Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 grudnia 2017

The Sky Moves Sideways LIVE cz. 3



The Sky Moves Sideways (Phase 2)

Koncertowa kariera drugiej fazy The Sky Moves Sideways nie była zbyt długa, ale wykonania tego utworu na żywo było jednym z najbardziej ekscytujących momentów w karierze Porcupine Tree. Jeśli przyjąć podział z amerykańskiego wydania płyty, to The Sky Moves Sideways (Phase Two) dzieli się na dwie części: Is...Not oraz Off The Map. Jedynie pierwsza z nich była grana na żywo i to w dosyć okrojonej formie (bez ambientowego intra).
Debiutanckie wykonanie miało miejsce 19-tego października 1994 r. w Londynie (gdzie zadebiutował też Moonloop) gdzie rozpoczęto jesienną mini trasę promującą wydanego w tamtym czasie singla „Moonloop” (w USA jako „Stars Die”). Porcupine Tree zastosowali świetny patent przechodząc z wyciszającej się, niemal ambientowej końcówki Is...Not prosto w Radioactive Toy.
Uważam, że to jedna z najbardziej udanych koncertowych „par”, zaraz obok The Moon Touches Your Sholders / Always Never (właśnie w tej chwili przyszedł mi to głowy pomysł na świetne zestawienie). W ten sposób, utwór był wykonywany na większości koncertów w pierwszej połowie 1995 r., w drugiej już nieco rzadziej, ale nadal się pojawiał. Jednorazowo sparowano go z jednym z najwcześniejszych wykonań Dark Matter, co wyszło naprawdę świetnie.

                                 

W 1996 r. roku Is...Not wykonano tylko raz na koncercie w Baltimore 29-tego czerwca. Ostatnie jak dotąd dwa wykonania dostały się Włochom. Najpierw, faza 2 pojawiła się 27-mego marca 1997 r. na jednym z rzymskich koncertów nagrywanych na „Coma Divine”, a następnie, również w Rzymie, odegrano ten utwór podczas plenerowego występu zorganizowanego przez Radio Rock.
Od tamtej pory The Sky Moves Sideways (Phase Two) siedzi sobie na półce.

Oficjalna, koncertowa wersja The Sky Moves Sideways (Phase Two) pojawiła się na albumie: „Coma Divine” (1997, 2003).

Wersje alternatywne

Odsyłam do opisu alternatywnych wersji Fazy 1, tam również jest wzmianka o Fazie 2.


Stars Die

Mój niekwestionowany faworyt Porcupine Tree od wielu, wielu lat. Baza dla tego utworu powstała podczas improwizacji zespołu, które obyły się w czerwcu 1994 r. w studiu Doghouse. Jest taki moment na nagraniu Moonloop (Unedited Improvisation), kiedy Chris Maitland zaczyna wygrywać rytm ze Stars Die, a po jakimś czasie przechodzi do innego. Stevenowi Wilsonowi bardzo się ten fragment spodobał, zatem zabrał go do domu i na około pętli zrobionej z tej partii perkusji zaczął kreować utwór. Wyszło Stars Die. Na udział w nim nie załapał się tylko Richard Barbieri, który nie brał akurat udziału w sesjach odbywających się w Doghouse, ani późniejszych dogrywkach.
Stars Die ukazał się jako utwór dodatkowy na EP Moonloop wydanym w październiku 1994 r. W USA, w 1995 r. ta sama wersja ep wyszła pod tytułem Stars Die, a sam utwór został dołączony do regularnej tracklisty amerykańskiego wydania „The Sky Moves Sideways” (w wersji europejskiej go nie było). Po latach Wilson przyznał, że Stars Die powinien był znaleźć się na albumie od początku.
W tamtym czasie, był to największy „hit” Porcupine Tree, ale zespół nie wykonywał go na żywo. Stefan uzasadniał taką decyzję tym, że Stars Die ma bardzo studyjny charakter i zawiera niemal szeptany wokal na tle grającego zespołu, co jest bardzo trudne do odtworzenia na scenie (zwłaszcza w latach 90-tych i zwłaszcza przy warunkach jakie PT mieli wtedy podczas koncertów). Pomijam nawet fakt, że w utworze pojawia się flet i nawet do trzech gitar naraz. W zamian, Bosy zdecydował się na wykonywaną ekstremalnie rzadko wersję akustyczną.

                                 

Po raz pierwszy, Stars Die zagrano w ten sposób podczas akustycznego mini koncertu, który odbył się w siedzibie włoskiego Radia Rock. Występ został wyemitowany, zatem istnieje świetnej jakości nagrania z tego debiutu. Oprócz Wilsona na gitarze akustycznej i wokalu, Chris Maitland grał na djembe i śpiewał chórki. Przez następne ponad 10 lat, utwór pojawiał się w tej postaci, ale baaardzo rzadko i ja żadnego nagrania nie posiadam. Podobno odegrano go na jednym z koncertów w Rzymie w 1997 r. podczas rejestracji „Coma Divine” oraz w Lublinie w 1999 r. Podejrzewam, że tych wykonań mogło być więcej, ale brakuje informacji. Na pewno Wilson zagrał taką wersję na zakończenie akustycznego solowego koncertu życzeń w Tel Avivie w 2003 r. oraz podczas mini występu w Londynie podczas 10-tych urodzin Burning Shed, kiedy wykonał słynny medley Stars Die i Never Let Go zepsołu Camel, przyznając się później, że główny riff ściągnął z tego właśnie utworu.

                                 

Stars Die powróciło nieoczekiwanie podczas półakustycznego koncertu, który odbył się 4-tego października 2007 r. w Orlando. Miał wtedy wystąpić cały zespół, ale z pewnych powodów dał radę dojechać tylko Bosy, a dołączył do niego Wes (który i tak mieszka na Florydzie). To jest ten koncert, który został wydany w 2008 r. pod tytułem „We Lost The Skyline”, zatem wszyscy dobrze znacie wersję Stars Die, która została wtedy wykonana.
Utwór ewidentnie chodził Wilsonowi po głowie. Przez te ponad 10 lat, wiele się zmieniło. Zespół stał się popularny, jego koncerty większe i znacznie lepiej przygotowane od każdej strony, a możliwości się namnożyły (np. pojawił się drugi gitarzysta - Wes). W końcu, po wielu latach, pełnozespołowa wersja Stars Die zadebiutowała 7-mego października 2008 r. w Lizbonie, w Portugalii i trzeba przyznać, że wyszło to zespołowi całkiem dobrze. Utwór zabrzmiał nieco inaczej, ale magia pozostała. W ten sposób zagrano Stars Die na wszystkich ośmiu koncertach ostatniego odnóża Fear of a Blank Planet Tour, w tym na dwóch koncertach w Tilburgu, które były rejestrowane z myślą o wydaniu dvd "Anesthetize". Myślę, że wszyscy, łącznie ze mną, byli przekonani, że utwór się na tym dvd pojawi, ale kiedy wydawnictwo się ukazało (w 2010 r.) okazało się, że Stars Die tam nie ma. Wcześniej, kawałek zdążył wrócić na koncerty podczas The Incident Tour (2009 – 2010 r.), podczas której był wykonywany sporadycznie. Porcupine Tree zmienili trochę sposób grania tej piosenki, w taki sposób, że wychodziła nawet lepiej niż w 2008 r. Na szczęście, jedno z tamtych wykonań zostało wydane oficjalnie na live albumie „Octane Twisted”.

                                   

Na dziś, Stars Die po raz ostatni zostało wykonane podczas koncertu w Aarhus 4-tego października 2010 r.

Oficjalna, koncertowa wersja Stars Die pojawiła się na albumie: „Octane Twisted” (2010).


Men Of Wood

Wspominam tu o Men Of Wood, ponieważ pierwotnie utwór ten miał się znaleźć na „The Sky Moves Sideways”. Istnieje kasetowe promo tego albumu z 1994 r. gdzie Men Of Wood wciśnięty jest między Prepare Yourself, a The Sky Moves Sideways (Phase Two). Stefan uznał ostatecznie, że utwór brzmi na tej płycie z dupy i odłożył go na później. Istnieje druga, nowsza wersja tego utworu, która została nagrana z myślą o „Signify” w zarodku (tym razem z Chrisem na bębnach), ale tamta wersja również nie trafiła na album i ostatecznie wylądowała na składance „Stars Die: The Delerium Years 1991 – 1997”. Men Of Wood nigdy nie został wykonany na żywo.

                                 

I to by było to, jeśli chodzi o płytę The Sky Moves Sideways. Następny album do rozłożenia na części wybierzecie sami!

sobota, 15 kwietnia 2017

TOP 5 najbardziej niezwykłych i enigmatycznych koncertów Porcupine Tree.



Porcupine Tree występowali na scenie przez prawie 20 lat i robili to często. Postanowiłem wyłowić dla Was 5 najdziwniejszych, najbardziej niezwykłych, najbardziej enigmatycznych koncertów Jeżodrzewia, o jakich wiem. Wybór jest subiektywny, ale myślę, że zgodzicie się ze mną, że występy, które znalazły się w zestawieniu wyróżniają się na tle innych. Oczywiście, mógł odbyć się jakiś niezwyczajny koncert, o którym po prostu nie wiem, ale mam dosyć dużą kolekcję bootlegów i nawet jeśli jakiś potencjalny rodzynek mi umknął, to lista i tak prezentuje się całkiem nieźle.
Zacznę od miejsca 6, które leży poza głównym zestawieniem ponieważ tyczy się kilku koncertów, które łączy pewien wspólny mianownik, a jest nim udział gości. Coś, co może wydawać się dosyć typowe dla wielu zespołów, dla Porcupine Tree było jednak rzadkością. W ciągu prawie dwóch dekad na scenie, Jeżodrzewie wystąpili razem z innym muzykiem jedynie 3 razy. Pierwszy był Theo Travis i co istotne, był to jedyny instrumentalista, który zagrał razem z Porcupine Tree podczas ich koncertu. Wydarzenie to miało miejsce w Londynie, w Union Chapel 14.11.1997 r.
Travis zagrał wtedy na flecie i saksofonie podczas Moonloopa i Ambulance Chasing. Kolejną osobą był Aviv Geffen, który podczas 3 izraelskich koncertów PT w 2000 r. śpiewał razem z zespołem Russia On Ice oraz Feel So Low. Trzecim, ostatnim jak dotąd, szczęśliwcem jest Mikael Akerfeldt, który na koncercie w Seatlle 3.08.2003 r. nie tylko wystąpił razem z PT podczas swojego ulubionego ich utworu A Smart Kid, ale zaśpiewał go w całości zamiast Stevena Wilsona. To były wyjątkowe koncerty, ale umieszczanie ich na liście osobno byłoby już lekką przesadą zatem pojawiły się zbiorczo na honorowym szóstym miejscu. Natomiast jeśli chodzi o resztę:


5. Koncerty specjalne – Nowy Jork, Radio City Music Hall, 24.09.2010 r. i Londyn, Royal Albert Hall, 14.10.2010 r.

Tak, koncerty były dwa, ale były niemal identyczne w swojej formie, więc policzę je jako jeden. Występy promowane jako „specjalne”, były w istocie czymś, czego do tej pory PT się nie podjęli. Setlista została przygotowana specjalnie z myślą o tych koncertach i miały one trwać po 3 godziny.
Aby były jeszcze bardziej specjalne, odbyły się w dwóch prestiżowych salach – Radio City Music Hall w Nowym Jorku oraz Royal Albert Hall w Londynie. Setlistę skonstruowano tak, aby dzieliła się na 3 części – pierwsza pół-akustyczna (zespół udawał niejako własny support), druga właściwa oraz trzecia, która była oddzielona od reszty obligatoryjną przerwą na siusiu. Repertuar był bardzo przekrojowy i tylko dwie płyty (On The Sunday Of Life i Lightbulb Sun) nie miały żadnych przedstawicieli. Z początku Porcupine Tree chcieli wykonać na tych koncertach „The Incident” w całości, ale zrezygnowano z tego pomysłu. Oba wydarzenia przeszły do historii jako najbardziej spektakularne i najdłuższe koncerty Jeżodrzewia. Do tego ostatnie na długie lata.


                                                  


4. Pierwszy koncert z Gavinem i Wesem – Boston, Middle East, 22.07.2002 r.

To był nie tylko pierwszy koncert z nowym członkiem zespołu Gavinem Harrisonem (i bez Chrisa Maitlanda) oraz pierwszym w historii koncertowym drugim gitarzystą Johnem Wesleyem, ale też pierwszy koncert In Absentia Tour i pierwszy koncert pod skrzydłami majorowej wytwórni. To, że zespół zaczynał tę trasę w USA, a nie jak zwykle w Europie, też miało znaczenie.
Niestety koncert charakteryzuje się paroma wpadkami technicznymi, zwłaszcza podczas drugiego utworu – Waiting – gdzie Wilson ma problemy z gitarą i nie może wystartować. Występ odbył się w klubie Middle East w Bostonie, lokalu tak mikroskopijnym, że Porcupine Tree ledwo zmieścili się ze swoim sprzętem na scenie. Z bardziej optymistycznych rzeczy, zadebiutowała wtedy większość utworów z płyty In Absentia (o dziwo zabrakło Blackest Eyes, które pojawiło się dopiero na kolejnym koncercie) oraz Buying New Soul. Na papierze ten koncert nie wyróżnia się aż tak na tle całej trasy, ale jeśli zna się kontekst, to nawet słuchając bootlegu można odczuć, że na scenie powietrze stało z nerwów. Oprócz pierwszego koncertu Porcupine Tree w 1993 r., nie było innego takiego „pierwszego” występu w dziejach zespołu.


3. Koncert na koniec Millenium – Londyn, The Scala, 8.11.1999 r.

Ostatni koncert na trasie Stupid Dream. Był to specjalny występ , który odbył się w Londynie i z racji tego, że był to ostatni występ Porcupine Tree w XX w., to zespół postanowił zagrać dłużej niż zwykle (na tyle, że zrobił sobie nawet w połowie przerwę) i dorzucić do setlisty kilka rzadziej granych utworów (jak Fadeaway i Stranger By The Minute). W jego trakcie nie wydarzyło się zbyt wiele, ale i tak był to wyjątkowy wieczór zarówno dla fanów, jak i zespołu.


2. Koncert od tyłu do przodu – Zaandam, De Kade, 13.07.2001 r.

Zdecydowanie najciekawszy koncert Porcupine Tree pod względem formy konstrukcji. Z jakiegoś powodu, zespół zdecydował się zagrać regularną setlistę tej części trasy, ale od tyłu! Wilson wszedł na scenę i powitał publiczność słowami „Thank you for coming, goodnight!”, po czym rozpoczęli kończący zazwyczaj koncerty Radioactive Toy (był to chyba jedyny przypadek, aby ten kawałek otworzył koncert PT). Po zakończeniu tego utworu, SW rzucił „Thank you, goodnight!” i zespół zszedł ze sceny! Po chwili wrócił na prawdopodobnie najdłuższy bis w historii ;) Stefan dalej ciągnął zabawę mówiąc „You’ve been a wonderful audience” i począwszy od Signify, konsekwentnie grają zwyczajową setlistę od tyłu. Po Hatesong, Wil
son wyjaśnia publiczności co się dzieje. Zabawnie wypadają Slave Called Shiver i Even Less, które zazwyczaj są ze sobą połączone. Samo Even Less zakończyło cały koncert i był to jedyny raz kiedy ten utwór pojawił się w takiej roli. Dlaczego tak zagrali? Tego nie wiadomo do dziś, ale podejrzewam, że Porcupine Tree zrobili sobie po prostu jaja, a jednocześnie zawalczyli z setlistową nudą. Oprócz tego, zgromadzona publiczność mogła też usłyszeć rzadziej grane utwory – Stop Swimming i Feel So Low.


1. Koncert bez Richarda Barbieri – Coventry, Tic-Toc, 11.12.1993 r.

Ironią jest to, że o koncercie, który zajmuje pierwsze miejsce na tej liście można tak niewiele napisać. Nie mam bootlegu z tego występu, ani żadnych informacji poza tą jedną (pochodzącą z oficjalnej strony PT), że takie wydarzenie naprawdę miało miejsce. Dlaczego tak wysoko? Bo to jedyny taki przypadek w historii zespołu, aby zagrał on koncert bez jednego z członków zespołu. Wprawdzie na trasie The Incident w 2009 r. niewiele brakowało, a mielibyśmy powtórkę z rozrywki (napisze o tym w suplemencie do tekstu na temat trasy 2009 – 2010, który powstaje), ale ostatecznie tak się nie stało i rodzynek z 1993 r. nadal pozostaje rodzynkiem. Nadal nie wiadomo jaki był powód nieobecności Ryśka na koncercie w Coventry w 1993 r. poza lakonicznym zdaniem, że był on wtedy nieosiągalny. Pikanterii nadaje też fakt, że wykonano wtedy po raz pierwszy Voyage 34 (Phase II), utwór który zespół zagrał 3 razy w swojej historii (w 1993, 1994 i 1997 r.).
Może kiedyś dowiemy się czemu Barbieri nie pojawił się wtedy na koncercie swojego zespołu. Póki co pozostaje to tajemnicą, a sam występ numerem jeden tej listy!

piątek, 19 grudnia 2014

Great Expectations: The Incident Tour 2009 - 2010, cz.4: Octane Twisted i bootlegi audio/video!




The Incident Tour to najbardziej rozpasana trasa Porcupine Tree, ale doczekała się tylko jednego dokumentującego ją wydawnictwa, a niewiele brakowało, że nie byłoby żadnego. W porównaniu z czterema albumami live (w tym jeden z dvd/blu-ray) z trasy Tour of a Blank Planet (również okazałej, ale jednak mniej), to naprawdę bieda. Octane Twisted został wydany już w momencie kiedy Steven Wilson wypiął się na Porcupine Tree i podporządkował wszystkie plany karierze solowej. Kiedy pojawił się pomysł wydania nagranego i czekającego w archiwum koncertu z Chicago (2010), Bosy szybko zawetował tę propozycję. Może nie chciał aby to wydawnictwo odwracało uwagę od jego solowej kariery, może (tak jak mówi) faktycznie nie był zadowolony z tego jak zespół zagrał tamtej nocy. Jakkolwiek by nie było, został przegłosowany przez resztę. Nie wiadomo czy przewaga była miażdżąca, ale tego nie sprecyzowano, podobnie jak tego, który członek PT nie lubi jazzu (chociaż i tak wiemy, że to Rysiek). Możemy być wdzięczni temu, że Porcupine Tree jest grupą demokratyczną. Wilson jednak nie pogodził się wewnętrznie z wydaniem tego koncertu i sabotował je jak tylko mógł. Po pierwsze twardo milaczał kiedy "OT" wychodziło, zero promocji z jego strony na fb, twitterze, itd (w miejscach gdzie zazwyczaj spamuje ostro). Po drugie, jeszcze nie zdarzyło się żeby jakieś wydawnictwo PT nie było zmiksowane przez SW. Tym razem musiał się za to wziąć Gavin Harisson, a przynajmniej za coś co opisane jest jako „wstępny mix”. „Ostateczny” należy do Wilsona, ale podejrzewam, że napisano tak tylko żeby fani nie marudzili. W rzeczywistości Wilson dostał pewnie mix Gavina, przesłuchał go i powiedział „ok”. Po czym można poznać, że Gawosz dłubał przy miksie? Np.: po tym jak ładnie uwypuklona jest sekcja rytmiczna. Wilson od lat spychał Colina gdzieś na tyły, natomiast słuchając Octane Twisted można się łysym basistą nacieszyć do woli, zwłaszcza w Stars Die. Na całość składa się spora część koncertu z Chicago, ale bez bisów ponieważ zbyt wiele utworów powtarzało się tam względem ostatnich live albumów PT. W zamian dołożono kilka perełek z koncertu w Royal Albert Hall dzięki czemu OT jest naprawdę fantastycznym zestawem. Na dvd dołączanym do limitowanej edycji znalazło się tylko wykonanie The Incident w całości (z Chicago). Dlaczego zespół nie pokusił się o wydanie jednego ze specjalnych koncertów? Odpowiedź jest prostsza niż może się wydawać, ale po kolei. Jeszcze przed tymi występami, ludzie wypytywali SW czy któryś z nich zostanie wydany. Stefan nie mógł się zdecydować. Jedni słyszeli, że „być może”, drudzy, że „raczej nie”, a większość, że „nie wie”. Zarówno w RCMH i RAH nie było kamer co już świadczyło o tym, że na pewno nie wyjdzie nic na dvd/bl. Pozostawała nadzieja, na live album, ale zespół długo milczał w tej kwestii. Odpowiedzi na pytania zaczęły się pojawiać dopiero w okolicach wydania Octane Twisted, a ich źródłem był Richard:

The problem with Radio City was there was a malfunction. Let’s say there was a human error whereby the show wasn’t recorded. Which is a shame. That was a great show. We recorded Albert Hall which wasn’t, for us, technically as good a show. There were some problems. You know, there are always some problems on stage that people don’t notice, but they do cause more hassles than people realize. It wasn’t quite as great for us, even though the occasion was wonderful. So, we had to sift through that a little bit. When we were thinking about possibly releasing it, we found out that Royal Albert Hall charges a huge amount of money to use anything recorded there. It really was prohibitive. We’re talking tens and tens and tens of thousands of Pounds. So, in the end, going back and forth with them again and again, we worked out a deal where we could use some tracks. We thought it would be nice to include some of the older material that we played at Royal Albert Hall onto the second disc of Octane Twisted.*

Niestety powtórzyła się sytuacja z Rzymu sprzed 13 lat kiedy pierwsza z trzech nocy została źle nagrana i niewiele z tego materiału nadawało się do użycia. Tutaj wyszło jeszcze gorzej. Z RAH zaś dostaliśmy tyle ile się dało żeby zespół nie zbankrutował. I tyle. Tylko tyle i aż tyle. Na szczęście tam gdzie ktoś zawalił, kto inny odwalał świetną robotę i dzięki temu mamy nie tylko bootleg audio z RCMH, ale tez kompletny bootleg video! Ale po kolei. Wspominałem już swego czasu o słynnych komunikatach odtwarzanych przed koncertami z głośników. Na niektórych bootlegach (ironicznie) zachowały się ich nagrania. W skrócie, nagrany głos mówił, że zespół doceni jeśli nikt nie będzie koncertu nagrywał w żaden sposób, oraz jeszcze bardziej doceni jeśli każdy z uczestników będzie się rozglądał za nagrywającymi i zwracał im uwagę aby przestali lub kablował ochronie. Brzmi śmiesznie? Raczej przerażająco. W opisie trasy Tour of a Blank Planet rozwodziłem się już nad tym jak wielu fanów ze zdziwieniem obserwowało przemianę SW z wyluzowanego faceta do drugiego Roberta Frippa, który stawia gnojenie bootlegerów ponad ogólną atmosferę na widowni. Smutne to.
Mimo to znalazło się wielu odważnych i dzięki temu brak oficjalnych wydawnictw nadrabia spora ilość niezłej jakości bootlegów. Zdecydowanie najlepszym (a na pewno jednym z najlepszych) nagraniem jakie posiadam jest Leeds (8.10.2009). Świetna jakość, bardzo przyjemny koncert. Nic dodać nic ująć, jest to absolutna podstawa jeśli chodzi o bootlegi z tej trasy. Biorąc pod uwagę jakość nagrania, mogę jeszcze polecić równie dobry Wettingen (25.11.2009) jednak problem z nim polega na tym, że jest to nagranie niekompletne (ale dla samego Stars Die warto się zaopatrzyć).
Niektóre koncerty były nagrywane przez kilka osób i dzięki temu mamy np. pierwszy koncert z Seattle (15.09.2009) w 3 wersjach (każda niezła). Polecam również Chicago (22.09.2009), Philadelphie (26.09.2009, słynne „ I Nearly Had An Incident in My Pants Getting This Recording”), Boston (27.09.2009), Mediolan (4.11.2009), Luksemburg (30.11.2009), oraz z 2010 – Houston (21.04.2010), Download Festival (13.06.2010), Pistoia (14.07.2010, średnia jakość, ale rewelacyjny występ), Łódź (17.07.2010) oraz oba koncerty specjalne, o których zaraz napisze parę słów. Przepraszam, że wygląda to jak spis powszechny, ale koncerty poza setlistą i jakością nie różnią się zbyt wiele od siebie. Jednym z wyjątków jest koncert z Tabernacle (27.04.2010), w trakcie którego Stefan zgubił kolczyk, który miał od dziecka i próbuje go znaleźć (nie wiadomo czy mu się udało). Różne sa tez kabaretowe wstawki w trakcie Trains. Polecam jeszcze bardzo popularny (ale słaby jakościowo) Nuremberg (30.10.2010). Z Wrocławia niestety nie ma pamiątki (a przynajmniej ja o takiej nie wiem), ale na osłodę mamy dobrej jakości Łódź.
Z europejskiej trasy jesiennej posiadam tylko jeden bootleg nagrany przez Sławka, który był w Halle (5.10.2010, dzięki Sławek!). Natomiast jeśli chodzi o wieczory specjalne:
Nagranie audio z Nowego Jorku (Radio City Music Hall, 24.09.2010) ma przyzwoitą jakość i jest kompletne. Większe wrażenie robi jednak wideo. Nie wiem jak komuś udało się nagrać cały koncert, ale udało i możemy się tylko cieszyć z tego powodu. Czasami nagrywający skupiał się trochę zbytnio na SW, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Londyn (Royal Albert Hall, 14.10.2010) (tylko audio) jest trochę gorszej jakości, ale nadal słucha się przyjemnie, a nagranie jest kompletne. Do oglądania jest jeszcze dostępny Hammersmith Apollo (9.10.2009). Widać, że nagrywający przeżył ciężkie chwilę żebyśmy mogli dostać to nagranie. Facet regularnie musi nurkować pod publikę żeby nie zobaczyła go ochrona, niektóre fragmenty utworów są przez to wycięte (ale nie ma tego dużo), ale koncert jest z grubsza w całości. Wielki szacun dla autora za zachowanie zimnej krwi. Niby nie jestem zwolennikiem psucia sobie koncertu zabawą kamerą, ale kiedy już dostanie się taki bootleg do oglądania to się o tym zapomina ;)
I to by było na tyle. Jest z czego wybierać. Chętnie wymienię się bootlegami, a w razie potrzeby podzielę się „za nic” bo wiem, że nie każdy ma coś na wymianę.
Naturalnie wszystko za free. Przed świętami powinien pojawić się przynajmniej jeden tekst więc do przeczytania!

* polecam ten oto świetny wywiad z Richardem Barbierim
http://www.rocksquare.com/community/featuredartists/1548

                                                         

wtorek, 16 grudnia 2014

Great Expectations: The Incident Tour 2009 - 2010, cz.3: Radio City Music Hall i Royal Albert Hall


Przez równe dwa tygodnie dzielące ich od koncertu specjalnego nr 1 (w Nowym Jorku) Porcupine Tree pudrowali prawie trzygodzinne show, które miało zadziwić wszystkich zebranych fanów. Wstępnie planowano, że zarówno w Radio City Music Hall jak i Royal Albert Hall zespół uroczyście odegra po raz ostatni The Incident w całości, a potem zagra trochę staroci. Okazało się jednak, że najnowsze dzieło pożera zbyt wiele czasu i na obiecane niespodzianki wykopaliskowe zabraknie miejsca. Wilson i reszta podjęli męską (a raczej jedyną słuszną w tej sytuacji) decyzję by jednak darować sobie granie całego Incydentu. Nadeszła zatem wielka chwila i 24 września Porcupine Tree zagrali pierwszy w swojej karierze 3 godzinny koncert (zaokrąglając, w rzeczywistości grali 2 godziny i 35 minut).
Setlista:


Set Akustyczny

01. Stranger by the Minute
02. Small Fish
03. Pure Narcotic
04. Black Dahlia
05. Futile
….
Set właściwy cz.1
06. Even Less (pełna wersja)
07. Open Car
08. Lazarus
09. Tinto Brass
10. The Sky Moves Sideways (Phase One)
11 I Drive the Hearse
12. Bonnie the Cat
…...
Set właściwy cz. 2
13. Occam's Razor
14. The Blind House
15. Great Expectations
16. Kneel and Disconnect
17. Drawing the Line
18. Dislocated Day
19. Time Flies
20. The Pills I'm Taking
21. Up the Downstair
22. Sleep Together


Śledziłem setlistę na bieżąco na zagranicznym forum PT, ktoś życzliwy podsyłał sms'y z kolejnymi utworami komuś z forum i tak w dosyć niezdrowej ekscytacji spędziłem niecałe trzy godziny. W Polsce było już prawie nad ranem kiedy PT schodzili z nowojorskiej sceny po ostatnim bisie.
Co można zatem napisać o tym wydarzeniu? Liczba utworów nie jest może szokująca, ale trzeba wziąć pod uwagę, że długość niektórych starszych utworów przekraczała magiczne 10 minut. Porcupine Tree postarali się aby koncert był wyjątkowy i to pod wieloma względami. Po pierwsze widać, że pomyśleli o wszystkich fanach zatem nie był to tylko wieczór radości dla tych najstarszych, którzy tęsknili za materiałem z lat 90tych. Po drugie sama forma występu zaskoczyła zebranych w RCMH ludzi. Najpierw Jeżodrzewie wyszli na scenę aby zagrać coś w rodzaju supportu przed samym sobą – akustyczny set złożony z nie tak do końca oczywistych utworów. Z tej okazji Colin przytaszczył swój kontrabas, a Gavin zasiadł za mikroskopijnym zestawem perkusyjnym. Ryszard również nie miał kompletu klawiszy ze sobą, a SW dzierżył tylko akustyczną gitarę (elektryczną zajął się Wes). Zaczęli z grubej rury. Stranger by The Minute to utwór, który był już grany na koncertach PT, ale w okolicznościach, które skutecznie zatarły wszelkie ślady po jakiejkolwiek jego bytności (o całych trzech wykonaniach akustycznych z 1999 roku napiszę w tekście dotyczącym Stupid Dream Tour). Tym razem piosenka po raz pierwszy została zagrana przez cały zespół. Small Fish, mimo że grany już solowo przez Wilsona, miał swoją premierę na koncercie Porcupine Tree i to w bardzo interesującej wersji. Pure Narcotic nie był wielkim zaskoczeniem (chociaż zabrzmiało odrobinę inaczej, warto zwrócić uwagę na Wesa i Gavina, który pod koniec gra, a nie tylko trzęsie shakerem) natomiast Black Dahlia była miłą niespodzianką. Mini set na otwarcie zakończyło Futile, które zostało wybrane jako żart. Zespół zastanawiał się jaki utwór PT jest najmniej odpowiedni na występ akustyczny i padło na Futile. Całość wykonano wiernie (łącznie z przesterowanym wokalem w refrenie), ale na lekko. Po tym dającym dużo radości mikro secie, zespół zszedł ze sceny a z głośników popłynęło słynne strojenie się orkiestry, rozciągnięte do kilku minut (niektórzy myśleli, że to intro z trasy 2003).
We właściwym już secie pojawiły się obiecane niespodzianki i na nich się skupię. Even Less w pełnej wersji było pewniakiem i raczej nikogo nie zaskoczyło. Tinto Brass powróciło po 7 latach nieobecności. Nie jest to może utwór, na który wszyscy czekali z wypiekami na twarzy, ale jest to zdecydowanie dobry materiał na koncert.
Dopiero przy The Sky Moves Sideways zaczęło się robić poważnie. Odegrano wersję znaną z lat 90-tych (nie tę skróconą z 2007 roku), subtelnie unowocześnioną i naznaczoną obecnością Gavina. W tej części setu nie pojawiło się już nic ze staroci, po Bonnie The Cat zespół zszedł na tradycyjną kilkunastominutową przerwę. Druga cześć właściwego setu rozpoczęła się od pokaźnej dawki Incydentu (Od Occam's Razor do Drawing The Line). Zanim zespół przeszedł do Time Flies, pojawił się utwór, którego chyba nikt się nie spodziewał. Dla mnie osobiście była to największa niespodzianka całego specjalnego koncertu – Dislocated Day. Dużo się o tym kawałku mówiło przez lata. Nie grany od 1999 roku, popisowy numer Chrisa Maitlanda. Swego czasu pojawiła się niepotwierdzona plotka, że Richard Barbieri nie lubi grać tego utworu. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze kiedykolwiek usłyszymy Dislocated Day. Niespodzianka. Inna sprawa, że Colin trochę się pomylił na samym początku, ale kto by się tym przejmował? Gavin nie zagrał tak jak na remastorowanym TSMS, jego gra była znacznie wierniejsza temu co swego czasu robił na koncertach Chris. Zakończenie było jak zwykle energetyczne chociaż zdecydowanie nie w tym stopniu co w latach 90-tych z Maitlandem za bębnami. Ostatnią dużą niespodzianką wieczoru (chociaż przez wielu obstawianą) było Up The Downstair (również po raz pierwszy na koncercie z Gavinem). Kiedyś stały punkt programu, potem przesiedział na ławce rezerwowych ponad 8 lat. Wypadł jak zwykle doskonale. W tym secie pojawiło się jeszcze Sleep Together, rarytas bardziej w kontekście tej trasy niż w ogóle. Na bis zespół zaprezentował Arriving Somewhere But Not Here, które nie było grane od Deadwing Tour. I na tym się skończyło. Arriving okazał się wyjątkowo dobrym utworem na zakończenie koncertu chociaż (o czym wtedy ludzie nie wiedzieli), na kartce z setlistą było jeszcze Trains, które się nie zmieściło. Amerykanie są słynni ze swoich ścisłych przepisów określających to kiedy koncert musi się skończyć ze względu na ciszę nocną. To już nie pierwszy taki przypadek w historii Porcupine Tree. Było potem kilka głosów rozczarowania, ale powiedzmy sobie szczerze – nie po to szło się na taki specjalny koncert żeby usłyszeć Trains. Wielbiciele wizualizacji na koncertach PT mieli dużo radości. Na występach specjalnych ekrany były olbrzymie. Jeżeli ktoś lubi takie rzeczy, to z pewnością nie wyszedł z RCMH niezadowolony. Zanim PT wystąpili z drugim takim koncertem w Londynie, odbyli mikroskopijną (7 koncertów) trasę po Europie. Niestety tym razem Polska się nie załapała, szczęśliwi (pozdrowienia dla Agaty, Miłosza i Sławka), a raczej trzeźwo myślący, zdecydowali się na wycieczkę do Niemiec. Było warto. Oczywiście na tym małym objeździe PT nie grali specjalnych koncertów, ale spora cześć rarytasów wypłynęła do setlisty (myślę, że głównie z uwagi na road-testowe walory). W Aarhus (4.10) duńscy fani dostali pełne Even Less i Dislocated Day (oraz Stars Die). W Halle (5.10) do zestawu Even Less + Dislocated Day dorzucono Up The Downstair i Arriving Somewhere But Not Here (zespołowi spodobało się granie tego na koniec), natomiast w Berlinie (6.10) dodatkiem było The Sky Moves Sideways (które pojawiło się na wszystkich kolejnych koncertach). Zawsze można było liczyć na przynajmniej 3 rarytasy z setu „specjalnego”. W końcu Porcupine Tree dotarli do Londynu gdzie w Royal Albert Hall (14.10) zaprezentowano ten sam set co w Nowym Yorku, ale tym razem udało się na koniec wcisnąć Trains (całość trwała ok. 2 godziny 46 minut). 


Set Akustyczny
01. Stranger by the Minute
02. Small Fish
03. Pure Narcotic
04. Black Dahlia
05. Futile
….
Set właściwy cz.1
06. Even Less (pełna wersja)
07. Open Car
08. Lazarus
09. Tinto Brass
10. The Sky Moves Sideways (Phase One)
11 I Drive the Hearse
12. Bonnie the Cat
…...
Set właściwy cz. 2
13. Occam's Razor
14. The Blind House
15. Great Expectations
16. Kneel and Disconnect
17. Drawing the Line
18. Dislocated Day
19. Time Flies
20. The Pills I'm Taking
21. Up the Downstair
22. Sleep Together
….......

          
          
          
          
                                           


Przebieg występu był podobny jak w Nowym Jorku, ale tym razem PT byli u siebie. Na widowni byli rodzice Stefana, zapewne też rodziny i przyjaciele pozostałych członków zespołu. Cała piątka była na luzie. Ryszard tak wspomina oba specjalne koncerty:


We did an acoustic set, which was very enjoyable. It was an amazing way to start the show, especially at Radio City with all its curtains and the depth of the stage, you could do all these reveals. So when the people got into the auditorium, all they see if this minimal little jazz setup at the front. They must have been wondering what the hell is going on and whether there was a support band. So we come out and do a little set. After that, the next curtains open and there’s all our gear and we go into the first part of our set. And then again, the next curtain opens up and we’ve got the biggest LED screen in the world, I think. So, suddenly, we’re all in this film going on. It was a magical moment.

That was a very special show, that and the Albert Hall were incredible. They’re venues you know about all your life. Famous and so much history attached to them. Finally, to get Porcupine Tree on stage with a production we all wanted to project.

Był to ostatni jak dotąd koncert Porcupine Tree, ironicznie wyglądał jak pożegnalny. Wiele utworów obstawiano z myślą o tych specjalnych występach, ja sam byłem niemal pewien, że na koniec w NY i Londynie zabrzmi Radioactive Toy. Niektórzy byli przekonani, że zabrzmi Nine Cats. Było jak było, ale raczej nikt z obecnych nie żałuje swojego udziału. The Incidet Tour niespodziewanie okazało się być trasą bogatą w utwory ze wszystkich lat (zabrakło tylko czegokolwiek z On The Sunday Of Life), oraz w wielkie powroty po latach. Porcupine Tree pobili tą trasą rekord repertuarowy. Między 15-tym września 2009, a 14-tym października 2010 roku zagrali 48 utworów:

2 utwory z „Up The Downstair”
2 utwory z „The Sky Moves Sideways”
1 utwór z „Signify”
3 utwory ze „Stupid Dream”
2 utwory z „Lightbulb Sun”
2 utwór z „Recordings”
6 utworów z „In Absentia”
5 utworów z „Deadwing”
3 utwory z „Fear of a Blank Planet”
1 utwór z „Nil Recurring”
14 utworów z „The Incident”
6 utworów niealbumowych (Stars Die, Mother and Child Divided, Futile, Black Dahlia, Bonnie The Cat i Remember Me Lover)
oraz 1 cover.


Tak, wygląda na to, że w Detroit (2 maja 2010) Steven Wilson wykonał na bis utwór grupy Showaddywaddy – Under the Moon of Love. Według relacji świadków, Gavin przez chwilę zagrał coś co skojarzyło się Bosemu z tym zespołem. Stefan próbował zagrać fragment żeby publiczność wiedziała o co chodzi, ale nie mógł bo miał kapo na akustyku. Obiecał, że później zagra i dotrzymał obietnicy.

                                                

48 utworów. Nawet jeśli uprzemy się i nie weźmiemy pod uwagę koncertów specjalnych, to po wyrzuceniu utworów tylko na nich wykonanych pozostają 43. Nawet jeśli uprzemy się, że Occam's Razor i Degree Zero of Liberty to nadużycia - jest 41. Nawet jeśli uznać Strip The Soul, .3 i Russia on Ice za połowy utworów, a Anesthetize za 1/3, to zostaje około 39,14 utworów (lol). Dotychczasowy król wzgórza czyli Tour of a Blank Planet miał wynik 36 utworów. Jakiekolwiek próby zrzucenia The Incident Tour z tronu na nic się nie zdadzą. Można jako ciekawostkę dodać, że zespół grał sobie na próbach How Is Your Life Today? (czego świadkiem był Miłosz), ale bez intencji wprowadzania go do setlisty (co potwierdził Wes, grali dla przyjemności). Ta trasa pozamiatała jeśli chodzi o ilość, rozmach i pomysłowość. Gdyby to rzeczywiście (odpukać) miała być ostatnia trasa Porcupine Tree, to byłaby godna tego miana. W następnej, ostatniej części opiszę jakie oficjalne wydawnictwa pozostały po tym turnusie (czyli raptem jedno) oraz jakimi bootlegami audio/video warto się zainteresować.

czwartek, 4 grudnia 2014

Great Expectations: The Incident Tour 2009 - 2010, cz.2: Chicago, Łódź i reszta świata.


Porcupine Tree wznowili trasę 5-tego lutego w australijskim Brisbane. Wszystkie niespodzianki z Mumbaiu poznikały, a setlista na krainę kangurów trzymała się standardów jesiennego zestawu. Sytuacja nie zmieniła się na trzech koncertach w Meksyku chociaż na repertuar i tak nie można było narzekać.
International popstars zaliczyli 17-tego kwietnia występ na słynnym festiwalu Coachella (w amerykańskim Indio), zagrali bardzo krótki set, który odznaczył się jednak obecnością Halo. Koncert ten zainaugurował drugi objazd po USA w ramach The Incident Tour, póki co jednak bez większych zmian w setliscie. Jeżodrzewie wprawdzie kombinowali z ustawieniem (np. Russia on Ice i Buying New Soul na jednym koncercie, dokładnie 21.04 w Houston), ale komponenty cały czas dobierali z zeszłorocznej jesiennej puli. Dopiero 25-tego kwietnia w Tampie Amerykanie dostali coś nowego w postaci Hatesong i Halo. Zabawne, że w kontekście The Incident Tour, utwory te wydają się być niespodzianką, ale w rzeczywistości Hatesong nie ominęło żadnej trasy od momentu powstania, podobnie zresztą Halo. Ten pierwszy wrócił dopiero 30-tego kwietnia na koncercie w Chicago, nie bez powodu ponieważ koncert był rejestrowany. Swego czasu fani, którzy byli w Riviera Theater relacjonowali, że były tam obecne kamery, i że koncert zostanie najprawdopodobniej wydany na dvd.


                                     

                                     

Było to o tyle dziwne, że dobrana setlista zawierała potwornie dużo powtórzeń względem poprzednich tego typu wydawnictw (oczywiście z wyjątkiem Incydentu). Obecność Stars Die również niczego nie gwarantowała co przerobiliśmy już przy okazji dvd/bd Anesthetize. Jak się sprawa zakończyła teraz już wiemy, ale przez długi czas nagranie z Chicago było widmem i większość osób założyła, że ten materiał nigdy nie ujrzy światła dziennego. Ktoś nawet podczas trasy zapytał o to Wesa, a on stwierdził, że raczej tego nie wydadzą i nagranie mają dla siebie na pamiątkę. Warto jednak pamiętać, że w 2009 Wes wspominał też, że w ogóle nie będzie rejestracji koncertu na tej trasie bo jest to za droga impreza. Do pewnego stopnia nie kłamał ponieważ występ w Chicago był filmowany mniejszą ilością i to znacznie tańszego sprzętu niż miało to miejsce dwa lata wcześniej w Tilburgu. Do tego sam występ z 2008 był jeszcze w fazie montażu i Porcupine Tree nie myśleli pewnie o kolejkowaniu sobie wydawnictw (co jednak z dzisiejszej perspektywy smuci).

                                                    

Niewiele brakowało, a zapewne o Chicago nigdy byśmy już nie usłyszeli ponieważ Wilson zawetował wydanie dvd Octane Twisted. Na szczęście reszta zespołu go przegłosowała i wydawnictwo się ukazało, ale Stefan strzelał fochami gdzie tylko się dało (do czego dojdę w dalszej części tekstu). Zespół wywalił większość utworów, które pokrywały się z poprzednimi dvd (czyli Lazarus, Normal, Blackest Eyes i Trains) a lukę zapełnili nagraniami ze specjalnego koncertu w Royal Albert Hall (do którego też dobrnę). Piszę oczywiście o płytach audio ponieważ w wersji video dostaliśmy tylko The Incident na żywo. Widać, że zrealizowano to nagranie ze znacznie mniejszym rozmachem niż w przypadku koncertu w Tilburgu.
Wracając jednak do amerykańskiej drugiej nogi, Porcupine Tree cisnęli dalej ten sam repertuar z okazjonalnymi wykonaniami Hatesong i Halo. Oczywiście pula była na tyle duża, że nie grali nigdy takiego samego koncertu dzień po dniu, ale jednak z perspektywy tego tekstu zaczyna się powoli robić nudno. Póki co, okazało się, że amerykanie jako ostatni mieli okazję zobaczyć The Incident w całości (11.05 w Richmond). Plany były oczywiście inne, ale jak to z planami bywa, trudno je czasami zrealizować. Porcupine Tree zrobili sobie przed powrotem do Europy prawie miesięczną przerwę.
Kiedy wrócili na scenę koncertem w norweskim Bergen (9.06) okazało się, że Incydent został rozbity na kawałki (z czego spora ilość wyleciała) robiąc więcej miejsca na starsze kawałki. Tak więc:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Lazarus
07. The Sound of Muzak
08. The Start of Something Beautiful
09. Time Flies
10. Degree Zero of Liberty
11. Octane Twisted
12. The Séance
13. Circle of Manias
….
14. Hatesong
15. Russia on Ice
16. The Pills I'm Taking
17. Stars Die
18. Way Out of Here
19. Normal
20. Bonnie the Cat
…...
21. Blackest Eyes

Taka setlista utrzymała się przez jakiś czas przy czym w większości przypadków była skracana (czasem nawet do dziesięciu utworów) ponieważ Porcupine Tree grali na letnich festiwalach. Zespół odważnie wywalił z zestawu Trains, być może żeby nie karmić festiwalowej publiczności oczywistymi „hitami”. Jeżodrzewie zagrali między innymi na festiwalach w Roskilde, w Werchter czy na Download Festival.
Pełne koncerty powróciły wraz z występem w Tel Avivie (07.07), na którym w końcu wcielono jakieś śmielsze zmiany:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Lazarus
07. Hatesong
08. The Sound of Muzak
09. Russia on Ice
10. The Pills I'm Taking
11. Dark Matter
12. Blackest Eyes
….
13. Time Flies
14. Degree Zero of Liberty
15. Octane Twisted
16. The Séance
17. Circle of Manias
18. Way Out of Here
19. Normal
20. Bonnie the Cat
…...
21. Trains
22. Halo

Fani z Izraela jako pierwsi na tej trasie dostają w prezencie Dark Matter. Zespół sam był już ewidentnie znudzony graniem ciągle tych samych utworów. Kolejne dwa występy miały charakter festiwalowy (i krótszy set), ale ważnym dla nas koncertem w Łodzi (17.07) Porcupine Tree pokazali, że potrafią jeszcze zaskoczyć. Polski zestaw był nie tylko niecodzienny, ale obfitował w pewną istotną niespodziankę:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Hatesong
07. Pure Narcotic
08. Russia on Ice
09. The Pills I'm Taking
10. Dark Matter
….
11. Time Flies
12. Degree Zero of Liberty
13. Octane Twisted
14. The Séance
15. Circle of Manias
16. Buying New Soul
17. Way Out of Here
18. Normal
19. Bonnie the Cat
…...
20. Trains



Gwiazdą wieczoru było oczywiście Pure Narcotic, które przesiedziało na wygnaniu 7 lat. Z tej okazji Wilson pomylił tekst, zresztą później w The Seance zapomniał go w ogóle (z czego wybrnął szerokim uśmiechem). Kiedy zespół zagrał Russia on Ice byłem pewien, że ostatnia nadzieja na Buying New Soul została pogrzebana. Okazało się jednak, że Porcupine Tree wyciągnęli ten utwór w dalszej części setu, niestety z niewiadomych przyczyn pomijając intro Ryśka. Było to jak dotąd ostatnie wykonanie Buying New Soul. Oryginalna wydrukowana setlista miała 21 utworów, brakującym elementem było znajdujące się na szarym końcu Halo. Pominięto je względu na uciążliwą temperaturę panującą na sali w Wytwórni. Z pewnych względów pamiętam ten dzień wyjątkowo dobrze, był to prawdopodobnie szczyt temperaturowy tamtego lata. Sam Wilson był zaskoczony tak dobrą pogodą w Polsce. Niestety temperatura była tak wysoka, że klimatyzacja po prostu nie była w stanie sprostać sytuacji, zgrzani byli wszyscy, fani i zespół. Trains PT zagrali resztką sił i w ostatniej chwili zrezygnowali z Halo. Podczas kabaretowej części tego pierwszego utworu, ktoś z realizatorki się pospieszył i na kilka sekund włączył sekwesner do Halo. Tyle mieliśmy z tego utworu. Tak czy inaczej koncert w Łodzi pokazał, że Porcupine Tree kombinują. Że szykują się do tych specjalnych koncertów, i że te przygotowania potrzebują faktycznego road-testu. Występ w Polsce był jednym z niewielu pełnych występów jakie Jeżodrzewie zagrali w Europie w tamtym okresie zdominowanym przez festiwale. Regularna trasa wróciła na tory wraz z trzecim objazdem po USA i dopiero te koncerty pokazały, że PT nie żartowali mówiąc o wyjątkowości nadchodzących specjalnych wieczorów. Na koncercie w San Francisco (11.08) zagrano:

01. Even Less (pełna wersja)
02. Great Expectations
03. Kneel and Disconnect
04. Drawing the Line
05. Open Car
06. Russia on Ice
07. The Pills I'm Taking
08. Stars Die
09. Wedding Nails
….
10. Time Flies
11. Degree Zero of Liberty
12. Octane Twisted
13. The Séance
14. Circle of Manias
15. I Drive the Hearse
16. Way Out of Here
17. Normal
18. Sleep Together
…...
19. Pure Narcotic
20. Blackest Eyes

Amerykanie byli świadkami największej zmiany w secie na tej trasie, a zaprezentowany materiał robił wrażenie. Even Less w pełnej wersji nie pojawiło się na koncertach Porcupine Tree od czasu rzymskich występów na początku 1999 roku (zatem był to również debiut Gavina w drugiej części utworu). Open Car, które zaliczyło pojedynczy występ w Mumbaiu, tym razem otrzymało też dodatkowy mostek. Wedding Nails i Sleep Together nie były grane od jesiennej trasy w 2008 roku, zaś Pure Narcotic zagrano po raz drugi od czasu In Absentia Tour (2003). Jeśli chodzi o przedstawicieli Incydentu, duet Occam's Razor/The Blind House ustąpił zagranemu w dalszej części setu I Drive The Hearse. Fani z San Francisco nie mieli na co narzekać (choć zapewne wiele osób nie zauważyło wiekopomnych zmian w repertuarze z uwagi na brak Trains). Następne koncerty odbyły się w ramach wspólnej mini trasy z Coheed and Cambria, oznaczało to w skrócie, że każdy z zespołów miał dla siebie tyle samo czasu, a co za tym idzie, nie było go wiele. Porcupine Tree żonglowali zatem różnymi utworami, Even Less wróciło na ławkę, a koncerty znów otwierało Occam's Razon/The Blind House. Przykładowy set wyglądał tak:

01. Occam's Razor
02. The Blind House
03. Great Expectations
04. Kneel and Disconnect
05. Drawing the Line
06. Open Car
07. The Sound of Muzak
08. The Pills I'm Taking
09. I Drive the Hearse
10. Blackest Eyes
11. The Start of Something Beautiful
12. Way Out of Here
13. Sleep Together

Trasa z CaC trwała do końca sierpnia, po czym zespół wrócił do Europy na dwa koncerty w Grecji. Podczas tych występów PT próbowali to i owo, ale nie za dużo. Even Less w pełnej wersji pojawiło się raz w Thessaloniki.
W następnym wpisie będzie o dwóch koncertach specjalnych, oraz o mini europejskiej trasie, którą między te koncerty wciśnięto.