Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meksyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meksyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

An Evening With Steven Wilson: Grace for Drowning Tour 2011 - 2012, cz.5: Bootlegi.


Jak na względnie krótką trasę, to wybór bootlegów jest dosyć przyzwoity. Pierwsze dwa koncerty (Poznań 20.10.2011 r. i Kraków 21.10.2011 r.) nagrywałem sam i jak dotąd nie słyszałem żadnych innych rejestracji tych występów. Jakość tych bootlegów jest średnia, sprzęt był nowy, a ja cały czas eksperymentowałem z ustawieniami i wyszło jak wyszło. Inna sprawa, że miałem swoje 5 minut fejmu kiedy udostępniłem te nagrania na Demonoid, w końcu to były pierwsze solowe występy Stefana w ogóle i sporo osób czekało na te bootlegi jak dzieci na Wigilię. Jako, że nie ma żadnych substytutów, to nieskromnie polecam moje nagrania jako jedyną pamiątkę scenicznego debiutu Stefana solo na małej i dużej scenie. Jeżeli ktoś posiada alternatywne bootlegi, to proszę o kontakt.

        

Niemcy nie dali ciała. Z czterech koncertów jakie SW zagrał u nich w 2011 r, posiadam trzy bootlegi z dwóch koncertów (Monachium 23.10.2011 r. i Hamburg 28.11.2011 r., z czego Monachium nagrały dwie osoby). Każde z tych nagrań ma swoje wady i zalety, ale generalnie są miłe dla ucha.

                                              

Równie dobra jest rejestracja z koncertu w Londynie (31.10.2011 r.). Jest to ostatni koncert zagrany w oryginalnym składzie solo bandu (z Azizem Ibrahimem) więc warto go mieć.
Następne dwa bootlegi również są swego rodzaju rarytasami, bo to jedyne nagrania z Amerykańsko/Kanadyjskiej części trasy jakie posiadam (i być może jedyne dostępne w szerszym obiegu). W skrócie, to jedyne bootlegi, na których możemy usłyszeć Johna Wesleya. Każdy gitarzysta, który był członkiem zespołu Stefana miał trochę inne podejście do tych samych utworów i fajnie jest porównać, to jak te kawałki się ze względu na to zmieniały. Wes, tak jak pisałem już wcześniej, doskonale dawał radę. Do słuchania mamy Boston (13.11.2011 r.) i Montreal (15.11.2011 r.). Oba bootlegi są bardzo przyzwoitej jakości. Wiem, że te opisy wyglądają tak samo, ale taka była ta trasa. Na tym etapie zmian w setliście nie było, zachowanie Wilsona było praktycznie identyczne każdego wieczora, a jakość bootlegów wyjątkowo równa.

                                              

Rok 2012 przynosi pewne zmiany. Po pierwsze, mamy tu pierwszą transmisję radiową z koncertu SW. I to nie jakieś fragmenty, ale całość (ok, brakuje akustycznych kawałków PT). Radiowym rodzynkiem jest występ z Santiago (18.04.2012 r.). Niestety mimo że była to profesjonalna transmisja, to samo nagranie brzmi trochę mniej pro. Jest przesterowane, momentami ostro trzeszczy, przypomina trochę tego typu nagrania z lat 90tych. Nie ma jednak co marudzić, bo to jedyny broadcast z całej trasy i do czasu wydania dvd „Get All You Deserve”, to było jedyne pełne profesjonalne nagranie z solo koncertów, nie wspominając o obecności nowego kawałka (Luminol). Pozostały jeszcze dwa bootlegi, Tilburg (2.05.2012 r.) oraz drugi Londyn (15.05.2012 r.).
Zwłaszcza ten drugi wart jest uwagi, bo zawiera wykonanie utworu „Insurgentes”. Niektóre kawałki trochę się pozmieniały, nie tylko ze względu na kolejną zmianę na miejscu gitarzysty (Niko Tsonev), ale też ze względu na zdecydowanie śmielsze działania zespołu. Np. panowie zorientowali się, że solo Beggsa w „No Part Of Me” jest trudne do odtworzenia na żywo tak żeby ktokolwiek coś z tego usłyszał. Adam Holzman dołożył więc w tym miejscu solo na moogu. Pojawiło się jeszcze kilka naprawdę drobnych zmian, ale był one ograniczone ze względu na to, że każdy utwór był idealnie dopasowany do projekcji (co zawsze uważałem za koszmarnie ograniczające).

                                                          

I to tyle. Na jesieni 2012 r. otrzymaliśmy z tej trasy oficjalne dvd. Zawsze uważałem, że Stevena Wilsona lepiej się słucha niż ogląda (może z wyjątkiem „Anesthetize”, które jest doskonałe pod każdym względem). Niestety, najbardziej odczułem to oglądając „Get All You Deserve”. O ile muzyka jest świetna, to oglądanie Stefana machającego rękami jak pajac i czarującego dłońmi jak Harry Potter, nie stanowi dla mnie źródła przyjemności, raczej zażenowania. Z Wilsona zrobił się taki Piotr Rogucki angielskiego prog-rocka, niektórym to się pewnie podoba, ale ja wolałem kiedy miał łapy przyklejone do gitary i nie mógł sobie folgować. Szczytem było czołganie się po ziemi w trakcie „Index” w 2013 r., ale do tego dojdziemy przy okazji TEJ trasy (niecierpliwym polecam wideo Index z Lorelay z 2013 r.).

Tak czy inaczej, po przeczytaniu serii tekstów o „Grace For Drowning Tour” (An Evening With Steven Wilson), powinniście wiedzieć już całkiem sporo o tym jak to wyglądało i jakie pamiątki z tego zostały.

To była ciekawa trasa. Najkrótsza w Stefana solowej karierze, ale w tym czasie zdążył dwukrotnie zmienić gitarzystę, dorzucić Amerykę południową i niespodziewany drugi europejski leg.
Zagrał niewiele ponad 40 koncertów (obecnie kończy trasę, która zawiera ponad 150 dat), ale to fantastyczne koncerty. Jeżeli chodzi o solowe wyczyny Wilsona, to czeka nas teraz trasa Raven, ale to już w przyszłym roku. Na ten rok zaplanowałem jeszcze kilka tekstów, ale na razie chichosza.

piątek, 18 listopada 2016

An Evening With Steven Wilson: Grace for Drowning Tour 2011 - 2012, cz.4: Reszta świata.


                                                  


Jak wypadła reszta trasy? Europejskie odnóże nie odznaczyło się żadną zmianą w żelaźnie przećwiczonej setliście. W zasadzie można założyć, że każdy z tych koncertów był identyczny, ale nie można mieć o to do Stefana pretensji, to była premierowa trasa solo i raczej każdy chciał zobaczyć to samo, bo widział to po raz pierwszy.
Z tego co mi wiadomo, to każdy koncert był rejestrowany. Po europejskim objeździe pojawiło się na soundcloudzie Bosego kilka nagrań z Londynu: Sectarian, No Part of Me, Index i Deform to Form A Star. Londyn (31.10.2011) był ostatnim przystankiem w Europie, na 8-mego listopada zespół był już zaklepany na rozpoczęcie amerykańskiego odnóża na Florydzie. Niestety stała się rzecz dosyć niespodziewana. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie, ale prawdopodobnie jeszcze w trakcie objazdu po Europie dotarła do solo bandu informacja, że Aziz nie dostanie wizy do USA.

                                             

Powody nie był tak oczywiste jak się wydaje. Aziz urodził się w Wielkiej Brytanii i nie było praktycznie żadnego powodu, aby nie dać mu wizy, zwłaszcza w momencie kiedy wiadomo było, że przyjeżdża tam jako muzyk, który ma zakontraktowane koncerty. Dodam jeszcze, że Aziz nie jest pierwszym z brzegu gitarzystą, odbywał już trasy z takimi zespołami jak Simply Red, czy The Stone Roses. Przykrym finałem całej sprawy było to, że Ibrahim otrzymał w końcu wizę, ale było to w momencie kiedy trasa właśnie startowała (o czym opowiadał swego czasu jego przyjaciel, Steve Hogarth z Marillion). Przepadek? Tym samym, Aziz został wyeliminowany (jak się okazało, na stałe) z pozycji gitarzysty w solo bandzie Stevena Wilsona. Kto zatem przybył na ratunek?
W tamtym czasie opcja była tylko jedna i na szczęście Stefan z niej skorzystał. Oczywiście zgłosił się do Johna „Wesa” Wesleya, który mimo tego, że był zajęty nagrywaniem nowej płyty (Disconnect), zgodził się. A czasu na opanowanie monstrualnego materiału miał niewiele. Tak sytuację opisał Wes kiedy wrócił do domu pod koniec listopada:

A couple of weeks ago, I received word that Aziz Ibrahim, the touring guitarist in the Steve Wilson solo band, had an issue with a work visa right before the start of the planned North American tour. I was then asked to step in for the Grace for Drowning North American tour. After some serious work learning an almost two hour set, I did the first show in Orlando, then hit Baltimore, had stunning gigs in NYC, Philly, Boston at the Berklee Performing Arts Center, Montreal, Toronto, and the big finale in Chicago at the Legendary Park West. The band was a simply stunning array of musicians — Marco Minneman (drums), Nick Beggs (bass), Theo Travis (saxophone & flute)  and Adam Holzman (keyboard) — it was an incredible set of shows.

                                               

                                       

Z tego co pamiętam, Wes miał niewiele ponad tydzień na nauczenie się wszystkiego i raptem jedną próbę z całym zespołem. Niewielu gitarzystów by się czegoś takiego podjęło, ale Wes dał radę. Wszystkie zaplanowane koncerty w USA i w Kanadzie odbyły się bez przeszkód. Setlista nie uległa zmianie, ale to raczej oczywiste. Jeszcze przed amerykańskim odnóżem, kiedy Stefan wyjaśniał na fb sytuację z odejściem Aziza i dołączeniem Wesa, zawarł również ciekawą informację.


now we can look into the possibility of touring again early next year in order to play some of the places we missed out this time around. On a less positive note, some of you may have heard that the guitar player in the band, Aziz Ibrahim, was refused a work visa to tour the US, but the good news is that my old buddy John Wesley has agreed to step in to cover for Aziz during the forthcoming USA and Canada shows.

Przed Poznaniem, Stefan absolutnie nie wychylał się z planami występów solo poza koncert w Chicago, który kończył trasę po USA i Kanadzie, ale już po Europie miał parcie, aby ciągnąć wóz dalej. Kiedy jednak wrócił do domu pod koniec listopada i podliczył hajs w portfelu, to okazało się, że piszczy tam biedą i nie ma jak opłacić kolejnych występów. Na tym etapie SW dopłacał do tego by móc grać solo koncerty. Obecnie na tym zarabia (lub jak twierdzi, wychodzi na zero, bo ciągle ładuje w swoje koncerty więcej kasy żeby były większe, głośniejsze, itd.), ale wtedy sytuacja przypominała tę, w której znalazło się Porcupine Tree w 2000 roku kiedy chcieli pojechać w trasę jako support Dream Theater (niezależnie od tego co się sądzi o DT, to propozycja była dosyć lukratywna), ale nie było ich stać. SW skompilował wtedy Recordings, dzięki sprzedaży którego udało się zebrać odpowiednią ilość kasy, a sama płyta do dziś jest zdaniem fanów jednym z najwybitniejszych dzieł PT. Takie patenty nie rdzewieją, zatem Stefan zrobił dokładnie to samo i zdecydował się wydać obszerne fragmenty koncertu w Londynie na płycie CD zatytułowanej Catalogue. Preserve. Amass. Oprócz dostępnych już wcześniej Index, Deform To Form A Star, No Part Of Me i Secatrian, Wilson dorzucił No Twilight…, Veneno Para Las Hadas i całego Raidera II. Całość (70 minut muzyki) została opatrzona ładną okładką, a wydawnictwo było limitowane do 3.000 sztuk. Sprzedaż rozpoczęła się w marcu 2012 r., oczywiście wszystkie kopie szybko się rozeszły, co tez napełniło Bosemu świnkę skarbonkę podpisaną „2012 solo tour”. Brawo, Stefan.
W kwietniu, z okazji Record Store Day, sprzedano jeszcze 2.000 wytłoczonych na tę okazję winyli Catalogue. Preserve. Amass. One też zniknęły z prędkością światła.

                                              

Wilson musiał wiedzieć, że zbiórka wypali, bo kolejne daty koncertów zostały zaplanowane już na kwiecień. Trzecie odnóże miało miejsce ponownie w Ameryce, ale nie tylko w USA. Setlsita nie uległa zasadniczo zmianie, pojawił się jednak jeden nowy solowy numer – Luminol (przez jakiś czas uznawany za Luminal, dopóki SW nie przeliterował tytułu w wywiadzie). Zmiana nastąpiła tez znowu na miejscu gitarzysty. Tym razem za wiosło chwycił Niko Tsonev, doskonały muzyk z Bułgarii.

                                     

Niestety wraz z koncertem w Hollywood, setlista zaczęła się kurczyć. Padło na mój ulubiony solowy kawałek Wilsona – Veneno Para Las Hadas. Najwyraźniej Amerykanie zbyt szeroko ziewali na wolniejszych kawałkach i coś trzeba było obciąć.
12-tego kwietnia, zespół zajechał do Meksyku (pierwszy raz Stefana w tych rejonach) i zagrał mini koncert w En Plaza Condesa.

01. Even Less
02. Deform To Form A Star
03. Postcard
04. No Twilight Within The Courts Of The Sun


Następnego dnia, zagrano już prawdziwy, pełny set w Teatro Metropolitan. Z okazji tego, że występ był filmowany z myślą o wydaniu dvd (pod tytułem Get All You Deserve we wrześniu 2012 r.), powróciło Veneno Para Las Hadas. Kolejne koncerty były pod względu setu dosyć dziwaczne. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem listę z Wenezueli (15tego kwietnia), to byłem trochę zmieszany.
Ponownie wypadło Venono, natomiast publiczność otrzymała po Get All You Deserve bis niespodziankę… w postaci dwóch utworów Porcupine Tree. Zagranych przez Stefana solo solo, na akustyku, był to Even Less i Trains.

                                                   

Po tym jak Wilson odgrażał się co do repertuaru w 2011 r., było to dosyć zaskakujące, ale ostatecznie zrozumiałe. Fani z tamtych rejonów nigdy nie mieli okazji zobaczyć Porcupine Tree przez całe 17 lat jakie ten zespół spędził w trasie. Bosy był zobligowany żeby dać tym ludziom chociaż cząstkę Jeżodrzewia. Koncert w Santiago, Chile (17-tego kwietnia) prezentował się tak samo, zaś następny (18-tego kwietnia), również w Santiago, zawierał dwie zmiany. Zamiast Even Less, na bis SW zagrał Lazarusa, a w głównym secie Veneno Para Las Hadas wymieniło Like Dust I Have Cleared From My Eye. Od tamtej pory, Veneno nie powróciło już na koncertach SW. Drugi koncert w Chile był transmitowany wtedy w lokalnym radiu, to pierwszy taki przypadek na trasie solowej Stefana. Pozostały koncerty w Argentynie i Brazylii wyglądało tak samo.
Występem, który odbył się 25-tego kwietnia w Szwecji Wilson oficjalnie rozpoczął czwarty leg pierwszej solowej trasy triumfalnie powracając do Europy. Set nie uległ żadnym zmianom, z wyjątkiem tego, że ekstra bis z utworami PT się ulotnił.
Trzeba było czekać do koncertu w Paryżu (4tego maja) aby objawiła się jedyna na tej trasie, w miarę spontaniczna zmiana (nie licząc mikro setu PT). Like Dust I Heave Cleared From My Eye wypadło, a w jego miejsce pojawiło się znienacka Insurgentes.

                                     


Planowo zmiana miała być jednorazowa (z jakiegoś powodu), ale wyszło tak dobrze, że Wislon postanowił grać ten utwór dalej. Like Dust I Heave Cleared From My Eye powróciło jeszcze tylko podczas występów we Włoszech i jak dotąd nie powróciło. Ostatni koncert całej trasy promującej Grace for Drowning odbył się w Londynie, w Shepard’s Bush Empire (w tym samym miejscu gdzie w 2011 r. nagrano Catalogue. Preserve, Amass i gdzie w 2001 roku Porcupine Tree nagrali nigdy nie wydany koncert, o którym pisałem w pierwszym wpisie tego bloga). Setlista składała się ze standardowego zestawu 13-tu utworów. W stosunku do początku w Poznaniu, wyleciało Veneno Para Las Hadas (poniekąd zastąpione przez Luminol) oraz Like Dust I Heave Cleared From My Eye (zastąpione przez Insurgentes). Tak tez zakończyła się pierwsza solowa trasa Stevena Wilsona, trasa która miała trwać tylko dwa miesiące, która miała być tylko na chwilę pomiędzy jednym, a drugim turnusem Porcupine Tree, a której kontynuacje ciągną się ostatecznie niemal nieprzerwanie po dziś dzień. Mimo skromnego (w porównaniu do kolejnych tras) repertuaru, była to moim zdaniem najciekawsza solowa trasa Stefana.

Między październikiem 2011, a majem 2012, Steven Wilson zagrał 18 utworów:

6 utworów z "Insurgentes"
8 utworów z "Grace for Drowning"
1 utwór z "The Raven That Refused To Sing (and other stories)"
3 utwory Porcupine Tree (Lazarus, Trains oraz Even Less)


W następnej części będzie o bootlegach z tej trasy, trochę ich było!

środa, 26 listopada 2014

INSURGENTES - to już 6 lat.



Mija 6 lat od (wstępnej) premiery Insurgentes. Pamiętam tamten listopadowy wieczór. Siedziałem przy kompie i dostałem od znajomego wiadomość „jest!!”. Wiedziałem o co chodzi bo ów znajomy od kilku dni gadał tylko o jednym – o pierwszej solowej płycie Wilsona. Zamawianie deluxów było wtedy poza moim zasięgiem, on też nie zamówił i tak czekaliśmy na „wyciek”. Wychodzę na pirata, ale trzeba pamiętać o tym, że sposób wydania Insurgentes był specyficzny (o czym później). Jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie zamówił deluxa (limitowanego do 4000 kopii z czego 1000 na winylu), musiał czekać na premierę dla śmiertelników, która miała mieć miejsce dopiero za grubo ponad 2 miesiące. Czekanie nie było dla nas opcją. Ktoś ze szczęśliwych nabywców specjalnej dwupłytowej wersji się zlitował i tak oto na moim dysku wylądowało Insurgentes. Tak się złożyło, że do tamtej pory nie słyszałem nic z tej płyty, ani singla Harmony Korine, ani Get All You Deserve, które dostępne było na samplerze Porcupine Tree. Miałem wtedy sporo na głowie i po premierze doskonałego Schoolyard Ghosts no-man'a przestałem na jakiś czas interesować się tym co działo się w świecie Wilsona. Dopiero zaraźliwy entuzjazm znajomego obudził mnie z letargu. Pamiętam dokładnie to pierwsze przesłuchanie, pamiętam jak z początku czytałem książkę, ale musiałem ją odłożyć gdzieś w okolicach Veneno Para Las Hadas bo z głośników dochodziły cuda. Od tamtej pory miałem Insurgentes ze sobą wszędzie. Płyta zawiera zadziwiające eksperymenty (nawet jak na Wilsona), nostalgiczne wycieczki (wspomniane Veneno) i rzeczy w niespotykanych wtedy u Wilsona stylach (np. No Twilight Within The Courts Of The Sun). Ironicznie, świeże okazały się być staroświeckie rozwiązania, których Stefan unikał na ostatnich, bardzo współcześnie brzmiących płytach PT. Niestety, na The Raven That Refused To Sing zaczął ich dla odmiany nadużywać, ale to „temat na inny temat”. Wtedy, pod koniec 2008 roku, Insurgentes budziło niezdrową ekscytację i wiem, że nawet hejterzy nowszych albumów PT przeprosili się z Wilsonem przy tej płycie. Sam zresztą wtedy kręciłem nosem na nowsze Porki, ale to było dawno. Do dziś to pierwsze solo Stefana stanowi dla mnie synonim „starych dobrych czasów” w jego obozie. Tyle w kwestii sentymentalnych wynurzeń z mojej strony. Jak zatem sprawa wygląda bez wazeliny, czyli kiedy to się zaczęło, jak przebiegało i co z tego wynikło?
Steven Wilson zaczął pracować nad tym albumem w grudniu 2007 roku, a skończył w sierpniu 2008 roku. Rejestrowanie tego materiału różniło się znacznie od tego w jaki sposób nagrywano np. ostatnie solo (czyli w ciągu tygodnia). Wilson jeździł/latał/biegał po całym świecie, korzystał z różnych studiów nagraniowych i zapraszał do współpracy przeróżnych gości. Nie ukrywam, że brakuje mi tego w ostatnich dokonaniach Stefana. Zespołowo nagrywało Porcupine Tree, a solówka była dobrym pretekstem żeby pograć z wieloma niezwykłymi muzykami (Sand Snowmanem, Dirkiem Serriesem, Jordanem Rudessem, Tonym Levinem, Mikiem Outramem, itd., o każdym wspomnę) dzięki czemu Insurgentes zawiera tak wielka paletę muzycznych barw. Oczywiście nie byłoby łatwo odtworzyć to wszystko na żywo, ale SW nie miał wtedy jeszcze planów koncertowania solo i wyszło to chyba płycie na dobre. Tak czy inaczej, wracając do ustalania chronologii wydarzeń. Wilson twierdzi, że proces powstawania solówki zaczął się w grudniu 2007, ale do 16tego Porcupine Tree ostro koncertowali w ramach Tour of a Blank Planet zatem pierwsze szkice zaczęły pączkować pod sam koniec miesiąca/roku. Oczywiście istnieje możliwość, że Bosy kombinował coś wcześniej w busie na laptopie, ale wątpię. Jakby nie było, podejrzewam, że zaczęło się od przetrzepania archiwum. Na tapecie mogły już wtedy wylądować trzy utwory – Collecting Space, Cut Ribbon, oraz Vapour Trail Lullaby. Wszystkie zostały pierwotnie zdemowane w zbliżonym czasie (między 2000, a 2003), ale dla różnych projektów. Ten pierwszy narodził się rok po wydaniu In Absentia, ale Wilson nie zdołał napisać do niego tekstu (czego ostatecznie nigdy nie zrobił). Collecting Space było rozważane przy okazji Deadwinga, ale nic z tego nie wyszło. Demo tego utworu zostało przez Wilsona wrzucone na Myspace (w sierpniu 2006), sporo z tamtej wersji zachowało się w ostatecznej, która po dogrywkach zamieszkała na bonusowej płycie z deluxa Insurgentes. Jeśli chodzi o Cut Ribbon, kawałek powstał na planowaną w 2001 płytę Stefana z Mikaelem Akerfeldtem. Album miał mieć metalowy charakter, ale brak czasu u obu panów sprawił, że nic z tego nie wyszło (a jak wiadomo Storm Corrossion, to już zupełni inna historia). Utwór wyciekł razem z zestawem dem z okresu In Absentia przez co fani uznali, że jest to demo kawałka planowanego na płytę Porcupine Tree. Trudno się dziwić bo brzmi jak typowy metalo-podobny kawałek PT z tamtego okresu, do tego zawiera w tekście słowa „collapse the light into the earth”, które wszystko jeszcze bardziej zagmatwały. Przez lata Cut Ribbon krążył w kiepskiej jakości po dyskowych kolekcjach fanów (również pod tytułem Wet Ribbon) i założono, że Wilson położył na nim laskę. Tymczasem w 2006 roku, Stefan wrzucił na Myspace'a nieco inny miks, a za kulisami cały czas kombinował gdzie ten niechciany kawałek umieścić. Ostatecznie Cut Ribbon przeleciało przez sesje do dwóch solówek jak nieświeża ryba przez flaki. Wilson się w końcu wkurzył i udostępnił ten kawałek jako ekskluziw w szpanerskiej aplikacji na iPhone'a. Podczas prac nad Insurgentes, Cut Ribbon dorobił się żywej perkusji w wykonaniu Gavina Harrisona (nagranej gdzieś w 2008 roku) zatem można założyć, że przez jakiś czas jego obecność na albumie była poważnie rozważana. Z jakiegoś powodu nie pasował Wilsonowi nawet do bonusowego dysku. Ostatni rodzynek, Vapour Trail Lullaby, miał przez lata równie burzliwą historię co Cut Ribbon. Bosy zaczął tworzyć tę piosenkę około 2000 roku czyli na krótko po wydaniu Lightbulb Sun. Pierwotnie zaczął powstawać materiał w duchu poprzednich dwóch albumów Porcupine Tree (Żarówy i Stupid Dream), ale ostatecznie Wilson natchniony pracą z Opeth olał to i ruszył w kierunku czczonych kozłów. Wymagało to ofiary z baranka, a owym barankiem było między innymi Vapour Trail Lullaby. Oryginalne demo miało 16 minut i składało się ze słodkiej (nawet jak na klimaty Żarówy) popowej piosenki oraz mrocznej kody z dużymi ilościami mellotronu z nieśmiertelnym efektem „choir” (typowe Wilsonowe kontrasty). Między 2003, a 2004 piosenkowa cześć nagle stała się przydatna kiedy Stefan nagrywał z Avivem debiut Blackfield. Kawałek skrócono, nagrano na nowo i pod tytułem Lullaby wrzucono na pierwszą płytę duetu Wilson/Geffen. O dziwo nie zakończyło to jego dalszej ewolucji. Z jakiegoś powodu Stefan dalej pracował nad pełną, kilkunastominutowa wersją podczas sesji do Insurgentes. W dokumencie widać nawet jak gra ten utwór na pianinie. Cokolwiek w tym czasie powstało nie pasowało Bosemu do jego wizji albumu, ale nie do końca. Stefan ciachnął wspomnianą wcześniej kodę i pod tytułem (tada!) Twilight Coda umieścił w środku tracklisty Insurgentes. Najzabawniejsze, że to jeszcze nie koniec historii tego kawałka, ale wrócę do niej później.
Pierwsze ponad trzy miesiące 2008 roku Steven Wilson miał wolne. Fear of a Blank Planet Tour ruszyło ponownie pod koniec kwietnia, prawdopodobnie w połowie miesiąca zespół zaczął odbywać próby przed trasą. Do tego czasu Stefan mógł pracować nad Insurgentes, a jak wiadomo, dużo w tym celu podróżował. Oczywiście trudno ustalić gdzie i kiedy dokładnie Bosy był, ale pod koniec lutego z pewnością był to Meksyk. Dokładnie 27-ego lutego SW zagrał swój pierwszy pełny koncert jako Bass Communion. Był to w zasadzie występ łączony, Wilson dzielił scenę z grupą PIG, która prezentowała podobny rodzaj muzyki. Nie wiem jak doszło do tego koncertu, ale podejrzewam, że pomysł wypłynął spontanicznie kiedy Stefan był już w Meksyku. Wiadomo zatem, że wszelkie „meksykańskie” sesje związane z Insurgentes musiały się odbyć w tym okresie, a część muzyki wypłynęła na płytach innych projektów (głównie Bass Communion). Album Molotov And Haze BC został nagrany między 14-tym a 17-tym lutego 2008 za pomocą gitary i laptopa. Podkreślam to ponieważ Stefan mógł tych nagrań dokonać wszędzie. Niestety nie sprecyzowano gdzie dokładnie Bosy nagrywał, użyto jedynie lakonicznego zwrotu „on location”. Podejrzewam jednak, że Wilson mógł już wtedy być w Meksyku, gdyby album powstawał w No Man's Land, to raczej byłoby to odnotowane. Problem polega na tym, że z gitarą i laptopem Stefan mógł się rozstawić nawet podczas oczekiwania na samolot, a jeśli muzyka powstała w ciągu 3 dni, to równie dobrze mogło to być w kilku różnych miejscach. Wprawdzie w filmie Insurgentes widać Wilsona jak siedzi z laptopem i gitarą w
Templo de Santa Teresa La Antigua i tworzy coś co przypomina utwory z M&H (żadnym z nich nie jest), ale nie ma ostatecznego potwierdzenia, że ten konkretny materiał powstał wtedy. Dlaczego tak się uczepiłem Molotov And Haze? Głównie z powodu utworu Glacial 1602, który swoim brzmieniem jednoznacznie sugeruje, że powstał w trakcie pracy nad Veneno Para Las Hadas. Różnie to mogło wyglądać, a informacje są skąpe. Mogło być tak, że Stefan już pracował nad Veneno, a Glacial 1602 to dodatkowe improwizacje, które z tego wynikły. Istnieje też prawdopodobieństwo, że było odwrotnie – Wilson bawił się tym konkretnym efektem pół dnia i w pewnym momencie zasiane zostało ziarno, z którego później wyrosło Veneno. Jakby nie było, narodzin tej kompozycji można się doszukiwać w tym okresie czasowym. Nikomu nie trzeba wskazywać na to, że Wilson nawiązuje w tym utworze do swojego starego riffu z The Sky Moves Sideways. Tytuł zaczerpnięto natomiast z hiszpańskiego horroru. Jeśli jesteśmy już przy muzycznych nawiązaniach, sporo osób zauważyło, że Puncture Wound przywodzi na myśl A Forest zespołu The Cure. Wilson nigdy nie odniósł się do tego podobieństwa, ale w przeszłości nagrał już swoją wersję A Forest i wydał na Cover Version III (w 2005 roku). Jak nam wiadomo, Wilson spędził w Meksyku dużo czasu na zwiedzaniu i generalnie szwendaniu się po okolicy (co zostało udokumentowane w filmie Insurgentes). Trudno powiedzieć ile muzyki rzeczywiście tam powstało (zapewne mniej niż wielu ludzi zakłada). Świadectwem tego, że Stefan robił w Meksyku coś poza podrywaniem lasek, jest utwór Insurgentes w wersji opisanej jako Mexico. Te ujęcie piosenki zostało umieszczone na bonusowej płycie natomiast ostateczna wersja z albumu została nagrana w różnych innych miejscach, np.: pianino zostało zarejestrowane w kościele św. Bartłomieja w Birmingham (Wielka Brytania), a partie zagrane przez Michiyo Yagi na koto nagrano w studiu Sound Pot w Tokio (Japonia) (Michiyo pojawia się również w Collecting Space). Kiedy dokładnie? Nie wiadomo. Sesja „kościelna”, podczas której SW grał na Steinwayu, nadzorowana była przez Colina Atwella z Claudio Records.
         

Do dziś wielu fanów dzieli się na dwa obozy, z których jeden faworyzuje wersję z Birmingham, a drugi nagranie zarejestrowane w meksykańskim Templo de Santa Teresa La Antigua (byłym klasztorze, który teraz służy jako galeria sztuki). Większość tej drugiej wersji została nagrana na żywo, widać to na filmie. Meksykańską fotografkę Susanę Moyaho (która w filmie Insurgentes pojawia się tak często jak sam Wilson) można usłyszeć w utworach Only Child i Port Rubicon. Jednym z gości na płycie jest Gavan Kearney znany jako Sand Snowman. Tak się składa, że obaj muzycy pracowali w tym samym czasie nad swoimi albumami i dzięki temu możemy usłyszeć wokal Stefana na płycie Two Way Mirror oraz gitarę Snowmana na Insurgentes. Gavan nagrywał swoją płytę do maja 2008 zatem do tego czasu jego partie przygotowane dla Wilsona były już pewnie gotowe. Możemy je usłyszeć w kawałkach Abandoner i Twilight Coda. Sand Snowman nagrał również gitarę akustyczną do utworu Veneno Para Las Hadas, ale Wilson ostatecznie z niej nie skorzystał (można ją za to usłyszeć we wczesnej wersji, która znalazła się na płycie dołączonej do filmu). Jedyny pozostawiony wkład Snowmana w tę piosenkę został określony jako „recorder” (prawdopodobnie dźwięki imitujące włączoną taśmę lub płytę winylową, to jego zasługa).

         

W Harmony Korine Stefan gra na wszystkim oprócz perkusji (takie to były czasy i szczerze mówiąc chętnie usłyszałbym kolejną płytę nagraną głównie, a nawet tylko przez Stefana). Sam tytuł utworu Wilson wziął (z jakiegoś powodu) od imienia i nazwiska amerykańskiego reżysera kina niezależnego. Ja sam za Korinem nigdy nie szalałem, ale Stefan ewidentnie lubuje się w dziwacznym i dosyć drażniącym kinie tego typu. Z resztą nie tylko on ponieważ jego kolega z no-man - Tim Bowness, nazwał swój zespół Henry Fool, a to również nawiązanie do kina z festiwalu Sundance, tym razem filmu Hala Hartleya o takim tytule (i ten dla odmiany polecam).
Jeśli chodzi o pozostałe utwory, to ścieżki nagrane przez gości mogły napływać do Wilsona nawet przez internet. Nic nie świadczy o tym, że faktycznie jeździł on od drzwi do drzwi i osobiście uczestniczył w nagraniach z udziałem Tonego Levina czy Jordana Rudessa (przy czym nie można tego wykluczyć). Sympatyczny wąsaty basista zagrał w No Twilight Within The Courts of The Sun oraz w Collecting Space. Jordan Rudess z Dream Theater pojawia się ze swoim pianinem w No Twilight..., Veneno Para Las Hadas i Twilight Coda. Dodatkowe partie gitary zostały nagrane między innymi przez Johna Wesleya w studiu Red Room Records, nie wiadomo jednak do jakich utworów. Można zgadywać. W filmie Insurgentes widać jak SW nagrywa
No Twilight... w tym studiu, ale bez Wesa, którego widać później w trakcie zabawy nad Abandonerem (ale też nie gra). Sam Abandoner był chyba nagrywany wszędzie, ale główne partie zarejestrowano w No Man's Land. Kobiecy śpiew, który słyszymy w utworze Significant Other należy do Clodagh Simonds (trudno odmienić to imię na piśmie żeby nie zrobił się bajzel). Jest to irlandzka weteranka sceny muzycznej, karierę rozpoczęła w latach sześćdziesiątych ze swoim zespołem Mellow Candle. Przez lata gościła na albumach takich wykonawców jak Thin Lizzy czy Mike Oldfield. Przez ostatnią dekadę tworzyła i wydawała muzykę pod nazwą Fovea Hex. Steven Wilson zagrał na jednym z wielu mini albumów projektu, wydanym w 2007 roku Allure (w utworze tytułowym).

         

Dirk Serries
, który narobił gitarowego szumu (dosłownie) w Get All You Deserve, to popularny w pewnych kręgach twórca muzyki ambientowej. Fani Wilsona mogą go kojarzyć ze współpracy z Bass Communion przy serii płyt Continuum (również jako Fear Falls Burning i Vidna Obmana). Mike Outram to jazzowy gitarzysta, który znany jest bardziej w kręgu muzyków niż słuchaczy. Udziela się głównie jako gitarzysta sesyjny, ale komponuje również własną muzykę. Drugie solo w utworze No Twilight Within The Courts Of The Sun jest jego autorstwa. W przyszłości brał tez udział w nagrywaniu molocha Raider II. Theo Travis, to postać dobrze znana fanom Stefana (do wydania Insurgentes głównie z udziału w utworach Don't Hate Me i Ambulance Chasing). Na pierwszym solo zagrał w kawałkach Abandoner i Veneno Para Las Hadas (odpowiednio na flecie i klarnecie) oraz Port Rubicon (na saksofonie i klarnecie). Największy gościnny występ zaliczył jednak Gavin Harrison, który pojawia się w ośmiu utworach z dziesięciu. W zasadzie pojawia się wszędzie tam gdzie użyta została perkusja (na bonusowym dysku też). Na zakończenie tej listy warto zwrócić uwagę na udział The London Session Orchestra, których gra ozdobiła utwory Salvaging i Port Rubicon.


         

Pozostają jeszcze dwa rodzynki, które nie zmieściły się nigdzie przy okazji wydania albumu Insurgentes. SW dorzucił je dopiero do bonusowej płyty dodawanej do filmu. Desperation i Western Home nieznacznie odstają stylistycznie od zawartości Insurgentes chociaż i tak bliżej im do niej niż czemukolwiek co SW wydał solo później. Wiadomo o nich tylko tyle, że na perkusji zagrał (niespodzianka) Gavin Harrison, na reszcie instrumentów prawdopodobnie sam Stefan. Nie wiadomo też kiedy i gdzie zostały zarejestrowane (poza tym, że miało to miejsce między grudniem 2007, a sierpniem 2008). Do pierwszych zamówień dołączano jeszcze prezent w postaci płyty z dziewięciominutowym demem utworu Vapour Trail Lullaby, o którym wspominałem wcześniej. Technicznie, wersja ta nie ma nic wspólnego z sesjami do Insurgentes, ale jej druga połowa może być potraktowano jako demo Twilight Coda. Nie wszyscy pamiętają pewnie, że oryginalnie zamiast tego, pierwsze pre-ordery miały zawierać słynne Tape Experiments 1985-1986. SW nagle się zawstydził i próbował z tego wycofać, ale fani narobili jazgotu i ostatecznie Wilson wypuścił swoje taśmowe eksperymenty za darmo na Soundcloudzie. Jak się okazało, słuchacze byli bardzo zadowoleni z tego co usłyszeli i doprowadziło to do wydania Tape Experiments na winylu. Jak widać nie ma się co wstydzić. I to tyle. Steven przyznał się, że podczas sesji do Insurgentes łącznie nagrano około 25 utworów. 10 wydano na albumie, 5 (powiedzmy, że Insurgentes (Mexico) się liczy) na bonusowym dysku, jeszcze 2 razem z filmem, oraz jeden (Cut Ribbon) po kolejnych dogrywkach został w końcu wydany samopas (w 2011 roku). Zostaje zatem ok. 7 kawałków, które leżą kompletne w archiwum No Man's Land II. Podejrzewam, że żaden z nich nie był później brany pod uwagę i w żadnej formie nigdzie nie wyskoczył. Po pierwsze, SW stwierdził, że to co najlepsze ukazało się na Insurgentes i na dołączonym do niego bonusie, reszta była jakościowo gorsza (ale to jego opinia, szkoda, że nie możemy się sami przekonać). Po drugie, zmiana stylistyki na Grace for Drowning wyklucza raczej użycie czegokolwiek z zimnofalowego materiału skomponowanego przed 2010 rokiem. Jedynym utworem, który przywodzi na myśl klimaty Insurgentes jest Fluid Tap (z dodatkowej płyty z zestawu deluxe GfD), ale kawałek ten został napisany podczas sesji w 2010. Mamy zatem 17 utworów z sesji do Insurgentes i więcej raczej nie dostaniemy (a to i tak bardzo dużo). Po wydaniu tego albumu, SW pracował już nad materiałem na nową płytę Porcupine Tree The Incident, nie było zatem czasu żeby nawet pomyśleć o jakiejś mikro trasie promocyjnej solo. Wilson nie brał tego wtedy pod uwagę, zwłaszcza, że Insurgentes nie jest płytą łatwą do odtworzenia na żywo i Bosy raczej wtedy z tego korzystał niż uważał za wadę. Mógł nagrać wszystko i nie przejmować się niczym (trochę jak David Bowie teraz). Co by jednak było gdyby się wtedy uparł? Można gdybać. Na pewno skład zespołu byłby inny, większości z członków obecnego „solo bandu” Wilson wtedy jeszcze nie znał (a nawet osób pośrednich, z polecenia których muzycy trafili do Wilsona, np. Steve Hackett/Nick Beggs). Reszta nie nadaje się nawet na gdybanie. Wtedy, w 2008, wyobrażałem sobie jak mógłby wyglądać taki koncert. Zdecydowanie skromniej sobie to wyobrażałem niż ostatecznie to wyglądało w 2011 roku. Z obecnej perspektywy jeszcze trudniej mi zgadywać w jaki sposób Wilson z 2008/2009 roku próbowałby zrealizować taki występ. Ja materiał z Insurgentes widziałbym na miniaturowym koncercie (max kilkaset osób), w kameralnej sali, bez wizualizacji, ale z dobrymi światłami (Steven mógłby się wiele dobrego nauczyć o dobrych światłach np. od Riverside). Aktualnie nie ma na to szans bo Stefan już zapowiedział, że chce na nowej trasie przebić wizualny przepych Raven Tour. Czy będzie więcej firanek? Zobaczymy.

         

Podsumowując temat albumu Insurgentes, późna jesień roku 2008 była ekscytującym czasem dla fanów Stevena Wilsona. Jako człowiek chętny do eksperymentów (również na polu formy wydania swoich płyt), prawdopodobnie zainspirowany poczynaniami Radiohead (z In Rainbows), a zwłaszcza NIN (z Ghosts I-IV), Bosy zdecydował się wydać pierwszego w swojej karierze poważnego deluksa. To co obecnie jest już tradycją, wtedy miało charakter poruszania się w kompletnej ciemności. Stefan nie miał pojęcia ile takich ekskluzywnych wydań się sprzeda (a pesymistycznie zakładał, że mało) więc zainwestował w 3000 kopii wersji cd i 1000 wersji winylowej. Sprzedały się wszystkie, ale mimo to Wilson stracił na tym kasę (pierwsze koty za płoty). Rynek został jednak zbadany i przy okazji tego typu wydań płyt The Incident (Porcupine Tree) i Grace for Drowning można było pewnych błędów uniknąć. Insurgentes Deluxe zawierało dodatkowy dysk z muzyką, DVD-A z wersją 5.1, oraz gruby „album” ze zdjęciami. Taki zestaw można było zamawiać bezpośrednio „u Wilsona” w Headphone Dust, a datę premiery ustalono na 26ego listopada 2008. Zwykła wersja Insurgentes miała premierę dopiero 16tego lutego 2009 roku i teoretycznie to tę datę uważa się za właściwą datę premiery (przy czym dla mnie to już zawsze będzie płyta z 2008 roku). Wilson chciał aby fani, którzy wsparli inicjatywę z deluksami mieli całość wcześniej niż inni, ale do lutego Insurgentes rozlało się już dawno po całym internecie i tego rodzaju czkawka wydawnicza nie była więcej powtarzana.


             


Uff. Czy wyczerpałem temat? Szczerze mówiąc - nie wiem. Na pewno brakuje wielu informacji na temat tego gdzie i kiedy co było nagrywane, oraz ile tak naprawdę Stefan się napodróżował. Jest jeszcze dziwadełko wydawnicze pod tytułem NSRGNTS RMXS. Jedna z wersji utworu Abandoner wynikła z konkursu na najlepszy remiks, który trwał od stycznia do marca 2009. Konkurs wygrał Polak – Łukasz Lang (jako Danse Macabre) – jego remiks zebrał najwięcej głosów od fanów po tym jak SW wybrał 8 z wcześniejszej puli. W tym wypadku trudno nawet mówić o remiksie, to zupełnie nowa wersja ze stworzoną od podstaw aranżacją. Z oryginału ostał się tylko wokal. NSRGNTS RMXS to zaskakująco dobra kompilacja i wbrew temu co niektórzy mogą sądzić, doskonale się tego słucha. Ostatnim fragmentem układanki jest wydany w 2010 roku film dokumentalny Insurgentes, ale nie daje nam on zbyt wiele potrzebnych informacji na temat procesu nagrywania albumu. Poświęcę temu dokumentowi osobny tekst. Tymczasem polecam wszystkim włączyć sobie pierwsze solo Stefana i napawać się tym jaka ta płyta jest dobra. Według mnie to zdecydowanie najlepszy album podpisany jako Steven Wilson i zawsze przyjemnie do niego wrócić. Nadal mam wrażenie, że dużo zostało jeszcze do napisania o Insurgentes, ale nie będę Was męczył. Idźcie się zrelaksować przy muzyce!