To
nie był jednak koniec koncertowania na rok 2000, ponieważ Porcupine
Tree mieli jeszcze w planach jeden bardzo egzotyczny wyjazd. Do
Izraela.
Obecnie jakakolwiek obecność Wilsona w tamtych
rejonach nikogo nie dziwi, zwłaszcza, że jeszcze parę lat temu
Stefan miał tam mieszkanie i otwarcie przyznawał, że Izrael to
jego drugi dom.
W 2000 r. zaproszenie stamtąd było niezłym
zaskoczeniem zarówno dla fanów jak i samego zespołu. Owe
zaproszenie wyszło od (niespodzianka) Aviva Geffena, izraelskiej
mega gwiazdy popu, który okazał się być fanem Porcupine Tree i
miał kaprys żeby taki koncert ufundować w swoim kraju
(gdzie, jak się okazało, miłośników Porcupine Tree było całkiem
sporo).
Mini
trasa po Izraelu przywidywała dwa regularne koncerty: w Tel Avivie
(14-tego listopada) oraz Haifie (17-tego listopada) z wciśniętym
między nie występem (15-tego listopada) w studiu telewizyjnym/kinie
Cinerama w Tel Avivie (budynek ten został zamknięty i zburzony w
ubiegłym roku). Na większych koncertach prezentowany był taki
zestaw:
01.
Even Less
02.
Slave Called Shiver 03.
Waiting (Phase I)
04. Up The Downstair
05.
Shesmovedon
06.
Pure Narcotic
07.
Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
08.
Hatesong
09. Tinto
Brass
10. Where
We Would Be
11. A Smart
Kid
12. Lightbulb
Sun
13. Feel
So Low
14. Russia
On Ice
15. Signify
16.
Voyage 34 (Phase I)
17.
Radioactive Toy
Jak
widać doszło do kilku zmian. Po pierwsze, duet Even Less/Slave
Called Shiver powrócił do otwierania koncertów. Po drugie, po raz
pierwszy od występów w 1999 r. pojawiło się Radioactive Toy. Po
trzecie, premierę miał kolejny utwór z „Lightbulb Sun” - Feel
So Low. Jak się okazało, był to ulubiony utwór Aviva Geffena i
prawdopodobnie wykonywano go na jego prośbę. Do tego na każdym z
trzech koncertów, Aviv pojawiał się jako gość i śpiewał z
zespołem Feel So Low (razem ze słynną zwrotką po hebrajsku) i Russia On Ice.
Występ, który odbył się w
Cineramie, był transmitowany na żywo, dzięki czemu pozostała
niezła jakościowo pamiątka w formie bootlegu audio nagranego z
radia. Nie wiem nic o rejestracji wideo.
16-tego listopada,
zespół miał wolny dzień. Raczej nie spędzili go w podróży, bo
z Tel Avivu do Haify jest niewiele ponad godzina drogi samochodem. Co
dokładnie Porcupine Tree robili zabawiani przez celebrytę Aviva,
tego nie wiadomo, ale z tamtego pobytu pochodzi jego słynna fotka z
Wilsonem w wannie i z szampanem, więc podejrzewam, że raczej
korzystali z izraelskiej gościnności na całego. Tak
też zakończył się dla zespołu rok 2000. Było
sporo stresu, ale też wiele mniej lub bardziej zaskakujących
sukcesów, które miały wkrótce zaowocować kolejnymi.
Wykorzystam
przerwę na przełomie 2000/2001 r. aby rzucić okiem, co działo się
w życiach członków poza Porcupine Tree. We wrześniu 2000 r.
Stefan poleciał do Szwecji, aby wyprodukować dla Opeth „Blackwater
Park”. Do dziś to chyba jego najsłynniejsza kolaboracja na polu
producenckim. Wilson zagrał tam również na gitarze i zaśpiewał w
chórkach (między innymi w „Bleak”). Oprócz tego poświęcił
też trochę czasu na kończenie
nowej płyty no-man „Returning Jesus”, która szykowana była z
myślą o 2001 r. Colin nagrywał z Ex-Wise Heads, Rysiek robił
przymiarki do solowej płyty.
W następnym tekście, rok 2001, jak się okazało bardzo istotny w karierze Jeżodrzewia.
Porcupine
Tree wznowili trasę 5-tego lutego w australijskim Brisbane.
Wszystkie niespodzianki z Mumbaiu poznikały, a setlista na krainę
kangurów trzymała się standardów jesiennego zestawu. Sytuacja nie
zmieniła się na trzech koncertach w Meksyku chociaż na repertuar i
tak nie można było narzekać. International popstars zaliczyli
17-tego kwietnia występ na słynnym festiwalu Coachella (w
amerykańskim Indio), zagrali bardzo krótki set, który odznaczył
się jednak obecnością Halo. Koncert ten zainaugurował drugi
objazd po USA w ramach The Incident Tour, póki co jednak bez
większych zmian w setliscie. Jeżodrzewie wprawdzie kombinowali z
ustawieniem (np. Russia on Ice i Buying New Soul na jednym koncercie,
dokładnie 21.04 w Houston), ale komponenty cały czas dobierali z
zeszłorocznej jesiennej puli. Dopiero 25-tego kwietnia w Tampie
Amerykanie dostali coś nowego w postaci Hatesong i Halo. Zabawne, że
w kontekście The Incident Tour, utwory te wydają się być
niespodzianką, ale w rzeczywistości Hatesong nie ominęło żadnej
trasy od momentu powstania, podobnie zresztą Halo. Ten pierwszy
wrócił dopiero 30-tego kwietnia na koncercie w Chicago, nie bez
powodu ponieważ koncert był rejestrowany. Swego czasu fani, którzy
byli w Riviera Theater relacjonowali, że były tam obecne kamery, i
że koncert zostanie najprawdopodobniej wydany na dvd.
Było to o
tyle dziwne, że dobrana setlista zawierała potwornie dużo
powtórzeń względem poprzednich tego typu wydawnictw (oczywiście z
wyjątkiem Incydentu). Obecność Stars Die również niczego nie
gwarantowała co przerobiliśmy już przy okazji dvd/bd Anesthetize.
Jak się sprawa zakończyła teraz już wiemy, ale przez długi czas
nagranie z Chicago było widmem i większość osób założyła, że
ten materiał nigdy nie ujrzy światła dziennego. Ktoś nawet
podczas trasy zapytał o to Wesa, a on stwierdził, że raczej tego
nie wydadzą i nagranie mają dla siebie na pamiątkę. Warto jednak
pamiętać, że w 2009 Wes wspominał też, że w ogóle nie będzie
rejestracji koncertu na tej trasie bo jest to za droga impreza. Do
pewnego stopnia nie kłamał ponieważ występ w Chicago był
filmowany mniejszą ilością i to znacznie tańszego sprzętu niż
miało to miejsce dwa lata wcześniej w Tilburgu. Do tego sam występ
z 2008 był jeszcze w fazie montażu i Porcupine Tree nie myśleli
pewnie o kolejkowaniu sobie wydawnictw (co jednak z dzisiejszej
perspektywy smuci).
Niewiele brakowało, a zapewne o Chicago
nigdy byśmy już nie usłyszeli ponieważ Wilson zawetował wydanie
dvd Octane Twisted. Na szczęście reszta zespołu go przegłosowała
i wydawnictwo się ukazało, ale Stefan strzelał fochami gdzie tylko
się dało (do czego dojdę w dalszej części tekstu). Zespół
wywalił większość utworów, które pokrywały się z poprzednimi
dvd (czyli Lazarus, Normal, Blackest Eyes i Trains) a lukę zapełnili
nagraniami ze specjalnego koncertu w Royal Albert Hall (do którego
też dobrnę). Piszę oczywiście o płytach audio ponieważ w wersji
video dostaliśmy tylko The Incident na żywo. Widać, że
zrealizowano to nagranie ze znacznie mniejszym rozmachem niż w
przypadku koncertu w Tilburgu. Wracając jednak do amerykańskiej
drugiej nogi, Porcupine Tree cisnęli dalej ten sam repertuar z
okazjonalnymi wykonaniami Hatesong i Halo. Oczywiście pula była na
tyle duża, że nie grali nigdy takiego samego koncertu dzień po
dniu, ale jednak z perspektywy tego tekstu zaczyna się powoli robić
nudno. Póki co, okazało się, że amerykanie jako ostatni mieli
okazję zobaczyć The Incident w całości (11.05 w Richmond). Plany
były oczywiście inne, ale jak to z planami bywa, trudno je czasami
zrealizować. Porcupine Tree zrobili sobie przed powrotem do Europy
prawie miesięczną przerwę. Kiedy wrócili na scenę koncertem
w norweskim Bergen (9.06) okazało się, że Incydent został rozbity
na kawałki (z czego spora ilość wyleciała) robiąc więcej
miejsca na starsze kawałki. Tak więc:
01. Occam's Razor
02.
The Blind House
03.
Great Expectations
04.
Kneel and Disconnect
05.
Drawing the Line
06.
Lazarus
07.
The Sound of Muzak
08.
The Start of Something Beautiful
09.
Time Flies
10.
Degree Zero of Liberty
11.
Octane Twisted
12.
The Séance
13.
Circle of Manias ….
14.
Hatesong
15.
Russia on Ice
16.
The Pills I'm Taking
17.
Stars Die
18.
Way Out of Here
19.
Normal
20.
Bonnie the Cat
…...
21.
Blackest Eyes
Taka setlista utrzymała się przez jakiś czas
przy czym w większości przypadków była skracana (czasem nawet do
dziesięciu utworów) ponieważ Porcupine Tree grali na letnich
festiwalach. Zespół odważnie wywalił z zestawu Trains, być może
żeby nie karmić festiwalowej publiczności oczywistymi „hitami”.
Jeżodrzewie zagrali między innymi na festiwalach w Roskilde, w
Werchter czy na Download Festival. Pełne koncerty powróciły
wraz z występem w Tel Avivie (07.07), na którym w końcu wcielono
jakieś śmielsze zmiany:
01.
Occam's Razor
02.
The Blind House
03.
Great Expectations
04.
Kneel and Disconnect
05.
Drawing the Line
06.
Lazarus
07.
Hatesong
08.
The Sound of Muzak
09.
Russia on Ice
10.
The Pills I'm Taking
11.
Dark Matter
12.
Blackest Eyes
….
13.
Time Flies
14.
Degree Zero of Liberty
15.
Octane Twisted
16.
The Séance
17.
Circle of Manias
18.
Way Out of Here
19.
Normal
20.
Bonnie the Cat
…...
21.
Trains
22.
Halo
Fani z Izraela jako pierwsi na tej trasie dostają w
prezencie Dark Matter. Zespół sam był już ewidentnie znudzony
graniem ciągle tych samych utworów. Kolejne dwa występy miały
charakter festiwalowy (i krótszy set), ale ważnym dla nas koncertem
w Łodzi (17.07) Porcupine Tree pokazali, że potrafią jeszcze
zaskoczyć. Polski zestaw był nie tylko niecodzienny, ale
obfitował w pewną istotną niespodziankę:
01. Occam's
Razor
02.
The Blind House
03.
Great Expectations
04.
Kneel and Disconnect
05.
Drawing the Line
06.
Hatesong
07.
Pure Narcotic
08.
Russia on Ice
09.
The Pills I'm Taking
10.
Dark Matter
….
11.
Time Flies
12.
Degree Zero of Liberty
13.
Octane Twisted
14.
The Séance
15.
Circle of Manias
16.
Buying New Soul
17.
Way Out of Here
18.
Normal
19.
Bonnie the Cat
…... 20.
Trains
Gwiazdą wieczoru było oczywiście Pure Narcotic,
które przesiedziało na wygnaniu 7 lat. Z tej okazji Wilson pomylił
tekst, zresztą później w The Seance zapomniał go w ogóle (z
czego wybrnął szerokim uśmiechem). Kiedy zespół zagrał Russia
on Ice byłem pewien, że ostatnia nadzieja na Buying New Soul
została pogrzebana. Okazało się jednak, że Porcupine Tree
wyciągnęli ten utwór w dalszej części setu, niestety z
niewiadomych przyczyn pomijając intro Ryśka. Było to jak dotąd
ostatnie wykonanie Buying New Soul. Oryginalna wydrukowana setlista
miała 21 utworów, brakującym elementem było znajdujące się na
szarym końcu Halo. Pominięto je względu na uciążliwą
temperaturę panującą na sali w Wytwórni. Z pewnych względów
pamiętam ten dzień wyjątkowo dobrze, był to prawdopodobnie szczyt
temperaturowy tamtego lata. Sam Wilson był zaskoczony tak dobrą
pogodą w Polsce. Niestety temperatura była tak wysoka, że
klimatyzacja po prostu nie była w stanie sprostać sytuacji, zgrzani
byli wszyscy, fani i zespół. Trains PT zagrali resztką sił i w
ostatniej chwili zrezygnowali z Halo. Podczas kabaretowej części
tego pierwszego utworu, ktoś z realizatorki się pospieszył i na
kilka sekund włączył sekwesner do Halo. Tyle mieliśmy z tego
utworu. Tak czy inaczej koncert w Łodzi pokazał, że Porcupine Tree
kombinują. Że szykują się do tych specjalnych koncertów, i że
te przygotowania potrzebują faktycznego road-testu. Występ w Polsce
był jednym z niewielu pełnych występów jakie Jeżodrzewie zagrali
w Europie w tamtym okresie zdominowanym przez festiwale. Regularna
trasa wróciła na tory wraz z trzecim objazdem po USA i dopiero te
koncerty pokazały, że PT nie żartowali mówiąc o wyjątkowości
nadchodzących specjalnych wieczorów. Na koncercie w San Francisco
(11.08) zagrano:
01. Even Less (pełna wersja)
02.
Great Expectations
03.
Kneel and Disconnect
04.
Drawing the Line
05.
Open Car
06.
Russia on Ice
07.
The Pills I'm Taking
08.
Stars Die
09.
Wedding Nails
….
10.
Time Flies
11.
Degree Zero of Liberty
12.
Octane Twisted
13.
The Séance
14.
Circle of Manias
15.
I Drive the Hearse
16.
Way Out of Here
17.
Normal
18.
Sleep Together
…...
19.
Pure Narcotic
20.
Blackest Eyes
Amerykanie byli świadkami największej zmiany w
secie na tej trasie, a zaprezentowany materiał robił wrażenie.
Even Less w pełnej wersji nie pojawiło się na koncertach Porcupine
Tree od czasu rzymskich występów na początku 1999 roku (zatem był
to również debiut Gavina w drugiej części utworu). Open Car,
które zaliczyło pojedynczy występ w Mumbaiu, tym razem otrzymało
też dodatkowy mostek. Wedding Nails i Sleep Together nie były grane
od jesiennej trasy w 2008 roku, zaś Pure Narcotic zagrano po raz
drugi od czasu In Absentia Tour (2003). Jeśli chodzi o
przedstawicieli Incydentu, duet Occam's Razor/The Blind House
ustąpił zagranemu w dalszej części setu I Drive The Hearse. Fani
z San Francisco nie mieli na co narzekać (choć zapewne wiele osób
nie zauważyło wiekopomnych zmian w repertuarze z uwagi na brak
Trains). Następne koncerty odbyły się w ramach wspólnej mini
trasy z Coheed and Cambria, oznaczało to w skrócie, że każdy z
zespołów miał dla siebie tyle samo czasu, a co za tym idzie, nie
było go wiele. Porcupine Tree żonglowali zatem różnymi utworami,
Even Less wróciło na ławkę, a koncerty znów otwierało Occam's
Razon/The Blind House. Przykładowy set wyglądał tak:
01.
Occam's Razor
02.
The Blind House
03.
Great Expectations
04.
Kneel and Disconnect
05.
Drawing the Line
06.
Open Car
07.
The Sound of Muzak
08.
The Pills I'm Taking
09.
I Drive the Hearse
10.
Blackest Eyes
11.
The Start of Something Beautiful
12.
Way Out of Here
13.
Sleep Together
Trasa z CaC trwała do końca sierpnia, po czym
zespół wrócił do Europy na dwa koncerty w Grecji. Podczas tych
występów PT próbowali to i owo, ale nie za dużo. Even Less w
pełnej wersji pojawiło się raz w Thessaloniki. W następnym wpisie będzie o dwóch koncertach specjalnych, oraz o mini europejskiej trasie, którą między te koncerty wciśnięto.
Fear
of a Blank Planet, to dla wielu ulubiona płyta Porcupine Tree. Dla mnie
nie, ale to nie ma większego znaczenia bo trasy promującej ten
album nie da się nie lubić. Po różnorodnym choć momentami
statycznym Deadwing Tour, FOABPTour była kolejnym krokiem w kierunku
czegoś co w pełni zostało rozwinięte dopiero na Incident Tour.
Regularne zmiany w repertuarze miały swoje powody. Materiał z
najnowszej płyty zespół miał już obcykany dzięki trasie w 2006,
podczas której każdej nocy grali cały album. Jedynym wyjątkiem
było Cheating The Polygraph, które w tamtym czasie miało znaleźć
się na płycie. Ostatecznie PT zdecydowali się na nowszą
kompozycję Way Out Of Here i jej premiera koncertowa miała dopiero
nadejść.
Fear of a Blank Planet zostało wydane 16 kwietnia 2007
roku, a trasa miała wystartować już dwa dni później w szkockim
Glasgow. Dzień premiery został jednak uświetniony
mini-występem Stefana i Wesa w londyńskim Fopp Records. Koncert był
krótki: 01. Fear of a Blank Planet 02. My Ashes 03.
Sentimental 04. Trains
Na papierze nie wygląda to zbyt
imponująco, ale wszystkie utwory (z wyjątkiem Trains) zostały
wykonane z Wilsonem grającym na pianinie, a to już wiele zmienia.
Prawdopodobnie jedyna okazja aby usłyszeć tytułowy utwór w takiej
aranżacji. Tak czy inaczej, pełen skład stawił się dwa dni
później w lokalu o nazwie ABC Glasgow. Setlista pierwszego koncertu
trasy wyglądała tak:
01. Fear of a Blank Planet 02. Drown
With Me 03. Lightbulb Sun 04. My Ashes 05. Anesthetize 06.
Open Car
07.
Gravity Eyelids 08. Blackest Eyes 09. Sentimental 10.
Sever 11. Half-Light 12. Way Out Of Here 13. Sleep
Together … 14. Mother and Child Divided 15. Even Less 16.
Halo
Tym razem Porcupine Tree naprawdę się wysilili. Jak
wiemy, Deadwing Tour prezentował z początku zestaw „nowa płyta +
kilka utworów granych na poprzedniej rasie” i dopiero na
drugiej nodze zaczęło
się coś dziać. Tym razem od samego początku pojawiły się
niespodzianki. Po pierwsze premiery i to nie tylko z nowej płyty.
Way Out Of Here dla nikogo raczej nie było fajerwerkiem, ale Drown
With Me i Half-Light już tak. Rzadko się zdarza, że Wilson wyciąga
nigdy nie grane utwory ze starszych płyt, jeżeli coś nie pojawi
się podczas promowania
danego albumu to zazwyczaj się już nie pojawi. Wyjątków było
kilka (Small Fish, .3, Stars Die), ale tylko potwierdzają regułę.
Tym większym zaskoczeniem było wygrzebanie dwóch utworów, które
nie znalazły się nawet na regularnych albumach (czego Wilson
tradycyjnie żałował).
Drown With Me wypadło specyficznie, utwór
ucierpiał nieco ze względu na oczywiste kompromisy (dwa wokale, a
nie dziesięć), natomiast Half-Light zabrzmiał wyjątkowo dobrze
chociaż jak kilka lat później zauważył Gavin, nie jest to wbrew
pozorom prosty do zagrania utwór. W tamtym czasie Stefan
przebąkiwał o chęci wydania „Recordings 2” aby między innymi
te utwory zyskały większą ekspozycję. Jak wiadomo Wilson jest do
dziś prawnie przyblokowany z tym planem. Wracając do setu z
Glasgow, poza dwiema premierami starszych piosenek, miały miejsce
dwa powroty. Lightbulb Sun zostało odgrzebane po sześcioletniej
przerwie, natomiast Sever po dziesięciu latach (a nawet na trasie
96/97 był rarytasem). Cieszą takie powroty i robią wrażenie
zwłaszcza na tle Deadwing Tour. A to dopiero początek. My Ashes
zmieniło się względem wersji płytowej i tego jak ten utwór był
grany w 2006 roku. Tym razem Wesley przejął wokal w refrenie. Na
tym etapie Fear of a Blank Planet nie był odgrywany w albumowej
kolejności. Żeby nie było za wesoło publiczność w
Newcastle (19.04) nie zobaczyła ani Sever, ani Half-Light (oraz
Mother and Child Divided). W zamian PT odegrali A Smart Kid i The
Sound of Muzak, których nie można nazwać adekwatnymi zamiennikami.
Taki stan rzeczy utrzymał się przez kilka koncertów, Sever wróciło
ostatecznie w Nottingham (22.04), a Half-Light następnej nocy w
Wolverhampton. Co ciekawe, Porcupine Tree dzielnie trzymali Trains z
dala od setlisty co oczywiście musiało się kiedyś skończyć. 8
maja w Seattle zespół miał problemy techniczne po Anesthetize i
sytuację trzeba było jakoś ratować ponieważ zapowiadało się na
co najmniej kilkuminutową prace techników. A że byli w Ameryce...
poleciało Trains. Wyszło pokracznie. Z początku (po intrze
Wilsona) wszedł tylko Gavin co brzmiało dosyć sucho. Po jakimś
czasie obudził się Wes, a ostatecznie dołączyli Colin z Ryśkiem.
Sala cała się trzęsła. Póki co był to jednorazowy wyskok, ale
mleko się rozlało.
9 maja w Portland trasową premierę miało .3
(póki co na jednorazowy występ). Pierwsza większa zmiana miała
miejsce 13 maja w Anaheim (chociaż bardziej w formie niż treści).
Po raz pierwszy przedstawiono Fear of a Blank Planet w albumowej
kolejności oddzielając ten segment tradycyjną już dziś
kilkuminutową przerwą. Druga połowa (zawierająca .3 zamiast
Half-Light) kończyła się na Trains (zatem wytrzymali niecały
miesiąc). Na bis Mother and Child Divided i Halo, Od tamtego
momentu setlisty przedstawiały tego typu warianty przy czym w takiej
formie jak w Anaheim FOABP było grane bardzo rzadko. 23 maja w
Philadelphii trasową premierę miało Mellotron Scratch, a 1 czerwca
w Chicago pojawiło się Hatesong. W taki sposób Porcupine Tree
dotarli do okresu wakacyjno/festiwalowego. Krótki set wyglądał
zazwyczaj tak:
01. Open Car 02. Hatesong 03. Blackest
Eyes 04. Anesthetize (1 i 2 część) 05. Mother and Child
Divided 06. Halo
a na dłuższych koncertach odgrywano jedną z
wariacji standardowego zestawu. Powrót do Europy nie wiązał ze
sobą żadnych zmian. Na koncertach w Warszawie i Krakowie (6 i 7 lipca)
publiczność usłyszała pełny przekrój dotychczasowego repertuaru
(z FOABP zagranym „albumowo” w Krakowie). 14Tego lipca PT zagrali
na festiwalu Ilosarirock w Finlandii i to nagranie z tego koncertu
zostało wydane jako pierwsze (chyba, że liczyć „We Lost The
Skyline”, który nie jest rejestracją koncertu pełnego
składu). Tak zakończyła się pierwsza odnoga Fear of a Blank Planet Tour. Z zespołów, które w tym czasie supportowały Porcupine Tree można wyróżnić przede wszystkim Pure Reason Revolution, Amplifier i Absynthe Minded. Po pierwszym legu PT zrobili sobie wakacje chociaż jak
to zwykle bywa nie były to typowe wakacje. Wilson zabrał się
do Tel Avivu gdzie pucował utwory, które miały znaleźć się na
„Nil Recurring”. Panowie się sprężyli i 17 września można
było już owe wydawnictwo zakupić. C.D.N.
Steven
Wilson tu i tam. W zasadzie niemal wszędzie. Tak w skrócie można
określić bytność Bosego w minionym już 2013 roku. Najeździł
się, naudzielał wywiadów i odebrał kilka prestiżowych (w pewnych
kręgach) nagród. Nie jest to obraz, do którego jesteśmy
przyzwyczajeni, a na pewno nikt nie był w okolicach 2000 roku, kiedy
Steven Wilson po cichu rozpoczął działalność na własną rękę.
Oczywiście, wiadomo jak ironicznie się to w przypadku Bosego
układało, ale przyjmijmy, że pisząc „na własną rękę” mam
na myśli występy pod własnym nazwiskiem, a nie kolejną wymyślną
nazwą. Postanowienia „nowowiekowe” zakładały zapewne, że
Wilson wyda w końcu coś, co odważy się podpisać jako 'Steven
Wilson'. Zanim jednak poczynił pierwsze nieśmiałe kroki w tym
kierunku, postanowił wystąpić solo przed publicznością. 27
lutego 2000 roku Wilson po raz pierwszy w życiu wylądował sam na
scenie „jako on”. Miało to miejsce w holenderskim Delft i było
częścią uświetnienia premiery składanki „Tonefloating”.
Repertuar, który zaprezentował wtedy Bosy miał dokładnie taki
charakter, przed którym 11 lat później Wilson bronił się jak
mógł, czyli trochę tego, trochę tamtego. Nie zmienia to faktu, że
dobór utworów był wyjątkowo zaskakujący.
01. Where We
Would Be 02. Fadeaway 03. The Needle and the Damage Done
(Neil Young) 04. Pure Narcotic 05. Small Fish 06. Shell
Of A Fighter 07. A Smart Kid 08. Cure for Optimism 09.
Stranger By The Minute 10. The Days Before You Came (ABBA)
7
utworów Porcupine Tree, 2 covery, 1 utwór no-man. Co ciekawe, jeden
z utworów Porcupine Tree miał wtedy bardzo niepewny status i - de
facto, wtedy w 2000 roku - został zaprezentowany jako coś
solowego. Mowa o Cure for Optimism, które tamtego wieczora
zaliczyło swoją pierwszą i jak do tej pory ostatnią publiczną
prezentację. Steven opowiedział zebranym fanom jak to reszta
zespołu odrzuciła ten utwór podczas dobierania materiału na
„Lightbulb Sun”. Kończąc wypowiedź, zażartował, że być
może będzie to kolejna cegiełka do pierwszego solowego albumu
Stevena Wilsona. Śmiechy i tak dalej, ale wtedy taka perspektywa
rzeczywiście wydawała się dosyć nierealna. Cure for Optimism
stał się ostatecznie utworem Porcupine Tree, kiedy wydano go na
„Recordings” (2001), a Stefanowi udało się obejść
blokadę jaką poczyniła reszta zespołu względem tej kompozycji.
Co do reszty materiału, dwa utwory zdecydowanie wyróżniają się
na tle reszty. Po pierwsze Shell of a fighter. Jedyne wykonanie
piosenki no-man z Wilsonem śpiewającym partie Tima oraz jedno z
rzadkich w tamtym czasie wykonań piosenki no-man przez
jakiegokolwiek członka zespołu. Z perspektywy czasu wydaje się to
być wydarzeniem na miarę wykonania Grendela przez Fisha, nigdy
więcej Wilson nie zaśpiewał piosenki no-man przy jakiejkolwiek
okazji. Drugą perłą tego wieczoru było pierwsze wykonanie Small
Fish na żywo. Od tamtej pory utwór pojawił się jeszcze podczas
mini występów Wilsona oraz dwukrotnie na koncercie Porcupine Tree,
ale wtedy, w 2000 roku, była to wielka niespodzianka. Poza tym,
kilka mało zaskakujących utworów Porcupine Tree i kilka rzadziej
granych jak Stranger By The Minute, którego historia
przypomina trochę tę ze Small Fish z tym wyjątkiem, że
Wilson wykonał ją wcześniej dwukrotnie na trasie „Stupid Dream
Tour” (również akustycznie). Covery być może nie tak oczywiste
(przynajmniej wtedy), ale w przypadku Needle and the Damage Done
była to jednorazowa przygoda. Koncert warty zapamiętania, nietypowy
pod wieloma względami, unikatowy i przede wszystkim to ten pierwszy,
chociaż sam Wilson zapewne nie brałby go nawet pod uwagę
(zwłaszcza na obecnym etapie kariery). Tymczasem w 2000 roku SW
postanowił raz jeszcze wystąpić „solo” i wpadł na Popkomm do
niemieckiej Kolonii (18 sierpnia 2000). Tym razem obyło się bez
większych niespodzianek:
01. Stranger By The Minute 02.
Shesmovedon 03. Pure Narcotic 04. Where We Would Be 05. The
Day Before You Came (ABBA)
Resztę
tego, jak i kolejnego i większość jeszcze następnego roku, SW
spędził w trasie z Jeżodrzewiem. W tym czasie poznał izraelską
gwiazdę pop, Aviva Geffena, który okazał się wielkim fanem
Porcupine Tree, a jako że był u siebie osobą wpływową to
zaprosił zespół na koncert do Tel Avivu. Geffen wystąpił wtedy
razem z PT dośpiewując w Russia on Ice i Feel So Low.
Reszta jest oczywiście historią. Zanim jednak wydana została
pierwsza płyta Blackfield, Steven wpadł do Tel Avivu na coś, co
ostatecznie okazało się być koncertem życzeń. Grupa szczęśliwych
Izraelczyków znalazła się 24. stycznia 2003 w klubie Jah-Pan aby
zobaczyć występ Stevena Wilsona solo. W zasadzie było to po prostu
spotkanie Bosego z fanami, ponieważ po występie (a praktycznie w
jego trakcie) odpowiadał on na pytania przez pół godziny. Wilson
uzbrojony był tego wieczora w teksty z całej dyskografii Porcupine
Tree, a fani mogli teoretycznie prosić o wszystko (w praktyce Stefan
dobierał to, co mu pasowało i sam przyznał, że w przypadku np.: This Long Silence nie pomoże nawet kartka z tekstem). Występ
miał serdeczny, niemal rodzinny charakter, brakowało tylko
rozpalonego ogniska.
Jest
to jedyny tego typu koncert Wilsona, jaki kiedykolwiek miał miejsce.
Można niemal powiedzieć, że był to koncert Porcupine Tree, bo
tylko piosenki zespołu były grane tego wieczora (a Wilson nieraz
już grywał samotnie jako PT krótkie sesje dla rozgłośni
radiowych), ale całe spotkanie kręciło się przede wszystkim wokół
osoby Wilsona więc oficjalnie był to koncert Stevena Wilsona.
Powstająca spontanicznie w trakcie występu setlista zawierała
kilka wyjątkowych niespodzianek.
01. Even Less 02. A
Smart Kid 03. Small Fish 04. Fadeaway 05. Gravity
Eyelids 06. Where We Would Be 07. Shesmovedon 08.
Trains 09. Nine Cats 10. Last Chance To Evacuate Planet Earth
Before It Is Recycled 11. Pure Narcotic 12. Disappear 13.
Blackest Eyes 14. Feel So Low (z Avivem Geffenem) 15. Buying
New Soul 16. Waiting (Phase One) 17. Stars Die
Przed
Stars Die Wilson udzielił długiego wywiadu, podczas którego fani
zadawali pytania. Zestaw utworów robi z biegiem lat coraz większe
wrażenie, zwłaszcza jedyne wykonanie Disappear w jakiejkolwiek
innej formie niż studyjna. Ironicznie, Trains było wtedy rarytasem
nigdy dotąd nie granym na żywo. Była to prośba jednego z fanów,
a Wilson spontanicznie zdecydował się spróbować. Jak się
okazało, albumowa tonacja Trains była dla Stefana zabójcza i
późniejsze wykonania tego utworu (już z PT) miały tę tonację
obniżoną. Small Fish pojawiło się ponownie i co zabawne, SW
próbował usilnie wmówić publiczności, że gra to na żywo po raz
pierwszy w życiu (nie pierwszy i nie ostatni raz pamięć płatała
mu figle). Z tych naprawdę wyjątkowych utworów pojawiły się
jeszcze Fadeaway (ostatni raz kiedy Wilson sam to zaśpiewał),
Buying New Soul, Where We Would Be (jak dotąd ostatnie wykonanie),
Nine Cats (również ostatnie wykonanie), Stars Die i rzadkie
wykonanie Feel So Low z Aviem Geffenem śpiewającym zwrotkę po
hebrajsku. Co ciekawe, kilka propozycji samego Stefana było dość
chybionych, np.: Blackest Eyes, podczas którego Wilson tłumaczył
się z braku kilkunastu łomoczących gitar i solówki. W trakcie
rozmowy fani zadali parę ciekawych i istotnych pytań, polecam
posłuchać samemu, bo w przeciwieństwie do regularnych wywiadów z
Wilsonem, można tu dowiedzieć się czegoś interesującego. Tak
jak już napisałem wcześniej, jako że było to oficjalnie
spotkanie ze Stevenem Wilsonem, uznaję, że był to koncert Stevena
Wilsona i umieszczam go w tym tekście. Generalnie jednak był to
swego rodzaju występ Porcupine Tree w formie, którą przybierało
niejednokrotnie (np.: w zestawie SW + Chris Maitland, albo SW + John
Wesley, ewentualnie sam SW), o takich inkarnacjach Jeżodrzewia będę
pisał przy okazji innego wpisu. Jak się okazało, nie trzeba
było długo czekać na kolejny solowy występ Stefana. Wbrew
legendzie, idea tego rodzaju koncertów nie została wymuszona
faktem, że wszyscy muzycy Blackfield (z wyjątkiem Geffena) nie
dostali wiz na zaplanowaną trasę po USA. Wilson supportował własny
zespół już w 2004 roku. Na 10 września został zaplanowany
„debiutancki” koncert Blackfield, co też nie do końca jest
prawdą, ponieważ Aviv i Steven zagrali już kilka akustycznych
setów przed występami Porcupine Tree w 2003 roku oraz parę
mini-koncertów w 2004. Tak czy inaczej, żeby całe wydarzenie
uświetnić (i upewnić się, że nie będzie frekwencyjnej wtopy)
zaproszono Anathemę. Zespół braci Cavanagh zagrał akustyczny set
z udziałem kwartetu smyczkowego. Między występami Anathemy i
Blackfield, Steven Wilson wcisnął się na krótki set, który
wstrząsnął społecznością fanów. Na scenie oprócz Bosego
pojawił się Ben Coleman, czyli skrzypek, który od 1989 do 1994
roku był członkiem no-man. Był to pierwszy wspólny publiczny
występ obu muzyków od czasu koncertów no-man w 1994. I chociaż
nie został zagrany żaden utwór tego zespołu, to pojawienie się
na scenie Bena było niczym grom z jasnego nieba. Setlista tego
niezwykłego mini-koncertu wyglądała tak: 01. Even Less (z
Benem Colemanem) 02. A Smart Kid (z Benem Colemanem) 03. How
Is Your Life Today? 04. Moment I Lost 05. Trains (z Benem
Colemanem) 06. The Day Before You Came (ABBA)
Udział Bena
w odegraniu trzech znanych utworów Porcupine Tree nadał im
niezwykłą świeżość i jedyny w swoim rodzaju charakter. Styl
Colemana jest unikatowy, zatem miłe wspomnienia z czasów
kiedy grał on w zespole no-man powróciły. Inną niespodzianką
tego wieczoru był Stefan grający na pianinie, co prawdopodobnie
zrobił publicznie po raz pierwszy (i nie ukrywał swojego
zdenerwowania w związku z tym). Zadebiutował nie tylko
Wilson-pianista, ale też dwa utwory – How Is Your Life Today?
Porcupine Tree oraz Moment I Lost. Ten drugi jest o tyle ważny, że
jest to pierwszy oryginalny utwór Stevena, który został wydany pod
jego nazwiskiem. Pojawił się na pierwszym „Cover Version”,
który swoją premierę miał w marcu 2003 roku. SW wybrał
zakradanie się tylnymi drzwiami zamiast wywalać te od frontu -
widać, że nie miał jeszcze dość śmiałości aby wydać pełny
album jako 'Steven Wilson'. Moment I Lost jest pierwszym i jedynym
oryginalnym utworem SW z serii CV jaki kiedykolwiek został
zagrany na żywo. Oprócz tego, cover Abby Days Before You Came
został wydany miesiąc później na „Cover Version II”. Występ
miał mieć jednorazowy charakter, ale życie dało powód aby SW
zagrał jeszcze kilka takich mini-koncertów. Tak jak już
wspominałem, Blackfield mieli zaklepaną trasę po USA na marzec
2005 roku. Niestety (co zwłaszcza w tamtym czasie było do
przewidzenia) trzech izraelskich muzyków towarzyszących nie dostało
wiz (Aviv Geffen jako celebryta nie miał z tym takich problemów).
Trzeba było działać szybko i na szczęście duetowi udało się
znaleźć tymczasowe rozwiązanie. Z pomocą przybył Jordan
Ruddes z Dream Theater, który zgodził się towarzyszyć Stevenowi i
Avivowi na pianinie. W takim trzyosobowym składzie Blackfield
zagrało serię pół-akustycznych koncertów, które zrobiły wśród
fanów furorę. Zanim jednak muzycy polecieli do Ameryki, nikt nie
był do końca pewny, czy taki prowizoryczny skład spełni
oczekiwania publiczności, która kupiła bilety na „pełen”
występ Blackfield. Aby fani nie wyszli z koncertów niespełnieni,
Wilson zdecydował się ponownie wystąpić w roli supportu własnego
zespołu. Na pierwszych koncertach set wyglądał tak: 01.
Even Less 02. A Smart Kid 03. Moment I Lost 04. How Is
Your Life Today? 05. The Day Before You Came (ABBA)
Wilson
szybko jednak zaczął wprowadzać zmiany i począwszy od koncertu w
Philadelphii (12 marca 2005) miejsce Moment I Lost i A Smart Kid
zajęły Christenings (które wtedy było jeszcze zapowiadane jako
nowy utwór Porcupine Tree) i Lullaby (utwór Blackfield, który
rozpoczął życie jako solowa piosenka Stefana pt.: Vapour Trail
Lullaby). Tak też wyglądała krótka trasa Blackfield po USA, w
kwietniu Wilson wrócił na scenę już w towarzystwie Porcupine
Tree. Ostatnim istotnym solowym występem przed Grace for Drowning
Tour był mini koncert podczas wydarzenia zorganizowanego by uczcić
pięciolecie Burning Shed w dniu 16. czerwca 2006 roku. no-man
zagrali wtedy pierwszy raz od 1993, ale lista wykonawców była długa
(niestety Ben Coleman musiał odwołać swój występ w ostatniej
chwili). Pojawił się również Bosy solo i zagrał:
01.
Thank U (Alanis) 02. Even Less 03. The Sky Moves Sideways
04. Trains 05. Stars Die / Never Let Go (Camel) 06.
Blackfield 07. Once 08. Cloudy Now
Przed
rozpoczęciem Thank U Wilson wziął udział w improwizacji z
projektem Fear Falls Burning, który właśnie kończył swój set.
Zresztą, tak to wyglądało: koncerty przechodziły jedne w drugie,
a set Stefana płynnie przepoczwarzył się w słynny reunion no-man.
Kilka ciekawostek w secie jak np. nieznany jeszcze wtedy Once
(ogólnie ilość utworów Blackfied zadziwiająco duża). Stars
Die zawiera fragment Camelowego Never Let Go, Steven
przyznał się, że stąd właśnie ściągnął riff
gitarowy (poniżej link do tego wykonania).
Od
tamtej pory nie było już wielu okazji aby zobaczyć Wilsona
grającego małe akustyczne solowe sety w intymnej atmosferze.
Wyjątkiem jest między innymi skromny występ w meksykańskim
sklepie muzycznym HARD737, gdzie Steven promował wydany właśnie
solowy debiut „Insurgentes”. Bosy zagrał też kilka pojedynczych
utworów na życzenie stacji radiowych (np. Harmony Korine). Podobnie
jak w przypadku studyjnych działań, te małe solowe koncerty
rozsiane między 2000 a 2009 rokiem były bardziej solowe niż
regularne trasy, jakie Wilson odbywa wraz solo-bandem od 2011 roku.
Miały w sobie dużo uroku, a ci, którzy doświadczyli takiego
występu mogą uważać się za wybranych, ponieważ ich ilość
można policzyć na palcach obu rąk. Koncerty z pełnym składem
muzyków stanowią już inną historię, której przyjrzę się przy
okazji jednego z kolejnych tekstów.