wymarzone rezultaty.
Srogo tamtego dnia lało i Stefan rzucał nawet żartami nawiązując do średniowiecznego kawałka PT pt.: It Will Rain For a Million Years. Publiczność reagowała żywiołowo, a zespół odpowiadał fantastycznymi wykonaniami. Setlista wyglądała tak:

01. Tinto Brass
02. Shesmovedon
03. Even Less
04. Slave Called Shiver
05. Lightbulb Sun
06. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
07. Stop Swimming
08. Hatesong
09. Up The Downstair
10. Radioactive Toy 

 
Myślę, że było to idealne zwieńczenie pewnego etapu działalności grupy.


Zaraz po wakacjach, na stronie zespołu pojawiła się taka informacja

Porcupine Tree's new record deal

There has been a lot of speculation and rumours about which label Porcupine Tree will be recording for in future. Things are not quite finalised yet, but there will be an official announcement of some very exciting news on this site very soon. The writing for the next album is almost finished and the band plan to enter the studio to start recording in January.


A jakiś czas później taka:

PORCUPINE TREE ON ATLANTIC RECORDS

Porcupine Tree are pleased to announce that they have signed a worldwide recording agreement with Lava/Atlantic Records. Recording of their seventh studio record and first for the new label will start early in the new year. The band would like to take the opportunity to thank all their fans all over the world for helping this to happen. The enthusiasm and magnitude of support for the band was a big factor in helping to secure the band major backing for it's unique approach to making music.


Jak można zauważyć, Stefan miał już utwory napisane jeszcze w 2001 r., a przynajmniej tak wtedy utrzymywano. Krótko po podpisaniu kontraktu, z zespołem pożegnał się Chris Maitland. Wiele się mówiło o okolicznościach tego wydarzenia i nie chcę zaogniać plotek, bo minęło już 16 lat i nie ma co tego rozgrzebywać. Napiszę tylko, że powtarzana wtedy przez SW historia o tym, że Chris odszedł z uwagi na ciężar odpowiedzialności związanej z dużą wytwórnią, to nie jest cała prawda. Jak sam Chris kiedy powiedział w wywiadzie „tak naprawdę, to nie odszedłem” i chyba tyle wystarczy. Wielka to szkoda, bo Chrisa fanem jestem olbrzymim i bardzo mi brakuje jego wysmakowanej gry w PT.

W międzyczasie, wydano jeszcze kompilacje „Stars Die”, kilka starszych albumów wznowiono oraz ponownie przesunięto premierę live albumu (zasłaniając się nowo podpisaną umową).

Tak więc rok 2001 zakończył się dla Porcupine Tree w bardzo mieszany sposób. Trasa się udała i podpisano lukratywny kontrakt z duża wytwórnią, ale zespół stracił perkusistę i to na chwilę przed wejściem do studia w celu nagrania albumu, na który ledwo co podpisali umowę (i zapewne pobrali zaliczkę).

Na trasie Lightbulb Sun, między 31 maja 2000 r., a 18 sierpnia 2001 r., zagrano 22 utwory:

1 utwór z „On The Sunday Of Life”
2 utwory z „Up The Downstair”
3 utwory z „Signify”
7 utworów ze „Stupid Dream”
8 utworów z „Lightbulb Sun”
1 utwór niealbumowy (Voyage 34 (Phase I))


Jak zatem można podsumować lata 2000-2001 w historii PT? Działo się dużo, zarówno na polu wydawniczym, jak i koncertowym. Zespół powoli, ale konsekwentnie piął się po drabinie kariery, czego ukoronowaniem był koncert w Nowym Jorku, który zaowocował podpisaniem przełomowej dla Jeżodrzewia umowy. Jak to się mawia, nic już po tym nie mogło być jak wcześniej i nie było.
W następnym tekście trasowym, przyjrzymy się In Absentia Tour, na której zespół musiał odnaleźć się w nowych realiach, z nowym składem (studyjnym i scenicznym) i nową muzyczną ekspresją. Zanim jednak do tego przejdziemy, czeka Was ostatnia część serii o Lightbulb Sun Tour, czyli część o bootlegach!

poniedziałek, 17 lipca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.4: Polska i reszta Europy.



Pierwsze dwa miesiące 2001 r. zespół miał wolne. Wilson kończył prawdopodobnie w tamtym czasie miksować "Arcadia Son" IEM. Również w styczniu 2001 r. oficjalnie zakończyły się nagrania "Returning Jesus" no-man, pozostało tylko ustalić tracklistę, co okazało się dosyć problematyczne (co nie zmienia faktu, że płyta zdążyła ukazać się w marcu). Warto również wspomnieć o tym, że na 2001 r. planowano wstępnie premierę pierwszego EP Blackfield, ale współpraca Stefana z Avivem okazała się być na tyle udana, że duet wstrzymał się z wydaniem mini-albumu i nagrał całą płytę (pt. Blackfield), która wyszła w 2004 r. Czy powstawały już w tym czasie nowe utwory Porcupine Tree? Na pewno w tamtym roku powstał utwór Vapour Trail Lullaby, który był pisany wstępnie z myślą o Jeżodrzewiu, a ostatecznie został podzielony na dwie części, z których pierwsza trafiła na debiut Blackfield (jako Lullaby), a druga na pierwsze solo Wilsona "Insurgentes" (jako Twilight Coda). Skrócone demo oryginału (6:25) zostało potem wrzucone przez Stefana na Myspace koło 2006 r. Pełniejsza (ale wciąż skrócona) wersja (9:18) została dołączona w 2010 r. do dvd z filmem Insurgentes. Pełne demo miało ponoć w okolicach 14-tu minut.

Właściwa trasa Lighbulb Sun rozpoczęła się w Walentynki w Bristolu. Porcupine Tree zagrali:

01. Lightbulb Sun
02. Shesmovedon
03. Up The Downstair
04. Don’t Hate Me
05. Even Less
06. Slave Called Shiver
07. Russia On Ice
08. Pure Narcotic
09. Where We Would Be
10. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
11. Four Chords That Made A Million
12. Hatesong
13. Waiting (Phase One)
14. Tinto Brass

15. Sleep Of No Dreaming
16. Signify

Setlista stanowiła jedną z wariacji repertuaru ubiegłorocznego i nie było pod tym względem żadnych niespodzianek.
Warto jednak zwrócić uwagę na to, że np. Waiting pojawiło się w tym roku prawdopodobnie tylko na trzech koncertach, Don’t Hate Me na sześciu, a 4 Chords na siedmiu. Te liczby mogą być inne, ale wytłumaczę to za chwilę. W trakcie Waiting, Wilson miał jakiś problem z gitarą lub efektami, w efekcie czego Chris przez pierwszą minutę grał kawałek solo ;) Stefan nazwał to „12” megamix”. Bosy oczywiście prezentował się w tamtym czasie w lennonkach i ciuchach o dwa rozmiary za małych. Zestaw z dnia następnego (15 lutego) w Leeds nie zmienił aż nadto w kwestii piosenek, ale PT przetasowali setlistę tak aby rozpoczynała się od sprawdzonego w tej roli duetu Even Less / Slave Called Shiver i tak już zostało.
Niestety luki w informacjach dotyczących pozostałych koncertów, które odbyły się w lutym nie pozwalają mi stwierdzić, że ta setlista faktycznie utrzymała się w tym czasie w niewzruszonej formie (stąd niepewność co do ilości wykonań Waiting i reszty), czy nie. Skłaniam się jednak ku temu pierwszemu, bo najbliższy występ z potwierdzoną setlistą (14-ty marca, Amsterdam)
jest bardzo podobny, tylko krótszy o dwa kawałki. To był ostatni do dziś raz kiedy zagrano Four Chords That Made A Million. Po lutowej części turnusu, Don’t Hate Me nie wróciło już w tej inkarnacji Porcupine Tree. Na kolejnym koncercie, zespół zaszalał i wstawił na pierwszy bis Voyage 34 (Phase 1), natomiast Sleep Of No Dreaming powędrowało do góry, a 4 Chords wypadło bezpowrotnie. Tak samo zagrali też noc później w Zoetemeer. 18-tego marca, Porcupine Tree przyjechali do Niemiec i koncertem w Kolonii rozpoczęli małą (dwukoncertową) „trasę” po tym kraju. Do Szwecji, PT przyjechali już z zestawem 13 piosenek, więc repertuar kurczył się coraz bardziej i trudno powiedzieć dlaczego (może poza faktem, że Voyage 34 jest dłuższy, ale bez przesady).
Dopiero kiedy Jeżodrzewie wrócili do Niemiec, to „zaszaleli” dodając na bis Radioactive Toy, kawałek który od 1999 r. wrócił tylko podczas krótkiego pobytu zespołu w Izraelu.
Na razie był to jednorazowy wybryk, chociaż od tego momentu znowu zaczynają pojawiać się dziury w informacjach (co jest zaskakujące, w porównaniu do całkiem kompletnej kolekcji setlist z lat 90-tych). Wiadomo, że 2-go kwietnia w Lipsku swój debiut w 2001 r. zaliczyło Stop Swimming. Wg. moich notatek, Radioactive Toy powróciło 30-tego marca w Karlsruhe i zastąpiło Signify w roli ostatniego bisu (więc set nadal był wyjątkowo krótki). Następnego dnia w Aschaffenburgu pojawił się oba utwory. Niestety repertuaru wszystkich koncertów do końca trasy po Niemczech możemy się jedynie domyślać. Następnym przystankiem była Polska, więc tutaj jest znacznie lepiej. Trasę po kraju „najlepszych fanów na świecie”, zespół rozpoczął koncertem w poznańskim CK Zamku. Setlista wyglądała tak:

01. Even Less
02. Slave Called Shiver
03. Shesmovedon
04. Up The Downstair
05. Lightbulb Sun
06. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
07. Russia On Ice
08. Pure Narcotic
09. Where We Would Be
10. Hatesong
11. Tinto Brass

12. Voyage 34 (Phase I)
13. Signify
14. Radioactive Toy

Ponoć ten ostatni utwór nie widniał na wydrukowanej setliście. Z tej mini trasy po Polsce słyszałem wiele legend, między innymi o fankach Chrisa, które przynosiły na koncerty bannery „we love Chris” i krzyczały jego imię przez cały występ.
Trzeba przyznać, że Chris miał u nas iście królewskie pożegnanie (o czym oczywiście nikt jeszcze wtedy nie wiedział).
Kolejny koncert odbył się 5-tego kwietnia w warszawskiej Proximie. Setlista pozostała w większej części bez zmian, ale zadziało się w bisach. Warszawiacy nie usłyszeli na zakończenie Radioactive Toy, natomiast na pierwszy bis zespół podarował im pierwsze od kilku wykonań z końcówki 2000 r. (które były pierwsze od 93 r.) Fadeaway. Grubo. Z tego co wiem, Stefan zgodził się zagrać ten utwór (w aranżacji na gitarę akustyczną i klawisze) na specjalną prośbę organizatora Piotra Kosińskiego. Mój znajomy zrobił wtedy z Wilsonem wywiad (a raczej robił za tłumacza). Zespół pozostał w Warszawie, ponieważ następnego dnia miał wystąpić w studiu im. Agnieszki Osieckiej, czyli w Trójce. Piotr Kaczkowski wspominał, że dużo trzeba było się nastarać i przez wiele formalności przebrnąć, aby ten koncert mógł się odbyć. Wydarzenie to przeszło do historii, a przez fanów PT na świecie znane jest pod hasłem „Warszawa” - czyli płyty z tym występem, która została wydana 3 lata później. Setlista prezentowała się w ten sposób:

01.Even Less
02. Slave Called Shiver
03. Shesmovedon
04. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
05. Russia On Ice
06. Where We Would Be
07. Hatesong
08. Stop Swimming
09. Tino Brass
10. Voyage 34 (Phase I)
11. Signify

12. Lightbulb Sun


Jak pewnie zauważyliście, tracklista „Warszawy” jest trochę inna. Lightbulb Sun, które w rzeczywistości było ostatnim bisem, zostało na płycie wciśnięte między Last Chance, a Russia On Ice, bo tak bardziej Stefanowi pasowało. Tinto Brass wyleciało całkowicie, bo Wilsonowi zależało żeby upchnąć wszystko na jednej płycie (i jednocześnie nie mieć problemów jak przy „Coma Divine”, o których pisałem przy okazji Signify Tour).
Utwór udostępniono potem za darmo na stronie zespołu. Powycinano również wszystko co Stefan mówił do publiczności z wyjątkiem introdukcji do Stop Swimming (która przeszła do historii jako definicja tego czym jest Steven Wilson ;)). Szkoda, bo było tam sporo śmieszków, ale rozumiem, że Bosy walczył o cenne miejsce na kompakcie. Koncert był oczywiście transmitowany na żywo, a przynajmniej jego lwia cześć. Słuchacze mogli uczestniczyć w tym wydarzeniu mniej więcej do końca Stop Swimming, albo Tinto Brass. Teoretycznie SW sygnalizuje, że zeszli z anteny po Tinto, ale bootlegi mówią czasami, coś innego. Mniejsza z tym. Pozostałe (a przynajmniej kilka z nich) utwory były odtworzone potem w audycjach Piotra Kosińskiego i Piotra Kaczkowskiego.
Na tamtym etapie, plany wydania tego koncertu nie był jeszcze jasne, ale wrócę do tego. Nagranie z transmisji zaczęło jednak szybko krążyć wśród fanów, aż w końcu (w jakiś sposób) trafiło na półki sklepowe w formie bootlegu! Był to jeden z głównych powodów, dla których Wilson ostatecznie przydepnął pedał gazu i wypuścił
to oficjalnie.
Tak, czy inaczej wracamy do kwietnia 2001 r. Po odegraniu setu w Trójce, zespół przyjechał do Łodzi. Nie byłem na tym koncercie, nie znałem jeszcze wtedy Porków, natomiast wiem czym był Klub Faraon, w którym owy występ się odbył. Faraon, to była tancbuda, w której na co dzień obywały się dyskoteki, techno-party, drumy i wszelkiego rodzaju dresiarskie imprezy.
Porcupine Tree pasowali tam jak pięść do nosa, ale niestety nie za bardzo było gdzie ich wtedy umieścić. Nie chce się już pakować w dyskusję z samym sobą, dlaczego nie Teatr Muzyczny, skoro już wcześniej grywali w Polsce w Filharmoniach. Widać takie były realia. Przy okazji tego koncertu, odbyła się konferencja prasowa, która miała miejsce w nieistniejącym już sklepie muzycznym Lady Peron na pl. Wolności (to takie info dla ludzi z Łodzi i okolic, którzy chcieliby łyknąć trochę historii miasta :D). Aha, niestety nie wiadomo co zespół zagrał. Jedyny dowód, że faktycznie byli w Łodzi, to info ze strony oraz parę zdjęć z konferencji, które przesłała mi znajoma (ale nie mogę ich opublikować). Następnym i ostatnim przystankiem na tej najdłuższej serii koncertów, jaką zespół zagrał w Polsce (aż 5 po rząd!), był krakowski Kinoteatr UPC (8-mego kwietnia). Setlista była niejako mieszanką koncertów w Poznaniu i Warszawie, zatem publiczność usłyszała zarówno super rzadkie Fadeaway (i było to ostatnie wykonanie z Wilsonem na wokalu, jeśli nie liczyć koncertu w Tel Avivie z 2003, który SW zagrał solo) oraz Radioactive Toy (na koniec).

                                                   

Po pobycie w Polsce, zespół miał prawie dwa tygodnie przerwy. Następnie, Porcupine Tree zagrali dwa koncerty w klubie Rodon w Atenach (20-go i 21-go kwietnia). Aż dziwne, że nie pokuszono się wtedy o jakieś nagrania (a może pokuszono, ale nic o tym nie wiadomo). Setlista pozostała niemal bez zmian. Jedyną zmianą z nocy na noc była wymiana Pure Narcotic i Signify z pierwszego koncertu, na Stop Swimming i Radioactive Toy podczas drugiego.
Niestety informacje tyczące się kolejnych koncertów (między innymi część trasy po Włoszech) są w strzępach i można się jedynie domyślać, że Porcupine Tree nie szaleli wtedy z setlistą (Fadeaway w Polsce każe się jednak wstrzymać z jakimikolwiek deklaracjami).

poniedziałek, 10 lipca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.3: Tel Aviv Geffen, czyli pierwsza wycieczka do Izraela.


To nie był jednak koniec koncertowania na rok 2000, ponieważ Porcupine Tree mieli jeszcze w planach jeden bardzo egzotyczny wyjazd. Do Izraela.
Obecnie jakakolwiek obecność Wilsona w tamtych rejonach nikogo nie dziwi, zwłaszcza, że jeszcze parę lat temu Stefan miał tam mieszkanie i otwarcie przyznawał, że Izrael to jego drugi dom.
W 2000 r. zaproszenie stamtąd było niezłym zaskoczeniem zarówno dla fanów jak i samego zespołu. Owe zaproszenie wyszło od (niespodzianka) Aviva Geffena, izraelskiej mega gwiazdy popu, który okazał się być fanem Porcupine Tree i miał kaprys żeby taki koncert ufundować w swoim kraju (gdzie, jak się okazało, miłośników Porcupine Tree było całkiem sporo).

Mini trasa po Izraelu przywidywała dwa regularne koncerty: w Tel Avivie (14-tego listopada) oraz Haifie (17-tego listopada) z wciśniętym między nie występem (15-tego listopada) w studiu telewizyjnym/kinie Cinerama w Tel Avivie (budynek ten został zamknięty i zburzony w ubiegłym roku). Na większych koncertach prezentowany był taki zestaw:

0
1. Even Less
0
2. Slave Called Shiver
03. Waiting (Phase I)
04. Up The Downstair

05.
Shesmovedon
06.
Pure Narcotic
07. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
08. Hatesong
09.
Tinto Brass
10.
Where We Would Be
11. A Smart Kid
12.
Lightbulb Sun
13.
Feel So Low
14.
Russia On Ice
15. Signify

16. Voyage 34
(Phase I)
17.
Radioactive Toy

Jak widać doszło do kilku zmian. Po pierwsze, duet Even Less/Slave Called Shiver powrócił do otwierania koncertów. Po drugie, po raz pierwszy od występów w 1999 r. pojawiło się Radioactive Toy. Po trzecie, premierę miał kolejny utwór z „Lightbulb Sun” - Feel So Low. Jak się okazało, był to ulubiony utwór Aviva Geffena i prawdopodobnie wykonywano go na jego prośbę. Do tego na każdym z trzech koncertów, Aviv pojawiał się jako gość i śpiewał z zespołem Feel So Low (razem ze słynną zwrotką po hebrajsku) i Russia On Ice.

                                                   
                                                   

Występ, który odbył się w Cineramie, był transmitowany na żywo, dzięki czemu pozostała niezła jakościowo pamiątka w formie bootlegu audio nagranego z radia. Nie wiem nic o rejestracji wideo.
16-tego listopada, zespół miał wolny dzień. Raczej nie spędzili go w podróży, bo z Tel Avivu do Haify jest niewiele ponad godzina drogi samochodem. Co dokładnie Porcupine Tree robili zabawiani przez celebrytę Aviva, tego nie wiadomo, ale z tamtego pobytu pochodzi jego słynna fotka z Wilsonem w wannie i z szampanem, więc podejrzewam, że raczej korzystali z izraelskiej gościnności na całego.
Tak też zakończył się dla zespołu rok 2000. Było sporo stresu, ale też wiele mniej lub bardziej zaskakujących sukcesów, które miały wkrótce zaowocować kolejnymi.

Wykorzystam przerwę na przełomie 2000/2001 r. aby rzucić okiem, co działo się w życiach członków poza Porcupine Tree. We wrześniu 2000 r. Stefan poleciał do Szwecji, aby wyprodukować dla OpethBlackwater Park”. Do dziś to chyba jego najsłynniejsza kolaboracja na polu producenckim. Wilson zagrał tam również na gitarze i zaśpiewał w chórkach (między innymi w „Bleak”). Oprócz tego poświęcił też trochę czasu na kończenie nowej płyty no-manReturning Jesus”, która szykowana była z myślą o 2001 r. Colin nagrywał z Ex-Wise Heads, Rysiek robił przymiarki do solowej płyty.

W następnym tekście, rok 2001, jak się okazało bardzo istotny w karierze Jeżodrzewia.

wtorek, 4 lipca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.2: Premiera, pierwsze koncerty i trasa z Dream Theater.


Lightbulb Sun” wydano 22 maja i o ile nie było czasu aby zagrać właściwą trasę, to Porcupine Tree zdecydowali się zagrać kilka pojedynczych koncertów w klubach i na festiwalach. Pierwszy z nich (który można uznać za „release party” dla Żarówy) odbył się 31 maja w Londynie w klubie The Scala (w którym to PT finiszowali „Stupid Dream Tour” raptem pół roku wcześniej). Zagrano:

01. Lightbulb Sun
02. 4 Chords That Made A Million
03. Even Less
04. Slave Called Shiver
05. Sleep Of No Dreaming
06. Up The Downstair
07. Where We Would Be
08. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
09. Russia On Ice
10. Tinto Brass
11. Hatesong
12. Shesmovedon
13. Stop Swimming
14. Pure Narcotic
15. A Smart Kid
16. Voyage 34
17. Waiting
18. Signify


Zadebiutowały cztery utwory ze świeżo wydanego „Lightbulb Sun (tytułowy, Last Chance, Hatesong oraz Shesmovedon) do tego obecne były 3 kawałki grane pod koniec 1999 roku (Four Chords, Russia On Ice i Where We Would Be). Lwia część setu opierała się o repertuar z poprzedniej trasy (czyli 6 utworów ze „Stupid Dream” + Voyage 34, Signify i Up The Downstair). Jedynym ciekawszym rodzynkiem okazał się Sleep Of No Dreaming, który powrócił po (też nie kosmicznie wielkiej) dwuletniej przerwie. Stop Swimming zaliczyło swoje jedyne wykonanie w 2000 r. Steven Wilson zakupił sobie nowy efekt, dzięki któremu elektryczna gitara brzmiała jak akustyczna. Dzięki temu nie musiał zmieniać instrumentu w trakcie koncertów (do czego i tak wrócił na następnej trasie).

Na tych kilku wczesnych koncertach, Where We Would Be i Shesmovedon były wykonywane odrobinę inaczej. Ten pierwszy dorobił się na samym końcu chóralnego zaśpiewu "you're young", które to nie było obecne podczas wykonań w 1999 r., ani na późniejszych koncertach na trasie.
W Shesmovedon próbowano w miarę wiernie odtworzyć zakończenie z płyty ze spokojnym outrem (sama gitara) i Wilsonem śpiewającym "all gone away, she's moving on", ale to też się nie przyjęło i kilka występów później kończono już ten kawałek power chordem.

                                                    
                                                                

Następne
trzy koncerty w: szkockim Glasgow (3 czerwca), angielskim Sheffield (4 czerwca) i włoskim Terni 17 czerwca) prezentowały podobną, acz trochę skróconą setlistę.

01. Lightbulb Sun
02. 4 Chords That Made A Million
03. Even Less
04. Slave Called Shiver
05. Russia On Ice
06. Up The Downstair
07. Pure Narcotic
08. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
09. Sleep Of No Dreaming
10. Tinto Brass
11. Hatesong
12. Shesmovedon
13.
Where We Would Be
14. A Smart Kid
1
5
. Signify
16. Voyage 34


W międzyczasie (12 czerwca) wydano w końcu opisywane wcześniej „Recordings”. Wydawnictwo było numerowane i sprzedawano je na koncertach. Od tego momentu PT odkładali pod poduchę oszczędności na październikowe koncerty.

W ramach letnich występów PT zagrali jeszcze w Londynie (2 lipca) jako support Sonic Youth oraz w niemieckim Herzburgu (15 lipca), w ramach festiwalu „Open Air”. 18 sierpnia, Stefan wpadł jeszcze na chwilę do Niemiec, aby zagrać krótki „solowy” set akustyczny. I to było tyle jeśli chodzi o rozgrzewkę przez jesienną trasę z DT.

Europejska trasa Dream Theater, na którą Porcupine Tree zostali zaproszeni trwała niecałe trzy tygodnie, ale to były intensywne trzy tygodnie grania, podróżowania i wszystkich stresów z tym związanych. Zarówno Jeżodrzewie, jak i wiele innych zespołów, które jeździły w trasę z DT, potwierdza, że członkowie zespołu, to bardzo mili ludzie i doskonale się z nimi współpracuje.
Nie zmienia to jednak faktu, że trasa tego kalibru to wyczerpujące przedsięwzięcie, a Porcupine Tree nie byli jeszcze zahartowani w takich warunkach.
Może Richard Barbieri miał trochę doświadczenia, ale w czasach kiedy Japan grywało w Japonii dla dziesiątek tysięcy ludzi, był jednak o te 20 lat młodszy.
Tak czy inaczej krótki set, który PT prezentowali przed występem gwiazdy wieczoru na ich trasie Metropolis 2000, wyglądał tak:

01. Even Less
02. Slave Called Shiver
03. Up The Downstair
04. Shesmovedon
05. Tinto Brass
06. Hatesong
07. Signify

Czasami zespół skracał set o jeden utwór i wtedy grano wymiennie Hatesong lub Shesmovedon.

Steven Wilson miał stracha przed tymi koncertami. Kto zna muzykę Dream Theater ten zrozumie dlaczego Porcupine Tree (których ostatnim wtedy wydawnictwem było „Lightbulb Sun”, a najcięższym utworem Signify) wydawało się dziwnym wyborem na support typowo technicznego, prog-metalowego zespołu. Ale to było dla DT typowe i trzeba przyznać, że nieraz mieli nosa w tym względzie. Nie inaczej było wtedy w 2000 r.
Udało się zrealizować, to na czym Stefanowi zależało – zespół grał przed olbrzymią (jak na nich) publicznością i odnosił sukcesy w zdobywaniu ich przychylności.
Do dziś wiele osób wspomina, że wtedy pierwszy raz zetknęło się z Porcupine Tree, i że grupa Wilsona kompletnie przyćmiła gwiazdę wieczoru, nawet dla fanów DT. 20.000 sprzedanych kopii „Recordings” zabezpieczyło zespół finansowo (a do tego zebrało niezłe recenzje) tak więc po powrocie, PT mogli już tylko świętować.
Europejski turnus Metropolis 2000 zakończył się 21 października w Londynie.
W ramach tego objazdu, polscy fani mogli zobaczyć oba zespoły dwukrotnie: w Bydgoszczy (9-tego października) oraz w Krakowie (10-tego października). Wszystko przebiegło zgodnie z planem, poza jednym przystankiem. Według rozpisek z różnych źródeł wynika, że Dream Theater zagrali 18-tego października koncert w szkockim Glasgow, ale bez Porcupine Tree. Za to następnego dnia (19-tego października), SW i reszta zagrali sobie pełny koncert (bez DT, którzy tego dnia mieli wolne) w Hop & Grape w Manchesterze (14 utworów, setlista podobna do tych z czerwca). Następnie zespoły zgrupowały się i zagrały ostatnie dwa wspólne wieczory w Norwich (20-tego) i Londynie (21-ego). Po długich poszukiwaniach, w końcu udało mi się znaleźć informację dlaczego Porcupine Tree tak po prostu przeskoczyli jeden koncert z DT.
Jak głosi dopisek na stronie wydarzenia na Last.fm - „Sadly Porcupine Tree cancelled due to technical difficulties i.e. the stage was too small!!!„. Jeżeli ktoś się zastanawia, jakim cudem scena była za mała dla PT, a wystarczająca dla DT, to wyjaśniam, że na scenie musiał być wystawiony sprzęt obu zespołów naraz. Sprzątnięcie gratów Jeżodrzewia i następnie wystawianie kolosalnego zestawu członków Dream Theater trwałoby pewnie dłużej niż sam koncert. Ta sytuacja nie jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, The Garage
to lokal, w którym PT grywali koncerty sami więc zakładam, że to nie było duże miejsce.

                                     

Tak, czy inaczej, trasa z DT, chociaż mała, okazała się być większym sukcesem dla Porcupine Tree niż dla samych Dream Theater. Podejrzewam, że był to
to jeden z elementów, który złożył się na to, że PT podpisali niedługo później umowę z dużym wydawcą (ale o tym będzie później).

W następnym wpisie przeczytacie gdzie jeszcze Jeżodrzewie grali w 2000 r.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

How Is Your Live Today?: Lightbulb Sun Tour 2000-2001, cz.1: Wkręcanie żarówy i teatr biedy.


Między 1997, a 2001 rokiem, kompozytorsko-wydawniczy proces w Porcupine Tree był mocno zachwiany. Kiedy w 1999 r. wychodziło Stupid Dream, zawierało materiał nagrany od roku, a napisany dwa lata wcześniej. Cały ten bałagan wynikał z poszukiwań nowego wydawcy i zanim Porcupine Tree dobili odpowiedniego targu, materiał zaczął już powoli śmierdzieć strychem. Patrząc na kalendarz wydawniczy zespołu można ulec wrażeniu, że Lightbulb Sun powstało bardzo szybko, ale to tylko złudzenie. Na etapie wydania Stupid Dream Wilson pracował już nad nowym repertuarem, trzy premierowe kompozycje zostały nawet zaprezentowane pod koniec trasy w 1999 r. (Russia on Ice, Four Chords That Made A Million, Where We Would Be), podobnie jak kilka kawałków ze Stupid Dream w 1997 roku. Nagrań gotowych utworów dokonano między listopadem 1999, a lutym 2000 r., co tylko potwierdza, że materiał był skomponowany, a rejestracja przebiegła błyskawicznie. Album zamknięto i przekazano do masterowania, premierę wyznaczono na koniec maja 2000 roku. Rozpoczęto planowanie trasy koncertowej, która miała Lightbulb Sun promować, ale nagle pojawiły się okoliczności, które stanowiły zarówno problem, jak i niezłą okazję. Jakiś czas wcześniej, do Wilsona odezwał się mailem Jordan Ruddess z Dream Theater, który zapragnął wyznać Bosemu, że jest fanem Porcupine Tree. Okazało się, że Stefan nie miał pojęcia co to za zespół. W wywiadzie z 2001 r., wspomina to tak:

They... I'd never heard of Dream Theater, but I got an e-mail from the keyboard player, Jordan, and he said that he was a big fan of Porcupine Tree. He really liked what we do and, by the way, he was in a band called Dream Theater. I'd never really heard of Dream Theater, so for a long time I just filed it away and didn't think anything of it. And then I read... I started to hear a bit more about Dream Theater and I realised that actually they were quite a well known group. And then they announced they were coming to London to play quite a big show. And in the meantime, I'd gone out and bought the Metropolis album and I thought... not really my kind of music, but I thought, for what it was, it was very good. And I thought, you know, very good musicianship, interesting kind of approach to music. And I e-mailed Jordan back and I said, "look I know you're coming to play Hammersmith Apollo. We'd like to come and support you." And I got an e-mail actually back from Mike, the drummer, saying, "well we're all big fans of you. Why don't you come and do the whole tour with us." So that was that. And then we had a great tour and I think we reached a lot of new people. And we became good friends with them. So it was good.

Tak więc w skrócie: po zapoznaniu się z twórczością Dream Theater i wymianie paru maili z Ruddessem oraz Mike'iem Portnoyem, Porcupine Tree zostali oficjalnie zaproszeni do supportowania Dream Theater na ich europejskiej trasie w 2000 roku. Mimo, że Stefanowi nie specjalnie podobała się muzyka starszych kolegów, to trudno było odrzucić opcję występowania dla kilkutysięcznej publiczności. Haczyk tkwił niestety w tym, że o ile z promocyjnego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę, to trasa z Dream Theater byłaby finansowo rujnująca dla Porcupine Tree. Stefan zajrzał do portfela, a tam bida. Co robić?
Aktualnie w zapowiedziach kolejnych solowych tras często zdarza nam się czytać o tym jak to Wilson nie szczypie się z forsą żeby oprawa występów robiła wrażenie (zwłaszcza teraz kiedy pod skrzydłem Universal). W 2000 r. Porcupine Tree mieli dopiero przed sobą pierwsze poważne kontrakty z dużymi wytwórniami i nawet gdyby dokonano srogiej zrzuty i żebrów po rodzinie, to i tak by nie starczyło na to aby zrobić tę trasę z Dream Theater. Wtedy Stefan rzucił okiem na swoje muzyczne archiwum i zdał sobie sprawę z tego jak dużo ciekawego materiału zostało z sesji do ostatnich dwóch albumów. Tak powstał pomysł na Recordings i pierwszą w historii zespołu, raczkującą formę crowdfundingu.
W ubiegłym roku, Bosy tak to wspominał:

In late 2000 we were invited to go on tour with Dream Theater, a band I didn’t know much about and really weren’t my kind of music, but they invited us and it was an opportunity to play in front of 5000 to 6000 people a night in Europe. So
Recordings was put together as a way to recoup the money we lost doing that tour.

                                             

Po więcej informacji na temat Recordings oraz materiału, który się na nim znalazł zapraszam do mojego tekstu sprzed paru lat

http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/recordings.html

Zaznaczam, że błędnie napisałem tam, że decyzja o skompilowaniu płyty zapadła już po trasie z DT, ale informacje na ten temat miałem wtedy szczątkowe i dopiero ubiegłoroczny artykuł na ten temat, który pojawił się na stronie Wilsona, dorzucił właściwe części układanki.

Z kronikarskiego obowiązku, muszę wspomnieć, że mając w głowach pomysł na Recordings, Porcupine Tree postanowili wpaść do studia żeby spróbować coś dograć. 15 marca 2000 r. (jeszcze przed premierą Lightbulb Sun), zespół zaszył się w Foel’s Studios w Londynie. Sesja była bardzo płodna i dzięki niej otrzymaliśmy łącznie 3 utwory: Buying New Soul i Untitled (które pojawiły się na Recordings) oraz Novak (który umieszczono na singlu Shesmovedon). Wszystkie te utwory zostały skomponowane przez cały zespół, a samo Buying New Soul do dziś jest uznawany przez fanów za jeden z ulubionych kawałków Porcupine Tree. Niewykluczone, że pojawiłby się na Lightbulb Sun gdyby ten album nie powędrował już do masterowania i tłoczenia na cd.
Tak czy inaczej, udało się wybrnąć z niewygodnej sytuacji i niejako mieć cukierek i zjeść cukierek. Europejska trasa Dream Theater rozpoczynała się w październiku. W lutym, jeszcze przed otrzymaniem propozycji supportowania DT, Wilson zagrał pierwszy pseudo-solowy koncert (o którym więcej pisałem tutaj: http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/steven-wilson-solo-przed-solo-2000-2010.html).

W następnym wpisie przejdziemy do właściwej trasy.

piątek, 12 września 2014

It was born in 09, the year of Bad Romance and Blur's reunion: The Incident - 5te urodziny



Dziś (plus/minus) swoje piąte urodziny obchodzi płyta The Incident, która nadal jest najnowszym albumem Porcupine Tree. Brzmi to upiornie, ale większość fanów zdążyła się już przyzwyczaić do tego, że jest to ostatni zawodnik w sztafecie, a następnego póki co nie widać. Nie chcę na te piąte urodziny pisać spóźnionej recenzji więc napiszę tylko tyle, że płyta od początku mi się podobała. Każdy ma swoje wspomnienia związane z Incydentem, ja mam bardzo miłe. Pomyślałem, że przy okazji tej okrągłej rocznicy, spróbuję przybliżyć jak kształtowało się tworzenie tego albumu (oczywiście na ile pozwalają mi zdobyte informacje). Podkreślam od razu, że w miejscach gdzie pojawiły się znaki zapytania starałem się samemu poskładać wydarzenia do kupy posługując się różnymi poszlakami (wypowiedziami Wilsona, datami, czy po prostu wnioskami, do których dochodziłem na chłopski rozum). The Incident to płyta nietypowa, a sam pomysł na jedną dłuuugą suitę był ryzykowny i ostatecznie nie został zrealizowany bo, powiedzmy sobie szczerze, jest to po prostu zestaw sklejonych ze sobą utworów (a też nie zawsze) z czego tylko dwa mają wspólny mianownik – gitarowy riff (określenie song-cycle, którego potem Wilson używał jest znacznie bardziej adekwatne). Nie jest to moim zdaniem wielka wada, ale Wilson napompował przed premierą wielki balon, z którego powietrze szybko uleciało. Myślę, że między innymi to jest powodem niechęci wielu ludzi względem tej płyty. Sam Steven od tamtej pory kręcił na nią nosem, ale robił to samo względem Lightbulb Sun więc niech się kisi w swoich artystycznych rozterkach bo jego perspektywa (autora) nie ma wiele wspólnego z moją (odbiorcy). Ponudziłem trochę (mimo wszystko) więc wróćmy do sedna tego tekstu. Lubię kiedy Wilson rzuca się na coś co nie jest do końca pewne, ale ekscytujące. Po wykalkulowanym i przećwiczonym na trasie prawie rok przed wydaniem Fear of a Blank Planet, taki eksperyment był potrzebny.
Według informacji zwartych w książeczce do Incydentu, proces komponowania/nagrywania rozpoczął się we wrześniu 2008 roku. Na przełomie sierpnia i września odbyła się mini trasa no-man (3 koncerty). Po powrocie z tego małego objazdu, Wilson zamknął się w swoim No Man's Land II i zaczął „demować” nową muzykę Porcupine Tree. W październiku obyła się ostatnia odnoga trasy Fear of a Blank Planet więc z oczywistych względów nic wtedy nie powstało (z tego co wiem Wilson nie należy do muzyków piszących w trasie). Zostały mu zatem niecałe ostatnie dwa tygodnie października, oraz listopad. Trzeba jednak pamiętać, że 20tego listopada miała miejsce wstępna premiera (dla pre-orderowców) pierwszej solówki Wilsona Insurgentes, co też z pewnością odwracało jego uwagę od pracy. W tym okresie powstało zapewne Remember Me Lover oraz pomysły muzyczne, które zostały wykorzystane przy tworzeniu songsajklu The Incident. Jakoś w połowie grudnia Porcupine Tree zebrali się w położonym na wsi studiu Monkey Puzzle House. Jest to obiekt rezydentalny zatem zespół mieszkał tam przez około 2 tygodnie i miał dużo czasu żeby pracować nad muzyką. Chyba, ze akurat nie pracował, a z tego co można przeczytać na stronie, studio oferuje: a lounge with Sky TV, DVD player, a pool table and darts board. There is a kitchen situated off of the lounge. Outside in the garden, there is a barbeque, a large pond and a lawn with 5 a side football goals.
Właśnie podczas tych grudniowych sesji wypłynęły utwory, które ostatecznie znalazły się na bonusowym dysku: Bonnie The Cat, Flicker i Black Dahlia. Zostały one (w większości) skomponowane na miejscu przez cały zespół. Większość z Was wie, że Bonnie The Cat zyskało swój tytuł ze względu na kotkę, która chodziła po studiu. Utwór mógł jednak równie dobrze nazywać się Hugo The Dog ponieważ w Monkey Puzzle House mieszka też cichy realizator, pies Hugo.

          

Jeśli chodzi o Black Dahlia, to historia przypomina odrobinę tę z My Ashes. Richard Barbieri przyniósł demo nagrane na pianinie, a Wilson w ciągu dwóch godzin zrobił z tego piosenkę. Rysio:

I brought that track in more or less complete. Just to show you how Steven works, he said, “Ah, ok, that sounds good.” We were in a residential studio at the time, so we all had rooms within the same building. So he said, “Look, why don’t you guys work on something else and, in the meantime, I’ll just go up to my room with a laptop.” And he came down about two hours later with the song—the lyrics, the vocal lines, the harmonies, everything.

Grudniowa sesja zakończyła się nagraniem (w całości lub w znacznej części) utworów z drugiego dysku The Incident, oraz pracą nad muzyką, która ewoluowała ostatecznie do gigantycznych rozmiarów. Pierwsza jakakolwiek publiczna wzmianka o nowym albumie pojawiła się 3 grudnia 2008 r. przy okazji zapowiedzi koncertu w Londynie (9 października 2009 r.). Zaznaczono wtedy nieśmiało, że występ odbędzie się w ramach promocji nowego materiału. Właściwa zapowiedź albumu (choć nadal bardzo wczesna) pojawiła się na stronie Porcupine Tree 16tego grudnia. Ogłoszono wtedy, że zespół jest właśnie w wiejskim studiu, pracuje nad utworami, i że: recording of these pieces and a new 35 minute SW song cycle is due to start in February, and tour plans are being put in place from September onwards following release of the new album.
Ostatecznie część materiału została nagrana już w 2008, a w lutym 2009 zespół pracował już nad kolosem. W styczniu Wilson kontynuował pracę nad tą muzyką poza drugą połową miesiąca kiedy pojechał w mini trasę z Avivem Geffenem. W lutym Porcupine Tree wrócili do studia i Stefan przyniósł już wtedy 35 minutowy kawał utworu. Zespół zaczął kluczyć wokół tego dema i powoli rozwijać pomysły w nim zawarte. PT musieli dosyć wcześnie podjąć decyzję, że spójna (o tyle, o ile) całość, która miała otrzymać tytuł The Incident będzie tworzyła pełny album. Nagrane w grudniu grupowe kompozycje trzeba było zatem odłożyć na bok i to nie bez bólu (co ostatecznie spowodowało, że PT zdecydowali się na dwupłytowe wydawnictwo). Zespół zaczął dokładać swoje do dema Wilsona i tak z 35 minut nagle zrobiło się 55.
Dodatkowych nagrań instrumentów akustycznych dokonano w Air Studios, natomiast John Wesley zarejestrował swoje partie w Red Room Recorders na Florydzie.

           

Praca nad The Incident trwała do maja, ale zakładam, że końcówka stanowiła już tylko lekką post-produkcję i miksowanie całości. Album musiał być gotowy jeszcze przed „wakacjami” żeby wszystko wytłoczyć, wydrukować i zafoliować na wrześniową premierę. Porcupine Tree siedzieli cicho aż do czerwca (w tym czasie było dużo szumu koło solówki Wilsona i singla no-man) kiedy na stronie wyjawiono (12 czerwca) tytuł płyty i opisano krótko co to w ogóle będzie. 19 czerwca sypnięto tracklistą, a Roadrunner rzucił filmik, na którym widać jak zespół pracuje nad „czymś”.

                                                   


W rzeczywistości widać na nim spore fragmenty grudniowej sesji i kilka nowszych fragmentów. Można nawet zobaczyć jak wygląda kotka Bonnie. Prawdę mówiąc obejrzałem ten filmik po raz pierwszy w życiu przed chwilą bo oryginał ze strony Roadrunner już dawno nie działa. W 2009 miałem potwornie stary komputer i próba włączenia streama skończyłaby się katastrofą (Windows 98, 128 MB ram, itd). Może i dobrze wyszło bo nie psułem sobie niespodzianek (nie żeby powyższy filmik ujawniaj wiele). Jakoś na początku lipca Porcupine Tree rzucili prawdopodobnie najgorszymi zdjęciami promocyjnymi w historii tego zespołu. Wilson bronił potem tego pomysłu tłumacząc, że chciał się wyróżnić na tle innych zespołów metalowych (ze stajni Roadrunner), które zawsze ubrane są na czarno (chociaż mówił to bez przekonania).
   
         

Nie zmienia to faktu, że panowie wyglądają na tych zdjęciach jak banda lodziarzy. Nie wiadomo gdzie zaczyna się Colin, a Wilson ma minę jakby stał w bardzo długiej kolejce żeby złożyć PITa. Prawdopodobnie żeby zmyć wrażenie po tych fotkach, 13 lipca łaskawie udostępniono kolaż fragmentów płyty (to samo było przed wydaniem Grace for Drowning - na podstawie jego trailera wyciągnąłem błędne wnioski, że płyta będzie słaba), nie słuchałem wtedy tego bo się zbuntowałem przeciw rozdrabnianiu materiału w ten sposób. Nie odpuściłem za to singlowej wersji Time Flies, która została udostępniona 3 sierpnia (człowiek nie zdawał sobie wtedy sprawy jak dużo wycięto z płytowej wersji). 5 sierpnia wystartowały pre-ordery. Wiem, że to zaczyna brzmieć jak odliczanie w sylwestra, ale tak też to wyglądało. PT rzucali co chwilę jakieś info, a prawdziwa machina promocyjna miała dopiero ruszyć. Płyta wyciekła w ostatnich dniach sierpnia. Pamiętam, że dowiedziałem się o tym dzień lub dwa później, ale byłem wtedy gościnnie w obcym mieście i nie za bardzo mogłem się zaopatrzyć w Incydent. Do tego przez 24 godziny leżałem w łóżku z wysoką temperaturą, ale w końcu nie wytrzymałem, dorwałem się do okolicznego komputera i wrednie ściągnąłem Porki. Nie dałem rady doczekać do premiery.

         

         

I Drive The Hearse od razu wbiło się do mojego top5 Porcupine Tree i jest w nim do dziś. W drugim tygodniu września słuchałem już z kompaktów. Wersja limitowana (raptem drugie takie wtdanie w świecie Wilsona) liczyła sobie 2000 egzemplarzy i zawierała dvd z mixem w 5.1 (oraz wielką „książkę” z obrazkami i tekstami). 5 lat minęło, a ja nadal cenię tę płytę, słucham jej raz na kilka miesięcy i wspominam czasy kiedy album PT co dwa lata był normą. Takie są moje wspomnienia z okolic powstawania i premiery The Incident, prawdopodobnie najbardziej niedocenionej płyty Jezodrzewia. Proponuję przy tej okazji aby każdy włączył ten album. Warto.