Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Matter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Matter. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Tour of No Dreaming: Signify Tour 1996 - 1998, cz.2: Signify Tour - Grecja i UK 1996



W przyszłym roku Signify będzie obchodziło 20-stą rocznicę wydania. To zdecydowanie jedna z moich ulubionych płyt Porcupine Tree (i z pewnością nie tylko moich), a utwory na niej umieszczone na zawsze pozostaną dla mnie ważnymi „kartkami” z muzycznego pamiętnika. O procesie nagrywania tego albumu pisałem trochę przy okazji opisywania trasy The Sky Moves Sideways Tour, podczas której zespół pracował nad Signify (a nawet road-testował kilka utworów). Fanatykom tej płyty polecam zatem zacząć od tamtych tekstów. Tutaj tymczasem jest wrzesień 1996 roku, album trafił do sklepów, a przedbiegiem dla tej premiery był wydany w maju singiel Waiting oraz miesięczna trasa, którą PT odbyli z tej okazji (również w maju).
Część utworów dostąpiła już scenicznego chrztu: Signify, Waiting (Phase 1) i Dark Matter w 1995, oraz Sever i Idiot Prayer w maju 1996. Reszta miała się dopiero ujawnić. Branżowa prasa (która wiedziała o istnieniu albumu) chwaliła Signify, niektórzy zwrócili nawet uwagę na zwrot w stronę pisania piosenek, co tak naprawdę było dopiero zwiastunem eksploatacji tej drogi na kolejnych albumach. Bywali jednak tacy (głównie wśród fanów), którzy gorzej przyjęli nowy kierunek obrany przez PT i zarzucali zespołowi odcinanie się od psychodelicznego stylu i długich instrumentalnych kompozycji. Tak czy inaczej, zdecydowanie więcej opinii było pozytywnych i negatywnych, płyta okazała się sukcesem (jak na grupę ze stajni Delerium) i zespół mógł spokojnie jechać w trasę promocyjną.
Pierwsza część Signify Tour odbyła się głównie w UK, ale wystartowała w Grecji dwoma koncertami w Thessaloniki (25 października) i w Atenach (26 października), a właściwy angielski leg rozpoczął się 3 listopada w londyńskiej Astorii 2. Setlista na trasie prezentowała się zazwyczaj tak:

01. Bornlivedie
02. Signify
03. Waiting (Phase One)
04. Waiting (Phase Two)
05. The Sky Moves Sideways (Phase One)
06. Up the Downstair
07. The Moon Touches Your Shoulder
08. Idiot Prayer
09. Dark Matter
10. Dislocated Day
11. Moonloop
12. Radioactive Toy
……….
13. Voyage 34
14. Not Beautiful Anymore
15. Linton Samuel Dawson (bardzo okazjonalnie)

lub

01. Bornlivedie
02. Signify
03. Waiting (Phase One)
04. Waiting (Phase Two)
05. The Sky Moves Sideways (Phase One)
06. Sleep of No Dreaming
07. Idiot Prayer
08. Dark Matter
09. Dislocated Day
10. Moonloop
11. Radioactive Toy
……….
12. Up the Downstair
13. Not Beautiful Anymore

Pojawiły się nowe utwory. Bornlivedie to wprawdzie jedynie intro, ale oprócz tego premierę miały Sleep of No Dreaming, oraz Waiting (Phase Two). Dark Matter zostało zagrane kilka razy w 1995 roku, ale nie pojawiło się od tamtej pory do teraz.
Idiot Prayer był zazwyczaj grany w pełnej wersji (z długim intrem przed wejściem perkusji), ale kiedy poprzedzało go The Moon Touches Your Shoulder, to utwory przechodziły płynnie jeden w drugi (podobnie jak wcześniej Always Never).
Na większości koncertów z 1996 roku, Sleep of No Dreaming przedstawiane było jako potencjalny drugi singiel z Signify (mniej więcej od koncertu w Carlisle). Plan nie został zrealizowany, ale interesujące jest to, że taki pomysł istniał. Szczegółem, acz ciekawym, jest to jak Stefan, przedstawiając kawałek, zaczął z czasem dodawać „The” do tytułu i w takiej formie zapisany jest ten utwór w trackliście Coma Divine (na Anethetize widnieje już poprawna nazwa). Dark Matter zostało z jakiegoś powodu pozbawione ambientowego intra i zaczynało się zawsze od wejścia perkusji. Inna sprawa, że początek (głównie w Londynie, potem już coraz mniej) był za to mocno wydłużony i nawiązywał momentami do Dark Origins (którego nikt wtedy nie znał). Jeszcze ciekawszy jest fakt, że Stefanowi (tylko w Londynie, ale jednak) zdarzyło się zaśpiewać fragment starego tekstu z 1995 roku (I try to relax but it's warmer outside, I stare face down back here for a ride).

                                    

Na ST Bosy
był zazwyczaj wyjątkowo rozgadany, nie bał się publiczności jak to czasami bywało na wcześniejszych trasach. Dislocated Day było czasami przedstawiane jako „poor excuse for a drum solo”. Występy Stefan kończył standardową w tamtym czasie gadką „We're Porcupine Tree, you're the audince, thank you”. Podczas brytyjskiej części trasy w 1996, zespół trzymał się raczej ustalonego repertuaru i nie szalał. Frekwencyjnie bywało różnie, zespół jeszcze przez przynajmniej dwa lata będzie się tułał po tych samych małych angielskich klubach. Na występ w Carlisle (10.11.1996) przyszła dosłownie garstka osób, nad czym SW humorystycznie ubolewa przez cały koncert (bring your friends next time). Przed ostatnim bisem (Linton), zespół naradza się między sobą co zagrać, a wszystko słychać na bootlegu. Chris proponuje Sever, ale SW zaczyna grymasić i w końcu wybór pada na inny utwór. Jest to o tyle ciekawe, że Sever nie pojawiło się w secie od maja i wróciło dopiero na jesieni 1997 roku, a jednak cały czas siedziało na ławce rezerwowych. Na ostatnim koncercie legu (w Cambridge), tour manager zespół, Glenn Povey, podrzucił na scenę fałszywe setlisty z dziwacznymi tytułami (np. zamiast The Sky Moves Sideways było Bohemian Rhapsody). Z okazji finiszu tej części turnusu, SW podziękował przed Radioactive Toy całej ekipie technicznej i innym. Koncert przebiegł w wesołej atmosferze, a publiczność otrzymała niespodziankę w postaci Up The Downstair i rzadko granego Not Beautiful Anymore.

W tym miejscu warto wspomnieć, o tym co się w 1996 działo w Stefanowym studiu. Tego roku została wydana pierwsza płyta I.E.M i zapewne była również wtedy nagrywana. Nagrana między 1994, a 1995 rokiem Wild Opera no-man została wydana we wrześniu (niemal w tym samym czasie co Signify), a nowe utwory zespołu też zaczęły powstawać (kilka trafiło na późniejsze albumy, trochę na kompilację Lost Songs Vol. 1, a sporo nigdy nie opuściło archiwum).
Można też śmiało założyć, że SW tworzył już pierwsze szkice muzyczne, które doprowadziły do powstania Bass Communion. Nie mówiąc o dżinglach, które robił dla telewizji. Jeżeli chodzi o Porcupine Tree, to (jeśli wierzyć pamięci Stefana) w 1996 powstał przynajmniej jeden nowy utwór napisany z myślą o kolejnym albumie. J
est nim I Fail, który nigdy nie wyszedł poza etap domowego dema (z Wilsonem grającym na wszystkim do automatu perkusyjnego), szczęśliwie jest dostępny dla wszystkich na booltegach. Z podanych przez Stefana informacji wiadomo, że 22 stycznia 1997 powstał utwór London, którego zwrotki powędrowały później do Don't Hate Me (a samą miniaturkę można było ściągnąć swego czasu z oficjalnej strony zespołu, jak i kilka lat temu z soundclouda Bosego).

                                                 

czwartek, 4 grudnia 2014

Great Expectations: The Incident Tour 2009 - 2010, cz.2: Chicago, Łódź i reszta świata.


Porcupine Tree wznowili trasę 5-tego lutego w australijskim Brisbane. Wszystkie niespodzianki z Mumbaiu poznikały, a setlista na krainę kangurów trzymała się standardów jesiennego zestawu. Sytuacja nie zmieniła się na trzech koncertach w Meksyku chociaż na repertuar i tak nie można było narzekać.
International popstars zaliczyli 17-tego kwietnia występ na słynnym festiwalu Coachella (w amerykańskim Indio), zagrali bardzo krótki set, który odznaczył się jednak obecnością Halo. Koncert ten zainaugurował drugi objazd po USA w ramach The Incident Tour, póki co jednak bez większych zmian w setliscie. Jeżodrzewie wprawdzie kombinowali z ustawieniem (np. Russia on Ice i Buying New Soul na jednym koncercie, dokładnie 21.04 w Houston), ale komponenty cały czas dobierali z zeszłorocznej jesiennej puli. Dopiero 25-tego kwietnia w Tampie Amerykanie dostali coś nowego w postaci Hatesong i Halo. Zabawne, że w kontekście The Incident Tour, utwory te wydają się być niespodzianką, ale w rzeczywistości Hatesong nie ominęło żadnej trasy od momentu powstania, podobnie zresztą Halo. Ten pierwszy wrócił dopiero 30-tego kwietnia na koncercie w Chicago, nie bez powodu ponieważ koncert był rejestrowany. Swego czasu fani, którzy byli w Riviera Theater relacjonowali, że były tam obecne kamery, i że koncert zostanie najprawdopodobniej wydany na dvd.


                                     

                                     

Było to o tyle dziwne, że dobrana setlista zawierała potwornie dużo powtórzeń względem poprzednich tego typu wydawnictw (oczywiście z wyjątkiem Incydentu). Obecność Stars Die również niczego nie gwarantowała co przerobiliśmy już przy okazji dvd/bd Anesthetize. Jak się sprawa zakończyła teraz już wiemy, ale przez długi czas nagranie z Chicago było widmem i większość osób założyła, że ten materiał nigdy nie ujrzy światła dziennego. Ktoś nawet podczas trasy zapytał o to Wesa, a on stwierdził, że raczej tego nie wydadzą i nagranie mają dla siebie na pamiątkę. Warto jednak pamiętać, że w 2009 Wes wspominał też, że w ogóle nie będzie rejestracji koncertu na tej trasie bo jest to za droga impreza. Do pewnego stopnia nie kłamał ponieważ występ w Chicago był filmowany mniejszą ilością i to znacznie tańszego sprzętu niż miało to miejsce dwa lata wcześniej w Tilburgu. Do tego sam występ z 2008 był jeszcze w fazie montażu i Porcupine Tree nie myśleli pewnie o kolejkowaniu sobie wydawnictw (co jednak z dzisiejszej perspektywy smuci).

                                                    

Niewiele brakowało, a zapewne o Chicago nigdy byśmy już nie usłyszeli ponieważ Wilson zawetował wydanie dvd Octane Twisted. Na szczęście reszta zespołu go przegłosowała i wydawnictwo się ukazało, ale Stefan strzelał fochami gdzie tylko się dało (do czego dojdę w dalszej części tekstu). Zespół wywalił większość utworów, które pokrywały się z poprzednimi dvd (czyli Lazarus, Normal, Blackest Eyes i Trains) a lukę zapełnili nagraniami ze specjalnego koncertu w Royal Albert Hall (do którego też dobrnę). Piszę oczywiście o płytach audio ponieważ w wersji video dostaliśmy tylko The Incident na żywo. Widać, że zrealizowano to nagranie ze znacznie mniejszym rozmachem niż w przypadku koncertu w Tilburgu.
Wracając jednak do amerykańskiej drugiej nogi, Porcupine Tree cisnęli dalej ten sam repertuar z okazjonalnymi wykonaniami Hatesong i Halo. Oczywiście pula była na tyle duża, że nie grali nigdy takiego samego koncertu dzień po dniu, ale jednak z perspektywy tego tekstu zaczyna się powoli robić nudno. Póki co, okazało się, że amerykanie jako ostatni mieli okazję zobaczyć The Incident w całości (11.05 w Richmond). Plany były oczywiście inne, ale jak to z planami bywa, trudno je czasami zrealizować. Porcupine Tree zrobili sobie przed powrotem do Europy prawie miesięczną przerwę.
Kiedy wrócili na scenę koncertem w norweskim Bergen (9.06) okazało się, że Incydent został rozbity na kawałki (z czego spora ilość wyleciała) robiąc więcej miejsca na starsze kawałki. Tak więc:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Lazarus
07. The Sound of Muzak
08. The Start of Something Beautiful
09. Time Flies
10. Degree Zero of Liberty
11. Octane Twisted
12. The Séance
13. Circle of Manias
….
14. Hatesong
15. Russia on Ice
16. The Pills I'm Taking
17. Stars Die
18. Way Out of Here
19. Normal
20. Bonnie the Cat
…...
21. Blackest Eyes

Taka setlista utrzymała się przez jakiś czas przy czym w większości przypadków była skracana (czasem nawet do dziesięciu utworów) ponieważ Porcupine Tree grali na letnich festiwalach. Zespół odważnie wywalił z zestawu Trains, być może żeby nie karmić festiwalowej publiczności oczywistymi „hitami”. Jeżodrzewie zagrali między innymi na festiwalach w Roskilde, w Werchter czy na Download Festival.
Pełne koncerty powróciły wraz z występem w Tel Avivie (07.07), na którym w końcu wcielono jakieś śmielsze zmiany:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Lazarus
07. Hatesong
08. The Sound of Muzak
09. Russia on Ice
10. The Pills I'm Taking
11. Dark Matter
12. Blackest Eyes
….
13. Time Flies
14. Degree Zero of Liberty
15. Octane Twisted
16. The Séance
17. Circle of Manias
18. Way Out of Here
19. Normal
20. Bonnie the Cat
…...
21. Trains
22. Halo

Fani z Izraela jako pierwsi na tej trasie dostają w prezencie Dark Matter. Zespół sam był już ewidentnie znudzony graniem ciągle tych samych utworów. Kolejne dwa występy miały charakter festiwalowy (i krótszy set), ale ważnym dla nas koncertem w Łodzi (17.07) Porcupine Tree pokazali, że potrafią jeszcze zaskoczyć. Polski zestaw był nie tylko niecodzienny, ale obfitował w pewną istotną niespodziankę:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Hatesong
07. Pure Narcotic
08. Russia on Ice
09. The Pills I'm Taking
10. Dark Matter
….
11. Time Flies
12. Degree Zero of Liberty
13. Octane Twisted
14. The Séance
15. Circle of Manias
16. Buying New Soul
17. Way Out of Here
18. Normal
19. Bonnie the Cat
…...
20. Trains



Gwiazdą wieczoru było oczywiście Pure Narcotic, które przesiedziało na wygnaniu 7 lat. Z tej okazji Wilson pomylił tekst, zresztą później w The Seance zapomniał go w ogóle (z czego wybrnął szerokim uśmiechem). Kiedy zespół zagrał Russia on Ice byłem pewien, że ostatnia nadzieja na Buying New Soul została pogrzebana. Okazało się jednak, że Porcupine Tree wyciągnęli ten utwór w dalszej części setu, niestety z niewiadomych przyczyn pomijając intro Ryśka. Było to jak dotąd ostatnie wykonanie Buying New Soul. Oryginalna wydrukowana setlista miała 21 utworów, brakującym elementem było znajdujące się na szarym końcu Halo. Pominięto je względu na uciążliwą temperaturę panującą na sali w Wytwórni. Z pewnych względów pamiętam ten dzień wyjątkowo dobrze, był to prawdopodobnie szczyt temperaturowy tamtego lata. Sam Wilson był zaskoczony tak dobrą pogodą w Polsce. Niestety temperatura była tak wysoka, że klimatyzacja po prostu nie była w stanie sprostać sytuacji, zgrzani byli wszyscy, fani i zespół. Trains PT zagrali resztką sił i w ostatniej chwili zrezygnowali z Halo. Podczas kabaretowej części tego pierwszego utworu, ktoś z realizatorki się pospieszył i na kilka sekund włączył sekwesner do Halo. Tyle mieliśmy z tego utworu. Tak czy inaczej koncert w Łodzi pokazał, że Porcupine Tree kombinują. Że szykują się do tych specjalnych koncertów, i że te przygotowania potrzebują faktycznego road-testu. Występ w Polsce był jednym z niewielu pełnych występów jakie Jeżodrzewie zagrali w Europie w tamtym okresie zdominowanym przez festiwale. Regularna trasa wróciła na tory wraz z trzecim objazdem po USA i dopiero te koncerty pokazały, że PT nie żartowali mówiąc o wyjątkowości nadchodzących specjalnych wieczorów. Na koncercie w San Francisco (11.08) zagrano:

01. Even Less (pełna wersja)
02. Great Expectations
03. Kneel and Disconnect
04. Drawing the Line
05. Open Car
06. Russia on Ice
07. The Pills I'm Taking
08. Stars Die
09. Wedding Nails
….
10. Time Flies
11. Degree Zero of Liberty
12. Octane Twisted
13. The Séance
14. Circle of Manias
15. I Drive the Hearse
16. Way Out of Here
17. Normal
18. Sleep Together
…...
19. Pure Narcotic
20. Blackest Eyes

Amerykanie byli świadkami największej zmiany w secie na tej trasie, a zaprezentowany materiał robił wrażenie. Even Less w pełnej wersji nie pojawiło się na koncertach Porcupine Tree od czasu rzymskich występów na początku 1999 roku (zatem był to również debiut Gavina w drugiej części utworu). Open Car, które zaliczyło pojedynczy występ w Mumbaiu, tym razem otrzymało też dodatkowy mostek. Wedding Nails i Sleep Together nie były grane od jesiennej trasy w 2008 roku, zaś Pure Narcotic zagrano po raz drugi od czasu In Absentia Tour (2003). Jeśli chodzi o przedstawicieli Incydentu, duet Occam's Razor/The Blind House ustąpił zagranemu w dalszej części setu I Drive The Hearse. Fani z San Francisco nie mieli na co narzekać (choć zapewne wiele osób nie zauważyło wiekopomnych zmian w repertuarze z uwagi na brak Trains). Następne koncerty odbyły się w ramach wspólnej mini trasy z Coheed and Cambria, oznaczało to w skrócie, że każdy z zespołów miał dla siebie tyle samo czasu, a co za tym idzie, nie było go wiele. Porcupine Tree żonglowali zatem różnymi utworami, Even Less wróciło na ławkę, a koncerty znów otwierało Occam's Razon/The Blind House. Przykładowy set wyglądał tak:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Open Car
07. The Sound of Muzak
08. The Pills I'm Taking
09. I Drive the Hearse
10. Blackest Eyes
11. The Start of Something Beautiful
12. Way Out of Here
13. Sleep Together

Trasa z CaC trwała do końca sierpnia, po czym zespół wrócił do Europy na dwa koncerty w Grecji. Podczas tych występów PT próbowali to i owo, ale nie za dużo. Even Less w pełnej wersji pojawiło się raz w Thessaloniki.
W następnym wpisie będzie o dwóch koncertach specjalnych, oraz o mini europejskiej trasie, którą między te koncerty wciśnięto.

poniedziałek, 8 września 2014

Tour of a blank planet (2007 - 2008): cz.1: Zmiany, koktaile i berek z Trains.

Fear of a Blank Planet, to dla wielu ulubiona płyta Porcupine Tree. Dla mnie nie, ale to nie ma większego znaczenia bo trasy promującej ten album nie da się nie lubić. Po różnorodnym choć momentami statycznym Deadwing Tour, FOABPTour była kolejnym krokiem w kierunku czegoś co w pełni zostało rozwinięte dopiero na Incident Tour. Regularne zmiany w repertuarze miały swoje powody. Materiał z najnowszej płyty zespół miał już obcykany dzięki trasie w 2006, podczas której każdej nocy grali cały album. Jedynym wyjątkiem było Cheating The Polygraph, które w tamtym czasie miało znaleźć się na płycie. Ostatecznie PT zdecydowali się na nowszą kompozycję Way Out Of Here i jej premiera koncertowa miała dopiero nadejść.

       

Fear of a Blank Planet
zostało wydane 16 kwietnia 2007 roku, a trasa miała wystartować już dwa dni później w szkockim Glasgow. Dzień premiery został jednak uświetniony mini-występem Stefana i Wesa w londyńskim Fopp Records. Koncert był krótki:

01. Fear of a Blank Planet
02. My Ashes
03. Sentimental
04. Trains


Na papierze nie wygląda to zbyt imponująco, ale wszystkie utwory (z wyjątkiem Trains) zostały wykonane z Wilsonem grającym na pianinie, a to już wiele zmienia. Prawdopodobnie jedyna okazja aby usłyszeć tytułowy utwór w takiej aranżacji. Tak czy inaczej, pełen skład stawił się dwa dni później w lokalu o nazwie ABC Glasgow. Setlista pierwszego koncertu trasy wyglądała tak:

01. Fear of a Blank Planet
02. Drown With Me
03. Lightbulb Sun
04. My Ashes
05. Anesthetize
06. Open Car

07. Gravity Eyelids
08. Blackest Eyes
09. Sentimental
10. Sever
11. Half-Light
12. Way Out Of Here
13. Sleep Together

14. Mother and Child Divided
15. Even Less
16. Halo


Tym razem Porcupine Tree naprawdę się wysilili. Jak wiemy, Deadwing Tour prezentował z początku zestaw „nowa płyta + kilka utworów granych na poprzedniej rasie” i dopiero
na drugiej nodze zaczęło się coś dziać. Tym razem od samego początku pojawiły się niespodzianki.
Po pierwsze premiery i to nie tylko z nowej płyty. Way Out Of Here dla nikogo raczej nie było fajerwerkiem, ale Drown With Me i Half-Light już tak. Rzadko się zdarza, że Wilson wyciąga nigdy nie grane utwory ze starszych płyt, jeżeli coś nie pojawi
się podczas promowania danego albumu to zazwyczaj się już nie pojawi. Wyjątków było kilka (Small Fish, .3, Stars Die), ale tylko potwierdzają regułę. Tym większym zaskoczeniem było wygrzebanie dwóch utworów, które nie znalazły się nawet na regularnych albumach (czego Wilson tradycyjnie żałował).

           

Drown With Me wypadło specyficznie, utwór ucierpiał nieco ze względu na oczywiste kompromisy (dwa wokale, a nie dziesięć), natomiast Half-Light zabrzmiał wyjątkowo dobrze chociaż jak kilka lat później zauważył Gavin, nie jest to wbrew pozorom prosty do zagrania utwór.
W tamtym czasie Stefan przebąkiwał o chęci wydania „Recordings 2” aby między innymi te utwory zyskały większą ekspozycję. Jak wiadomo Wilson jest do dziś prawnie przyblokowany z tym planem. Wracając do setu z Glasgow, poza dwiema premierami starszych piosenek, miały miejsce dwa powroty. Lightbulb Sun zostało odgrzebane po sześcioletniej przerwie, natomiast Sever po dziesięciu latach (a nawet na trasie 96/97 był rarytasem). Cieszą takie powroty i robią wrażenie zwłaszcza na tle Deadwing Tour. A to dopiero początek. My Ashes zmieniło się względem wersji płytowej i tego jak ten utwór był grany w 2006 roku. Tym razem Wesley przejął wokal w refrenie. Na tym etapie Fear of a Blank Planet nie był odgrywany w albumowej kolejności.
Żeby nie było za wesoło publiczność w Newcastle (19.04) nie zobaczyła ani Sever, ani Half-Light (oraz Mother and Child Divided). W zamian PT odegrali A Smart Kid i The Sound of Muzak, których nie można nazwać adekwatnymi zamiennikami. Taki stan rzeczy utrzymał się przez kilka koncertów, Sever wróciło ostatecznie w Nottingham (22.04), a Half-Light następnej nocy w Wolverhampton. Co ciekawe, Porcupine Tree dzielnie trzymali Trains z dala od setlisty co oczywiście musiało się kiedyś skończyć. 8 maja w Seattle zespół miał problemy techniczne po Anesthetize i sytuację trzeba było jakoś ratować ponieważ zapowiadało się na co najmniej kilkuminutową prace techników. A że byli w Ameryce... poleciało Trains. Wyszło pokracznie. Z początku (po intrze Wilsona) wszedł tylko Gavin co brzmiało dosyć sucho. Po jakimś czasie obudził się Wes, a ostatecznie dołączyli Colin z Ryśkiem. Sala cała się trzęsła. Póki co był to jednorazowy wyskok, ale mleko się rozlało.

         

9 maja w Portland trasową premierę miało .3 (póki co na jednorazowy występ). Pierwsza większa zmiana miała miejsce 13 maja w Anaheim (chociaż bardziej w formie niż treści). Po raz pierwszy przedstawiono Fear of a Blank Planet w albumowej kolejności oddzielając ten segment tradycyjną już dziś kilkuminutową przerwą.
Druga połowa (zawierająca .3 zamiast Half-Light) kończyła się na Trains (zatem wytrzymali niecały miesiąc). Na bis Mother and Child Divided i Halo,
Od tamtego momentu setlisty przedstawiały tego typu warianty przy czym w takiej formie jak w Anaheim FOABP było grane bardzo rzadko. 23 maja w Philadelphii trasową premierę miało Mellotron Scratch,
a 1 czerwca w Chicago pojawiło się Hatesong. W taki sposób Porcupine Tree dotarli do okresu wakacyjno/festiwalowego. Krótki set wyglądał zazwyczaj tak:

01. Open Car
02. Hatesong
03. Blackest Eyes
04. Anesthetize (1 i 2 część)
05. Mother and Child Divided
06. Halo


a na dłuższych koncertach odgrywano jedną z wariacji standardowego zestawu. Powrót do Europy nie wiązał ze sobą żadnych zmian. Na koncertach w Warszawie i Krakowie (6 i 7 lipca) publiczność usłyszała pełny przekrój dotychczasowego repertuaru (z FOABP zagranym „albumowo” w Krakowie). 14Tego lipca PT zagrali na festiwalu Ilosarirock w Finlandii i to nagranie z tego koncertu zostało wydane jako pierwsze (chyba, że liczyć „We Lost The Skyline”, który nie jest rejestracją koncertu pełnego składu). Tak zakończyła się pierwsza odnoga Fear of a Blank Planet Tour. Z zespołów, które w tym czasie supportowały Porcupine Tree można wyróżnić przede wszystkim Pure Reason Revolution, Amplifier i Absynthe Minded. Po pierwszym legu PT zrobili sobie wakacje chociaż jak to zwykle bywa nie były to typowe wakacje. Wilson zabrał się do Tel Avivu gdzie pucował utwory, które miały znaleźć się na „Nil Recurring”. Panowie się sprężyli i 17 września można było już owe wydawnictwo zakupić.  C.D.N.

czwartek, 17 lipca 2014

The sun is shining. In Poland. 4 lata po koncercie Porcupine Tree w Łodzi.


Mijają cztery lata od ostatniego koncertu Porcupine Tree w Polsce. Był to wyjątkowo udany koncert, a wspomnienie o nim nadal jest żywe ponieważ trzy miesiące później zespół zakończył swoją aktywność na czas nieokreślony (co niestety trwa do dzisiaj) i nie mieliśmy już żadnej okazji aby zobaczyć tych pięciu facetów na scenie (przynajmniej razem). Od razu uprzedzam, że poniższy tekst nie jest spóźnioną o cztery lata relacją, raczej nostalgiczną podróżą, przy okazji której przyjrzę się też „suchym” okiem na to jak ten koncert prezentował się na tle całej trasy The Incident Tour. A prezentował się wyjątkowo i wiele osób może nie zdawać sobie sprawy z tego jak bardzo. Ja tamten dzień pamiętam jako prawdopodobnie najgorętszy dzień lata 2010. Nie znoszę upałów, ale jak na złość maszerowałem wtedy wbity w garnitur na obronę pracy dyplomowej. Zanim mój umysł zaczął przyjmować do wiadomości, że idę wieczorem na koncert PT było już popołudnie. Jako, że grali „u mnie” nie musiałem się martwić o podstawowe kwestie takie jak dojazd, ewentualny nocleg lub powrót w środku nocy. Z racji zawodowych miałem z przydziału fotopass (z którego prawdę mówiąc nie miałem zamiaru korzystać, a przynajmniej nie żeby dostać się do „fosy”). Sumując wspomniane elementy dotarłem na miejsce w ostatniej chwili i mogłem zapomnieć o pierwszym rzędzie. Z drugiej strony nie spalono mi niespodzianki w postaci Pure Narcotic, które część osób słyszała przez drzwi kiedy zespół odbywał próbę.
Zadowolony byłem z tego, że nie przewidziano supportu, zwłaszcza po występie Rose Kemp we Wrocławiu (może jestem zbyt surowy, ale tamten październikowy wieczór nie był właściwy dla tego koncertu). Ci którzy byli 17 lipca 2010 roku w łódzkiej Wytwórni (tudzież Toya Studios, sam już nie wiem jaka jest nazwa tego miejsca) pamiętają zapewne głównie brak tlenu, zakładam, że podobne wspomnienia ma zespół. O samym koncercie z mojego punktu widzenia nie będę się rozpisywał, ci którzy byli na pewno pamiętają co i jak, a tym którzy nie byli mój opis raczej w niczym nie pomoże (a w internecie jest wiele napisanych bardziej na czasie relacji). Oczywiście można długo wspominać magiczną sztuczkę Gavina, Stefana zapominającego co drugi tekst i serdeczną, niemal rodzinną atmosferę podczas Pure Narcotic, ale przecież to wiecie. Jeżeli nadal nie, to bardziej pomoże tutaj dobrej jakości bootleg, o którym napiszę później.

                                    

Co wyróżnia łódzki koncert na tle całej trasy? Może najpierw kilka słów o tym czym ten koncert różnił się od Wrocławskiego, który odbył się w październiku 2009 roku. Pamiętam, że będąc w Hali Orbita kręciłem nosem na setlistę, ale gdybym wiedział ile nadrobię w Łodzi to bym tak nie marudził. Jeżeli ktoś był na obu koncertach to powinien być zadowolony, zespół postarał się aby ilość dubli ograniczyć do minimum (w tym wypadku poza materiałem z nowej płyty powtórzyły się tylko Way Out Of Here, Russia on Ice i Trains). Nie można też zapomnieć o tym, że album The Incident był we Wrocławiu grany w całości. Z innych kwestii Łódź wygrywa praktycznie pod każdym względem. Hala Orbita jest jednak miejscem, które służy głównie widowiskom sportowym i było to słychać. Wydaje mi się, że nawet w Hali Wisły akustyka jest lepsza. Wytwórnia nadal pozostaje jedną z najlepiej nagłośnionych (o ile nie najlepszą ze wszystkich) sal w Polsce, w końcu muzyka od początku była priorytetem przy jej projektowaniu. PT na dużej wrocławskiej scenie robiło wrażenie, ale jednak intymność koncertu w Łodzi wygrywa. Porcupine Tree na wyciągnięcie ręki. Jedynym minusem było to, że z jakiegoś powodu zespół nie grał na podwyższeniu przez co stojący dalej mogli mieć problem z widocznością (a jako bywalec Tojki wiem, że to nie jest norma). Ostatnią kwestią jest wspomniany wrocławski support, nad którym nie chcę się już pastwić. Co dalej zatem? Dlaczego łódzki koncert był jednym z najciekawszych koncertów na tej trasie (a tak właśnie uważam)?
Bo Pure Narcotic? To prawda, utwór ten został zagrany tylko na czterech koncertach tej trasy (po ośmioletniej przerwie) w tym na dwóch koncertach specjalnych. Można zatem uznać, że kawałek pojawił się tylko na dwóch regularnych koncertach The Incident Tour co czyni go jeszcze większym rarytasem. Ja sam w natłoku myśli po zapowiedzi Bosego analizowałem o jakim utworze może mówić (chociaż liczba 8 i akustyk mówiły wiele), ale kiedy przed odliczaniem SW spojrzał na Ryśka nie było już wątpliwości. Marzyłem o zobaczeniu/usłyszeniu tej piosenki na żywo i nawet już w jej trakcie nie mogłem uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją w mieście Łodzi. Ci którzy byli w Wytwórni mogą się uważać za wybranych. Ale to nie wszystko. Co może być dla niektórych zaskoczeniem Dark Matter zagrano tylko trzykrotnie na tej trasie (i nie pojawił się on na koncertach specjalnych) w tym u nas (oraz w Izraelu i we Włoszech) i było to ostatnie wykonanie jak dotąd.

                                      

Buying New Soul
był grany rzadko w 2009, ale w 2010 pojawiał się jeszcze rzadziej. Po 5 wykonaniach w kwietniu/maju (raz w Meksyku, 3 razy w USA i raz w Kanadzie) utwór zniknął i powrócił w lipcu jedynie na jeden koncert – łódzki. Dostaliśmy zatem BNS jako jedyni w Europie (tamtego roku) i póki co jako ostatni w ogóle. Rodzynkiem jest to, że chyba po raz pierwszy utwór został pozbawiony wstępu z arpeggio i klawiszami Ryśka co oczywiście nie jest już takie fajne i można jedynie spekulować czy tak miało być czy też zespół był już zbyt zmęczony panującym na sali zaduchem i spontanicznie ciął gdzie się dało (jeśli nie fragmenty, to całe utwory o czym później). Warto zwrócić uwagę (chociaż ma to charakter drobnej ciekawostki), że jedynie dwukrotnie na całej trasie Buying New Soul i Russia On Ice znalazły się w tym samym secie. Zazwyczaj utwory te grane były wymiennie przed The Pills I'm Taking, wyjątek zrobiono tylko u nas i w Houston (21 kwietnia). Tym większą dla mnie niespodzianką było kiedy zaczęli grać ten utwór, obecność ROI zazwyczaj wykluczała BNS. Pozostała część łódzkiego setu była prezentem zwłaszcza dla tych, którym brakowało we Wrocławiu pewnych granych już w tamtym czasie utworów w tym wspomnianego Buying New Soul, oraz Normal i Bonnie The Cat. Mimo, że nie jest zbyt wielkim rarytasem (grany prędzej czy później na każdym turnusie) owacyjnie został przyjęty Hatesong, który moim zdaniem na tej trasie osiągnął absolutny szczyt wykonania. Niewiele brakowało, a można by do tego zestawu dołożyć nieobecne we Wrocławiu Halo (równie rzadko wykonywane na Incident Tour co Dark Matter). Niestety widniejący na wydrukowanej setliście utwór nie został zagrany ponieważ zespół nie dawał już rady ze względu na upał i panujący na sali brak tlenu.

                                      
                                      

Dementuję plotki jakoby klimatyzacja w Wytwórni była tamtego wieczoru wyłączona. Po prostu upał był zbyt wielki, a system klimatyzacyjny się nie sprawdził. Niecierpliwa osoba zajmująca miejsce przy konsolecie włączyła na chwilę sekwenser do Halo jeszcze w trakcie kabaretowego segmentu Trains, ale zespół na Trains zakończył. I do dziś mam Stefanowi za złe tekst „we have 2 votes for Stars Die and about 2000 for Trains”. Zupełnie niepotrzebny sarkazm zwłaszcza, że na utwór czekałem, a okazja do zagrania idealna bo nagłośnienie było rewelacyjne (a to podstawowy warunek aby zespół chciał zagrać Stars Die, podobnie było kiedyś ze Stop Swimming). Jak mogę się na Wilsonie „zemścić”? Mogę zwrócić uwagę na to, że Bosy był przez większość koncertu (najpewniej ze względu na upał) mocno roztargniony. Pokręcił finałowe linijki Pure Narcotic i kompletnie zapomniał tekstu na samym początku The Seance co głośno zauważył tocząc z siebie beke w najlepsze. Mimo wszystko cieszą takie momenty, bo chyba wszyscy mamy trochę dosyć wystudiowanej maniery Stefana (zwłaszcza na ostatniej solowej trasie gdzie wszystko zdawało się być wykalkulowane do granic możliwości poza brawurowym spacerem po wybiegu w Zabrzu). Zatem w skrócie:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing The Line
06. Hatesong
07. Pure Narcotic
08. Russia On Ice
09. The Pills I'm Taking (Anesthetize)
10. Dark Matter
....
11. Time Flies
12. Degree Zero of Liberty
13. Octane Twisted
14. The Seance
15. Circle of Manias
16. Buying New Soul
17. Way Out Of Here
18. Normal
19. Bonnie The Cat
......
20. Trains



Myślę, że po takim koncercie nawet brak nieszczęsnego Halo nikomu nie zepsuł wieczoru, a ja byłem już kompletnie spełniony kiedy wychodząc z Wytwórni zobaczyłem padający deszcz (wiem, że przyjezdni nie byli tak szczęśliwi z tego powodu). Jako, że dzień był pełen wrażeń, to zwinęliśmy się ze znajomymi od razu, a jak się okazało zespół wyszedł do ludzi, nawet Stefan, który chyba chciał w ten sposób przeprosić za sprint do busa we Wrocławiu. Czy można coś jeszcze napisać o tym koncercie?
Można napisać o bootlegu. Do tego roku miałem jedynie swoje nagranie, które jest tragicznej jakości (jako, że nie posiadałem wtedy jakiegokolwiek sensownego sprzętu), ale w ubiegłym miesiącu udało mi się w końcu pozyskać nagranie z innego źródła. Tym razem jakość jest dobra. Poza tym wszystko się zgadza, rejestracja jest kompletna i dostępna w „bezstratnej” jakości (jeżeli komuś na tym zależy). Jest to doskonała pamiątka i warto się w nią zaopatrzyć jeśli, parafrazując słowa Steve'a Hogartha, się na tym koncercie było, a zwłaszcza jeśli się nie było.
Jeżeli ktoś ma problem z uzyskaniem tego bootlegu w przestrzeni internetowej, to (żeby bezczelnie nie pisać wprost) są ludzie, którzy to nagranie mają i chętnie się podzielą, zwłaszcza przy okazji rocznicy. Być może mogłem poczekać z tym tekstem do przyszłego roku kiedy obchodzić będziemy pięciolecie występu w Łodzi, ale wspomniany bootleg zainspirował mnie do tego teraz, a nie zapominajmy, że w 2015 roku być może będziemy na tym etapie w trakcie kolejnej solowej trasy Wilsona, którą będę chciał śledzić, opisywać i (co wielce prawdopodobne) krytykować na bieżąco.

                                       

Kilka było na tej trasie tak fikuśnych koncertów i jeśli nie liczyć występów specjalnych to Łodzi może dorównać jedynie San Francisco (11.08.2010, będę pisał o tym koncercie) i ewentualnie kilka koncertów jesiennych (bo z oczywistych względów PT sypali wtedy starociami). Sto lat. Dziś wieczorem siadam sobie wygodnie i włączam bootleg z Łodzi. I będę dalej się zastanawiał jak Gavin zrobił tę sztuczkę.


                                        

filmik by Miłosz, sztuczka w 4:25. Spróbujcie to powtórzyć.
Pierwszy raz nie musiałem się posiłkować fotografiami "z zewnątrz",
chociaż tyle pokorzystałem z tego fotopassa.