Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2014

INSURGENTES - to już 6 lat.



Mija 6 lat od (wstępnej) premiery Insurgentes. Pamiętam tamten listopadowy wieczór. Siedziałem przy kompie i dostałem od znajomego wiadomość „jest!!”. Wiedziałem o co chodzi bo ów znajomy od kilku dni gadał tylko o jednym – o pierwszej solowej płycie Wilsona. Zamawianie deluxów było wtedy poza moim zasięgiem, on też nie zamówił i tak czekaliśmy na „wyciek”. Wychodzę na pirata, ale trzeba pamiętać o tym, że sposób wydania Insurgentes był specyficzny (o czym później). Jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie zamówił deluxa (limitowanego do 4000 kopii z czego 1000 na winylu), musiał czekać na premierę dla śmiertelników, która miała mieć miejsce dopiero za grubo ponad 2 miesiące. Czekanie nie było dla nas opcją. Ktoś ze szczęśliwych nabywców specjalnej dwupłytowej wersji się zlitował i tak oto na moim dysku wylądowało Insurgentes. Tak się złożyło, że do tamtej pory nie słyszałem nic z tej płyty, ani singla Harmony Korine, ani Get All You Deserve, które dostępne było na samplerze Porcupine Tree. Miałem wtedy sporo na głowie i po premierze doskonałego Schoolyard Ghosts no-man'a przestałem na jakiś czas interesować się tym co działo się w świecie Wilsona. Dopiero zaraźliwy entuzjazm znajomego obudził mnie z letargu. Pamiętam dokładnie to pierwsze przesłuchanie, pamiętam jak z początku czytałem książkę, ale musiałem ją odłożyć gdzieś w okolicach Veneno Para Las Hadas bo z głośników dochodziły cuda. Od tamtej pory miałem Insurgentes ze sobą wszędzie. Płyta zawiera zadziwiające eksperymenty (nawet jak na Wilsona), nostalgiczne wycieczki (wspomniane Veneno) i rzeczy w niespotykanych wtedy u Wilsona stylach (np. No Twilight Within The Courts Of The Sun). Ironicznie, świeże okazały się być staroświeckie rozwiązania, których Stefan unikał na ostatnich, bardzo współcześnie brzmiących płytach PT. Niestety, na The Raven That Refused To Sing zaczął ich dla odmiany nadużywać, ale to „temat na inny temat”. Wtedy, pod koniec 2008 roku, Insurgentes budziło niezdrową ekscytację i wiem, że nawet hejterzy nowszych albumów PT przeprosili się z Wilsonem przy tej płycie. Sam zresztą wtedy kręciłem nosem na nowsze Porki, ale to było dawno. Do dziś to pierwsze solo Stefana stanowi dla mnie synonim „starych dobrych czasów” w jego obozie. Tyle w kwestii sentymentalnych wynurzeń z mojej strony. Jak zatem sprawa wygląda bez wazeliny, czyli kiedy to się zaczęło, jak przebiegało i co z tego wynikło?
Steven Wilson zaczął pracować nad tym albumem w grudniu 2007 roku, a skończył w sierpniu 2008 roku. Rejestrowanie tego materiału różniło się znacznie od tego w jaki sposób nagrywano np. ostatnie solo (czyli w ciągu tygodnia). Wilson jeździł/latał/biegał po całym świecie, korzystał z różnych studiów nagraniowych i zapraszał do współpracy przeróżnych gości. Nie ukrywam, że brakuje mi tego w ostatnich dokonaniach Stefana. Zespołowo nagrywało Porcupine Tree, a solówka była dobrym pretekstem żeby pograć z wieloma niezwykłymi muzykami (Sand Snowmanem, Dirkiem Serriesem, Jordanem Rudessem, Tonym Levinem, Mikiem Outramem, itd., o każdym wspomnę) dzięki czemu Insurgentes zawiera tak wielka paletę muzycznych barw. Oczywiście nie byłoby łatwo odtworzyć to wszystko na żywo, ale SW nie miał wtedy jeszcze planów koncertowania solo i wyszło to chyba płycie na dobre. Tak czy inaczej, wracając do ustalania chronologii wydarzeń. Wilson twierdzi, że proces powstawania solówki zaczął się w grudniu 2007, ale do 16tego Porcupine Tree ostro koncertowali w ramach Tour of a Blank Planet zatem pierwsze szkice zaczęły pączkować pod sam koniec miesiąca/roku. Oczywiście istnieje możliwość, że Bosy kombinował coś wcześniej w busie na laptopie, ale wątpię. Jakby nie było, podejrzewam, że zaczęło się od przetrzepania archiwum. Na tapecie mogły już wtedy wylądować trzy utwory – Collecting Space, Cut Ribbon, oraz Vapour Trail Lullaby. Wszystkie zostały pierwotnie zdemowane w zbliżonym czasie (między 2000, a 2003), ale dla różnych projektów. Ten pierwszy narodził się rok po wydaniu In Absentia, ale Wilson nie zdołał napisać do niego tekstu (czego ostatecznie nigdy nie zrobił). Collecting Space było rozważane przy okazji Deadwinga, ale nic z tego nie wyszło. Demo tego utworu zostało przez Wilsona wrzucone na Myspace (w sierpniu 2006), sporo z tamtej wersji zachowało się w ostatecznej, która po dogrywkach zamieszkała na bonusowej płycie z deluxa Insurgentes. Jeśli chodzi o Cut Ribbon, kawałek powstał na planowaną w 2001 płytę Stefana z Mikaelem Akerfeldtem. Album miał mieć metalowy charakter, ale brak czasu u obu panów sprawił, że nic z tego nie wyszło (a jak wiadomo Storm Corrossion, to już zupełni inna historia). Utwór wyciekł razem z zestawem dem z okresu In Absentia przez co fani uznali, że jest to demo kawałka planowanego na płytę Porcupine Tree. Trudno się dziwić bo brzmi jak typowy metalo-podobny kawałek PT z tamtego okresu, do tego zawiera w tekście słowa „collapse the light into the earth”, które wszystko jeszcze bardziej zagmatwały. Przez lata Cut Ribbon krążył w kiepskiej jakości po dyskowych kolekcjach fanów (również pod tytułem Wet Ribbon) i założono, że Wilson położył na nim laskę. Tymczasem w 2006 roku, Stefan wrzucił na Myspace'a nieco inny miks, a za kulisami cały czas kombinował gdzie ten niechciany kawałek umieścić. Ostatecznie Cut Ribbon przeleciało przez sesje do dwóch solówek jak nieświeża ryba przez flaki. Wilson się w końcu wkurzył i udostępnił ten kawałek jako ekskluziw w szpanerskiej aplikacji na iPhone'a. Podczas prac nad Insurgentes, Cut Ribbon dorobił się żywej perkusji w wykonaniu Gavina Harrisona (nagranej gdzieś w 2008 roku) zatem można założyć, że przez jakiś czas jego obecność na albumie była poważnie rozważana. Z jakiegoś powodu nie pasował Wilsonowi nawet do bonusowego dysku. Ostatni rodzynek, Vapour Trail Lullaby, miał przez lata równie burzliwą historię co Cut Ribbon. Bosy zaczął tworzyć tę piosenkę około 2000 roku czyli na krótko po wydaniu Lightbulb Sun. Pierwotnie zaczął powstawać materiał w duchu poprzednich dwóch albumów Porcupine Tree (Żarówy i Stupid Dream), ale ostatecznie Wilson natchniony pracą z Opeth olał to i ruszył w kierunku czczonych kozłów. Wymagało to ofiary z baranka, a owym barankiem było między innymi Vapour Trail Lullaby. Oryginalne demo miało 16 minut i składało się ze słodkiej (nawet jak na klimaty Żarówy) popowej piosenki oraz mrocznej kody z dużymi ilościami mellotronu z nieśmiertelnym efektem „choir” (typowe Wilsonowe kontrasty). Między 2003, a 2004 piosenkowa cześć nagle stała się przydatna kiedy Stefan nagrywał z Avivem debiut Blackfield. Kawałek skrócono, nagrano na nowo i pod tytułem Lullaby wrzucono na pierwszą płytę duetu Wilson/Geffen. O dziwo nie zakończyło to jego dalszej ewolucji. Z jakiegoś powodu Stefan dalej pracował nad pełną, kilkunastominutowa wersją podczas sesji do Insurgentes. W dokumencie widać nawet jak gra ten utwór na pianinie. Cokolwiek w tym czasie powstało nie pasowało Bosemu do jego wizji albumu, ale nie do końca. Stefan ciachnął wspomnianą wcześniej kodę i pod tytułem (tada!) Twilight Coda umieścił w środku tracklisty Insurgentes. Najzabawniejsze, że to jeszcze nie koniec historii tego kawałka, ale wrócę do niej później.
Pierwsze ponad trzy miesiące 2008 roku Steven Wilson miał wolne. Fear of a Blank Planet Tour ruszyło ponownie pod koniec kwietnia, prawdopodobnie w połowie miesiąca zespół zaczął odbywać próby przed trasą. Do tego czasu Stefan mógł pracować nad Insurgentes, a jak wiadomo, dużo w tym celu podróżował. Oczywiście trudno ustalić gdzie i kiedy dokładnie Bosy był, ale pod koniec lutego z pewnością był to Meksyk. Dokładnie 27-ego lutego SW zagrał swój pierwszy pełny koncert jako Bass Communion. Był to w zasadzie występ łączony, Wilson dzielił scenę z grupą PIG, która prezentowała podobny rodzaj muzyki. Nie wiem jak doszło do tego koncertu, ale podejrzewam, że pomysł wypłynął spontanicznie kiedy Stefan był już w Meksyku. Wiadomo zatem, że wszelkie „meksykańskie” sesje związane z Insurgentes musiały się odbyć w tym okresie, a część muzyki wypłynęła na płytach innych projektów (głównie Bass Communion). Album Molotov And Haze BC został nagrany między 14-tym a 17-tym lutego 2008 za pomocą gitary i laptopa. Podkreślam to ponieważ Stefan mógł tych nagrań dokonać wszędzie. Niestety nie sprecyzowano gdzie dokładnie Bosy nagrywał, użyto jedynie lakonicznego zwrotu „on location”. Podejrzewam jednak, że Wilson mógł już wtedy być w Meksyku, gdyby album powstawał w No Man's Land, to raczej byłoby to odnotowane. Problem polega na tym, że z gitarą i laptopem Stefan mógł się rozstawić nawet podczas oczekiwania na samolot, a jeśli muzyka powstała w ciągu 3 dni, to równie dobrze mogło to być w kilku różnych miejscach. Wprawdzie w filmie Insurgentes widać Wilsona jak siedzi z laptopem i gitarą w
Templo de Santa Teresa La Antigua i tworzy coś co przypomina utwory z M&H (żadnym z nich nie jest), ale nie ma ostatecznego potwierdzenia, że ten konkretny materiał powstał wtedy. Dlaczego tak się uczepiłem Molotov And Haze? Głównie z powodu utworu Glacial 1602, który swoim brzmieniem jednoznacznie sugeruje, że powstał w trakcie pracy nad Veneno Para Las Hadas. Różnie to mogło wyglądać, a informacje są skąpe. Mogło być tak, że Stefan już pracował nad Veneno, a Glacial 1602 to dodatkowe improwizacje, które z tego wynikły. Istnieje też prawdopodobieństwo, że było odwrotnie – Wilson bawił się tym konkretnym efektem pół dnia i w pewnym momencie zasiane zostało ziarno, z którego później wyrosło Veneno. Jakby nie było, narodzin tej kompozycji można się doszukiwać w tym okresie czasowym. Nikomu nie trzeba wskazywać na to, że Wilson nawiązuje w tym utworze do swojego starego riffu z The Sky Moves Sideways. Tytuł zaczerpnięto natomiast z hiszpańskiego horroru. Jeśli jesteśmy już przy muzycznych nawiązaniach, sporo osób zauważyło, że Puncture Wound przywodzi na myśl A Forest zespołu The Cure. Wilson nigdy nie odniósł się do tego podobieństwa, ale w przeszłości nagrał już swoją wersję A Forest i wydał na Cover Version III (w 2005 roku). Jak nam wiadomo, Wilson spędził w Meksyku dużo czasu na zwiedzaniu i generalnie szwendaniu się po okolicy (co zostało udokumentowane w filmie Insurgentes). Trudno powiedzieć ile muzyki rzeczywiście tam powstało (zapewne mniej niż wielu ludzi zakłada). Świadectwem tego, że Stefan robił w Meksyku coś poza podrywaniem lasek, jest utwór Insurgentes w wersji opisanej jako Mexico. Te ujęcie piosenki zostało umieszczone na bonusowej płycie natomiast ostateczna wersja z albumu została nagrana w różnych innych miejscach, np.: pianino zostało zarejestrowane w kościele św. Bartłomieja w Birmingham (Wielka Brytania), a partie zagrane przez Michiyo Yagi na koto nagrano w studiu Sound Pot w Tokio (Japonia) (Michiyo pojawia się również w Collecting Space). Kiedy dokładnie? Nie wiadomo. Sesja „kościelna”, podczas której SW grał na Steinwayu, nadzorowana była przez Colina Atwella z Claudio Records.
         

Do dziś wielu fanów dzieli się na dwa obozy, z których jeden faworyzuje wersję z Birmingham, a drugi nagranie zarejestrowane w meksykańskim Templo de Santa Teresa La Antigua (byłym klasztorze, który teraz służy jako galeria sztuki). Większość tej drugiej wersji została nagrana na żywo, widać to na filmie. Meksykańską fotografkę Susanę Moyaho (która w filmie Insurgentes pojawia się tak często jak sam Wilson) można usłyszeć w utworach Only Child i Port Rubicon. Jednym z gości na płycie jest Gavan Kearney znany jako Sand Snowman. Tak się składa, że obaj muzycy pracowali w tym samym czasie nad swoimi albumami i dzięki temu możemy usłyszeć wokal Stefana na płycie Two Way Mirror oraz gitarę Snowmana na Insurgentes. Gavan nagrywał swoją płytę do maja 2008 zatem do tego czasu jego partie przygotowane dla Wilsona były już pewnie gotowe. Możemy je usłyszeć w kawałkach Abandoner i Twilight Coda. Sand Snowman nagrał również gitarę akustyczną do utworu Veneno Para Las Hadas, ale Wilson ostatecznie z niej nie skorzystał (można ją za to usłyszeć we wczesnej wersji, która znalazła się na płycie dołączonej do filmu). Jedyny pozostawiony wkład Snowmana w tę piosenkę został określony jako „recorder” (prawdopodobnie dźwięki imitujące włączoną taśmę lub płytę winylową, to jego zasługa).

         

W Harmony Korine Stefan gra na wszystkim oprócz perkusji (takie to były czasy i szczerze mówiąc chętnie usłyszałbym kolejną płytę nagraną głównie, a nawet tylko przez Stefana). Sam tytuł utworu Wilson wziął (z jakiegoś powodu) od imienia i nazwiska amerykańskiego reżysera kina niezależnego. Ja sam za Korinem nigdy nie szalałem, ale Stefan ewidentnie lubuje się w dziwacznym i dosyć drażniącym kinie tego typu. Z resztą nie tylko on ponieważ jego kolega z no-man - Tim Bowness, nazwał swój zespół Henry Fool, a to również nawiązanie do kina z festiwalu Sundance, tym razem filmu Hala Hartleya o takim tytule (i ten dla odmiany polecam).
Jeśli chodzi o pozostałe utwory, to ścieżki nagrane przez gości mogły napływać do Wilsona nawet przez internet. Nic nie świadczy o tym, że faktycznie jeździł on od drzwi do drzwi i osobiście uczestniczył w nagraniach z udziałem Tonego Levina czy Jordana Rudessa (przy czym nie można tego wykluczyć). Sympatyczny wąsaty basista zagrał w No Twilight Within The Courts of The Sun oraz w Collecting Space. Jordan Rudess z Dream Theater pojawia się ze swoim pianinem w No Twilight..., Veneno Para Las Hadas i Twilight Coda. Dodatkowe partie gitary zostały nagrane między innymi przez Johna Wesleya w studiu Red Room Records, nie wiadomo jednak do jakich utworów. Można zgadywać. W filmie Insurgentes widać jak SW nagrywa
No Twilight... w tym studiu, ale bez Wesa, którego widać później w trakcie zabawy nad Abandonerem (ale też nie gra). Sam Abandoner był chyba nagrywany wszędzie, ale główne partie zarejestrowano w No Man's Land. Kobiecy śpiew, który słyszymy w utworze Significant Other należy do Clodagh Simonds (trudno odmienić to imię na piśmie żeby nie zrobił się bajzel). Jest to irlandzka weteranka sceny muzycznej, karierę rozpoczęła w latach sześćdziesiątych ze swoim zespołem Mellow Candle. Przez lata gościła na albumach takich wykonawców jak Thin Lizzy czy Mike Oldfield. Przez ostatnią dekadę tworzyła i wydawała muzykę pod nazwą Fovea Hex. Steven Wilson zagrał na jednym z wielu mini albumów projektu, wydanym w 2007 roku Allure (w utworze tytułowym).

         

Dirk Serries
, który narobił gitarowego szumu (dosłownie) w Get All You Deserve, to popularny w pewnych kręgach twórca muzyki ambientowej. Fani Wilsona mogą go kojarzyć ze współpracy z Bass Communion przy serii płyt Continuum (również jako Fear Falls Burning i Vidna Obmana). Mike Outram to jazzowy gitarzysta, który znany jest bardziej w kręgu muzyków niż słuchaczy. Udziela się głównie jako gitarzysta sesyjny, ale komponuje również własną muzykę. Drugie solo w utworze No Twilight Within The Courts Of The Sun jest jego autorstwa. W przyszłości brał tez udział w nagrywaniu molocha Raider II. Theo Travis, to postać dobrze znana fanom Stefana (do wydania Insurgentes głównie z udziału w utworach Don't Hate Me i Ambulance Chasing). Na pierwszym solo zagrał w kawałkach Abandoner i Veneno Para Las Hadas (odpowiednio na flecie i klarnecie) oraz Port Rubicon (na saksofonie i klarnecie). Największy gościnny występ zaliczył jednak Gavin Harrison, który pojawia się w ośmiu utworach z dziesięciu. W zasadzie pojawia się wszędzie tam gdzie użyta została perkusja (na bonusowym dysku też). Na zakończenie tej listy warto zwrócić uwagę na udział The London Session Orchestra, których gra ozdobiła utwory Salvaging i Port Rubicon.


         

Pozostają jeszcze dwa rodzynki, które nie zmieściły się nigdzie przy okazji wydania albumu Insurgentes. SW dorzucił je dopiero do bonusowej płyty dodawanej do filmu. Desperation i Western Home nieznacznie odstają stylistycznie od zawartości Insurgentes chociaż i tak bliżej im do niej niż czemukolwiek co SW wydał solo później. Wiadomo o nich tylko tyle, że na perkusji zagrał (niespodzianka) Gavin Harrison, na reszcie instrumentów prawdopodobnie sam Stefan. Nie wiadomo też kiedy i gdzie zostały zarejestrowane (poza tym, że miało to miejsce między grudniem 2007, a sierpniem 2008). Do pierwszych zamówień dołączano jeszcze prezent w postaci płyty z dziewięciominutowym demem utworu Vapour Trail Lullaby, o którym wspominałem wcześniej. Technicznie, wersja ta nie ma nic wspólnego z sesjami do Insurgentes, ale jej druga połowa może być potraktowano jako demo Twilight Coda. Nie wszyscy pamiętają pewnie, że oryginalnie zamiast tego, pierwsze pre-ordery miały zawierać słynne Tape Experiments 1985-1986. SW nagle się zawstydził i próbował z tego wycofać, ale fani narobili jazgotu i ostatecznie Wilson wypuścił swoje taśmowe eksperymenty za darmo na Soundcloudzie. Jak się okazało, słuchacze byli bardzo zadowoleni z tego co usłyszeli i doprowadziło to do wydania Tape Experiments na winylu. Jak widać nie ma się co wstydzić. I to tyle. Steven przyznał się, że podczas sesji do Insurgentes łącznie nagrano około 25 utworów. 10 wydano na albumie, 5 (powiedzmy, że Insurgentes (Mexico) się liczy) na bonusowym dysku, jeszcze 2 razem z filmem, oraz jeden (Cut Ribbon) po kolejnych dogrywkach został w końcu wydany samopas (w 2011 roku). Zostaje zatem ok. 7 kawałków, które leżą kompletne w archiwum No Man's Land II. Podejrzewam, że żaden z nich nie był później brany pod uwagę i w żadnej formie nigdzie nie wyskoczył. Po pierwsze, SW stwierdził, że to co najlepsze ukazało się na Insurgentes i na dołączonym do niego bonusie, reszta była jakościowo gorsza (ale to jego opinia, szkoda, że nie możemy się sami przekonać). Po drugie, zmiana stylistyki na Grace for Drowning wyklucza raczej użycie czegokolwiek z zimnofalowego materiału skomponowanego przed 2010 rokiem. Jedynym utworem, który przywodzi na myśl klimaty Insurgentes jest Fluid Tap (z dodatkowej płyty z zestawu deluxe GfD), ale kawałek ten został napisany podczas sesji w 2010. Mamy zatem 17 utworów z sesji do Insurgentes i więcej raczej nie dostaniemy (a to i tak bardzo dużo). Po wydaniu tego albumu, SW pracował już nad materiałem na nową płytę Porcupine Tree The Incident, nie było zatem czasu żeby nawet pomyśleć o jakiejś mikro trasie promocyjnej solo. Wilson nie brał tego wtedy pod uwagę, zwłaszcza, że Insurgentes nie jest płytą łatwą do odtworzenia na żywo i Bosy raczej wtedy z tego korzystał niż uważał za wadę. Mógł nagrać wszystko i nie przejmować się niczym (trochę jak David Bowie teraz). Co by jednak było gdyby się wtedy uparł? Można gdybać. Na pewno skład zespołu byłby inny, większości z członków obecnego „solo bandu” Wilson wtedy jeszcze nie znał (a nawet osób pośrednich, z polecenia których muzycy trafili do Wilsona, np. Steve Hackett/Nick Beggs). Reszta nie nadaje się nawet na gdybanie. Wtedy, w 2008, wyobrażałem sobie jak mógłby wyglądać taki koncert. Zdecydowanie skromniej sobie to wyobrażałem niż ostatecznie to wyglądało w 2011 roku. Z obecnej perspektywy jeszcze trudniej mi zgadywać w jaki sposób Wilson z 2008/2009 roku próbowałby zrealizować taki występ. Ja materiał z Insurgentes widziałbym na miniaturowym koncercie (max kilkaset osób), w kameralnej sali, bez wizualizacji, ale z dobrymi światłami (Steven mógłby się wiele dobrego nauczyć o dobrych światłach np. od Riverside). Aktualnie nie ma na to szans bo Stefan już zapowiedział, że chce na nowej trasie przebić wizualny przepych Raven Tour. Czy będzie więcej firanek? Zobaczymy.

         

Podsumowując temat albumu Insurgentes, późna jesień roku 2008 była ekscytującym czasem dla fanów Stevena Wilsona. Jako człowiek chętny do eksperymentów (również na polu formy wydania swoich płyt), prawdopodobnie zainspirowany poczynaniami Radiohead (z In Rainbows), a zwłaszcza NIN (z Ghosts I-IV), Bosy zdecydował się wydać pierwszego w swojej karierze poważnego deluksa. To co obecnie jest już tradycją, wtedy miało charakter poruszania się w kompletnej ciemności. Stefan nie miał pojęcia ile takich ekskluzywnych wydań się sprzeda (a pesymistycznie zakładał, że mało) więc zainwestował w 3000 kopii wersji cd i 1000 wersji winylowej. Sprzedały się wszystkie, ale mimo to Wilson stracił na tym kasę (pierwsze koty za płoty). Rynek został jednak zbadany i przy okazji tego typu wydań płyt The Incident (Porcupine Tree) i Grace for Drowning można było pewnych błędów uniknąć. Insurgentes Deluxe zawierało dodatkowy dysk z muzyką, DVD-A z wersją 5.1, oraz gruby „album” ze zdjęciami. Taki zestaw można było zamawiać bezpośrednio „u Wilsona” w Headphone Dust, a datę premiery ustalono na 26ego listopada 2008. Zwykła wersja Insurgentes miała premierę dopiero 16tego lutego 2009 roku i teoretycznie to tę datę uważa się za właściwą datę premiery (przy czym dla mnie to już zawsze będzie płyta z 2008 roku). Wilson chciał aby fani, którzy wsparli inicjatywę z deluksami mieli całość wcześniej niż inni, ale do lutego Insurgentes rozlało się już dawno po całym internecie i tego rodzaju czkawka wydawnicza nie była więcej powtarzana.


             


Uff. Czy wyczerpałem temat? Szczerze mówiąc - nie wiem. Na pewno brakuje wielu informacji na temat tego gdzie i kiedy co było nagrywane, oraz ile tak naprawdę Stefan się napodróżował. Jest jeszcze dziwadełko wydawnicze pod tytułem NSRGNTS RMXS. Jedna z wersji utworu Abandoner wynikła z konkursu na najlepszy remiks, który trwał od stycznia do marca 2009. Konkurs wygrał Polak – Łukasz Lang (jako Danse Macabre) – jego remiks zebrał najwięcej głosów od fanów po tym jak SW wybrał 8 z wcześniejszej puli. W tym wypadku trudno nawet mówić o remiksie, to zupełnie nowa wersja ze stworzoną od podstaw aranżacją. Z oryginału ostał się tylko wokal. NSRGNTS RMXS to zaskakująco dobra kompilacja i wbrew temu co niektórzy mogą sądzić, doskonale się tego słucha. Ostatnim fragmentem układanki jest wydany w 2010 roku film dokumentalny Insurgentes, ale nie daje nam on zbyt wiele potrzebnych informacji na temat procesu nagrywania albumu. Poświęcę temu dokumentowi osobny tekst. Tymczasem polecam wszystkim włączyć sobie pierwsze solo Stefana i napawać się tym jaka ta płyta jest dobra. Według mnie to zdecydowanie najlepszy album podpisany jako Steven Wilson i zawsze przyjemnie do niego wrócić. Nadal mam wrażenie, że dużo zostało jeszcze do napisania o Insurgentes, ale nie będę Was męczył. Idźcie się zrelaksować przy muzyce!
                                                         

piątek, 17 października 2014

Tour of a blank planet (2007 - 2008): cz.4: bootlegi


Do momentu zakończenie kolejnej trasy, FoaBPTour był niekwestionowanym królem wzgórza pod względem rozpiętości repertuaru, a ilość wydawnictw dokumentujących ten turnus (Ilosaarirock, We Lost The Skyline, Anethetize i Atlanta) to kolejny rekord. Oczywiście wiele z granych utworów pozostało w archiwum (między innymi Mellotron Scratch, The Sky Moves Sideways, Stars Die czy Waiting) i w tym miejscu przychodzą z pomocą nasze kochane bootlegi, których z Fear of a Blank Planet są tony. Czasy się zmieniają, technologia idzie do przodu, itd. Koncert może nagrać każdy nawet na telefon komórkowy. Porcupine Tree jednak również się zmieniło i począwszy od tamtej trasy zaczęło ostro tępić wszelkie próby rejestracji koncertów przez publiczność. Od razu przypomina mi się nazi-ochrona, która chodziła z latarkami po sektorach na obu solowych trasach SW i gnoiła równo każdego kto dzierżył w ręce aparat (w 2013 było już naprawdę agresywnie). Na FoaBPTour nie było jeszcze tak źle, ale wpływ Roberta Frippa na Wilsona był wyraźny. W tamtym czasie kolekcjonerskie grono fanów PT czuło się na prawdę osaczone i trochę zdezorientowane bo do tej pory Wilson nie miał żadnego problemu, ani z nagrywaniem koncertów, ani z ewentualną wymianą (nie mówimy tu o sprzedaży). W okolicach „The Incident Tour” pod naciskiem Wilsona i Roadrunner zamknięto największą bazę danych dotyczących bootlegów Porcupine Tree – stronę The Creators of Mastertapes, która nie oferowała żadnych nagrań w mp3/flac, a jedynie gromadziła informacje na ich temat. Oczywiście PT Ltd. próbowało w późniejszych oświadczeniach odwrócić kota ogonem, ale co się stało już się nie odstało. Co ciekawe, na ostatniej solowej trasie Stefan sam wspominał ze sceny, że nawet premierowe utwory można nagrywać, a on prosi jedynie o to aby ich nie rozpowszechniać w necie. Wyglądało to dosyć śmiesznie gdy w tym samym czasie gromady ludzi z latarkami polowały na każde urządzenie zdolne do rejestracji audio/video, ale to już „temat na inny temat”.
Wracając do bootlegów z trasy 2007/2008, mimo całej nagonki jest w czym wybierać. Wyjątkowo zacznę od bootlegów wideo, bo w przypadku tej trasy jest to też główne źródło dobrej jakości bootlegów audio. Paradoksalnie podstawą jest tutaj nagranie, które wypłynęło kilka miesięcy temu (po prawie siedmiu latach), koncert z Kolonii (04.12.2007). Nie mam pojęcia kto jest odpowiedzialny za tę rejestrację, ale jest ona w stu procentach profesjonalna zarówno pod względem dźwięku jak i obrazu. Okoliczności, w których ten materiał powstał również nie są znane. Kilka miesięcy temu nagranie po prostu pojawiło się na stronie Qello Concerts, a za przyjemność obejrzenia całości trzeba było zapłacić wpisowe (5$ za miesięczny dostęp do wszystkich materiałów na stronie), ewentualnie sprawdzić jeden utwór za darmo. Jak to bywa w dzisiejszych czasach, rip szybko znalazł się w sieci tak żeby każdy mógł mieć to cudo na dysku.
Jak to zatem wygląda. Koncert nie jest dostępny w całości (co nie znaczy, że całość nie została nagrana i nie leży gdzieś w archiwum), z szesnastu zagranych kawałków możemy zobaczyć siedem, ale na szczęście pominięto te najbardziej ograne utwory, a zamieszczono jedne z największych rarytasów tej trasy, w tym The Sky Moves Sideways i Waiting. Wiadomo, że sam fakt rejestracji przez TV/Radio/itp nie świadczy o tym, że materiał będzie na prawdę dobrej jakości, ale w przypadku Kolonii wszystko jest tutaj idealne, do tego stopnia, że może ona śmiało stanowić doskonałą alternatywę dla wszystkich znużonych już oglądaniem Anesthetize. Siedzę w temacie bootlegów od kilkunastu lat i jestem przyzwyczajony, że niezwykłe nagrania wypływają nawet po dekadach, ale mimo to nadal byłem w szoku oglądając ten koncert. Polecam zarówno wideo, jak i audio wyciągnięte z tego nagrania. Oprócz tego jest jeszcze materiał z Voodoo Festival, który odbywa się w Nowym Orleanie (26.10.2007). Zapis występu Porcupine Tree jest pod wieloma względami specyficzny. Obraz jak obraz, dosyć typowy dla rejestracji koncertu festiwalowego (może to nie Opole, ale momentami wygląda zabawnie). Audio natomiast jest ciekawe. Wszystko słychać dosyć dobrze, momentami ulega się iluzji jakby koncert odbywał się w małym pokoju, czasami dźwięk jest odrobinę przytłumiony, ale nie jest tragicznie. Co jednak najciekawsze, jest to chyba jedyne nagranie jakie słyszałem gdzie naprawdę wyraźnie słychać co gra Colin. Jako, że audio jest w dużym stopniu pozbawione niskich tonów, to zamiast charakterystycznego buczenia możemy wyraźnie usłyszeć melodie brzdąkane na basie. Będziecie zaskoczeni jak wiele fajnych rzeczy gra Colin, a jak niewiele z tego dociera do nas. Gavin skarżył się swego czasu na forum House of Drumming, że mieli miejscowego dźwiękowca, który nieświadomie położył całe brzmienie.
Jest jeszcze jedno nagranie przy czym nie jest to typowy koncert ponieważ PT odbyli sesję w BBC (13.04.2007, prawdopodobnie pierwszą taką od czasów Signify). Istnieją dwa bootlegi z tego dnia, które sprawiają mi trochę kłopotu. Jeden zawiera środkową część Anesthetize (The Pill's I'm Taking), Fear of a Blank Planet oraz Halo. Drugi natomiast zamiast Halo ma Sleep Together i zasadniczo nie jest bootlegiem ponieważ był udostępniony dla członków Residents of a Blank Planet. Nie mam pojęcia o co w tym chodzi, zwłaszcza, że utwory na pewno pochodzą z tej samej sesji. Uczulam zatem, że warto poszukać obu zestawów. Niestety to wszystko jeśli chodzi o profesjonalne nagrania zarówno video jak i audio, ale ilość oficjalnych wydawnictw z tej trasy stanowi wystarczającą rekompensatę. Zabierzmy się zatem za produkcje partyzanckie, których z tej trasy jest bardzo dużo. Paradoksalnie, im bardziej Wilson próbuje to tępić, tym więcej ludzi nagrywa. Jako, że nagrań dobrej jakości jest sporo, to nie będę wymieniał wszystkich, a skupię się na moich ulubionych koncertach i na tych, podczas których wydarzyło się coś interesującego (musicie polegać na mojej opinii). Warto zatem posiadać bootleg z występu w Seattle (08.05.2007).
Jakość jest ok, ale nie to robi to nagranie. Pisałem już wcześniej w jakich okolicznościach na trasie zadebiutowało Trains, posypał się komputer od wizualizacji i trzeba było kupić trochę czasu żeby go zresetować (jeden z przykładów na to, że obecność wizualizacji nie zawsze wychodzi na dobre). Zanim jednak zespół ruszył z Trains, Stefan stwierdził, że może zagrać coś akustycznie. Ktoś z publiczności krzyknął Voyage 34. Wilson podłapał i zaczął przez chwilę grać V34 na gitarze akustycznej, po chwili dołączył do niego Gavin. Ten kabaretowy moment przeszedł do historii, publiczność w Seattle dostała najwięcej Voyage 34 od 5 lat (całe 16 sekund). W Orlando (03.10.2007) PT zagrali Shesmovedon (jedno z dwóch wykonań na FoaBP Tour). Z tej części trasy warto mieć bootleg z Nowego Jorku (13.10.2007), zaznaczam jednak, że istnieje więcej niż jedna rejestracja. Piszę o wersji zarejestrowanej przez „pt” (tak, to pseudonim nagrywającego). Bardzo dobra jakość i setlista z utworem, który nie pojawiły się na oficjalnych wydawnictwach koncertowych – Nil Recurring.
Następnie Londyn (09.11.2007), doskonała jakość (ciepłe brzmienie, dobre basy) i ponownie doskonały zestaw utworów, w tym Waiting, Nil Recurring i The Sky Moves Sideways. Bootleg z Monachium (14.11.2007) jest na równie wysokim poziomie, brakuje mu tylko TSMS. Doskonale się go słucha. Podobną jak w Londynie setlistę ma koncert z Poznania (28.11.2007), jakość również jest niezła. Uczulam jednak, że są dwa bootlegi z Areny. Jeden lepszy jakościowo, ale przegadany (ktoś nawet zwraca gadającym uwagę w trakcie, ale bezskutecznie). Drugi bez gadania, ale słabszej jakości. Mimo to polecam sprawdzić. Podobnie jak Tampere (16.12.2007). Podczas australijskiego objazdu w pierwszej połowie 2008 roku nie działo się zbyt wiele, natomiast jeśli chodzi o ostatnie odnóże trasy (październik 2008), to polecam wszystko jak leci. Prezentowane utwory, to rarytasy, a szczęśliwie 90% bootlegów z tych występów to wysokiej jakości nagrania. Warto zwrócić uwagę jak rozwijało się Stars Die podczas pierwszych pełnych wykonań i jak Colin po raz pierwszy grał refren Sleep of No Dreaming tak jak na płycie. Smaczków jest wiele.
Na zakończenie obszernego opisu Tour of a Blank Planet mogę dodać tylko to, że była to jedna z najlepszych i największych tras Porcupine Tree. Zespół nie zapomniał o fanach preferujących starsze albumy, a jednocześnie prezentował całość materiału z nie jednego, ale dwóch premierowych wydawnictw. Pod względem rozpasania przebija ją tylko trasa The Incident Tour. To o niej następna seria tekstów.

środa, 10 września 2014

Tour of a blank planet (2007 - 2008): cz.2: Nowości, starości i kręcenie filmu.

Aby wypromować świeżo wydane Nil Recurring Porcupine Tree zaczęli uczyć się utworów z tej małej płyty na próbach i kiedy rozpoczęli drugie odnóże Tour of a Blank Planet (3 października w Buena Vista), setlista była taka:

01. Fear of a Blank Planet
02. What Happens Now?
03. The Sound Of Muzak
04. Lazarus
05. Nil Recurring
06. Anesthetize
07. Open Car
08. My Ashes
09. Blackest Eyes
10. Cheating The Polygraph
11. Drown With Me
12. Half-Light
13. Way Out Of Here
14. Sleep Together
….
15. Dark Matter
16. Shesmovedon
17. Halo


Pierwotnie planowano grać wszystkie cztery utwory z płyty, ale (jak to Wilson wyjaśnił dzień później podczas mini koncertu w Orlando) Normal okazał się być zbyt wymagającym utworem i PT nie zdążyli się go nauczyć.
Oprócz premierowych kompozycji (z wyjątkiem Cheating The Polygraph) pojawiły się jeszcze trzy nowe dla trasy utwory – Shesmovedon i Dark Matter, oraz Lazarus. Ten pierwszy zaliczył ostatecznie dwa wykonania na tej trasie, a po usłyszeniu nagrania z pierwszej nocy nie miałem więcej pytań. Zespół ewidentnie nie radził sobie z tą piosenką, jakby kompletnie zapomnieli jak się ją grało. Dark Matter natomiast (powrót po 4 latach) przebiegł bez zakłóceń. Następnego dnia Steven i Wes wystąpili w sklepie Park Avenue Cds w Orlando gdzie zagrano bardzo specjalny set (pierwotnie miał wystąpić cały zespół). Zagrano:

01. The Sky Moves Sideways (Phase 1) pt.2 I find that I'm not there
02. Even Less
03. Stars Die
04. Waiting (Phase One)
05. Normal
06. Drown With Me
07. Lazarus
08. Trains


Mimo, że wtedy niecodzienna, setlista zwiastowała niejako to co miało się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Sam koncert był dosyć wyjątkowy. Stars Die nie było grane od jakiegoś czasu, podobnie The Sky Moves Sideways. Waiting w wyjątkowej wersji, podczas której Wes improwizował wszystkie solówki. Normal zagrane zostało po raz pierwszy chociaż tak naprawdę duet rzucił się tylko na końcowy segment, który trwał około 2 minut.
Kolejne (już regularne) koncerty były nieco krótsze. Nil Recurring wymieniało się z Cheating The Polygraph, a Shesmovedon wypadło z setlisty na dobre wracając tylko jeden raz w Raleigh (11.10). Było to jak dotąd ostatnie wykonanie Shesmovedon. Na koncercie w Toronto (16.10) pojawiło się Mellotron Scratch. PT znowu uparcie próbowali radzić sobie bez Trains, ale ostatecznie dali za wygraną w Albany (18.10) (chociaż nie grali tego co noc). Prawdziwa petarda wypaliła w Cleveland (22.10) kiedy na bis zagrano The Sky Moves Sideways (Phase 1) (przy czym ogryzione z pierwszej części i z drugą graną tylko przez SW). Było to pierwsze „pełne” wykonanie od 1999 roku. TSMS pozostało rarytasem tej trasy, jedno z niewielu wykonań trafiło się nam w Poznaniu (28 listopada).

         

W Houston (27.10) na bis zagrano Waiting również zasugerowane podczas sklepowego koncertu w Orlando. Pozbawiony rarytasów koncert w Atlancie (29.10) został zarejestrowany. Z początku miało to być jedyne oficjalne wydawnictwo koncertowe z trasy, ale potem pojawił się pomysł nagrania dvd w Tilburgu i Atlantę odłożono. Przydała się później do pomocy w zbieraniu środków na leczenie Micka Karna. Na tym odłamie turnusu, PT było supportowane przez zespoły 3 oraz Head>>Fake. Wraz z powrotem do Europy w listopadzie, rarytasy zaczęły pojawiać się częściej. Drugie odnóże trasy zakończyło się w fińskim Tempere, supportem na wszystkich (prawie) koncertach była Anathema.

                                                         

Zespół ponownie udał się na wakacje. W tym czasie Wilson napłodził nowego materiału Bass Communion (między inny Haze Sharpnel i Molotov and Haze) oraz wystąpił pod tą nazwą na żywo razem z grupą Pig. "Koncert" odbył się 27 lutego 2008 w Meksyku. Stefan pracował też ostro nad Insurgentes, prawdopodobnie wtedy powstała lwia część materiału, który ostatecznie trafił na płytę. Będę o tym więcej pisał przy okazji tekstu na temat tego albumu. Kiedy Porcupine Tree wrócili po prawie 5 miesiącach grając w Australii, repertuar nie zmienił się zbytnio (chociaż TSMS i Waiting już nie powróciły). Po serii wakacyjnych mini występów na festiwalach, PT zaplanowali jeszcze bardzo krótkie trzecie odnóże na późną jesień 2008 roku. Ten mikro objazd był przede wszystkim podkładem pod nagrywanie dvd, które miało mieć miejsce w Tilburgu. Jak wiadomo tracklista dvd Anesthetize nie daje najlepszego obrazu trasy FOABP ponieważ 1/3 utworów pojawiła się w repertuarze dopiero na te kilka ostatnich koncertów w 2008 roku. Zanim Wilson ruszył tyłek do busa, zaczął już powoli komponować nowy materiał. Prawdopodobnie wtedy powstał pierwszy szkic do Remember Me Lover, oraz strzępy muzyki, która stanowiła bazę do The Incident.
PT zameldowali się 7 października w Lisbonie, prezentując setlistę pełną niespodzianek:



01. Wedding Nails
02. Normal
03. Prodigal
04. Blackest Eyes
05. Anesthetize
06. Open Car
07. Dark Matter
08. Drown With Me

09. Stars Die
10. Strip The Soul
11. .3
12. Half-Light
13. Way Out Of Here
14. Sleep Together
…...
15. Sleep Of No Dreaming
16. Halo
                                 

                                                           

5 nowości (6 jeśli liczyć Strip The Soul/.3) to całkiem niezły wynik, zwłaszcza, że są to nowości w wielu kategoriach. Po 7 latach powróciło Sleep Of No Dreaming i może nie jest to powrót na miarę Sever, ale rzadkość wykonań z końca 2008 (i kompletne olanie tego utworu na następnej trasie) naznaczała publiczność jako wybraną. Prodigal i Wedding Nails również zaliczyły bardzo rzadkie wystąpienia, po raz pierwszy od 2003 roku. Miały miejsce również dwie pół-premiery. Pół, ponieważ oba utwory były wcześniej w jakiejś formie wykonywane (akustycznie), ale pełnozespołowo debiutowały w Lisbonie. Mowa oczywiście o Stars Die i Normal. W przypadku tego pierwszego musiało przełamać się wiele rzeczy, w tym Wilson z krytycznym podejściem do swojego wokalu, oraz sam zespół, który musiał rozgryźć w jaki sposób najwierniej przedstawić utwór, który w oryginale opiera się głównie na partii fletu niesionej na delikatnym podkładzie. To co jest łatwe do zrobienia w studiu wymagało sporej pracy (i wyobraźni) do przedstawienia na koncercie, ale udało się. W przypadku Normal, zespół po prostu nauczył się w końcu to grać. Podczas Tilburskich koncertów, PT zaprezentowali prawie wszystko co mieli, niestety na dvd jest kilka bolesnych braków (przede wszystkim Stars Die). O tych koncertach i o wydawnictwie Anesthetize napiszę więcej w osobnym tekście. Podsumowując, publiczność w Tilburgu miała okazję zobaczyć/usłyszeć:

15.10.2008

01. Fear of a Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Way Out Of Here
06. Sleep Together
….......
07. Normal
08. Stars Die
09. What Happens Now?
10. Open Car
11. Dark Matter
12. Wedding Nails
13. Half-Light
14. Sever
15. Blackest Eyes
….
15. Sleep Of No Dreaming
15. Halo



16.10.2008

01. Normal
02. Drown With Me
03. Stars Die
04. Cheating The Polygraph
05. Anesthetize
06. Prodigal
07. Wedding Nails
08. Strip The Soul / .3
09. Half-Light
10. Sever
11. Way Out Of Here
12. Sleep Together
…...
13. Fear of a Blank Planet
14. Trains
…...
15. Sleep Of No Dreaming
16. Halo


Po odbębnieniu filmowanych koncertów Porcupine Tree zagrali jeszcze dwukrotnie (w Luksemburgu i Londynie) i na tym zakończyła się trwająca półtora roku (z przerwami) tułaczka pod tytułem „Fear of a blank planet Tour”. Zespół zagrał łącznie 35 utworów na całej trasie co w tamtym czasie było rekordem. Tych najciekawszych zmian (z końca 2007 i 2008 r.) doświadczyli wprawdzie nieliczni, ale suche statystyki są takie, a nie inne.
Między 16tym kwietnia 2007, a 19tym października 2008 zagrali 36 utworów:

1 utwór z „The Sky Moves Sideways”
4 utwory z „Signify”
2 utwory ze „Stupid Dream”
3 utwory z „Lightbulb Sun”
8 utworów z „In Absentia”
4 utwory z „Deadwing”
6 utworów z „Fear of a Blank Planet”
4 utwory z „Nil Recurring”
4 utwory niealbumowe (Stars Die, Drown With Me, Mother & Child Divided i Half-Light)

                                                          

poniedziałek, 8 września 2014

Tour of a blank planet (2007 - 2008): cz.1: Zmiany, koktaile i berek z Trains.

Fear of a Blank Planet, to dla wielu ulubiona płyta Porcupine Tree. Dla mnie nie, ale to nie ma większego znaczenia bo trasy promującej ten album nie da się nie lubić. Po różnorodnym choć momentami statycznym Deadwing Tour, FOABPTour była kolejnym krokiem w kierunku czegoś co w pełni zostało rozwinięte dopiero na Incident Tour. Regularne zmiany w repertuarze miały swoje powody. Materiał z najnowszej płyty zespół miał już obcykany dzięki trasie w 2006, podczas której każdej nocy grali cały album. Jedynym wyjątkiem było Cheating The Polygraph, które w tamtym czasie miało znaleźć się na płycie. Ostatecznie PT zdecydowali się na nowszą kompozycję Way Out Of Here i jej premiera koncertowa miała dopiero nadejść.

       

Fear of a Blank Planet
zostało wydane 16 kwietnia 2007 roku, a trasa miała wystartować już dwa dni później w szkockim Glasgow. Dzień premiery został jednak uświetniony mini-występem Stefana i Wesa w londyńskim Fopp Records. Koncert był krótki:

01. Fear of a Blank Planet
02. My Ashes
03. Sentimental
04. Trains


Na papierze nie wygląda to zbyt imponująco, ale wszystkie utwory (z wyjątkiem Trains) zostały wykonane z Wilsonem grającym na pianinie, a to już wiele zmienia. Prawdopodobnie jedyna okazja aby usłyszeć tytułowy utwór w takiej aranżacji. Tak czy inaczej, pełen skład stawił się dwa dni później w lokalu o nazwie ABC Glasgow. Setlista pierwszego koncertu trasy wyglądała tak:

01. Fear of a Blank Planet
02. Drown With Me
03. Lightbulb Sun
04. My Ashes
05. Anesthetize
06. Open Car

07. Gravity Eyelids
08. Blackest Eyes
09. Sentimental
10. Sever
11. Half-Light
12. Way Out Of Here
13. Sleep Together

14. Mother and Child Divided
15. Even Less
16. Halo


Tym razem Porcupine Tree naprawdę się wysilili. Jak wiemy, Deadwing Tour prezentował z początku zestaw „nowa płyta + kilka utworów granych na poprzedniej rasie” i dopiero
na drugiej nodze zaczęło się coś dziać. Tym razem od samego początku pojawiły się niespodzianki.
Po pierwsze premiery i to nie tylko z nowej płyty. Way Out Of Here dla nikogo raczej nie było fajerwerkiem, ale Drown With Me i Half-Light już tak. Rzadko się zdarza, że Wilson wyciąga nigdy nie grane utwory ze starszych płyt, jeżeli coś nie pojawi
się podczas promowania danego albumu to zazwyczaj się już nie pojawi. Wyjątków było kilka (Small Fish, .3, Stars Die), ale tylko potwierdzają regułę. Tym większym zaskoczeniem było wygrzebanie dwóch utworów, które nie znalazły się nawet na regularnych albumach (czego Wilson tradycyjnie żałował).

           

Drown With Me wypadło specyficznie, utwór ucierpiał nieco ze względu na oczywiste kompromisy (dwa wokale, a nie dziesięć), natomiast Half-Light zabrzmiał wyjątkowo dobrze chociaż jak kilka lat później zauważył Gavin, nie jest to wbrew pozorom prosty do zagrania utwór.
W tamtym czasie Stefan przebąkiwał o chęci wydania „Recordings 2” aby między innymi te utwory zyskały większą ekspozycję. Jak wiadomo Wilson jest do dziś prawnie przyblokowany z tym planem. Wracając do setu z Glasgow, poza dwiema premierami starszych piosenek, miały miejsce dwa powroty. Lightbulb Sun zostało odgrzebane po sześcioletniej przerwie, natomiast Sever po dziesięciu latach (a nawet na trasie 96/97 był rarytasem). Cieszą takie powroty i robią wrażenie zwłaszcza na tle Deadwing Tour. A to dopiero początek. My Ashes zmieniło się względem wersji płytowej i tego jak ten utwór był grany w 2006 roku. Tym razem Wesley przejął wokal w refrenie. Na tym etapie Fear of a Blank Planet nie był odgrywany w albumowej kolejności.
Żeby nie było za wesoło publiczność w Newcastle (19.04) nie zobaczyła ani Sever, ani Half-Light (oraz Mother and Child Divided). W zamian PT odegrali A Smart Kid i The Sound of Muzak, których nie można nazwać adekwatnymi zamiennikami. Taki stan rzeczy utrzymał się przez kilka koncertów, Sever wróciło ostatecznie w Nottingham (22.04), a Half-Light następnej nocy w Wolverhampton. Co ciekawe, Porcupine Tree dzielnie trzymali Trains z dala od setlisty co oczywiście musiało się kiedyś skończyć. 8 maja w Seattle zespół miał problemy techniczne po Anesthetize i sytuację trzeba było jakoś ratować ponieważ zapowiadało się na co najmniej kilkuminutową prace techników. A że byli w Ameryce... poleciało Trains. Wyszło pokracznie. Z początku (po intrze Wilsona) wszedł tylko Gavin co brzmiało dosyć sucho. Po jakimś czasie obudził się Wes, a ostatecznie dołączyli Colin z Ryśkiem. Sala cała się trzęsła. Póki co był to jednorazowy wyskok, ale mleko się rozlało.

         

9 maja w Portland trasową premierę miało .3 (póki co na jednorazowy występ). Pierwsza większa zmiana miała miejsce 13 maja w Anaheim (chociaż bardziej w formie niż treści). Po raz pierwszy przedstawiono Fear of a Blank Planet w albumowej kolejności oddzielając ten segment tradycyjną już dziś kilkuminutową przerwą.
Druga połowa (zawierająca .3 zamiast Half-Light) kończyła się na Trains (zatem wytrzymali niecały miesiąc). Na bis Mother and Child Divided i Halo,
Od tamtego momentu setlisty przedstawiały tego typu warianty przy czym w takiej formie jak w Anaheim FOABP było grane bardzo rzadko. 23 maja w Philadelphii trasową premierę miało Mellotron Scratch,
a 1 czerwca w Chicago pojawiło się Hatesong. W taki sposób Porcupine Tree dotarli do okresu wakacyjno/festiwalowego. Krótki set wyglądał zazwyczaj tak:

01. Open Car
02. Hatesong
03. Blackest Eyes
04. Anesthetize (1 i 2 część)
05. Mother and Child Divided
06. Halo


a na dłuższych koncertach odgrywano jedną z wariacji standardowego zestawu. Powrót do Europy nie wiązał ze sobą żadnych zmian. Na koncertach w Warszawie i Krakowie (6 i 7 lipca) publiczność usłyszała pełny przekrój dotychczasowego repertuaru (z FOABP zagranym „albumowo” w Krakowie). 14Tego lipca PT zagrali na festiwalu Ilosarirock w Finlandii i to nagranie z tego koncertu zostało wydane jako pierwsze (chyba, że liczyć „We Lost The Skyline”, który nie jest rejestracją koncertu pełnego składu). Tak zakończyła się pierwsza odnoga Fear of a Blank Planet Tour. Z zespołów, które w tym czasie supportowały Porcupine Tree można wyróżnić przede wszystkim Pure Reason Revolution, Amplifier i Absynthe Minded. Po pierwszym legu PT zrobili sobie wakacje chociaż jak to zwykle bywa nie były to typowe wakacje. Wilson zabrał się do Tel Avivu gdzie pucował utwory, które miały znaleźć się na „Nil Recurring”. Panowie się sprężyli i 17 września można było już owe wydawnictwo zakupić.  C.D.N.

wtorek, 25 marca 2014

Podróż przez czarne pole - historia koncertów Blackfield, cz.4: bootlegi

Opis koncertowej działalności Blackfield nie byłby kompletny, gdybym nie poleciał na koniec odpowiedniego materiału audio dla tych, którzy nie mieli tego szczęścia żeby zobaczyć i usłyszeć zespół na żywo. Myślę, że o oficjalnym wydawnictwie Live in NYC nie muszę wiele pisać. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana (i nie tylko) i bardzo dobre podsumowanie trasy „Blackfield II”. Jeżeli to za mało (a to jedyna oficjalna koncertówka BF) to czeka kraina bootlegów, nie tak obfita jak w przypadku Porcupine Tree, ale to raczej oczywiste.

         

Z absolutnie pierwszych wspólnych występów Aviva i Wilsona pod tym szyldem istnieje kilka nagrań z czego ja posiadam jedno (z Berlina, 15.11.2003) i mogę spokojnie je polecić, przynajmniej w charakterze poznawczym. Jakość jest wprawdzie średnia (ktoś stał chyba na samym końcu wyjątkowo długiego obiektu), ale koncert jest pół-akustyczny więc można posłuchać bez grymasu. Set był krótki, aranżacje dosyć niecodzienne, a do tego Aviv śpiewa Summer i Hello. Takie były początki Blackfield. Jeżeli kogoś interesuje jak to brzmiało to odsyłam do opisanego bootlegu, jeśli nie, to przechodzimy dalej. Właściwy start zespołu został odpowiednio wypromowany w Izraelu i dzięki temu możemy się cieszyć materiałem video nagranym przez izraelską telewizję. 45 minut występu zostało utrwalone i stanowi doskonałą pamiątkę z tej trasy, w komplecie mamy zarówno Feel So Low jak i nie wydane jeszcze wtedy Epidemic.

                                        

Pisząc o video mogę jednocześnie pisać o audio (bo w takiej formie również ten bootleg istnieje) chociaż jak na nagranie z tv, dźwięk jest nieco przytłumiony i o ile przy oglądaniu video nie będzie to drażnić, to przy samym słuchaniu może męczyć. Znacznie lepiej brzmiące (choć tylko 3-utworowe) jest nagranie z występu w studiu telewizyjnym (również izraelskim). Dostępne nagrania partyzanckie z trasy w 2004 są dosyć średnie. Najlepiej wypada Karlsruhe (08.12).

                                                         

Poza nim, mogę polecić nagranie z Holandii (01.12.2004), ale głównie dlatego że nie ma lepszego wyboru. Niestety bootleg z krakowskiej Rotundy brzmi jeszcze gorzej i ratuje go jedynie wartość historyczna i sentymentalna. Nieco lepiej jest jeśli chodzi o występy w USA z 2005. Po pierwsze, Blackfield wpadli wtedy na sesję do radia XM (co zrobiło też Porcupine Tree w 2003 roku). Wyniki tej wizyty nie zostały wydane oficjalnie, ale na szczęście znalazł się ktoś, kto całą audycję nagrał. Panowie gają pełny set przewidziany na pół-akustyczną trasę po USA. Na bootlegu znajdują się również bonusy z pierwszej płyty (dwa dema, Feel So Low, remiks Hello i kilka nagrań z koncertów), którymi ktoś dopchał płytę. Nagrania z publiczności też cieszą ucho, zwłaszcza to z Nowego Jorku (10.03.2005). Są czyste, wyraźne i ciepłe.

                                                         

Teoretycznie trasa „Blackfield II” jest dosyć dobrze udokumentowana na Live NYC, ale z pewnych powodów warto zainteresować się też bootlegami.
Przede wszystkim polecam nagranie z Londynu (16.02.2007), na którym znajduje się nieszczęsne This Killer, z niewiadomych powodów usunięte przed amerykańską trasą. Bootleg jest bardzo dobrej jakości i słucha się go z przyjemnością. Pochwalić mogę również (na szczęście) pamiątkę dźwiękową z Warszawy, która w odróżnieniu od Krakowa nie była już nagrywana ziemniakopodobnym urządzeniem.
DNA Tour” może poszczycić się mianem najsumienniej zarejestrowanej trasy BF, co cieszy, biorąc pod uwagę częste zmiany w secie. Najpopularniejszym bootlegiem z 2011 jest chyba Antwerpia (28.04), co nie dziwi, ponieważ jakość jest bardzo dobra, a w secie znajduje się rarytas tego turnusu: Far Away.

                                                        

Jeśli chodzi o kwestie jakościowe to równie gorąco polecam Moskwę (30.06 – ostatni pełny występ tej trasy, zawiera między innymi 1,000 People) oraz Monachium (17.04). Znacznie słabiej brzmi niestety Kraków (15.04), ale on ma wartość sentymentalną. Nieszczególnie brzmi też Philadelphia (19.05), ale to jedyny znany mi amerykański przedstawiciel trasy DNA.
Na szarym końcu mamy dwa nagrania z ciepłej jeszcze (i jak się okazało niedokończonej) trasy BF IV. Tutaj prym wiedzie bootleg z Tel Avivu, który został udostępniony na YouTube (i ciekawe jak długo tam jeszcze poleży).

                                                         

Nagranie charakterystyczne, doskonale słyszalna gitara, ledwo słyszalny wokal. Drugie nagranie pochodzi z Krakowa, brzmi trochę gorzej niż izraelskie, ale póki co to jedyna rejestracja pełnego setu z tego krótkiego objazdu (zobaczymy co wyniknie z majowej wizyty w USA - oficjalne nagranie, dobry bootleg czy w ogóle nic).
I to by było to. Mając przedstawione przeze mnie pozycje można spokojnie uznać, że to co najważniejsze znajduje się w kolekcji (przynajmniej na dzień dzisiejszy).
Tak jak wspominałem, po majowym (ostatnim z ostatnich) koncercie Blackfield dopiszę parę słów w poprzednim poście, dam oczywiście znać kiedy to się stanie.
W międzyczasie, wraz z ostatnim dniem marca rozpoczniemy badanie Deadwing Tour.

piątek, 21 lutego 2014

Podróż przez czarne pole - historia koncertów Blackfield, cz.1

W chwili gdy piszę te słowa, dzielą mnie 4 dni od wydarzenia reklamowanego jako absolutnie ostatni koncert Blackfield w składzie ze Stevenem Wilsonem. Jako wielki fan zespołu czuję smutek w związku z tym, ale z drugiej strony znam Wilsona na tyle, że jeśli krowa nie zmienia zdania, to Wilson jest jej przeciwległym biegunem. Przyszłość Blackfield nie jest wyryta w kamieniu, teraźniejszość daje nam ostatnią na jakiś czas okazję aby zespół zobaczyć na żywo, natomiast przeszłości mam zamiar przyjrzeć się w tym tekście. Przeszłości występów Blackfield na żywo.




Niektórzy mogą nie wiedzieć o tym, że zarodek Blackfield utworzył się podczas krótkiej wizyty Porcupine Tree w Izraelu w 2000 roku. Aviv Geffen - fan zespołu zaprosił grupę na koncert do Tel Avivu. Wilson i Geffen zaprzyjaźnili się i po niedługim czasie Aviv odwiedził Bosego w Anglii. Przywiózł wtedy ze sobą utwór pt.: Open Mind, reszta jest już historią. Duet nie spieszył się z pracą nad debiutem, na co też nie pozwalały do końca trasa Porcupine Tree (świeżo po podpisaniu umowy z dużym wydawcą) oraz działalność Aviva w Izraelu. Ostatecznie nowo powstały projekt Wilsona ujawnił się w 2003 roku podczas niemieckich koncertów Jeżodrzewia. Set tych mini-występów był akustyczny i krótki:

01. Summer
02. Pain
03. Cloudy Now
04. Hello


Przy czym Summer i Pain nie zawsze były grane, a w ich miejscu pojawiało się Open Mind. W ten sposób Blackfield dało o sobie znać. Debiutancka płyta została wydana rok później. Jako że 2004 rok był dla Wilsona wolny od Porcupine Tree (jeśli chodzi o koncerty, w studiu powstawał Deadwing), zaplanowano pierwszą poważną trasę koncertową Blackfield, która miała objąć miasta europejskie i w 2005 roku amerykańskie. Zaczęło się jednak od kilku mini występów w telewizji. Podczas niektórych z nich za perkusją zasiadł Chris Maitland, który zagrał również w kilku utworach na płycie. Po paru promocyjnych występach w Izraelu, zespół miał zadebiutować w Europie, póki co jednym występem w Londynie, w klubie Mean Fiddler (10 września 2004). Aby wydarzenie uświetnić zaproszono Anathemę, która zagrała tego wieczoru akustyczny set z udziałem kwartetu smyczkowego. Niespodzianką był krótki solowy występ Stevena Wilsona, o którym więcej napiszę przy okazji opisywania jego pre-2011 działalności solowej. Blackfield zadebiutował w pełnym składzie, który na tamten czas przedstawiał się tak: Wilson i Aviv + Seffy Efrati (bas), Tomer Z (perkusja) i Daniel Salomon (keyboard). W praktyce zatem występował zespół The Mistakes (stały skład koncertowy Aviva) plus Steven Wilson. Podobny patent zastosowano przy montowaniu koncertowego składu no-man w 2008 kiedy Wilson dołączył do 'Tim Bowness Bandu'. Blackfield dysponowali materiałem z jednej płyty, więc setlista była dosyć krótka:

01. Blackfield
02. Open Mind
03. The Hole In Me
04. Glow
05. Pain
06. Lullaby
07. Summer
08. Where Is My Love?
09. Cloudy Now
10. Scars
11. Hello
...
12. Feel So Low


Jak można zauważyć, posiłkowano się dwoma utworami, które nie pochodzą z pierwszej płyty. Where is my Love? w wersji demo pojawił się wprawdzie jako bonus dołączony do niektórych wydań płyty, a Blackfieldowa wersja Feel So Low była dodana do wydania winylowego. Blackfiled ruszyli w trasę po Europie, która trwała od listopada do grudnia 2004. Setlista prezentowała się mniej więc w ten sposób:

01. Blackfield
02. The Hole In Me
03. Open Mind
04. Glow
05. Pain
06. Lullaby
07. Epidemic
08. Waiting (Phase One)
09. Summer
10. Where Is My Love?
11. Cloudy Now
12. Scars
13. Hello

14. Feel So Low
15. Pain
16. Blackfield


Zespół stosował starą jak świat zagrywkę grając na bis wykonane już wcześniej najpopularniejsze utwory. Poza tym w setliście pojawiła się świeżynka pt.: Epidemic.
Na wydanie jej trzeba było czekać do 2007 roku, chyba że dotarło się do solowej płyty Aviva pt.: Im Hazman (2006), na której oprócz Epidemic (Magifa) znalazły się też 1,000 People (Alfei Anashim) oraz Glow (Zoharim).
Do tego pojawiły się dwie piosenki Porcupine Tree. W trakcie trwania trasy różne utwory wymieniały się miejscami, niektóre z tych powtarzanych się zmieniały, np. Cloudy Now zamiast Blackfield.


                                         

W Polsce SW i Aviv zagrali tego roku dwukrotnie, w Krakowie (13 grudnia 2004) i w Bydgoszczy (14 grudnia 2004). Aviv wspominał o polskich korzeniach (co też robi za każdym razem kiedy u nas występuje, z tego co pamiętam, jego rodzina pochodzi z Makowa) oraz o tym, że był z polską dziewczyną, która go rzuciła. Najwyraźniej jest jeden z powodów, dla których Wilson i Geffen tak się rozumieją, obaj dostali kosza od polskich dziewczyn. Z pobytu Blackfield w Krakowie pozostała bardzo ciekawa pamiątka przygotowana przez izraelską telewizję:


                                                           


Można było bez trudu zauważyć, że koncerty Blackfield różniły się znacznie od tych, do których przyzwyczaiło nas Porcupine Tree. Aviv jako urodzony showman skakał po scenie, a czasami zdarzało mu się biegać z gołym torsem, co z czasem stało się legendarne. Jego wykonania charakteryzowały się również dużym natężeniem emocjonalnym, co stało w kontrze do dosyć nieprzeniknionej postawy Wilsona.
Trasa dobiegła końca, a na rok 2005 zaplanowano kilka koncertów po USA, co jak na debiutujący zespół było dosyć niezwykłe. Niestety sytuacja zaczęła się komplikować. W 2004 roku Stany Zjednoczone były jeszcze na świeżo po atakach z 11 września 2001 czego wynikiem był brak zgody na udzielenie wiz Seffyemu, Tomerowi i Danielowi. Aviv Geffen jako celebryta nie miał z tym problemów, rdzeń zespołu został zatem nienaruszony i można było jeszcze próbować coś z tej trasy ukręcić. I ukręcono.
Nieraz już Steven Wilson musiał ratować się pomocą kolegów z Ameryki, nie inaczej było tym razem. Jordan Ruddes z Dream Theater zgodził się opanować materiał i zasiąść za klawiszami. Z jego pomocą, uzbrojony w gitary duet Blackfield miał przedstawić fanom z USA pół-akustyczny show. Okazało się, że trasa w tej formie odniosła spory sukces, a Aviv i Steven wrócili do domu z tarczą.

01. Blackfield
02. Glow
03. The Hole In Me
04. Pain
05. Summer
06. Thank U
07. Epidemic
08. Miss U
09. Cloudy Now
10. Fel So Low
11. Hello
…...
12. Pain


                                                       

                                     

Podczas tego mini objazdu zadebiutował nowy utwór Miss U, a swoją koncertową premierę miał cover utworu Thank U, który pojawił się na pierwszej edycji Cover Version Stevena Wilsona. Jako że zespół zdawał sobie sprawę z tego, że przed trasą zapowiadane były koncert z całym zespołem, Blackfield chcieli ułaskawić fanów dodatkowym supportem w postaci Stevena Wilsona grającego krótkie solowe sety. Piszę o tym, dlatego że podczas kilku jego mini występów swoją premierę miał inny utwór Blackfield – Christenings. Rzecz w tym, że był to utwór planowany na płytę Porcupine Tree „Deadwing” (choć zapewne na tamtym etapie było już wiadomo, że na nią nie trafi) i tak też Wilson tę piosenkę zapowiadał. Ostatecznie trafiła ona na „Blackfield II”. Do końca roku Blackfield zagrało jeszcze przy kilku okazjach jako support Porcupine Tree, zespół był w komplecie i prezentował zestaw ekspresowy:

01. Blackfield
02. Open Mind
03. The Hole In Me
04. Glow
05. Pain
06. Epidemic
07. Hello
08. Cloudy Now


W 2006 roku Steven Wilson miał trochę wolnego, odbył tylko krótką trasę z Jeżodrzewiem (promując DVD „Arriving Somewhere...”), a resztę roku poświęcił na pisanie. Między lutym a czerwcem Aviv i Wilson nagrywali w studiu to, co ostatecznie zostało wydane na początku 2007 roku jako „Blackfield II” (wcześniej tytuł miał brzmieć "Epidemic"). Premiera, wstępnie zaplanowana na późną wiosnę 2006, przesuwała się jeszcze kilka razy, ostatecznie album pojawił się w sklepach prawie rok od momentu, kiedy panowie weszli do studia. Jako że terminy goniły (głównie Stefana, który na resztę 2007 roku miał zaplanowaną trasę promującą „Fear of a Blank Planet”), Blackfield zaczęli koncertować równo z premierą BFII i zaczęli oczywiście od Europy. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na małą zmianę składu, jaka nastąpiła w 2007 roku. Daniela Salomona zastąpił Eran Mitelman. Z ową zmianą wiąże się wiele plotek, głównie mówiących o tym, że Salomon (wieloletni współpracownik Geffena) został z zespołu wyrzucony. Aviv udzielając w tamtym czasie wywiadów niejednokrotnie wypowiadał się na jego temat ostrymi słowami. Mitelman jest obecny na płycie w utworze My Gift Of Silence i od tamtej pory stał się stałym członkiem Blackfield (oraz The Mistakes). Setlista na europejskie odnóże trasy wyglądała tak:

01. Once
02. Miss U
03. Blackfield
04. Christenings
05. The Hole In Me
06. 1,000 People
07. Pain
08. Glow
09. Thank U
10. Epidemic
11. Some Day
12. This Killer
13. Open Mind
14. My Gift Of Silence
15. Where Is My Love?
16. End Of The World
….
17. Hello
18. Once
19. Cloudy Now

                                        

Jak można zauważyć, sporo materiału z pierwszej płyty pominięto, zniknęły też covery Porcupine Tree i ustąpiły miejsca granemu już w 2005 Thank U. Once odgrywane było dwukrotnie każdego wieczoru. Innego rodzaju zmiany doczekało się Glow, które począwszy od tej trasy było grane solo przez Aviva siedzącego za klawiszem. Bardzo rzadkie występy (prawdopodobnie tylko trzy) zaliczyło Scars, natomiast This Killer z niewiadomych powodów szybko opuścił setlistę w trakcie europejskiej trasy. Zespół zagrał u nas koncert w warszawskiej Proximie (22 lutego 2007) przedstawiając wyżej wymienioną setlistę (ale w nieco innej kolejności utworów). Na marzec Blackfield mieli zaplanowaną rundę po USA i tym razem całemu zespołowi udało się otrzymać wizy. Aby to uczcić, w nowojorskim Bowery Ballroom zostało nakręcone pierwsze (i póki co ostatnie) DVD koncertowe grupy. Setlista po Stanach była niemal identyczna jak w Europie, wyjątkiem było usunięcie This Killer i dwukrotne wykonanie rarytasu Scars. Wydany po trasie „Live in NYC” to chyba najlepsza pocztówka Blackfield z okresu 2004 – 2007. Następne lata przyniosły pewne zmiany, które nie tylko odbiły się na kształcie samego zespołu, ale także i charakterze koncertów. O trasach promujących płyty „Welcome To My DNA” i „Blackfield IV” napiszę w następnej notce.