Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wes. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 grudnia 2017

Strip The Tour: In Absentia Tour 2002-2003, cz. 2: Trains



Od tego momentu zespół miał 3 miesiące przerwy. Co wtedy robił?
Steven Wilson na pewno dopucowywał nowy album no-manTogether We’re Stranger” (wydany 31-ego marca). Podejrzewam też, że w wolnych chwilach powstawała jedna z wydanych w 2003 r. płyt Bass Communion.
Oprócz tego dłubano nad remasterem i częściowym re-recordingiem „The Sky Moves Sideways”. W styczniu, Gavin nagrał nowe partie perkusji do Dislocated Day i The Moon Touches Your Shoulder, co jest dosyć istotne w kontekście jeszcze dalszej części trasy.

24-tego stycznia miało też miejsce niecodzienne wydarzenie. Steven Wilson był w Tel Avivie (być może pracując nad debiutem Blackfield) i zagrał koncert życzeń dla fanów. O tym występie pisałem więcej trzy lata temu w tym tekście
http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/steven-wilson-solo-przed-solo-2000-2010.html
Tutaj dodam tylko, że podczas tamtego koncertu, Stefan zagrał sporo dawno niegranych, lub ledwo granych utworów (Small Fish, Stars Die, Fadeaway, Where We Would Be, Nine Cats, czy Feel So Low) oraz premierowo (po namowach widowni) wykonał Trains. Niewykluczone, że dzięki temu rozważono inkluzję tej piosenki do setu podczas trasy Porcupine Tree.

Nie wspomniałem też, że na tej trasie PT zmontowali sobie bardzo ciekawe intro, które łączyło w sobie wiele charakterystycznych motywów z różnych utworów zespołu.


                                            

Porcupine Tree zgrupowali się zapewne w okolicach lutego żeby trochę się odrdzewić przed trasą. Objazd Brytyjsko-Europejski rozpoczęto 3-ego marca w Dublinie, w klubie Temple Bar Music Centre.

Zagrano:

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. Wedding Nails
07. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
08. Hatesong
09. Prodigal
10. Waiting (Phase One)
11. The Creator Has A Mastertape
12. Heartattack In A Layby
13. Strip The Soul


14. Dark Matter
15. Tinto Brass

Jak widać praktycznie nic się nie zmieniło względem 2002 roku, ale tak było do czasu. Póki co największym wydarzeniem był powrót rzadko granego Stop Swimming (4-tego marca w Wolverhampton). Warto zwrócić uwagę, że

15-tego marca w Barcelonie (w klubie Sala Bikini) miało miejsce srogie z perspektywy czasu wydarzenie. Zagrano wtedy po raz pierwszy Trains.

Steven Wilson wielokrotnie opowiadał, że zespół nie grał tego wcześniej, bo utwór wychodził na próbach średnio i dopiero zaangażowanie publiczności na koncertach wydobyło z niego pełny potencjał. Hiszpanie mieli pierwszą okazję aby się przekonać.

Po kilku koncertach Trains wymieniło Tinto Brass jako utwór kończący koncerty, a ten drugi kończył właściwy set przed bisami.

Repertuar z 2002 r. plus Trains występował w różnych konfiguracjach przez praktycznie całe marzec i kwiecień. Między 8, a 10 kwietnia odbyły się trzy koncerty w Polsce (Kraków, Bydgoszcz i Warszawa). Zespół zagrał wtedy:

Kraków, Hala Wisły, 8.04.2003 r.


01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Pure Narcotic
06. Wedding Nails
07. Waiting (Phase One)
08. Hatesong
09. Russia On Ice
10. Heartattack In A Layby
11. Tinto Brass

12. Shesmovedon
13. Dark Matter
14. Trains


Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 9.04.2003 r.


01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
07. Wedding Nails
08. Waiting (Phase One)
09. Hatesong
10. Russia On Ice
11. Heartattack In A Layby
12. Tinto Brass

13. Shesmovedon
14. Dark Matter
15. Trains


Warszawa, Proxima, 10.04.2003 r.

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Buying New Soul
06. Wedding Nails
07. Waiting (Phase One)
08. Hatesong
09. Russia On Ice
10. Heartattack In A Layby
11. Strip The Soul

12. Shesmovedon
13. Dark Matter

14. Trains

Jak widać, Porcupine Tree starali się w miarę zróżnicować set w naszym kraju i każdy koncert był inny.

                                                    


Koncertem, który odbył się 18-tego kwietnia w holenderskim Rijssen, Jeżodrzewie zamknęli pierwszą zaplanowaną na ten rok Europejską część trasy. W maju i czerwcu mieli przerwę i prawdopodobnie ćwiczyli materiał do grania na zaplanowaną na lipiec i sierpień wspólną trasę z Opeth po Kanadzie i USA. Co mógł jeszcze w tym czasie robić Bosy? Zaraz do tego dojdę.

Pierwsze cztery występy po powrocie, PT zagrali sami i już na pierwszym (8-mego lipca w Tampie, rodzinnym mieście Wesa) zaprezentowali nowe pozycje w repertuarze. Set wyglądał tak:


01. The Creator Has A Mastertape
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Even Less
05. Slave Called Shiver
06. The Moon Touches Your Shoulder
07. Futile
08. Russia On Ice
09. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
10. Blackest Eyes
11. Waiting (Phase One)
12. Hatesong
13. Heartattack In A Layby
14. Strip The Soul

15. Fadeaway
16. Tinto Brass
17. Trains



Jakie są moje uwagi dotyczące tego setu?
Po pierwsze, Porcupine Tree (tymczasowo) dorzucili utworów, jednocześnie nie skracając setlisty, zatem mamy 17 kawałków. W tym znajduje się premierowe wykonanie najnowszej kompozycji (Futile) oraz dwa dosyć zaskakujące powroty (The Moon Touches Your Shoulder i Fadeaway).
Obecność The Moon (pierwszy raz od 1998 r.) z perspektywy czasu można bardzo łatwo uzasadnić tym, że Wilson akurat pracował nad remasterem „The Sky Moves Sideways” (i to zapewne nadal robił w okresie maj-czerwiec), który pojawił się w sklepach w listopadzie tamtego roku. Kawałek był jednym z dwóch, do których Gavin dograł prawdziwą perkusję. Mimo tego (i mimo możliwości jakie stworzyła obecność drugiego gitarzysty), The Moon Touches Your Shoulder był w 2003 r. wykonywany niemal dokładnie w ten sam sposób, co w latach 90-tych. Gavin zamienił tylko bębenki (których nie miał) na miotełki, a końcówka ma nieco ostrzejszy charakter.
Zagadką do dziś jest dla mnie Fadeaway. O ile jego obecność w secie na Deadwing Tour (razem z Burning Sky) była podyktowana podobnymi okolicznościami związanymi z nowym wydaniem „Up The Downstair”, to na In Absentia była to kompletna niespodzianka.
Nie słyszałem wersji, która ponoć była grana w 1993 r., ale zakładając, że grali wtedy wersję z płyty, to wykonania z In Absentia Tour są pierwszymi od 10 lat wykonaniami tego utworu w pełnej wersji. No, ale oczywiście nie do końca. Niespodzianką w niespodziance było, to że na za mikrofonem stanął John Wesley! W ten sposób utwór był wykonywany już na wszystkich koncertach, na których się pojawił (w latach 2003 i 2005).


                                              

Futile, utwór wydany na promo singlu, który został wypuszczony z okazji tej trasy, to najcięższa jak dotąd propozycja Porcupine Tree. Idealnie nadawała się do setu, zwłaszcza w Ameryce.

Następny koncert był krótki i specyficzny ponieważ odbył się w sklepie muzycznym Floyd’s w Tallahassee (10-tego lipca), zagrano jedynie 10 utworów.

Następne dwa występy odbyły się w Atenach i Portsmouth… ale w ich amerykańskich odpowiednikach ;) Lokalne Ateny znajdują się w stanie Georgia i tam PT wylądowali 11-tego lipca. Zagrano pełny set, ale mimo wszystko krótszy od tego z Tampy (15 utworów, ale z zachowaniem repertuarowych nowości).

Lokalne Portsmouth znajduje się w stanie New Hampshire. Tam (w lokalu o pięknej nazwie Muddy River Smokehouse) zespół zagrał specjalny koncert na zaproszenia. Jego konstrukcja i przebieg też był niecodzienne. Cały set zaczął się od samego Wilsona z gitarą akustyczną (jak w Tel Avivie pół roku wcześniej), a

pozostali członkowie zespołu po kolei do niego dołączali. Wyglądało to tak:

01. Even Less (sam Wilson)
02. The Sound Of Muzak (Wilson i Wes)
03. Feel So Low (Wilson, Wes, Barbieri)
04. Waiting (Phase One) (Wilson, Wes, Barbieri i Edwin)
05. A Smart Kid (Wilson, Wes, Barbieri i Edwin)
06. Pure Narcotic (dołącza Gavin i od tego momentu gra już cały zespół)
07. Fadeaway
08. Shesmovedon
09. Trains

10. Futile


Odbyła się tu cicha premiera nowego utworu w repertuarze – Feel So Low. Kolejna piosenka, której nikt zapewne nie obstawiał, już na Lightbulb Sun Tour była wykonywana dosyć rzadko. Można się tylko cieszyć, że zespół jednak się zdecydował.


                                                     
                                    

15-tego lipca w kanadyjskim Toronto, rozpoczęła się wspólna trasa z Opeth. Oba zespoły występowały na tych samych warunkach więc siłą rzeczy oba sety były krótsze niż zwykle (Opeth grali wtedy premierowo materiał z płyty Damnation), czyli po +/- 12 utworów.

Po dwóch koncertach w Kanadzie, zespół wrócił do USA i tam zagrał resztę zaplanowanych występów. Setlista zmieniała się często, zespół trzymał się cały czas tej samej długości setu, ale dobierał różne utwory z aktualnego repertuaru.

21-ego lipca PT zagrali w Waszyngtonie drugą sesję dla radia XM, również wydaną potem na płycie oraz wystąpili w programie MhZ. Mini koncert nagrano i wyświetlono później w tv.


                                                 

Ostatni koncert trasy z Opeth odbył się 3-ego sierpnia w Seattle, w Showbox Comedy and Supper Club. Jako, że było to zakończenie wspólnej wycieczki, to Mikael Akerfeldt wszedł na scenę podczas setu Porcupine Tree i zaśpiewał zamiast Stefanan w A Smart Kid (swoim ulubiony utworze Jeżodrzewia).


                                   

W tym okresie PT zagrali jeszcze jeden koncert na festiwalu Open Air w szwajcarskim Zofingen (8-mego sierpnia), po czym udali się na kolejne wakacje. W tym czasie Stefan dopinał pewnie ostatnie przygotowania do wydania nowej wersji „The Sky Moves Sideways”, która wyszła w listopadzie, akurat kiedy rozpoczynało się ostatnie odnóże trasy In Absentia.

Zespół triumfalnie powrócił do Europy koncertami, który odbył się 5-tego i 6-tego listopada w klubie Spirit of 66 w belgijskim mieście Verviers.

5.11

01. Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Futile
04. Gravity Eyelids
05. Blackest Eyes
06. Hatesong
07. Fadeaway
08. Shesmovedon
09. The Creator Has A Mastertape
10. Feel So Low
11. Russia On Ice
12. Heartattack In A Layby
13. Strip The Soul
14. Tinto Brass

15. Even Less
16. Trains


6.11

01. Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Blackest Eyes
05. Hatesong
06. Buying New Soul
07. Prodigal (przerwane ze względu na awarię zasilania)
08. The Creator Has A Mastertape
09. The Moon Touches Your Shoulder
10. Futile
11. A Smart Kid
12. Strip The Soul
13. Tinto Brass

14. Dark Matter
15. Even Less
16. Trains



I tak mniej więcej wyglądała reszta koncertów od strony repertuaru. Z wyjątkiem odwołanego koncertu w Luksemburgu (7-my listopada 2003 r.), ostatnie odnóże In Absentia Tour potoczyło się sprawnie. Zespół odwiedził też Holandię, Niemcy, Danię, Austrię, Szwajcarię, Włochy, Francję i Hiszpanię, a cała trasa zakończyła się w Anglii, w londyńskiej Astorii 30-tego listopada 2003 r. Zagrano wtedy:

01. Wedding Nails
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Shesmovedon
05. Hatesong
06. Fadeaway
07. The Creator Has A Mastertape
08. The Moon Touches Your Shoulder
09. Russia On Ice
10. Futile
11. Feel So Low
12. Strip The Soul

13. Even Less
14. Trains
15. Blackest Eyes



Większość z tych utworów przetrwała do kolejnych tras (pojawiając się częściej lub rzadziej), ale dla trójki była to ostatnia jak dotąd trasa: The Creator Has A Mastertape, The Moon Touches Your Shoulder i Feel So Low. Ten ostatni, w późniejszych latach pojawiał się regularnie w setach Blackfield.


                                                     
                                                     
                                                     
                                                     
                                 

Czy coś jeszcze działo się podczas tego ostatniego legu trasy? Blackest Eyes nie zawsze było planowanym bisem (więc publiczność dokazywała), a koncert w Berlinie (15-tego listopada) był dosyć pechowy dla Stevena Wilsona, który pokręcił zwrotki Shesmovedon, po czym dwukrotnie zerwał struny (podczas Hatesong i Strip The Soul). Tego samego wieczora (i podczas kilku innych na tym odnóżu) Porcupine Tree byli supportowani przez… Blackfield! Zespół, w swojej embrionalnej formie duetu, zagrał wtedy swoje pierwsze w historii koncerty (po 4 utwory).

Czas podsumować te niecałe dwa lata w historii tras Porcupine Tree. In Absentia Tour była pierwszą trasą pod skrzydłami dużej wytwórni, pierwszą z Gavinem Harrisonem i Johnem Wesleyem, pierwszą z cięższym brzmieniem i pierwszą tak dużą pod względem szturmu na USA i okolice. Ten szturm się udał, bo z trasy na trasę Jeżodrzewie zaczynali wypełniać coraz większe sale, hale, itd. Trasa z 2002 i 2003 r. było bardzo udana i ciekawa pod względem repertuaru. Być może nie był on tak rozpasany, jak przy Tour Of A Blank Planet, czy The Incident Tour, ale z pewnością był bardzo jednolity i doskonale wykonany przez, jak by nie patrzeć, nowy skład.

                                                     

Na trasie In Absentia, między 22 lipca 2002 r., a 30 listopada 2003 r. zagrano 27 utworów:


1 utwór z „Up The Downstair”
1 utwór z „The Sky Moves Sideways”
3 utwory z „Signify”
6 utworów ze „Stupid Dream”
5 utworów z „Lightbulb Sun”
1 utwór z „Recordings”
9 utworów z „In Absentia”
1 utwór niealbumowy (Futile)


Po zakończeniu tego turnusu, Porcupine Tree zrobili sobie ponad rok przerwy od koncertowania. 2004 r. był pierwszym rokiem od występów w 1993 r. kiedy zespół nie zagrał ani jednego koncertu. W tym czasie, Jeżodrzewie pracowali nad Deadwingiem i innymi projektami, a Steven Wilson wydał z Avivem Geffenem debiutancki album Blackfield, z którym panowie wyruszyli w trasę (o czym piszę tutaj: http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/02/podroz-przez-czarne-pole-historia.html).

W następnej części kilka słów o bootlegach z tej trasy!



wtorek, 5 grudnia 2017

Strip The Tour: In Absentia Tour 2002-2003, cz.1: Nowy skład, nowe utwory, nowa widownia, nowe wyzwania.


Steven Wilson dosyć szybko zorientował się, że na kolejną płytę Porcupine Tree powstaje mu materiał inny niż na ostatnich płytach. Na początku, trochę z rozpędu zaczął pisać utwory w stylu „Lightbulb Sun” (np. Vapour Trail Lullaby), ale ewidentnie ciągnęło go w innym kierunku. Współpraca z Opeth nad płytą „Blackwater Park” otworzyła mu uszy na walory stylistyki metalowej i w naturalny sposób tego typu kawałki Wilsona zaczęły powstawać. Jednocześnie Stefan demował sobie materiał, który miał pojawić się na pierwotnej wersji owocu współpracy z Mikaelem Akerfeldtem z Opeth. Na tamtym etapie nie miało to nic wspólnego ze Storm Corrosion. Wilson tworzył najbardziej metalowe rzeczy jakie mu przychodziły do głowy, a jako że robił to pierwszy raz, to niektóre do dziś wydają się być nieco przerysowane. Jeden z lepszych napisanych w tym celu kawałków – Cut Ribbon – pojawił się wiele lat później (i po wielu dogrywkach) w 2011 r. jako exclusive dostępny w aplikacji SW na iPhone’a. Reszta wyciekła w okolicach wydania „In Absentii”, na słynnym bootlegu „Out Absentia”.

                                  

Jeżeli chodzi o nową płytę PT, to Stefan był nieco bardziej ostrożny i, o ile ciężkie motywy się na płycie pojawiają (nawet dosyć licznie jak na to, co PT robili do tej pory), to „In Absentia” nie odbiega wcale tak bardzo daleko od klimatów dwóch poprzednich albumów.
Opuszczenie zespołu przez Chrisa Maitlanda oznaczało, że przynajmniej na czas sesji w studiu potrzebne jest zastępstwo. Gavina Harrissona
polecił Richard Barbieri, bo znali się od dawna. Gavin grał nawet kilka utworów na płycie „Flame” duetu Bowness/Barbieri. Steven Wilson, trochę zbyt przezornie, zaprosił perkusistę na przesłuchanie, po czym go za to przepraszał. Gavin od razu dostał tę robotę. „In Absentię” nagrywał jeszcze jako muzyk sesyjny, ale pod koniec tych sesji, Wilson zaproponował mu członkostwo i udział w trasie. Harrisson się zgodził i tak to było ;)

                                     

In Absentia” to pierwsza płyta PT wydana przez naprawdę grubego wydawcę. Budżet albumu był większy i budżet trasy również się rozrósł. Przede wszystkim zmieniła się nieco filozofia rozplanowania koncertów. Stwierdzono, że nie ma co się patyczkować i należy wrzucić Porcupine Tree od razu na głęboką wodę rozpoczynając trasę w Stanach gdzie do tej pory zespół grał śladowe ilości występów. Mało tego, trasę zaplanowano tak, że Porcupine Tree zaczynali na równy miesiąc przed wydaniem płyty, a więc czekało ich granie dla Amerykanów nie znających połowy repertuaru. Nadzieja była w tym, że kupi się ich cięższym brzmieniem (i tak się w istocie stało).
Na szczęście tych przedpremierowych występów PT mieli zaplanowane tylko osiem.

Pierwszy koncert „In Absentia Tour” był jednym z bardziej istotnych w ich karierze. Trafił nawet do mojego top 5 najbardziej niezwykłych występów zespołu (http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2017/04/top-5-najbardziej-niezwykych-i.html).
Był to nie tylko pierwszy koncert pod wielką wytwórnią, pierwszy koncert z tym materiałem i pierwszy koncert z Gavinem Harrissonem. Był to też pierwszy występ z muzykiem towarzyszącym – Johnem Wesleyem Dearthem III. Wilson poznał Wesa już wcześniej przez Marillion, z którymi gitarzysta współpracował. Podczas nagrywania „In Absentii”, Stefan nie mógł uzyskać odpowiednio ciężkiego brzmienia w utworze Blackest Eyes. Zwrócił się o pomoc do Wesa, który nagrał i zmiksował kilkanaście gitar. Rezultat był dokładnie tym na czym Bosemu zależało. Od tego momentu droga Wesleya do zostania koncertowym drugim gitarzystą PT była krótka.

                                                           

Odświeżone Porcupine Tree w pięcioosobowym składzie i nowym brzmieniem zadebiutowało 22 lipca 2002 r. w mikroskopijnym lokalu Middle East w Bostonie.

Setlista wyglądała tak


01. The Creator Has A Mastertape
02. Waiting (Phase One)
03. Shesmovedon
04. Buying New Soul
05. Even Less
06. Slave Called Shiver
07. The Sound Of Muzak
08. Wedding Nails
09. Pure Narcotic
10. Hatesong
11. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
12. Stop Swimming
13. Strip The Soul


14. Dark Matter
15. Tinto Brass



Jak widać było interesująco. Zaprezentowano premierowe cztery kompozycje z „In Abentia” oraz niegrane dotąd Buying New Soul, którego Amerykanie podejrzewam też nie znali. Oprócz tego setlista bazowała głównie na poprzednich dwóch albumach, oraz dwóch „starociach”, czyli Waiting oraz reanimowanym po 5 latach Dark Matter. Koncert miał niemal charakter próby na żywo, lokal był mało i niewiele osób się do niego zmieściło. Nie obyło się bez kilku problemów technicznych (np. podczas Waiting), ale ostatecznie chrzest bojowy nowego Porcupine Tree (i nowych utworów) można było uznać za udany. Co ciekawe, nie zagrano jeszcze Blackest Eyes.

Muzycznie można było wysłyszeć oczywiste zmiany. Brak bębenków w Waiting (Gavin wybijał ten motyw na werblu) oraz improwizacje na perkusji w Hatesong. Ponadto, wywalono z Last Chance puszczane z taśmy banjo, a zamiast tego Stefan i Wes grali razem na akustykach. Sam Wes, oprócz bycia drugim gitarzystą, przejął też śpiewanie chórków, rolę którą do tej pory pełnił w zespole Chris.

Wes grał czasami na tej trasie solowe akustyczne występy jako support.

Kolejny koncert, który odbył się 24 lipca w nowojorskim Bowery Ballroom, wyglądał bardzo podobnie, ale przetasowano odrobinę repertuar, a Blackest Eyes premierowo otworzyło występ zamiast The Creator Has A Mastertape, który się nie pojawił.


Dwa dni później w Philadelphi zespół ponownie pokombinował z setem. Tym razem zarówno Blackest Eyes i The Creator pojawiły się w zestawie, a na ostatni bis zagrano Signify, co jest istotne biorąc pod uwagę, to że to jak dotąd pierwsze z dwóch wykonań tego utworu z Gavinem Harrisonem w historii zespołu. Żeby nie było zbyt kolorowo, to z setu wypadły Tinto Brass i Wedding Nails, więc grano cały czas 15 utworów.




27-ego lipca zespół zajechał do Baltimore gdzie wystąpił w klubie Thunder Dome. Nastąpiły kolejne zmiany w secie. Wypadły Buying New Soul i Stop Swimming, a w ich miejscu pojawiły się A Smart Kid oraz Russia On Ice. Na ostatni bis zabrzmiało Signify i to było ostatnie wykonanie tego kawałka do dziś.
Nagranie Hatesong z tego koncertu pojawiło się na singlu "Futile" w 2003 r.


29-ego lipca w Chicago w klubie Double Door (z pewnością znanym wielbicielom industrial rocka), PT powróciło do pierwotnej setlisty (minus Creator) i tak już zostało do końca trasy w USA (nie licząc drobnych przetasowań i pojedynczych zmian na prezentowane już wcześniej utwory).

Zespół zaliczył jeszcze pojedynczy koncert w Atenach (5 września) gdzie zaprezentowali to samo.

                                                       

27-ego października zespół powrócił do USA, tym razem już po wydaniu „In Absentia”. Na początku wrócili w charakterze supportu zespołu YES. W South Bend, Porcupine Tree zagrali:


01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Gravity Eyelids
04. Shesmovedon
05. Hatesong
06. Heartattack In A Layby
07. Tinto Brass

Jak widać, premierowo wykonano dwie kompozycje: Gravity Eyelids i Heartattack On A Layby.

                                              

Zespół nie bawił się w sentymenty i najstarszym utworem w tym krótkim secie było Tinto Brass (co generalnie będzie normą na tej trasie, poza paroma wyjątkami, o których będzie później). Kilka dni później w Nowym Jorku zaprezentowano wariant nr 2:

01. Blackest Eyes
02. Gravity Eyelids
03. Prodigal
04. The Sound Of Muzak
05. Even Less
06. Heartattack In A Layby
07. Strip The Soul
08. Tinto Brass

Premierowo zagrano Prodigal. W środku tej trasy PT zagrali przynajmniej jeden swój regularny koncert (podobnie było podczas trasy z Dream Theater w 2000 r.).

Repertuar był mieszanką tego, co grali wcześniej i utworów, które pojawiły się podczas trasy z Yes. Koncert, który zagrano 7 listopada (w Baltimore, w klubie Fletcher’s) był transmitowany (bądź retransmitowany w późniejszym terminie) w formie webcasta.

                                                      

12 listopada w Waszyngtonie, zespół zagrał słynną sesję w radiu XM, która została potem wydana w dwóch częściach. Od 14 listopada Porcupine Tree kontynuowali już właściwą trasę, aż do jej zakończenia tego odnóża 26-tego listopada w Kitting Factory w Hollywood! Koncert w Portland (23-ego listopada) został odwołany, bo ktoś w zespole się pochorował. Setlista w tym czasie stanowiła wariację na temat granego do tej pory repertuaru (przy 14-15 utworach granych podczas koncertu).


To był dla Porków rok pełen wyzwań, niepewności i ciężkiej harówy, ale ostatecznie wszystko wypaliło. Trasa po USA się udała, a album „In Absentia” stał się największym przebojem komercyjnym zespołu. Do dziś wielu fanów wymienia ten album jako ich ulubiony.

wtorek, 16 grudnia 2014

Great Expectations: The Incident Tour 2009 - 2010, cz.3: Radio City Music Hall i Royal Albert Hall


Przez równe dwa tygodnie dzielące ich od koncertu specjalnego nr 1 (w Nowym Jorku) Porcupine Tree pudrowali prawie trzygodzinne show, które miało zadziwić wszystkich zebranych fanów. Wstępnie planowano, że zarówno w Radio City Music Hall jak i Royal Albert Hall zespół uroczyście odegra po raz ostatni The Incident w całości, a potem zagra trochę staroci. Okazało się jednak, że najnowsze dzieło pożera zbyt wiele czasu i na obiecane niespodzianki wykopaliskowe zabraknie miejsca. Wilson i reszta podjęli męską (a raczej jedyną słuszną w tej sytuacji) decyzję by jednak darować sobie granie całego Incydentu. Nadeszła zatem wielka chwila i 24 września Porcupine Tree zagrali pierwszy w swojej karierze 3 godzinny koncert (zaokrąglając, w rzeczywistości grali 2 godziny i 35 minut).
Setlista:


Set Akustyczny

01. Stranger by the Minute
02. Small Fish
03. Pure Narcotic
04. Black Dahlia
05. Futile
….
Set właściwy cz.1
06. Even Less (pełna wersja)
07. Open Car
08. Lazarus
09. Tinto Brass
10. The Sky Moves Sideways (Phase One)
11 I Drive the Hearse
12. Bonnie the Cat
…...
Set właściwy cz. 2
13. Occam's Razor
14. The Blind House
15. Great Expectations
16. Kneel and Disconnect
17. Drawing the Line
18. Dislocated Day
19. Time Flies
20. The Pills I'm Taking
21. Up the Downstair
22. Sleep Together


Śledziłem setlistę na bieżąco na zagranicznym forum PT, ktoś życzliwy podsyłał sms'y z kolejnymi utworami komuś z forum i tak w dosyć niezdrowej ekscytacji spędziłem niecałe trzy godziny. W Polsce było już prawie nad ranem kiedy PT schodzili z nowojorskiej sceny po ostatnim bisie.
Co można zatem napisać o tym wydarzeniu? Liczba utworów nie jest może szokująca, ale trzeba wziąć pod uwagę, że długość niektórych starszych utworów przekraczała magiczne 10 minut. Porcupine Tree postarali się aby koncert był wyjątkowy i to pod wieloma względami. Po pierwsze widać, że pomyśleli o wszystkich fanach zatem nie był to tylko wieczór radości dla tych najstarszych, którzy tęsknili za materiałem z lat 90tych. Po drugie sama forma występu zaskoczyła zebranych w RCMH ludzi. Najpierw Jeżodrzewie wyszli na scenę aby zagrać coś w rodzaju supportu przed samym sobą – akustyczny set złożony z nie tak do końca oczywistych utworów. Z tej okazji Colin przytaszczył swój kontrabas, a Gavin zasiadł za mikroskopijnym zestawem perkusyjnym. Ryszard również nie miał kompletu klawiszy ze sobą, a SW dzierżył tylko akustyczną gitarę (elektryczną zajął się Wes). Zaczęli z grubej rury. Stranger by The Minute to utwór, który był już grany na koncertach PT, ale w okolicznościach, które skutecznie zatarły wszelkie ślady po jakiejkolwiek jego bytności (o całych trzech wykonaniach akustycznych z 1999 roku napiszę w tekście dotyczącym Stupid Dream Tour). Tym razem piosenka po raz pierwszy została zagrana przez cały zespół. Small Fish, mimo że grany już solowo przez Wilsona, miał swoją premierę na koncercie Porcupine Tree i to w bardzo interesującej wersji. Pure Narcotic nie był wielkim zaskoczeniem (chociaż zabrzmiało odrobinę inaczej, warto zwrócić uwagę na Wesa i Gavina, który pod koniec gra, a nie tylko trzęsie shakerem) natomiast Black Dahlia była miłą niespodzianką. Mini set na otwarcie zakończyło Futile, które zostało wybrane jako żart. Zespół zastanawiał się jaki utwór PT jest najmniej odpowiedni na występ akustyczny i padło na Futile. Całość wykonano wiernie (łącznie z przesterowanym wokalem w refrenie), ale na lekko. Po tym dającym dużo radości mikro secie, zespół zszedł ze sceny a z głośników popłynęło słynne strojenie się orkiestry, rozciągnięte do kilku minut (niektórzy myśleli, że to intro z trasy 2003).
We właściwym już secie pojawiły się obiecane niespodzianki i na nich się skupię. Even Less w pełnej wersji było pewniakiem i raczej nikogo nie zaskoczyło. Tinto Brass powróciło po 7 latach nieobecności. Nie jest to może utwór, na który wszyscy czekali z wypiekami na twarzy, ale jest to zdecydowanie dobry materiał na koncert.
Dopiero przy The Sky Moves Sideways zaczęło się robić poważnie. Odegrano wersję znaną z lat 90-tych (nie tę skróconą z 2007 roku), subtelnie unowocześnioną i naznaczoną obecnością Gavina. W tej części setu nie pojawiło się już nic ze staroci, po Bonnie The Cat zespół zszedł na tradycyjną kilkunastominutową przerwę. Druga cześć właściwego setu rozpoczęła się od pokaźnej dawki Incydentu (Od Occam's Razor do Drawing The Line). Zanim zespół przeszedł do Time Flies, pojawił się utwór, którego chyba nikt się nie spodziewał. Dla mnie osobiście była to największa niespodzianka całego specjalnego koncertu – Dislocated Day. Dużo się o tym kawałku mówiło przez lata. Nie grany od 1999 roku, popisowy numer Chrisa Maitlanda. Swego czasu pojawiła się niepotwierdzona plotka, że Richard Barbieri nie lubi grać tego utworu. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze kiedykolwiek usłyszymy Dislocated Day. Niespodzianka. Inna sprawa, że Colin trochę się pomylił na samym początku, ale kto by się tym przejmował? Gavin nie zagrał tak jak na remastorowanym TSMS, jego gra była znacznie wierniejsza temu co swego czasu robił na koncertach Chris. Zakończenie było jak zwykle energetyczne chociaż zdecydowanie nie w tym stopniu co w latach 90-tych z Maitlandem za bębnami. Ostatnią dużą niespodzianką wieczoru (chociaż przez wielu obstawianą) było Up The Downstair (również po raz pierwszy na koncercie z Gavinem). Kiedyś stały punkt programu, potem przesiedział na ławce rezerwowych ponad 8 lat. Wypadł jak zwykle doskonale. W tym secie pojawiło się jeszcze Sleep Together, rarytas bardziej w kontekście tej trasy niż w ogóle. Na bis zespół zaprezentował Arriving Somewhere But Not Here, które nie było grane od Deadwing Tour. I na tym się skończyło. Arriving okazał się wyjątkowo dobrym utworem na zakończenie koncertu chociaż (o czym wtedy ludzie nie wiedzieli), na kartce z setlistą było jeszcze Trains, które się nie zmieściło. Amerykanie są słynni ze swoich ścisłych przepisów określających to kiedy koncert musi się skończyć ze względu na ciszę nocną. To już nie pierwszy taki przypadek w historii Porcupine Tree. Było potem kilka głosów rozczarowania, ale powiedzmy sobie szczerze – nie po to szło się na taki specjalny koncert żeby usłyszeć Trains. Wielbiciele wizualizacji na koncertach PT mieli dużo radości. Na występach specjalnych ekrany były olbrzymie. Jeżeli ktoś lubi takie rzeczy, to z pewnością nie wyszedł z RCMH niezadowolony. Zanim PT wystąpili z drugim takim koncertem w Londynie, odbyli mikroskopijną (7 koncertów) trasę po Europie. Niestety tym razem Polska się nie załapała, szczęśliwi (pozdrowienia dla Agaty, Miłosza i Sławka), a raczej trzeźwo myślący, zdecydowali się na wycieczkę do Niemiec. Było warto. Oczywiście na tym małym objeździe PT nie grali specjalnych koncertów, ale spora cześć rarytasów wypłynęła do setlisty (myślę, że głównie z uwagi na road-testowe walory). W Aarhus (4.10) duńscy fani dostali pełne Even Less i Dislocated Day (oraz Stars Die). W Halle (5.10) do zestawu Even Less + Dislocated Day dorzucono Up The Downstair i Arriving Somewhere But Not Here (zespołowi spodobało się granie tego na koniec), natomiast w Berlinie (6.10) dodatkiem było The Sky Moves Sideways (które pojawiło się na wszystkich kolejnych koncertach). Zawsze można było liczyć na przynajmniej 3 rarytasy z setu „specjalnego”. W końcu Porcupine Tree dotarli do Londynu gdzie w Royal Albert Hall (14.10) zaprezentowano ten sam set co w Nowym Yorku, ale tym razem udało się na koniec wcisnąć Trains (całość trwała ok. 2 godziny 46 minut). 


Set Akustyczny
01. Stranger by the Minute
02. Small Fish
03. Pure Narcotic
04. Black Dahlia
05. Futile
….
Set właściwy cz.1
06. Even Less (pełna wersja)
07. Open Car
08. Lazarus
09. Tinto Brass
10. The Sky Moves Sideways (Phase One)
11 I Drive the Hearse
12. Bonnie the Cat
…...
Set właściwy cz. 2
13. Occam's Razor
14. The Blind House
15. Great Expectations
16. Kneel and Disconnect
17. Drawing the Line
18. Dislocated Day
19. Time Flies
20. The Pills I'm Taking
21. Up the Downstair
22. Sleep Together
….......

          
          
          
          
                                           


Przebieg występu był podobny jak w Nowym Jorku, ale tym razem PT byli u siebie. Na widowni byli rodzice Stefana, zapewne też rodziny i przyjaciele pozostałych członków zespołu. Cała piątka była na luzie. Ryszard tak wspomina oba specjalne koncerty:


We did an acoustic set, which was very enjoyable. It was an amazing way to start the show, especially at Radio City with all its curtains and the depth of the stage, you could do all these reveals. So when the people got into the auditorium, all they see if this minimal little jazz setup at the front. They must have been wondering what the hell is going on and whether there was a support band. So we come out and do a little set. After that, the next curtains open and there’s all our gear and we go into the first part of our set. And then again, the next curtain opens up and we’ve got the biggest LED screen in the world, I think. So, suddenly, we’re all in this film going on. It was a magical moment.

That was a very special show, that and the Albert Hall were incredible. They’re venues you know about all your life. Famous and so much history attached to them. Finally, to get Porcupine Tree on stage with a production we all wanted to project.

Był to ostatni jak dotąd koncert Porcupine Tree, ironicznie wyglądał jak pożegnalny. Wiele utworów obstawiano z myślą o tych specjalnych występach, ja sam byłem niemal pewien, że na koniec w NY i Londynie zabrzmi Radioactive Toy. Niektórzy byli przekonani, że zabrzmi Nine Cats. Było jak było, ale raczej nikt z obecnych nie żałuje swojego udziału. The Incidet Tour niespodziewanie okazało się być trasą bogatą w utwory ze wszystkich lat (zabrakło tylko czegokolwiek z On The Sunday Of Life), oraz w wielkie powroty po latach. Porcupine Tree pobili tą trasą rekord repertuarowy. Między 15-tym września 2009, a 14-tym października 2010 roku zagrali 48 utworów:

2 utwory z „Up The Downstair”
2 utwory z „The Sky Moves Sideways”
1 utwór z „Signify”
3 utwory ze „Stupid Dream”
2 utwory z „Lightbulb Sun”
2 utwór z „Recordings”
6 utworów z „In Absentia”
5 utworów z „Deadwing”
3 utwory z „Fear of a Blank Planet”
1 utwór z „Nil Recurring”
14 utworów z „The Incident”
6 utworów niealbumowych (Stars Die, Mother and Child Divided, Futile, Black Dahlia, Bonnie The Cat i Remember Me Lover)
oraz 1 cover.


Tak, wygląda na to, że w Detroit (2 maja 2010) Steven Wilson wykonał na bis utwór grupy Showaddywaddy – Under the Moon of Love. Według relacji świadków, Gavin przez chwilę zagrał coś co skojarzyło się Bosemu z tym zespołem. Stefan próbował zagrać fragment żeby publiczność wiedziała o co chodzi, ale nie mógł bo miał kapo na akustyku. Obiecał, że później zagra i dotrzymał obietnicy.

                                                

48 utworów. Nawet jeśli uprzemy się i nie weźmiemy pod uwagę koncertów specjalnych, to po wyrzuceniu utworów tylko na nich wykonanych pozostają 43. Nawet jeśli uprzemy się, że Occam's Razor i Degree Zero of Liberty to nadużycia - jest 41. Nawet jeśli uznać Strip The Soul, .3 i Russia on Ice za połowy utworów, a Anesthetize za 1/3, to zostaje około 39,14 utworów (lol). Dotychczasowy król wzgórza czyli Tour of a Blank Planet miał wynik 36 utworów. Jakiekolwiek próby zrzucenia The Incident Tour z tronu na nic się nie zdadzą. Można jako ciekawostkę dodać, że zespół grał sobie na próbach How Is Your Life Today? (czego świadkiem był Miłosz), ale bez intencji wprowadzania go do setlisty (co potwierdził Wes, grali dla przyjemności). Ta trasa pozamiatała jeśli chodzi o ilość, rozmach i pomysłowość. Gdyby to rzeczywiście (odpukać) miała być ostatnia trasa Porcupine Tree, to byłaby godna tego miana. W następnej, ostatniej części opiszę jakie oficjalne wydawnictwa pozostały po tym turnusie (czyli raptem jedno) oraz jakimi bootlegami audio/video warto się zainteresować.

czwartek, 4 grudnia 2014

Great Expectations: The Incident Tour 2009 - 2010, cz.2: Chicago, Łódź i reszta świata.


Porcupine Tree wznowili trasę 5-tego lutego w australijskim Brisbane. Wszystkie niespodzianki z Mumbaiu poznikały, a setlista na krainę kangurów trzymała się standardów jesiennego zestawu. Sytuacja nie zmieniła się na trzech koncertach w Meksyku chociaż na repertuar i tak nie można było narzekać.
International popstars zaliczyli 17-tego kwietnia występ na słynnym festiwalu Coachella (w amerykańskim Indio), zagrali bardzo krótki set, który odznaczył się jednak obecnością Halo. Koncert ten zainaugurował drugi objazd po USA w ramach The Incident Tour, póki co jednak bez większych zmian w setliscie. Jeżodrzewie wprawdzie kombinowali z ustawieniem (np. Russia on Ice i Buying New Soul na jednym koncercie, dokładnie 21.04 w Houston), ale komponenty cały czas dobierali z zeszłorocznej jesiennej puli. Dopiero 25-tego kwietnia w Tampie Amerykanie dostali coś nowego w postaci Hatesong i Halo. Zabawne, że w kontekście The Incident Tour, utwory te wydają się być niespodzianką, ale w rzeczywistości Hatesong nie ominęło żadnej trasy od momentu powstania, podobnie zresztą Halo. Ten pierwszy wrócił dopiero 30-tego kwietnia na koncercie w Chicago, nie bez powodu ponieważ koncert był rejestrowany. Swego czasu fani, którzy byli w Riviera Theater relacjonowali, że były tam obecne kamery, i że koncert zostanie najprawdopodobniej wydany na dvd.


                                     

                                     

Było to o tyle dziwne, że dobrana setlista zawierała potwornie dużo powtórzeń względem poprzednich tego typu wydawnictw (oczywiście z wyjątkiem Incydentu). Obecność Stars Die również niczego nie gwarantowała co przerobiliśmy już przy okazji dvd/bd Anesthetize. Jak się sprawa zakończyła teraz już wiemy, ale przez długi czas nagranie z Chicago było widmem i większość osób założyła, że ten materiał nigdy nie ujrzy światła dziennego. Ktoś nawet podczas trasy zapytał o to Wesa, a on stwierdził, że raczej tego nie wydadzą i nagranie mają dla siebie na pamiątkę. Warto jednak pamiętać, że w 2009 Wes wspominał też, że w ogóle nie będzie rejestracji koncertu na tej trasie bo jest to za droga impreza. Do pewnego stopnia nie kłamał ponieważ występ w Chicago był filmowany mniejszą ilością i to znacznie tańszego sprzętu niż miało to miejsce dwa lata wcześniej w Tilburgu. Do tego sam występ z 2008 był jeszcze w fazie montażu i Porcupine Tree nie myśleli pewnie o kolejkowaniu sobie wydawnictw (co jednak z dzisiejszej perspektywy smuci).

                                                    

Niewiele brakowało, a zapewne o Chicago nigdy byśmy już nie usłyszeli ponieważ Wilson zawetował wydanie dvd Octane Twisted. Na szczęście reszta zespołu go przegłosowała i wydawnictwo się ukazało, ale Stefan strzelał fochami gdzie tylko się dało (do czego dojdę w dalszej części tekstu). Zespół wywalił większość utworów, które pokrywały się z poprzednimi dvd (czyli Lazarus, Normal, Blackest Eyes i Trains) a lukę zapełnili nagraniami ze specjalnego koncertu w Royal Albert Hall (do którego też dobrnę). Piszę oczywiście o płytach audio ponieważ w wersji video dostaliśmy tylko The Incident na żywo. Widać, że zrealizowano to nagranie ze znacznie mniejszym rozmachem niż w przypadku koncertu w Tilburgu.
Wracając jednak do amerykańskiej drugiej nogi, Porcupine Tree cisnęli dalej ten sam repertuar z okazjonalnymi wykonaniami Hatesong i Halo. Oczywiście pula była na tyle duża, że nie grali nigdy takiego samego koncertu dzień po dniu, ale jednak z perspektywy tego tekstu zaczyna się powoli robić nudno. Póki co, okazało się, że amerykanie jako ostatni mieli okazję zobaczyć The Incident w całości (11.05 w Richmond). Plany były oczywiście inne, ale jak to z planami bywa, trudno je czasami zrealizować. Porcupine Tree zrobili sobie przed powrotem do Europy prawie miesięczną przerwę.
Kiedy wrócili na scenę koncertem w norweskim Bergen (9.06) okazało się, że Incydent został rozbity na kawałki (z czego spora ilość wyleciała) robiąc więcej miejsca na starsze kawałki. Tak więc:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Lazarus
07. The Sound of Muzak
08. The Start of Something Beautiful
09. Time Flies
10. Degree Zero of Liberty
11. Octane Twisted
12. The Séance
13. Circle of Manias
….
14. Hatesong
15. Russia on Ice
16. The Pills I'm Taking
17. Stars Die
18. Way Out of Here
19. Normal
20. Bonnie the Cat
…...
21. Blackest Eyes

Taka setlista utrzymała się przez jakiś czas przy czym w większości przypadków była skracana (czasem nawet do dziesięciu utworów) ponieważ Porcupine Tree grali na letnich festiwalach. Zespół odważnie wywalił z zestawu Trains, być może żeby nie karmić festiwalowej publiczności oczywistymi „hitami”. Jeżodrzewie zagrali między innymi na festiwalach w Roskilde, w Werchter czy na Download Festival.
Pełne koncerty powróciły wraz z występem w Tel Avivie (07.07), na którym w końcu wcielono jakieś śmielsze zmiany:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Lazarus
07. Hatesong
08. The Sound of Muzak
09. Russia on Ice
10. The Pills I'm Taking
11. Dark Matter
12. Blackest Eyes
….
13. Time Flies
14. Degree Zero of Liberty
15. Octane Twisted
16. The Séance
17. Circle of Manias
18. Way Out of Here
19. Normal
20. Bonnie the Cat
…...
21. Trains
22. Halo

Fani z Izraela jako pierwsi na tej trasie dostają w prezencie Dark Matter. Zespół sam był już ewidentnie znudzony graniem ciągle tych samych utworów. Kolejne dwa występy miały charakter festiwalowy (i krótszy set), ale ważnym dla nas koncertem w Łodzi (17.07) Porcupine Tree pokazali, że potrafią jeszcze zaskoczyć. Polski zestaw był nie tylko niecodzienny, ale obfitował w pewną istotną niespodziankę:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Hatesong
07. Pure Narcotic
08. Russia on Ice
09. The Pills I'm Taking
10. Dark Matter
….
11. Time Flies
12. Degree Zero of Liberty
13. Octane Twisted
14. The Séance
15. Circle of Manias
16. Buying New Soul
17. Way Out of Here
18. Normal
19. Bonnie the Cat
…...
20. Trains



Gwiazdą wieczoru było oczywiście Pure Narcotic, które przesiedziało na wygnaniu 7 lat. Z tej okazji Wilson pomylił tekst, zresztą później w The Seance zapomniał go w ogóle (z czego wybrnął szerokim uśmiechem). Kiedy zespół zagrał Russia on Ice byłem pewien, że ostatnia nadzieja na Buying New Soul została pogrzebana. Okazało się jednak, że Porcupine Tree wyciągnęli ten utwór w dalszej części setu, niestety z niewiadomych przyczyn pomijając intro Ryśka. Było to jak dotąd ostatnie wykonanie Buying New Soul. Oryginalna wydrukowana setlista miała 21 utworów, brakującym elementem było znajdujące się na szarym końcu Halo. Pominięto je względu na uciążliwą temperaturę panującą na sali w Wytwórni. Z pewnych względów pamiętam ten dzień wyjątkowo dobrze, był to prawdopodobnie szczyt temperaturowy tamtego lata. Sam Wilson był zaskoczony tak dobrą pogodą w Polsce. Niestety temperatura była tak wysoka, że klimatyzacja po prostu nie była w stanie sprostać sytuacji, zgrzani byli wszyscy, fani i zespół. Trains PT zagrali resztką sił i w ostatniej chwili zrezygnowali z Halo. Podczas kabaretowej części tego pierwszego utworu, ktoś z realizatorki się pospieszył i na kilka sekund włączył sekwesner do Halo. Tyle mieliśmy z tego utworu. Tak czy inaczej koncert w Łodzi pokazał, że Porcupine Tree kombinują. Że szykują się do tych specjalnych koncertów, i że te przygotowania potrzebują faktycznego road-testu. Występ w Polsce był jednym z niewielu pełnych występów jakie Jeżodrzewie zagrali w Europie w tamtym okresie zdominowanym przez festiwale. Regularna trasa wróciła na tory wraz z trzecim objazdem po USA i dopiero te koncerty pokazały, że PT nie żartowali mówiąc o wyjątkowości nadchodzących specjalnych wieczorów. Na koncercie w San Francisco (11.08) zagrano:

01. Even Less (pełna wersja)
02. Great Expectations
03. Kneel and Disconnect
04. Drawing the Line
05. Open Car
06. Russia on Ice
07. The Pills I'm Taking
08. Stars Die
09. Wedding Nails
….
10. Time Flies
11. Degree Zero of Liberty
12. Octane Twisted
13. The Séance
14. Circle of Manias
15. I Drive the Hearse
16. Way Out of Here
17. Normal
18. Sleep Together
…...
19. Pure Narcotic
20. Blackest Eyes

Amerykanie byli świadkami największej zmiany w secie na tej trasie, a zaprezentowany materiał robił wrażenie. Even Less w pełnej wersji nie pojawiło się na koncertach Porcupine Tree od czasu rzymskich występów na początku 1999 roku (zatem był to również debiut Gavina w drugiej części utworu). Open Car, które zaliczyło pojedynczy występ w Mumbaiu, tym razem otrzymało też dodatkowy mostek. Wedding Nails i Sleep Together nie były grane od jesiennej trasy w 2008 roku, zaś Pure Narcotic zagrano po raz drugi od czasu In Absentia Tour (2003). Jeśli chodzi o przedstawicieli Incydentu, duet Occam's Razor/The Blind House ustąpił zagranemu w dalszej części setu I Drive The Hearse. Fani z San Francisco nie mieli na co narzekać (choć zapewne wiele osób nie zauważyło wiekopomnych zmian w repertuarze z uwagi na brak Trains). Następne koncerty odbyły się w ramach wspólnej mini trasy z Coheed and Cambria, oznaczało to w skrócie, że każdy z zespołów miał dla siebie tyle samo czasu, a co za tym idzie, nie było go wiele. Porcupine Tree żonglowali zatem różnymi utworami, Even Less wróciło na ławkę, a koncerty znów otwierało Occam's Razon/The Blind House. Przykładowy set wyglądał tak:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Open Car
07. The Sound of Muzak
08. The Pills I'm Taking
09. I Drive the Hearse
10. Blackest Eyes
11. The Start of Something Beautiful
12. Way Out of Here
13. Sleep Together

Trasa z CaC trwała do końca sierpnia, po czym zespół wrócił do Europy na dwa koncerty w Grecji. Podczas tych występów PT próbowali to i owo, ale nie za dużo. Even Less w pełnej wersji pojawiło się raz w Thessaloniki.
W następnym wpisie będzie o dwóch koncertach specjalnych, oraz o mini europejskiej trasie, którą między te koncerty wciśnięto.