Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1994. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1994. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2020

First live performance 4th Dec 1993 - czy to wilsonowy Graal?



Nie każdy z nas ma w tych ciężkich czasach możliwość pracy w domu, ale dla tych z nas, którzy grzecznie nie opuszczają miejsca zamieszkania, Steven Wilson zrobił prezent (ok, zrobił wszystkim). On, czy ktoś tam z managementu. Wystartował oficjalny profil Porcupine Tree na Bandcamp i już w tej chwili możemy zakupić tam cyfrowe wersje od dawna niedostępnych wydawnictw (XM I i II, Ilosarirock i We Lost The Skyline) oraz nowych/starych rarytasów. Niektóre były już wcześniej dostępne w części lub całości na oficjalnych wydaniach lub bootlegach, a inne nie. Dziś przyjrzę się w końcu, wydanemu po 27 latach pierwszemu koncertowi Porcupine Tree.

O występie tym wspominałem parę lat temu w tym tekście. Już wtedy dostępne było nagranie prawie całego koncertu z wyjątkiem 2 (z hakiem) utworów. Co zatem dostaliśmy teraz?

Na początku trochę historii, ale nie będę powtarzał tego, co już mogliście przeczytać w przywołanym powyżej poście na temat koncertów, które odbyły się między 1993, a 1994 rokiem.

Czego wtedy nie wiedziałem, to to że debiutancki koncert Porcupine Tree, który odbył się w k
lubie Nags Head w High Wycombe był wyprzedany. Tak przynajmniej wynika z zacytowanej przez zespół relacji Petera Clemonsa. To nie był duży lokal, więc jak najbardziej jestem w stanie uwierzyć, że koncert się sprzedał. To ważna informacja.

Istnienie taśmy z nagraniem zawdzięczamy Mike’owi Bearparkowi, który wiele razy trzymał rękę na pulsie (np. rejestrując występ no-man w 1992 roku).
Mike użył poważnego na tamte czasy sprzętu Casio DA-2. Występ został zarejestrowany w całości, ale niestety kaseta nie dała rady (o czym później).

Fragment nagrania pojawił się pierwszy raz na wydanej w kwietniu 1994 r. promo kasecie Spiral Circus. 3 utwory: Radioactive Toy, Up The Downstair i Not Beautiful Anymore pochodzą z Nags Head, przy czym Up The Downstair jedynie w części (7 min 3 sek w porównaniu z 10 min 41 sek wersji wydanej teraz).
Na kolejne nagranie trzeba było czekać kolejne 19 lat, kiedy Steven Wilson w ramach uczczenia 20 rocznicy pierwszego koncertu PT udostępnił na Soundcloudzie Voyage 34. Potem, kilka lat później, Always Never.
I tak składaliśmy sobie ten koncert utwór po utworze, aż w czwartkowy wieczór „wydano” w końcu całość. Ale nie całość. I nie taką samą.

Pierwsze co rzuca się w oczy to brak Fadeaway, który jest wynikiem „problemów z taśmą”. Nie wiem na czym dokładnie ten problem polega więc nie będę się wymądrzał, ale szkoda, że mimo wszystko tego nie dali, nawet uszkodzonego, pociętego, we fragmencie. To było prawdopodobnie jedyne wykonanie Fadeaway do 2000 r. i jedyne w ogóle wersji albumowej z Wilsonem na wokalu. Jak na złość akurat ten nie mógł zostać wykorzystany, a z samego koncertu nie cyrkuluje żaden bootleg. Na pocieszenie mamy The Nostalgia Factory, które po raz pierwszy w historii pojawiło się na oficjalnym koncertowym albumie Porcupine Tree. Wersja live z 1993 r. jest zadziwiająco podobna do tej z 1996 r. z tym wyjątkiem, że w 1996 Stefan wykombinował sposób w jaki to śpiewać dobrze. Na debiutanckim występie PT, Wilson próbuje jak na płycie, ale mu nie idzie, bo tonacja jest dla niego za niska.
Ogólnie Nostalgia brzmi dobrze, ale zdecydowanie częściej będę wracał do wykonania z Leeds 3 lata później. Jeśli chodzi o resztę materiału, to chyba już dobrze go znamy? Otóż nie.

Voyage 34 wrzucony 6 lat temu na Soundcloud nie miał z jakiegoś powodu pełnego intra (z fragmentem „This remarkable sometimes incoherent transcript...”), ale jednocześnie trwa dłużej niż wersja wydana na Bandcamp. Możecie sami sprawdzić, bo tamta wersja cały czas wisi na profilu Bosego.

https://soundcloud.com/steven-wilson/porcupine-tree-voyage-34-nags

Voyage 34 z Soundclouda ma
12:18, a ten z Bandcampa 11:39, mimo że zawiera brakujące 20 sekund intra. Przerwa między utworem, a publicznością na końcu jest taka sama. Jednosekundowego „hello” Stefana (które teraz wycięto), nie będziemy liczyć. Nie wydaje mi się żeby utwór przyspieszono, zatem brakuje około minuty „czegoś”. Miałem to olać, ale nie mogłem, musiałem sprawdzić co tu się odwala. No więc odwala się to

         

Obu wersjom przyciąłem początki żeby zaczynały się w tym samym momencie (czyli w 0:27 wersji Bandcamp). Jak widzicie, Steven wyciął okrągłą minutę muzyki i będzie to dokładnie fragment między 2, a 3 minutą w wersji z Soundclouda.
Nie dzieje się tam zbyt wiele, ale czy warto było to usuwać? Nie starczyłoby miejsca na Bandcampie? Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Steven Wilson. W każdym razie szkoda, że to wyciął, bo dostajemy jednak nagranie niekompletne i być może większość nawet nie zauważy tego braku, to jednak od strony kronikarskiej dupa mnie boli.

Ale to nie wszystko co zostało wycięte. Z jakiegoś powodu Stefan wywalił nie tylko „hello”, ale też następując
ą po nim zapowiedź do Always Never „ok we’re gonna try Always Never from the last album”, co słychać na wersji którą wrzucił na Soundcloud. Na szczęście sam utwór pozostał nietknięty, podobnie jak słynna już zapowiedź do Radioactive Toy uwieczniona na Spiral Circus.
Burning Sky, które również było na Soundcludzie Bosego (ale z dostępem wyłącznie dla Street Teamu) również nie było edytowane w żaden sposób. Up The Downstair po raz pierwszy w pełnej wersji z tego koncertu. Radioactive Toy i Not Beautiful Anymore bez zmian.

Jeśli chodzi o bardziej ogólne rzeczy to Steven Wilson podmasterował trochę całość i dodał delikatny efekt pogłosu żeby wszystko brzmiało bardziej „koncertowo” (na Spiral Cirucs i w wersjach z Soudncloud dźwięk jest bardziej suchy, typowo dla nagrania z deski).

Podsumowując, NARESZCIE! Może brakuje kluczowego utworu, może inny kluczowy utwór jest skrócony, może Stefan z premedytacją robi z siebie niemowę, ale to nadal godzina doskonałego koncertu, zagranego przez doskonały zespół, który przygotowywał się przez tydzień i zagrał w taki sposób.

Na Bandcampie Porków pojawiają się już kolejne rzeczy i o nich też będę pisał, o ile nie pisałem już o nich wcześniej w jakiejś formie. Pozostaje czekać na kolejne interesujące nagrania, najlepiej pozostałości z rzymskich koncertów i cokolwiek dobrej jakości z końcówki 1996 roku. Pełne koncerty nagrane w 1999 r. i w 2001 r. też są, zresztą podejrzewam, że z każdej trasy coś mają.

Może 4 dychy za audio z Kolonii, która w całości razem z video jest na YT to nie jest mało, ale ile przez ostatnie lata wydaliśmy na nowe wydawnictwa Porcupine Tree?

Wszystkim Wam życzę dużo zdrowia, cierpliwości i spokoju w aktualnej, trudnej sytuacji związanej z epidemią. Starajcie się jak najwięcej czasu spędzać w domu, np. słuchając w/w koncertu lub nowego singla Stefana Personal Shopper. Do przeczytania!

piątek, 22 grudnia 2017

The Sky Moves Sideways LIVE cz. 3



The Sky Moves Sideways (Phase 2)

Koncertowa kariera drugiej fazy The Sky Moves Sideways nie była zbyt długa, ale wykonania tego utworu na żywo było jednym z najbardziej ekscytujących momentów w karierze Porcupine Tree. Jeśli przyjąć podział z amerykańskiego wydania płyty, to The Sky Moves Sideways (Phase Two) dzieli się na dwie części: Is...Not oraz Off The Map. Jedynie pierwsza z nich była grana na żywo i to w dosyć okrojonej formie (bez ambientowego intra).
Debiutanckie wykonanie miało miejsce 19-tego października 1994 r. w Londynie (gdzie zadebiutował też Moonloop) gdzie rozpoczęto jesienną mini trasę promującą wydanego w tamtym czasie singla „Moonloop” (w USA jako „Stars Die”). Porcupine Tree zastosowali świetny patent przechodząc z wyciszającej się, niemal ambientowej końcówki Is...Not prosto w Radioactive Toy.
Uważam, że to jedna z najbardziej udanych koncertowych „par”, zaraz obok The Moon Touches Your Sholders / Always Never (właśnie w tej chwili przyszedł mi to głowy pomysł na świetne zestawienie). W ten sposób, utwór był wykonywany na większości koncertów w pierwszej połowie 1995 r., w drugiej już nieco rzadziej, ale nadal się pojawiał. Jednorazowo sparowano go z jednym z najwcześniejszych wykonań Dark Matter, co wyszło naprawdę świetnie.

                                 

W 1996 r. roku Is...Not wykonano tylko raz na koncercie w Baltimore 29-tego czerwca. Ostatnie jak dotąd dwa wykonania dostały się Włochom. Najpierw, faza 2 pojawiła się 27-mego marca 1997 r. na jednym z rzymskich koncertów nagrywanych na „Coma Divine”, a następnie, również w Rzymie, odegrano ten utwór podczas plenerowego występu zorganizowanego przez Radio Rock.
Od tamtej pory The Sky Moves Sideways (Phase Two) siedzi sobie na półce.

Oficjalna, koncertowa wersja The Sky Moves Sideways (Phase Two) pojawiła się na albumie: „Coma Divine” (1997, 2003).

Wersje alternatywne

Odsyłam do opisu alternatywnych wersji Fazy 1, tam również jest wzmianka o Fazie 2.


Stars Die

Mój niekwestionowany faworyt Porcupine Tree od wielu, wielu lat. Baza dla tego utworu powstała podczas improwizacji zespołu, które obyły się w czerwcu 1994 r. w studiu Doghouse. Jest taki moment na nagraniu Moonloop (Unedited Improvisation), kiedy Chris Maitland zaczyna wygrywać rytm ze Stars Die, a po jakimś czasie przechodzi do innego. Stevenowi Wilsonowi bardzo się ten fragment spodobał, zatem zabrał go do domu i na około pętli zrobionej z tej partii perkusji zaczął kreować utwór. Wyszło Stars Die. Na udział w nim nie załapał się tylko Richard Barbieri, który nie brał akurat udziału w sesjach odbywających się w Doghouse, ani późniejszych dogrywkach.
Stars Die ukazał się jako utwór dodatkowy na EP Moonloop wydanym w październiku 1994 r. W USA, w 1995 r. ta sama wersja ep wyszła pod tytułem Stars Die, a sam utwór został dołączony do regularnej tracklisty amerykańskiego wydania „The Sky Moves Sideways” (w wersji europejskiej go nie było). Po latach Wilson przyznał, że Stars Die powinien był znaleźć się na albumie od początku.
W tamtym czasie, był to największy „hit” Porcupine Tree, ale zespół nie wykonywał go na żywo. Stefan uzasadniał taką decyzję tym, że Stars Die ma bardzo studyjny charakter i zawiera niemal szeptany wokal na tle grającego zespołu, co jest bardzo trudne do odtworzenia na scenie (zwłaszcza w latach 90-tych i zwłaszcza przy warunkach jakie PT mieli wtedy podczas koncertów). Pomijam nawet fakt, że w utworze pojawia się flet i nawet do trzech gitar naraz. W zamian, Bosy zdecydował się na wykonywaną ekstremalnie rzadko wersję akustyczną.

                                 

Po raz pierwszy, Stars Die zagrano w ten sposób podczas akustycznego mini koncertu, który odbył się w siedzibie włoskiego Radia Rock. Występ został wyemitowany, zatem istnieje świetnej jakości nagrania z tego debiutu. Oprócz Wilsona na gitarze akustycznej i wokalu, Chris Maitland grał na djembe i śpiewał chórki. Przez następne ponad 10 lat, utwór pojawiał się w tej postaci, ale baaardzo rzadko i ja żadnego nagrania nie posiadam. Podobno odegrano go na jednym z koncertów w Rzymie w 1997 r. podczas rejestracji „Coma Divine” oraz w Lublinie w 1999 r. Podejrzewam, że tych wykonań mogło być więcej, ale brakuje informacji. Na pewno Wilson zagrał taką wersję na zakończenie akustycznego solowego koncertu życzeń w Tel Avivie w 2003 r. oraz podczas mini występu w Londynie podczas 10-tych urodzin Burning Shed, kiedy wykonał słynny medley Stars Die i Never Let Go zepsołu Camel, przyznając się później, że główny riff ściągnął z tego właśnie utworu.

                                 

Stars Die powróciło nieoczekiwanie podczas półakustycznego koncertu, który odbył się 4-tego października 2007 r. w Orlando. Miał wtedy wystąpić cały zespół, ale z pewnych powodów dał radę dojechać tylko Bosy, a dołączył do niego Wes (który i tak mieszka na Florydzie). To jest ten koncert, który został wydany w 2008 r. pod tytułem „We Lost The Skyline”, zatem wszyscy dobrze znacie wersję Stars Die, która została wtedy wykonana.
Utwór ewidentnie chodził Wilsonowi po głowie. Przez te ponad 10 lat, wiele się zmieniło. Zespół stał się popularny, jego koncerty większe i znacznie lepiej przygotowane od każdej strony, a możliwości się namnożyły (np. pojawił się drugi gitarzysta - Wes). W końcu, po wielu latach, pełnozespołowa wersja Stars Die zadebiutowała 7-mego października 2008 r. w Lizbonie, w Portugalii i trzeba przyznać, że wyszło to zespołowi całkiem dobrze. Utwór zabrzmiał nieco inaczej, ale magia pozostała. W ten sposób zagrano Stars Die na wszystkich ośmiu koncertach ostatniego odnóża Fear of a Blank Planet Tour, w tym na dwóch koncertach w Tilburgu, które były rejestrowane z myślą o wydaniu dvd "Anesthetize". Myślę, że wszyscy, łącznie ze mną, byli przekonani, że utwór się na tym dvd pojawi, ale kiedy wydawnictwo się ukazało (w 2010 r.) okazało się, że Stars Die tam nie ma. Wcześniej, kawałek zdążył wrócić na koncerty podczas The Incident Tour (2009 – 2010 r.), podczas której był wykonywany sporadycznie. Porcupine Tree zmienili trochę sposób grania tej piosenki, w taki sposób, że wychodziła nawet lepiej niż w 2008 r. Na szczęście, jedno z tamtych wykonań zostało wydane oficjalnie na live albumie „Octane Twisted”.

                                   

Na dziś, Stars Die po raz ostatni zostało wykonane podczas koncertu w Aarhus 4-tego października 2010 r.

Oficjalna, koncertowa wersja Stars Die pojawiła się na albumie: „Octane Twisted” (2010).


Men Of Wood

Wspominam tu o Men Of Wood, ponieważ pierwotnie utwór ten miał się znaleźć na „The Sky Moves Sideways”. Istnieje kasetowe promo tego albumu z 1994 r. gdzie Men Of Wood wciśnięty jest między Prepare Yourself, a The Sky Moves Sideways (Phase Two). Stefan uznał ostatecznie, że utwór brzmi na tej płycie z dupy i odłożył go na później. Istnieje druga, nowsza wersja tego utworu, która została nagrana z myślą o „Signify” w zarodku (tym razem z Chrisem na bębnach), ale tamta wersja również nie trafiła na album i ostatecznie wylądowała na składance „Stars Die: The Delerium Years 1991 – 1997”. Men Of Wood nigdy nie został wykonany na żywo.

                                 

I to by było to, jeśli chodzi o płytę The Sky Moves Sideways. Następny album do rozłożenia na części wybierzecie sami!

środa, 16 grudnia 2015

The Nostalgia Factory (1993 - 1994)

Opisałem ostatni jak dotąd rozdział koncertowej historii Porcupine Tree, czas zatem zwrócić się w kierunku początkom. A tam panuje chaos. Niewiadoma za niewiadomą. Z tego choćby względu zwlekałem z napisaniem tekstu na temat trasy, a raczej serii koncertów, które odbyły się na przełomie 1993 r. i 1994 r.
O dziwo zachowało się sporo materiału audio i video z tamtego okresu, ale jednocześnie brakuje kluczowych informacji co do wielu setlist. Pomyślałem jednak, że można tak czekać i czekać, a stosowne informacje mogą się szybko nie pojawić. Zweryfikowałem zatem co się dało i zabrałem się do pisania.

Początki koncertowej działalności Porcupine Tree to wynik serii przypadków. Kiedy Steven Wilson zaczynał tworzyć muzykę, którą ukrywał pod pseudonimem PT, to nie myślał za bardzo o tym, że kiedyś będzie musiał wykonywać ją na żywo. W tamtym czasie jedynym poważnym projektem w jego życiu był no-man (a raczej No Man Is An Island (Except The Island Of Man)) i to na nim koncentrował się SW do 1995 roku. W międzyczasie jednak produkował sobie w domu muzykę psychodeliczną, zahaczającą momentami o prog. Historię o wyimaginowanym zespole sprzed lat znają już chyba wszyscy. Kasety z nagraniami demo PT zaczęły odnosić skromny sukces w podziemnym kręgu słuchaczy muzyki psychodelicznej i tak znana i szanowana wytwórnia Delerium zaproponowała Wilsonowi skompilowanie najlepszych fragmentów tych kaset i wydanie ich na płycie. Tak powstało On The Sunday Of Life. I tak Porcupine Tree zaczęło istnieć. Niedługo po wydaniu kontynuacji pt.: Up The Downstair okazało się, że fanów enigmatycznego projektu jest już całkiem sporo i istnieje faktyczne zapotrzebowanie na koncerty. A koncerty to promocja. Steven zaczął się panicznie rozglądać za kimś z kim mógłby wtaszczyć muzykę Jeżodrzewia na scenę. Kto był w zasięgu?
Był stary kolega ze szkoły – Colin Edwin – który doskonale grał na fretlessie oraz kontrabasie. Był Richard Barbieri, którego Wilson poznał kiedy trio JBK (Jansen-Barbieri-Karn), czyli to co pozostało po zespole Japan, zgodziło się uzupełnić skład no-man w 1992 roku (Rysiek zagrał też na płycie Up The Downstair). Był też Chris Maitland, którego Wilson poznał w podobnych okoliczność kiedy w 1993 r. Chris stał się koncertowym perkusistą no-man oraz zagrał na wydanej w 1994 r. płycie Flowermouth. To grono, jak się wydaje, przypadkowych ludzi okazało się być bardzo zgranym zespołem, któremu udało się wynieść muzykę Porcupine Tree na wyższy poziom niż sugerowały domowe zabawy Wilsona z końca lat 80-tych.

Koncerty z przełomu lat 93/94 opisuję jako trasę ponieważ nie za bardzo mam inne wyjście. Regularnych występów było raptem 5, do tego możemy dodać sesję w radiu BBC. Liczę koncerty zagrane w 1993 roku i w pierwszej połowie 1994. Dwa lata temu (w jednym z pierwszych tekstów jakie opublikowałem) opisując The Sky Moves Sideways Tour zdecydowałem, że wcielę jesienne koncerty z 1994 roku do tej trasy jako, że zespół promował wtedy singla Stars Die/Moonloop, który stanowił wstęp do płyty TSMS (grali wtedy Moonloop i Is...Not). Tak naprawdę jednak, to była trasa przejściowa zatem pod koniec tekstu dam linka do opisu Moontour, aby obraz był pełny.

Z 6 występów jakie Porcupine Tree zagrali w ramach nieformalnej trasy „Up The Downstair”, 5 koncertów zostało w jakiejś formie zarejestrowanych. Wyjątkowo będę opisywał bootlegi zaraz obok opisów samych koncertów (o ile jest co opisywać), bo jest tego tak mało.

Pierwszy w historii koncert Porcupine Tree miał miejsce 4 grudnia 1993 roku w High Wycombe w klubie Nags Head. Niewiele wiadomo o tym występie, niewiele wiadomo o frekwencji (chociaż oczywiste jest to, że tłumów nie było), nie są mi znane żadne ciekawe anegdoty w związku z nim. Jest za to setlista:

01. Voyage 34 (Phase I)
02. Always Never
03. The Nostalgia Factory
04. Burning Sky
05. Radioactive Toy
06. Fadeaway
07. Up The Downstair
……….
08. Not Beautiful Anymore


oraz kilka nagrań, ale o nich później. Repertuar jest dosyć interesujący i przyznam, że nadal nie jestem w 100% przekonany, że tak to wyglądało. Zdaję sobie sprawę, że taka setlista widnieje nawet na oficjalnej stronie PT, ale tam też pojawiają się błędy.
Uznajmy jednak, że tak to faktycznie wyglądało. The Nostalgia Factory oraz Fadeaway, to utwory, które zaliczyły prawdopodobnie pojedyncze wykonania i z różnych powodów zostały odłożone na półkę. Ten pierwszy powrócił w 1996 roku na serię koncertów promujących singla Waiting, natomiast Fadeaway pojawiło się dopiero w 2000 roku. Póki co możemy sobie tylko wyobrażać jak mogły brzmieć podczas dziewiczego występu Porcupine Tree. Reszta setlisty jest dosyć typowa dla tamtego okresu, większość pochodzi z Up The Downstair.
Koncert ten jest najlepiej i najpełniej zarejestrowanym występem PT z 1993 roku, a raczej najpełniej dostępnym, bo rejestrowano wszystko jak leci. Trzeba sobie jednak taki zestaw poskładać samemu. Na Voyage 34 (Phase I) musieliśmy czekać 20 lat. Aby uczcić tę okrągłą rocznicę, Steven Wilson zaszalał i udostępnił na swoim Soundcloudzie właśnie ten utwór, pierwszy z pierwszego koncertu PT. Napisał również kilka słów:

It's mind blowing for me to realise that it is almost exactly 20 years since Porcupine Tree made their first ever live appearance, at a small club called the Nag's Head in High Wycombe, UK on the 4th December 1993. To commemorate the anniversary here is a recording from the archives of the first song played at that first ever show, the Van Der Graaf Generator / Dead Can Dance sampling, David Gilmour meets The Orb fusion of Voyage 34 (years before he did actually collaborate with The Orb!), the birth of PT as a band and a performing entity. It was recorded straight from the mixing desk so the balance is a bit strange, but actually considering how nervous we must have all been, it's not bad at all.





Dzięki Steven! Przyznam, że udostępnienie tego nagrania, to jednak z najfajniejszych rzeczy jakie Wilson zrobił przez ostatnie kilka lat ;) Samo Voyage 34 z Nags Head zdradza, że zespół faktycznie się trochę denerwował. W kilku momentach można usłyszeć kiksy, ale to nie ważne! Steven Wilson wyciągnął dużą wiedzę z tras no-man (z 1992 i 1993 roku) na temat tego jak grać do sekwensera i jednocześnie trzymać wszystko w kupie. Chris Maitland (z wielkimi słuchawkami na uszach) też przeszedł wcześniej swój chrzest bojowy.
W tym samym czasie, trochę cichaczem, został też udostępniony Burning Sky z Nags Head. Żeby go usłyszeć trzeba się zarejestrować na stronie SWHQ w dziale SWST. Jest tam kilka ciekawych rzeczy, w tym wspomniane nagranie.
Ponadto, 3 kawałki (Radioactive Toy, Up The Downstair i Not Beautiful Anymore) są szeroko dostępne na mini-albumie koncertowym Spiral Circus, który został wydany jeszcze w 1994 r. (w bardzo małym nakładzie).

Jako, że Steven Wilson miał już sprzymierzeńców w radiu BBC, tak też Porcupine Tree udało się zagrać mikołajkowy set u Marka Radcliffe'a. Zestaw utworów składał się z:

01. Radioactive Toy
02. Burning Sky
03. Always Never


Burning Sky zostało podzielone na dwie części (prawdopodobnie ze względu na toporną długość),
między którymi przeprowadzany był wywiad. Sesja przebiegła pomyślnie, a jej rezultat jest szeroko dostępny na bootlegach (jak zresztą wszystkie pozostałe sesje dla BBC). Ponadto pierwsza połowa Burning Sky oraz całe Always Never znalazły się na wspomnianym Spiral Circus.


Następny koncert (drugi pełny) odbył się w klubie Borderline w Londynie (7 grudnia). Pierwszy koncert w stolicy i znów dziwaczna setlista:

01. Burning Sky
02. Voyage 34
03. Radioactive Toy
04. Up The Downstair
05. Linton Samuel Dawson


Gryzie mnie ten Linton, nie ukrywam. Tym razem na stronie PT nie ma słowa na temat setlisty z tamtego wieczora, najwyraźniej musi istnieć bootleg, którego ja nie posiadam (większość bootlegów opisanych jako Borderline 1993, to bezczelnie skopiowane Spiral Circus z wyciętym Always Never).
Z Londynu 1993 udostępniono teoretycznie dwa utwory, ale praktycznie jeden. Wynika to z tego, że na Spiral Circus pojawiła się tylko druga połowa Burning Sky (pierwsza pochodzi z wykonania w BBC) oraz druga połowa Voyage 34 (Phase I) (pierwszej nie ma w ogóle). Zwłaszcza ten drugi przypadek wydaje mi się dziwny. Do 2013 roku podejrzewał, że być może w takiej formie Voyage 34 było grane w 1993 r., ale wrzucone przez Wilsona wykonanie z Nags Head rozwiało te wątpliwość. Dlaczego wycięto połowę utworu? Ze względu na brak miejsca na nośniku? Nie wiadomo.

Koncert, który odbył się 11 grudnia w Coventry, w klubie Tic-Toc, to jeden z najbardziej enigmatycznych koncertów Porcupine Tree w historii tego zespołu. Informacje są szczątkowe, ale wiadomo dwie istotne rzeczy.
Po pierwsze, Richard Barbieri nie wziął udziału w imprezie ponieważ był „niedostępny”. Po drugie, akurat ten dzień PT wybrali sobie na koncertową premierę Voyage 34 (Phase II).
Nic innego nie wiadomo. W obiegu nie ma żadnych nagrań, żadnych relacji naocznych świadków, ani tym bardziej żadnych zdjęć. Był to ostatni koncert PT w 1993 roku i przeszedł do historii jako jedyny zagrany jako trio.
1994 rok rozpoczął się dla zespołu pierwszą poważną wycieczką zagranicę.
Pierwszymi szczęśliwcami z Europy, którzy mieli jaja żeby zaprosić Porcupine Tree byli oczywiście Holendrzy. Przez wiele lat, to właśnie Holandia była główną przystanią PT podczas koncertów odbywających się poza Wielką Brytanią.
7 stycznia zespół zagrał koncert w Uden (w klubie De Nieuwe Pul). Nie wiem jakie były okoliczności zaproszenia PT do Uden, nie wiadomo czy był to festiwal czy pojedynczy koncert, ale na pewno można odrzucić opcję supportu, bo odpowiednia adnotacja pojawiłaby się w tym miejscu na stronie PT.
Zespół zaprezentował:

01. Up The Downstair
02. Radioactive Toy
03. Burning Sky
04. Always Never
05. Voyage 34 (Phase I)
06. Voyage 34 (Phase II)


Holendrzy nie zdawali sobie pewnie wtedy sprawy z tego jaki prezent dostali. Od tamtej pory, Voyage 34 (Phase II) zostało chyba wykonane tylko raz przy okazji koncertu w Rzymie na początku 1997 roku.

Z tego występu pochodzi bardzo średniej jakości bootleg, ale jego wartość historyczna jest olbrzymia (pierwszy koncert PT za granicą, drugie z trzech wykonań Voyage 34 2). Niestety najbardziej pożądany utwór tego nagrania urywa się w połowie (podobnie jak jego następca z 1997). Pozostaje mieć nadzieję, że wszystko leży w archiwach Stevena Wilsona i kiedyś zostanie w jakiejś formie udostępnione. Istnieje również nagranie wideo. Jakość dźwięku jest odrobinę lepsza, obraz zgrywany z dwóch kamer (ale głównie użyta była jedna). Niewiele widać, kopia z vhs jest nadgryziona. Co ciekawe, jest to oficjalne nagranie Delerium (oczywiście istniejące tylko w celach promocyjnych). Niestety również ma ucięte Voyage 34 (Phase II).


                                 


                                 


                                 


Ostatni koncert, który odbył się w tej połowie roku również odbył się w Holandii i również w Uden, ale przy zupełnie innej okazji. Tym razem, Porcupine Tree zostali zaproszeni na festiwal rocka progresywnego Planet Pul, który odbywał się na stadionie De Kuip. Oprócz Jeżodrzewia, tego dnia wystąpili również Now (z Belgii) oraz IQ (prawdopodobnie jako gwiazda wieczoru). Porcupine Tree zagrali w dzień, do tego tęgo lało przez cały ich set, a garstka ludzi pod wielką sceną na stadionie wyglądała dosyć komicznie (zaraz napiszę skąd to wszystko wiem).
Setlista była krótka (jak to na festiwalu):

01. Up The Downstair
02. Always Never
03. Radioactive Toy
04. Burning Sky
05. Not Beautiful Anymore


Otóż wszystko o czym pisałem powyżej można zobaczyć na profesjonalnym nagraniu wideo z tego koncertu. Jest to najwcześniejsza tego typu rejestracja występu PT. Możemy zobaczyć Stefana w pasiastej koszulce, ogolonego Colina (!!!!), oraz poobserwować jak zespół stresował się na zapleczu. Z tego wideo pochodzi również doskonałej jakości audio. Zespół był znacznie bardziej rozgrzany (mimo prawie półrocznej przerwy w graniu koncertów) i muszę przyznać, że wracam do tego bootlegu regularnie.


                                    


                                    

                                    

                                    

                                    

                                    


I to tyle. Kolejna regularna seria koncertów rozpoczęła się w październiku i napisałem o niej trochę tutaj:

http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2013/11/the-band-moves-sideways-1994-1995-cz1.html

Do ugruntowanej już setlisty (choć bez niespodzianek w stylu Voyage 34 I,II, Linton Samuel Dawson, Fadeaway czy tez The Nostalgia Factory) doszły premierowe kompozycje Is...Not i Moonloop co na 7 utworów w setliście dawało 5 instrumentalnych (tak to kiedyś było w PT).
Co mogę napisać na koniec tekstu o tych dziewiczych wczesnych występach Porcupine Tree? Narodziło się wtedy „Porcupine Tree – zespół”, którego skład zdeterminował drogę ewolucji Jeżodrzewia na wiele kolejnych lat. Wczesne występy nadal owiane są gęstą mgłą tajemnicy, brakuje materiału wideo czy chociaż większej kolekcji zdjęć z tych najwcześniejszych koncertów w 1993 roku. Brakuje również nagra
ń wykonanych wtedy rarytasów jak Linton, Nostalgia Factory, Fadeaway czy porządnej jakości (i w całości) Voyage 34 (Phase II), czy jakiejkolwiek pamiątki po jedynym występie jako trio (przy czym klawisze leciały pewnie z sekwensera).

Tak więc w tym okresie PT zagrali:

3 utwory z "On The Sunday Of Life" (Linton Samuel Dawson, The Nostalgia Factory i Radioactive Toy)
5 utworów z "Up The Downstair" (Up The Downstair, Burning Sky, Fadeaway, Not Beautiful Anymore i Always Never)
2 utwory z "Voyage 34" (Phase I i Phase II)


Ludzie, którzy z jakiegoś powodu wybrali się wtedy, na któryś z tych koncertów mogą uważać się za wybranych. Nam pozostają bootlegi i radość z tego, że właśnie tych czterech facetów zdecydowało się wtedy na wspólną grę.

niedziela, 1 grudnia 2013

The band moves sideways (1994 - 1995) cz.4: Bootlegi


W kwestii bootlegów jest z czego wybierać. PT grali wtedy krótkie trasy, a mimo to ilość rejestracji jest naprawdę imponująca. Jeżeli komuś zależy przede wszystkim na jakości nagrania, to trasa oferuje trzy odpowiednie bootlegi z 1995 roku, każdy z nich pozyskany nagraniem z konsolety lub transmisji radiowej. Koncert z Den Bosch (10.02.1995) istnieje nie tylko w doskonałej wersji audio, ale też w formie wspomnianego wcześniej profesjonalnego nagrania wideo. Całość została zarejestrowana oficjalnie przez ekipę Delerium Records w celach promocyjnych (jakich dokładnie, tego nie wiadomo) i kwestią czasu było, aby kopia taśmy VHS znalazła się w rękach fanów. Jest to prawdopodobnie najlepsza pamiątka z wczesnego okresu koncertowej działalności Porcupine Tree, z doskonałą jakością obrazu i dźwięku. Oczywiście, dziś całość dostępna jest już w formie dvd.
Poza tym, absolutną podstawą jest bootleg z koncertu w Den Haag (12.02.1995), również nagrany z konsolety. W tym wypadku polecam rozejrzeć się za wersją, w której wyrównano poziom głośności, oryginał ma trochę cichszy prawy kanał. Trzecim bootlegiem jest zapis krótkiej transmisji/retransmisji z koncertu w rzymskim The Palladium. Zarejestrowano tylko pięć utworów, ale wśród nich znalazły się
Signify i wczesna aranżacja Waiting. Jakość jest trochę gorsza niż w przypadku wspomnianych wcześniej bootlegów z Holandii, wynika to zapewne ze zmęczenia oryginalnego nośnika (słychać, że ktoś nagrywał z radia na kasetę, a owa kaseta wiele przeżyła zanim została przegrana na komputer). Z tego samego dnia istnieje też zapis akustycznego występu w Radio Rock, ale to tylko 3 utwory.



TSMS Tour oferuje nam sporą ilość całkiem dobrej jakości nagrań amatorskich. Z jesiennej trasy w 1994 polecam zwłaszcza popularny koncert z Manchesteru (02.11.1994). Z tego samego miasta (13.10.1995) istnieje doskonały bootleg z roku następnego (być może nagrywała ta sama osoba), zawiera jedno z wczesnych wykonań Dark Matter. Oba oceniam na 7/10 w skali bootlegów amatorskich. Generalnie, bardzo dużo nagrań z tej trasy może pochwalić się całkiem niezłą jakością. Są też jednak takie, które dla przeciętnego (a czasem i nieprzeciętnego) słuchacza mogą stanowić spore wyzwanie, a z pewnych względów mają olbrzymią wartość historyczną. Koncert z Amsterdamu (06.07.1995) został najprawdopodobniej przegrany z kasety, która była wcześniej odtwarzana wielokrotnie. Nie ma tragedii (5/10), ale jakość wyraźnie ustępuje opisanym powyżej nagraniom z Manchesteru. Szkoda, ponieważ bootleg ten zawiera pierwsze wykonanie Toursong/Dark Matter z pierwszą wersją tekstu. Niestety jeszcze większego pecha miało jedyne wykonanie Cryogenincs. Rejestracja z Northampton (11.10.1995) jest jedną ze słabszych, jakie słyszałem z tej trasy i oceniłbym je na 3, max 4/10. Nie jest na tyle źle, że nie można odróżnić czy już grają czy jeszcze nie, ale wysoka jakość większości koncertów z TSMS Tour wyśrubowała nieco wymagania. Wymienione koncerty warto jednak posiadać, ponieważ ich wartość historyczna jest olbrzymia, a myślę, że znajdą się tacy, którzy podobnie jak ja mają ucho cierpliwe i będą w stanie cieszyć się nawet takim nagraniem.
To tyle w kwestii The Sky Moves Sideways Tour (i innych wydarzeń z tego okresu), trasa bardzo interesująca i bogata w pamiątki. Porcupine Tree grywali jeszcze wtedy zarówno dla publiczności złożonej z kilkuset osób, jak i kilkunastu (zwłaszcza w Anglii), machina zaczynała się powoli rozkręcać, a popularność w Europie kwitnąć. Zespół nie wiedział jeszcze wtedy, że dzięki
Signify Jeżodrzewie urośnie do takich rozmiarów i wkrótce będzie stanowiło zbyt dużą masę dla Delerium Records, ale do tego dojdziemy. Następny przystanek w historii PT to tak zwane „Waiting Tour” (nazwa wymyślona przeze mnie, formalnie nie było żadnej), które zaskoczyło wielu nie tylko repertuarem, ale też później pamiątkami w postaci rewelacyjnych bootlegów.
Wcześniej jednak pozwolę sobie podsumować zakończoną właśnie solową trasę Stevena Wilsona „Raven Tour”, zwłaszcza że 'solo band' finiszował u nas. Do przeczytania!

czwartek, 28 listopada 2013

The band moves sideways (1994 - 1995) cz.1: Moontour


Wyczerpujący opis działalności koncertowej (i nie tylko) Porcupine Tree rozpocznę od drugiej połowy 1994 roku. Informacje na temat pierwszego roku scenicznego istnienia zespołu są dosyć szczątkowe i na razie zdecydowałem odłożyć to na później. Określając start „The Sky Moves Sideways Tour” nie byłem do końca pewny, czy ustalić za takowy serię koncertów jesiennych w 1994, czy występ w BBC w styczniu 1995, po którym sznurem poszła cała duża trasa promocyjna.
Uznałem ostatecznie, że dla naszej wygody wcielę te kilka październikowo- listopadowych koncertów do „TSMS Tour” z kilku powodów. O ile tak zwane „Waiting Tour” z pierwszej połowy 1996 (tekst o tym niebawem) wydzieliłem z „Signify Tour”, o tyle tamta trasa była dłuższa i zdecydowanie bardziej różnorodna i unikatowa (zwłaszcza w zestawieniu z właściwym Signify Tour). Jesienny objazd w 1994 trudno nazwać kontynuacją nieformalnej trasy „Up The Downstair” z przełomu 93/94, zwłaszcza że zespół promował już nowe wydawnictwo. Efektem sesji nagraniowych z czerwca i lipca 1994 roku był materiał, którego fragmenty stworzyły singiel znany w Europie jako Moonloop EP wydany w październiku 94 (i trochę później w USA jako Stars Die). Pięć koncertów w UK, które Porcupine Tree zagrali w tamtym czasie było próbą wypromowania tego singla.


Co ciekawe, odegranie legendarnego już Stars Die okazało się wtedy dla zespołu zbyt dużym wyzwaniem (co po wielu latach Wilson zwalał na swój strach przed śpiewaniem tego utworu na żywo), tym samym próbowano skupić uwagę publiczności na Moonloopie oraz niewydanej jeszcze premierowej kompozycji Is...Not (czyli fragmentu drugiej fazy The Sky Moves Sideways). Sam Moonloop wielokrotnie zapowiadany był jako improwizacja, ale zespół grał go każdego wieczoru w niemal identyczny sposób (przy czym inny niż na płycie/płytach). Mikro trasa rozpoczęła się 19-tego października w Londynie i zakończyła 10-tego listopada w Bradford. Porcupine Tree prezentowali wtedy taki zestaw utworów:

01. Up The Downstair
02. Is...Not
03. Radioactive Toy
04. Moonloop
05. Always Never
06. Burning Sky
07. Not Beautiful Anymore












Ostatni miesiąc roku zespół przeleżał brzuchem do góry chociaż można śmiało założyć, że Steven Wilson pisał już w tym czasie materiał na Signify. Okres nagrywania zawartości The Sky Moves Sideways trwał od czerwca 1993 do lipca 1994 roku, zatem na tym etapie album z budką telefoniczną na okładce był już zapewne tłoczony i szykowany do wydania. Premiera została zaplanowana na luty 1995 i wtedy też miała ruszyć właściwa trasa promocyjna. Zanim jednak zespół wystąpił publicznie, ponownie przyjął zaproszenie Marka Radcliffe'a i pojawił się w jego programie na falach stacji BBC Radio 1. Zespół zaprezentował wtedy po raz pierwszy The Moon Touches Your Shoulder oraz The Sky Moves Sideways, Phase 1 (pozbawione ostatniej części - „Spiral Circus”, tak tu jak i na każdym późniejszym koncercie). Ze względu na specyfikę programu ten drugi został podzielony na dwie części (najpierw „Colour of air” i „I'm not there”, a po krótkim wywiadzie „Wire the drum”). Występy w audycji Radcliffe'a zawsze były transmitowane na żywo, więc zespół miał przed sobą prawdziwe wyzwanie aby utrzymać w pionie nafaszerowane sekwenserem „TSMS” (na początku drugiej połowy słychać, że Chris trochę się rozjechał z podkładem). W trakcie rozmowy Wilson wspomina między innymi o tym, że w końcu dorobili się agencji koncertowej w UK, ale najwięcej zaproszeń otrzymują z Europy. Słowa te potwierdza start trasy czterema koncertami w Holandii, które odbyły się między 9-tym a 12-tym lutego 1995 roku. Następnie Porcupine Tree występowali „u siebie” grając 16 koncertów między 26-tym kwietnia, a 18-tym maja.
Wspomnianym tour managerem zespołu na UK i Europę został Glenn Povey (opiekował się nimi do 2003 roku), z tego też względu PT dostawali czasem „w zestawie” dziwaczne supporty z Delerium Records będące pod jego opieką (np.: Kava Kava). W tym czasie repertuar był w miarę stały:

01. The Sky Moves Sideways (Phase 1)
02. Is...Not
03. Radioactive Toy
04. Moonloop
05. The Moon Touches Your Shoulder
06. Dislocated Day
07. Burning Sky
08. Always Never
09. Up The Downstair
10. Not Beautiful Anymore



Koncert z 10-tego lutego w Den Bosch został nagrany przez ekipę Delerium w celach promocyjnych i o ile zapis nigdy nie został wydany oficjalnie, to kopia z VHS krąży w świecie bootlegerów od lat. Na tym koncercie publiczność miała okazję po raz ostatni usłyszeć Always Never w pełnej wersji. Od występu w Silvolde (11 lutego) zespół zaczął z The Moon Touches Your Shoulder przechodzić bezpośrednio w drugą, głównie instrumentalną połowę Always Never zaczynającą się słowami „It's growing cold, I'm growing old, is this the only way to see the fire?, it's raining”.
Samo The Moon... również przeszło mały lifting i począwszy od koncertu w Gilligham (26 kwietnia) Porcupine Tree grali wersję, która znana jest doskonale z Coma Divine. Naprawdę ciekawie zaczęło się jednak robić podczas kilku letnich koncertów, które zespół zagrał w Europie. c.d.n