„In
Absentia” nie doczekała się nigdy oficjalnej rejestracji, ani
wydania, ani na video, ani na audio. Na szczęście dokumentacja
bootlegowa (i nie tylko) jest solidna.
Jeżeli chodzi o
wideo, to przede wszystkim zwracam Waszą uwagę na nagranie z
Baltimore (7.11.2002 r.). Koncert był transmitowany lub udostępniony
w późniejszym terminie, jako webcast. Jakość obrazu i
dźwięku jest profesjonalna, wprawdzie nieco skompresowana (webcast,
to webcast, zwłaszcza z 2002 roku), ale to nadal najciekawsze i
najpełniejsze nagranie z tej trasy. Oczywiście wideo to jest też
źródłem doskonałego bootlegu audio. Innym nagraniem wideo,
które powinniście mieć jest mini występ z telewizji MzH
(21.07.2003 r.) w Waszyngtonie. To typowy występ tv, krótki, ale bardzo przyzwoity
pod względem wykonania. Dla wszystkich fanów, którzy chcą
obejrzeć jak Wilson zjada swoje włosy, to pozycja
obowiązkowa!
Oprócz tego polecam pełen zapis koncertu
z Bochum (18.11.2003 r.), wprawdzie nagranie jest amatorskie, ale
bardzo przyzwoite pod względem jakości audio/video, a przede
wszystkim kompletne.
Jeżeli chodzi o profesjonalnej
jakości bootlegi audio, to oprócz ripów dwóch wyżej wymienionych
(Baltimore i MzH), absolutną podstawą jest koncert z San Francisco
(25.11.2002 r.). Nagranie pochodzi z konsolety i brzmi fenomenalnie.
Wykonania utworów również nie pozostawiają wiele do życzenia.
Z
amatorskich bootlegów na pewno muszę polecić start trasy w
Bostonie (22.07.2002 r.), nie ze względu na jakość, ale istotność
samego wydarzenia. Warto mieć ten koncert.
Równie
istotny jest pierwsze Baltimore (27.07.2002 r.), na którym uchowało
się jedno z dwóch wykonań Signify z Gavinem. Całkiem fajnie brzmi
bootleg z Wallingford (2.11.2002 r.).
Jeżeli chodzi o
marcowo-kwietniowe odnóże z 2003 r. to sporo nagrań jest bardzo
dobry, ale zdecydowanie przoduje tutaj Paryż (11.03.2003 r.).
Polskie koncerty (mam tylko Kraków i Warszawę) zostały
zarejestrowane bardzo przyzwoicie.
Jeżeli chodzi o trasę z
Opeth, to interesujący jest występ z Nowego Jorku (17.07.2003 r.)
podczas, którego Stefan każe śpiewać happy birthday, człowiekowi
odpowiedzialnemu za podpisanie z nimi nowej umowy. Warto posiadać
Portland (2.08.2003 r.) ze względu na kapitalną jakość oraz
Seattle (3.08.2003 r.) jeśli chcecie mieć koncert z Mikaelem
Akerfeldtem śpiewającym A Smart Kid.
Z listopadowej trasy mam
jedynie trzy bootlegi, wszystkie polecam, bo są świetne –
Barcelona (27.11.2003 r.), Paryż (29.11.2003 r.) i Londyn
(30.11.2003 r.).
I to by było na tyle jeśli chodzi o
nagrania z trasy In Absentia. Jest czego słuchać i jest co oglądać.
Od
tego momentu zespół miał 3 miesiące przerwy. Co wtedy
robił? Steven Wilson na pewno dopucowywał nowy album no-man
„Together We’re Stranger” (wydany 31-ego marca). Podejrzewam
też, że w wolnych chwilach powstawała jedna z wydanych w 2003 r.
płyt Bass Communion. Oprócz
tego dłubano nad remasterem i częściowym re-recordingiem „The
Sky Moves Sideways”. W styczniu, Gavin nagrał nowe partie perkusji
do Dislocated Day i The Moon Touches Your Shoulder, co jest dosyć
istotne w kontekście jeszcze dalszej części trasy.
24-tego
stycznia miało też miejsce niecodzienne wydarzenie. Steven Wilson
był w Tel Avivie (być może pracując nad debiutem Blackfield) i
zagrał koncert życzeń dla fanów. O tym występie pisałem więcej
trzy lata temu w tym tekście http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/steven-wilson-solo-przed-solo-2000-2010.html
Tutaj
dodam tylko, że podczas tamtego koncertu, Stefan zagrał sporo dawno
niegranych, lub ledwo granych utworów (Small Fish, Stars Die,
Fadeaway, Where We Would Be, Nine Cats, czy Feel So Low) oraz
premierowo (po namowach widowni) wykonał Trains. Niewykluczone, że
dzięki temu rozważono inkluzję tej piosenki do setu podczas trasy
Porcupine Tree.
Nie wspomniałem też, że na tej trasie
PT zmontowali sobie bardzo ciekawe intro, które łączyło w sobie
wiele charakterystycznych motywów z różnych utworów
zespołu.
Porcupine
Tree zgrupowali się zapewne w okolicach lutego żeby trochę się
odrdzewić przed trasą. Objazd Brytyjsko-Europejski rozpoczęto
3-ego marca w Dublinie, w klubie Temple Bar Music
Centre.
Zagrano:
01.
Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity
Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06.
Wedding Nails
07. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It
Is Recycled
08. Hatesong
09. Prodigal
10. Waiting
(Phase One)
11. The Creator Has A Mastertape
12.
Heartattack In A Layby
13. Strip The Soul
14.
Dark Matter
15. Tinto Brass
Jak widać praktycznie nic się nie zmieniło
względem 2002 roku, ale tak było do czasu. Póki co
największym wydarzeniem był powrót rzadko granego Stop Swimming
(4-tego marca w Wolverhampton). Warto zwrócić uwagę, że
15-tego
marca w Barcelonie (w klubie Sala Bikini) miało miejsce srogie z
perspektywy czasu wydarzenie. Zagrano wtedy po raz pierwszy Trains.
Steven
Wilson wielokrotnie opowiadał, że zespół nie grał tego
wcześniej, bo utwór wychodził na próbach średnio i dopiero
zaangażowanie publiczności na koncertach wydobyło z niego pełny
potencjał. Hiszpanie mieli pierwszą okazję aby się przekonać.
Po
kilku koncertach Trains wymieniło Tinto Brass jako utwór kończący
koncerty, a ten drugi kończył właściwy set przed bisami.
Repertuar z 2002 r. plus Trains występował w różnych
konfiguracjach przez praktycznie całe marzec i kwiecień. Między 8,
a 10 kwietnia odbyły się trzy koncerty w Polsce (Kraków, Bydgoszcz
i Warszawa). Zespół zagrał wtedy:
Kraków, Hala Wisły,
8.04.2003 r.
01.
Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity
Eyelids
04. Even Less
05. Pure Narcotic
06. Wedding
Nails
07. Waiting (Phase One)
08. Hatesong
09. Russia
On Ice
10. Heartattack In A Layby
11. Tinto Brass
12.
Shesmovedon
13. Dark Matter
14. Trains
Bydgoszcz,
Filharmonia Pomorska, 9.04.2003 r.
01.
Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity
Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. Last
Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
07.
Wedding Nails
08. Waiting (Phase One)
09. Hatesong
10.
Russia On Ice
11. Heartattack In A Layby
12. Tinto
Brass
13. Shesmovedon
14. Dark Matter
15. Trains
Warszawa,
Proxima, 10.04.2003 r.
01.
Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity
Eyelids
04. Even Less
05. Buying New Soul
06. Wedding
Nails
07. Waiting (Phase One)
08. Hatesong
09. Russia
On Ice
10. Heartattack In A Layby
11. Strip The Soul
12.
Shesmovedon
13. Dark Matter
14. Trains
Jak widać, Porcupine Tree starali się w miarę
zróżnicować set w naszym kraju i każdy koncert był
inny.
Koncertem, który odbył się 18-tego kwietnia w
holenderskim Rijssen, Jeżodrzewie zamknęli pierwszą zaplanowaną
na ten rok Europejską część trasy. W maju i czerwcu mieli przerwę
i prawdopodobnie ćwiczyli materiał do grania na zaplanowaną na
lipiec i sierpień wspólną trasę z Opeth po Kanadzie i USA. Co
mógł jeszcze w tym czasie robić Bosy? Zaraz do tego
dojdę.
Pierwsze cztery występy po powrocie, PT zagrali
sami i już na pierwszym (8-mego lipca w Tampie, rodzinnym mieście
Wesa) zaprezentowali nowe pozycje w repertuarze. Set wyglądał
tak:
01.
The Creator Has A Mastertape
02. The Sound Of Muzak
03.
Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06.
The Moon Touches Your Shoulder
07. Futile
08. Russia On
Ice
09. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is
Recycled
10. Blackest Eyes
11. Waiting (Phase One)
12.
Hatesong
13. Heartattack In A Layby
14. Strip The Soul
15.
Fadeaway
16. Tinto Brass
17. Trains
Jakie
są moje uwagi dotyczące tego setu?
Po pierwsze, Porcupine Tree
(tymczasowo) dorzucili utworów, jednocześnie nie skracając
setlisty, zatem mamy 17 kawałków. W tym znajduje się premierowe
wykonanie najnowszej kompozycji (Futile) oraz dwa dosyć zaskakujące
powroty (The Moon Touches Your Shoulder i Fadeaway).
Obecność
The Moon (pierwszy raz od 1998 r.) z perspektywy czasu można bardzo
łatwo uzasadnić tym, że Wilson akurat pracował nad remasterem
„The Sky Moves Sideways” (i to zapewne nadal robił w okresie
maj-czerwiec), który pojawił się w sklepach w listopadzie tamtego
roku. Kawałek był jednym z dwóch, do których Gavin dograł
prawdziwą perkusję. Mimo tego (i mimo możliwości jakie stworzyła
obecność drugiego gitarzysty), The Moon Touches Your Shoulder był
w 2003 r. wykonywany niemal dokładnie w ten sam sposób, co w latach
90-tych. Gavin zamienił tylko bębenki (których nie miał) na
miotełki, a końcówka ma nieco ostrzejszy charakter.
Zagadką
do dziś jest dla mnie Fadeaway. O ile jego obecność w secie na
Deadwing Tour (razem z Burning Sky) była podyktowana podobnymi
okolicznościami związanymi z nowym wydaniem „Up The Downstair”,
to na In Absentia była to kompletna niespodzianka.
Nie
słyszałem wersji, która ponoć była grana w 1993 r., ale
zakładając, że grali wtedy wersję z płyty, to wykonania z In
Absentia Tour są pierwszymi od 10 lat wykonaniami tego utworu w
pełnej wersji. No, ale oczywiście nie do końca. Niespodzianką w
niespodziance było, to że na za mikrofonem stanął John Wesley! W
ten sposób utwór był wykonywany już na wszystkich koncertach, na
których się pojawił (w latach 2003 i 2005).
Futile,
utwór wydany na promo singlu, który został wypuszczony z okazji
tej trasy, to najcięższa jak dotąd propozycja Porcupine Tree.
Idealnie nadawała się do setu, zwłaszcza w Ameryce.
Następny
koncert był krótki i specyficzny ponieważ odbył się w sklepie
muzycznym Floyd’s w Tallahassee (10-tego lipca), zagrano jedynie 10
utworów.
Następne dwa występy odbyły się w Atenach i
Portsmouth… ale w ich amerykańskich odpowiednikach ;) Lokalne
Ateny znajdują się w stanie Georgia i tam PT wylądowali 11-tego
lipca. Zagrano pełny set, ale mimo wszystko krótszy od tego z
Tampy (15 utworów, ale z zachowaniem repertuarowych
nowości).
Lokalne Portsmouth znajduje się w stanie New
Hampshire. Tam (w lokalu o pięknej nazwie Muddy River Smokehouse)
zespół zagrał specjalny koncert na zaproszenia. Jego konstrukcja i
przebieg też był niecodzienne. Cały set zaczął się od samego
Wilsona z gitarą akustyczną (jak w Tel Avivie pół roku
wcześniej), a
pozostali
członkowie zespołu po kolei do niego dołączali. Wyglądało to
tak:
01.
Even Less (sam Wilson)
02. The Sound Of Muzak (Wilson i Wes)
03.
Feel So Low (Wilson, Wes, Barbieri)
04. Waiting (Phase One)
(Wilson, Wes, Barbieri i Edwin)
05. A Smart Kid (Wilson, Wes,
Barbieri i Edwin)
06. Pure Narcotic (dołącza Gavin i od tego
momentu gra już cały zespół)
07. Fadeaway
08.
Shesmovedon
09. Trains
10. Futile
Odbyła
się tu cicha premiera nowego utworu w repertuarze – Feel So Low.
Kolejna piosenka, której nikt zapewne nie obstawiał, już na
Lightbulb Sun Tour była wykonywana dosyć rzadko. Można się tylko
cieszyć, że zespół jednak się zdecydował.
15-tego
lipca w kanadyjskim Toronto, rozpoczęła się wspólna trasa z
Opeth. Oba zespoły występowały na tych samych warunkach więc siłą
rzeczy oba sety były krótsze niż zwykle (Opeth grali wtedy
premierowo materiał z płyty Damnation), czyli po +/- 12
utworów.
Po dwóch koncertach w Kanadzie, zespół wrócił
do USA i tam zagrał resztę zaplanowanych występów. Setlista
zmieniała się często, zespół trzymał się cały czas tej samej
długości setu, ale dobierał różne utwory z aktualnego
repertuaru.
21-ego lipca PT zagrali w Waszyngtonie drugą
sesję dla radia XM, również wydaną potem na płycie oraz wystąpili w programie MhZ. Mini koncert nagrano i wyświetlono później w tv.
Ostatni
koncert trasy z Opeth odbył się 3-ego sierpnia w Seattle, w Showbox
Comedy and Supper Club. Jako, że było to zakończenie wspólnej
wycieczki, to Mikael Akerfeldt wszedł na scenę podczas setu
Porcupine Tree i zaśpiewał zamiast Stefanan w A Smart Kid (swoim
ulubiony utworze Jeżodrzewia).
W tym okresie PT zagrali
jeszcze jeden koncert na festiwalu Open Air w szwajcarskim Zofingen
(8-mego sierpnia), po czym udali się na kolejne wakacje. W tym
czasie Stefan dopinał pewnie ostatnie przygotowania do wydania nowej
wersji „The Sky Moves Sideways”, która wyszła w listopadzie,
akurat kiedy rozpoczynało się ostatnie odnóże trasy In
Absentia.
Zespół triumfalnie powrócił do Europy
koncertami, który odbył się 5-tego i 6-tego listopada w klubie
Spirit of 66 w belgijskim mieście Verviers.
5.11
01.
Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Futile
04.
Gravity Eyelids
05. Blackest Eyes
06. Hatesong
07.
Fadeaway
08. Shesmovedon
09. The Creator Has A
Mastertape
10. Feel So Low
11. Russia On Ice
12.
Heartattack In A Layby
13. Strip The Soul
14. Tinto
Brass
15. Even Less
16. Trains
6.11
01.
Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity
Eyelids
04. Blackest Eyes
05. Hatesong
06. Buying New
Soul
07. Prodigal (przerwane ze względu na awarię
zasilania)
08. The Creator Has A Mastertape
09. The Moon
Touches Your Shoulder
10. Futile
11. A Smart Kid
12.
Strip The Soul
13. Tinto Brass
14. Dark Matter
15.
Even Less
16. Trains
I
tak mniej więcej wyglądała reszta koncertów od strony repertuaru.
Z wyjątkiem odwołanego koncertu w Luksemburgu (7-my listopada 2003
r.), ostatnie odnóże In Absentia Tour potoczyło się sprawnie.
Zespół odwiedził też Holandię, Niemcy, Danię, Austrię,
Szwajcarię, Włochy, Francję i Hiszpanię, a cała trasa zakończyła
się w Anglii, w londyńskiej Astorii 30-tego listopada 2003 r.
Zagrano wtedy:
01.
Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity
Eyelids
04. Shesmovedon
05. Hatesong
06. Fadeaway
07.
The Creator Has A Mastertape
08. The Moon Touches Your
Shoulder
09. Russia On Ice
10. Futile
11. Feel So
Low
12. Strip The Soul
13. Even Less
14.
Trains
15. Blackest Eyes
Większość
z tych utworów przetrwała do kolejnych tras (pojawiając się
częściej lub rzadziej), ale dla trójki była to ostatnia jak dotąd
trasa: The Creator Has A Mastertape, The Moon Touches Your Shoulder i
Feel So Low. Ten ostatni, w późniejszych latach pojawiał się
regularnie w setach Blackfield.
Czy coś jeszcze działo
się podczas tego ostatniego legu trasy? Blackest Eyes nie zawsze
było planowanym bisem (więc publiczność dokazywała), a koncert w
Berlinie (15-tego listopada) był dosyć pechowy dla Stevena Wilsona,
który pokręcił zwrotki Shesmovedon, po czym dwukrotnie zerwał
struny (podczas Hatesong i Strip The Soul). Tego samego wieczora (i
podczas kilku innych na tym odnóżu) Porcupine Tree byli
supportowani przez… Blackfield! Zespół, w swojej embrionalnej
formie duetu, zagrał wtedy swoje pierwsze w historii koncerty (po 4
utwory).
Czas podsumować te niecałe dwa lata w historii
tras Porcupine Tree. In Absentia Tour była pierwszą trasą pod
skrzydłami dużej wytwórni, pierwszą z Gavinem Harrisonem i Johnem
Wesleyem, pierwszą z cięższym brzmieniem i pierwszą tak dużą
pod względem szturmu na USA i okolice. Ten szturm się udał, bo z
trasy na trasę Jeżodrzewie zaczynali wypełniać coraz większe
sale, hale, itd. Trasa z 2002 i 2003 r. było bardzo udana i ciekawa
pod względem repertuaru. Być może nie był on tak rozpasany, jak
przy Tour Of A Blank Planet, czy The Incident Tour, ale z pewnością
był bardzo jednolity i doskonale wykonany przez, jak by nie patrzeć,
nowy skład.
Na trasie In Absentia, między 22 lipca 2002
r., a 30 listopada 2003 r. zagrano 27 utworów:
1
utwór z „Up The Downstair”
1 utwór z „The Sky Moves
Sideways”
3 utwory z „Signify”
6 utworów ze „Stupid
Dream”
5 utworów z „Lightbulb Sun”
1 utwór z
„Recordings”
9 utworów z „In Absentia”
1 utwór
niealbumowy (Futile)
Po
zakończeniu tego turnusu, Porcupine Tree zrobili sobie ponad rok
przerwy od koncertowania. 2004 r. był pierwszym rokiem od występów
w 1993 r. kiedy zespół nie zagrał ani jednego koncertu. W tym
czasie, Jeżodrzewie pracowali nad Deadwingiem i innymi projektami, a
Steven Wilson wydał z Avivem Geffenem debiutancki album Blackfield,
z którym panowie wyruszyli w trasę (o czym piszę tutaj:
http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/02/podroz-przez-czarne-pole-historia.html).
W
następnej części kilka słów o bootlegach z tej trasy!
Steven
Wilson dosyć szybko zorientował się, że na kolejną płytę
Porcupine Tree powstaje mu materiał inny niż na ostatnich płytach.
Na początku, trochę z rozpędu zaczął pisać utwory w stylu
„Lightbulb Sun” (np. Vapour Trail Lullaby), ale ewidentnie
ciągnęło go w innym kierunku. Współpraca z Opeth nad płytą
„Blackwater Park” otworzyła mu uszy na walory stylistyki
metalowej i w naturalny sposób tego typu kawałki Wilsona zaczęły
powstawać. Jednocześnie Stefan demował sobie materiał, który
miał pojawić się na pierwotnej wersji owocu współpracy z
Mikaelem Akerfeldtem z Opeth. Na tamtym etapie nie miało to nic
wspólnego ze Storm Corrosion. Wilson tworzył najbardziej metalowe
rzeczy jakie mu przychodziły do głowy, a jako że robił to
pierwszy raz, to niektóre do dziś wydają się być nieco
przerysowane. Jeden z lepszych napisanych w tym celu kawałków –
Cut Ribbon – pojawił się wiele lat później (i po wielu
dogrywkach) w 2011 r. jako exclusive dostępny w aplikacji SW na
iPhone’a. Reszta wyciekła w okolicach wydania „In Absentii”,
na słynnym bootlegu „Out Absentia”.
Jeżeli chodzi o nową
płytę PT, to Stefan był nieco bardziej ostrożny i, o ile ciężkie
motywy się na płycie pojawiają (nawet dosyć licznie jak na to, co
PT robili do tej pory), to „In Absentia” nie odbiega wcale tak
bardzo daleko od klimatów dwóch poprzednich albumów.
Opuszczenie
zespołu przez Chrisa Maitlanda oznaczało, że przynajmniej na czas
sesji w studiu potrzebne jest zastępstwo. Gavina Harrissonapolecił
Richard Barbieri, bo znali się od dawna. Gavin grał nawet kilka
utworów na płycie „Flame” duetu Bowness/Barbieri. Steven
Wilson, trochę zbyt przezornie, zaprosił perkusistę na
przesłuchanie, po czym go za to przepraszał. Gavin od razu dostał
tę robotę. „In Absentię” nagrywał jeszcze jako muzyk sesyjny,
ale pod koniec tych sesji, Wilson zaproponował mu członkostwo i
udział w trasie. Harrisson się zgodził i tak to było ;)
„In
Absentia” to pierwsza płyta PT wydana przez naprawdę grubego
wydawcę. Budżet albumu był większy i budżet trasy również się
rozrósł. Przede wszystkim zmieniła się nieco filozofia
rozplanowania koncertów. Stwierdzono, że nie ma co się patyczkować
i należy wrzucić Porcupine Tree od razu na głęboką wodę
rozpoczynając trasę w Stanach gdzie do tej pory zespół grał
śladowe ilości występów. Mało tego, trasę zaplanowano tak, że
Porcupine Tree zaczynali na równy miesiąc przed wydaniem płyty, a
więc czekało ich granie dla Amerykanów nie znających połowy
repertuaru. Nadzieja była w tym, że kupi się ich cięższym
brzmieniem (i tak się w istocie stało).
Na szczęście tych
przedpremierowych występów PT mieli zaplanowane tylko osiem.
Pierwszy koncert „In Absentia Tour” był jednym z
bardziej istotnych w ich karierze. Trafił nawet do mojego top 5
najbardziej niezwykłych występów zespołu (http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2017/04/top-5-najbardziej-niezwykych-i.html).
Był
to nie tylko pierwszy koncert pod wielką wytwórnią, pierwszy
koncert z tym materiałem i pierwszy koncert z Gavinem Harrissonem.
Był to też pierwszy występ z muzykiem towarzyszącym – Johnem
Wesleyem Dearthem III. Wilson poznał Wesa już wcześniej przez
Marillion, z którymi gitarzysta współpracował. Podczas nagrywania
„In Absentii”, Stefan nie mógł uzyskać odpowiednio ciężkiego
brzmienia w utworze Blackest Eyes. Zwrócił się o pomoc do
Wesa, który nagrał i zmiksował kilkanaście gitar. Rezultat był
dokładnie tym na czym Bosemu zależało. Od tego momentu droga
Wesleya do zostania koncertowym drugim gitarzystą PT była krótka.
Odświeżone Porcupine Tree w pięcioosobowym składzie i
nowym brzmieniem zadebiutowało 22 lipca 2002 r. w mikroskopijnym
lokalu Middle East w Bostonie.
Setlista wyglądała
tak
01.
The Creator Has A Mastertape
02. Waiting (Phase One)
03.
Shesmovedon
04. Buying New Soul
05. Even Less
06.
Slave Called Shiver
07. The Sound Of Muzak
08. Wedding
Nails
09. Pure Narcotic
10. Hatesong
11. Last Chance
To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
12. Stop
Swimming
13. Strip The Soul
14.
Dark Matter
15. Tinto Brass
Jak
widać było interesująco. Zaprezentowano premierowe cztery
kompozycje z „In Abentia” oraz niegrane dotąd Buying New Soul,
którego Amerykanie podejrzewam też nie znali. Oprócz tego setlista
bazowała głównie na poprzednich dwóch albumach, oraz dwóch
„starociach”, czyli Waiting oraz reanimowanym po 5 latach Dark
Matter. Koncert miał niemal charakter próby na żywo, lokal był
mało i niewiele osób się do niego zmieściło. Nie obyło się bez
kilku problemów technicznych (np. podczas Waiting), ale ostatecznie
chrzest bojowy nowego Porcupine Tree (i nowych utworów) można było
uznać za udany. Co ciekawe, nie zagrano jeszcze Blackest
Eyes.
Muzycznie można było wysłyszeć oczywiste
zmiany. Brak bębenków w Waiting (Gavin wybijał ten motyw na
werblu) oraz improwizacje na perkusji w Hatesong. Ponadto, wywalono z
Last Chance puszczane z taśmy banjo, a zamiast tego Stefan i Wes
grali razem na akustykach. Sam Wes, oprócz bycia drugim gitarzystą,
przejął też śpiewanie chórków, rolę którą do tej pory pełnił
w zespole Chris.
Wes grał czasami na tej trasie solowe
akustyczne występy jako support.
Kolejny koncert, który
odbył się 24 lipca w nowojorskim Bowery Ballroom, wyglądał bardzo
podobnie, ale przetasowano odrobinę repertuar, a Blackest Eyes
premierowo otworzyło występ zamiast The Creator Has A
Mastertape, który się nie pojawił.
Dwa
dni później w Philadelphi zespół ponownie pokombinował z setem.
Tym razem zarówno Blackest Eyes i The Creator pojawiły się w
zestawie, a na ostatni bis zagrano Signify, co jest istotne biorąc
pod uwagę, to że to jak dotąd pierwsze z dwóch wykonań tego
utworu z Gavinem Harrisonem w historii zespołu. Żeby nie było zbyt
kolorowo, to z setu wypadły Tinto Brass i Wedding Nails, więc grano
cały czas 15 utworów.
27-ego
lipca zespół zajechał do Baltimore gdzie wystąpił w klubie
Thunder Dome. Nastąpiły kolejne zmiany w secie. Wypadły Buying New
Soul i Stop Swimming, a w ich miejscu pojawiły się A Smart Kid oraz
Russia On Ice. Na ostatni bis zabrzmiało Signify i to było ostatnie
wykonanie tego kawałka do dziś. Nagranie Hatesong z tego koncertu pojawiło się na singlu "Futile" w 2003 r.
29-ego
lipca w Chicago w klubie Double Door (z pewnością znanym
wielbicielom industrial rocka), PT powróciło do pierwotnej setlisty
(minus Creator) i tak już zostało do końca trasy w USA (nie licząc
drobnych przetasowań i pojedynczych zmian na prezentowane już
wcześniej utwory).
Zespół zaliczył jeszcze pojedynczy
koncert w Atenach (5 września) gdzie zaprezentowali to samo.
27-ego
października zespół powrócił do USA, tym razem już po wydaniu
„In Absentia”. Na początku wrócili w charakterze supportu
zespołu YES. W South Bend, Porcupine Tree zagrali:
01.
Blackest Eyes
02.
The Sound Of Muzak
03.
Gravity Eyelids
04.
Shesmovedon
05.
Hatesong
06.
Heartattack In A Layby
07.
Tinto Brass
Jak
widać, premierowo wykonano dwie kompozycje: Gravity Eyelids i
Heartattack On A Layby.
Zespół
nie bawił się w sentymenty i najstarszym utworem w tym krótkim
secie było Tinto Brass (co generalnie będzie normą na tej trasie,
poza paroma wyjątkami, o których będzie później). Kilka dni
później w Nowym Jorku zaprezentowano wariant nr 2:
01.
Blackest Eyes
02. Gravity Eyelids
03. Prodigal
04. The
Sound Of Muzak
05. Even Less
06. Heartattack In A Layby
07.
Strip The Soul
08. Tinto Brass
Premierowo zagrano Prodigal. W środku tej
trasy PT zagrali przynajmniej jeden swój regularny koncert (podobnie
było podczas trasy z Dream Theater w 2000 r.).
Repertuar
był mieszanką tego, co grali wcześniej i utworów, które pojawiły
się podczas trasy z Yes. Koncert, który zagrano 7 listopada (w
Baltimore, w klubie Fletcher’s) był transmitowany (bądź
retransmitowany w późniejszym terminie) w formie webcasta.
12
listopada w Waszyngtonie, zespół zagrał słynną sesję w radiu
XM, która została potem wydana w dwóch częściach. Od 14
listopada Porcupine Tree kontynuowali już właściwą trasę, aż do
jej zakończenia tego odnóża 26-tego listopada w Kitting Factory w
Hollywood! Koncert w Portland (23-ego listopada) został odwołany,
bo ktoś w zespole się pochorował. Setlista w tym czasie stanowiła
wariację na temat granego do tej pory repertuaru (przy 14-15
utworach granych podczas koncertu).
To
był dla Porków rok pełen wyzwań, niepewności i ciężkiej
harówy, ale ostatecznie wszystko wypaliło. Trasa po USA się udała,
a album „In Absentia” stał się największym przebojem
komercyjnym zespołu. Do dziś wielu fanów wymienia ten album jako
ich ulubiony.
Niespodzianki,
Porcupine Tree postanowili zostawić sobie na trasę po Włoszech, która
rozpoczynała się 25-tego marca 1997 roku i obejmowała pięć
koncertów (do tego jeden w programie Help TV). Włoscy fani
pracujący w Radiu Rock już w 1995 roku postarali się żeby nikt w
Rzymie nie przegapił informacji o wizycie Porków. Tym razem
postarali się jeszcze bardziej. Dzięki ostrej promocji na antenie
radia udało się sprzedać trzy koncerty w rzymskiej Frontierze. Dla
Porcupine Tree był to olbrzymi sukces, więc zespół postanowił
uczcić to rejestrując te występy z myślą o wydaniu pierwszego
albumu koncertowego (Spiral Circus było raczej czymś co
dzisiaj nazywa się 'oficjalnym bootlegiem').
Na dzień przed
pierwszym koncertem odbyła się w Mediolanie uroczysta konferencja
prasowa z udziałem zespołu (popularność PT we Włoszech mocno
kontrastowała wtedy z resztą świata). Istnieje niewiele ponad
20-to minutowy „bootleg” z owej konferencji. Warto posłuchać bo
można dowiedzieć się ciekawych rzeczy (nie tylko o PT). Zespół
opowiada o słuchaniu Spice Girls, życiu na trasie, Ryszard jest
obowiązkowo bombardowany pytaniami o Japan, ale generalnie Porcupine
Tree robią sobie cały czas jaja i to ze wszystkiego. W pewnym
momencie ktoś na sali upuszcza i rozbija coś szklanego, a to
powoduje, że robi się coraz weselej i coraz dziwniej. Na
końcu albumu Metanoia umieszczono podobną pamiątkę z tamtego
pobytu. Tak czy inaczej, zespół dotarł następnego dnia do
Rzymu gdzie miał zagrać pierwszą w swojej karierze „rezydencyjną”
serię koncertów. Z tej okazji planowane były niespodzianki. Po
pierwsze, każdy koncert miał się trochę różnic od innych
setlistą (oczywiście bez przesady, ale repertuar był dosyć
obszerny). Po drugie, odegrane miały być między innymi utwory,
które były wcześniej wykonywane bardzo rzadko lub w ogóle. Po
trzecie, o czym już pisałem, cała trójka miała zostać
zarejestrowana aby potem skompilować ze wszystkiego koncert idealny. Coma Divine– wynik nagrania rzymskich występów
– jest już dziś klasycznym live albumem i faworytem wielu fanów.
Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego, że były z nim same
kłopoty, począwszy od samych koncertów, a na wielokrotnym wydaniu kończąc.
Pierwsza noc we Frontierze prezentowała się tak:
01.
Bornlivedie
02.
Signify
03.
Waiting (Phase One)
04.
Waiting (Phase Two)
05.
The Sky Moves Sideways (Phase One)
06.
Sleep of No Dreaming
07.
Moonloop
08.
Dislocated Day
09.
Cryogenics
10.
Dark Matter
11.
Idiot Prayer
12.
The Nostalgia Factory
13.
Up the Downstair
14.
Radioactive Toy
……….
15.
Voyage 34
16.
Not Beautiful Anymore
Koncert ewidentnie dłuższy od tych
z jesieni 1996, ale o dosyć podobnej setliście. Póki co PT
zaprezentowali dwie niespodzianki. Na ten jeden (i ostatni) raz
powróciło The Nostalgia Factory. Drugim utworem było Cryogenics,
które powróciło półtora roku po tym jak zostało raz zagrane w
Northampton11.10.1995. Wersja
zaprezentowana we Włoszech była
znacznie krótsza i nie zawierała
wstawki z Wake As Gun. Jeżeli ktoś jeszcze nie wie z czym mamy tu
do czynienia, to odsyłam tutaj:
ale w skrócie –
Cryogenis powstał jako próba ujarzmienia improwizacji znanej jako Mesmer III i stworzenia z niej konkretnej kompozycji. Zespół
odegrał to raz w 1995 roku
po czym dał sobie spokój. Porcupine Tree bardzo chcieli nagrodzić Włochów za ich oddanie i pomoc zatem wyciągnęli Cryogenics za
uszy z archiwum. Podczas
występów w 1997, kawałek był grany w połowie setu i niemal
płynnie przechodził w Dark Matter. Przed
koncertami (na stronie internetowej) jak i w ich trakcie, Steven
Wilson słodził jak to napisali ten utwór (który na tamtym etapie
nie miał nawet tytułu) specjalnie z myślą o tych występach. W
tamtych czasach rzeczywiście mógł sobie tak mówić, bo o tym, że
PT grali już Cryogenics (i to w de facto dłuższej i ciekawszej
wersji) wiedzieli nieliczni fani z Wysp. Wilson dodawał też, że
nigdy nie powstanie wersja studyjna, i że będzie to numer
absolutnie ekskluzywny dla tego albumu koncertowego. Zapeszył. Jak
teraz już wiemy, Cryogenics nie znalazło się ani na Coma Divine,
ani na dodatku Coma Divine II, ani na wersji dwupłytowej. Już
po wydaniu płyty SW miał tyle do powiedzenia: (Cryogenics)
was written especially to feature on the live album. It was (...)
frankly poor, so we dropped it.
a
wiele lat później (w 2010 roku) kiedy był w szale odpowiadania na prośby fanów
na Facebooku, wyciągnąłem od niego jeszcze to: Cryogenics
was never recorded in the studio, but it was captured on tape at the
same concerts in Italy as the Coma Divine album, but never mixed -
quite honestly it wasn't very good.
Zgodzę
się, że wersja z tej trasy dupy nie urywała, ale myślę, że mimo
wszystko mogli to wrzucić na płytę. Z kilku powodów. Po pierwsze,
Stefan z taką pasją truł jak to napisali utwór specjalnie na
włoskie koncerty, i że będzie to exclusive dla live
albumu, że
powinien się tego trzymać. Rozczarowanie
sympatyków z Italii musiało być srogie. Po drugie, kawałek miał
raptem 3 minuty i myślę, że aż tak nie obniżyłby poziomu,
zwłaszcza jako intro do Dark Matter, które by ten poziom znacznie
podwyższyło. Stało się jednak jak się stało, SW nawet
Cryogenics nie zmiksował co oznacza, że dosyć wcześnie uznał, że
nie ma zamiaru umieszczać go na płycie.
Wracając jednak do
pierwszego koncertu, również The Nostalgia Factory nie miało
szczęścia pojawić się na albumie. Tak naprawdę nic z pierwszej
nocy oprócz Not
Beautiful Anymore się
na nim nie pojawiło. Z tego co pamiętam (ale niestety nie mam
żadnego źródła aby to potwierdzić) ze względu na jakiś
techniczny syf nagranie z tego występu okazało się wielką
kolekcją trzasków.
Zdatne okazało się
być tylko wspomniane Not Beautiful Anymore.
Niestety z tego powodu nie możemy liczyć na to, że jakikolwiek
inny
utwór z 25 marca 1997 roku zostanie kiedykolwiek, w jakiejkolwiek
formie wydany. Istnieje natomiast bootleg audio, ale go nie posiadam.
Drugi koncert (26 marca) okazał się już znacznie ciekawszy
(przynajmniej z naszej perspektywy).
01. Bornlivedie
02.
Signify
03.
Waiting (Phase One)
04.
Waiting (Phase Two)
05.
The Sky Moves Sideways (Phase One)
06.
Sleep of No Dreaming
07.
Moonloop
08.
Dislocated Day
09.
Cryogenics
10.
Dark Matter
11.
Idiot Prayer
12.
The Moon Touches Your Shoulder
13.
Up the Downstair
14.
Radioactive Toy
……….
15.
Nine Cats
16.
Every Home Is Wired
17.
Stars Die (?)
18.
Voyage 34 (Phase II)
Zanim przejdę dalej, zaznaczę
tylko, że nie jestem w 100% pewien tej setlisty. Problematyczne jest
tu Stars Die. Posiadam bootleg z tego występu i mimo że jest on
mocno poharatany, to wydaje się kompletny. Nie ma na nim Stars Die,
natomiast jest Nine Cats, którego w zamieszczonej na setlist.fm
setliście nie było. Ot ciekawostka. Wstawiam zatem wersję z oboma
kawałkami, ale zaznaczam, że Stars Die mogło nie być. Co zatem
ciekawego się wydarzyło? Nine Cats właśnie, które na tym etapie
było jeszcze wykonywane bardzo rzadko (w zasadzie tylko podczas
odwiedzin we Włoszech w 1995 i 1997 roku). W 1999 akustyczne
wykonania były już na stałe
wpisane do setu. W podobny (akustyczny) sposób Wilson po raz
pierwszy odegrał Every Home Is Wired, jedyna piosenkę (nie liczę
instrumentali) z Signify, której zespół nie grał na koncertach
(ani wcześniej, ani po trasie we Włoszech). Chris zrobił bardzo
ładne chórki na końcu. Oprócz
tego pojawiło się też The Moon Touches Your Shoulder. Największą
jednak atrakcją było ekstremalnie rzadkie wykonanie drugiej fazy
Voyage 34. O ile mi wiadomo, to było ostatnie. Bootleg z tej nocy
jest jedynym koncertem z Frontiery jaki posiadam w kolekcji (ale
wiem, że wszystkie ktoś nagrał). Jakość przeraża od samego
początku. Występ nagrano z publiczności dyktafonem na kasetę, a
ta kaseta wiele (naprawdę wiele) przeszła zanim jej zawartość
została zdigitalizowana i wrzucona na cd. Bootleg zawiera zasadniczo
wszystkie utwory, ale niektóre są pocięte (czasami brakuje
początku, czasami końca, a czasami czegoś ze środka), dźwięk
faluje jak na statku i jest przytłumiony do tego stopnia, że
czasami brzmi to jak Coma Divine słuchana w głową przykrytą
kilkoma poduszkami.
Niestety największa ofiarą tego bootlegu
jest Voyage 34 (Phase II), które urywa się po 4 minutach. Dodam
tylko, że równie rzadkie nagranie wykonania tego utworu z 1994
urywa się w prawie tym samym momencie.
Trzecia noc w Rzymie nie
przyniosła wielkich niespodzianek, ale przyniosła małe
przetasowanie:
01. Up the Downstair
02.
Waiting (Phase One)
03.
Waiting (Phase Two)
04.
The Sky Moves Sideways (Phase One)
05.
Sleep of No Dreaming
06.
Signify
07.
Moonloop
08.
Dislocated Day
09.
Cryogenics
10.
Dark Matter
11.
Idiot Prayer
12.
The Moon Touches Your Shoulder
13.
Always Never
14.
Is...Not
15.
Radioactive Toy
16.
Every Home Is Wired
17.
Burning Sky
18.
Voyage 34 (Phase I)
Powróciło Burning Sky, a The Moon
Touches Your Shoulder zwrócono jego kompana Always Never.
Nieoczekiwany powrót zaliczyło Is...Not, a po raz drugi (i chyba
ostatni) pojawiło się Every Home Is Wired. Po
trzech dniach koncertowania, włoscy fani byli nasyceni, a zespół
miał wystarczająco materiału (mimo, że i tak mniej niż chcieli)
aby zmontować live album. Między 25, a 27 marca zagrano 23 utwory
(24 jeśli liczyć niewiadome Stars Die). Występy były wielkim
sukcesem jednak praca nad Coma Divine okazała się trudniejsza niż
zakładano, a problemy wyskakiwały nawet już po premierze. Steven
Wilson zmiksował album w przerwie między koncertami (od czerwca do
października), a całość została wydana w październiku na płycie
cd.
Tracklista wyglądała tak (* oznaczyłem utwory, które
zostały potem wydane na promo Coma Divine II, oraz na dwupłytowej
edycji Coma Divine, która ukazała się w 2003 roku):
01.
Bornlivedie (jako Bornlivedieintro)
02. Signify
03. Waiting
(Phase 1)
04. Waiting (Phase 2)
05. The Sky Moves Sideways
(Phase 1)
06. Dislocated Day
07. Sleep of No Dreaming (jako
The Sleep of No Dreaming)
08. Moonloop
09. Up The
Downstair*
10. The Moon Touches Your Shoulder*
11. Always
Never (27 marca) *
12. Is...Not (27 marca) *
13. Radioactive Toy
14. Not
Beautiful Anymore (25 marca)
Oryginalne wydanie na jednym
kompakcie zawierało zatem 10 utworów z 23/24 zagranych, minus The
Nostalgia Factory, które
najpewniej nagrało
się źle. Up The Downstair, The Moon Touches Your Shoulder i Always
Never wydano w 1999 osobno jako Coma Divine II (promo płytce
wysyłanej za darmo subskrybentom magazynu informacyjnego
Transmission) , a Is...Not był pierwszym ekskluzywnym utworem do
ściągnięcia z nowo powstałej strony internetowej Porcupine Tree.
Dorzucono je wszystkie do wersji
dwupłytowej
wydanej w 2003. Czemu zabrakło niektórych utworów? Trudno
powiedzieć. Akustycznie wykonane kawałki (Every Home Is Wired, Nine
Cats, być może Stars Die) okazały się widocznie zbyt mało
interesujące aby umieszczać je na ograniczonej miejscem płycie cd.
Z resztą wykonywał je tylko Wilson, a nie cały zespół zatem
zrozumiałe jest to, że wybrano inne kompozycje. Cryogenics nie
zostało nawet zmiksowane i jednocześnie pochłonęło Dark Matter
ponieważ utwory były niemal połączone ze sobą. Burning Sky i
Idiot Prayer (w zasadzie dosyć podobne do siebie utwory) odłożono
z niewiadomych przyczyn, natomiast jeśli
chodzi o obie fazy Voayge 34, to swego czasu na stronie Pt można
było przeczytać taką informację w dziale Coma Divine:
There
is also a complete performance of Voyage 34 in the can (we only
performed Phase 2 on a handful of occasions) which may emerge one
day.
Mimo, że minęło prawie 20 lat, to nadal wierzę,
że to w końcu wyjdzie (zwłaszcza po tym jak SW ot tak sobie
wrzucił na Soundclouda V34 z debiutanckiego koncertu w 1993). Może
właśnie na 20-stolecie?
Kiedy Steven Wilson zabierał się w
lecie do szykowania Coma Divine dotarło do niego, że o ile
muzycznie zespół wspiął się na wyżyny możliwości, to on sam
nie dał rady wokalnie. Na
podstawie bootlegów z przełomu 1996/1997 rzeczywiście można
powiedzieć, że na każdym koncercie istniało 70% szansy, że Bosy
położy refren Sleep of No Dreaming albo wyższe partie Waiting.
Stefan nie krył się z tym specjalnie ponieważ na stronie PT można
było przeczytać:
The only overdubs on the album were
the vocals, which for technical and performance reasons had to be
done again (only one take allowed).
Nie sprecyzowano czy
dogrywał wszystkie (!!!) wokale czy tylko część, ale podejrzewam,
że coś z oryginałów musiało pozostać. Nie było też mowy o tym czy Chris tez musiał śpiewać od nowa (ale szczerze wątpię). Klątwa Coma Divine
trwała nawet po wypuszczeniu płyty do sklepów. SW dopchał
zawartość
kolanem na jedno CD i okazało się, że niektóre kopie działają
przez to wadliwe. Wilson próbował zwalczyć ten problem usuwając
odgłosy publiczności między utworami (usunął łącznie ok. 2
minuty oklasków) przez co koncert wydaje się strasznie pędzić. Dziś to już klasyk, ale z Coma Divine Porcupine Tree mieli
ostro pod górkę. W następnej części opiszę resztę koncertów, które odbyły się we Włoszech w pierwszej połowie 1997 roku, a działo się na nich sporo.