piątek, 14 kwietnia 2017

Gigs from Another Star: Stupid Dream Tour 1999, cz. 4: Bootlegi.

     


Jeżeli chodzi o oficjalne wydawnictwo z trasy „Stupid Dream” to takowe nie istnieje. Wilson przebąkiwał w tamtym czasie, że chcieliby nagrać i wydać któryś koncert, ale skończyło się na jednym Tinto Brass wydanym jako strona b singla. Tym samym donoszę szybko, że ilość materiału zastępczego w formie bootlegów dobrej jakości jest zacna.
Zacznę oczywiście od koncertów nagranych prosto ze stołu mikserskiego. Możemy wybierać z trzech bootlegów, z czego aż dwa pochodzą z występów w Polsce! Występ z warszawskiej Stodoły (12.05.1999 r.) został zarejestrowany i wyemitowany w późniejszym terminie na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia w ramach audycji „Noc Muzycznych Pejzaży” Piotra Kosińskiego, który był też organizatorem koncertu. Nagranie jest doskonałe i trudno tutaj napisać coś więcej. Podejrzewam, że większość z Was już ten bootleg posiada, bo jest on wyjątkowo popularny w internecie. Koncert w Krakowie (13.05.1999 r.) również został profesjonalnie nagrany. Nie jestem tego pewien, ale był chyba transmitowany (lub retransmitowany) na antenie lokalnego radia. Jakość nagrania jest odrobinę słabsza, ale to raczej wynik rejestracji transmisji, niż rejestracji samego występu. Tak czy inaczej słucha się bardzo przyjemnie, a do tego uchwycone gromkie „sto lat!” zaśpiewane dla Chrisa Maitlanda, który miał wtedy urodziny. Trzecim bootlegiem, w którym powinniście się zaopatrzyć jest rejestracja festiwalowego koncertu, który odbył się we włoskim Vigevano (11.07.1999 r.). Nagranie jest bardzo czyste, niemal sterylne, prawie nie słychać publiczności i można odnieść wrażenie, że PT grają w studiu. Niestety minusem bootlegu jest to, że jest niekompletny. Brakuje bisów, a do tego autor musiał wyciąć Stop Swimming ponieważ nagranie było zbyt uszkodzone trzaskami (ja bym to mimo wszystko zostawił jako bonus, ale trudno). To tyle jeśli chodzi o „soundboardy” i „broadcasty” Stupid Dream Tour, przynajmniej ja nie wiem o istnieniu innych.
Na pocieszenie, jest sporo nagrań partyzanckich, które są jak najbardziej słuchalne, o ile nie lepiej. Na pewno warto posiadać koncert z Rzymu (25.03.1999 r.). Jego jakość nie jest może najlepsza na świecie, ale zawiera on pełne wersje Even Less i Radioactive Toy. To jedyne takie nagrania z tej trasy. Z pierwszej części Europejskiej trasy polecam też z pewnością Southampton (24.04.1999 r., debiut Stranger By The Minute!), Londyn (10.05.1999 r.), czy też Birmingham (9.04.1999 r.). Ciekawskim, zwracam uwagę na Colchester (8.04.1999 r.). Mój bootleg zawierał bonus w postaci nagrania koncertu supportu, którym było Samuel Smiles – zespół Tima Bownessa. Fani no-man z pewnością taki dodatek docenią, mimo że jakość jest mizerna.
Z USA również uchowało się parę ciekawych rzeczy. Z pewnością warte uwagi są Wheaton (26.05.1999 r.), Nowy Jork (28.05.1999 r.), San Francisco (30.05.1999 r.), Los Angeles (1.06.1999 r.), Milwaukee (3.06.1999 r.) i Chicago (4.06.1999 r.). Zachowała się nawet rejestracja jednego ze „sklepowych” akustycznych występów, o których pisałem w drugim odcinku. Możemy posłuchać mini-koncertu ze sklepu Sam Goody’s w Nowym Jorku.


Jeżeli chodzi o drugą część trasy, która odbyła się na jesieni, to z pewnością mogę wskazać Lyon (18.10.1999 r.) (słynny bootleg "Lyon Kings" z jeszcze słynniejszą okładką), Verviers (21.10.1999 r.), Rzym (27.10.1999 r.) i Zaadam (6.11.1999 r.). Wisienką na tym sporym torcie jest bootleg z ostatniego koncertu trasy, który odbył się w klubie Scala w Londynie (8.11.1999 r.). Występ był długi i obfity w niespodzianki ponieważ był to ostatni koncert Porcupine Tree w XX w.
Nagranie momentami chrupie, ale można to wybaczyć ze względu na wyjątkowość tego występu.
Jeżeli chodzi o bootlegi wideo, to niestety nie mam ich zbyt wiele z 99 r. Wiem, że takie są. Jedyny jaki mam to San Francisco, które można obejrzeć na You Tubie. Całkiem fajny bootleg, polecam!

I to by było na tyle. Tak jak pisałem, jest z czego wybierać i mimo że jest zdecydowanie najmniej urozmaicona trasa PT w historii tego zespołu, to dla samych wykonań można słuchać tych samych utworów w kółko!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Gigs from Another Star: Stupid Dream Tour 1999, cz. 3: Wakacje, Europa, nowe utwory.


Po zagraniu na włoskich festiwalach, zespół miał wolne aż do października. Co w tym czasie robił Steven Wilson? Jeszcze lipcu, Bosy zarejestrował w No Man’s Land utwór, który został odrzucony przez resztę zespołu, a później stał się obiektem kultu dla fanów – Cure for Optimism. Tego samego miesiąca wydano „IIBass Communion. Przed rozpoczęciem drugiej części trasy, grupa na bank pracowała już nad nowymi piosenkami (czy to SW samotnie, czy też z innymi). Rozpoczęcie rejestracji materiału na Lightbulb Sun datuje się na listopad 1999 r., ale musieli dłubać już wcześniej ponieważ na zbliżającym się drugim odnóżu trasy Stupid Dream zagrali 3 nowe kawałki: Russia On Ice, 4 Chords That Made A Million i Where We Would Be. Na pewno musieli je w tym czasie ćwiczyć na sali przed koncertami, trudno powiedzieć kiedy zostały napisane. Jeżeli chodzi o inne zajęcia, to Wilson spędził wakacje realizując się w innych projektach. W sierpniu no-man wydali legendarną już płytę Speak i wg słów samego Tima Bownessa, była gotowa do wydania miesiąc po tym jak padł pomysł aby ten materiał (z lat 87-88) odkurzyć. Możliwe, że dodatkowych nagrań i miksów dokonano właśnie w wakacje, zespół był trakcie nagrywania płyty Returning Jesus i mógł pracować nad Speak przy okazji. Również w tym okresie powstało sporo materiału, który trafił później na płyty I.E.M. (Arcadia Son), Bass Communion (III) oraz jedno z pierwszych solowych wydawnictw SW pt. Unreleased Elecrtronic Music. Richard Barbieri mógł wtedy pracować ze Steven Jansenem i Mickiem Karnem, ale równie dobrze mógł też zajmować się żoną w domu ;) Colin mógł już powoli uczestniczyć w powstawaniu materiału Ex-Wise Heads, ale nie ma takiej pewności. Chris miał chyba po prostu urlop, lub nauczał gry na perkusji. Wakacje Porcupine Tree oficjalnie skończyły się 16 października w dniu koncertu w Paryżu w klubie Dunois. Zaprezentowano wtedy taką setlistę:

01. Russia On Ice
02. Four Chords That Made A Million
03. Slave Called Shiver
04. Don’t Hate Me
05. Signify
06. Where We Would Be
07. Pure Narcotic
08. A Smart Kid
09. Tinto Brass
10. Waiting (Phase One)
11. Even Less
12. Piano Lessons
13. Up The Downstair
14. Dislocated Day
….
15. Voyage 34 (Phase I)


Zmiany na tej części trasy następowały raczej rzadko i były niewielkie, będę o nich wspominał później. Reakcja ludzi na nowe utwory była bardzo entuzjastyczna. Russia On Ice przypomina bardziej Stefanową wersję demo, którą znamy ponieważ umieszczono ją na singlu Shesmovedon. Where We Would Be Wilson kończy zaśpiewem "oooo", a nie jak na początku Lightbulb Sun Tour powtórzeniem słów "you're young" (który to z kolej zaśpiew pojawił się może ze dwa razy). 4 Chords That Made A Million brzmi niemal identycznie jak na płycie. W październiku został wydany na singlu utwór Stranger By The Minute i z tego powodu Wilson zdecydował się zagrać go przy kilku okazjach (w Rzymie, Mediolanie i Londynie). Zrobił to w ten sam sposób, co pół roku wcześniej, czyli akustycznie. To były ostatnie wykonania tego utworu na koncertach PT do czasu specjalnych występów z 2010 r.

                                                    

Rzymianie (27.10.1999 r.), oprócz tego utworu i Stop Swimming dostali jeszcze (uwaga!) pierwsze Fadeaway od wieków! W 1999 r. powtórzyło się to na jeszcze jednym koncercie, o którym za chwilę.
Oprócz tego na tej części trasy kilka razy pojawiło się Radioactive Toy i Baby Dream In Cellophane. Na osobną wzmiankę zasługuje ostatni koncert trasy oraz (jak był wtedy promowany) ostatni koncert Porcupine Tree w XX w. Z tej wyjątkowej okazji zespół zagrał dłużej i zaprezentował parę niespodzianek. Oto jak wyglądała setlista tamtego wieczoru:

Set I
01. Tinto Brass
02. Russia On Ice
03. Don’t Hate Me
04. Signify
05. Baby Dream In Cellophane
06. Fadeaway
07. Four Chords That Made a Million
08. Voyage 34 (Phase I)
Set II
09. Even Less
10. Piano Lessons
11. Waiting (Phase One)
12. Pure Narcotic
13. Where We Would Be
14. A Smart Kid
15. Slave Called Shiver
16. Up The Downstair
….
17. Stranger By The Minute
18. Dislocated Day
19. Radioactive Toy


                                      

Jak widać zagrano sporo materiału, w tym rzadko wykonywane Stranger By The Minute i Fadeaway,
który pojawił się tylko w Rzymie (niecałe dwa tygodnie wcześniej) i to pierwszy raz od 1993 r. Steven od samego początku powtarza w kółko, że to bardzo specjalny koncert z wielu powodów, i że nawet zrobią w połowie przerwę, bo taki długi on będzie. Reklamował też Pure Narcotic jako nadchodzący trzeci singiel oraz wyjaśnił czemu zespół nie gra pełnej wersji Stranger By The Minute (dokładnie z tego samego powodu, dla którego nie grali Stars Die). Dislocated Day dorobiło się nowego intra. Publiczność była bardzo wokalna i głośna, gromkim oklaskom nie ma końca, słychać, że PT grali u siebie. Między każdym utworem pada prośby o konkretne piosenki, ludzie zagadują Stefana, a ten sobie żartuje. Atmosfera była bardzo ciepła i chyba udało się zagrać najlepszy koncert na zwieńczenie XX wieku. Nie mówiąc o tym, że w spektakularny sposób zakończono Stupid Dream Tour, trasę ważną zarówno dla zespołu jak i fanów, zwłaszcza tych z USA.

                                                

                                      

Na trasie Stupid Dream, między 25 marca, a 8 listopada, zagrano
25 utworów:

2 utwory z „On The Sunday of Life”
2 utwory z „Up The Downstair”
2 utwory z „The Sky Moves Sideways”
2 utwór z „Signify”
10 utworów ze „Stupid Dream”
3 utwory z „Lightbulb Sun”
2 utwory niealbumowe (Voyage 34 (Phase I) i Stars Die)


Warto dodać, że już na tej trasie Stefan zaczął powoli niewyrabiać jako samotny gitarzysta. Np. w trakcie A Smart Kid, pierwszą połowę utworu grał na akustyku, a w połowie szybko przesiadał się na elektryka. Na następnej trasie próbował to obejść efektami (będę o tym pisał), ale to nie było TO, o czym świadczy powrót do akustyka na trasie In Absentia. Nowe kawałki były coraz bardziej urozmaicone i nie dało się ich upraszczać w taki sposób jak np. Waiting. Póki co jednak, Porcupine Tree nie miało środków, aby wynająć dodatkowego muzyka na koncerty.
Po hucznym zakończeniu trasy Stupid Dream wydano ostatniego singla, którym był Pure Narcotic, a zespół z marszu wszedł do studia aby pracować nad kolejną płytą, która nosiła roboczy tytuł „Russia On Ice”. Zmieniono go w ostatniej chwili bo wydawca miał wątpliwości, czy nie jest zbyt śmiały. „Lightbulb Sun” zaproponował Colin Edwin.
Jak więc można podsumować rok 1999 w działalności Porcupine Tree? Wiele nowych drzwi stanęło otworem, zespół wykorzystał szansę aby narobić trochę szumu w USA (na razie umiarkowanie, ale z sukcesem) i umocnił swoją pozycję w Europie. Po raz pierwszy ich płyta była promowana trzema singlami oraz teledyskiem. W skrócie – Porcupine Tree odnieśli sukces na praktycznie każdym polu, zarówno artystycznym, jak i komercyjnym. Aby owe momentum utrzymać, zespół nagrał kolejną płytę bardzo szybko, a ona stworzyła kolejne, jeszcze większe możliwości. O tym jednak przy okazji omawiania trasy „Lightbulb Sun” (już niedługo!). W międzyczasie sprawdzimy jakimi bootlegami z 1999 r. warto się zainteresować.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Gigs from Another Star: Stupid Dream Tour 1999, cz. 2: Europa i USA.


                                                


Jako, że nie było na co czekać, Porcupine Tree rozpoczęli trasę zaraz po wydaniu płyty. Turnus wystartował w prawdopodobnie najbardziej zaskakującym miejscu z możliwych… we Włoszech :> Zespół zagrał wtedy dwa koncerty w Rzymie (24-tego i 25-tego marca 1999 r.) i muszę przyznać, że te występy do dziś są dla mnie małą zagadką, ale o tym za chwilę.
Pierwszy koncert na trasie miał taką setlistę:

01. Even Less
02. Piano Lessons
03. Waiting (Phase One)
04. Up The Downstair
05. Don‘t Hate Me
06. Signify
07. Pure Narcotic
08. A Smart Kid
09. Voyage 34 (Phase I)
10. Slave Called Shiver
11. Tinto Brass
12. The Sky Moves Sideways (Phase One)


13. Dislocated Day
14. Radioactive Toy


Widać, że PT rzeczywiście odcinają się od przeszłości. Z 14 zagranych kawałków, dokładnie połowa pochodzi z nowej płyty (wszystkie oprócz Even Less zagrane po raz pierwszy na żywo), po dwa utwory z Signify i The Sky Moves Sideways oraz po jednym z wcześniejszych wydawnictw.
Mimo, że nie mam bootlegu z tego koncertu, to wnioskuję, że Even Less zagrane zostało w wersji albumowej z przejściem do Piano Lessons, tak jak na praktycznie całej trasie. Dlaczego o tym wspominam? Zaraz wyjaśnię, ale najpierw chcę zaprezentować setlistę z drugiej nocy w Rzymie:

01. Tinto Brass
02. Piano Lessons
03. Waiting (Phase One)
04. Up The Downstair
05. Baby Dream In A Cellophane
06. A Smart Kid
07. Even Less
08. Slave Called Shiver
09. The Sky Moves Sideways
10. Stop Swimming
11. Voyage 34 (Phase I)

12. Dislocated Day
13. Radioactive Toy


Po pierwsze, setlista została trochę przetasowana, wypadły Signify, Don’t Hate Me i Pure Narcotic, a na ich miejsce weszły Baby Dream In A Cellophane i Stop Swimming (oba premierowo). Tylko pozornie zestaw jest uboższy i tutaj dochodzimy do sedna sprawy ponieważ, po drugie, na tym koncercie zagrano pełną wersję Even Less oraz (co jeszcze bardziej zagadkowe) pełną wersję Radioactive Toy (razem z improwizacją w środku). Ten zabieg wydaje się szokujący zwłaszcza w kontekście „Stupid Dream Tour” - najnudniejszej trasy PT pod względem zmian w setliście.
Co dziwniejsze, więcej się to nie powtórzyło. Wprawdzie taka setlista (z Tinto Brass na początku) pojawiała się co jakiś czas w trakcie pierwszego europejskiego odnóża, ale zarówno Even Less, jak i Radioactive Toy były grane w swoich krótkich wersjach. Z takim setem posiadam tylko bootleg z Southampton (24 kwietnia), ale raczej nie wydaje mi się żeby PT powtórzyli drugi Rzym gdziekolwiek indziej. Przez jakiś czas myślałem, że to jakiś fake. Radioactive Toy nie było grane w długiej wersji już od ostatnich koncertów 1997 r. To było po prostu do nich niepodobne. Ja wiem, że to Włochy (lol), ale po prostu było to bardzo dziwne. Dwa lata temu wpadł mi jednak w ręce wywiad audio przeprowadzony z Porcupine Tree (w składzie Chris, Colin i Richard) między tymi rzymskimi koncertami. Rozmowa schodzi w pewnym momencie na długą wersję Even Less, Włoch przeprowadzający wywiad pyta, czy zagrają dziś taką wersję, na co reszta odpowiada, że jak najbardziej. I tak się stało. Jeden raz.
Włoskie Radio Rock, które od wielu lat dzielnie promowało zespół w kraju, ponownie zaprosiło Porcupine Tree na małą akustyczną sesję (jak w 1995 roku), podczas której zagrano Pure Narcotic oraz udzielono krótkiego wywiadu.
 

                                                 

Kolejne koncerty odbyły się (podobnie jak w 1996 r.) w Grecji. Zespół zagrał trzy razy, dwukrotnie w Atenach w klubie Rodon oraz w Thessaloniki w Mylosie. Niestety nie znam setlisty z pierwszej ateńskiej nocy, ale kolejnej (setlista z Even Less na początku) zagrano już Nine Cats. Tym samym można powiedzieć, że od koncertu w Atenach zespół zaczął grać Nine Cats, nie ma tylko pewności, od którego. Wbrew pozorom nie był to utwór grany regularnie.
Tydzień po powrocie z Grecji, Porcupine Tree rozpoczęli serię koncertów w Wielkiej Brytanii. Warto zwrócić uwagę na to, że podczas „domowych” występów Jeżodrzewie było supportowane przez Tima Bownessa (z no-man) i jego zespół Samuel Smiles. Setlista PT nie przechodziła w tym czasie żadnych rewolucji z wyjątkiem ostatniego koncertu w UK, który odbył się 24-tego kwietnia w Southampton. To tutaj Stefan po raz pierwszy wykonał akustyczną wersję Stranger By The Minute (pierwszy z czterech w tej aranżacji i ostatnich w ogóle do 2010 r.). Z tego co można usłyszeć w trakcie zapowiedzi, prawdopodobnie była to złożona wcześniej prośba fanów, którą SW postanowił spełnić. Do tego Stefan skarży się, że ktoś mu noc wcześniej ukradł kartkę z tekstem do Nine Cats, na co ktoś z publiczności odzywa się, że to on. To był generalnie bardzo udany koncert, a nagrane wtedy Tinto Brass wylądowało na singlu Pure Narcotic.

                                                   

Przełom kwietnia i maja, Porcupine Tree spędzili grając dwa koncerty w Belgii, po czym po tygodniu przerwy ruszyli w odwiedziny do europejskich krajów, które (obok Włoch) były najbardziej im przychylne. 7-mego i 8-mego maja Jeżodrzewie zagrali w holenderskich Utrechcie i Den Bosch, a po przystanku w domu (10-tego maja w Londynie) przyjechali do Polski na 4 (!!) koncerty.
Między 12-tym, a 15-tym maja, zespół zagrał odpowiednio w: Warszawie (Klub Stodoła), Krakowie (Kinoteatr Związkowiec), Lublinie (Centrum Kultury) i Bydgoszczy (Filharmonia Pomorska).

                                                  

Zmiany w setlistach były raczej skromne, chociaż podobno w Lublinie, zamiast Nine Cats Stefan zagrał Stars Die. Nie posiadam dowodów (np. w postaci bootlegu), że to faktycznie miało miejsce, ale z drugiej strony nie takie rzeczy już się na tej trasie działy. W Krakowie odśpiewano Chrisowi sto lat na urodziny. Po solidnej dawce dobrej energii jaką Porcupine Tree otrzymali od Polaków, przyszedł czas na mityczne USA.
Zespół zagrał jeszcze 23-go maja w kanadyjskim Quebecku, a już następnego dnia w Burlington rozpoczęli amerykańskie odnóże „Stupid Dream Tour”. O setliście nie ma co za bardzo pisać, bo niewiele się działo. Zespół grał raczej bezpiecznie i amerykanie nie mieli okazji usłyszeć np. Stop Swimming, które grane było baaardzo rzadko (w Polsce tylko w Bydgoszczy).

                                                  

                                                 

Co innego było w tym objeździe ciekawe. Model promocji w USA był trochę inny niż w Europie i z tego względu Porcupine Tree zagrali kilka akustycznych koncertów w sklepach muzycznych. Zazwyczaj wyglądały one tak, że Stefan siadał sobie z akustykiem, obok był Chris dośpiewujący chórki (lub nadający rytm butelką wody) i grali taki zestaw:

01. Pure Narcotic
02. A Smart Kid
03. Baby Dream In A Cellophane
04. Waiting (Phase One)
05. Nine Cats


Te występy były na tyle popularne, że 4-tego czerwca w Chicago, zagrano aż dwa, a do tego trzeci (już pełny) koncert wieczorem. W Los Angeles Stefanowi pękła struna (już wtedy mu pękały ;)) i zabawa skończyła się po 3 kawałkach.

Jeżeli chodzi o regularne koncerty, to warto wspomnieć o występie na festiwalu Progfest w San Francisco. Z różnych powodów, zespół wszedł na scenę ze sporym opóźnieniem i z tego względu Stefan zadedykował publiczności Waiting. Nagranie wideo z tego wieczoru możecie obejrzeć tutaj:

https://www.youtube.com/playlist?list=PLD9CC67E18AB60AED

Trasa po USA, mimo że krótka, okazała się być sukcesem dla zespołu. Po powrocie, Porcupine Tree zagrali jeszcze trzy koncerty: w Paryżu (12 czerwca) oraz na dwóch festiwalach we Włoszech, w Vigevano (11 lipca) (z którego pochodzi świetny bootleg) oraz Rzymie (23 lipca).
W taki też sposób zakończyła się pierwsza cześć Stupid Dream Tour, która przeszła do historii jako najnudniejsza trasa Porcupine Tree pod względem zmian w setliście. Jednocześnie te kilka drobnych alteracji, które zaszły można zaliczyć do bardzo ciekawych (Stranger By The Minute, długie wersje Radioactive Toy i Even Less). To jednak nie koniec. Na jesień zaplanowane były kolejne koncerty i nie obyło się bez niespodzianek. O tym już w kolejnym odcinku!

poniedziałek, 27 marca 2017

Gigs from Another Star: Stupid Dream Tour 1999, cz. 1: Demo, Kontrakty, Fejm!


Album Signify był początkiem nowe
j ery dla Porcupine Tree, zaś trasa Signify Tour zakończeniem poprzedniej. Wiele utworów przeszło po niej na koncertową emeryturę, a zespół coraz bardziej stawał się zespołem, a nie solowym projektem Stevena Wilsona. Życie Stupid Dream zaczęło się jednak kompletnie niezespołowo ponieważ Stefan skompletował dema, które nagrał w międzyczasie na potencjalny nowy album, zgrał je na kasetę i zaczął rozsyłać do różnych wytwórni licząc na ciepły odzew. Współpraca z Delerium Records dobiegła do naturalnego końca. Jeżodrzewie rozrosło się do poważnych rozmiarów i zarówno Delerium (jako wydawca) i Richard Allen (jej właściciel oraz dotychczasowy manager zespołu) nie mogli już zagwarantować więcej ekspozycji dla Wilsona i reszty. Wspólnie zdecydowano, że czas aby Porcupine Tree znalazło sobie nowy dom, a wspomniane demo miało mu w tym pomóc. Owa kaseta miała nawet okładkę ze zdjęciem zespołu, wielkim napisem „Demo” oraz podpisem „demo for the next studio album due in 1998”. Stefan zaczął rozsyłać jej kopie jeszcze w 1997 roku.

                                                          

Oficjalne nagrania zespołu w studio rozpoczęły się w 1998 r., jeszcze bez żadnego kontraktu. W zasadzie, to lwia część Stupid Dream została zarejestrowana kiedy Porcupine Tree nie miało jeszcze żadnych realnych perspektyw na wydanie tego albumu. Dopiero w drugiej połowie roku udało się w końcu podpisać umowę. Szczęśliwcem okazała się być niezależna wytwórnia Snapper. Podpisanie kontraktu z PT zbiegło się z uzyskaniem przez Snappera kompletnej niezależności, czyt. odseparowaniu się od firmy matki – Palan. W celu wydania tej i następnych płyt Porcupine Tree, Snapper uformował nowy sub-label Kscope (sic!). Trzeba przyznać, że obie strony miały tutaj szczęście. Porcupine Tree trafiło na wydawcę, któremu zależało, a dzięki zespołowi zarówno Snapper, jak i (czy raczej zwłaszcza) Kscope rozwinęły się w pokaźny sposób. Tak, czy inaczej wszystko zapowiadało się dosyć różowo.
Steven Wilson, po raz pierwszy od czasów debiutu no-man dysponował budżetem, który przewidywał nie tylko wydanie albumu, ale też kilku singli oraz nakręcenie teledysku! Mało tego, Bosy mógł sobie tez pozwolić na zaangażowanie Chrisa Torpe’a, który zaaranżował partie, które potem zagrała prawdziwa orkiestra (East of England Orchestra). Porcupine Tree dostali ponoć na skończenie tego albumu ok. 15.000
£ (na Signify wydano ok. 2.000 £). Tym razem jednak wydawca dawał Wilsonowi zaufanie i dowolność, o których w One Little Indian (pierwszym dużym labelu no-man) mógł tylko pomarzyć. Zbiegło się to też z okresem, w którym Stefan zmęczony tworzeniem w połowie instrumentalnych płyt z długimi utworami, odważył się na pisanie piosenek, coś co chodziło mu po głowie od dawna, ale nie czuł się w tym wystarczająco dobry.
Trudno się dziwić, że Wilsonowi zamarzył się wtedy większy sukces dla Porcupine Tree, nie tylko jemu zresztą. Stupid Dream, album gotowy od prawie roku, wydano w końcu w marcu 1999 roku. Prawie do samego końca płyta nie miała tytułu. Jeszcze w 1997 r., podczas prezentowania trzech nowych kompozycji na koncertach (Ambulance Chasing, This Is No Rehearsal i Even Less), Wilson wskazywał tę pierwszą jako potencjalny utwór tytułowy nadchodzącego albumu, ale z czasem całkowicie wyleciała ona z tracklisty. Przez krótki czas zespół chciał nawet pozostawić nową płytę niezatytułowaną, ale ostatecznie z tego zrezygnowano żeby nie robić zamieszania przy tak istotnym wydawnictwie. Premiera Stupid Dream, tak jak zakładano, odbiła się znacznie szerszym echem w świecie. Sen się spełnił. Na tydzień przed (chodź z innych źródeł wynika, że dopiero w kwietniu) wydano singla Piano Lessons oraz teledysk nakręcony do tego utworu przez Mike’a Beniona, starego przyjaciela Wilsona, którego Stefan poznał pracując w branży telewizyjnej (tworząc podkłady muzyczne, do reklam, które Benion reżyserował). Obaj panowie mieli już wcześniej wspólne plany pracy poza reklamami (np. przy nigdy nie zrealizowanym klipie do Watching Over Me no-man), ale dopiero teraz to się udało. Zaznaczę też, że to właśnie z Benionem, Bosy napisał potem szkic scenariusza do filmu Deadwing, pomysłu który siłą rzeczy nadal leży w szufladzie.

                                              

Sam klip był parodią zmagań młodych zespołów z wielkimi muzycznymi korporacjami, coś z czego wtedy Porcupine Tree szydzili, ale z czym Stefan miał bezpośrednio do czynienia w przypadku One Little Indian i do czego miał niejako wrócić podpisując umowę w 2001 r. (ale do tego dojdziemy).
Zarówno singiel jak i klip nie podbiły list przebojów, ale wyniki PT był zdecydowanie bardziej imponujące niż przy okazji poprzednich albumów. Wsparcie Snappera oznaczało jeszcze jedną rzecz. Możliwość pojechania w trasę koncertową z prawdziwego zdarzenia.
Oczywiście, jeśli spojrzeć na listę występów zagranych podczas Signify Tour, to też jest tego całkiem sporo, ale jeśli baczniej się przyjrzeć, to widać, że bardzo dużo z tych koncertów, to były festiwale lub supportowanie innych grup. Do tego Porcupine Tree wielokrotnie grało dla kilkudziesięciu osób. Tym razem trasa miała być odpowiednio wypromowana. Inną bardzo istotną różnicą było to, że w ramach Stupid Dream Tour Jeżodrzewie miało polecieć do USA. Wcześniej zespół był w Ameryce tylko raz, w czerwcu 1996 r. i zagrał dwa koncerty – w Nowym Jorku (na mini festiwalu zorganizowanym przez ich ówczesnego amerykańskiego wydawcę C&S, to wtedy Stefanowi spalił się wzmacniacz w trakcie Moonloopa) oraz w Baltimore (na festiwalu Progscape). To były małe występy, na które Porcupine Tree wcisnęli się fuksem. Teraz miało być inaczej. Zaplanowano aż 8 koncertów w Stanach i tylko jeden z nich miał być występem festiwalowym. Klamrą dla amerykańskiej wycieczki były dwa duże odnóża europejskie. W kolejnym tekście przyjrzymy się właściwej trasie.

czwartek, 22 grudnia 2016

Karma


Do napisania tekstu o zespole Karma, zbieram się praktycznie od początku istnienia tego bloga. Odkładałem to wielokrotnie, ale w grudniu częściej mam ochotę (zarówno muzycznie jak i w kontekście bloga) na wczesny etap działalności Wilsona, a zatem przeniesiemy się najdalej jak to możliwe. A nawet jeszcze dalej.

                                     


Początki początków początków

Steven Wilson urodził się 3 listopada 1967 roku. Kiedy powstawały pierwsze nagrania Porcupine Tree
i no-man miał około 20 lat. Dla części fanów, to właśnie tu zaczyna się kariera Stefana natomiast niektórzy zdają sobie sprawę z tego, że Bosy grał muzykę dużo wcześniej (Podobnie jak Tim Bowness, który zaczynał na początku lat 80-tych). Prawdopodobnie pierwszym zespołem, którego Wilson był członkiem był heavy metalowy Paradox, który powstał w 1981 roku kiedy Stefan miał około 14-tu lat. Niewiele o nim wiadomo. Raczej mało prawdopodobne jest, że zespół nagrał jakiekolwiek demo, natomiast zagrał przynajmniej jeden koncert, który odbył się w szkole, do której członkowie chodzili. Oto co Wilson miał do powiedzenia na temat Paradox oraz wspomnianego występu:

"It would be the school disco at my secondary school and it was with my heavy metal group, Paradox. That was '81, I would have been 12 or 13 years old. I was the singer/guitar player and we were really influenced by the New Wave Of British Heavy Metal. We played for our school friends before a disco and they patiently endured listening to us do our thing…"

http://www.musicradar.com/news/guitars/one-for-the-road-steven-wilson-640346

Podejrzewam, że działalność Paradoxu zakończyła się niedługo po tym koncercie. W 1982 roku Wilson nawiązał współpracę z innymi młodymi muzykami, która zaowocowała powstaniem dwóch projektów. Pierwszy – syntezatorowy Altamont, Steven współtworzył wraz z Simonem Vockingsem (więcej o
Altamont napiszę przy okazji osobnego tekstu). Drugi – Karma, był już pełnym rockowym składem, który powstał na fali zamiłowania członków zespołu do muzyki progresywnej, głównie wybijającego się właśnie Marillion.
W skład Karmy wchodzili wtedy: Steven Wilson (wokal i gitara), Tom Dussek (syntezatory i instrumenty klawiszowe), Pete Rowe (bas) i Mark (lub Marc) Gordon (perkusja). Był jeszcze Alan Duffy. Tematu Duffy’ego nie będę teraz za bardzo rozwijał, bo nadaje się on bardziej na „Mysteries of Steven Wilson”. Ponoć, facet był założycielem Imaginary Records. Pisał teksty, które idealnie nadawały się dla młodego, neo-prog’owego zespołu. Jak dokładnie doszło do zapoznania się Alana z Wilsonem, tego nikt nie wie. Ostatecznie zaoferował on młodemu Stefanowi swoje teksty, a Wilson je przyjął i korzystał z nich aż do końca lat 80tych (najpierw w Karmie, potem w Porcupine Tree). Alan Duffy nigdy nie był formalnym członkiem żadnego zespołu Stevena Wilsona, ale według tego co napisano na okładkach kaset demo, był autorem wszystkich tekstów Karmy na pierwszej kasecie. Uzbrojeni lirycznie w bajki o smokach i elfach oraz muzycznie w coś co przypominało hybrydę wczesnego Marillion i trochę starszych zespołów prog-rockowych, Karma zaczęli grać koncerty.
Trzeba pamiętać, że to były jeszcze dzieciaki, z bardzo ograniczonymi możliwościami (głównie transportowymi). Z tego też powodu występy odbywały się w granicach hrabstwa Hertfordshire (sam zespół pochodził z Hemel Hempstead). Rok później, zespół był już dosyć ograny, a repertuar dopieszczony. Podjęto decyzję o nagraniu dema.

The Joke’s On You

                                     


Rejestracji utworów dokonano w październiku 1983 r. w The Close, które musiało być lokalnym studiem nagraniowym. Wynik tych sesji szybko trafił do obiegu w postaci kasety „The Joke’s On You”.
Pojawiły się na niej cztery kompozycje (trzy na stronie A i jedna na stronie B). Dwa pierwsze utwory (Intruder D’or i Tigers In The Rain), to typowe neo-progresywne kawałki (jak wszystko na tej kasecie) z przytłaczającymi ilościami nachalnych partii klawiszowych.

                                                  

                                                  


Kolejne dwa nie odbiegają zbytnio od tego schematu, ale są zdecydowanie bardziej atrakcyjne dla fana Stevena Wilsona ze względu na powiązania z Porcupine Tree. Zarówno Small Fish, jak i Nine Cats zostały potem nagrane na nowo i wydane na albumach Jeżodrzewia (odpowiednio na "Up The Downstair" i "On The Sunday of Life"). Zaprezentowane tu wersje Karmy, to ich bombastyczne i przeholowane wcielenia.

                                                  


Small Fish z kasety „The Joke’s On You” jest o dobre 2 minuty dłuższe. Rozpoczyna się dziwnym space rockowym intrem, po którym Stefan śpiewa obie zwrotki piosenki i gra gitarowe solo znane z wersji Porcupine Tree. Następnie wchodzą dwa segmenty, z których Stefan później zrezygnował. Pierwszy to solo na klawiszach, a drugi zarezerwowany jest dla sekcji rytmicznej. Kiedy Wilson reanimował Small Fish na początku lat 90-tych, przerzucił swoje solo tak aby znalazło się między dwiema zwrotkami i tak powstała wersja, którą znamy najlepiej.
O ile w tym wypadku sprawa wydaje się jeszcze w miarę prosta, to wszystko komplikuje się przy Nine Cats.
Wersja Karmy jest 3,5 razy dłuższa niż ta, którą znamy z „On The Sunday Of Life”. Kiedy pierwszy raz się z nią zetknąłem, to zastanawiałem się jakim cudem Stefan zostawił ostatecznie tylko 4 minuty z ponad 14-tu? Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje. Wersja Porcupine Tree ma piosenkowy, niemal ogniskowy charakter, zresztą co będę pisał, znacie ten utwór na pamięć. To bardziej psychodeliczne, niż progresywne ujęcie „Nine Cats”. 14-tominutowy kolos Karmy zajmuje całą stronę B kasety „The Joke’s On You” i prawdopodobnie miał być dla niej tym, czym dla „Meddle” było Echoes. Utwór otwiera wstęp na „pianinie” (w rzeczywistości syntezatorze z bardzo tanim brzmieniem pianina), po czym wchodzi gitara wołająca sobą „Steve Rothery”. Wchodzi Stefan.. i śpiewa fragmenty tekstu, które nie trafiły do Jeżodrzewiowej wersji „Nine Cats” (te będą dużo później). Kłamię, w pewnym momencie Stefan śpiewa „sekretną” zwrotkę znaną z akustycznej wersji z „Insignificance”, no ale to jeszcze inna wersja. W tle panuje względny spokój. Około 3:50 utworu pojawia się fragment tekstu użyty później w utworze The Nostalgia Factory. Pokazuje to ciekawą rzecz. Być może Alan Duffy był autorem wielu tekstów na „On The Sunday Of Life”, ale to Wilson poskładał je sobie do kupy, tak jak mu pasowało. Jest to też jednak dowód na to, że te teksty (jak można było się domyślić) nie mają żadnego znaczenia i sensu. Można jest rozsiać po całej płycie w dowolnej kolejności i niczego to nie zmieni.

                                                       
                                                                                          (Nine Cats wchodzi w 16:36)


Wracając do Nine Cats. Około 5 minuty kończy się to, co chociaż w minimalnym stopniu przypominało utwór w formie jaką znamy najlepiej. Od tego momentu wchodzą
typowe prog segmenty, które nie mają ze sobą nic wspólnego oprócz tego, że umieszczono je w jednym utworze. Nie brzmi to źle, ale trudno nie ulec wrażeniu, że trochę to wszystko na siłę „uprogresywnione”. W końcu, po 5 minutach cudów z kosmosu, powraca główny motyw i pojawia się pierwsza zwrotka z wersji Porcupine Tree. Drugiej niestety nie uświadczymy, widocznie była na innej kartce od Duffy’ego, której Wilson akurat nie miał przy sobie (lol). Nie szukajcie na tej kasecie tytułowego utworu, nie ma czegoś takiego jak „The Joke’s On You” w wersji Karmy. Wilson podwędził tylko tytuł dla Porcupine Tree.
W podziękowaniach w książeczce znalazł się między innymi zesp
ół Solstice, którego utwór Wilson zmiksował parę lat temu.

The Last Man To Laugh

                                                        


Trudno powiedzieć, co Karma dokładnie porabiała między 1983 r., a 1985 r., poza graniem koncertów oczywiście. Na pewnym etapie, z zespołem musiał pożegnać się Pete Rowe, ponieważ nie widnieje od na liście płac drugiej kasety demo, wydanej w 1985 r. „The Last Man To Laugh”. Dołączył za to (wspomniany przy okazji Altamont) Si Vockings. Nie zastąpił on jednak Petera na basie, ale grał na klawiszach, zatem od tego momentu Karma miała dwóch klawiszowców. Zadziwiające jest to, że mimo tego „The Last Man To Laugh” wydaje się być mniej zdominowany przez syntezatory, niż „The Joke’s On You”. Na kasecie znajdują się dwie dłuższe kompozycje. Pierwsza pt.: Where Is The End If There Is No Beginning? (prawie 10 minut), to dosyć typowy noe-progresyny utwór.
Rozpoczyna się fragmentem śpiewanym przez nieznaną wokalistkę, później mikrofon przejmuje Wilson, który gra tutaj na gitarze, prawdopodobnie basie i na flecie.
Druga nazywa się A Peace Of Earth And Good Swill To All Pigs (Part 1 and 2) (ponad 20 minut) i niewiele więcej mogę o niej napisać. Najlepiej sami posłuchajcie. Z pewnością godny podziwu jest poziom technicznych umiejętności członków zespołu Karma. „The Last Man To Laugh” to bardzo ambitny materiał, którym niestety zespół nie był w stanie odcisnąć swojego piętna w zalewie neo-progresywnych zespołów.


                                     


Co ciekawe, wszystkie teksty na tę kasetę demo napisał Steven Wilson. Całość nagrano w „The Close”. W obiegu krąży obecnie krótsza wersja tego wydawnictwa, oryginał zawierał na drugi stronie utwór Counterparts, który był po prostu zbieraniną remiksów i odrzutów z sesji, które dały życie zawartości strony A.

Chesham 1985

W 1985 r., zespół mocno koncertował. Uchował się zapis z jednego z tych występów, co uważam za niezwykłe szczęście. Dzięki temu możemy zbadać, jak zespół prezentował się na scenie. Karma musiała tamtego wieczora grać w charakterze supportu, bo ich set (zakładając, że jest pełny) trwa niecałe pół godziny. Odbył się on w Chesham, w lipcu 1985 r.

1. Check In At The St Berenice Ward
2. A Piece Of Earth And Good Swill To All Pigs (Part 2)
3. Night Whispers


Jak widać, grane był
y między innymi dwa utwory, które nie pojawiły się na obu kasetach demo. Publiczność składała się z garstki młodych ludzi, prawdopodobnie kolegów i koleżanek członków Karmy. Zespół brzmi w zasadzie tak jak na płytach zatem można śmiało uznać, że ich umiejętności nie ograniczały się tylko do bezpiecznych zakątków studia The Close. Nowe utwory zdradzają ciągoty do odrobiny prostszych, bardziej piosenkowych form. Możemy sobie tylko wyobrażać jak Karma mogła się rozwinąć gdyby działała dalej. Wilson rzuca parę zdań do publiczności, a ta odwzajemnia się serdecznym aplauzem i samotnym okrzykiem „Nine Cats!”, co pokazuje, że nie byli to przypadkowi ludzie. Niestety to wszystko co oferuje nam to nagranie. W czasie swojego istnienia, Karma zagrała ponoć do 40-tu koncertów, a jako że nie wypuszczali się zbyt daleko, to byli pewnie jednym z tych popularnych lokalnych zespołów, na których koncerty chodziło się ze znajomymi po zajęciach.

Zakończenie

Niestety, rok później zespół zakończył działalność. Powodów nie znam, ale podejrzewam, że członkowie zespołu po prostu skończyli szkołę i rozeszli się w różne strony. Tom i Mark dołączyli do zespołu The Odd Eccentric, natomiast Steven Wilson już rok później poznał Tima Bownessa i razem z nim rozpoczął trwającą do dziś przygodę pt. no-man.

Jak można zatem podsumować działalność pierwszego większego zespołu, w którym działał Steven Wilson? Myślę, że jako ciekawostkę. Karma była ewidentnie odpowiedzią na istniejący już, konkretny styl (a nawet konkretny zespół – Marillion). Członkowie dawali tutaj upust swoim aktualnym fascynacjom muzycznym i dobrze się przy tym bawili. Czy myśleli poważnie o zespole, czy była to tylko przygoda będąca odskocznią od szkoły? Trudno powiedzieć. Takich zespołów było w Anglii pełno, istniały po kilka lat i znikały. Karma wypłynęła po latach przede wszystkim ze względu na udział Stevena Wilsona i to, że na pierwszej kasecie znalazły się dwa utwory nagrane później jako Porcupine Tree. Muzycznie jest to dosyć ciężki orzech do zgryzienia, ale ma w sobie młodzieńczą energię i naiwność, które są domeną głównie takich wczesnych zabaw muzyków. Koneserzy prog-rocka z pewnością znajdą coś ciekawego dla siebie na dwóch wydanych kasetach „The Joke’s On You” i „The Last Man To Laugh”, natomiast fani Stevena Wilsona mogą usłyszeć jak ich bohater radził sobie na samym początku kariery. I trzeba przyznać, że radził sobie całkiem nieźle jak na nastolatka.

Na zakończenie mała ciekawostka. Swego czasu na starym międzynarodowym forum Porcupine Tree, wypowiadał się użytkownik o nicku
melvynmonkey, który twierdził, że bywał na próbach Karmy i znał się z członkami zespołu. Wspominał, że mieszkał w tym samym domu co Tom Dussek, w którym regularnie odbywały się próby zespołu oraz różnego rodzaju jam sessions, na które wpadał czasami Colin Edwin. Z jego opowieści wynika, że znajomość tej grupki przetrwała do drugiej połowy lat 80-tych, kiedy to Wilson chwalił się stworzeniem nieistniejącego zespołu (Porcupine Tree). Możecie o tym poczytać tutaj:

http://archive.porcupinetreeforum.com/YaBB.pl?num=1319823457

Trudno mi ocenić, czy ten człowiek pisał prawdę, czy nie, zresztą dużo tego nie ma. Podejrzewam, że tak rzeczywiście mogło być. Ot kolejna ciekawostka w gąszczu ciekawostek. Jeszcze jedna? Steven utrzymał kontakt z Markiem Gordonem, który wiele lat później pomógł mu podrasować studio cyfrowym osprzętem.

poniedziałek, 28 listopada 2016

An Evening With Steven Wilson: Grace for Drowning Tour 2011 - 2012, cz.5: Bootlegi.


Jak na względnie krótką trasę, to wybór bootlegów jest dosyć przyzwoity. Pierwsze dwa koncerty (Poznań 20.10.2011 r. i Kraków 21.10.2011 r.) nagrywałem sam i jak dotąd nie słyszałem żadnych innych rejestracji tych występów. Jakość tych bootlegów jest średnia, sprzęt był nowy, a ja cały czas eksperymentowałem z ustawieniami i wyszło jak wyszło. Inna sprawa, że miałem swoje 5 minut fejmu kiedy udostępniłem te nagrania na Demonoid, w końcu to były pierwsze solowe występy Stefana w ogóle i sporo osób czekało na te bootlegi jak dzieci na Wigilię. Jako, że nie ma żadnych substytutów, to nieskromnie polecam moje nagrania jako jedyną pamiątkę scenicznego debiutu Stefana solo na małej i dużej scenie. Jeżeli ktoś posiada alternatywne bootlegi, to proszę o kontakt.

        

Niemcy nie dali ciała. Z czterech koncertów jakie SW zagrał u nich w 2011 r, posiadam trzy bootlegi z dwóch koncertów (Monachium 23.10.2011 r. i Hamburg 28.11.2011 r., z czego Monachium nagrały dwie osoby). Każde z tych nagrań ma swoje wady i zalety, ale generalnie są miłe dla ucha.

                                              

Równie dobra jest rejestracja z koncertu w Londynie (31.10.2011 r.). Jest to ostatni koncert zagrany w oryginalnym składzie solo bandu (z Azizem Ibrahimem) więc warto go mieć.
Następne dwa bootlegi również są swego rodzaju rarytasami, bo to jedyne nagrania z Amerykańsko/Kanadyjskiej części trasy jakie posiadam (i być może jedyne dostępne w szerszym obiegu). W skrócie, to jedyne bootlegi, na których możemy usłyszeć Johna Wesleya. Każdy gitarzysta, który był członkiem zespołu Stefana miał trochę inne podejście do tych samych utworów i fajnie jest porównać, to jak te kawałki się ze względu na to zmieniały. Wes, tak jak pisałem już wcześniej, doskonale dawał radę. Do słuchania mamy Boston (13.11.2011 r.) i Montreal (15.11.2011 r.). Oba bootlegi są bardzo przyzwoitej jakości. Wiem, że te opisy wyglądają tak samo, ale taka była ta trasa. Na tym etapie zmian w setliście nie było, zachowanie Wilsona było praktycznie identyczne każdego wieczora, a jakość bootlegów wyjątkowo równa.

                                              

Rok 2012 przynosi pewne zmiany. Po pierwsze, mamy tu pierwszą transmisję radiową z koncertu SW. I to nie jakieś fragmenty, ale całość (ok, brakuje akustycznych kawałków PT). Radiowym rodzynkiem jest występ z Santiago (18.04.2012 r.). Niestety mimo że była to profesjonalna transmisja, to samo nagranie brzmi trochę mniej pro. Jest przesterowane, momentami ostro trzeszczy, przypomina trochę tego typu nagrania z lat 90tych. Nie ma jednak co marudzić, bo to jedyny broadcast z całej trasy i do czasu wydania dvd „Get All You Deserve”, to było jedyne pełne profesjonalne nagranie z solo koncertów, nie wspominając o obecności nowego kawałka (Luminol). Pozostały jeszcze dwa bootlegi, Tilburg (2.05.2012 r.) oraz drugi Londyn (15.05.2012 r.).
Zwłaszcza ten drugi wart jest uwagi, bo zawiera wykonanie utworu „Insurgentes”. Niektóre kawałki trochę się pozmieniały, nie tylko ze względu na kolejną zmianę na miejscu gitarzysty (Niko Tsonev), ale też ze względu na zdecydowanie śmielsze działania zespołu. Np. panowie zorientowali się, że solo Beggsa w „No Part Of Me” jest trudne do odtworzenia na żywo tak żeby ktokolwiek coś z tego usłyszał. Adam Holzman dołożył więc w tym miejscu solo na moogu. Pojawiło się jeszcze kilka naprawdę drobnych zmian, ale był one ograniczone ze względu na to, że każdy utwór był idealnie dopasowany do projekcji (co zawsze uważałem za koszmarnie ograniczające).

                                                          

I to tyle. Na jesieni 2012 r. otrzymaliśmy z tej trasy oficjalne dvd. Zawsze uważałem, że Stevena Wilsona lepiej się słucha niż ogląda (może z wyjątkiem „Anesthetize”, które jest doskonałe pod każdym względem). Niestety, najbardziej odczułem to oglądając „Get All You Deserve”. O ile muzyka jest świetna, to oglądanie Stefana machającego rękami jak pajac i czarującego dłońmi jak Harry Potter, nie stanowi dla mnie źródła przyjemności, raczej zażenowania. Z Wilsona zrobił się taki Piotr Rogucki angielskiego prog-rocka, niektórym to się pewnie podoba, ale ja wolałem kiedy miał łapy przyklejone do gitary i nie mógł sobie folgować. Szczytem było czołganie się po ziemi w trakcie „Index” w 2013 r., ale do tego dojdziemy przy okazji TEJ trasy (niecierpliwym polecam wideo Index z Lorelay z 2013 r.).

Tak czy inaczej, po przeczytaniu serii tekstów o „Grace For Drowning Tour” (An Evening With Steven Wilson), powinniście wiedzieć już całkiem sporo o tym jak to wyglądało i jakie pamiątki z tego zostały.

To była ciekawa trasa. Najkrótsza w Stefana solowej karierze, ale w tym czasie zdążył dwukrotnie zmienić gitarzystę, dorzucić Amerykę południową i niespodziewany drugi europejski leg.
Zagrał niewiele ponad 40 koncertów (obecnie kończy trasę, która zawiera ponad 150 dat), ale to fantastyczne koncerty. Jeżeli chodzi o solowe wyczyny Wilsona, to czeka nas teraz trasa Raven, ale to już w przyszłym roku. Na ten rok zaplanowałem jeszcze kilka tekstów, ale na razie chichosza.

piątek, 18 listopada 2016

An Evening With Steven Wilson: Grace for Drowning Tour 2011 - 2012, cz.4: Reszta świata.


                                                  


Jak wypadła reszta trasy? Europejskie odnóże nie odznaczyło się żadną zmianą w żelaźnie przećwiczonej setliście. W zasadzie można założyć, że każdy z tych koncertów był identyczny, ale nie można mieć o to do Stefana pretensji, to była premierowa trasa solo i raczej każdy chciał zobaczyć to samo, bo widział to po raz pierwszy.
Z tego co mi wiadomo, to każdy koncert był rejestrowany. Po europejskim objeździe pojawiło się na soundcloudzie Bosego kilka nagrań z Londynu: Sectarian, No Part of Me, Index i Deform to Form A Star. Londyn (31.10.2011) był ostatnim przystankiem w Europie, na 8-mego listopada zespół był już zaklepany na rozpoczęcie amerykańskiego odnóża na Florydzie. Niestety stała się rzecz dosyć niespodziewana. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie, ale prawdopodobnie jeszcze w trakcie objazdu po Europie dotarła do solo bandu informacja, że Aziz nie dostanie wizy do USA.

                                             

Powody nie był tak oczywiste jak się wydaje. Aziz urodził się w Wielkiej Brytanii i nie było praktycznie żadnego powodu, aby nie dać mu wizy, zwłaszcza w momencie kiedy wiadomo było, że przyjeżdża tam jako muzyk, który ma zakontraktowane koncerty. Dodam jeszcze, że Aziz nie jest pierwszym z brzegu gitarzystą, odbywał już trasy z takimi zespołami jak Simply Red, czy The Stone Roses. Przykrym finałem całej sprawy było to, że Ibrahim otrzymał w końcu wizę, ale było to w momencie kiedy trasa właśnie startowała (o czym opowiadał swego czasu jego przyjaciel, Steve Hogarth z Marillion). Przepadek? Tym samym, Aziz został wyeliminowany (jak się okazało, na stałe) z pozycji gitarzysty w solo bandzie Stevena Wilsona. Kto zatem przybył na ratunek?
W tamtym czasie opcja była tylko jedna i na szczęście Stefan z niej skorzystał. Oczywiście zgłosił się do Johna „Wesa” Wesleya, który mimo tego, że był zajęty nagrywaniem nowej płyty (Disconnect), zgodził się. A czasu na opanowanie monstrualnego materiału miał niewiele. Tak sytuację opisał Wes kiedy wrócił do domu pod koniec listopada:

A couple of weeks ago, I received word that Aziz Ibrahim, the touring guitarist in the Steve Wilson solo band, had an issue with a work visa right before the start of the planned North American tour. I was then asked to step in for the Grace for Drowning North American tour. After some serious work learning an almost two hour set, I did the first show in Orlando, then hit Baltimore, had stunning gigs in NYC, Philly, Boston at the Berklee Performing Arts Center, Montreal, Toronto, and the big finale in Chicago at the Legendary Park West. The band was a simply stunning array of musicians — Marco Minneman (drums), Nick Beggs (bass), Theo Travis (saxophone & flute)  and Adam Holzman (keyboard) — it was an incredible set of shows.

                                               

                                       

Z tego co pamiętam, Wes miał niewiele ponad tydzień na nauczenie się wszystkiego i raptem jedną próbę z całym zespołem. Niewielu gitarzystów by się czegoś takiego podjęło, ale Wes dał radę. Wszystkie zaplanowane koncerty w USA i w Kanadzie odbyły się bez przeszkód. Setlista nie uległa zmianie, ale to raczej oczywiste. Jeszcze przed amerykańskim odnóżem, kiedy Stefan wyjaśniał na fb sytuację z odejściem Aziza i dołączeniem Wesa, zawarł również ciekawą informację.


now we can look into the possibility of touring again early next year in order to play some of the places we missed out this time around. On a less positive note, some of you may have heard that the guitar player in the band, Aziz Ibrahim, was refused a work visa to tour the US, but the good news is that my old buddy John Wesley has agreed to step in to cover for Aziz during the forthcoming USA and Canada shows.

Przed Poznaniem, Stefan absolutnie nie wychylał się z planami występów solo poza koncert w Chicago, który kończył trasę po USA i Kanadzie, ale już po Europie miał parcie, aby ciągnąć wóz dalej. Kiedy jednak wrócił do domu pod koniec listopada i podliczył hajs w portfelu, to okazało się, że piszczy tam biedą i nie ma jak opłacić kolejnych występów. Na tym etapie SW dopłacał do tego by móc grać solo koncerty. Obecnie na tym zarabia (lub jak twierdzi, wychodzi na zero, bo ciągle ładuje w swoje koncerty więcej kasy żeby były większe, głośniejsze, itd.), ale wtedy sytuacja przypominała tę, w której znalazło się Porcupine Tree w 2000 roku kiedy chcieli pojechać w trasę jako support Dream Theater (niezależnie od tego co się sądzi o DT, to propozycja była dosyć lukratywna), ale nie było ich stać. SW skompilował wtedy Recordings, dzięki sprzedaży którego udało się zebrać odpowiednią ilość kasy, a sama płyta do dziś jest zdaniem fanów jednym z najwybitniejszych dzieł PT. Takie patenty nie rdzewieją, zatem Stefan zrobił dokładnie to samo i zdecydował się wydać obszerne fragmenty koncertu w Londynie na płycie CD zatytułowanej Catalogue. Preserve. Amass. Oprócz dostępnych już wcześniej Index, Deform To Form A Star, No Part Of Me i Secatrian, Wilson dorzucił No Twilight…, Veneno Para Las Hadas i całego Raidera II. Całość (70 minut muzyki) została opatrzona ładną okładką, a wydawnictwo było limitowane do 3.000 sztuk. Sprzedaż rozpoczęła się w marcu 2012 r., oczywiście wszystkie kopie szybko się rozeszły, co tez napełniło Bosemu świnkę skarbonkę podpisaną „2012 solo tour”. Brawo, Stefan.
W kwietniu, z okazji Record Store Day, sprzedano jeszcze 2.000 wytłoczonych na tę okazję winyli Catalogue. Preserve. Amass. One też zniknęły z prędkością światła.

                                              

Wilson musiał wiedzieć, że zbiórka wypali, bo kolejne daty koncertów zostały zaplanowane już na kwiecień. Trzecie odnóże miało miejsce ponownie w Ameryce, ale nie tylko w USA. Setlsita nie uległa zasadniczo zmianie, pojawił się jednak jeden nowy solowy numer – Luminol (przez jakiś czas uznawany za Luminal, dopóki SW nie przeliterował tytułu w wywiadzie). Zmiana nastąpiła tez znowu na miejscu gitarzysty. Tym razem za wiosło chwycił Niko Tsonev, doskonały muzyk z Bułgarii.

                                     

Niestety wraz z koncertem w Hollywood, setlista zaczęła się kurczyć. Padło na mój ulubiony solowy kawałek Wilsona – Veneno Para Las Hadas. Najwyraźniej Amerykanie zbyt szeroko ziewali na wolniejszych kawałkach i coś trzeba było obciąć.
12-tego kwietnia, zespół zajechał do Meksyku (pierwszy raz Stefana w tych rejonach) i zagrał mini koncert w En Plaza Condesa.

01. Even Less
02. Deform To Form A Star
03. Postcard
04. No Twilight Within The Courts Of The Sun


Następnego dnia, zagrano już prawdziwy, pełny set w Teatro Metropolitan. Z okazji tego, że występ był filmowany z myślą o wydaniu dvd (pod tytułem Get All You Deserve we wrześniu 2012 r.), powróciło Veneno Para Las Hadas. Kolejne koncerty były pod względu setu dosyć dziwaczne. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem listę z Wenezueli (15tego kwietnia), to byłem trochę zmieszany.
Ponownie wypadło Venono, natomiast publiczność otrzymała po Get All You Deserve bis niespodziankę… w postaci dwóch utworów Porcupine Tree. Zagranych przez Stefana solo solo, na akustyku, był to Even Less i Trains.

                                                   

Po tym jak Wilson odgrażał się co do repertuaru w 2011 r., było to dosyć zaskakujące, ale ostatecznie zrozumiałe. Fani z tamtych rejonów nigdy nie mieli okazji zobaczyć Porcupine Tree przez całe 17 lat jakie ten zespół spędził w trasie. Bosy był zobligowany żeby dać tym ludziom chociaż cząstkę Jeżodrzewia. Koncert w Santiago, Chile (17-tego kwietnia) prezentował się tak samo, zaś następny (18-tego kwietnia), również w Santiago, zawierał dwie zmiany. Zamiast Even Less, na bis SW zagrał Lazarusa, a w głównym secie Veneno Para Las Hadas wymieniło Like Dust I Have Cleared From My Eye. Od tamtej pory, Veneno nie powróciło już na koncertach SW. Drugi koncert w Chile był transmitowany wtedy w lokalnym radiu, to pierwszy taki przypadek na trasie solowej Stefana. Pozostały koncerty w Argentynie i Brazylii wyglądało tak samo.
Występem, który odbył się 25-tego kwietnia w Szwecji Wilson oficjalnie rozpoczął czwarty leg pierwszej solowej trasy triumfalnie powracając do Europy. Set nie uległ żadnym zmianom, z wyjątkiem tego, że ekstra bis z utworami PT się ulotnił.
Trzeba było czekać do koncertu w Paryżu (4tego maja) aby objawiła się jedyna na tej trasie, w miarę spontaniczna zmiana (nie licząc mikro setu PT). Like Dust I Heave Cleared From My Eye wypadło, a w jego miejsce pojawiło się znienacka Insurgentes.

                                     


Planowo zmiana miała być jednorazowa (z jakiegoś powodu), ale wyszło tak dobrze, że Wislon postanowił grać ten utwór dalej. Like Dust I Heave Cleared From My Eye powróciło jeszcze tylko podczas występów we Włoszech i jak dotąd nie powróciło. Ostatni koncert całej trasy promującej Grace for Drowning odbył się w Londynie, w Shepard’s Bush Empire (w tym samym miejscu gdzie w 2011 r. nagrano Catalogue. Preserve, Amass i gdzie w 2001 roku Porcupine Tree nagrali nigdy nie wydany koncert, o którym pisałem w pierwszym wpisie tego bloga). Setlista składała się ze standardowego zestawu 13-tu utworów. W stosunku do początku w Poznaniu, wyleciało Veneno Para Las Hadas (poniekąd zastąpione przez Luminol) oraz Like Dust I Heave Cleared From My Eye (zastąpione przez Insurgentes). Tak tez zakończyła się pierwsza solowa trasa Stevena Wilsona, trasa która miała trwać tylko dwa miesiące, która miała być tylko na chwilę pomiędzy jednym, a drugim turnusem Porcupine Tree, a której kontynuacje ciągną się ostatecznie niemal nieprzerwanie po dziś dzień. Mimo skromnego (w porównaniu do kolejnych tras) repertuaru, była to moim zdaniem najciekawsza solowa trasa Stefana.

Między październikiem 2011, a majem 2012, Steven Wilson zagrał 18 utworów:

6 utworów z "Insurgentes"
8 utworów z "Grace for Drowning"
1 utwór z "The Raven That Refused To Sing (and other stories)"
3 utwory Porcupine Tree (Lazarus, Trains oraz Even Less)


W następnej części będzie o bootlegach z tej trasy, trochę ich było!