Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2006. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 grudnia 2017

Touring The Polygraph: Arriving Somewhere... Tour 2006



                                                                     


Arriving Somethere Tour
. Trasa, która sprawiła mi problemy zanim jeszcze zacząłem o niej pisać. Bo jak ją potraktować? Super krótka jak na PT, to co z nią zrobić? Dołączyć do Deadwing Tour, bo promowali dvd z tej trasy? A może dołączyć do FOABP Tour, bo grali tę płytę w całości?
A może odseparować jako osobną trasę, którą w sumie była? Ale jak to zrobić, skoro na stronie oficjalnej zaznaczono, że trwała od września do października, a tu jeszcze były koncerty w czerwcu, lipcu i listopadzie? Pierdolnik do kwadratu. Dlatego zostawiłem sobie tę trasę na koniec i teraz już mniej więcej wiem jak to ugryźć. Efekty tego poniżej.

Pierwszą połowę roku, Steven Wilson poświęcił na pisanie i demowanie nowej płyty Porcupine Tree. W tym samym czasie miksował też audio do najnowszego wydawnictwa zespołu.

Arriving Somewhere...” czyli wydanie na dvd koncertów zarejestrowanych w Chicago w 2005 r., ukazało się we wrześniu 2006 r. Z tej okazji, zespół zrobił coś czego dotychczas nie robił – pojechał w trasę promującą dvd z trasy. Wcześniej w roku, Jeżodrzewie zagrali cztery koncerty festiwalowe, o których pisałem już pod koniec tego tekstu: http://stevenwilsonlive.blogspot.com/2014/04/arriving-everywhere-2005-cz2-deadwing.html

                                                    

Bosy wykombinował sobie jeszcze jedną rzecz. PT pracowali już w tym czasie nad Fear Of a Blank Planet i te prace były już bardzo zaawansowane. Panowie postanowili zaszaleć i zagrać cały nowy materiał na koncertach przed wydaniem płyty. Pomysł rzeczywiście był świeży i odważny, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że premierowy materiał miał szansę pojawić się w internecie w wątpliwej jakości (i tak się zresztą stało).

Porcupine Tree jednak zaryzykowali. Trasa rozpoczęła się 13-tego września w Cambridge. Zagrano:

01. Fear Of A Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Cheating The Polygraph
06. Sleep Together

07. Open Car
08. The Sound Of Muzak
09. Buying New Soul
10. Arriving Somewhere But Not Here
11. Mother And Child Divided
12. .3
13. The Start Of Something Beautiful
14. Trains

15. Halo
16. Blackest Eyes


Jak widać zespół traktował te mini-trasę jako szansę na dobrą zabawę i granie głównie nowszego materiału. Najstarsze w tym zestawie jest Buying New Soul, które słynne arp intro miało puszczane w 2006 r. od tyłu (od koncertu w Mińsku).

Na kolejnym koncercie, który odbył się w Paryżu (15-tego września) wyleciało Mother & Child i tak to wyglądało również w Antwerpii, Włoszech, Szwajcarii, Holandii, Niemczech, Anglii i Szkocji.
Tak, podczas całej europejskiej trasy nie zmieniło się praktycznie nic, a najbardziej zadowoleni pozostali fani z Cambridge. W Europie, supportem PT był zespół Paatos, z wyjątkiem Belgii i Francji gdzie zagrali Oceansize.

                                                 


5-tego października zawitał do Stanów. Ten odcinek trasy rozpoczął się w Bostonie i prezentował się jeszcze skromniej:

01. Fear Of A Blank Planet
02. My Ashes
03. Anesthetize
04. Sentimental
05. Cheating The Polygraph
06. Sleep Together

07. Open Car
08. The Sound Of Muzak
09. Arriving Somewhere But Not Here
10. .3
11. The Start Of Something Beautiful
12. Trains

13. Halo


Tego samego dnia, rano, Steven i Wes zagrali akustyczny mini koncert w sklepie Newbery Comics.

01. Even Less
02. The Sky Moves Sideways
03. Buying New Soul
04. Lazarus


                                                  

Począwszy od kolejnego koncertu, który odbył się 6-tego października w Nowym Jorku, powrócono do standardowego setu z Europy (15 utworów).

Ta trasa byłaby prawdopodobnie najnudniejszą trasą Porcupine Tree gdyby nie tradycyjna awaria sprzętu, która tym razem nastąpiła w San Francisco (13-tego października).

Po wykonaniu My Ashes posypał się wzmacniacz. Wilson musiał szybko zareagować więc wziął gitarę i zagrał Even Less akustycznie. Awaria się przedłużała więc wykonał jeszcze Thank U Allanis Morrisette, które do tej pory grywał tylko solo (a potem z Blackfield).

W tym czasie ekipa techniczna załatała problem i zespół mógł kontynuować z Anesthetize. Na koncert PT, fani mogą się tylko z takich usterek cieszyć.

I to było zakończenie trasy „Arriving Somewhere...”.

W listopadzie zespół zagrał 3 nadprogramowe koncerty w Japonii (w lipcu zagrał jeszcze na dwóch japońskich festiwalach i to były jedyne występy PT w tym kraju) w: Nagoyi (27-mego listopada), Osace (28-mego listopada) i w Tokyo (29-tego listopada).

Grali wtedy:

01. Blackest Eyes
02. The Sound Of Muzak
03. Hatesong
04. Lazarus
05. Anesthetize
06. Open Car
07. Buying New Soul
08. Mother And Child Divided
09. Ariving Somewhere But Not Here
10. The Start Of Something Beautiful
11. Halo

12. Trains


czyli praktycznie dvd „Arriving Somewhere” w pigułce. Powróciło Mother & Child oraz niegrane od czasu zagranych tego roku festiwali Hatesong i Lazarus. Z FoaBP zostało tylko Anesthetize, ale to praktycznie 3 utwory.

Jak więc wypadł premierowy materiał? Jak widać, grano wczesną wersję, które zawierała Cheating The Polygraph. Później Wilson stwierdził, że potrzebują lepszego utworu w tym miejscu i tak powstało Way Out Of Here, które moim zdaniem w niczym nie jest lepsze od Cheating The Polygraph, ale to nie czas i miejsce na takie rozważania. Mimo tej „wczesności”, materiał brzmiał niemal identycznie, jak ostatecznie na płycie. Fani byli bardzo podekscytowani tym co usłyszeli, zwłaszcza ci, którzy zainteresowali się PT po In Absentii.

Trasa się udała, FoaBP przeszło chrzest bojowy, a do ego wypromowano live dvd. Nie mówiąc o dobrej zabawie.

Między 8 czerwca (tak, wliczam też festiwale), a 29 listopada zagrano 23 utwory:

1 utwór z „The Sky Moves Sideways” (akustycznie)
2 utwory ze „Studpid Dream” (w tym „Even Less” dwukrotnie akustycznie)
1 utwór z „Lightbulb Sun”
1 utwór z „Recordings” (w tym raz akutycznie)
4 utwory z „In Absentia” (w tym „Lazarus” jednorazowo akustycznie)
6 utworów z „Deadwinga”
5 utworów z „Fear of a Blank Planet”
1 utwór z „Nil Recurring”
1 utwór niealbumowy (So Called Friend)
1 cover (Thank U)



Co nam, fanom, zostało z tej trasy jeśli chodzi o bootlegi? Całkiem sporo.
Tak jak wspominałem, premierowy materiał w wersji live zaczął krążyć po internecie błyskawicznie, do dziś można się natknąć na „Fear Of a Blank Planet (bootleg)", które zawiera fragment jednego z koncertów (z Cheating podpisanym jako Way Out) i dwoma studyjnymi bonusami z tej płyty.

                                           

Jeżeli chodzi o materiał wideo, to interesuje was profesjonalnie zarejestrowany fragment koncertu w Saarbrucken, który potem wyemitowano w tv.
Z oczywistych względów pominięto podczas emisji "Fear of A Blank Planet" oraz już z niezrozumiałych dla mnie powodów The Sound of Muzak i Buying New Soul. Reszta natomiast została i dzięki temu mamy prawie 50-ciominutowy materiał składający się z 7 utworów.

Jeżeli chodzi o bootlegi z publiki to większość prezentuje podobną jakość. Na pewno warto wyróżnić Cambridge (ze względu na dłuższy set) oraz zakończenie trasy po Stanach w San Francisco (ze względu na Even Less i Thank U). O dziwo bootlegów jest naprawdę sporo, jak na tak małą ilość koncertów więc spokojnie łapcie, co Wam wpadnie w ręce. Premierowe wykonania "Fear Of a Blank Planet" brzmią świeżo i energicznie.

Ostatecznych nagrań utworów na ten album dokonano zaraz po zakończeniu trasy, między październikiem, a grudniem 2006 r., kiedy zespół był jeszcze na gorąco z materiałem. Way Out Of Here powstało w studiu, skomponowane przez cały zespół.

"Fear Of A Blank Planet" ukazała się 16-tego kwietnia 2007 r. i przeszła do historii jako jedna z najbardziej cenionych płyt w dyskografii Porcupine Tree.


sobota, 19 kwietnia 2014

Steven Wilson - solo przed solo (2000 - 2010)


           

Steven Wilson tu i tam. W zasadzie niemal wszędzie. Tak w skrócie można określić bytność Bosego w minionym już 2013 roku. Najeździł się, naudzielał wywiadów i odebrał kilka prestiżowych (w pewnych kręgach) nagród. Nie jest to obraz, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, a na pewno nikt nie był w okolicach 2000 roku, kiedy Steven Wilson po cichu rozpoczął działalność na własną rękę. Oczywiście, wiadomo jak ironicznie się to w przypadku Bosego układało, ale przyjmijmy, że pisząc „na własną rękę” mam na myśli występy pod własnym nazwiskiem, a nie kolejną wymyślną nazwą.
Postanowienia „nowowiekowe” zakładały zapewne, że Wilson wyda w końcu coś, co odważy się podpisać jako 'Steven Wilson'. Zanim jednak poczynił pierwsze nieśmiałe kroki w tym kierunku, postanowił wystąpić solo przed publicznością. 27 lutego 2000 roku Wilson po raz pierwszy w życiu wylądował sam na scenie „jako on”. Miało to miejsce w holenderskim Delft i było częścią uświetnienia premiery składanki „Tonefloating”. Repertuar, który zaprezentował wtedy Bosy miał dokładnie taki charakter, przed którym 11 lat później Wilson bronił się jak mógł, czyli trochę tego, trochę tamtego. Nie zmienia to faktu, że dobór utworów był wyjątkowo zaskakujący.

01. Where We Would Be
02. Fadeaway
03. The Needle and the Damage Done (Neil Young)
04. Pure Narcotic
05. Small Fish
06. Shell Of A Fighter
07. A Smart Kid
08. Cure for Optimism
09. Stranger By The Minute
10. The Days Before You Came (ABBA)


7 utworów Porcupine Tree, 2 covery, 1 utwór no-man. Co ciekawe, jeden z utworów Porcupine Tree miał wtedy bardzo niepewny status i - de facto, wtedy w 2000 roku - został zaprezentowany jako coś solowego.
Mowa o Cure for Optimism, które tamtego wieczora zaliczyło swoją pierwszą i jak do tej pory ostatnią publiczną prezentację. Steven opowiedział zebranym fanom jak to reszta zespołu odrzuciła ten utwór podczas dobierania materiału na „Lightbulb Sun”. Kończąc wypowiedź, zażartował, że być może będzie to kolejna cegiełka do pierwszego solowego albumu Stevena Wilsona. Śmiechy i tak dalej, ale wtedy taka perspektywa rzeczywiście wydawała się dosyć nierealna. Cure for Optimism stał się ostatecznie utworem Porcupine Tree, kiedy wydano go na „Recordings” (2001), a Stefanowi udało się  obejść blokadę jaką poczyniła reszta zespołu względem tej kompozycji. Co do reszty materiału, dwa utwory zdecydowanie wyróżniają się na tle reszty. Po pierwsze Shell of a fighter. Jedyne wykonanie piosenki no-man z Wilsonem śpiewającym partie Tima oraz jedno z rzadkich w tamtym czasie wykonań piosenki no-man przez jakiegokolwiek członka zespołu. Z perspektywy czasu wydaje się to być wydarzeniem na miarę wykonania Grendela przez Fisha, nigdy więcej Wilson nie zaśpiewał piosenki no-man przy jakiejkolwiek okazji. Drugą perłą tego wieczoru było pierwsze wykonanie Small Fish na żywo. Od tamtej pory utwór pojawił się jeszcze podczas mini występów Wilsona oraz dwukrotnie na koncercie Porcupine Tree, ale wtedy, w 2000 roku, była to wielka niespodzianka. Poza tym, kilka mało zaskakujących utworów Porcupine Tree i kilka rzadziej granych jak Stranger By The Minute, którego historia przypomina trochę tę ze Small Fish z tym wyjątkiem, że Wilson wykonał ją wcześniej dwukrotnie na trasie „Stupid Dream Tour” (również akustycznie). Covery być może nie tak oczywiste (przynajmniej wtedy), ale w przypadku Needle and the Damage Done była to jednorazowa przygoda. Koncert warty zapamiętania, nietypowy pod wieloma względami, unikatowy i przede wszystkim to ten pierwszy, chociaż sam Wilson zapewne nie brałby go nawet pod uwagę (zwłaszcza na obecnym etapie kariery).
Tymczasem w 2000 roku SW postanowił raz jeszcze wystąpić „solo” i wpadł na Popkomm do niemieckiej Kolonii (18 sierpnia 2000). Tym razem obyło się bez większych niespodzianek:

01. Stranger By The Minute
02. Shesmovedon
03. Pure Narcotic
04. Where We Would Be
05. The Day Before You Came (ABBA)


Resztę tego, jak i kolejnego i większość jeszcze następnego roku, SW spędził w trasie z Jeżodrzewiem. W tym czasie poznał izraelską gwiazdę pop, Aviva Geffena, który okazał się wielkim fanem Porcupine Tree, a jako że był u siebie osobą wpływową to zaprosił zespół na koncert do Tel Avivu. Geffen wystąpił wtedy razem z PT dośpiewując w Russia on Ice i Feel So Low. Reszta jest oczywiście historią.
Zanim jednak wydana została pierwsza płyta Blackfield, Steven wpadł do Tel Avivu na coś, co ostatecznie okazało się być koncertem życzeń. Grupa szczęśliwych Izraelczyków znalazła się 24. stycznia 2003 w klubie Jah-Pan aby zobaczyć występ Stevena Wilsona solo. W zasadzie było to po prostu spotkanie Bosego z fanami, ponieważ po występie (a praktycznie w jego trakcie) odpowiadał on na pytania przez pół godziny. Wilson uzbrojony był tego wieczora w teksty z całej dyskografii Porcupine Tree, a fani mogli teoretycznie prosić o wszystko (w praktyce Stefan dobierał to, co mu pasowało i sam przyznał, że w przypadku np.: This Long Silence nie pomoże nawet kartka z tekstem). Występ miał serdeczny, niemal rodzinny charakter, brakowało tylko rozpalonego ogniska.
Jest to jedyny tego typu koncert Wilsona, jaki kiedykolwiek miał miejsce. Można niemal powiedzieć, że był to koncert Porcupine Tree, bo tylko piosenki zespołu były grane tego wieczora (a Wilson nieraz już grywał samotnie jako PT krótkie sesje dla rozgłośni radiowych), ale całe spotkanie kręciło się przede wszystkim wokół osoby Wilsona więc oficjalnie był to koncert Stevena Wilsona. Powstająca spontanicznie w trakcie występu setlista zawierała kilka wyjątkowych niespodzianek.

01. Even Less
02. A Smart Kid
03. Small Fish
04. Fadeaway
05. Gravity Eyelids
06. Where We Would Be
07. Shesmovedon
08. Trains
09. Nine Cats
10. Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It Is Recycled
11. Pure Narcotic
12. Disappear
13. Blackest Eyes
14. Feel So Low (z Avivem Geffenem)
15. Buying New Soul
16. Waiting (Phase One)
17. Stars Die



                                                      



                                     

Przed Stars Die Wilson udzielił długiego wywiadu, podczas którego fani zadawali pytania. Zestaw utworów robi z biegiem lat coraz większe wrażenie, zwłaszcza jedyne wykonanie Disappear w jakiejkolwiek innej formie niż studyjna. Ironicznie, Trains było wtedy rarytasem nigdy dotąd nie granym na żywo. Była to prośba jednego z fanów, a Wilson spontanicznie zdecydował się spróbować. Jak się okazało, albumowa tonacja Trains była dla Stefana zabójcza i późniejsze wykonania tego utworu (już z PT) miały tę tonację obniżoną. Small Fish pojawiło się ponownie i co zabawne, SW próbował usilnie wmówić publiczności, że gra to na żywo po raz pierwszy w życiu (nie pierwszy i nie ostatni raz pamięć płatała mu figle). Z tych naprawdę wyjątkowych utworów pojawiły się jeszcze Fadeaway (ostatni raz kiedy Wilson sam to zaśpiewał), Buying New Soul, Where We Would Be (jak dotąd ostatnie wykonanie), Nine Cats (również ostatnie wykonanie), Stars Die i rzadkie wykonanie Feel So Low z Aviem Geffenem śpiewającym zwrotkę po hebrajsku. Co ciekawe, kilka propozycji samego Stefana było dość chybionych, np.: Blackest Eyes, podczas którego Wilson tłumaczył się z braku kilkunastu łomoczących gitar i solówki. W trakcie rozmowy fani zadali parę ciekawych i istotnych pytań, polecam posłuchać samemu, bo w przeciwieństwie do regularnych wywiadów z Wilsonem, można tu dowiedzieć się czegoś interesującego. Tak jak już napisałem wcześniej, jako że było to oficjalnie spotkanie ze Stevenem Wilsonem, uznaję, że był to koncert Stevena Wilsona i umieszczam go w tym tekście. Generalnie jednak był to swego rodzaju występ Porcupine Tree w formie, którą przybierało niejednokrotnie (np.: w zestawie SW + Chris Maitland, albo SW + John Wesley, ewentualnie sam SW), o takich inkarnacjach Jeżodrzewia będę pisał przy okazji innego wpisu.
Jak się okazało, nie trzeba było długo czekać na kolejny solowy występ Stefana. Wbrew legendzie, idea tego rodzaju koncertów nie została wymuszona faktem, że wszyscy muzycy Blackfield (z wyjątkiem Geffena) nie dostali wiz na zaplanowaną trasę po USA. Wilson supportował własny zespół już w 2004 roku. Na 10 września został zaplanowany „debiutancki” koncert Blackfield, co też nie do końca jest prawdą, ponieważ Aviv i Steven zagrali już kilka akustycznych setów przed występami Porcupine Tree w 2003 roku oraz parę mini-koncertów w 2004. Tak czy inaczej, żeby całe wydarzenie uświetnić (i upewnić się, że nie będzie frekwencyjnej wtopy) zaproszono Anathemę. Zespół braci Cavanagh zagrał akustyczny set z udziałem kwartetu smyczkowego. Między występami Anathemy i Blackfield, Steven Wilson wcisnął się na krótki set, który wstrząsnął społecznością fanów. Na scenie oprócz Bosego pojawił się Ben Coleman, czyli skrzypek, który od 1989 do 1994 roku był członkiem no-man. Był to pierwszy wspólny publiczny występ obu muzyków od czasu koncertów no-man w 1994. I chociaż nie został zagrany żaden utwór tego zespołu, to pojawienie się na scenie Bena było niczym grom z jasnego nieba. Setlista tego niezwykłego mini-koncertu wyglądała tak:

01. Even Less (z Benem Colemanem)
02. A Smart Kid (z Benem Colemanem)
03. How Is Your Life Today?
04. Moment I Lost
05. Trains (z Benem Colemanem)
06. The Day Before You Came (ABBA)


Udział Bena w odegraniu trzech znanych utworów Porcupine Tree nadał im niezwykłą świeżość i jedyny w swoim rodzaju charakter. Styl Colemana jest  unikatowy, zatem miłe wspomnienia z czasów kiedy grał on w zespole no-man powróciły. Inną niespodzianką tego wieczoru był Stefan grający na pianinie, co prawdopodobnie zrobił publicznie po raz pierwszy (i nie ukrywał swojego zdenerwowania w związku z tym). Zadebiutował nie tylko Wilson-pianista, ale też dwa utwory – How Is Your Life Today? Porcupine Tree oraz Moment I Lost. Ten drugi jest o tyle ważny, że jest to pierwszy oryginalny utwór Stevena, który został wydany pod jego nazwiskiem. Pojawił się na pierwszym „Cover Version”, który swoją premierę miał w marcu 2003 roku. SW wybrał zakradanie się tylnymi drzwiami zamiast wywalać te od frontu - widać, że nie miał jeszcze dość śmiałości aby wydać pełny album jako 'Steven Wilson'. Moment I Lost jest pierwszym i jedynym oryginalnym utworem  SW z serii CV jaki kiedykolwiek został zagrany na żywo. Oprócz tego, cover Abby Days Before You Came został wydany miesiąc później na „Cover Version II”.
Występ miał mieć jednorazowy charakter, ale życie dało powód aby SW zagrał jeszcze kilka takich mini-koncertów. Tak jak już wspominałem, Blackfield mieli zaklepaną trasę po USA na marzec 2005 roku. Niestety (co zwłaszcza w tamtym czasie było do przewidzenia) trzech izraelskich muzyków towarzyszących nie dostało wiz (Aviv Geffen jako celebryta nie miał z tym takich problemów). Trzeba było działać szybko i na szczęście duetowi udało się znaleźć tymczasowe rozwiązanie. Z pomocą przybył Jordan Ruddes z Dream Theater, który zgodził się towarzyszyć Stevenowi i Avivowi na pianinie. W takim trzyosobowym składzie Blackfield zagrało serię pół-akustycznych koncertów, które zrobiły wśród fanów furorę. Zanim jednak muzycy polecieli do Ameryki, nikt nie był do końca pewny, czy taki prowizoryczny skład spełni oczekiwania publiczności, która kupiła bilety na „pełen” występ Blackfield. Aby fani nie wyszli z koncertów niespełnieni, Wilson zdecydował się ponownie wystąpić w roli supportu własnego zespołu.
Na pierwszych koncertach set wyglądał tak:

01. Even Less
02. A Smart Kid
03. Moment I Lost
04. How Is Your Life Today?
05. The Day Before You Came (ABBA)


Wilson szybko jednak zaczął wprowadzać zmiany i począwszy od koncertu w Philadelphii (12 marca 2005) miejsce Moment I Lost i A Smart Kid zajęły Christenings (które wtedy było jeszcze zapowiadane jako nowy utwór Porcupine Tree) i Lullaby (utwór Blackfield, który rozpoczął życie jako solowa piosenka Stefana pt.: Vapour Trail Lullaby). Tak też wyglądała krótka trasa Blackfield po USA, w kwietniu Wilson wrócił na scenę już w towarzystwie Porcupine Tree.
Ostatnim istotnym solowym występem przed Grace for Drowning Tour był mini koncert podczas wydarzenia zorganizowanego by uczcić pięciolecie Burning Shed w dniu 16. czerwca 2006 roku. no-man zagrali wtedy pierwszy raz od 1993, ale lista wykonawców była długa (niestety Ben Coleman musiał odwołać swój występ w ostatniej chwili). Pojawił się również Bosy solo i zagrał:

01. Thank U (Alanis)
02. Even Less
03. The Sky Moves Sideways
04. Trains
05. Stars Die / Never Let Go (Camel)
06. Blackfield
07. Once
08. Cloudy Now


Przed rozpoczęciem Thank U Wilson wziął udział w improwizacji z projektem Fear Falls Burning, który właśnie kończył swój set. Zresztą, tak to wyglądało: koncerty przechodziły jedne w drugie, a set Stefana płynnie przepoczwarzył się w słynny reunion no-man. Kilka ciekawostek w secie jak np. nieznany jeszcze wtedy Once (ogólnie ilość utworów Blackfied zadziwiająco duża). Stars Die zawiera fragment Camelowego Never Let Go, Steven przyznał się, że stąd właśnie ściągnął riff gitarowy (poniżej link do tego wykonania).

                                                        

Od tamtej pory nie było już wielu okazji aby zobaczyć Wilsona grającego małe akustyczne solowe sety w intymnej atmosferze. Wyjątkiem jest między innymi skromny występ w meksykańskim sklepie muzycznym HARD737, gdzie Steven promował wydany właśnie solowy debiut „Insurgentes”. Bosy zagrał też kilka pojedynczych utworów na życzenie stacji radiowych (np. Harmony Korine). Podobnie jak w przypadku studyjnych działań, te małe solowe koncerty rozsiane między 2000 a 2009 rokiem były bardziej solowe niż regularne trasy, jakie Wilson odbywa wraz solo-bandem od 2011 roku. Miały w sobie dużo uroku, a ci, którzy doświadczyli takiego występu mogą uważać się za wybranych, ponieważ ich ilość można policzyć na palcach obu rąk. Koncerty z pełnym składem muzyków stanowią już inną historię, której przyjrzę się przy okazji jednego z kolejnych tekstów.

                                                        

                                                        

piątek, 18 kwietnia 2014

Arriving everywhere... (2005): cz.3: wpadki, urodziny i Mr. John Wesley

Jako że Deadwing Tour była trasą mocno urozmaiconą pod względem repertuaru, trzeba się trochę naszukać, żeby wszystkie wykonane utwory zebrać. Nie będę tu robił szczegółowej listy, co gdzie jest, nie będę psuł zabawy (zresztą doskonałym przewodnikiem są poprzednie dwie części tekstu o tym turnusie).
Mogę za to wskazać na co ciekawsze bootlegi spełniające różnego rodzaju kryteria. Powinienem zacząć tradycyjnie od nagrań z konsolety, z transmisji, itd. Tak się składa jednak, że ta trasa nie oferuje w tym wypadku nic poza oficjalnymi wydawnictwami (czyli „Arriving somewhere...” i „Rockpalast”). Oczywiście, jeśli chodzi o audio, ponieważ nagrane dla telewizji video z „Rockpalastu” jest dostępne w internecie (mimo, że niekompletne).

                                                         

Na szczęście amatorskie nagrania nie są złe. Z pewnością w pierwszej dziesiątce bootlegów, które posiadam znalazłyby się
Wolverhampton (01.04), Berlin (13.04), Frankfurt (19.04), Munich (21.04), Nowy Jork (01.10), Chicago (11.10), Berlin (18.11), Treviso (24.11), czy Lichtenvoorde (10.06.2006). To oczywiście bootlegi czarujące najlepszą jakością. Niestety jedyny polski koncert jaki mam w kolekcji (Kraków), brzmi jak nagrywany kapciem. Da się słuchać, ale odnosi się wrażenie, że występ obywał się w studni. Podobnie niestety z rejestracją trasowego debiutu w Nottingham, o tyle szkoda, że pochodzi z niego jedyne nagranie Glass Arm Shattering, które mam. To tyle jeśli chodzi o jakość. Jako że ja mam ucho cierpliwe, przejdziemy do mojej ulubionej części czyli koncertów, na których wydarzyło się coś ciekawego. Pomijam fakt, że na niektórych Wilson zapowiadał, że na tej trasie grają Radioactive Toy po raz ostatni (kłamał, jak zawsze zresztą). Wspominałem w poprzednim tekście o koncercie w Houston, podczas którego Rysiowi posypały się klawisze na .3. Na szczęście na sali był ktoś, kto nagrywał i dzięki temu mamy pamiątkę z tego niecodziennego wydarzenia. Można wierzyć lub nie, ale takie rzeczy nie zdarzają się Jeżodrzewiu zbyt często. Ryszard jako muzyk doświadczony zareagował szybko i podstawił jakieś inne brzmienie (prawdopodobnie z innego parapetu). Sytuacja przypomina trochę występ w San Francisco z 1999 roku, kiedy słynny problem z angielskimi wtyczkami spowodował, że Barbieri grał cały koncert na odchudzonym o połowę zestawie.

                 

Jeżeli kogoś interesują celebracje przy okazji urodzin członków zespołu, odsyłam do bootlegu ze
Strasbourga (30.11.2005). Poszkodowanemu z Houston odśpiewano happy birthday, oczywiście w środku Trains, gdzie jest miejsce na wszelką wesołą aktywność Porcupine Tree. W poprzednich tekstach opowiadałem też o tym, jak to Wes grał po swojemu solówkę na końcu Shesmovedon. Na początku było jednak inaczej. Wesley kopiował oryginalne solo, ale słychać było, że go nosi (tradycyjnie zdarzało mu się fałszować). Zakładam, że w pewnym momencie Wilson stwierdził „ok, Wes, graj jak chcesz”. Już w drugim tygodniu trasy John brylował w swoim stylu, a SW zawsze poprzedzał solo zapowiedzią. Bawi mnie potwornie ten fragment na koncercie w Tilburgu (11.04), Stefan w porywie wydziera się „Mr. John Wesley... fuck 'em!!!”. Oczami wyobraźni widzę, jak Wes cały się trzęsie ze śmiechu i jednocześnie próbuje grać swoje. W Kolonii (12.04) było „Mr. John Wesley from Tampa, Florida, there he goes!!”, z czym Wilson ledwo się zmieścił (a solo zaserwowane przez Wesa było kosmiczne), we Frankfurcie (19.04) mamy zaś „Go! Go! Mr. John Wesleeyyyy...”. Za dawnych czasów byłby to niezawodny sposób żeby odróżnić jeden koncert od drugiego (bywało jeszcze „Mr. John Wesley – take him away!”). Wspomniany w pierwszej części amerykański radiowiec musiał być zadowolony (o ile w ogóle pofatygował się na koncert). I to by było na tyle jeśli chodzi o bootlegi z Deadwing Tour.  Mała ciekawostka – jakaś miła osoba dołączyła na końcu bootlegu z Tilburga (11.04) nagranie Comfortably Numb w wykonaniu Anathemy (która supportowała wtedy PT). Mała rzecz, a cieszy.
Trasa ciekawa, a repertuar obszerny, chociaż pod tym względem Porcupine Tree dopiero się rozkręcali (co pokazali na FoaBP Tour, a zwłaszcza na The Incident Tour). Póki co, nie zdecydowałem jeszcze jaką trasą zajmę się w maju, ale tak jak pisałem na FB, zapraszam do komentowania i zgłaszania swoich propozycji.

środa, 9 kwietnia 2014

Arriving everywhere... (2005): cz.2: Deadwing kończy trasę.


Zanim przejdziemy do opisu drugiej odnogi Deadwing Tour, chciałbym przedstawić kilka technicznych faktów dotyczących tej trasy. Głównie tego, na czym zespół grał, ponieważ 2005 rok przyniósł pewne znaczące zmiany. Zwłaszcza jeśli chodzi o Colina. Już podczas nagrywania albumu stylistyka narzuciła konieczność dopasowania się. Wilsonowi zależało żeby brzmienie było prawdziwie metalowe, a to oznaczało, że legendarny bezprogowy Wal Mark I Custom Colina musi iść w odstawkę. Łysy się zbuntował, bo de facto przez całe życie budował mozolnie swój styl grania na tamtej gitarze, a Stefan chciał za wszelką cenę mieć na płycie bas z tak zwanym „mocnym atakiem”, do tego grany przy użyciu kostki, czego Edwin też do tej pory nie robił. Ostatecznie w czterech (prawie) utworach na „Deadwing” na basie gra Wilson. Zbliżała się jednak trasa koncertowa i nowy materiał trzeba było jakoś zaprezentować bez roszad na scenie. Tak więc kiedy my topiliśmy Marzannę, Colin ćwiczył twardo kostkowanie na swoich nowych nabytkach od Music Mana – Stingrayu i Bongo (ten drugi pojechał w trasę). Piszę o tym, ponieważ wpłynęło to nie tylko na brzmienie Porcupine Tree, ale zapewne również na setlistę. Colin bezprogowego basu nie miał ze sobą w ogóle na trasie Deadwing. Na kolejnej trasie miał już ze sobą oba rodzaje gitary basowej, głównie ze względu na wielką miłość do produktów firmy Spector (ale o tym przy innej okazji).

          

Jeśli chodzi o Wilsona, to kontynuował on romans ze swoim Paul Reed Smithem Custom 22. Ryszard powoli ulegał i poszerzał sceniczne królestwo o instrumenty cyfrowe natomiast Gavin zawsze coś grzebie przy swoim zestawie więc daruję sobie wyliczanie talerzy, które wymienił (poważniejsze zmiany u tego pana dopiero nadejdą). Tyle, jeśli chodzi o ciekawostki techniczne. Możemy wrócić do trasy. Jest wczesna jesień - zespół ma przerwę, ale zaczyna powoli przygotowywać się do drugiej nogi. Wilson wyciągnął pewne wnioski z wiosennego objazdu, głównie dlatego że nieraz musiał na scenie tłumaczyć, że nie grają Open Car, bo jeszcze się go nie nauczyli (w tym w Krakowie). Zespół spiął się przez ten miesiąc z hakiem i opanował trzy utwory z nowej płyty (w pewnym sensie) oraz odgrzebał kilka staroci i to te, które nie były grane dłużej niż jedną trasę do tyłu.
23 września w Tampie Porcupine Tree rozpoczęli oficjalnie drugą nogę i pokazali, że nie będą brali kasy drugi raz za to samo:

01. Open Car
02. Blackest Eyes
03. Lazarus
04. Deadwing
05. Don't Hate Me
06. Mother & Child Divided
07. Buying New Soul
08. So Called Friend
09. Arriving Somewhere But Not Here
10. Heartattack In a Layby
11. The Start Of Something Beautiful
12. Halo
….......
13. The Sound of Muzak
14. Radioactive Toy


Zgodnie z życzeniem fanów pojawiło się Open Car oraz (dosyć niespodziewanie) dwa b-side'y/bonusy (zależy gdzie i co) z deadwingowych sesji czyli So Called Friend i Mother and Child Divided. Ponadto powróciły dwa utwory z poprzedniej trasy: Buying New Soul i Heartattack In a Layby, oraz Don't Hate Me (porzucony od czasu Stupid Dream Tour) i „Radioactive Toy” (od czasu Lightbulb Sun Tour). Tym samym dokładnie połowa setu została wymieniona. Z trasą na stałe pożegnało się Shallow i Glass Arm Shattering, a niektóre utwory takie jak Even Less, czy Shesmovedon pojawiały się bardzo okazjonalnie. Bez Trains zespół wytrzymał raptem 5 koncertów. Inne, nie grane dotąd utwory zaczęły wyskakiwać z czasem, np. Gravity Eyelids (Waszyngton, 26 września), które raz na jakiś czas wymieniało Buying New Soul. Porcupine Tree szarpali się z różnymi konfiguracjami, ponieważ zaplanowane na 11 i 12 października koncerty w Chicago miały zostać zarejestrowane z myślą o pierwszym koncertowym DVD Jeżodrzewia. Fani, którzy zdecydowali się iść na oba koncerty rozbili bank, bo dostali łącznie przekrój lwiej części repertuaru całej trasy. Ostatecznie zagrano:

11.10

01. Open Car
02. Blackest Eyes
03. Lazarus
04. Hatesong
05. Don't Hate Me
06. Mother and Child Divided
07. Buying New Soul
08. So Called Friend
09. Arriving Somewhere But Not Here
10. Heartattack In A Layby
11. The Start of Something Beautiful
12. Halo
…...
13. The Sound of Muzak
14. Radioactive Toy
15. Trains


12.10

01. Deadwing
02. Lazarus
03. Even Less
04. Halo
05. Gravity Eyelids
06. Open Car
07. Don't Hate Me
08. So Called Friend
09. Mellotron Scratch
10. Mother and Child Divided
11. Hatesong
12. Strip The Soul
…...
13. Shesmovedon
14. Radioactive Toy

                                                         

Z tych dwóch zarejestrowanych występów zmontowano nieistniejący koncert widmo, którego tracklista nie pokrywa się z żadną odnogą tras. Niektóre utwory umieszczono na dziwnych pozycjach, np. grane na początku koncertu Even Less wylądowało prawie na samym końcu. Niby zaskakujące pęknięcie struny na Trains wielokrotnie powtarzało się na późniejszych koncertach (niekoniecznie tej trasy). O dziwo, podczas konstruowania ostatecznej tracklisty DVD „Arriving Somewhere...” zrezygnowano z dobrze ogranych kawałków jak Deadwing, Mellotron Scratch czy Shesmovedon. Na szczęście wiele z tych utworów dostaliśmy na otarcie łez w zestawie pod tytułem „Rockpalast” (np. Radioactive Toy).

         

Do końca trasy pojawiła się jeszcze jedna premiera i to dosyć znacząca. Na koncercie w San Diego (24 października) zadebiutował .3 z płyty In Absentia, który z jakiegoś powodu został pominięty w trakcie trasy dedykowanej temu albumowi. Nie jest to pierwszy i nie ostatni raz kiedy Porcupine Tree wygrzebią nie grane dotąd utwory z przeszłości (jak Drown With Me i Half-Light na następnej trasie). Podczas występu w Houston razem z początkiem .3 Ryszardowi posypały się klawisze i musiał na szybko znaleźć na nich inne brzmienie żeby jakoś utwór wypełnić. Powstała dzięki temu bardzo ciekawa wersja, a (co może być zaskakujące) takie awarie nie zdarzały się PT zbyt często.
Koncert w Łodzi (16 listopada) odbył się w Hali Anilana. Co wydaje się być śmieszne, nie byłem na nim chociaż grali niemal pod moim domem (nie będę się rozwodził czemu tak się stało), ale samą Anilanę znam i mogę powiedzieć, że jest to dosyć obskurne miejsce. W tamtym czasie zespoły a'la Porcupine Tree (czyli nie za duże, nie za małe) nie miały gdzie w Łodzi grać, dlatego korzystano z obiektów prowizorycznych, takich jak wspomniana Hala Anilana. Miejsce nawet jako placówka sportowa nie zdawało wtedy egzaminu, wiecznie wysiadało ogrzewanie, co chyba również było odczuwalne na koncercie PT (ale to już musieliby potwierdzić uczestnicy). Tak czy inaczej, zespół rozgrzał fanów setem. Może nie było wielkich niespodzianek, ale Buying New Soul i Radioactive Toy na pewno ucieszyły zgromadzoną widownię. Na wspomnianym już wcześniej koncercie pod hasłem „Rockpalast” (Kolonia, 19 listopada) zespół zaprezentował esencję repertuaru drugiej nogi Deadwing Tour. Na rejestrowanym na potrzeby telewizji koncercie pojawiły się nie tylko .3 i Radioactive Toy (który w wersji z tego koncertu został dodany jako bonus na DVD „Arriving Somewhere...”), ale też największy rarytas tej trasy czyli Futile (również dołączony do DVD w postaci bonusa). Z oczywistych względów „Rockpalast”
 (do dziś przekręcam to na 'Rockplast') jest najczęściej 'bootlegowanym' występem Deadwing Tour co też zmusiło Porcupine Tree do wydania audio z tego koncertu w formie cyfrowej.

                                                         

           

Tymczasem do końca listopada zespół bawił się jeszcze setlistą, np. w Trezzo (25 listopada) fani mieli rzadką przyjemność zobaczyć Strip The Soul i .3 na jednym koncercie (w pełnych wersjach, a nie w wersji łączonej, znanej z następnych tras).
30 listopada w Strasbourgu świętowano urodziny Ryśka, podczas Trains cała sala odśpiewała happy birthday. Na ostatnim koncercie trasy zespół nie zaskoczył zbytnio, ale wcisnął na bis między Radioactive Toy, a Trains, The Sound Of Muzak. I to by było na tyle. W trakcie trasy odbywały się też mikro koncerty, które miały miejsce np. w sklepach muzycznych lub rozgłośniach radiowych. Tego typu występy odbywały się już na poprzednich turnusach, a tradycja kontynuowana jest do dziś. Na trasie Deadwing wyglądało to tak, że SW i Wes siadali z akustykami i grali parę utworów, najczęściej Lazarus i The Sound of Muzak. Takim mini koncertom poświęcę cały duży tekst, więc nie będę się tutaj zbytnio rozpisywał na ten temat. Daję tylko znać, że coś takiego miało miejsce.

Między 31 marca, a 11 grudnia 2005 Porcupine Tree zagrali 29 utworów z czego ponad 1/3 stanowił premierowy wtedy materiał.

1 utwór z „On The Sunday Of Life”
2 utwory z „Up The Downstair”
4 utwory ze „Stupid Dream”
2 utwory z „Lightbulb Sun”
1 utwór z „Recordings”
7 utworów z „In Absentia”
9 utworów z „Deadwing”
3 utwory niealbumowe (Futile, So-Caled Friend i Mother and Child Divided)

Trochę kłopotu sprawiają mi cztery festiwalowe występy z czerwca i lipca 2006 roku, które trudno podciągnąć po konkretną trasę. Oficjalna strona Jeżodrzewia wyraźnie zaznacza, że „Arriving Somewhere... Tour” (trasa promująca DVD) trwała od września do października 2006 (co sytuację jeszcze bardziej zagęszcza, bo zespół zagrał w listopadzie 3 koncerty w Japonii). Pod względem setlisty również widać podział między tymi koncertami, zatem trochę „bokiem” dokleję wczesnoletnie występy do Deadwing Tour. Zespół zagrał na festiwalach w Szwecji i Holandii (8-mego i 10-tego czerwca) oraz dwukrotnie w Japonii (22-ego lipca w Osace i 23-ego lipca w Fuji).
W Szwecji zagrano:

01. Open Car
02. Blackest Eyes
03. Hatesong
04. Don't Hate Me
05. Mother and Child Divided
06. Arriving Somewhere But Not Here
07. .3
08. So Called Friend
09. Even Less
10. The Start Of Something Beautiful
11. Halo
…...
12. Trains


Kolejne festiwalowe sety były znacznie krótsze. So-Called Friend po jednorazowym odegraniu zniknęło. W Holandii po raz ostatni do tej pory zagrano Don't Hate Me, zaś Hatesong pojawiło się na wszystkich koncertach tego roku z wyjątkiem tych wrześniowo-październikowych. Kiedy będę omawiał „Arriving Somewhere... Tour” wezmę również pod uwagę japońskie koncerty z listopada. Tymczasem w następnym wpisie zapoznam Was z bootlegami trasy Deadwing, a jest z czego wybierać.